HITY BLOGEREK: Najlepsze naturalne kosmetyki do makijażu!

Najlepsze kosmetyki do makijażu naturalnego - HITY BLOGEREK!

To już drugi post z serii HITY BLOGEREK. Przypomnę, że ideą serii jest przybliżenie Wam różnych, najlepszych kosmetyków naturalnych okiem kilku blogerek. Wiadomo, że każda z nas jest inna, lubi inne zapachy, konsystencje, ma inną skórę czy włosy, więc  taki post zbiorczy daje nam ogromną możliwość pokazania różnorodnych kosmetyków. Stawiamy tylko na "dobre składy" kosmetyków, bez kontrowersyjnych substancji, pełne składników aktywnych, ekstraktów i olei roślinnych. Post nie jest w żaden sposób sponsorowany, nikt nas nie nakłaniał, aby wspomnieć o konkretnej marce czy sklepie. To są w 100% nasze doświadczenia z danymi kosmetykami, nasi absolutni ulubieńcy, o których często opowiadamy koleżankom lub obserwatorkom na priv! Dzisiejszy temat to naturalna kolorówka. Jeśli szukacie podkładów, tuszy i innych naturalnych produktów do makijażu na pewno znajdziecie poniżej coś, co Was zainteresuje lub przynajmniej poznacie nowe marki. Jedziemy?


Zobacz też: 


kosmetyki-do-makijazu

Paletka do konturowania Couleur Caramel

Big Lashes Mascara Lily Lolo

Pomadka Neve Cosmetics


Magda z bloga Feminine
Wybór trzech naturalnych perełek do makijażu był dla mnie niesłychanie trudny. Do pewnego czasu na rynku był ogromny wybór kosmetyków do pielęgnacji z dobrym składem, a sekcja kolorówki kulała. Obecnie mamy coraz większe możliwości w tej kwestii. Wybierając produkty do tego zestawienia, postawiłam na te, których używam niemal codziennie, więc można bez wątpienia powiedzieć, że są to moi ulubieńcy z tej kategorii. O czym konkretnie mowa?

Paletka do konturowania Couleur Caramel
Mogę określić ją krótko: ideał. Paletka daje możliwość konturowania delikatnego i mocniejszego, zawiera również jaśniejsze odcienie do modelowania twarzy, a nawet brzoskwinkę, którą świetnie można zamaskować cienie pod oczami. Kolory są bardzo uniwersalne, odcienie bronzerów nie są zbyt ciepłe, nie mają pomarańczowych podtonów. Ja lubię mieszać ze sobą kolory z dolnego rzędu, dlatego opakowanie wygląda tak a nie inaczej. Ale to tylko świadczy o tym, że to kosmetyk w częstym użyciu! Prosiłoby się o wypróbowanie takich odcieni także do powiek, ale tutaj przyznam, że rewelacji nie ma. Pigmentacja nie jest aż tak mocna, choć na policzkach wygląda to świetnie i zaleta jest taka, że trudno zrobić sobie tymi kolorami krzywdę. Ale na upartego delikatny makijaż jest możliwy. Opakowanie jest wykonane z grubej tektury, ma wygodny zatrzask na magnes i posiada sporych rozmiarów i dobrej jakości lusterko. Uważam, że to bardzo ciekawa propozycja dla fanek konturowania. Paletkę kupicie w sklepie Ekozuzu w cenie 180 zł. Nie jest to mało, ale biorąc pod uwagę świetny skład i aż 6 odcieni o całkiem dużej gramaturze – 3 gramy, uważam że to dobra inwestycja.
Przyznam, że z tej marki lubię dużo więcej kosmetyków… Ale miały być trzy, więc na tym poprzestanę, bo kolejny hit już czeka!

Big Lashes Mascara Lily Lolo
Najlepszy naturalny tusz do rzęs jakiego do tej pory używałam, a wierzcie, że przetestowałam ich sporo. Ma dość dużą szczoteczkę, ale nie przeszkadza to w wykonaniu czystego makijażu (czytaj nie jesteśmy uciapane tuszem z góry na dół ;). Jego formuła jest dość gęsta, standardowo jak większość tuszy wygląda najlepiej po 2-3 tygodniach od otwarcia, kiedy troszkę podeschnie. Idealnie rozdziela rzęsy, nadaje im naprawdę głęboki odcień czerni, pogrubia je i wydłuża. Nie osypuje się w ciągu dnia. Ten tusz to mój pewniak nawet na większe wyjścia i dopiero po jego odkryciu na dobre zrezygnowałam z drogeryjnych mascar. Lubię też tusze Couleur Caramel, ale jak wspominałam… miało być top 3!

Pomadka Neve Cosmetics
Jako trzeci kosmetyk postanowiłam wybrać pomadkę włoskiej marki Neve Cosmetics. Używam jej praktycznie codziennie, jest zawsze w mojej torebce i na pewno wypróbuję więcej odcieni. Jej formuła jest taka jak lubię – nawilżająca, komfortowa, ale nie zbyt klejąca. Pięknie podkreśla usta i utrzymuje się na nich całkiem długo, jak na pomadkę niezastygającą. Mój odcień to Panna Cotta, wyrazisty "nudziak", który będzie pasował do większości typów urody.
Mam nadzieję że wśród moich ulubieńców wypatrzycie coś ciekawego dla siebie!


ulubiona-kolorowka
Autorka zdjęcia: Feminine

Couleur Caramel: puder jedwabny, korektor w kremie, mascara Backstage

Ania z bloga CoKręciAnulę
W mojej naturalnej kolorówce zdecydowanie króluje marka Couleur Caramel. Na co dzień maluje się bardzo skromnie - jedynie primer, podkład mineralny, korektor i tusz do rzęs. I tylko jeden produkt z wymienionych kosmetyków jest z innej firmy 😊

Zacznijmy od początku, czyli od primera.
W roli primera stosuję puder jedwabny Couleur Caramel. Puder jest bardzo, bardzo drobniutki. Nie zmienia odcienia cery w sposób widoczny, jest prawie transparentny.
Puder rozświetla cerę bez jej nabłyszczania. Optycznie wyrównuje koloryt, sprawia, że skóra wydaje się być dużo gładsza! Jest leciutki, absolutnie nie czuć, że ma się go na skórze. Rozprowadza się naprawdę cudownie! Zgodnie z nazwą - jest bardzo jedwabisty. Ogranicza osiadanie minerałów w załamaniach, a wyrównując fakturę skóry polepsza rozprowadzanie podkładu. Nie wysusza skóry, wręcz odczuwam jego pielęgnacyjne działanie. Puder jedwabny służy mi także jako puder wykończeniowy. Matuje moją mieszaną cerę na kilka przyzwoitych godzin i nie daj efektu spłaszczenia – jest to naturalny i aksamitny mat.

Kolejnym produktem, któremu jestem wierna od ponad 3 lat jest korektor w kremie Couleur Caramel. Korektora używam głównie pod oczy, w razie konieczności także punktowo na niedoskonałości. Korektor najlepiej nakładać paluszkami, w małych ilościach. Ja „maczam” lekko opuszek palca w kremie, stempluje niewielką ilością korektora skórę pod oczami i wklepuję korektor. Powtarzam tą czynność zazwyczaj 2 lub 3 razy, do osiągnięcia pożądanego poziomu krycia. Co nieco korektora zbiera się z czasem w załamaniach skóry, ale wystarczy wówczas „przeklepać” okolice oczu. Nie mam wyjątkowo dużych cieni, ale mam. W moim przypadku korektor sprawdza się wyśmienicie. Jest dla mnie idealny! Lekko rozjaśnia, rozpromienia, sprawia, że cienie pod oczami są mocno ukryte, a skóra dodatkowo pielęgnowana (skład korektora jest piękny!). Nie ma mowy o wysuszaniu, przy wieczornym zmywaniu makijażu odczuwalna jest moc pielęgnacyjna korektora.

Ostatnim krokiem mojego codziennego, skromnego makijażu, jest oczywiście tusz do rzęs. Mascara Couleur Caramel Backstage to chyba najlepsza mascara naturalna jaką miałam. Daje prawdziwie drogeryjny efekt – pogrubia, lekko podkręca, zapobiega „opadaniu” rzęs. Łatwo się nanosi i przez długi czas stosowania nie ma tendencji do osypywania w ciągu dnia. Dodatkowo, dzięki składowi, wzmacnia i pielęgnuje rzęsy. Oczywiście nie jest wodoodporna, ale nawet w upały daje radę.

Kosmetyki Couleur Caramel mają charakterystyczne, tekturowe, bardzo wytrzymałe i bardzo ładne opakowania. Nie jestem znawcą kolorówki, bo jak pisałam nie szaleję na tym polu, ale ich kosmetyki są tak dobre, że nie ciągnie mnie do poszukiwania innych. A w moim przypadku to chyba największa pochwała :D


ulubiency-couleur-caramel
 Autorka zdjęcia: Co Kręci Anulę

Świetne, naturalne pomadki do ust - Lily Lolo, Couleur Caramel

Couleur Caramel, Tusz do rzęs Backstage


Agnieszka z bloga KosmetycznyFronesis:
Zdecydowanie krótszą drogą charakteryzuje się przejście na naturalną pielęgnację niż naturalny makijaż. Moje makijażowe zbiory to wciąż w dużej mierze typowo „drogeryjna” kolorówka, co nie znaczy, że w naturalnym makijażu nie odnalazłam już swoich perełek.

Jednym z nich jest tusz marki Couleur Caramel o nazwie Backstage
. Naturalne tusze niezwykle rzadko spełniają oczekiwania, ale Backstage jest dowodem na to, że tusz może być świetny, a przy okazji posiadać naturalny skład. Backstage nigdy mnie nie zawiódł. Nie odbija się, nie kruszy, ładnie podkreśla rzęsy, efekt można wzmocnić wedle upodobania i potrzeby. Nie jest wodoodporny, więc łez szczęścia nie przetrwa.. ale dzięki temu bez zbędnego tarcia ładnie poddaje się zmyciu. Oprócz wersji czarnej występuje w dwóch pięknych wersjach kolorystycznych, po które z całą pewnością sięgnę.

Pomadki to coś od czego warto zacząć swoje przejście na naturalną pielęgnację, głównie ze względu na to, że w sporej części stanowią mimowolnie nasze pożywienie. Statystyczna kobieta w ciągu swojego życia zjada około 4 kg szminek.. Troszkę te statystyki wydają mi się naciągane, szczególnie jeśli patrzę na siebie, ale fakt spożywania jest niezaprzeczalny.
Moją pierwszą ulubienicą jest pomadka marki Lily Lolo w odcieniu Nude Allure, czyli naturalny, lekko brzoskwiniowy, beż. Kolor nienachlany, delikatny, odpowiedni na każdą okazje i do każdego makijażu. Znika niezauważalnie. Pomadka jest bardzo komfortowa, nie podkreśla skórek, daje lekko mokre wykończenie. Mój wielokrotny ulubieniec i prezent, do którego będę nieustannie wracać.
Jeżeli wolisz nieco bardziej matowo-kremowe wykończenie w niemal identycznym odcieniu co Nude Allure od Lily Lolo, odpowiednik znajdziesz w asortymencie marki Couleur Caramel, w dziale pomadek o wykończeniu błyszczącym, ale nie tak błyszczącym jak Lily Lolo. Nie wiem, którą wolę bardziej, ale wiem, że to mój idealny kolor na co dzień.

Za to na wieczór pokochałam odcień 126 z Couleur Caramel w wersji matowej. To zgaszona, nieco brązowa czerwień, która nie bije po oczach, ale również nie pozostaje niezauważona. Matowe wykończenie, które pozostawia usta komfortowe i nawilżone. Tu nie trzeba się obawiać o wysuszenie. Pomadka, która ma w składzie olej jojoba, wosk karnauba, wosk kandelila, masło shea i witaminę E nie jest w stanie zaszkodzić naszym ustom, za to pięknie je podkreśli.
Smacznego!

ulubione-couleur-kosmetyki-naturalne
 Autorka zdjęcia: Kosmetyczny Fronesis

Couleur Caramel, Mascara Revolution

Felicea, Naturalna pomadka do ust

Annabelle Minerals, Mineralny podkład matujący


Aneta, autorka bloga CosmetiCosmos
Poznałam już kilka naturalnych tuszy, jednak z "rodziny" Couleur Caramel wyjątkowo spodobał mi się efekt maskary Revolution. Świetny naturalny skład (m.in. hydrolat różany, naturalne woski i oleje roślinne) idzie w parze z silikonową szczoteczką. Posiadam wersję limitowaną z zaokrągloną końcówką, która pomaga pięknie podkreślić dolne rzęsy bez rozmazywania. Formuła tuszu łatwo rozprowadza się na rzęsach, podkreśla je, rozdziela i delikatnie podkręca, nadając głębokiego czarnego odcienia. Jednocześnie nakładając więcej niż 1 warstwę łatwo mogę uzyskać modny ostatnio efekt mocno podkreślonych rzęs. Tekturowe opakowanie szalenie mi się podoba, jest lekkie i praktyczne. Maskara nigdy mnie nie podrażniła, nie uczuliła. Tusz Revolution nie kruszy się aż do wieczora, nie rozmazuje, jednak trzeba uważać podczas deszczu czy wzruszających ;) momentów, ponieważ nie jest wodoodporna (ale lepiej sobie radzi z wodą niż Backstage, którą też posiadam). Łatwo się zmywa bez pocierania. Kosztuje 72 zł/9 ml w sklepie Ekozuzu.

Naturalna pomadka polskiej marki Felicea w odcieniu 24 - kremowy, delikatny, "szary" róż - idealny na co dzień i do każdego makijażu, ponieważ nie zawiera żadnych drobinek ani perłowego połysku. Co mam Wam napisać? Uwieeelbiam ją! Jest tania (19 zł), o pięknym składzie, dość łatwo dostępna (on-line, Hebe, drogerie i targi naturalne), bezzapachowa. Ładnie wygląda na ustach, nie roluje się, równomiernie znika. Szalenie komfortowa w noszeniu, zupełnie nie czuję jej na ustach, tak jakbym nosiła balsam ochronny. Nie jest bardzo trwała (nie zastyga), ale mogę poprawić makijaż nawet w ciemno. Nie rozlewa się poza kontur. Dla mnie ideał, a nie jestem fanatyczką kolorowych pomadek na co dzień. Felicea to wyjątkowy produkt dla mnie!

Annabelle Minerals, Mineralny podkład w wersji matującej to mój must have od kilku lat! Właśnie kończę drugie pełnowymiarowe opakowanie podkładu w odcieniu Golden Fair. Wersja matująca jest moim zdaniem najlepszą formułą AM, ponieważ najłatwiej się rozprowadza, nie "warzy" na skórze, wytrzymuje kilka godzin, a mat jest naturalny i nie jest "płaski". Łatwo także budować krycie na skórze, przynajmniej pędzlem kabuki (mam kilka różnych marek, baby kabuki AM uważam za jeden z lepszych). Owszem, minerały nie ukryją całkowicie porów jak robią to silikony, jednak ma to też swoje plusy - absolutnie "nie zapychają". Wręcz niejednokrotnie minerały pomogły leciutko przysuszyć ewentualne "niespodzianki". Odkąd używam minerałów na co dzień moja cera jest ładniejsza, gładsza i promienna. Opakowanie kosztuje 35-40 zł i wystarcza na absurdalnie długo (4 g).
Gdyby nie było ograniczenia do 3 produktów napisałabym Wam jeszcze o naturalnej pomadzie do brwi Couleur Caramel ;)

Annabelle-minerals-podklad-matujacy
Autorka zdjęcia: CosmetiCosmos

Couleur Caramel, czarny eyeliner oraz puder jedwabny

Boho Green Make Up, pomadka do ust


Paulina z bloga Alstroemeriav
1. Couleur Caramel, czarny eyeliner
Jeśli szukacie intensywnie czarnego eyelinera o naturalnym składzie z wygodnym aplikatorem to koniecznie wypróbujcie ten z Couleur Caramel! Ma wygodny, cienki pędzelek, którym można precyzyjnie wykonać zarówno cienkie, jak i grubsze kreski. Intensywnie czarną kreskę uzyskamy już za pomocą pierwszej warstwy. W okresie jesienno-zimowo-wiosennym trzyma się cały dzień bez poprawek, jednak gdy robi się cieplej to lubi nieco odbić się na powiece, więc warto nałożyć go na jakąś bazę, chociaż trwałość ma lepszą, niż używany przez wiele osób eyeliner w słoiczku od Maybelline. Buteleczka jest mała (4 ml), ale eyeliner jest bardzo wydajny, jedno opakowanie wystarczyło mi na ponad pół roku! Jest ze średniej półki cenowej (około 66 zł), ale zużyłam już dwa opakowania i nie wyobrażam sobie, żeby go u mnie zabrakło.

2. Couleur Caramel, transparentny puder jedwabny
Pudry rzadko robią na mnie większe wrażenie. Według mnie puder ma matowić i utrwalać makijaż, więc nie sądziłam, że w jakiejś kwestii by mógł mnie zaskoczyć. Jak bardzo się myliłam! Jedwabny puder nie zachęcał mnie ze względu na wysoką cenę (około 100 zł), dopóki nie udało mi się go kupić na większej promocji i teraz nie wyobrażam sobie nie mieć go w mojej kosmetyczce. Puder daje niesamowicie przyjemne uczucie jedwabiście gładkiej skóry, jego wykończenie jest po prostu cudowne. Matuje, ale bez efektu brzydkiego, płaskiego matu – wręcz przeciwnie, efekt jest bardzo naturalny, satynowy, a do tego utrzymuje się przez kilka godzin bez żadnych poprawek. Można go też używać jako primer, co znacznie przedłuża trwałość makijażu, a do tego nie trzeba się martwić, że przesuszy skórę. Jest to zdecydowanie najlepszy puder, jakiego kiedykolwiek używałam i warto się nim zainteresować mimo wysokiej ceny – jest tego wart!

3. Boho Green Make Up, pomadka nr 304
W makijażu stawiam zawsze na oczy, czyli eyeliner i tusz do rzęs, nigdy nie interesowały mnie kolorowe pomadki czy szminki, co wynikało głównie z czystego lenistwa i braku potrzeby podkreślenia ust – zdecydowanie stawiam na bezbarwne balsamy i pomadki pielęgnacyjne, których używam cały czas. Podczas makijażowej promocji w Rossmannie zainteresowała mnie marka Boho i postanowiłam, że dam jednak szansę kolorowej pomadce i wybór padł na numer 304, który jest delikatnym i subtelnym odcieniem ciemnego różu. Nie jest to krzykliwy kolor i mimo raczej naturalnego efektu zdecydowanie widać go na ustach, czyli daje dokładnie taki efekt, jakiego oczekiwałam. Jestem totalnie zakochana w tym kolorze i formule tej pomadki: jest kremowa, łatwo się ją rozprowadza, nie wysusza ust. Minusem może być jej trwałość, ponieważ raczej na pewno zniknie po zjedzeniu czegoś lub odciśnie się na kubku przy piciu kawy czy herbaty, więc jeśli szukacie czegoś ultra trwałego, to odradzam pomadki Boho. Mnie na szczęście to nie przeszkadza i to właśnie dzięki tej pomadce przekonałam się do malowania ust!

puder-jedwabny
Autorka zdjęcia: Alstroemeriav

Couleur Caramel, Puder brązujący i korektor
Earthnicity, Podkład mineralny


Magda z bloga NaTropiePiękna
Trzy najlepsze naturalne kosmetyki kolorowe? Żaden problem:) Gdy poznałam temat kolejnego wpisu z serii Hity Blogerek od razu miałam swoich faworytów przed oczami. Używam ich od dawna i nigdy mnie nie zawiodły. Tak więc ranking otwiera...

1. Podkład mineralny Earthnicity
Ten podkład to pierwsze minerały, które się u mnie sprawdziły, i które przywróciły mi wiarę w podkłady mineralne. Próbowałam wcześniej kilku podkładów i za każdym razem coś było nie tak. Mój główny zarzut dotyczył bardzo szybkiego świecenia się (mam cerę mieszaną). Natomiast ten podkład nałożony cieniutką warstwą wygląda bardzo naturalnie, delikatnie kryje i co najważniejsze nie powoduje szybszego przetłuszczania się cery. Mój kolor to zimą Sunrise, latem Natural buff. Wystarczy naprawdę odrobina by wyrównać koloryt skóry i wyglądać promiennie.

2. Puder brązujący Couleur Caramel
Ten puder jest moim odkryciem w kategorii bronzerów. Bo ja mam z nimi taki problem, że albo nabieram ich za dużo i robię sobie plamy, albo nie potrafię dobrać odpowiedniego odcienia. Ten puder (nr 25) jest dla mnie idealny na wiosnę i lato, gdy moja buzia jest już nieco opalona. Kolor jest zdecydowanie ciepły, ale mi się podoba i wygląda ślicznie na opalonej buzi. Ale to co lubię w nim najbardziej to fakt, że nim po prostu nie da się zrobić plamy:) Można spokojnie miziać pędzlem po jego powierzchni i nie ma opcji by nabrać go za dużo. Jest dość twardy i nie pyli się, co też jest dużym plusem bo nie ma obaw o brudne ubrania. Ładnie rozprowadza się na buzi, tworząc delikatną chmurę koloru i wygląda bardzo naturalnie. Jest matowy, tak jak lubię, a efekt konturowania można stopniować dokładając go nieco więcej. Pierwsza klasa!

3. Korektor Couleur Caramel
Ten korektor to jest mistrzostwo świata. Wyparł wszelkie inne korektory jakich używałam. W opakowaniu wydaje się kremowy, a podczas nakładania staje się pudrowy i ładnie wtapia się w skórę. Kryje bardzo dobrze, a duży wybór odcieni sprawia, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie. To co w nim lubię najbardziej, to fakt, że nie włazi w zmarszczki, nie podkreśla niedoskonałości i świetnie współpracuje z wszelkimi podkładami. A przy tym jest tak wydajny, że chyba nigdy się nie skończy:) Uwielbiam go i nie mam potrzeby szukać innych!

kosmetyki-mineralne
Autorka zdjęcia: Na Tropie Piękna

Annabelle Minerals, Podkład mineralny kryjący

Pacifica, Stellar Gaze Strength&Length Mascara

Axiology, Pomadka naturalna do ust


Ania z bloga AnneMarie
Makijaż nie jest moja najmocniejszą stroną. Przeważnie go nie robię, a jeśli już mi się zdarza, to jest bardzo minimalistyczny i prawie niewidoczny. Wybierane do niego naturalne kosmetyki pozwalają mi uzyskać ten efekt, przy okazji zapewniając komfort użycia i bezproblemowe noszenie. Moim pierwszy makijażowym hitem, poznanym jakieś 3 lata temu, jest mineralny podkład Annabelle Minerals w wersji kryjącej. To moje pierwsze i od razu udane spotkanie z sypką formułą podkładów. Przyznam, że nauczenie się odpowiedniej aplikacji zajęło mi chwilę, ale warto było sięgnąć po pędzel. Podkład można nakładać cienkimi warstwami, zwiększając stopień krycia w razie potrzeby. U mnie to przeważnie 1-2 warstwy, zależnie od stanu cery. Efekt? Skóra jak po obróbce w Photoshopie ręką specjalisty. Koloryt jest wyrównany, niedoskonałości zakryte, a skóra jednolita przez cały dzień. Warto jeszcze pamiętać o jej dobrym przygotowaniu przed makijażem i nałożyć ulubiony krem, szczególnie przy suchych skórkach, by podkład ich nie uwydatnił.

Jeśli chodzi o oczy, używam jedynie tuszu. Z cieniami czy eyelinerem zupełnie mi nie po drodze! Znalezienie zadowalającej, trwałej formuły to nie lada wyzwanie. W większości tuszy przeważnie coś mi nie pasuje i nie mam ochoty do nich wracać. Po Stellar Gaze Strength&Length mascara prawdopodobnie jeszcze sięgnę :) Pacifica stworzyła naprawdę udany tusz. Dobrze się aplikuje, choć spora szczoteczka jest dla mnie momentami wyzwaniem, ładnie wygląda na rzęsach po jednej warstwie oraz co dla mnie niezwykle istotne - trzyma się bez osypywania i rozmazywania. Dotąd nie spotkałam tuszu, który byłby u mnie tak trwały. Potrafi przetrwać nawet łzawienie podczas wiatru, a nie jest wodoodporny! Raz zdarzyło mu się delikatnie rozmazać pod jednym okiem, ale nie udało mi się wyśledzić przyczyny. Jak na cztery miesiące używania to mimo wszystko imponujące osiągnięcie.

Na koniec prawdziwa wisienka na torcie - pomadka od Axiology. Mój odcień Philosophy wpada w brzoskwiniowe tony, ładnie harmonizujące z lekko oliwkową cerą, dobre właściwie na każdą okazję. Tym, co ją szczególnie wyróżnia, jest aksamitna kremowość na ustach. To najprzyjemniejsza w nakładaniu i noszeniu konsystencja, jaką do tej pory spotkałam. Od razu zaznaczę, że to nie jest trwała szminka, ale zjada się równomiernie i bez estetycznej tragedii. Myślę, że to może być pierwsza szminka, jaką uda mi się skończyć aż do ostatniej odrobiny. Polecam wszystkie trzy kosmetyki, ale jeśli miałabym wybrać, zaczęłabym właśnie od Axiology - to chyba o czymś świadczy?

annabelle-minerals-kryjace
Autorka zdjęcia: AnneMarie

Couleur Caramel, Baza wygładzająco - matująca

Pixie Cosmetics, Podkład mineralny

Annabelle Minerals, Cienie mineralne i glinkowe do powiek


Małgosia z bloga BlondHairAffair
Jeszcze kilka lat temu znalezienie dobrej, naturalnej kolorówki graniczyło z cudem. Na szczęście czasy się zmieniąją, kosmetyki naturalne są coraz bardziej popularne i dostępne, zatem w końcu jest z czego wybierać. Co więcej… wśród nich jest już tyle perełek, że wybór 3 ulubieńców zajął mi naprawdę wiele czasu!


Niekwestionowanym numerem jeden, którego nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce jest Baza matująco-wygładzająca, Couleur Caramel.
Baza, która jednocześnie wygładza, matuje na długie godziny, nie wysuszając przy tym cery, a do tego ma nienaganny skład bez silikonów? Brzmi jak sen, prawda? Jednak dzięki marce Couleur Caramel jest to możliwe :) Kosmetyk nie należy do najtańszych, jednak jest szalenie wydajny i wystarcza na dłuuugie miesiące codziennego stosowania. Doskonale się sprawdza zarówno pod minerały jak i pod płynne podkłady. Używałam tej bazy zarówno podczas mrozów, jak i upałów i mogę z czystym sumieniem przyznać, że sprawdza się we wszystkich warunkach atmosferycznych!

Moim drugim ulubieńcem i produktem, który ZAWSZE gości w mojej kosmetyczce jest podkład mineralny Pixie Cosmetics Amazon Gold. Testowałam naprawdę wiele podkładów mineralnych i zawsze coś było nie tak. Produkty się ścierały, warzyły i ciastkowały, a moja przetłuszczająca się strefa T świeciła niczym latarnia... Aż w końcu trafiłam na podkład od Pixie i… była to miłość od pierwszego wejrzenia! Doskonałe krycie, satynowy mat, który nie jest takim płaskim, pudrowym matem, tylko takim ‘rozświetlonym matem’. Nie umiem tego dobrze opisać, ale skóra wygląda zdrowo i promiennie. Po zastosowaniu na wyżej wymienioną bazę oraz przypudrowaniu dobrym pudrem – makijaż jest nieskazitelny przez caaaały dzień! Trwałość, krycie i długotrwały mat – to trzy rzeczy, których oczekuję od podkładów. W tym wypadku produkt je spełnia doskonale, a nawet robi więcej :)

Trzecim produktem, a raczej grupą produktów (liczę na to, że Aneta mnie za to nie prześwięci :D) są cienie mineralne i glinkowe Annabelle Minerals. Początkowo bardzo ciężko mi było nauczyć się korzystać z cieni do powiek w formie proszku, jednak faktycznie "trening czyni mistrza" i warto poświęcić chwilę na naukę :) Niesamowita gama kolorów, mocna pigmentacja, łatwo się rozcierają i blendują, nadają się zarówno do makijażu dziennego i wieczorowego. Po zmieszaniu ich z odrobiną wody, możemy stosować jako eyeliner! Odcienie są dość uniwersalne, niektóre mogą posłużyć jako korektor pod oczy albo rozświetlacz. Są też okrutnie wydajne! Myślę, że jedno opakowanie może służyć na prawdę wiele lat!

annabelle-minerals-cienie
 Autorka zdjęcia: Blond Hair Affair

Nie mogę podsumować tego posta inaczej: Couleur Caramel rządzi! Najwięcej hitowych kosmetyków pochodzi właśnie z portfolio tej marki. Warto zaglądać do sklepu internetowego ekozuzu.pl, w którym często są różnego rodzaju promocje na Couleur Caramel. Marka jest też łatwo dostępna w drogeriach Kontigo. Cieszę się bardzo, że obecnie coraz łatwiej kupić naturalne kosmetyki do makijażu. Wybór mamy przeogromny, więc każda z nas znajdzie coś dla siebie!

Eko Dom: Sansin, Organiczny płyn do prania ubrań Summer Essence

EKO środki czystości

Od dłuższego czasu nie tylko kosmetyki są w centrum mojego zainteresowania. Obecnie jestem na etapie urządzania nowego mieszkania, a co za tym idzie dobierania materiałów (duuużo drewna), więc zaczęłam się mocniej interesować także środkami do pielęgnacji, mycia i... prania. Może to starość, jak się podśmiewałam ma Instagramie, a może kolejny etap świadomości? 


Każda z nas prawdopodobnie robi pranie kilka razy w tygodniu. U mnie jest to średnio 2-4 razy w tygodniu. Przy większych rodzinach z dziećmi pranie to zapewne nawet codzienny obowiązek ;) Wyobraźcie sobie ile każdego dnia ścieków z samych tylko pralek płynie do oczyszczalni. Wraz z tymi ściekami płyną ogromne ilości m.in. fosforanów oraz zeolitów, z którymi oczyszczalnie nie zawsze sobie radzą ze 100% skutecznością.

Fosforany

Najczęściej tripolifosforan sodu - zmiękczają twardą wodę i są tanie, niestety jednocześnie szkodzą środowisku. Po przedostaniu się do wody rzeki czy jeziora, nawet w niewielkiej ilości, powodują nadmierny rozrost glonów, szczególnie sinic. Te z kolei obumierając zubażają wodę w tlen, więc organizmy wodne np. ryby zwyczajnie giną. Związki organiczne fosforu stanowią poważny problem dla oczyszczalni ścieków.

sansin-eko-plyn-do-prania

Organiczne środki do prania

Wiecie, że obecnie mamy możliwość korzystania z organicznych środków czystości? Płyny, sody i mydła do prania. Orzechy piorące. Do płukania woda z octem i olejki eteryczne lub gotowe, biodegradowalne środki. Czy takie produkty są - jak się uważa - dużo droższe? Czy eko pranie się opłaca? Jak płyn do prania Sansin radzi sobie z plamami i zmiękczaniem ubrań?


Opakowanie z bezpiecznego plastiku

Warto zwrócić uwagę, że opakowanie płynu Sansin jest plastikowe, ale... plastik plastikowi nierówny. W przypadku tej firmy zadbano o to, aby:
  1. plastik pochodził z recyklingu i ponownie się do niego nadawał, więc warto pamiętać, aby butelkę wyrzucić do odpowiedniego pojemnika z odpadami segregowanymi,
  2. użyte plastiki były tak bezpieczne, jak to możliwe - butelki zrobione zostały z HDPE, jednego z najbezpieczniejszych plastików, natomiast nakrętki z PP, również uznawanego za bezpieczny. Oczywiście nadal są to plastiki, ale dzięki temu płyn jest lżejszy i się nie stłucze. Coś za coś.

organiczny-plyn-do-prania

Organiczny skład płynu do prania Sansin

Na opakowaniu znajdziemy skład przybliżony: anionowe środki powierzchniowo czynne <5%, niejonowe środki powierzchniowo czynne <5%, enzymy, kompozycja zapachowa, konserwanty (bezpieczne Sodium Benzoate, Potassium Sorbate). Producent gwarantuje, że skład jest naturalny, a sam płyn biodegradowalny.

Sansin Organic, Organiczny delikatny żel do prania Summer Essence

Płyn jest całkowicie przezroczysty i posiada dość delikatny, ale wyraźnie wyczuwalny perfumeryjny zapach. Trudno go opisać, kojarzy się ze świeżością i bawełną. Właściwie według nazwy Sansin to żel, jednak bardziej przypomina gęściejszy płyn. Korek odmierza dokładnie 50 ml, więc ułatwia dozowanie. Butelka jest fajna i stabilna, dla mnie to też ważne. Nadaje się do każdego koloru ubrań, ja najczęściej stosowałam go właśnie do tkanin kolorowych, do białych i czarnych używam innych środków. Jeśli piorę odzież w żelu Sansin i samej wodzie z octem (jako płyn do płukania bez olejku eterycznego), po wyjęciu prania zdecydowanie wyczuwam właśnie zapach Summer Essence w świeżym praniu. Po wysuszeniu pachną delikatnie i raczej krótko, dla mnie to plus, ponieważ wolę pachnieć perfumami ;) Pranie jest miękkie, szczególnie bawełna, nie zmechacone. To chyba ważne, bo piorę zwykle w 40 stopniach, czyli dość niskiej temperaturze. Według producenta w żelu można także prać ubranka dzieci - oczywiście najpierw robimy próbę uczuleniową. Jestem szalenie zadowolona z tego płynu i jak tylko będę na Węgrzech czy w Kauflandzie kupię go ponownie, tylko może inny zapach dla odmiany :)

sansin-zel-do-prania

Wydajność organicznego płynu do prania Sansin

Płyny dostępne są w dwóch pojemnościach: litrowych (jak moje) oraz dwulitrowych. Teoretycznie opakowanie mniejsze wystarcza na ok. 20 prań, ale u mnie wystarczyło na więcej, ponieważ dawkowałam mniej żelu niż zaleca producent. Z tyłu opakowania mamy tabelę, z której wynika m.in., że na pralkę 4-5 kg prania przy twardej wodzie należy wlać całą nakrętkę płynu. Moja pralka pomieści 8 kg prania, jednak nigdy nie ładuję jej do pełna - myślę, że 6-7 kg to u mnie norma (to też ma wpływ na jakość prania, ponieważ ubrania muszą się swobodnie przemieszczać wewnątrz bębna!), wodę w kranie mam twardą, a mimo to nie wlewałam pełnej nakrętki! Dozowałam ok. 2/3 - 3/4 nakrętki na normalne pranie i tak - wszystko ładnie się dopierało, a ubrania były miękkie i pachniały. Tutaj wspomnę, że jako dwójka dorosłych nie brudzimy jakoś mocno ubrań. Przy dzieciach - pytałam dwóch koleżanek, które też używały Sansinu - trzeba pranie najpierw namoczyć, ale podobno przy "zwykłych" proszkach jest podobnie.

zel-organiczny-sansin

Czy eko pranie jest drogie?

Małe pakowanie (1l/20 prań) kosztuje w Kauflandzie 15,99 zł, duże (2l/40 prań) 29,99 zł. Natomiast w węgierskim Auchanie duże ok. 26 zł (po przeliczeniu z forintów), małe (1l) ok. 16 zł. Za granicą są dostępne m.in. w Rossmann, Auchan, DM, w Polsce póki co widziałam jedynie w Kauflandzie. Dostępnych jest kilka wersji zapachowych.

Porównałam koszt prania do pierwszego lepszego żelu, który mi wyskoczył w googlach - Persil żel do prania uniwersalny, który kosztuje w Auchan 39,99 zł/2,5 l. Jego wydajność to 50 prań (według opisu producenta), co daje 79 gr za jedno pranie. Zobaczmy teraz Sansin: przy większym żelu dzielimy 29,99 na 40 prań = 75 gr, czyli... taniej! Koszt prania przy zakupie mniejszego płynu to 79 gr, czyli dokładnie taki sam jak Persilu. Oczywiście możecie porównać ze swoim płynem/żelem i zobaczyć czy jest duża różnica :)

Zwrócę także uwagę, że na opakowaniu wybita jest data produkcji - nie pomylcie się, że produkt jest przeterminowany :) Od daty produkcji mamy całe 2 lata za zużycie płynu.

Zwracacie uwagę na skład proszków do prania? Ciekawa jestem jak często pierzecie w skali tygodnia?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj