Ekocuda Targi Kosmetyków Naturalnych - co kupić, które firmy są warte uwagi?

Co warto kupić na Ekocudach?


W najbliższy weekend (30 i 31 marca 2019 r.) po raz szósty w Warszawie odbędą się Targi Kosmetyków Naturalnych pod nazwą EKOCUDA (w Poznaniu 13 i 14 kwietnia 2019 r.). Na targach tych miałam okazję bywać od samego początku i ominęłam tylko jedną edycję z przyczyn niezależnych ;) Obserwuję jak z roku na rok jest coraz większe zainteresowanie wydarzeniem, co niesie ze sobą pewne niedogodności jak tłum ludzi, braki w asortymencie, gorąco, przy niektórych stoiskach brak możliwości spokojnego porozmawiania z dostawcami. Dla niektórych osób wadą jest także brak promocji na produkty przy niektórych stoiskach, ale wiecie co? Niewielkie manufaktury wcale nie muszą stosować zniżek i promocji, aby sprzedać swoje wyroby, wystarczy ich dobra jakość oraz związana z nią renoma wyrobów. W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które znam i polecam oraz marki, którym ufam i których kosmetyki planuję kupić podczas najbliższych targów.


Zapraszam Was także na moją relację z pierwszej edycji Targów Ekocuda z listopada 2016 r. :)

targi-kosmetyków-naturalnych


EKOCUDA Naturalna pielęgnacja

Mydlarnia Cztery Szpaki to niewielka polska, rodzinna manufaktura. Do produkcji używane są własnoręcznie tłoczone oleje. W ofercie hydrolaty, musy do ciała, masła, peelingi (mam lawendowy, który dzięki glince jest niebieski!), kule kąpielowe i mydełka (mam jedno). Mam ochotę na hydrolat makowy i dezodorant w kremie.


Orientana - polska marka, która czerpie receptury z Azji, stamtąd pochodzą też składniki aktywne oraz orientalne zapachy kosmetyków. Zwykle podczas targów są różne promocje, można poprosić panie o próbki. Miałam sporo olejków tej marki, które są dość tłuste, mocno emolientowe. Krem z kurkumą jest świetny dla tłustej cery. Mam ochotę na ich żelowe maski-esencje oraz mój ulubiony peeling mechaniczny do twarzy Papaja. Dla lubiących nietypowe kosmetyki polecam balsam w kostce :)

Babo to ciekawa polska marka, która stawia na nawilżenie skóry i ochronę przeciwstarzeniową oraz maksymalne unikanie alergenów zamiast skupiania się na typie skóry czy wieku. Miałam okazję rozmawiać z właścicielką, która stworzyła kosmetyki dla siebie - bez zbędnych dodatków typu kompozycja zapachowa, za to wypakowane składnikami aktywnymi. Póki co w ofercie jest tonik (miałam miniaturkę - łagodzący, mocno nawilżający, koi wszelkie podrażnienia), krem (miniaturka fajnie nawilżała, nie "zapychała"), serum oraz maska-peeling.


Moja Farma Urody kolejna polska marka, którą od bardzo dawna obserwuję na Facebooku. Ostatnio miałam okazję poznać właścicielki i wiem, że na Ekocudach też planują się pojawić. Hitem tej marki są... jadalne kosmetyki. Fajne, naturalne składy, przede wszystkim proste i przemyślane, ciekawe maceraty ziołowe, własna olejarnia, miód - po prostu bajka! Do tego dodajmy oleje, zioła do picia oraz octy smakowe (osobiście zakochana jestem w buraczanym!).


D'Alchemy polska marka kosmetyków przeciwstarzeniowych, napakowanych składnikami aktywnymi i antyoksydantami. Kosmetyki nie są tanie, osobiście przekonałam się, że warto wypróbować po otrzymaniu próbek. Zakochałam się w niby treściwych konsystencjach, jednak bez tłustej warstwy, dobrym nawilżeniu i cudownych zapachach. Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami Ecocert, całkowicie wegańskie. Marka mnie urzekła zastąpieniem zwykłej wody hydrolatami, zawartością olei extra-virgin oraz olejków eterycznych i ekstraktów roślinnych kryjących się w ciemnym szkle.


Naturalna Bogini to portal i sklep, który kojarzy mi się przede wszystkim z kamiennymi masażerami (rollerami). Myślę, że to piękny prezent dla maniaczki naturalnego piękna. Kamienny masażer (mój jest jadeitowy) ma za zadanie pobudzić krążenie krwi i limfy pod skórą, przymknąć pory, a ponadto pomóc rozluźnić mięśnie, poprawić elastyczność skóry. Kamień jest zawsze chłodny, metalowe części nie zacinają się i nie skrzypią. Taki masaż jest bardzo odprężający, pomaga też lepiej wchłonąć się substancjom aktywnym z kosmetyków.


Rapan Beauty - czy muszę przedstawiać Wam tą markę? Najlepsze, aktywne maseczki glinkowe na rynku. Gotowe, nic nie trzeba mieszać. Niezawodne! Gdy moja cera potrzebuje oczyszczenia, dotlenienia i peelingu nie waham się ich użyć. Wiem, że niektórzy czują dość mocne mrowienie, zwłaszcza w przypadku wersji żółtej, jednak u mnie efekt ten ustąpił już przy drugiej aplikacji. Zużyłam wiele opakowań, a to naprawdę dużo znaczy dla osoby, która lubi testować nowości :) Ostatnio marka wprowadziła także inne produkty, m.in. tonik, sól do kąpieli, peeling, mydełka. Zwykle na targach są dobre promocje, więc spróbujcie sami.



Brooklyn Groove dla mnie nowość, poznana dzięki Paulinie z vloga OrganicMakeup, która "poczęstowała" mnie solidną porcją naturalnego dezodorantu z węglem aktywnym. Deo jest naprawdę dobry, póki co użyłam kilka razy i nawet w sytuacji dość stresowej nie czułam się nieświeżo. Ponadto ładnie, cytrusowo pachnie i pomimo ciemnego koloru nie brudzi ubrań. Ci ciekawe na pomysł kosmetyków właścicielka marki wpadła w Nowym Jorku, więc nazwa jest adekwatna :) Produkty ręcznie robione, wegańskie, naturalne. Mają świetne opakowania kojarzące mi się z miejskimi napisami na murach. Na pewno zajrzę podejrzeć co warto jeszcze kupić.

Be.Loved to marka, która szczególnie mnie zaczarowała swoim serum do twarzy, które znalazło się nawet w moim rankingu najlepszych kosmetyków 2018 roku! Genialny skład, w pełni naturalny, cudownie skomponowany pod potrzeby cery tłustej i problematycznej. Zero wypełniaczy czy przypadkowych składników, za to pięknie regulujące nadmierne wydzielanie sebum, kojące podrażnienia i wypryski, a zapach... Zapach sprawiał, że wyczekiwałam na chwilę wieczornej pielęgnacji! To zdecydowanie marka stworzona z miłością i pełną świadomością składów. Jedyny minus - na sera trzeba czasem czekać, ale warto.


Sylveco czyli chyba najbardziej znana polska marka kosmetyków naturalnych. Jedni ją kochają, inni nienawidzą twierdząc, że "wszystko ich zapycha" ;) Ja należę do teamu #lovesylveco, mimo że nie każdy kosmetyk się u mnie sprawdził, co uważam za jak najbardziej normalne. Kosmetyki należy dobierać pod potrzeby skóry, szukać cennych dla nas składników aktywnych i unikać tych, które wpływają niekorzystnie. Dla mnie "sylvecowa" seria do włosów jest nietrafiona, za mało oczyszczająca, za bardzo obciążająca, za to lipowy płyn micelarny lub seria Biolaven - MISTRZOSTWO! Tanie, łatwo dostępne, skuteczne, pięknie pachnące winogronem kosmetyki (nie lubiłam tylko kremu na dzień, ponieważ jest dla mnie zbyt emolientowy, za to wersja na noc była idealna przez całą dobę). Podobnie Vianek - szczególnie maseczki do twarzy, pomadki ochronne, olejki do ciała i włosów, fioletowy micel czy niebieski szampon do włosów - to moje tanie perełki. Poniżej podlinkuję Wam wszystko co się pojawiło na blogu na temat marki Sylveco. Niedawno na swoim Instagramie i Facebooku wrzuciłam wstępne wrażenia na temat kremu na zień Duetus (tu z kolei maseczki z węglem aktywnym to MISTRZ!), testuję też kilka kosmetyków Aloesove. Generalnie Sylveco rozwija się błyskawicznie! Jest też dedykowana seria dla dzieci, oczywiście z naturalnym składem. Na Ekocudach planuję kupić mój absolutny zestaw hitów czyli płyn do płukania ust i tonę pomadek z peelingiem :) PS. Na stoisku zawsze są jakieś promocje.




Lush Botanicals poznałam dość dawno również podczas jakichś targów, na których dostałam mnóstwo miniaturek tej marki. Szalenie mi się spodobały, ponieważ bardzo przypominają mi moje kosmetyki diy - ostatnio rzadko mam czas sama "kręcić" bardziej skomplikowane kremy, a tu proszę - dostępne są równie świeże "gotowce". Zapachy na bazie absolutów kwiatowych zachwycają i zapadają w pamięć na długo, a jednocześnie nie są nachalne czy męczące. Kto raz spróbował ten wie, o czym mowa. Poza tym składy są naprawdę piękne, pełne substancji aktywnych, na olejach tłoczonych na zimno. Wszystko zamknięte w eleganckim, ciemnofioletowym szkle.

Nature Queen - marka, którą poznałam początkowo "od strony" olei roślinnych i glinek. Produkty są niedrogie i fajnej jakości. Od jakiegoś czasu marka wypuszcza na rynek coraz to nowe kosmetyki gotowe, w ostatnich tygodniach serię do oczyszczania twarzy. Warto zajrzeć, szczególnie jeśli lubicie olejowanie twarzy lub włosów.


Bosphaera czyli producent mojego ukochanego peelingu do ciała ever! Bomba eteryczna, poprawiacz humoru i pogromca każdej paskudne pogody w postaci cytrusowych olejków eterycznych, cudownej konsystencji i działaniu (baza cukrowa). Dla mnie absolutny hit i mam już kolejne opakowanie! Fankom kąpieli w wannie z czystym sumieniem polecam śliczne babeczki do kąpieli - wyglądają absolutnie obłędnie, jak słodycze, a zapachy... Zapachy znajdą się dla każdego!


Senkara - polska marka, którą pierwszy raz wypatrzyłam u Aneczkablog. "Pandzioch" od razu przykuł moją uwagę, czyż opakowania nie są urocze? Do tego nietypowe zapachy jak banan, czekolada i nierafinowane masła. Wszystkie receptury autorstwa właścicielki - doktor nauk chemicznych, ale nie pozbawione przyjemności. W ofercie sera, musy, dezodoranty, olejki, hydrolaty, peelingi. Mam hydrolat Kwiat lotosu, na targach mam zamiar zaopatrzyć się w coś jeszcze :)


Lavera - marka niemiecka, na rynku od 25 lat! Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami certyfikowanych kosmetyków naturalnych. Do wyboru mamy prawdziwy ogrom produktów od pielęgnacji każdej skóry, przez kosmetyki dla dzieci i mężczyzn aż po higienę jamy ustnej. To co mi się podoba to brak sztucznych konserwantów, kompozycji zapachowych i wykorzystanie do produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Miałam okazję poznać kilka kosmetyków, na targach celuję szczególnie w pasty do zębów (miałam już dwie, są wydajne i dobrze oczyszczają).


Manufaktura Mewa tworzy w pełni wegańskie, ręcznie wytwarzane produkty: masła do ciała, peelingi cukrowe, kule do kąpieli, sera i hydrolaty. Egzotyczne zapachy pokroju mango, mandarynka czy ananas z łatwością umilają dbanie o siebie. Kosmetyki mają cudowne konsystencje i nie są drogie. Miałam hydrolat Neroli, pięknie i naturalnie pachnący z fajnym atomizerem (zdjęcie niżej).

Sape - mała mydlarnia, w której ręcznie wytwarzane są niesamowite kosmetyki. Piękne, estetyczne szklane słoiczki z białą etykietą przywodzą na myśl minimalizm i prostotę, jaką możemy znaleźć w naturze. Marka kojarzy mi się z bardzo innowacyjnymi produktami jak mydło z luffą albo mocno oczyszczającą peelmaską z węglem aktywnym na bazie białej glinki, korundu i mydła potasowego. Jeszcze czegoś takiego nie widzieliście! Peelmaska myje, peelinguje i dogłębnie oczyszcza pory, przez co jest wręcz idealna do skóry tłustej, zanieczyszczonej. Przy tym zupełnie nie wysusza, pozostawia cerę czystą, miękką i gładką. Czary! Poza tym w ofercie oleje, mydła, sera, produkty do demakijażu i kule do kąpieli.


La-Le poznałam od przeczytania gdzieś, że mają hydrolat porzeczkowy. Jako wielka fanka hydrolatów musiałam go mieć, więc na poprzedniej edycji Ekocudów kupiłam. Zapach to nie są typowe owoce, jest trochę "trawiasty", ale o ciekawej cierpkiej nucie, osobiście bardzo mi się podobał. Przy okazji do koszyka wpadł dezodorant na bazie sody o zapachu zielonej herbaty - całkiem niezły, niesamowicie wydajny, o miękkiej, plastycznej konsystencji. Dezodorant Lale na co dzień jest bardzo dobry, zawiódł mnie tylko raz, ale było to w mocno stresowej sytuacji, więc wybaczam :) Jest to kolejna marka stricte wegańska. Kusi mnie czekoladowe masełko do ust oraz kolejne hydrolaty, tym razem postawię chyba na borowinowy albo jagody goji. Uwaga! Jest też hydrolat męski (rumianek, mięta, lawenda, szałwia) :)

Bio Up to jest sztos! Ich tonik na bazie hydrolatu z opuncji i róży zapachem rozłożył  mnie na łopatki, a działanie nie ustępuje temu aromatowi :) Cera spryskana tym tonikiem natychmiast odzyskuje wigor, naprawdę nie wiem jak inaczej mam to określić! To bomba witaminowa, która nawilża, rozjaśnia, koi, przymyka pory, a jednocześnie zawiera sporo substancji aktywnych, które niestety czasem mogą się "pogryźć" z innymi produktami. Mówiąc wprost ten kosmetyk to coś o wiele więcej niż tylko tonik, który wielu osobom kojarzy się z pachnącą wodą o niższym pH. Tutaj mamy masę dodatkowych substancji, które czynnie wpływają na cerę. Widoczne na zdjęciu serum pod oczy jest absurdalnie wydajne, więc z powodzeniem  stosuję je na cała twarz, a także dekolt. Po kolorze widać, że oleje nie są rafinowane, serum dobrze współpracuje praktycznie z każdym produktem, z jakim go używałam. W moim posiadaniu jest także olejek do demakijażu z emulgatorem (spłukiwany wodą!) o zapachu cytrusowym, który uwielbiam - jest niesamowicie skuteczny, przyjemny w użyciu i posiada świetny skład. Uwaga - wiele surowców posiada certyfikaty.


Iossi - polska marka, która zachwyca składami. Do tej pory poznałam trzy kosmetyki: mydełko, serum rozświetlające (również znalazło się w ulubieńcach 2018 r!) oraz poniższą maseczkę antyoksydacyjną. Markę bardzo lubię, fajne składy, szczególnie dla osób w "moim wieku", w okolicach trzydziestki, gdy szukamy w kosmetykach już czegoś więcej niż tylko nawilżenie. Szczególnie przyjazna marka wrażliwcom oraz cerom problematycznym i alergicznym. PS. Maseczka pięknie rozjaśnia i rozświetla cerę, idealna dla skóry z problemami naczynkowymi. Trzeba ją rozrobić jak glinkę.


Polny Warkocz z mojego rodzinnego Lublina, chyba zawsze będę sympatyzować z tymi kosmetykami. Znamy się nie od dzisiaj, a to dzięki mazidłom marki. Są to tłuściutkie, trochę napowietrzone kremiki, zdecydowanie do stosowania na noc jako warstwa emolientowa na coś nawilżającego. Esencje to cuda! Dla jednych to po prostu tonik, dla innych o wiele więcej. Wodnista konsystencja zawiera sporo humektantów, pięknie pachnie i można ją stosować na milion sposobów. Idealna do maseczek w płachcie diy! Poza tym do wyboru mamy także koncentraty czyli olejki myjące do twarzy (z emulgatorem). Receptury dość proste, a mimo to skuteczne. Design opakowań swojski, słowiański. Produkty w ciemnym szkle. Bardzo niskie ceny!



Bartos - polska marka stworzona przez magister chemii. Świetne składy, pełne witamin i substancji aktywnych na bazie soku z aloesu, mocno nawilżające i odżywcze. Super fajne opakowania z dużą pompką typu air less. W ofercie także płyn micelarny. PS. Krem z witaminą C to prawdziwy sztos, jeden z dwóch moich ulubieńców ostatnich lat i jeden z niewielu kremów do twarzy, do którego jeszcze wrócę. Miał w sobie "to coś", przez co moja skóra lśniła, była jędrna, dobrze nawilżona, gładka i promienna, a choć wcale tego nie obiecywał dodatkowo pozostawiał cerę matową! EDIT: moja recenzja dotyczy poprzedniej formuły, jak się okazuje skład trochę został zmieniony.


Shy deer to marka zainspirowana... lasem. Śliczne opakowania z kawałkami drewna, ciekawy design. Receptury oparte zostały o hydrolaty, które wyparły powszechnie stosowaną wodę, dodając formułom jeszcze więcej składników aktywnych. Dodajmy do tego mnóstwo ekstraktów roślinnych i olejki eteryczne. Jestem na tak!

Dworzysk uwielbiam głownie za herbatkę Śpij Dobrze. Jej kojący zapach i smak zawsze pozytywnie nastraja mnie do snu, wycisza i koi nerwy. Uwielbiam! Co równie ważne lubi ją mój mąż. Dworzysk posiada własne pola lawendy, skład pochodzą kwiaty używane do produkcji m.in. kosmetyków. Hydrolat lawendowy tej marki pachnie przyjemnie, nie jest za mocny ani sztuczny, zawiera jednak fenoksyetanol (mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że niektórzy unikają). PS. Atomizer tworzy idealną mgiełkę i nigdy się nie zdarzyło, żeby się zaciął.


O!Figa to marka młoda, ale ambitna! Wszystkie kosmetyki bazują na cennym i nietanim oleju z opuncji figowej. Pozostałe składniki to jeszcze rzadziej spotykane, innowacyjne substancje takie jak olej z nasion cedru syberyjskiego, bioferment z tonkowca wonnego, ekstrakt CO2 z dzikiej róży, ekstrakt z juki. Osobiście mam hydrolat różany tej marki, ale poluję na coś ambitniejszego!


EKOCUDA Naturalny makijaż

Lily Lolo to brytyjskie kosmetyki mineralne. Osobiście miałam kilka produktów. Na szczególną uwagę zasługuje podkład mineralny, doskonale zmielony, ładnie stapia się z cerą oraz tusz do rzęs Big Lash Mascara, który idealnie rozdziela, podkręca i podkreśla rzęsy (moje są krótkie i jasne, a mimo to efekt był bardzo zadowalający). Pełna recenzja poniżej. Poza tym marka słynie z pomadek i błyszczyków do ust - mam jeden i jak nie lubię błyszczyków ten stale mi towarzyszy. Fajny jest też bronzer w kompakcie.


Felicea z kolei to nasza rodzima marka kosmetyków naturalnych, ale nie w formule sypkiej. Marka oferuje bardzo trwałe prasowane cienie do oczu oraz pudry i róże, ładnie napigmentowane kredki do oczu oraz korektory do twarzy. Markę natomiast najmocniej kojarzę z klasycznymi, ultra komfortowymi pomadkami do ust, do złudzenia przypominającymi kolorowy balsam do ust. Te pomadki są niesamowite, zupełnie nie czuć ich na ustach, "nosi" się je wygodnie, przez to nie są bardzo trwałe. Za to po zmyciu usta wyglądają na zadbane, nie są wyschnięte i przesuszone, a to dla mnie największa zaleta. Nowością Felicea jest tusz do rzęs, który kupimy w jednej z dwóch wersji szczoteczki: klasycznej lub silikonowej. Tusz nie uczula, ma skład łagodny dla alergików, delikatnie podkreśla i przyciemnia rzęsy. Ciekawa propozycja na co dzień dla osób, które mają naturalnie dłuższe, ale jasne włoski. Marka posiada także olejek do demakijażu (bez emulgatora). Wszystkie kosmetyki mają fajne składy (nie wypatrzyłam np. talku), niektóre substancje posiadają certyfikat ECOCERT.


Annabelle Minerals to pierwsza moja naturalna kolorówka, mineralna i polska marka. Podkłady w formule matującej są idealne dla mojej cery, nie "ciastkują" się (nakładam je pędzlem kabuki tej samem marki), ładnie stapiają z cerą, nie wybłyszczają się zbyt szybko. Genialna wydajność i całkiem wygodne opakowania (choć Lily Lolo były dla mnie praktyczniejsze, chodzi o przekręcane sitko, które w AM jest "na zatrzask"). Poza tym darzę absolutną miłością cienie i róże Annabelle Minerals, wszystkie w formułach sypkich. Na dzień dają mi komfort trwałości i naturalności. Nie zauważyłam, aby "zapychały", ale codziennie dbam o dokładny, delikatny demakijaż i oczyszczanie, nie chodzę spać w makijażu, nawet naturalnym. Wydajność tych minerałów jest dla mnie kosmiczna! Początkującym w temacie absolutnie odradzam formułę kryjącą, która wymaga odrobinę wprawy i przy "ciężkiej" ręce potrafi naprawdę niekorzystnie wyglądać na skórze, szczególnie tłustej czy mieszanej.

Ecolore to kolejna polska marka kosmetyków mineralnych, tym razem zachwycająca mnie szczególnie bronzerami, rozświetlaczem i różami. Podczas targów planowana jest promocja 10% taniej oraz przy zakupie 3 kosmetyków cień do powiek gratis. Poza tym najlepiej dobrać odcienie przy stoisku, na żywo. Formuły tych minerałów są bardzo drobno zmielone, przez co łatwo się nimi pracuje, praktycznie każdym pędzlem do minerałów.

Amilie - kosmetyki mineralne, również polskiej marki. Świetnej jakości podkłady w kilku formułach. Szczególnie warto sprawdzić formułę jojoba, która ma niezłe krycie, a na twarzy daje efekt "blur" jak Photoshop - skóra wygląda na promienną, miękką i gładszą! Warte uwagi są również pudry, cudowne róże, bronzery, a przede wszystkim cienie, w tym dwa duochromy - trwałe, pięknie się mieniące.


Puro Bio to kolejna naturalna marka oferująca kosmetyki do makijażu, tym razem włoska. Tu przede wszystkim wspomnę, że miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach z tą marką, a także poznać na własnej skórze "moc" podkładu kryjącego. Wiem, że z tym podkładem wiele osób ma kłopot i wcale się nie dziwię, ponieważ jest szybko zastygający i mocno napigmentowany, przez co trzeba nakładać go szybko i sprawnie. Od makijażystki dostałam info, że podkład najlepiej współpracuje z dedykowanym pędzlem tej samej marki, który jest naprawdę mocno zbity. Ruchy stemplujące i dość mocno wciskające produkt w skórę miejsce przy miejscu powinny sprawić, że cera będzie wyglądać naturalnie, a jednocześnie podkład zakryje wszelkie przebarwienia. Nie ukrywam - wymaga to wprawy i na pewno nie jest to produkt dla początkujących. Za to podkład w kroplach jest już bardziej przyjazny, a też ma całkiem przyjemne krycie. Dodatkowo podczas ostatnich Ekocudów kupiłam tusz Impeccable Mascara (bez niklu) z lekko podkręcającą szczoteczką i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu! Tusz jest idealnie czarny, rozdziela i lekko podkręca włoski. Obiecującą wyglądają też rozświetlacze (zdjęcie niżej) i cienie tej marki.


Ovium - marka wielorazowych, mięciutkich, biodegradowalnych, bawełnianych płatków kosmetycznych. Szyte w Polsce, z bawełny organicznej, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, świetnie się piorą i długo służą. Dla osób zainteresowanych #lesswaste i dobrej jakości produktami w przystępnej cenie.

EKOCUDA Naturalna chemia domowa

Klareko to sprawdzone receptury babć, ekologiczne półprodukty, bezpieczne dla ludzi i środowiska środki czystości. Składy oparte m.in. o kwas octowy, który jest naturalny, a działa mocniej niż domowy ocet. Proszek do prania, płyn do tkanin, mus czyszczący, środki do mycia luster  - to tylko niektóre produkty z dostępnego asortymentu, natomiast wszystkie cudownie połączone z aromaterapią dzięki zawartości olejków eterycznych.

Yope znane przede wszystkim z mydeł i żeli pod prysznic o ładnych zapachach, które uwielbiam. Marka posiada także w ofercie środki czystości: płyny do mycia naczyń, płyny uniwersalne, do szyb, do podłogi - niestety okazuje się, że produkty zawierają bardzo alergenne, syntetyczne konserwanty m. in. MIT, w związku z czym nie polecam i sama też nie kupię. Dostępne są także świece zapachowe - nie znam jednak całego składu, zobaczę na miejscu :)

Miuka Candles - świece z wosku rzepakowego wytwarzane ręcznie w Polsce. Podczas poprzednich targów chciałam kupić, jednak nie było zapachu, na który poluję. Zapachy są naprawdę niesamowite! Same świece w szklanych słoiczkach wyglądają elegancko, po prostu przepięknie! (3 zdjęcie powyżej, na środku).

Olivia Plum - świece sojowe (edit: mam info od producenta, że świece są dostępne tylko w okresie jesienno - zimowym) oraz ręcznie robione w niewielkich partiach kosmetyki pielęgnacyjne. Marka posiada także specjalną męską kolekcję produktów oraz ręcznie robione, porcelanowe mydelniczki. Podoba mi się, że marka stawia na współpracę z niewielkimi, lokalnymi producentami surowców.


Uwaga, moja lista jest obrzydliwie subiektywna i absolutnie nie oznacza, że pozostałe marki trzeba pomijać, bo jest coś z nimi nie tak. Wręcz zachęcam do spędzenia na targach wielu pasjonujących godzin na rozmowach z wystawcami, którzy w większości doskonale znają swój asortyment. Wiele nowych firm osobiście reprezentują pomysłodawcy i właściciele! Uwielbiam EKOCUDA właśnie za tą różnorodność, od dobrze znanych nam już marek po mniejsze, startujące manufaktury. Udanych zakupów!


PS. Koniecznie podzielcie się swoimi ulubionymi markami lub nawet konkretnymi kosmetykami. Stwórzmy wspólnie najlepszą naturalną listę zakupową w internetach :)

Komentarze

  1. Po przeczytaniu Twojego wpisu nawet cieszę się że mam za daleko do warszawy... nie potrafiłabym przejść obojętnie obok takich cudeniek a tego mój portfel by już nie przeżył ;))))
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, napracowałaś się :D Najbardziej kuszą mnie produkty Senkary i Polnego Warkocza :) Uwielbiam podkład sypki Lily Lolo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe marki i produkty, dla mnie to wszystko nowości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bosphaera ma cudne zapachy :) Na Ekocudach jest cała masa super marek!
    Na targach polecam zobaczyć minerały - szczególnie osobom, które nie miały z nimi do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że jednak warto iść ☺

    OdpowiedzUsuń
  6. Roller mam choć innej marki. A z pozostałych firm znam około połowę:) Niektóre mnie kuszą;)

    OdpowiedzUsuń
  7. I weź tu się powstrzymaj i nie wydaj majątku?!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie że mamy tyle dobrych polskich marek i coraz więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajne i ciekawe marki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam na tych targach i trochę ciekawych rzeczy kupiłam. Następnym razem zwrócę uwagę na Bio Up, Felicea i O!Figa. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ mamy różne doświadczenia z kosmetykami i inne wymagania, więc śmiało piszcie!

Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.
Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)

Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj w moim kosmetycznym świecie. Mam na imię Aneta i od wielu lat interesuję się kosmetykami, zwłaszcza naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, kręcę własne kremy. Z powodzeniem łączę pielęgnację polską z azjatycką. Mam nadzieję, że miło spędzisz tu czas :) Jeśli szukasz konkretnego kosmetyku skorzystaj z wyszukiwarki. Zapraszam Cię serdecznie do rozgoszczenia się na CosmetiCosmos.pl :)

Jestem tutaj