D'Alchemy, Przeciwzmarszczkowa pielęgnacja skóry tłustej i mieszanej - krem na dzień i na noc

D'Alchemy, Przeciwzmarszczkowa pielęgnacja skóry tłustej i mieszanej - krem na dzień i na noc

Z droższymi kosmetykami często jest tak, że się boimy w nie inwestować. Dlatego cieszę się, ze są producenci, którzy tworzą próbki oraz dbają o to, aby docierały do potencjalnych konsumentów. W iluż to kosmetykach zakochałam się właśnie dzięki próbkom! Tak było też i z D'Alchemy :) Inaczej na wiele z nich nie zwróciłabym pewnie uwagi ze względu na ceny. Z drugiej strony kwestia cen jest mocno indywidualna. Dla jednych z nas 150 zł za dobry krem to drogo, "bo są tańsze", dla innych 150 zł to z kolei niewiele, biorąc pod uwagę, że są kremy i za 600 zł. Dlatego w swoich postach nie oceniam cen, ale je udostępniam, bo wiem, że to jeden z wielu czynników wpływających na decyzje zakupowe. Czy sama bym tyle zapłaciła? Za krem lub serum do twarzy - tak. Przykładowo kremu na dzień używam zwykle ok. 3 m-ce codziennie, ale oczekuję od niego więcej niż ładnego zapachu. Za balsam do ciała, żel pod prysznic czy szampon - na pewno nie, te produkty zużywam błyskawicznie i oczekuję od nich o wiele mniej niż od kremu. Wszystko zależy więc od naszego indywidualnego podejścia do pielęgnacji. Piszę to wszystko już na wstępnie, ponieważ wiele razy spotkałam się z pytaniem "czy ten kosmetyk jest wart takiej ceny?". Każda z nas na to pytanie odpowie po prostu inaczej, bo czego innego szukamy w kosmetykach i mamy inne oczekiwania. Żaden krem nie odmłodzi nas po jednym użyciu, czasem więc te oczekiwania są za bardzo wygórowane. Zdarza się też, że spotykam się z oceną składników kremu - że nie są warte takiej ceny. Halo, a słyszałyście o badaniach, dystrybucji, opakowaniach? Kosmetyki to nie są przypadkowo wymieszane składniki, ktoś opracował całą formułę, przebadał ją pod różnym kątem (często za ogromne pieniądze), zadbał, aby produkt był bezpieczny, zainwestował w reklamę. I jeszcze chce na tym zarobić! Przepraszam za ten przydługi wstęp, ale musiałam. Zapraszam na recenzję trzech produktów marki D'Alchemy. Oceniam ich działanie na swoją typowo tłustą skórę (potwierdzine przez kosmetologa) po trzydziestce - tak gwoli przypomnienia ;)


Opakowania kosmetyków D'Alchemy

Marka D'Alchemy specjalizuje się w holistycznej pielęgnacji anty-aging. To ważna informacja, ponieważ młodziutkie cery, przykładowo dwudziestolatek, po prostu mogą nie skorzystać z bogactwa składów. Za to moje 30+ już jak najbardziej! Z drugiej strony żel do mycia twarzy to sama rozkosz dla każdej fanki cytrusów, ale tu już niepotrzebnie spojleruję :D Markę charakteryzują szklane, porządne opakowania. Wydają się całkowicie czarne, jednak tak naprawdę są ciemno fioletowe, ze szkła biofotonicznego. Takie opakowania dodatkowo chronią zawartość przed dostępem światła - przynajmniej jeśli chodzi o kremy do twarzy. Ma to swój maleńki minus - krem na dzień skończył mi się praktycznie z dnia na dzień, ponieważ nie widać zużycia - na szczęście miałam w zapasie kolejny. Z niejaką przykrością odnotowałam, że żel jest w plastikowej butelce PET, która co prawda nadaje się do recyklingu, ale jednak to jedno z tych tworzyw sztucznych, które są bardzo wrażliwe na temperaturę podczas obróbki i nie mogą być poddawane recyklingowi w nieskończoność (uzyskuje się coraz gorszej jakości granulat). Zdecydowanie wolałabym, skoro już marka chce czy musi produkować plastikowe opakowania, aby postawiono na bezpieczniejsze HDPE.

dalchemy-recenzja

Właściwie pisząc tą recenzję oba kremy praktycznie wykończyłam (zostało ich jeszcze na max. jedno użycie). Żel do mycia twarzy też dobija dna. Kremy zawsze recenzuję pod sam koniec ich używania lub grubo po wykończeniu, dlatego mało na moim blogu takich recenzji. Kremy dostałam od marki, co nie ma najmniejszego wpływu na moją opinię - to są dokładne te same produkty i opinia jest taka sama, bez względu na to jak do mnie trafiły. Żel kupiłam sama.

naturalne-kremy-do-cery-tlustej

D'Alchemy, Purifying Facial Cleanser, Oczyszczający żel myjący do twarzy


Żel dedykowany skórze dojrzałej, wrażliwej i przesuszonej oraz tłustej (jak moja) i mieszanej, z niedoskonałościami. Z tą wrażliwą cerą trochę bym uważała, ponieważ w składzie znajdziemy kilka olejków eterycznych z cytrusów, które często podrażniają i uczulają - grapefruit, mandarynka, pomarańcza, drzewo sandałowe, cedr. Moja cera je akurat świetnie toleruje, nie mam też alergii, za to kocham zapach tego żelu. To prawdziwa cytrusowa bomba aromatyczna, pobudzająca do życia, dodająca energii i radości. Po myciu nim buzi mam mnóstwo siły i jestem zrelaksowana (działanie aromaterapeutyczne), ale tu zaznaczę, że jestem ogromną fanką zarówno naturalnych olejków eterycznych, jak i egzotycznych zapachów :) Poza tym w składzie znajdziemy delikatne substancje myjące, wiele ekstraktów roślinnych, odrobinę kwasów (odblokowują pory, regulują nadmierne wydzielanie sebum, a na skórze znajdują się na tyle krótko, że nie powinny podrażniać). Do tego bezpieczne konserwanty, dopuszczone do używania w kosmetykach naturalnych. Cały skład poniżej. Kosztuje 89 zł/125 ml.

Żel D'Alchemy jest przezroczysty, ale delikatnie żółtawy. Konsystencja odpowiednio gęsta, nie przecieka przez palce. Dzięki pompce łatwo go higienicznie dozować, jest też wydajny. Do umycia całej twarzy i szyi wystarczą dwie niewielkie pompki. Zapach jest zniewalający, cytrusowy z nutką egzotyki, bardzo umila mi codzienną pielęgnację. Żel nanosimy na zwilżoną skórę, po czym delikatnie masujemy palcami aż do uzyskania pianki - standardowo. Dobrze się spłukuje pozostawiając skórę miękką, oczyszczoną, delikatnie pachnącą. Nie pieni się nadmiernie, dla mnie wystarczająco. Producent poleca omijać okolice oczu, ale mi zdarza się o tym zapomnieć - oczywiście to kwestia wrażliwości, ale mnie żel nie szczypie w oczy, nie podrażnia. Zwykle stosuję go jako drugi etap w oczyszczaniu wieczornym, stąd informacja, że domywa również olejki i balsamy do demakijażu na maśle shea. Rano zdarza mi się myć skórę tylko nim - odświeża, pobudza i przygotowuje skórę na wchłonięcie kremu. Trudno mi ocenić czy wpływa na regulację błyszczenia skóry, ponieważ na to największy wpływ mają moim zdaniem kremy, które są na skórze o wiele dłużej. Od żelu wymagam przede wszystkim dobrego oczyszczania z resztek makijażu, sebum, kurzu i potu, a D'Alchemy robi to bezbłędnie.

Zwykle przy testowaniu kosmetyków oczyszczających do twarzy sprawdzam też jak sobie radzą z make upem - jako ciekawostkę, ponieważ nie jest to produkt stricte przeznaczony do demakijażu. Tak było i tym razem. Żel bez problemu domywa zarówno podkład mineralny, jak i eyeliner czy tusz naturalny. Z pomadą do brwi też sobie radzi, jednak trzeba chwilę dłużej pomasować. Nie wiem jak żel zmywa drogeryjne, silikonowe kosmetyki do makijażu, bo dawno takich nie używałam.

Podsumowując żel oczyszczający D'Alchemy jest obecnie jednym z moich absolutnie ulubionych produktów do mycia twarzy i myślę, że każda fanka cytrusów go polubi. Producent obiecuje pH neutralne dla skóry.

Skład: Aqua*, Sodium Cocoamphoacetate*, Propanediol*, Decyl Glucoside*, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate*, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate*, Xanthan Gum*, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil**, Citrus Reticulata (Mandarin) Peel Oil**, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil**, Santalum Album (Sandalwood) Wood Oil**, Chondrus Crispus (Red Algae) Powder*, Pyrus Malus (Apple) Juice*, Prunus Persica (Peach) Juice*, Triticum Vulgare (Wheat) Seed Extract*, Hordeum Vulgare (Barley) Extract*, Panax Ginseng Root Extract*, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract*, Carica Papaya Fruit Extract*, Parfum**, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract*, Benzyl Alcohol, Hydrolyzed Algin*, Zinc Sulfate, Acacia Concinna Fruit Extract*, Balanites Aegyptiaca (Soap Berry Tree) Fruit Extract*, Gypsophila Paniculata (Baby's Breath) Root Extract*, Juniperus Virginiana (Red Cedar) Oil**, Sodium Phytate*, Glycerin*, Glyceryl Undecylenate*, Glyceryl Caprylate*, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Alcohol, Lactic Acid*, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Linalool***, Limonene***

    * Składniki pochodzenia naturalnego
  ** Naturalne olejki eteryczne
*** Składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych (zgodnie z prawem muszą zostać oddzielnie wypisane ze względu na potencjalne uczulenia)

naturalny-krem-dalchemy

D'Alchemy, All Over Blemish Solution, Krem regulujący do cery tłustej i mieszanej


Krem All Over Blemish Solution w szklanej butelce z pompką. Podoba mi się, że pompka ma niewielką blokadę, dzięki czemu spokojnie możemy zabrać swój krem w podróż i nie martwić się, że coś się wyleje. Krem rekomendowany jest cerze tłustej i mieszanej, potrzebującej oczyszczenia, ale i dojrzałej. Kosztuje 150 zł/50 ml.

Wydajność oceniam na 5+, przy codziennym, regularnym używaniu wystarczył mi na ponad trzy miesiące (dokładniej prawie 3,5). PAO 6 m-cy. Konsystencja jest lekka, choć wydaje się delikatnie masełkowa. Krem szybko się wchłania, bez pozostawiania uczucia tłustości na skórze, co jest ogromnym plusem przy cerze mieszanej. Zdecydowanie nie przyspiesza przetłuszczania, nie powoduje błyszczenia cery, nawet latem (stosowałam go od wiosny przez upały wczesnego lata). Wchłania się praktycznie do zera, do matu, szczególnie jeśli wklepiemy go delikatnie w skórę zwilżoną wcześniej hydrolatem. Rozsmarowany na skórze zupełnie suchej początkowo delikatnie bieli, więc trzeba go chwilkę dłużej wklepywać. To, co nie bardzo przypadło mi do gustu to wyraźnie ziołowy zapach. Połączenie olejków eterycznych z mięty i bergamotki, do tego hydrolaty neroli, cytrynowy i werbenowy nie do końca tworzą spójną kompozycję. Mimo, że zwykle lubię naturalne zapachy, wielką fanką tego konkretnego aromatu nie jestem. Zaznaczam jednak, że to kwestia bardzo indywidualna i każdy nos może odbierać tą kompozycję inaczej.

Krem stosowałam tylko na dzień, wklepując go opuszkami palców w skórę zwilżoną hydrolatem (werbenowym, cytrynowym, aloesowym i bergamotkowym, ponieważ w tym czasie akurat tych używałam). Krem fajnie, prawie natychmiastowo wchłania się do matu, nie trzeba na nic czekać. Dzieki temu jest wręcz wymarzonym produktem pod minerały! Świetnie współpracuje zarówno z sypkimi produktami marek Annabelle Minerals (formuła matująca), Sampure, jak i Amilie (formuła jojoba). Podejrzewam, że z większością, jeśli nie z każdą inną marką również dobrze się dogada. Równie dobrze współpracuje z płynnymi podkładami. Działa trochę jak przedłużająca świeżość czy też matująca baza pod makijaż. Make up nie spływa nawet w upał, dobrze trzyma się skóry, nie wchodzi w pory czy załamania.
Im wyższe temperatury serwowało nam lato, tym bardziej miałam wrażenie, że krem jest chłodzący (byź może to zasługa mięty w składzie). Te wszystkie powyższe zalety sprawiają, że jest to produkt wymarzony na wiosnę, lato, a nawet jesień, ze szczególnym wskazaniem na upały.

Krem przy całym swoim działaniu matującym na szczęście nie przesusza skóry, choć też nie nawilża zbyt mocno - idealnie sprawdzi się w duecie z mocno nawilżającym, bardziej emolientowym kremem na noc. Działanie tego kremu jest idealnie zbalansowane dla cery tłustej czy mieszanej. Początkowo, przez kilka pierwszych tygodni, po nałożeniu All Over Blemish Solution odczuwałam delikatne (naprawdę delikatne, ale jednak) ściągnięcie skóry, co mogło być spowodowane widocznym działaniem zwężajacym pory. Efekt ten przestał być odczuwalny dopiero po jakimś czasie, może się do niego przyzwyczaiłam. Zauważyłam też, że nie można nałożyć go zbyt dużo, bo potrafi się rolować. W przypadku tego kremu D'Alchemy najważniejszą kwestią jest umiar i odpowiednio "oklepująca" aplikacja, wtedy uzyskujemy najlepszy możliwy efekt :) Choć wiem, że Polki są raczej fankami "rozsmarowywania" kremu na suchej skórze serdecznie polecam spróbować czegoś odwrotnego - delikatnego poklepywania skóry, najlepiej od dołu ku górze twarzy, zaczynając od szyi. Przy okazji robimy codzienny masaż "antygrawitacyjny", a w okolicach trzydziestki zaczynają sie pierwsze widoczne zmiany na skórze, więc warto działać już prewencyjnie. Zresztą takie rzeczy wchodzą w nawyk i stają się naturalne. Krem widocznie przyspiesza też gojenie drobnych ranek i znikanie niewielkich grudek podskórnych, które występują u mnie ze względów hormolanych.

Skład jest bardzo ciekawy. Oprócz wspomnianych wyżej olejków eterycznych i hydrolatów, znanych z cennego działania na cerę tłustą i mieszaną, formuła zawiera m.in. żywicę z drzewa pistacji kleistej, która działa antybakteryjnie, antyseptycznie i łagodząco. Niekomedogenny olej z pestek winogron regeneruje, uelastycznia i wzmacnia skórę, regulując przy okazji pracę gruczołów łojowych. Z kolei ekstrakt z bambusa posiada naturalne właściwości matujące skórę.

Skład: Citrus Limon (Lemon) Peel Water*, Lippia Citriodora (Verbena) Leaf Water*, Citrus Aurantium Amara (Neroli) Flower Water*, Propanediol*, Polyglyceryl-3-Cetyl Ether Olivate Succinate*, Aqua*, Bambusa Arundinacea (Bamboo) Stem Extract*, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil*, Isopropyl Isostearate*, Dicaprylyl Carbonate*, Isopropyl Palmitate*, Trehalose*, Glycerin*, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate*, Sodium Stearoyl Glutamate*, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Peel Oil**, Mentha Piperita (Pepermint) Oil**, Pistacia Lentiscus (Mastic) Gum*, Chlorella Vulgaris (Green Algae) Extract*, Hydrogenated Lecithin*,Caprylic/Capric Triglyceride*, Hydrolyzed Algin*, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenethyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Tocopherol*, Benzyl Alcohol, Citric Acid*, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Parfum**, Xanthan Gum*, Squalene*, Sodium Phytate*, Zinc Sulfate, Beta-Sitosterol*, Sodium Hydroxide, Alcohol, Geraniol***, Limonene***, Linalool***

    * Składniki pochodzenia naturalnego
  ** Naturalne olejki eteryczne
*** Składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych (zgodnie z prawem muszą zostać oddzielnie wypisane ze względu na potencjalne uczulenia)

dalchemy-matujacy-krem-na-dzien

D'Alchemy, Age Cancellation Booster, Przeciwzmarszczkowy lotion dla cery tłustej i mieszanej


Na koniec zostawiłam mojego największego faworyta z tego trio. Krem All Cancellation Booster jako jedyny zawierał kartonik, w którym krył się szklany słoiczek. Wiąże się to z koniecznością stosowania szpatułki lub nakładania produktu palcami, co dla niektórych może być wadą (ze względów higienicznych). Za to widać ile jeszcze produktu nam zostało, coś za coś. Rekomendowany oczywiście skórze tłustej, mieszanej i dojrzałej. Kosztuje 160 zł/50 ml.

Uwielbiam, po prostu uwielbiam zapach tego kremu! Jeszcze bardziej chyba niż cytrusowy żel do mycia twarzy, choć nie sądziłam, że kiedykolwiek padną tu takie słowa. Zapach jest genialnie skomponowany do tego stopnia, że wyczekiwałam wieczornej pielęgnacji, aby tylko go poczuć. Zdecydowanie umilał mi codzienne obowiązki i przez jakiś czas utrzymywał się na skórze, co też mnie cieszyło. Zdarzało się nawet, że wąchałam go tylko i wyłącznie dla poprawy humoru :D Serio, serio. Czym to tak pachnie? Trudno mi konkretnie opisać ten aromat, koleżanka porównała go do słodkiego syropku na kaszel dla dzieci. Czuję w nim całą gamę słodyczy i owoców, przełamaną czymś cytrusowym, leciutko kwaskowym, ale i kwiatowym. Chciałabym mieć takie perfumy, trochę kojarzą mi się z beztroską i zabawą. Dość o zapachu, bo to nie wszystko, co krem ma do zaoferowania.

Wydajność jest genialna, opakowanie 50 ml wystarczyło mi na 4 miesiące regularnego używania, a trochę jeszcze oddałam koleżance do przetestowania - gdyby nie to, pewnie miałabym go z 5 miesięcy albo i dłużej (PAO 6 m-cy). Konsystencja masełka zdecydowanie wpływała na tak dobrą wydajność. Formuła wydaje się na pierwszy rzut oka bogata, ale jednocześnie jest całkiem lekka i nie obciąża skóry. Nie trzeba nabierać dużo kremu, aby dokładnie pokryć skórę twarzy, szyi i dekoltu (oczywiście wklepując go od dołu ku górze). Od razu po wklepaniu skóra odczuwała niesamowity komfort, ukojenie i nawilżenie skóry. Jeśli w ciągu dnia podrażniło mnie słońce czy wiatr ten krem niwelował niemiłe uczucia ściągnięcia i pieczenia. I to natychmiastowo! Wszelkie zaczerwienienia szybciej znikały, a skóra z czasem nabierała jędrności i elastyczności. Najszybciej jednak można zobaczyć efekt mocnego, głębokiego nawilżenia skóry i to jest właśnie to, co mnie zachwyciło już w próbce. Lotion delikatnie wpływa też na zmarszczki mimiczne, które po kliku miesiącach regularnego używania stały się mniej widoczne, a skóra była bardziej sprężysta i rozświetlona. Jednocześnie bardzo podoba mi się, że krem pomimo bogatego składu nie zostawia wyraźnie tłustej warstwy na skórze. Czuję, że na skórze jest delikatna powłoczka, jednak nic się nie klei, ani nie przeszkadza. Moja kapryśna skóra mocno zyskała na wyglądzie dzięki temu kremowi D'Alchemy i z przyjemnością kiedyś go jeszcze kupię (może bliżej zimy, kiedy skóra również wymaga dużo uwagi ze względu na podrażnienia od mrozu). To jest właśnie jeden z takich kremów, po których widzę efekt "wow" praktycznie od pierwszego użycia i który chciałam przetestować właśnie po użyciu próbki! Zaznaczę też, że lotion Age Cancellation Booster z powodzeniem można oczywiście używać także na dzień. Kilkukrotnie sprawdziłam, że nadaje się pod makijaż, należy go tylko troszkę dłużej wklepać. Nadaje cerze półmatowe wykończenie, jednak w największe upały zdecydowanie lepiej sprawdzał się leciutki All Over Blemish. Za to na jesień, zimę byłby wręcz wymarzonym produktem do cery tłustej na dzień. Pomimo bogatej z pozoru konsystencji absolutnie mnie nie "zapchał", nie podrażnił ani nie przyspieszał przetłuszczania skóry.

Skład jest przepiękny, oparty o hydrolaty z oczaru, cytryny i werbeny, które zmiękczają, oczyszczają, regenerują, a jednocześnie działają antyseptycznie na tłustą skórę. Zawartość polisacharydów gwarantuje działanie przeciwstarzeniowe, nawilżające i kojące. Roślinne ekstrakty np. z aceroli, żurawiny, rokitnika i guarany dostarczają antyoksydantów, jednocześnie pobudzając komórki skóry do wytwarzania elastyny i kolagenu, nawilżają, odżywiają i działają regenerująco. Ekstrakt z bambusa matuje i wchłania nadmiar sebum. Niekomedogenny olej jojoba oraz masło shea oraz w mniejszej ilości oleje: lniany, kokosowy, awokado, arganowy, makadamia odżywiają i chronią naskórek przed utratą wilgoci. Olejki eteryczne z róży damasceńskiej i pomarańczy zwężają pory, pomagają regulować nadmierne wydzielanie sebum i nadają kremowi niesamowity aromat.

Skład: Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water*, Lippia Citriodora (Verbena) Leaf Water*, Citrus Limon (Lemon) Peel Water*, Dicaprylyl Carbonate*, Polyglyceryl-3-Cetyl Ether Olivate Succinate*, Propanediol*, Aqua*, Glyceryl Stearate*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Glycerin*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Bambusa Arundinacea (Bamboo) Stem Extract*, Pistacia Lentiscus (Mastic) Gum*, Hydrogenated Lecithin*, Caprylic/Capric Triglyceride*, Malpighia Emarginata (Acerola) Fruit Extract*, Paullinia Cupana (Guarana) Fruit Extract*, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract*, Hippophae Rhamnoides (Sea Buckthorn) Fruit Extract*, Myrciaria Dubia (Camucamu) Fruit Extract*, Sodium Stearoyl Glutamate*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil*, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil*, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Humulus Lupulus (Hop) Cone Extract*, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract*, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract*, Phenethyl Alcohol, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract*, Citrus Limon (Lemon) Peel Extract*, Centella Asiatica Extract*, Pinus Sylvestris (Pine) Bud Extract*, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Rosa Gallica (French Rose) Flower Extract*, Rosa Damascena (Damask Rose) Flower Oil**, Benzyl Alcohol, Chondrus Crispus (Carrageenan) Powder*, Squalene*, Ethylhexylglycerin, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Biosaccharide Gum-1*, Sodium Levulinate*, Citric Acid*, Sodium Anisate, Xanthan Gum*, Glyceryl Caprylate*, Sodium Phytate*, Parfume**, Tocopherol*, Alcohol, Beta-Sitosterol*, Citral***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***

    * Składniki pochodzenia naturalnego
  ** Naturalne olejki eteryczne
*** Składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych (zgodnie z prawem muszą zostać oddzielnie wypisane ze względu na potencjalne uczulenia)

naturalny-krem-przeciwzmarszczkowy-dalchemy

Marka D'Alchemy może pochwalić się wartościowymi certyfikatami COSMOS i NATURE. Kosmetyki nie zawierają kontrowersyjnych substancji ani składników pochodzenia zwierzęcego, są odpowiednie także dla wegan. To, że nie są testowane na zwierzętach to europejska oczywistość, ale warto wspomnieć, że właśnie w Europie są produkowane. Formuły kremów skomponowano na bazie droższych hydrolatów, zamiast wody. Kompozycje zapachowe oparto o naturalne olejki eteryczne, co w założeniu ma pełnić rolę aromaterapii (i w przypadku żelu do mycia twarzy oraz lotionu jak najbardziej do mnie przemawia!). Marka dba o wartościowe składniki, sprawdzając dostawców surowców oraz przeprowadzając badania laboratoryjne. Kosmetyki dodatkowo poddawane są innowacyjnym badaniom "biowitalności" (więcej przeczytacie na polskiej stronie D'Alchemy, bo to ciekawy temat). To wszystko wpływa oczywiście na cenę.

Poniżej zdjęcie konsystencji produktów. Od lewej: żel oczyszczający do twarzy, lekki krem All Over Blemish Solution i masełkowy Age Cancellation Booster w słoiczku.

dalchemy-konsystencja

Czy warto kupić kosmetyki D'Alchemy?

Jeśli przeczytałyście cały post już wiecie, że ja Wam nie odpowiem na to pytanie. Dla mnie cena nie jest wygórowana - pewnie dlatego, że pracuję, zarabiam swoje pieniądze i jestem w stanie tyle zapłacić na produkt do twarzy, który świetnie na mnie działa. Czy są tańsze kosmetyki? Oczywiście, że tak, więc macie w czym wybierać. Są również i droższe (do tej pory mój rekord to krem za 600 zł marki Rodial, krem do twarzy Bee Venom z jadem pszczelim). Warto natomiast - i to na pewno gorąco polecam - zdobyć próbki! Sama poznałam markę właśnie poprzez otrzymanie skądś próbek i na tej podstawie podjęłam decyzję o zakupie żelu oczyszczającego do twarzy. Poza tym składy są naprawdę bogate w roślinne ekstrakty i antyoksydanty, przyjazne skórze i delikatne - w sam raz dla fanek pielęgnacji naturalnej. Dodajmy do tego szklane opakowania #lesswaste i fajne działanie. Decyzję pozostawiam każdej z Was.
PS. Widziałam również travel packi z produktami D'Alchemy, m.in. zestaw z Age Cancellation Booster, olejkiem i wodą micelarną w cenie 130 zł, więc warto szukać.

krem-przeciwzmarszczkowy-d-alchemy

Znacie kosmetyki D'Alchemy? Osobiście wiele mi się w nich podoba - bogate składy, niesamowite naturalne zapachy, szklane opakowania i działanie, ale jestem ciekawa Waszej opinii.
HITY BLOGEREK: Najlepsze naturalne kosmetyki do makijażu!

HITY BLOGEREK: Najlepsze naturalne kosmetyki do makijażu!

Najlepsze kosmetyki do makijażu naturalnego - HITY BLOGEREK!

To już drugi post z serii HITY BLOGEREK. Przypomnę, że ideą serii jest przybliżenie Wam różnych, najlepszych kosmetyków naturalnych okiem kilku blogerek. Wiadomo, że każda z nas jest inna, lubi inne zapachy, konsystencje, ma inną skórę czy włosy, więc  taki post zbiorczy daje nam ogromną możliwość pokazania różnorodnych kosmetyków. Stawiamy tylko na "dobre składy" kosmetyków, bez kontrowersyjnych substancji, pełne składników aktywnych, ekstraktów i olei roślinnych. Post nie jest w żaden sposób sponsorowany, nikt nas nie nakłaniał, aby wspomnieć o konkretnej marce czy sklepie. To są w 100% nasze doświadczenia z danymi kosmetykami, nasi absolutni ulubieńcy, o których często opowiadamy koleżankom lub obserwatorkom na priv! Dzisiejszy temat to naturalna kolorówka. Jeśli szukacie podkładów, tuszy i innych naturalnych produktów do makijażu na pewno znajdziecie poniżej coś, co Was zainteresuje lub przynajmniej poznacie nowe marki. Jedziemy?


Zobacz też: 


kosmetyki-do-makijazu

Paletka do konturowania Couleur Caramel

Big Lashes Mascara Lily Lolo

Pomadka Neve Cosmetics


Magda z bloga Feminine
Wybór trzech naturalnych perełek do makijażu był dla mnie niesłychanie trudny. Do pewnego czasu na rynku był ogromny wybór kosmetyków do pielęgnacji z dobrym składem, a sekcja kolorówki kulała. Obecnie mamy coraz większe możliwości w tej kwestii. Wybierając produkty do tego zestawienia, postawiłam na te, których używam niemal codziennie, więc można bez wątpienia powiedzieć, że są to moi ulubieńcy z tej kategorii. O czym konkretnie mowa?

Paletka do konturowania Couleur Caramel
Mogę określić ją krótko: ideał. Paletka daje możliwość konturowania delikatnego i mocniejszego, zawiera również jaśniejsze odcienie do modelowania twarzy, a nawet brzoskwinkę, którą świetnie można zamaskować cienie pod oczami. Kolory są bardzo uniwersalne, odcienie bronzerów nie są zbyt ciepłe, nie mają pomarańczowych podtonów. Ja lubię mieszać ze sobą kolory z dolnego rzędu, dlatego opakowanie wygląda tak a nie inaczej. Ale to tylko świadczy o tym, że to kosmetyk w częstym użyciu! Prosiłoby się o wypróbowanie takich odcieni także do powiek, ale tutaj przyznam, że rewelacji nie ma. Pigmentacja nie jest aż tak mocna, choć na policzkach wygląda to świetnie i zaleta jest taka, że trudno zrobić sobie tymi kolorami krzywdę. Ale na upartego delikatny makijaż jest możliwy. Opakowanie jest wykonane z grubej tektury, ma wygodny zatrzask na magnes i posiada sporych rozmiarów i dobrej jakości lusterko. Uważam, że to bardzo ciekawa propozycja dla fanek konturowania. Paletkę kupicie w sklepie Ekozuzu w cenie 180 zł. Nie jest to mało, ale biorąc pod uwagę świetny skład i aż 6 odcieni o całkiem dużej gramaturze – 3 gramy, uważam że to dobra inwestycja.
Przyznam, że z tej marki lubię dużo więcej kosmetyków… Ale miały być trzy, więc na tym poprzestanę, bo kolejny hit już czeka!

Big Lashes Mascara Lily Lolo
Najlepszy naturalny tusz do rzęs jakiego do tej pory używałam, a wierzcie, że przetestowałam ich sporo. Ma dość dużą szczoteczkę, ale nie przeszkadza to w wykonaniu czystego makijażu (czytaj nie jesteśmy uciapane tuszem z góry na dół ;). Jego formuła jest dość gęsta, standardowo jak większość tuszy wygląda najlepiej po 2-3 tygodniach od otwarcia, kiedy troszkę podeschnie. Idealnie rozdziela rzęsy, nadaje im naprawdę głęboki odcień czerni, pogrubia je i wydłuża. Nie osypuje się w ciągu dnia. Ten tusz to mój pewniak nawet na większe wyjścia i dopiero po jego odkryciu na dobre zrezygnowałam z drogeryjnych mascar. Lubię też tusze Couleur Caramel, ale jak wspominałam… miało być top 3!

Pomadka Neve Cosmetics
Jako trzeci kosmetyk postanowiłam wybrać pomadkę włoskiej marki Neve Cosmetics. Używam jej praktycznie codziennie, jest zawsze w mojej torebce i na pewno wypróbuję więcej odcieni. Jej formuła jest taka jak lubię – nawilżająca, komfortowa, ale nie zbyt klejąca. Pięknie podkreśla usta i utrzymuje się na nich całkiem długo, jak na pomadkę niezastygającą. Mój odcień to Panna Cotta, wyrazisty "nudziak", który będzie pasował do większości typów urody.
Mam nadzieję że wśród moich ulubieńców wypatrzycie coś ciekawego dla siebie!


ulubiona-kolorowka
Autorka zdjęcia: Feminine

Couleur Caramel: puder jedwabny, korektor w kremie, mascara Backstage

Ania z bloga CoKręciAnulę
W mojej naturalnej kolorówce zdecydowanie króluje marka Couleur Caramel. Na co dzień maluje się bardzo skromnie - jedynie primer, podkład mineralny, korektor i tusz do rzęs. I tylko jeden produkt z wymienionych kosmetyków jest z innej firmy 😊

Zacznijmy od początku, czyli od primera.
W roli primera stosuję puder jedwabny Couleur Caramel. Puder jest bardzo, bardzo drobniutki. Nie zmienia odcienia cery w sposób widoczny, jest prawie transparentny.
Puder rozświetla cerę bez jej nabłyszczania. Optycznie wyrównuje koloryt, sprawia, że skóra wydaje się być dużo gładsza! Jest leciutki, absolutnie nie czuć, że ma się go na skórze. Rozprowadza się naprawdę cudownie! Zgodnie z nazwą - jest bardzo jedwabisty. Ogranicza osiadanie minerałów w załamaniach, a wyrównując fakturę skóry polepsza rozprowadzanie podkładu. Nie wysusza skóry, wręcz odczuwam jego pielęgnacyjne działanie. Puder jedwabny służy mi także jako puder wykończeniowy. Matuje moją mieszaną cerę na kilka przyzwoitych godzin i nie daj efektu spłaszczenia – jest to naturalny i aksamitny mat.

Kolejnym produktem, któremu jestem wierna od ponad 3 lat jest korektor w kremie Couleur Caramel. Korektora używam głównie pod oczy, w razie konieczności także punktowo na niedoskonałości. Korektor najlepiej nakładać paluszkami, w małych ilościach. Ja „maczam” lekko opuszek palca w kremie, stempluje niewielką ilością korektora skórę pod oczami i wklepuję korektor. Powtarzam tą czynność zazwyczaj 2 lub 3 razy, do osiągnięcia pożądanego poziomu krycia. Co nieco korektora zbiera się z czasem w załamaniach skóry, ale wystarczy wówczas „przeklepać” okolice oczu. Nie mam wyjątkowo dużych cieni, ale mam. W moim przypadku korektor sprawdza się wyśmienicie. Jest dla mnie idealny! Lekko rozjaśnia, rozpromienia, sprawia, że cienie pod oczami są mocno ukryte, a skóra dodatkowo pielęgnowana (skład korektora jest piękny!). Nie ma mowy o wysuszaniu, przy wieczornym zmywaniu makijażu odczuwalna jest moc pielęgnacyjna korektora.

Ostatnim krokiem mojego codziennego, skromnego makijażu, jest oczywiście tusz do rzęs. Mascara Couleur Caramel Backstage to chyba najlepsza mascara naturalna jaką miałam. Daje prawdziwie drogeryjny efekt – pogrubia, lekko podkręca, zapobiega „opadaniu” rzęs. Łatwo się nanosi i przez długi czas stosowania nie ma tendencji do osypywania w ciągu dnia. Dodatkowo, dzięki składowi, wzmacnia i pielęgnuje rzęsy. Oczywiście nie jest wodoodporna, ale nawet w upały daje radę.

Kosmetyki Couleur Caramel mają charakterystyczne, tekturowe, bardzo wytrzymałe i bardzo ładne opakowania. Nie jestem znawcą kolorówki, bo jak pisałam nie szaleję na tym polu, ale ich kosmetyki są tak dobre, że nie ciągnie mnie do poszukiwania innych. A w moim przypadku to chyba największa pochwała :D


ulubiency-couleur-caramel
 Autorka zdjęcia: Co Kręci Anulę

Świetne, naturalne pomadki do ust - Lily Lolo, Couleur Caramel

Couleur Caramel, Tusz do rzęs Backstage


Agnieszka z bloga KosmetycznyFronesis:
Zdecydowanie krótszą drogą charakteryzuje się przejście na naturalną pielęgnację niż naturalny makijaż. Moje makijażowe zbiory to wciąż w dużej mierze typowo „drogeryjna” kolorówka, co nie znaczy, że w naturalnym makijażu nie odnalazłam już swoich perełek.

Jednym z nich jest tusz marki Couleur Caramel o nazwie Backstage
. Naturalne tusze niezwykle rzadko spełniają oczekiwania, ale Backstage jest dowodem na to, że tusz może być świetny, a przy okazji posiadać naturalny skład. Backstage nigdy mnie nie zawiódł. Nie odbija się, nie kruszy, ładnie podkreśla rzęsy, efekt można wzmocnić wedle upodobania i potrzeby. Nie jest wodoodporny, więc łez szczęścia nie przetrwa.. ale dzięki temu bez zbędnego tarcia ładnie poddaje się zmyciu. Oprócz wersji czarnej występuje w dwóch pięknych wersjach kolorystycznych, po które z całą pewnością sięgnę.

Pomadki to coś od czego warto zacząć swoje przejście na naturalną pielęgnację, głównie ze względu na to, że w sporej części stanowią mimowolnie nasze pożywienie. Statystyczna kobieta w ciągu swojego życia zjada około 4 kg szminek.. Troszkę te statystyki wydają mi się naciągane, szczególnie jeśli patrzę na siebie, ale fakt spożywania jest niezaprzeczalny.
Moją pierwszą ulubienicą jest pomadka marki Lily Lolo w odcieniu Nude Allure, czyli naturalny, lekko brzoskwiniowy, beż. Kolor nienachlany, delikatny, odpowiedni na każdą okazje i do każdego makijażu. Znika niezauważalnie. Pomadka jest bardzo komfortowa, nie podkreśla skórek, daje lekko mokre wykończenie. Mój wielokrotny ulubieniec i prezent, do którego będę nieustannie wracać.
Jeżeli wolisz nieco bardziej matowo-kremowe wykończenie w niemal identycznym odcieniu co Nude Allure od Lily Lolo, odpowiednik znajdziesz w asortymencie marki Couleur Caramel, w dziale pomadek o wykończeniu błyszczącym, ale nie tak błyszczącym jak Lily Lolo. Nie wiem, którą wolę bardziej, ale wiem, że to mój idealny kolor na co dzień.

Za to na wieczór pokochałam odcień 126 z Couleur Caramel w wersji matowej. To zgaszona, nieco brązowa czerwień, która nie bije po oczach, ale również nie pozostaje niezauważona. Matowe wykończenie, które pozostawia usta komfortowe i nawilżone. Tu nie trzeba się obawiać o wysuszenie. Pomadka, która ma w składzie olej jojoba, wosk karnauba, wosk kandelila, masło shea i witaminę E nie jest w stanie zaszkodzić naszym ustom, za to pięknie je podkreśli.
Smacznego!

ulubione-couleur-kosmetyki-naturalne
 Autorka zdjęcia: Kosmetyczny Fronesis

Couleur Caramel, Mascara Revolution

Felicea, Naturalna pomadka do ust

Annabelle Minerals, Mineralny podkład matujący


Aneta, autorka bloga CosmetiCosmos
Poznałam już kilka naturalnych tuszy, jednak z "rodziny" Couleur Caramel wyjątkowo spodobał mi się efekt maskary Revolution. Świetny naturalny skład (m.in. hydrolat różany, naturalne woski i oleje roślinne) idzie w parze z silikonową szczoteczką. Posiadam wersję limitowaną z zaokrągloną końcówką, która pomaga pięknie podkreślić dolne rzęsy bez rozmazywania. Formuła tuszu łatwo rozprowadza się na rzęsach, podkreśla je, rozdziela i delikatnie podkręca, nadając głębokiego czarnego odcienia. Jednocześnie nakładając więcej niż 1 warstwę łatwo mogę uzyskać modny ostatnio efekt mocno podkreślonych rzęs. Tekturowe opakowanie szalenie mi się podoba, jest lekkie i praktyczne. Maskara nigdy mnie nie podrażniła, nie uczuliła. Tusz Revolution nie kruszy się aż do wieczora, nie rozmazuje, jednak trzeba uważać podczas deszczu czy wzruszających ;) momentów, ponieważ nie jest wodoodporna (ale lepiej sobie radzi z wodą niż Backstage, którą też posiadam). Łatwo się zmywa bez pocierania. Kosztuje 72 zł/9 ml w sklepie Ekozuzu.

Naturalna pomadka polskiej marki Felicea w odcieniu 24 - kremowy, delikatny, "szary" róż - idealny na co dzień i do każdego makijażu, ponieważ nie zawiera żadnych drobinek ani perłowego połysku. Co mam Wam napisać? Uwieeelbiam ją! Jest tania (19 zł), o pięknym składzie, dość łatwo dostępna (on-line, Hebe, drogerie i targi naturalne), bezzapachowa. Ładnie wygląda na ustach, nie roluje się, równomiernie znika. Szalenie komfortowa w noszeniu, zupełnie nie czuję jej na ustach, tak jakbym nosiła balsam ochronny. Nie jest bardzo trwała (nie zastyga), ale mogę poprawić makijaż nawet w ciemno. Nie rozlewa się poza kontur. Dla mnie ideał, a nie jestem fanatyczką kolorowych pomadek na co dzień. Felicea to wyjątkowy produkt dla mnie!

Annabelle Minerals, Mineralny podkład w wersji matującej to mój must have od kilku lat! Właśnie kończę drugie pełnowymiarowe opakowanie podkładu w odcieniu Golden Fair. Wersja matująca jest moim zdaniem najlepszą formułą AM, ponieważ najłatwiej się rozprowadza, nie "warzy" na skórze, wytrzymuje kilka godzin, a mat jest naturalny i nie jest "płaski". Łatwo także budować krycie na skórze, przynajmniej pędzlem kabuki (mam kilka różnych marek, baby kabuki AM uważam za jeden z lepszych). Owszem, minerały nie ukryją całkowicie porów jak robią to silikony, jednak ma to też swoje plusy - absolutnie "nie zapychają". Wręcz niejednokrotnie minerały pomogły leciutko przysuszyć ewentualne "niespodzianki". Odkąd używam minerałów na co dzień moja cera jest ładniejsza, gładsza i promienna. Opakowanie kosztuje 35-40 zł i wystarcza na absurdalnie długo (4 g).
Gdyby nie było ograniczenia do 3 produktów napisałabym Wam jeszcze o naturalnej pomadzie do brwi Couleur Caramel ;)

Annabelle-minerals-podklad-matujacy
Autorka zdjęcia: CosmetiCosmos

Couleur Caramel, czarny eyeliner oraz puder jedwabny

Boho Green Make Up, pomadka do ust


Paulina z bloga Alstroemeriav
1. Couleur Caramel, czarny eyeliner
Jeśli szukacie intensywnie czarnego eyelinera o naturalnym składzie z wygodnym aplikatorem to koniecznie wypróbujcie ten z Couleur Caramel! Ma wygodny, cienki pędzelek, którym można precyzyjnie wykonać zarówno cienkie, jak i grubsze kreski. Intensywnie czarną kreskę uzyskamy już za pomocą pierwszej warstwy. W okresie jesienno-zimowo-wiosennym trzyma się cały dzień bez poprawek, jednak gdy robi się cieplej to lubi nieco odbić się na powiece, więc warto nałożyć go na jakąś bazę, chociaż trwałość ma lepszą, niż używany przez wiele osób eyeliner w słoiczku od Maybelline. Buteleczka jest mała (4 ml), ale eyeliner jest bardzo wydajny, jedno opakowanie wystarczyło mi na ponad pół roku! Jest ze średniej półki cenowej (około 66 zł), ale zużyłam już dwa opakowania i nie wyobrażam sobie, żeby go u mnie zabrakło.

2. Couleur Caramel, transparentny puder jedwabny
Pudry rzadko robią na mnie większe wrażenie. Według mnie puder ma matowić i utrwalać makijaż, więc nie sądziłam, że w jakiejś kwestii by mógł mnie zaskoczyć. Jak bardzo się myliłam! Jedwabny puder nie zachęcał mnie ze względu na wysoką cenę (około 100 zł), dopóki nie udało mi się go kupić na większej promocji i teraz nie wyobrażam sobie nie mieć go w mojej kosmetyczce. Puder daje niesamowicie przyjemne uczucie jedwabiście gładkiej skóry, jego wykończenie jest po prostu cudowne. Matuje, ale bez efektu brzydkiego, płaskiego matu – wręcz przeciwnie, efekt jest bardzo naturalny, satynowy, a do tego utrzymuje się przez kilka godzin bez żadnych poprawek. Można go też używać jako primer, co znacznie przedłuża trwałość makijażu, a do tego nie trzeba się martwić, że przesuszy skórę. Jest to zdecydowanie najlepszy puder, jakiego kiedykolwiek używałam i warto się nim zainteresować mimo wysokiej ceny – jest tego wart!

3. Boho Green Make Up, pomadka nr 304
W makijażu stawiam zawsze na oczy, czyli eyeliner i tusz do rzęs, nigdy nie interesowały mnie kolorowe pomadki czy szminki, co wynikało głównie z czystego lenistwa i braku potrzeby podkreślenia ust – zdecydowanie stawiam na bezbarwne balsamy i pomadki pielęgnacyjne, których używam cały czas. Podczas makijażowej promocji w Rossmannie zainteresowała mnie marka Boho i postanowiłam, że dam jednak szansę kolorowej pomadce i wybór padł na numer 304, który jest delikatnym i subtelnym odcieniem ciemnego różu. Nie jest to krzykliwy kolor i mimo raczej naturalnego efektu zdecydowanie widać go na ustach, czyli daje dokładnie taki efekt, jakiego oczekiwałam. Jestem totalnie zakochana w tym kolorze i formule tej pomadki: jest kremowa, łatwo się ją rozprowadza, nie wysusza ust. Minusem może być jej trwałość, ponieważ raczej na pewno zniknie po zjedzeniu czegoś lub odciśnie się na kubku przy piciu kawy czy herbaty, więc jeśli szukacie czegoś ultra trwałego, to odradzam pomadki Boho. Mnie na szczęście to nie przeszkadza i to właśnie dzięki tej pomadce przekonałam się do malowania ust!

puder-jedwabny
Autorka zdjęcia: Alstroemeriav

Couleur Caramel, Puder brązujący i korektor
Earthnicity, Podkład mineralny


Magda z bloga NaTropiePiękna
Trzy najlepsze naturalne kosmetyki kolorowe? Żaden problem:) Gdy poznałam temat kolejnego wpisu z serii Hity Blogerek od razu miałam swoich faworytów przed oczami. Używam ich od dawna i nigdy mnie nie zawiodły. Tak więc ranking otwiera...

1. Podkład mineralny Earthnicity
Ten podkład to pierwsze minerały, które się u mnie sprawdziły, i które przywróciły mi wiarę w podkłady mineralne. Próbowałam wcześniej kilku podkładów i za każdym razem coś było nie tak. Mój główny zarzut dotyczył bardzo szybkiego świecenia się (mam cerę mieszaną). Natomiast ten podkład nałożony cieniutką warstwą wygląda bardzo naturalnie, delikatnie kryje i co najważniejsze nie powoduje szybszego przetłuszczania się cery. Mój kolor to zimą Sunrise, latem Natural buff. Wystarczy naprawdę odrobina by wyrównać koloryt skóry i wyglądać promiennie.

2. Puder brązujący Couleur Caramel
Ten puder jest moim odkryciem w kategorii bronzerów. Bo ja mam z nimi taki problem, że albo nabieram ich za dużo i robię sobie plamy, albo nie potrafię dobrać odpowiedniego odcienia. Ten puder (nr 25) jest dla mnie idealny na wiosnę i lato, gdy moja buzia jest już nieco opalona. Kolor jest zdecydowanie ciepły, ale mi się podoba i wygląda ślicznie na opalonej buzi. Ale to co lubię w nim najbardziej to fakt, że nim po prostu nie da się zrobić plamy:) Można spokojnie miziać pędzlem po jego powierzchni i nie ma opcji by nabrać go za dużo. Jest dość twardy i nie pyli się, co też jest dużym plusem bo nie ma obaw o brudne ubrania. Ładnie rozprowadza się na buzi, tworząc delikatną chmurę koloru i wygląda bardzo naturalnie. Jest matowy, tak jak lubię, a efekt konturowania można stopniować dokładając go nieco więcej. Pierwsza klasa!

3. Korektor Couleur Caramel
Ten korektor to jest mistrzostwo świata. Wyparł wszelkie inne korektory jakich używałam. W opakowaniu wydaje się kremowy, a podczas nakładania staje się pudrowy i ładnie wtapia się w skórę. Kryje bardzo dobrze, a duży wybór odcieni sprawia, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie. To co w nim lubię najbardziej, to fakt, że nie włazi w zmarszczki, nie podkreśla niedoskonałości i świetnie współpracuje z wszelkimi podkładami. A przy tym jest tak wydajny, że chyba nigdy się nie skończy:) Uwielbiam go i nie mam potrzeby szukać innych!

kosmetyki-mineralne
Autorka zdjęcia: Na Tropie Piękna

Annabelle Minerals, Podkład mineralny kryjący

Pacifica, Stellar Gaze Strength&Length Mascara

Axiology, Pomadka naturalna do ust


Ania z bloga AnneMarie
Makijaż nie jest moja najmocniejszą stroną. Przeważnie go nie robię, a jeśli już mi się zdarza, to jest bardzo minimalistyczny i prawie niewidoczny. Wybierane do niego naturalne kosmetyki pozwalają mi uzyskać ten efekt, przy okazji zapewniając komfort użycia i bezproblemowe noszenie. Moim pierwszy makijażowym hitem, poznanym jakieś 3 lata temu, jest mineralny podkład Annabelle Minerals w wersji kryjącej. To moje pierwsze i od razu udane spotkanie z sypką formułą podkładów. Przyznam, że nauczenie się odpowiedniej aplikacji zajęło mi chwilę, ale warto było sięgnąć po pędzel. Podkład można nakładać cienkimi warstwami, zwiększając stopień krycia w razie potrzeby. U mnie to przeważnie 1-2 warstwy, zależnie od stanu cery. Efekt? Skóra jak po obróbce w Photoshopie ręką specjalisty. Koloryt jest wyrównany, niedoskonałości zakryte, a skóra jednolita przez cały dzień. Warto jeszcze pamiętać o jej dobrym przygotowaniu przed makijażem i nałożyć ulubiony krem, szczególnie przy suchych skórkach, by podkład ich nie uwydatnił.

Jeśli chodzi o oczy, używam jedynie tuszu. Z cieniami czy eyelinerem zupełnie mi nie po drodze! Znalezienie zadowalającej, trwałej formuły to nie lada wyzwanie. W większości tuszy przeważnie coś mi nie pasuje i nie mam ochoty do nich wracać. Po Stellar Gaze Strength&Length mascara prawdopodobnie jeszcze sięgnę :) Pacifica stworzyła naprawdę udany tusz. Dobrze się aplikuje, choć spora szczoteczka jest dla mnie momentami wyzwaniem, ładnie wygląda na rzęsach po jednej warstwie oraz co dla mnie niezwykle istotne - trzyma się bez osypywania i rozmazywania. Dotąd nie spotkałam tuszu, który byłby u mnie tak trwały. Potrafi przetrwać nawet łzawienie podczas wiatru, a nie jest wodoodporny! Raz zdarzyło mu się delikatnie rozmazać pod jednym okiem, ale nie udało mi się wyśledzić przyczyny. Jak na cztery miesiące używania to mimo wszystko imponujące osiągnięcie.

Na koniec prawdziwa wisienka na torcie - pomadka od Axiology. Mój odcień Philosophy wpada w brzoskwiniowe tony, ładnie harmonizujące z lekko oliwkową cerą, dobre właściwie na każdą okazję. Tym, co ją szczególnie wyróżnia, jest aksamitna kremowość na ustach. To najprzyjemniejsza w nakładaniu i noszeniu konsystencja, jaką do tej pory spotkałam. Od razu zaznaczę, że to nie jest trwała szminka, ale zjada się równomiernie i bez estetycznej tragedii. Myślę, że to może być pierwsza szminka, jaką uda mi się skończyć aż do ostatniej odrobiny. Polecam wszystkie trzy kosmetyki, ale jeśli miałabym wybrać, zaczęłabym właśnie od Axiology - to chyba o czymś świadczy?

annabelle-minerals-kryjace
Autorka zdjęcia: AnneMarie

Couleur Caramel, Baza wygładzająco - matująca

Pixie Cosmetics, Podkład mineralny

Annabelle Minerals, Cienie mineralne i glinkowe do powiek


Małgosia z bloga BlondHairAffair
Jeszcze kilka lat temu znalezienie dobrej, naturalnej kolorówki graniczyło z cudem. Na szczęście czasy się zmieniąją, kosmetyki naturalne są coraz bardziej popularne i dostępne, zatem w końcu jest z czego wybierać. Co więcej… wśród nich jest już tyle perełek, że wybór 3 ulubieńców zajął mi naprawdę wiele czasu!


Niekwestionowanym numerem jeden, którego nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce jest Baza matująco-wygładzająca, Couleur Caramel.
Baza, która jednocześnie wygładza, matuje na długie godziny, nie wysuszając przy tym cery, a do tego ma nienaganny skład bez silikonów? Brzmi jak sen, prawda? Jednak dzięki marce Couleur Caramel jest to możliwe :) Kosmetyk nie należy do najtańszych, jednak jest szalenie wydajny i wystarcza na dłuuugie miesiące codziennego stosowania. Doskonale się sprawdza zarówno pod minerały jak i pod płynne podkłady. Używałam tej bazy zarówno podczas mrozów, jak i upałów i mogę z czystym sumieniem przyznać, że sprawdza się we wszystkich warunkach atmosferycznych!

Moim drugim ulubieńcem i produktem, który ZAWSZE gości w mojej kosmetyczce jest podkład mineralny Pixie Cosmetics Amazon Gold. Testowałam naprawdę wiele podkładów mineralnych i zawsze coś było nie tak. Produkty się ścierały, warzyły i ciastkowały, a moja przetłuszczająca się strefa T świeciła niczym latarnia... Aż w końcu trafiłam na podkład od Pixie i… była to miłość od pierwszego wejrzenia! Doskonałe krycie, satynowy mat, który nie jest takim płaskim, pudrowym matem, tylko takim ‘rozświetlonym matem’. Nie umiem tego dobrze opisać, ale skóra wygląda zdrowo i promiennie. Po zastosowaniu na wyżej wymienioną bazę oraz przypudrowaniu dobrym pudrem – makijaż jest nieskazitelny przez caaaały dzień! Trwałość, krycie i długotrwały mat – to trzy rzeczy, których oczekuję od podkładów. W tym wypadku produkt je spełnia doskonale, a nawet robi więcej :)

Trzecim produktem, a raczej grupą produktów (liczę na to, że Aneta mnie za to nie prześwięci :D) są cienie mineralne i glinkowe Annabelle Minerals. Początkowo bardzo ciężko mi było nauczyć się korzystać z cieni do powiek w formie proszku, jednak faktycznie "trening czyni mistrza" i warto poświęcić chwilę na naukę :) Niesamowita gama kolorów, mocna pigmentacja, łatwo się rozcierają i blendują, nadają się zarówno do makijażu dziennego i wieczorowego. Po zmieszaniu ich z odrobiną wody, możemy stosować jako eyeliner! Odcienie są dość uniwersalne, niektóre mogą posłużyć jako korektor pod oczy albo rozświetlacz. Są też okrutnie wydajne! Myślę, że jedno opakowanie może służyć na prawdę wiele lat!

annabelle-minerals-cienie
 Autorka zdjęcia: Blond Hair Affair

Nie mogę podsumować tego posta inaczej: Couleur Caramel rządzi! Najwięcej hitowych kosmetyków pochodzi właśnie z portfolio tej marki. Warto zaglądać do sklepu internetowego ekozuzu.pl, w którym często są różnego rodzaju promocje na Couleur Caramel. Marka jest też łatwo dostępna w drogeriach Kontigo. Cieszę się bardzo, że obecnie coraz łatwiej kupić naturalne kosmetyki do makijażu. Wybór mamy przeogromny, więc każda z nas znajdzie coś dla siebie!
Eko Dom: Sansin, Organiczny płyn do prania ubrań Summer Essence

Eko Dom: Sansin, Organiczny płyn do prania ubrań Summer Essence

EKO środki czystości

Od dłuższego czasu nie tylko kosmetyki są w centrum mojego zainteresowania. Obecnie jestem na etapie urządzania nowego mieszkania, a co za tym idzie dobierania materiałów (duuużo drewna), więc zaczęłam się mocniej interesować także środkami do pielęgnacji, mycia i... prania. Może to starość, jak się podśmiewałam ma Instagramie, a może kolejny etap świadomości? 


Każda z nas prawdopodobnie robi pranie kilka razy w tygodniu. U mnie jest to średnio 2-4 razy w tygodniu. Przy większych rodzinach z dziećmi pranie to zapewne nawet codzienny obowiązek ;) Wyobraźcie sobie ile każdego dnia ścieków z samych tylko pralek płynie do oczyszczalni. Wraz z tymi ściekami płyną ogromne ilości m.in. fosforanów oraz zeolitów, z którymi oczyszczalnie nie zawsze sobie radzą ze 100% skutecznością.

Fosforany

Najczęściej tripolifosforan sodu - zmiękczają twardą wodę i są tanie, niestety jednocześnie szkodzą środowisku. Po przedostaniu się do wody rzeki czy jeziora, nawet w niewielkiej ilości, powodują nadmierny rozrost glonów, szczególnie sinic. Te z kolei obumierając zubażają wodę w tlen, więc organizmy wodne np. ryby zwyczajnie giną. Związki organiczne fosforu stanowią poważny problem dla oczyszczalni ścieków.

sansin-eko-plyn-do-prania

Organiczne środki do prania

Wiecie, że obecnie mamy możliwość korzystania z organicznych środków czystości? Płyny, sody i mydła do prania. Orzechy piorące. Do płukania woda z octem i olejki eteryczne lub gotowe, biodegradowalne środki. Czy takie produkty są - jak się uważa - dużo droższe? Czy eko pranie się opłaca? Jak płyn do prania Sansin radzi sobie z plamami i zmiękczaniem ubrań?


Opakowanie z bezpiecznego plastiku

Warto zwrócić uwagę, że opakowanie płynu Sansin jest plastikowe, ale... plastik plastikowi nierówny. W przypadku tej firmy zadbano o to, aby:
  1. plastik pochodził z recyklingu i ponownie się do niego nadawał, więc warto pamiętać, aby butelkę wyrzucić do odpowiedniego pojemnika z odpadami segregowanymi,
  2. użyte plastiki były tak bezpieczne, jak to możliwe - butelki zrobione zostały z HDPE, jednego z najbezpieczniejszych plastików, natomiast nakrętki z PP, również uznawanego za bezpieczny. Oczywiście nadal są to plastiki, ale dzięki temu płyn jest lżejszy i się nie stłucze. Coś za coś.

organiczny-plyn-do-prania

Organiczny skład płynu do prania Sansin

Na opakowaniu znajdziemy skład przybliżony: anionowe środki powierzchniowo czynne <5%, niejonowe środki powierzchniowo czynne <5%, enzymy, kompozycja zapachowa, konserwanty (bezpieczne Sodium Benzoate, Potassium Sorbate). Producent gwarantuje, że skład jest naturalny, a sam płyn biodegradowalny.

Sansin Organic, Organiczny delikatny żel do prania Summer Essence

Płyn jest całkowicie przezroczysty i posiada dość delikatny, ale wyraźnie wyczuwalny perfumeryjny zapach. Trudno go opisać, kojarzy się ze świeżością i bawełną. Właściwie według nazwy Sansin to żel, jednak bardziej przypomina gęściejszy płyn. Korek odmierza dokładnie 50 ml, więc ułatwia dozowanie. Butelka jest fajna i stabilna, dla mnie to też ważne. Nadaje się do każdego koloru ubrań, ja najczęściej stosowałam go właśnie do tkanin kolorowych, do białych i czarnych używam innych środków. Jeśli piorę odzież w żelu Sansin i samej wodzie z octem (jako płyn do płukania bez olejku eterycznego), po wyjęciu prania zdecydowanie wyczuwam właśnie zapach Summer Essence w świeżym praniu. Po wysuszeniu pachną delikatnie i raczej krótko, dla mnie to plus, ponieważ wolę pachnieć perfumami ;) Pranie jest miękkie, szczególnie bawełna, nie zmechacone. To chyba ważne, bo piorę zwykle w 40 stopniach, czyli dość niskiej temperaturze. Według producenta w żelu można także prać ubranka dzieci - oczywiście najpierw robimy próbę uczuleniową. Jestem szalenie zadowolona z tego płynu i jak tylko będę na Węgrzech czy w Kauflandzie kupię go ponownie, tylko może inny zapach dla odmiany :)

sansin-zel-do-prania

Wydajność organicznego płynu do prania Sansin

Płyny dostępne są w dwóch pojemnościach: litrowych (jak moje) oraz dwulitrowych. Teoretycznie opakowanie mniejsze wystarcza na ok. 20 prań, ale u mnie wystarczyło na więcej, ponieważ dawkowałam mniej żelu niż zaleca producent. Z tyłu opakowania mamy tabelę, z której wynika m.in., że na pralkę 4-5 kg prania przy twardej wodzie należy wlać całą nakrętkę płynu. Moja pralka pomieści 8 kg prania, jednak nigdy nie ładuję jej do pełna - myślę, że 6-7 kg to u mnie norma (to też ma wpływ na jakość prania, ponieważ ubrania muszą się swobodnie przemieszczać wewnątrz bębna!), wodę w kranie mam twardą, a mimo to nie wlewałam pełnej nakrętki! Dozowałam ok. 2/3 - 3/4 nakrętki na normalne pranie i tak - wszystko ładnie się dopierało, a ubrania były miękkie i pachniały. Tutaj wspomnę, że jako dwójka dorosłych nie brudzimy jakoś mocno ubrań. Przy dzieciach - pytałam dwóch koleżanek, które też używały Sansinu - trzeba pranie najpierw namoczyć, ale podobno przy "zwykłych" proszkach jest podobnie.

zel-organiczny-sansin

Czy eko pranie jest drogie?

Małe pakowanie (1l/20 prań) kosztuje w Kauflandzie 15,99 zł, duże (2l/40 prań) 29,99 zł. Natomiast w węgierskim Auchanie duże ok. 26 zł (po przeliczeniu z forintów), małe (1l) ok. 16 zł. Za granicą są dostępne m.in. w Rossmann, Auchan, DM, w Polsce póki co widziałam jedynie w Kauflandzie. Dostępnych jest kilka wersji zapachowych.

Porównałam koszt prania do pierwszego lepszego żelu, który mi wyskoczył w googlach - Persil żel do prania uniwersalny, który kosztuje w Auchan 39,99 zł/2,5 l. Jego wydajność to 50 prań (według opisu producenta), co daje 79 gr za jedno pranie. Zobaczmy teraz Sansin: przy większym żelu dzielimy 29,99 na 40 prań = 75 gr, czyli... taniej! Koszt prania przy zakupie mniejszego płynu to 79 gr, czyli dokładnie taki sam jak Persilu. Oczywiście możecie porównać ze swoim płynem/żelem i zobaczyć czy jest duża różnica :)

Zwrócę także uwagę, że na opakowaniu wybita jest data produkcji - nie pomylcie się, że produkt jest przeterminowany :) Od daty produkcji mamy całe 2 lata za zużycie płynu.

Zwracacie uwagę na skład proszków do prania? Ciekawa jestem jak często pierzecie w skali tygodnia?
HITY BLOGEREK! 13 najlepszych naturalnych peelingów do ciała

HITY BLOGEREK! 13 najlepszych naturalnych peelingów do ciała

Najlepsze naturalne peelingi do ciała - HITY BLOGEREK!


Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie myśl o serii wpisów stworzonych wspólnie z innymi blogerkami. Zebrałam więc specjalnie dla Was grupę świetnych blogerek kosmetycznych, które wraz ze mną będą tworzyły comiesięczne wpisy tematyczne dotyczące kosmetyków naturalnych. Dzięki temu w jednym poście zbierzemy same eko perełki, ulubieńców i hity wśród kosmetyków naturalnych. Serię zaczynamy poszukiwaniem najlepszych peelingów do ciała z tzw. "dobrym składem", bez kontrowersyjnych substancji, często z niszowych manufaktur, z różnych półek cenowych. Zapraszam! 



najlepsze-peelingi-naturalne

Willow Organics, Fruity Sugar Scrub


Agnieszka z bloga KosmetycznyFronesis:
"Mój numer jeden to oczywiście Fruity Sugar Scrub od Willow Organics. To peeling na bazie brązowego cukru trzcinowego z wyspy Reunion, któremu towarzyszą wspaniałe masła i oleje. Zapach peelingu to eksplozja cytrusów z główną nutą aromatycznej werbeny, która jednocześnie dodaje energii i koi zmysły. Peeling bardzo dobrze złuszcza skórę, a po spłukaniu pozostawia przyjemną warstewkę, którą skóra z uwielbieniem przyjmuje w każdej ilości. Wracam do niego pomimo piętrzących się zapasów peelingów i chętnie obdarowuję nim bliskich. Jednak w przypadku tego peelingu za każdym razem czuję się z lekka zażenowana.. mam wrażenie, że na niego nie zasługuję.. bo weź człowieku uracz takim produktem tyłek, który na to nie zasługuje."

peeling-hit-blogerek
Autorka zdjęcia: Kosmetyczny Fronesis

Organic Shop, Scrub do ciała o zapachu Mango

EcoLab, Modelujący scrub do ciała z algami


Ania z bloga AnneMarie:
Kiedy używałam peelingu cukrowego od Organic Shop o zapachu mango, wydawało mi się, że nie znajdę już nic, bo mogłoby bardziej przypaść mi do gustu. Ten peeling pachnie obłędnie owocowo i oferuje idealną siłę złuszczenia, chociaż zapewne dla niektórych może być zbyt gęsty. Podczas kolejnych zakupów nie udało mi się znaleźć dokładnie tej wersji, więc sięgnęłam po coś zupełnie nowego i była to miłość od pierwszego użycia. Modelujący scrub od Ecolab skusił mnie zawartością ujędrniających alg, choć nie ukrywam, że nieco obawiałam się zapachu. Okazało się, że zupełnie nie było czego, bo aromat jest świeży, rozmarynowy i bardzo przyjemny. Ten cukrowy peeling jest zdecydowanie rzadszy od Organic Shop, praktycznie przelewający się przez palce, przez co może odpowiadać osobom o innych gustach. Połączenie alg z olejkiem eterycznym z rozmarynu, nawilżającym sorbitolem i olejami sprawia, że skóra jest nie tylko odpowiednio oczyszczona, ale także odżywiona i aksamitnie gładka. Polubiłam go do tego stopnia, że na razie nawet nie mam ochoty na kolejne nowości w tej kategorii :)

modelujacy-scrub-do-ciala
Autorka zdjęcia: Anne Marie

Rapan Beauty, Peeling antycellulitowy z niebieską glinką


Ania z bloga CoKręciAnulę
Spośród moich ulubionych peelingów do ciała wybrałam dla Was peeling antycellulitowy z niebieską glinką syberyjską polskiej marki Rapan Beauty. Jest to peeling inny od powszechnie spotykanych. Zamiast soli czy cukru, standardowo pełniących rolę ścierających drobinek, za usuwanie martwego naskórka odpowiedzialne są w nim mikrocząsteczki krzemionki zawarte w glince. Kosmetyk  jest kremowy, miękki, z wyczuwalną piaskową strukturą (to te wspomniane mikrocząsteczki właśnie). Peeling wygląda jak błoto i pachnie marcepanem! Drobinek jest bardzo dużo i nie rozpuszczają się, możemy się miziać i masować ile chcemy! Działają jak korund – po cichutku, w przyczajeniu, delikatnie ale skutecznie. Preferuję nakładanie go na sucho, działa wtedy mocniej niż stosowany na mokro. Skóra po peelingu nie jest zaczerwieniona czy podrażniona, nie ma uczucia zdartej skóry. Jest za to bardzo gładka i miękka, dobrze oczyszczona. Zawarte w kosmetyku oleje zapewniają odżywienie, ale nie zostawiają warstwy tłuszczu, której osobiście nie znoszę! Bardzo lubię ten peeling. Jest skuteczny, przyjemny w stosowaniu i nieco inny od innych :D

peeling-antycellulitowy-z-glinka
Autorka zdjęcia: Co Kręci Anulę

Clochee, Odżywczy peeling Truskawka


Magda z bloga NaTropiePiękna
Odżywczy peeling Truskawka od Clochee jest dla mnie dużym zaskoczeniem i zdetronizował mojego dotychczasowego ulubieńca w tej kategorii. Peeling ma naturalny skład i bardzo dużo drobinek ścierających. Główne składniki to masło shea, olej ze słodkich migdałów i olej kokosowy oraz pestki malin. Tak, malin, a nie truskawek! Jest ich naprawdę dużo, dzięki czemu wraz z kryształkami cukru świetnie złuszczają i wygładzają skórę, pozostawiając ją miękką i jędrną. Używanie tego peelingu to czysta (a jakże!) przyjemność. Pachnie przepięknie i ma świetną konsystencję. Pestki malin złuszczają martwy naskórek, a zawartość masła shea i olejów sprawia, że na skórze zostaje tłusta, ochronna warstwa, więc nie trzeba już używać balsamu. Uwielbiam ten efekt!

truskawkowy-scrub-clochee
Autorka zdjęcia: Na Tropie Piękna

Senkara, Czeko scrub peeling


Magda z bloga Feminine
Nie znam chyba kobiety, która nie lubi czekolady. Niezależnie od tego, czy pilnujesz diety czy czekoladę spożywasz bez wyrzutów, polecam Ci sprawdzić czekoladowy peeling do ciała z polskiej manufaktury Senkara. Jego skład jest bardzo prosty, a przy tym odżywczy. Bogactwo naturalnych olejów i masła shea sprawia że peeling pozostawia skórę natłuszczoną, bez konieczności stosowania balsamu - co ważne skład jest dobrze wyważony i kosmetyk nie zostawia na skórze tłustej, lepiącej warstwy. Drobinki cukru trzcinowego delikatnie złuszczają martwy naskórek, pozostawiając ciało gładkie i miękkie. Urzekający zapach gorzkiej czekolady sprawia że stosowanie peelingu uzależnia. W końcu czekolada wyzwala hormony szczęścia :) Do peelingu dołączona jest wygodna szpatułka, która ułatwia wydobycie go ze słoiczka. To zdecydowanie mój faworyt wśród peelingów do ciała.

czeko-scrub-peeling
Autorka zdjęcia: Feminine

Nacomi, Peeling cukrowy Miodowe Gofry
Fresh&Natural, Peeling cukrowy Mokka
Miodowa Mydlarnia, Regenerujący peeling z woskiem pszczelim


Paulina z bloga Alstroemeriav
3. Nacomi, peeling cukrowy miodowe gofry, 200 g (ok. 19 zł)
Ten peeling pachnie bardzo przyjemnie i słodko, niczym miodowo-mleczny deser. Konsystencja jest zbita, masełkowa (bazą jest masło shea), najłatwiej jest najpierw nabrać trochę produktu szpatułką, zwilżyć, a dopiero potem zaaplikować na skórę. Nie jest to typowy ździerak, ale pozostawia skórę gładką, otuloną delikatną, tłustą masełkową warstewką.
2. Fresh&Natural, peeling cukrowy mokka, 250 g (ok. 25 zł)
Numer dwa do konkretny, ostry ździerak! Wyprodukowany ręcznie przez polską manufakturę peeling pachnie obłędnie, jak kawa z czekoladą. Konsystencję ma dość sypką, ale bazuje na samych olejach, więc spodziewajcie się konkretnej, tłustej warstwy po jego użyciu.
1.  Miodowa Mydlarnia, regenerujący peeling z woskiem pszczelim, 200 g (ok. 34 zł)
A oto numer jeden mojego zestawienia: cudownie pachnący cytrusami peeling, będący połączeniem zarówno olejów jak i masła shea, który ściera martwy naskórek nie tylko cukrem, ale i makuchem z pestek dyni. Do tego mamy dodatek wosku pszczelego (pozyskanym z polskiej pasieki należącej do marki), a całość, ręcznie wykonana, zamknięta jest w szklanym słoiku – po prostu ideał!

naturalne-kosmetyki-do-ciala
Autorka zdjęcia: Alstroemeriav

Ministerstwo Dobrego Mydła, Odżywczy peeling cukrowy Śliwka

Nacomi, Bioaktywny peeling kokosowy


Anastazja z bloga Stazyjka
Jestem wielką miłośniczką peelingów cukrowych. Nic dziwnego, że moimi ulubieńcami są dwa kosmetyki właśnie na bazie cukru. Pierwszym z nich jest Peeling Śliwkowy Ministerstwo Dobrego Mydła. Bardzo gęsty, z dużą ilością cukru – zdzierak idealny dla miłośników mocnego złuszczania. Przepiękny, słodki zapach śliwki nałęczowskiej umila kąpiel. Mocne odżywienie skóry jest zapewnione dzięki bogatemu składowi, cukier wręcz topi się w olejach ze słodkich migdałów, śliwkowym, z pestek winogron i awokado. Cukier trzcinowy dobrze wygładza skórę i pobudza krążenie. Po takim peelingu nie są już potrzebne ani balsamy do ciała, ani masła.
Bioaktywny peeling kokosowy z Nacomi działaniem i właściwościami bardzo przypomina peeling z MDM. Także jest na bazie cukru z dużą ilością olejków, ma boski zapach Rafaello i gęstą konsystencję. Wiórki kokosowe dodają klimatu, dzięki czemu używanie peelingu staje się istną rozkoszą. Mimo, że jest to peeling gruboziarnisty, skóra nie jest podrażniona, lecz dobrze wygładzona, a dzięki zawartości olejków także nawilżona i odżywiona.

cukrowe-peelingi-do-ciala
Autorka zdjęcia: Stazyjka

Bosphaera, Cukrowy peeling do ciała Grejpfrut Papaja
Made by Natures, Peeling do ciała Delikatna świeżość


Autorka bloga CosmetiCosmos
Jako fanka cytrusowych zapachów uwielbiam peeling Grejpfrut Papaja od Bosphaera! Zauroczył mnie soczysty, energetyczny koktajl owoców tropikalnych, który momentalnie poprawia humor, dodaje energii, a jednocześnie koi zmysły. Konsystencja dość sypka, więc przed użyciem najlepiej wymieszać kosmetyk szpatułką. Skład: cukier oraz bogactwo olei (migdałowy, z pestek brzoskwini, andiroba, awokado, słonecznikowy) okraszony obłędną kompozycją zapachową (prawdopodobnie z olejków eterycznych). Masaż tym peelingiem to czysta przyjemność, a drobinek jest naprawdę dużo, dzięki czemu doskonale wygładza, zmiękcza i uelastycznia skórę. Nie zostawia tłustej warstwy, a delikatną powłoczkę otulającą, nie wysusza (200 g/25 zł).
Drugim ulubieńcem jest niebieski peeling manufaktury Made by Natures o dość zbitej i lepkiej konsystencji, z ogromem drobinek cukru, dzięki czemu dobrze trzyma się skóry. Skład: cukier, oliwa, masło shea, niebieska glinka (kolor!), olejki eteryczne - lawenda z cytrusami relaksuje, mięta lekko chłodzi i wycisza. Wspaniały, niszowy peeling, który świetnie oczyszcza i pozostawia delikatną warstewkę ochronną, dobrze się spłukuje (200 g/30 zł).

niebieski-peeling-do-ciala
Autorka zdjęcia: CosmetiCosmos

Tak się przedstawia lista 13 naturalnych peelingów czy scrubów do ciała, wybranych przez blogerki. Jak wiecie poznajemy mnóstwo produktów, dużo testujemy, zużywamy i porównujemy do siebie, więc taka lista ulubieńców, może nawet VIP-ów pośród kosmetyków naturalnych może pomóc Wam podjąć udane decyzje zakupowe :) Każda z nas jest inna, lubi inne zapachy, konsystencje, inne marki (choć wszystkie naturalne!). Przedstawione propozycje mają różną dostępność oraz ceny - dla każdego coś fajnego :)


Jak Wam się podoba nowa seria postów? Za miesiąc porozmawiamy o... naturalnej kolorówce i makijażu! Macie swój ulubiony peeling do ciała czy jednak zmieniacie i nadal poszukujecie?
DIY: Jak zrobić naturalne perfumy lub zapach do domu czy auta?

DIY: Jak zrobić naturalne perfumy lub zapach do domu czy auta?

Od dawna chodził za mną pomysł na naturalny odświeżacz na bazie olejków eterycznych. Całkowicie bezpieczny, bez sztucznej kompozycji zapachowej, bez konserwantów, które mogą podrażniać górne drogi oddechowe, a przy tym niewielki i przyjemny wizualnie. Kombinowałam, aż wreszcie dotarło do mnie, że najważniejsze jest opakowanie! Tak powstał prosty przepis, którym w zasadzie można się "pobawić" dobierając użyte składniki całkowicie pod własne preferencje zapachowe i gust. Prosty, przyjemny sposób na przykład na spędzenie nudnej, deszczowej soboty. Przy okazji mogą to być również perfumy, choć do tej wersji zdecydowanie lepiej sprawdzi się masło mango lub babassu (mają niską temperaturę topnienia i szybko się rozpuszczają pod wpływem ciepła skóry).


zapach-do-auta-diy

DIY Naturalne perfumy / olejek zapachowy do samochodu lub szafy


Przepis na ok. 11 ml olejku: 
  • 2,5 łyżeczki oleju bazowego (olej ze słodkich migdałów, makadamia lub inny jak najbardziej neutralny w zapachu, może być z powodzeniem rafinowany) 
  • ok. 50 kropel olejków eterycznych (przed dodaniem olejków eterycznych do bazy najlepiej je wymieszać tylko ze sobą) 
  • płatki kwiatów (opcjonalnie, wrzucamy przed zalaniem olejami, pełnią funkcję dekoracyjną w olejku zapachowym)
  • szklana buteleczka z naturalnym korkiem.

perfumy-do-wnetrz-diy

Jak zrobić naturalny zapach do samochodu diy?

Samo tworzenie jest bardzo proste! Przygotowujemy sobie stanowisko oraz zbieramy wszystkie potrzebne produkty w jedno miejsce, myjemy ręce (zawsze) i bierzemy się do pracy. Na tym etapie powinniśmy mieć już wcześniej opracowaną recepturę (czyli ile i które olejki chcemy dodać) lub możemy "iść na żywioł" i zmieszać po prostu co nam się podoba, tworząc całkowicie nowe zapachy :)

  • UWAGA, warto zapisywać swoje receptury, aby móc je w przyszłości odtworzyć.

Jeśli mamy suszone płatki i chcemy ich użyć zaczynamy od nich - wsypujemy po prostu odpowiednią ilość, nie za dużo, aby olejki też się zmieściły.

  • UWAGA, jeśli chcemy użyć płatków lub drobnych kwiatków ususzonych przez siebie upewnijmy się, że są naprawdę bardzo suche i nie "zepsują" nam olejku.

olejki-natura-receptura

Olejki eteryczne - tworzenie zapachu

Następnie wkraplamy odpowiednią ilość wybranych przez nas olejków eterycznych (ok. 50 kropel) bezpośrednio do buteleczki, zatykamy np. palcem i dobrze ze sobą mieszamy (tak, same olejki eteryczne!)

diy-naturalny-zapach-samochodu

Uzupełniamy prawie pod korek olejem bazowym - jak widzicie ja użyłam oleju makadamia we względu na jego neutralny zapach, który nie będzie ingerował w aromat olejków eterycznych. Następnie buteleczkę zamykamy mocno korkiem. Możemy zawiązać sznureczek, za który powiesimy zapach w aucie czy szafie.

  • UWAGA! Koreczki są różne, czasem są zbyt duże, więc trzeba je optymalnie mocno wepchnąć, aby olejek się nie rozlał. Z tego powodu także dbajmy o to, aby buteleczka stała na stabilnym podłożu lub wisiała możliwie zawsze pionowo. Koreczki nie zawsze są w 100% szczelne, więc raz na jakiś czas warto także sprawdzić czy korek dobrze trzyma.

jak-zrobic-olejek-zapachowy

W podobny sposób możemy stworzyć różne kolorystyczne mieszanki, wystarczy użyć kolorowego oleju bazowego (np. zielony olej awokado) i innych płatków. Warto się bawić zasadami, mieszać ulubione zapachy, komponować je wedle własnego gustu.

jak-zrobic-odswiezacz

Jak przechowywać olejek zapachowy diy?


  1. Zawsze pionowo ze względu wspomniany wyżej koreczek. Jeśli tworzymy zapach do samochodu możemy koreczek lekko podkleić w jednym miejscu, aby zyskać pewność, że nie wyskoczy. Nie możemy zakleić całego, ponieważ utrudnimy wtedy działanie olejkom.
  2. Użyte olejki - jak sama nazwa wskazuje - są eteryczne czyli ulotne. Po pewnym czasie przestaną pachnieć, a w takim wypadku możemy zapach odświeżyć na dwa sposoby:
  • przechylając buteleczkę trzymając mocno korek, aby nie wypadł do momentu aż poczujemy, że olejek delikatnie wycieka,
  • otwierając koreczek i dodając kilka kropel olejku eterycznego.

używanie-olejków-eterycznych

Jakie opakowanie kupić na naturalny odświeżacz DIY?

Sekretem tego przepisu jest niewielka szklana buteleczka z naturalnym koreczkiem. Znalazłam takie na jednym z portali aukcyjnych wśród komponentów do tworzenia biżuterii. Te niewielkie buteleczki, rozmiarów 4-5 cm wysokości idealnie się sprawdzają - wyglądają przeuroczo, można na nich zawiązać sznureczek do powieszenia zapachu np. w aucie, a dzięki koreczkowi zapach powoli się uwalnia. Powtórzę jeszcze raz, że w każdym momencie można także zawartość odświeżyć dodając kolejną porcją olejków eterycznych, wymienić całkiem zawartość lub nasączyć ponownie korek poprzez kilkuminutowe postawienie "do góry nogami" na ręczniku papierowym (chodzi o to, aby koreczek namókł olejkiem i ponownie oddawał zapach).

zapachy-olejki-eteryczne

Zasady tworzenia kompozycji zapachowych


Najlepsza część zabawy to komponowanie ulubionej mieszanki olejków eterycznych. Zasady są całkiem proste, ale warto je też czasami złamać, aby otrzymać zupełnie inny, zgodny z własnymi preferencjami, aromat.

Mieszamy ze sobą:
  • nuty zapachowe "ciężkie" (np. paczula, drzewko różane, sandałowe, lawenda)
  • nuty zapachowe słodkie (np. wanilia, kwiatowe)
  • nuty zapachowe świeże (np. pomarańcza, cytryna, mandarynka, bergamotka, herbata).

diy-perfumy-jak-zrobic

Podczas tworzenia zapachu możemy kierować się zasadami komponowania perfum, które tworzy się na bazie trzech nut zapachowych:

  • Nuta górna (nuta głowy) – "pierwsze wrażenie", nuta najbardziej ulotna, szybko znika, np.:
- cytrusy (cytryna, bergamotka, pomarańcza, limonka, mandarynka, grejpfrut, drzewko herbaciane)
- zielone (mięta, melisa)
- ziołowe (lawenda, tymianek)
- leśne (drzewa iglaste: jodła, sosna).
  • Nuta środkowa (nuta serca) – dominujący zapach, podstawa całej kompozycji, np.:
- kwiatowe (róża, ylang ylang, jaśmin, drzewo różane, geranium, gardenia, neroli, bez lilak, konwalia, fiołek)
- korzenne (goździk, cynamon, imbir, kardamon)
- zielone (szałwia, rozmaryn, cyprys, jałowiec).
  • Nuta dolna (bazowa) – wzmacnia zapach, nadaje mu głębi, wyczuwalna słabo i najpóźniej, za to najbardziej trwała, np.:

    - drewniana (sandał, cedr, paczula)
    - balsamiczna (kadzidło, mirra)
    - aromatyczno-słodka (wanilia, herbata, miód, migdały).

UWAGA! przykładowe proporcje wyglądają następująco: nuty dolne 30-45%, nuty środkowe ok. 30%, nuty górne 25-40%.


W przypadku olejków eterycznych przykładowe nuty mogą się prezentować następująco:
  • nuta dolna - cerdowy,
  • nuta środkowa – goździk, ylang ylang, drzewko różane, geranium, rozmaryn,
  • nuta górna – cytryna, bergamotka, pomarańcza, grejpfrut, mandarynka, drzewko herbaciane, lawenda, mięta, sosna, jodła.

naturalne-olejki

Podoba Wam się pomysł? Do tej pory zrobiłam już kilkukrotnie takie olejki i jestem z nich bardzo zadowolona. Wyglądają ładnie, są w 100% naturalne, nadają się na prezent i mają wiele zastosowań.