Tołpa, Sebio, Maska Czarny Detox do skóry tłustej i wrażliwej

Tołpa, Sebio, Maska Czarny Detox do skóry tłustej i wrażliwej

Szał na czarne maski z węglem trwa w najlepsze. Coraz więcej firm stawia także na maseczki glinkowe (to akurat popieram z całego serca). A już idealnie kiedy glinka jest zmieszana z węglem, ponieważ takie połączenie jest wręcz wymarzone dla cery tłustej, mieszanej lub zanieczyszczonej, a jednocześnie wrażliwej. Oczywiście trzeba czytać składy, ponieważ tym dobrym składnikom często towarzyszą mniej pożądane, a czasem i kontrowersyjne. Dzisiaj mam dla Was recenzję maski, która dobrze oczyszcza, zwęża pory, ujednolica koloryt i lekko rozjaśnia cerę, a przy tym nie zapycha.


czarny-detox-maska

Tołpa, Dermo Face, Sebio, Czarna maska do cery tłustej, zanieczyszczonej

Producent obiecuje, że maska normalizuje pracę gruczołów łojowych, przyczyniając się do zmniejszenia produkcji sebum. Dodatkowo zmniejsza rozszerzone pory, redukuje niedoskonałości i zmniejsza zaczerwienienia. Na stronie Tołpy maska kosztuje 33zł/40ml, natomiast można ją dostać taniej np. w Empiku (ok. 25zł). Warto zwrócić uwagę, że kosmetyk należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.

tolpa-czarna-maseczka

Skład: Aqua (woda), Kaolin (biała glinka; pochłania zanieczyszczenia, toksyny i metale ciężkie, oczyszcza i nie podrażnia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Bentonite (glinka bentonitowa; pochłania sebum, oczyszcza, matuje, zwęża pory, wygładza, przyspiesza gojenie wyprysków), Peat Extract (borowina, detoksykuje i oczyszcza, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo), Hydrolyzed Algin (alginian sodu; roślinny humektant - wiąże wilgoć w naskórku i zagęstnik)), Zinc Sulfate (siarczan cynku; przyspiesza gojenie ran, dezynfekuje), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie, dzięki czemu nie dostają się do skóry, kobiety w ciąży powinny ograniczać ilość tego składnika), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (polimer filmotwórczy; zagęstnik i stabilizator), Parfum (kompozycja zapachowa), Charcoal Powder (węgiel aktywny; oczyszcza, normalizuje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza niedoskonałości), Polyglyceryl-10 Stearate (emulgator, uwaga - często stosowany może nasilić trądzik, lepiej nie stosowac na uszkodzoną skórę oraz przez kobiety w ciąży), Polyglycerin-10 (humektant, nawilża), Polyglyceryl-10 Myristate (detergent, emolient i emulgator, bardzo komedogenny, może "zapychać"), Sodium Dehydroacetate (syntetyczny konserwant, bardzo silny, nie podrażnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant, lepiej nie używać wielu kosmetyków z tym składnikiem), Caprylyl Glycol (glikol kaprylowy; bezpieczny emolient tłusty, może nasilać trądzik, jeśli jest często używany).

sklad-maseczki-tolpa

Większość składu jest więc bardzo ładna i nieprzypadkowa. Kilka kontrowersyjnych substancji występuje w minimalnej ilości (już po Parfum, więc można wnioskować, że poniżej 1% składu). Maska to głównie połączenie wody, dwóch glinek, ekstraktu z torfu (borowiny), cynku i alginianu, a także odrobiny węgla aktywnego - wszystkich substancji, które wskazane są do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, z rozszerzonymi porami czy produkującej w nadmiarze sebum.

maska-z-weglem

Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię te aluminiowe tubki, które chronią dodatkowo zawartość przed bakteriami i ograniczają kontakt z powietrzem, co pozytywnie wpływa na trwałość kosmetyku. Całość kupujemy oczywiście w kartoniku, a szata graficzna jest przyjemna dla oka (jakże modny teraz motyw monstery!). Sporo informacji możemy przeczytać jeszcze przed użyciem z opakowania.

idealna-maska-do-tlustej-skory

Maska Czarny Detox tak naprawdę jest detoksem szarym - pewnie ze względu na dużą zawartość białej glinki oraz niewielką ilość węgla w składzie. Jeśli jako dzieci bawiliście się tworzeniem barw i mieszaniem różnych kolorów to wiecie o co chodzi :) Pasta, bo taką ma konsystencję, jest w sam raz, nie spływa ze skóry i dobrze się jej trzyma. Konsystencją bardzo przypomina mi dobrze rozrobioną glinkę, z tym że tutaj niczego nie trzeba mieszać - produkt jest gotowy do nałożenia od razu po wyciśnięciu z tubki. Zapach jest zdecydowanie przyjemny, lekko kwiatowy i pudrowy, średnio intensywny. Wyraźnie sztuczny, utrzymuje się na skórze przez większą część zabiegu, choć mi akurat nie przeszkadza.

Na szczęście maseczka nie podrażnia mojej skóry, tak jak miało to miejsce w przypadku peelingu enzymatycznego z tej samej serii Tołpy. Do peelingu robiłam kilka podejść i za każdym razem odczuwałam niesamowicie silne pieczenie skóry, które nie ustępowało z czasem (jak powinno być), a nawet utrzymywało się po zmyciu kosmetyku jeszcze przez 5-10 minut. Wiem natomiast, że wiele osób jest  z niego bardzo zadowolonych, a skład też jest w miarę sensowny.

maseczka-konsystencja-tolpa

Należy pamiętać, że maseczki nie nakładamy na podrażnioną skórę i miejsca z rankami (np. rozdrapane krostki). Będzie piekło! Teoretycznie maskę Czarny Detox trzymamy na twarzy 10 minut do zaschnięcia (zasychając jaśnieje) - po 10 minutach maska faktycznie mocno zasycha, aż nie można mówić ;). Zmywamy ją letnią wodą (pomagam sobie wacikami nasączonymi wodą, zwykle wystarczają 3 sztuki). Zmywa się dość dobrze, ale zaznaczam, że mam w tym wprawę. Jeśli potraktujemy produkt jak maskę glinkową warto ją lekko spryskiwać, aby nie dopuścić jednak do zaschnięcia (mimo, że biała glinka jest najdelikatniejsza, po zaschnięciu potrafi podrażniać).

czarna-maska-relaks
Po zmyciu maseczki buzia jest niesamowicie gładka i miła w dotyku, a skóra mięciutka i lepiej oczyszczona. Pory delikatnie przymknięte, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia (przynajmniej nie od razu). Ewentualne niedoskonałości są widocznie zmniejszone, przysuszone i jaśniejsze. Przy regularnym stosowaniu widzę zdecydowanie mniej zaskórników otwartych na nosie. Nie zauważyłam, aby "zapychała" pory. Maska ujednolica również koloryt, jeśli borykacie się z zaczerwienieniami, jak ja (głównie policzki) to warto spróbować. Efekt po jednym zabiegu utrzymuje się kilka godzin (standardowo). Wadą może być fakt, że jeśli nie nałożymy kolejnych kroków pielęgnacji w ciągu max. 10 minut możemy odczuć wzmożone uczucie ściągnięcia skóry oraz troszkę nieprzyjemne wysuszenie. Nie jest to produkt nawilżający, dlatego staram się zawsze w max. 5 minut skórę stonizować, a następnie nałożyć serum i krem - wtedy zdecydowanie nie odczuwam tych negatywnych skutków.

Podsumowując maska Tołpy z serii Sebio bardzo mi się spodobała. Mimo, że nie do końca jest to produkt naturalny, to większość składu faktycznie jest sensowna i skuteczna, dopasowana idealnie do cery tłustej i zanieczyszczonej. Działanie zdecydowanie spełnia moje oczekiwania. Znacie produkty Tołpy?
The Secret Soap Store, Peeling do ciała Argan & Goats

The Secret Soap Store, Peeling do ciała Argan & Goats

Uwielbiam peelingi! Dzięki nim skóra jest nie tylko miękka i gładka, ale poprzez masaż także jędrniejsza i sprężysta. Używam scrubów regularnie jeden lub dwa razy w tygodniu, w zależności od aktualnej kondycji skóry i, szczerze pisząc, jest to jeden z moich ulubionych zabiegów. Mam nadzieję, że Wasz także :) Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam peeling marki The Secret Soap Store, który nie zostawia tłustej warstwy, a bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek oraz posiada genialną konsystencję, a jednak nie jest kosmetykiem dla każdego.


peeling-sss

Peeling do ciała The Secret Soap Store

Producent przekonuje, że peeling jest kosmetykiem regeneracyjnym i odżywczym. Zawiera certyfikowany olej arganowy (niewiele, już po kompozycji zapachowej...), proteiny mleka koziego (też niewiele), masło shea (które w ogóle nie jest wymienione w INCI! może zmienili formułę?) oraz olej sojowy (jeden z najtańszych olei, często GMO). Produkt ma być ratunkiem dla skóry suchej i wrażliwej. Zadaniem kryształków cukru oraz soli jest delikatny masaż i złuszczenie zrogowaciałego naskórka oraz pobudzenie mikrokrążenia. Olej arganowy oraz proteiny mleczne mają złagodzić podrażnienia, zadbać jednocześnie o elastyczność i gładkość skóry, ujędrniać, odmładzać oraz nawilżyć i zregenerować naszą skórę. Produkt podobno delikatnie natłuszcza i odbudowuje płaszcz lipidowy.

body-scrub-peeling

Skład (ze strony producenta, ponieważ nie mam pudełka): Sucrose (cukier, drobinki peelingujące), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy, tani emolient), Sodium Chloride (sól, peelinguje), Caprylic/Capric Triglyceride (bezpieczny emolient), Silica (krzemionka, naturalna, poprawia aplikację, ścierniwo), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów, emolient, wygładza, odżywia), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron, lekki emolient, wygładza, natłuszcza), Polysorbate 20 (emulgator, także substancja myjąca, może być zanieczyszczony dioksanem), Persea Gratissima (Avocado) Oil (olej awokado, tłusty emolient, natłuszcza i odżywia skórę), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia, cenny emolient), Parfum (kompozycja zapachowa), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy, cenny emolient, odżywia skórę), Goat Milk (mleko kozie, nawilża, odżywia i kondycjonuje skórę), Tocopheryl Acetate (wit. E, antyutleniacz, chroni oleje przez zjełczeniem), MIPA-Laureth Sulfate (silny detergent, jak SLS i SLES, może wysuszać wrażliwą skórę, może podrażniać uszkodzoną skórę i alergizować, powinny go unikać kobiety w ciąży, karmiące oraz dzieci), Laureth-4 (silny detergent, może być zanieczyszczony, może powodować stany zapalne, nie powinny go używać kobiety w ciąży ani dzieci), Cocamide DEA (kolejny detergent, max. stężenie w kosmetyku to 0,5%, niebezpieczna dla kobiet w ciąży i podejrzewana o działanie kancerogenne), Phenoxyethanol (konserwant, lepiej żeby unikały go kobiety w ciąży i karmiące), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (łagodny konserwant), Citronellol, Limonene, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool (wszystkie wymienione na końcu substancje to poszczególne składniki kompozycji zapachowej, mogą powodować alergię).

peeling z arganem

Nie jest to więc kosmetyk naturalny ani tym bardziej nadający się dla kobiet w ciąży, karmiących czy dzieci (zresztą dzieci nie trzeba peelingować). Zawiera kilka niepewnych substancji, na szczęście pod koniec składu. Lepiej uważać na ten peeling, jeśli mamy wrażliwą, uszkodzoną lub podrażnioną skórę, ponieważ może nasilić przykre objawy. Jedynie osoby ze zdrową skórą mogą sobie pozwolić na jego stosowanie. Dodatkowo w produkcie są widoczne liczne drobinki brokatu, którego nie widać w składzie... Dodam, że opakowanie 200 ml kosztuje w standardowej cenie 59,99 zł.

konsystencja-peelingu

Konsystencja peelingu jest przegenialna! Dzięki temu, że jest bardzo miękka, produkt przyjemnie się nabiera i rozsmarowuje na skórze. Wyraźnie wyczuwalne są liczne drobinki, a jak widzieliście w składzie jest to scrub cukrowo-solny, dodatkowo wzbogacony także krzemionką, która również posiada właściwości ścierne oraz dodatkowo poprawiające lepkość. Wyraźnie widać mieniące się srebrem, liczne drobinki brokatu, które mi osobiście się nie podobają. Żółty kolor także zastanawia, ponieważ w INCI nie ma żadnego barwnika, być może jest to naturalny kolor, ale pewności nie ma (brokat też nie jest wymieniony, a jednak widoczny w produkcie). Zapach jest śliczny, egzotyczny i owocowy, ale nie za mocny i nie utrzymuje się długo na skórze.

ilosc-drobinek-peelingujacych

Peeling Argan & Goats dobrze się trzyma skóry, jakby delikatnie się do niej przykleja i nie spływa. Dzięki temu wykonanie masażu jest łatwe, nie trzeba się spieszyć ani niczego pilnować. Podczas masowania peeling zmienia barwę na białą (podobnie jak podczas demakijażu olejkiem z emulgatorem), dobrze się spłukuje, choć czasem pozostają pojedyncze drobinki. Brokat też się zmywa. Kryształki cukru i soli dokładnie złuszczają martwy naskórek, pozostawiając ciało gładkie, sprężyste, miękkie, ale nie nawilżone i nie natłuszczone! Skóra po zmyciu jest pozbawiona jakiejkolwiek warstwy, która świadczyłaby o pielęgnacji i wręcz błaga o balsam lub mleczko. Jest to po prostu peeling myjący, który pomoże pozbyć się martwego naskórka, ale nic poza tym.


Podsumowując nie napiszę, że jestem rozczarowana, ponieważ kosmetyk spełnia swoją podstawową funkcję: jest skutecznym, przyjemnym w użyciu scrubem do ciała. Ale nic więcej. Można go z powodzeniem używać także do masażu dłoni i stóp, ale absolutnie nie twarzy, ze względu na potencjalnie groźne składniki. Powinny go unikać kobiety w ciąży i karmiące. Czy jest to produkt wart 60 zł? Odpowiedź należy do Was.

Znacie kosmetyki marki The Secret Soap Store? Nie wiem dlaczego, ale kojarzą mi się trochę z Lushem, także mają dostępne produkty "na gałki" i składy z lekka udziwnione.
Ava, Koktajl młodości, Hydro Boost i Sebum Control pomaga tłustej cerze

Ava, Koktajl młodości, Hydro Boost i Sebum Control pomaga tłustej cerze

Bardzo lubię sera do twarzy. W okolicach trzydziestki warto wprowadzić do pielęgnacji mocniej skoncentrowane produkty, ponieważ często sam krem to już za mało. Osobiście stosuję sera od ok. 25 roku życia i na stałe wpisały się już w moje wieczorne rytuały. Koktajle młodości marki Ava są właśnie rodzajem serum, przynajmniej ja je tak traktuję i używam. Każdy koktajl skupiony jest na innym problemie skóry. Jestem posiadaczką dwóch sztuk, które najlepiej odpowiadają skórze tłustej lub mieszanej czyli wersji S.O.S. Sebum Control, która ma za zadanie regulować wydzielanie sebum oraz wersji Hydro Boost, ekspresowo nawilżającej. Do dyspozycji mamy jeszcze opcję Time Reverse, działającą odmładzająco oraz Lifting Pearl, napinającą skórę. Jak się spisały koktajle na cerze mieszanej w kierunku tłustej, jaką posiadają konsystencję oraz, co najważniejsze, składniki aktywne?


koktaj-nawilzajacy

"Moje" wersje koktajli kosztują ok. 25 zł/ 30ml, natomiast dwie pozostałe są droższe (ok. 35 zł). Wszystkie zapakowane zostały w kartoniki, wewnątrz których znajdziemy ciemne, szklane buteleczki z pipetką (kroplomierzem). Bardzo lubię takie opakowania, ponieważ wpływa to na ograniczenie dostępu światła do produktu, a co za tym idzie trwałość. Swoich koktajli nie trzymam w lodówce, stoją w łazience na półeczce.

serum-nawilzajace-do-twarzy

Składy: Koktajle zawierają dużo cennych składników aktywnych, ale i całą gamę konserwantów. Szczegółowy skład na zdjęciu.

Formuła Hydro Boost oparta jest o mieszankę wody, nawilżającej gliceryny oraz Propylene Glycol (m.in. ułatwia przeniknięcie innych substancji głębiej w skórę, może podrażniać, substancja synteteyczna). Dalej mamy m.in. betaglukan (bezpieczny antyoksydant, nawilża, regeneruje, zwiększa odporność skóry na alergeny), mocznik (silnie nawilża), alantoina (łagodzi podrażnienia, koi), kwas hialuronowy (nawilża, napina), glicyna (łagodzi, koi, nawilża), lizyna (nawilża, antyoksydant), kwas mlekowy (nawilża), glukoza (ogranicza odparowanie wody). Dalej kilka konserwantów, zagęstnik i chelator (wiąże metale ciężkie) oraz kompozycja zapachowa.

Formuła S.O.S. Sebum Control oparta jest o mieszankę wody, nawilżającej gliceryny oraz azeloglicynę (pochodna kwasu azelainowego, normalizuje wydzielanie sebum, działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, rozjaśniająco i nawilżająco). Dalej mamy m.in. cenny sok z aloesu (nawilża, koi, łagodzi), niacynamid (zwęża pory, ogranicza wydzielanie sebum, oczyszcza), panthenol (łagodzi podrażnienia), mocznik, glukozę, alantoina, lizyna, kwas mlekowy, konserwanty, zagęstnik i chelator, pod sam koniec olejek eteryczny z drzewka herbacianego (działa regulująco i antytrądzikowo, silnie antybakteryjny) i składnik kompozycji zapachowej.

sklady-koktajli-ava

Nawilżanie cery tłustej i mieszanej

Koktaj młodości nawilżający, teoretycznie przeznaczony jest do cery suchej, podrażnionej. Jednak większość cer wymaga nawilżania, te mieszane czy tłuste również. Bardzo często nadmierne wydzielanie sebum wynika właśnie z niedostatecznego nawilżenia, a czasem wręcz odwodnienia skóry. Skóra broni się przed tym próbując "oddzielić" się od wysuszającego środowiska właśnie warstwą sebum, ograniczyć odparowanie na zewnątrz. Dlatego często używając mocno matujących, szczególnie z dużą zawartością alkoholu, produktów jesteśmy zadowoleni jedynie przez krótki okres czasu. Po kilku dniach lub tygodniach skóra wydziela jeszcze więcej sebum i błędne koło się zamyka. O wiele skuteczniejsze jest nawilżanie cery, co sprawdziłam zresztą na sobie i co potwierdza wiele posiadaczek o podobnym problemach skórnych.


nawilzajacy-koktajl-ava

Ava, Koktajl Młodości, S.O.S. Sebum Control, Regulacja wydzielania sebum

Serum regulujące pachnie olejkiem z drzewka herbacianego. Choć zapach jest dość delikatny i jakby przytłumiony, nie każdemu się spodoba. Akurat mnie nie przeszkadza, znam zapach olejku 100% i też mnie nie przeraża. Na pocieszenie dodam, że aromat ten szybko się ulatnia i nie pozostaje na skórze.  Serum szybko się wchłania, nie tłuści, choć pozostawia na skórze leciutko błyszczącą powłoczkę, nie znika do całkowitego matu. Dlatego koktajl Sebum Control stosowałam tylko na noc, najczęściej metodą "na mokro" (czyli na wilgotną skórę np. od hydrolatu). Po ponad miesiącu stosowania zauważyłam bardzo delikatny wpływ na ograniczenie sebum, mam wrażenie, że dużo lepiej w tym zakresie zadziałała wersja Hydro Boost, którą stosowałam wcześniej. Na pewno wersja regulująca posiada świetnie skomponowany skład, który zwęża znacząco pory, dzięki czemu skóra wygląda na wygładzoną i młodszą. Działa także antybakteryjnie, dzięki czemu praktycznie nie wyskakują niespodzianki, a już posiadane znikają szybciej i bez śladu. Serum można z powodzeniem stosować nie tylko na całą twarz, ale i te partie ciała, na których mamy problem z wypryskami (np. dekolt, plecy, pośladki, łydki, a nawet skórę głowy). To sprawia, że produkt jest bardzo uniwersalny.

regulujace-sebum-serum

Ava, Koktajl młodości, Hydro Boost, Efekt ekspresowego nawilżenia

Nawilżające serum o przyjemnym, kwiatowym zapachu. Zapach jest raczej sztuczny i utrzymuje się dłuższą chwilę na skórze, ale umila aplikację. Kottajl Hydro Boost błyskawicznie się wchłania i już po kilku minutach wyraźnie wyczuwam lekkie napięcie skóry, poprawę nawilżenia i elastyczności. W składzie znajdziemy sporo substancji aktywnych o działaniu głęboko nawilżającym i kojącym. Produkt doskonale nadaje się zarówno na dzień pod makijaż, jak i na noc. Na dzień wklepuję je w skórę po uprzednim użyciu toniku, czasem na jeszcze wilgotną twarz, a czasem osuszoną - nie zauważyłam większej równicy. Następnie wklepuję krem z filtrem (mamy mnóstwo słońca obecnie) i dopiero robię makijaż. Można też spróbować nakładać na nie minerały, ponieważ nie zostawia tłustej warstwy, do której podkład sypki by się przyklejał, tworząc plamy. Mam wrażenie, że koktajl nawilżający wpływa pozytywnie na matowienie skóry, dłużej wygląda świeżo i promiennie w ciągu dnia. Oczywiście można go także nakładać na noc pod krem, wtedy zwykle stosuję metodę "na mokro". Odkąd używam tego serum moja cera znacząco się poprawiła, mniej się błyszczy, wreszcie zaczyna być uregulowana. Prawie zużyłam już całe opakowanie, tak je lubię :)

koktajle-mlodosci-konsystencja

Konsystencja obu produktów jest gość lejąca, delikatnie żelowa, trochę spływająca ze skóry. Na szczęście używa się jedynie kilka kropel, które wklepuje się w twarz, szyję i ewentualnie dekolt, a następnie delikatnie wmasowuje okrężnymi ruchami. Dzięki swojej lekkości koktajle szybko wnikają w skórę i nie pozostawiają tłustej powłoki. Oba produkty są niesamowicie wydajne. Wystarczają na kilka miesięcy, w zależności od tego, jak często po nie sięgamy. Mnie nie podrażniły ani nie uczuliły.

nawilzajace-regulujace-serum


Podsumowując znalazłam kolejne serum marki AVA, które niesamowicie polubiłam. Do Hydro Boost na pewno wrócę, tym bardziej, że 25 zł to cena zachęcająca (u mnie są w Hebe). Dodajmy do tego serię Eco Linea, w której jestem zakochana po uszy (genialne, naturalne składy!) oraz serum z wit. C, do którego często wracam, a wyjdzie nam, ża marka ma wiele do zaoferowania.

Znacie kosmetyki AVA? Co polecacie jeszcze do wypróbowania?
Beauty by Bloggers, Pierwsze warsztaty dla blogerów

Beauty by Bloggers, Pierwsze warsztaty dla blogerów

Spotkania i konferencje blogerskie

W ostatnich latach powstało mnóstwo świetnych inicjatyw dedykowanych blogerom. Nie zgłaszam się jednak za często na spotkania blogerskie (właściwie przez 4 lata blogowania byłam tylko na dwóch, w tym jednym nietypowym, bo połączonym z ogólnodostępnymi panelami, a drugim własnym, naturalnym). Jeżdżę natomiast na konferencje, szczególnie Meet Beauty (dla blogerów kosmetycznych) oraz od 2017r. na See Bloggers. Robię to, aby się czegoś nowego nauczyć, poznać nowości kosmetyczne oraz poznać innych blogerów/vlogerów - to trzy najważniejsze dla mnie sprawy. Wszystkie te gratisy, gifty, dary losu, o których niektórzy lubią złośliwie plotkować, są dla mnie jedynie miłym dodatkiem, ale mniej istotnym. Kto mnie zna ten doskonale wie, że na co dzień normalnie pracuję, blog jest moim hobby. Większość opisywanych kosmetyków normalnie kupuję za swoje pieniądze, a nawet jeśli współpracuję, moje opinie są takie same, jakbym kosmetyk kupiła sama - dla mnie najważniejsza jest szczerość i uczciwość recenzji! Dlatego też, jak tylko zobaczyłam, że Ania z bloga Kolorowy Kraj wraz z marką Paul Mitchell organizuje pierwsze warsztaty dla blogerów wiedziałam, że się zgłoszę. To jest właśnie inicjatywa, która mnie przekonuje. Tak właśnie w niedzielę 13 maja wylądowałam w Hotelu Sound Garden w Warszawie. A co tam robiłam?



Warsztaty paznokciowe

Pierwsze warsztaty poprowadziły bardzo sympatyczne osoby reprezentujące Chiodo Pro, markę lakierów hybrydowych. Na przygotowanych stanowiskach miałyśmy do dyspozycji lampy, różne kolory lakierów, w tym z kolekcji Edyty Górniak, bazę, top, pędzelki do zdobień - słowem wszystko, aby się uczyć zdobień. Ćwiczyłyśmy typowo letnie wzory: palmy na tle zachodzącego słońca, ombre i eteryczne kwiaty. Fajnie, że mogłyśmy zobaczyć krok po kroku jak wykonać poszczególne zdobienia, spróbować same, podpytać. Nie powiem, nauczyłam się nowej techniki rozmywania topem, więc jestem bardzo zadowolona :) Na koniec dostałyśmy po dwa lakiery, bazę oraz top, który nie wymaga przemywania cleanerem (jest genialny! pięknie błyszczy przez całe dwa tygodnie), a także krem do rąk. Świetne warsztaty, a hybrydy jak wiecie lubię i robię od lat!



Warsztaty makijażowe

Po krótkiej przerwie przyszedł czas na make up. Warsztaty poprowadziła ekipa Paese. Doskonale znam pudry do twarzy tej marki, natomiast nie miałam do tej pory styczności z innymi kosmetykami. Paese oferuje kilka perełek np. korektor pod oczy (idealny też do cut crease), cienie, pomadki, niesamowite wręcz pigmenty! Oczywiście każda z nas miała już na sobie makijaż, więc malowałyśmy face chart. To był mój pierwszy raz z kolorowaniem "kartki" i powiem Wam, że to wcale nie jest proste! Trudno się blenduje, tłustsze kosmetyki robią plamy, przyklejają się i wyglądają nieestetycznie. Zdecydowanie wolę malować skórę ;) Dodatkowo mogłyśmy sprawdzić każdy kosmetyk marki, zobaczyć jak komponuje się odcień na naszej skórze. Bardzo podobało mi się także, że poznałyśmy kilka tricków makijażowych, m.in. jak użyć jednego kosmetyku do makijażu kilku części twarzy (np.brzoskwiniowa pomadka na usta, powiekę, a nawet policzki). Każda z nas dostała paczuszkę z cieniami, pomadkami oraz pudrem, a także jeszcze jeden face chart do ćwiczeń w domu ;)



Warsztaty włosowe

Po kolejnej przerwie na warsztatach rządził stylista gwiazd Łukasz Urbański, którego możecie kojarzyć m.in. z programu "Druga twarz". Zdradził nam kilka tricków na fryzury, jak np. to, że aby fryzura dobrze się trzymała należy najpierw wetrzeć we włosy tonę lakieru, suchego szamponu i co tam jeszcze macie pod ręką, aby włosy nie były śliskie i gładkie. Osobiście nie lubię mieć brudnych włosów, więc podziwiałam zmagania koleżanek blogerek, plecenie warkoczy oraz często bardzo pomysłowe fryzury Łukasza. Mogłyśmy też poznać kosmetyki marki Paul Mitchell, tym bardziej, że dostałyśmy zestaw do pielęgnacji (szampon oraz odżywkę), a także miniaturki lakieru i suchego szamponu.



Pomysły na fryzury były dość szalone i wakacyjne. Zdecydowanie prym wiodły warkocze i warkoczyki, wysokie upięcia i... wsuwki. Zwłaszcza kolorowe i w dużych ilościach, które same w sobie miały być ozdobą. Oczywiście jak ze wszystkim - jednym się podoba, innym nie, ale na pewno zwraca uwagę i zaskakuje, a to chyba też jest efekt wart zachodu ;)

Atmosfera na warsztatach była bardzo luźna, wesoła, spontaniczna. Nie czuło się żadnego napięcia, a w takim klimacie o wiele łatwiej się uczyć, eksperymentować i gadać z innymi blogerkami. Jak zawsze cudownie było spotkać wiele znajomych twarzy jak Dianę (na zdjęciu obok), a także poznać w realu te, które już znałam on-line: na zdjęciu poniżej z lewej: Magda (racjapielegnacja.pl) oraz Natalia (subiektywnepiekno.pl). Na ostatnim zdjęciu znów Diana (chanceleee.pl), Sylwia (czerwonousta.pl), Wiola (niewyparzonapudernica.pl), Sylwia (czokomorena.pl) oraz Agnieszka (agnieszka-jozwowska.pl).


Świetnie się bawiłam i jest to kolejna inicjatywa, w której wzięłam udział z czystą przyjemnością. Możliwość nauczenia się czegoś nowego, zwłaszcza, że wszystkie tematy są jak najbardziej w moich (i Waszych) zainteresowaniach sprawia, że chętnie wybrałabym się także na drugą edycję. Niestety mnie nie będzie, ale może Wy macie ochotę? Druga edycja już 7 lipca w Katowicach! Wystarczy do 6.06 wysłać maila pt. "BbB Katowice 2018" na beautybybloggers@gmail.com z linkami do bloga/YT, FB i IG, średniomiesięczny zasięg oraz krótkie uzasadnienie dlaczego chcesz wziąć udział. Powodzenia, bo warto!
Nature of Woman, Pierwsze spotkanie blogerek naturalnych w Warszawie

Nature of Woman, Pierwsze spotkanie blogerek naturalnych w Warszawie

Naturalna pielęgnacja i czytanie składów

Moja pielęgnacja jest specyficzna, ponieważ czytając składy i unikając pewnych substancji nie używam wszystkiego z drogerii. Nie uważam, że mam przez to ograniczony dostęp do kosmetyków, wręcz przeciwnie! Powstaje coraz więcej fajnych marek, które stawiają na naturalne, przemyślane składy i badają pochodzenie półproduktów. Często właściciele nawet sami wszystkiego doglądają, kontrolują każdy etap produkcji lub osobiście wytwarzają kosmetyki (manufaktury)! "Więksi" producenci natomiast nierzadko zlecają przygotowanie produktu zewnętrznym firmom  - dlatego zdarza się, że kupując kosmetyk po raz pierwszy jesteśmy z niego zadowolone, a kolejnym razem mamy wrażenie, że jest to całkiem inny produkt... Cóż, bardzo prawdopodobne, że zmieniła się firma produkująca zawartość, a co za tym idzie także produkt, ponieważ czasem wystarczy nieznacznie zmienić formułę lub składnik, aby otrzymać inną konsystencję czy zapach. Tak, tak, sama też zauważyłam takie wahania i nieraz o nich czytałam u innych osób. Dlatego osobiście wolę mniejsze manufaktury czy "niszowe" marki, które dbają o każdy szczegół :) I wiecie co? Takich jak ja jest coraz więcej! Bardzo mnie to cieszy, ale jednocześnie brakuje mi rozmów z osobami, które fascynują się podobnymi temateami. Dlatego zakiełkował w mojej głowie pomysł stworzenia spotkania dla blogerek interesujących się kosmetykami naturalnymi i składami. Zgadałam się z Anastazją Stazyjka.pl i tak powstało Nature of Woman.



Organizacja spotkania blogerskiego w Warszawie to niełatwe zadanie. Począwszy od znalezienia odpowiedniego miejsca, szczególnie, że uparłam się na centrum - łatwy dojazd, blisko PKP, no i tu pracuję na co dzień, więc czuję się najlepiej. Udało się dzięki Organic Coffee na Pięknej 19. Fajne, klimatyczne miejsce, bardzo w moim guście. Pyszna kawa i jedzonko. 


Nature of Woman odbyło się w sobotę 19 maja. Zaczęłyśmy od kobiecych badań profilaktycznych. Nie od dzisiaj wiadomo, że zdrowie jest bardzo ważne, a niedobory witamin i innych istotnych substancji w organizmie wpływają także na stan skóry czy włosów, nie tylko na samopoczucie. Anastazja, która jest diagnostą laboratoryjnym opowiadała nam, które badania warto robić co roku, a które co 2-3 lata - oczywiście pod warunkiem, że poprzednie wyniki miałyśmy w normie.


Anastazja przygotowała dla nas piękną ściągę z najważniejszymi badaniami. Oczywiście podstawą jest morfologia krwi, glukoza, żelazo, wapń, magnez oraz badanie moczu (praca nerek!), a także cytologia (rak szyjki macicy). Dodatkowo warto robić badanie poziomu witaminy D - to moje jedyne utrapienie i od lekarza wiem, że wiele Polaków cierpi na niedobór. Jesteśmy wtedy bardziej senni, rozkojarzeni, zdenerwowani, ale i mamy słabszą odporność na infekcje. U mnie wszystko się zgadzało- odkąd suplementuję wit. D3 mam mnóstwo energii i nie choruję! Wszyscy dookoła w lutym kichali, a ja nie :) UWAGA: kupując suplementy lub leki z wit. D3 warto zwrócić uwagę na wartość j.m. - poniżej 1000 to bardzo mało, lekarz zalecił mi brać w początkowej fazie aż 8000 j.m., po kilku miesiącach dopiero 2000 j.m.).

Warto też badać cholesterol i hormony tarczycy - ostatnio bardzo wiele osób choruje na hashimoto, niedoczynność czy nadczynność tarczycy, a niewielu się bada. Objawy to m.in. wypadanie włosów i przesuszona skóra.

Po przerwie na wzmocnienie i uzupełnienie witamin ;) miałyśmy przyjemność posłuchać Pana Witolda z firmy Cossi, który opowiadał nam o tajnikach produkcji, pochodzeniu glinek i niesamowitych właściwościach stosowanych półproduktów. Pisałam to nieraz, ale powtórzę: uwielbiam ludzi z pasją, którzy swoją opowieścią nie tylko zaciekawią, ale i zaskoczą! Mogłyśmy ze szczegółami dowiedzieć się o właściwościach syberyjskich glinek stosowanych w kosmetykach marki Rapan Beauty. Maseczki znam od prawie roku, szalenie je lubię. Poniżej możecie poczytać o nich więcej:


Miałyśmy okazję poznać wszystkie produkty Rapan Beauty, nie tylko słynne maseczki. Tak więc wąchałyśmy błoto iłowo-siarczkowe, które zawiera 5 razy więcej przeciwutleniaczy niż produkty z Morza Martwego, ale nie pachnie zbyt przyjemnie (siarka). Można używać je do maseczek, okładów i kąpieli, a także m.in. do zabiegów odchudzających, eliminujących problemy skórne czy bóle mięśni.


Poznałyśmy także naturalną sól jeziorową, która jest stosowana w rosyjskich sanatoriach do leczenia problemów skórnych, bólów mięśniowych czy zapalenia stawów. Pomaga również w stanach niepokoju, zmęczenia, stresu lub słabej odporności organizmu (relaksujące kąpiele lecznicze). Używa się jej też do wyszczuplania i zabiegów antycellulitowych.


Największą atrakcją była jednak nowiutka marka kosmetyków Cossi Fuleren. Obłędnie pachnące olejki do ciała ze szlachetnymi olejami, często droższymi i rzadziej spotykanymi, zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Do wyboru mamy cztery wersje olejków w cenie ok. 35-39zł. Czy są to zwykłe produkty, jakich wiele? Oczywiście nie! Ich sekret tkwi w... środku i faktycznie można się zdziwić :) Jeśli dobrze się przyjrzycie zobaczycie w buteleczce, na samym dole, bryłkę czarnego szungitu - tak ma być. Szungit to niezwykły minerał, który zbudowany jest z węgla i datowany jest na wiek 2 mld lat. Prawdopodobnie przybył na Ziemię prosto z przestrzeni kosmicznej. Jego unikatowość polega na nietypowej strukturze cząsteczki, podobnej do piłki futbolowej. Te cząsteczki to fullereny (stąd trudna nazwa marki). Szungit posiada właściwości silnie oczyszczające (działa bakteriobójczo oraz absorbuje zanieczyszczenia takie jak metale ciężkie, dioksyny, pestycydy itp.), przez co naturalnie uzdatnia wodę nie tylko w kosmetyce, ale i produktach zdrowotnych. Woda szungitowa działa między innymi przeciwbólowo i przeciwzapalnie, zmniejsza obrzęki. Jest skoncentrowanym antyoksydantem. Woda fullerenowa przyspiesza ujędrnienie i regenerację skóry, poprawia mikrocerkulację krwi, pomaga walczyć z alergiami, jest więc cennym składnikiem kosmetycznym.


Marka Cossi Fuleren posiada także niesamowicie pachnące peelingi do ciała, toniki do twarzy (bez substancji powierzchniowo czynnych, co jest ogromnych plusem!) oraz serum pod oczy. Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda tajemniczy szungit oraz bryłkę w buteleczce olejku :)


*nie jestem mistrzem selfie :D

Kolejnym naszym gościem była Małgosia z Optima Natura. Uwielbiam olejki eteryczne, jeśli jesteście ze mną na Instagramie (@cosmeticosmos) na pewno dobrze o tym wiecie. Wykorzystuję je nie tylko do masażu, aromaterapii, aromatyzowania pomieszczeń (robię własny spray m.in. do pościeli lub podgrzewam w kominku jak woski), ale i do wielu innych rzeczy. Kocham dodawać je do kąpieli, zwłaszcza zimą, gdzie relaksują i cieszą otulającym zapachem. Pomagają moim domowym kosmetykom nabrać przyjemnych nut zapachowych i są w pełni naturalne. Niewielka buteleczka, która kosztuje ok. 16 zł posiada niesamowitą wydajność!


Naturalny płyn do płukania

Domowy patent na tani i dobry płyn do płukania tkanin? Proszę bardzo: wystarczy wymieszać pół na pół wodę z octem i dodać ok. 10 kropel ulubionego olejku eterycznego lub mieszanki kilku (ja lubię eksperymentować i mieszać różne). Stosuję od ok. 2 lat i serdecznie polecam! Ubrania nie są zniszczone, są mięciutkie (ocet) i pachnące (olejek eteryczny), a do tego nie zanieczyszczamy wody. Nie martwcie się, jeśli po wyjęciu prania nadal wyczuwacie zapach octu, można go dodać po prostu mniej, płyn będzie równie skuteczny. Do prania skarpetek polecam najbardziej antybakteryjne olejki: z drzewka herbacianego, lawendowy lub pomarańczowy. Do pościeli idealnie nadaje się lawendowy lub goździkowy. Latem z kolei stawiam na miętę lub soczystą cytrynę czy limonkę. Możecie dodawać po prostu swoje ulubione lub czytać o właściwościach poszczególnych zapachów, kierować się własnymi preferencjami, mieszać i tworzyć własne kombinacje. Hulaj dusza! :)


Pamiętajcie, że olejki eteryczne posiadają ponad 500 substancji i są w pełni naturalne. To nie to samo co olejki zapachowe, sztuczne i... bez sensu! Ponadto producenci przestrzegają przed piciem olejków eterycznych - jeszcze nie do końca wiadomo jak te wszystkie substancje aktywne działają na organizm od środka, więc nie warto ryzykować. Pytałam - w paście do zębów lub płynie do płukania ust, które wypluwamy, olejki eteryczne mogą się znajdować i nie powinny szkodzić (o ile nie mamy alergii). Od lat robię w końcu pastę do zębów diy :)



A oto skarby, które wróciły ze mną do domu. Odkrywam właśnie kosmetyki kolorowe marki Couleur Caramel ze sklepu ekozuzu.pl. Używam obecnie podkładu Hydracoton (do cery tłustej) i kredki do oczu tej marki, a pierwsze wrażenia po prostu zachwycają! Podkład jest leciutki, w ogóle nie czuję go na skórze, wyrównuje koloryt, a jednocześnie matuje na dłużej niż koreańskie kremy bb! Niedługo sprawdzę, czy polubi się z kremem do twarzy Bema i gąbeczką Kozi, a o dłonie zadba krem do rąk Bema.

Moje eksperymenty z olejkami eterycznymi będą szły pełną parą dzięki produktom Optima Natura oraz marki Etja. Bardzo ciekawi mnie też naturalne, ręcznie wyrabiane mydło z peelingiem.

Mazidła marki Polny Warkocz miałam już przyjemność poznać, bardzo dobrze je wspominam. Natomiast o esencji słyszałam wiele dobrego, więc cieszę się, że będę miała okazję ją wypróbować.





Poniżej moja ulubiona maseczka Rapan Beauty, nowiutki tonik, olejek i obłędnie pachnący koktajlem truskawkowym peeling do ciała Cossi Fuleren.


Na koniec chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym spotkanie mogło się odbyć. Mam wiele pomysłów na rozwinięcie inicjatywy nie tylko na blogerki, ponieważ widzę, że jest coraz większe zainteresowanie kosmetykami z dobrym składem, bezpiecznymi i pełnymi substancji aktywnych. Z kilkoma osobami już mam kolejne plany do zrealizowania, kolejne wizje spotkań i marzenia. Trzymajcie kciuki i mam nadzieję, że do zobaczenia!


Lubicie czytać takie relacje? Pierwszy raz piszę je z punktu widzenia organizatora. To wspaniała przygoda, która uświadomiła mi, jak wiele osób ma podobne podejście do kosmetyków, zainteresowania i ciekawość tego świata. Czy chciałybyście wziąć udział w takim spotkaniu? Bez względu czy posiadacie blog czy nie? :)
Naturalne pasty do zębów bez fluoru / NeoBio, Eco Cosmetics, Natura Siberica

Naturalne pasty do zębów bez fluoru / NeoBio, Eco Cosmetics, Natura Siberica

Dlaczego pasta bez fluoru?

Ostatnio dostałam od Was wiele pytań na temat pasty do zębów z lepszym składem, w dodatku bez fluoru. Nie chcę tu wchodzić w polemikę na temat szkodliwości fluoru, ponieważ w internecie jest cała masa badań, które jasno i rzetelnie wykazują... zarówno jego szkodliwość, jak i nieszkodliwość. Wszystko zależy od dawki, a tą trudno ujednolicić, skoro najlepszym źródłem fluoru jest... woda, a zawartość tego pierwiastka jest różna w zależności od rejonu i głębokości wydobycia (tak, w butelkowanej i wodociągowej też). I bądź tu mądry! Jednak jestem zdania, że skoro nadmiar fluoru może być szkodliwy, a jego brak w paście nie niesie ze sobą żadnych negatywnych skutków, to lepiej go unikać. Tak też właśnie robię! Większość z nas przecież doskonale wie, że fluor jest niezbędny do prawidłowej budowy i funkcjonowania organizmu (kości i zębów w szczególności), a dostarczamy go pod dostatkiem właśnie z wodą, ale też spożywając m.in.  czarną herbatę, ryby, ser, chleb żytni. Kiedyś nawet "wzbogacano" nim wodę z kranu (oczywiście dla naszego dobra, nadal w wielu krajach się to praktykuje). Zarówno nadmiar, jak i niedobór fluoru niesie ze sobą konsekwencje. Osobiście nie znam nikogo, kto cierpi na niedobór, za to na nadmiar owszem (fluoroza, pierwsze objawy to białe, żółte lub brązowe plamy na zębach). Po 4 latach stosowania past bez fluoru (z niewielkimi wyjątkami np. podczas wyjazdów) stwierdzam, że moje zęby nie ucierpiały nic a nic. Są w doskonałym stanie, dlatego też nie planuję powrotu do tradycyjnych past. Dzisiaj mam dla Was krótkie recenzje na temat trzech past właśnie bez fluoru: Neo Bio, Eco Cosmetics oraz Natura Siberica.


pasty-bez-fluoru

Pasty dostępne są bez problemu w wielu drogeriach internetowych oraz w niewielkich sklepikach zielarskich. Nie zdarzyło mi się natrafić na żadną z nich w dużej, stacjonarnej drogerii lub markecie, ale dla mnie nie jest to problem, ponieważ obecnie rzadko kupuję kosmetyki w takich miejscach. Staram się wspierać niewielkie biznesy, nastawione na jakość sprzedawanych produktów, a nie kasę i ilość. Wszystkie pasty mają standardowe, miękkie tubki oraz odkręcane korki. Natura Siberica posiadała dodatkowo kartonik.

dobre-sklady-pasty-zebow

Natura Siberica, Noc Polarna, Wybielająca naturalna czarna pasta do zębów bez fluoru

Najłatwiej ją kupić np. w ekobieca.pl czy helfy.pl. Ceny są bardzo zróżnicowane, od nawet 11 zł do 20 zł/100g.
Pasta jest całkowicie czarna, dość gęsta. Pachnie miętowo, ale delikatnie. Mocno się pieni, tworząc szarą pianę, więc po umyciu zębów trzeba dobrze opłukać szczoteczkę oraz umywalkę. Posiada słodkawy, łagodny smak. Dobrze oczyszcza zęby z każdego osadu, w tym z kawy czy herbaty. Pozostawia zęby gładkie, jaśniejsze i lśniące (używam elektrycznej szczoteczki, to na pewno także ma wpływ na higienę zębów). Przyjemnie odświeża oddech, jednak nie na długo, więc dla niektórych efekt może być niewystarczający. Generalnie jest to popularna pasta o dobrym składzie i łagodnym smaku, a jednocześnie skutecznie oczyszczająca zęby i lekko je wybielająca, łagodna dla dziąseł. Zawiera wiele ziół zebranych, zgodnie z filozofią marki, na dzikich, czystych terenach Syberii.

Zobacz też:

natura-sibetica-pasta

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycerin, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Syem Extract (organiczny ekstrakt z krwawnika, chroni dziąsła, łagodzi stany zapalne, działa antyseptycznie), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny z upraw ekologicznych olej z rokitnika), Chamomilla Recutita Flower Water (organiczny hydrolat rumiankowy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i łagodzi podrażnienia), Rhodiola Rosea Root Extract (organiczny z dzikich ziół ekstrakt), Flovocetraria Nivalis Extract (organicznyz dzikich ziół), Agrostis Stolonifera Extract (organiczny, z dzikich ziół syberyjskich), Bambusa Arundinacea Stem Extract (organiczny puder bambusowy z upraw eko, działa antybakteryjnie i wygładzająco), Betula Alba Juice (organiczny sok z brzozy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i gojąco), Mentha Piperita Leaf Water (organiczna woda miętowa z upraw eko, oczyszcza, odświeża oddech, działa antybakteryjnie), Maris Sal (sól morska; wzmacnia szkliwo, działa antyseptycznie, oczyszcza i usuwa osad), Disodium Rutinyl Disulfate, Papain (papaina, enzym, rozpuszcza zanieczyszczenia), Calcium Glycerophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Pineamidopropyl Betaine (olej z orzeszków piniowych), Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine (dziki rokitnik), Charcoal Powder Aroma (węgiel aktywny; oczyszcza, usuwa osad z zębów, działa antybakteryjnie, jest bezpieczny dla szkliwa), Sodium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linonene, Geraniol.


sklad-natura-siberica-pasta

NeoBio, Naturalna pasta do zębów z ksylitolem bez fluoru

Kosztuje jedynie 5-6zł/75ml, więc jest bardzo tania. Dostępna w wielu drogeriach internetowych. Jest dość gęsta, biała, zwarta i jednolita. Posiada łagodny smak mięty, z lekką nutą ziół, jest też trochę słona i trochę słodka jednocześnie. Smak jest dość dziwny, trzeba do niego przywyknąć. Jest idealna dla osób, które nie lubią mocnych zapachów. Pieni się średnio, tworząc gęstą pianę, bez bąbelków, więc osoby przyzwyczajone do past ze SLES mogą nie być zadowolone. Mnie to nie przeszkadzało, ponieważ pasta dobrze myje zęby. Po umyciu są doczyszczone oraz błyszczące. Co równie ważne nie pękają od niej kąciki ust (u mnie Colgate'y i inne Blend-a-med'y powodują, że usta mam wysuszone, a kąciki ust głęboko pękają i bolą). Niestety pasta średnio odświeża oddech. Podsumowując to tania i dobra pasta oczyszczająca dokładnie zęby.

Skład: Aqua (Water), Calcium Carbonate, Glycerin, Silica, Sodium Cocoyl Glutamate, Xylitol (ksylitol, chroni zęby przed próchnicą), Maris Sal (sól morska, oczyszcza i poleruje zęby, działa antybakteryjnie), Carrageenan, Algin, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract* (ekstrakt z szałwii lekarskiej, działa ściągająco i przeciwzapalnie), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract* (ekstrakt z rozmarynu, oczyszcza i chroni zęby oraz dziąsła), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract* (ekstrakt z oczaru wirginijskiego; wzmacnia dziąsła, działa ochronnie i antybakteryjnie), Commiphora Abyssinica Resin Extract (ekstrakt z mirry; działa antybakteryjnie i antygrzybicznie, przeciwbólowo i gojąco), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract* (ekstrakt z rumianku, łagodzi podrażnienia), Xanthan Gum, Alcohol*, Aroma (Flavour), Limonene.
*certyfikowany składnik ekologiczny.
Nie zawiera syntetycznych substancji zapachowych i barwników.

pasta-do-zebow-neobio

Eco Cosmetics, Pasta do zębów naturalna z czarnuszką bez fluoru

Najczęściej kosztuje ok. 14-15zł/75ml. Posiada dość luźną konsystencję, nie lejącą, ale zdecydowanie bardziej "miękką". W beżowej paście wyraźnie widać i czuć drobinki soli, co trochę przeszkadza podczas mycia zębów oraz przy zakręcaniu tubki - drobinki podchodzą pod zakrętkę, blokując ją. Posiada świetny smak słodkiej mięty z ciekawym, niespotykanym tłem ziół. Tworzy niewiele gęstej piany, mniej niż produkt NeoBio. Dodatkowo w buzi rozpuszcza się zmieniając konsystencję jakby w olejek, co jest nietypowe. Drobinki nie rozpuszczają się do końca, więc po kilku minutach szczotkowania nadal trzeba je wypluć. Czasem trzeba dokładnie przepłukać usta nawet kilka razy, ponieważ drobinki chowają się, a potem przeszkadzają, odnajdując się w najmniej oczekiwanym momencie. Jest bardzo delikatna, dobrze oczyszcza zęby pozostawiając na nich coś w rodzaju ochronnej warstewki. Nie odświeża oddechu albo robi to na bardzo krótko. 

Kosmetyk posiada certyfikat ECOCERT i nie zawiera syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących. Produkt wegański wpisany na listę Vegan Society. Korzystnie wpływa na florę bakteryjną ust.

Skład: Aqua, Sorbitol, Nigella Sativa Extract* (ekstrakt z czarnuszki), Camellia Sinenesis Leaf Water (hydrolat z zielonej herbaty; działa odświeżająco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie), Hydrated Silica, Magnesium Carbonate, Echinacea Purpurea Extract* (ekstrakt z jeżówki purpurowej; działa przeciwzapalnie, regenerująco i znieczulająco), Salvia Officinallis Extract* (ekstrakt z szałwii, działa antyseptycznie), Maris Sal (sól morska; oczyszcza i poleruje), Hamamelis Virginiana Extract, Nigella Sativa Oil* (olej z czarnuszki; działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antywirusowo, przeciwgrzybicznie, przeciwobrzękowo, odtruwająco i immunostymulująco), Glycerin, Carvone, Alcohol, Sodium Cocoyl Glutamate and Disodium Cocoyl Glutamate, Xanthan Gum, Xylitol (ksylitol, chroni przed próchnicą).
Składniki oznaczone * pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych.

eco-cosmetics-pasta

Poniżej porównanie konsystencji i kolorów wszystkich trzech past do zębów. Od lewej: czarna Natura Siberica, biała NeoBio oraz ostatnia bezowa z drobinkami soli Eco Cosmetics.

pasta-bez-fluoru

Wszystkie pasty mają swoje zalety. Przede wszystkim oczywiście brak fluoru oraz szkodliwych substancji, w tym SLS i SLES. Wszystkie zawierają sensowne zioła i to nie na końcu INCI, które działają antybakteryjnie i ochronnie. Jednak osoby przyzwyczajone do mocno pieniących specyfików oraz do ostrego, wręcz piekącego smaku "mięty" mogą mieć wrażenie niedoczyszczonych zębów. Niestety pasty naturalne o wiele słabiej odświeżają także oddech - można się dodatkowo wspomóc płynem do płukania ust (bez fluoru oraz z dobrym składem np. Sylveco za 15 zł).


Wszystko zależy od tego... na czym Wam bardziej zależy (celowa gra słów, żeby nie było) - chwilowych wrażeniach estetycznych i pianie czy łagodniejszym składzie i większym bezpieczeństwie? Osobiście wybieram to drugie!

dobra-pasta-bez-fluoru

A jakich past Wy używacie? Zastanawiacie się nad ich składami czy jednak większe znaczenie podczas zakupu mają inne czynniki? Nie pamiętam już nawet kiedy używałam takiej drogeryjnej, tradycyjnej pasty dłużej niż kilka dni (wspomniane wyżej wyjazdy, niestety trudno dostać miniaturki naturalnych past) i nie planuję tego zmieniać.