Najlepsze, naturalne olejki do demakijażu czyli Resibo i Biolove (Nacomi)

Najlepsze, naturalne olejki do demakijażu czyli Resibo i Biolove (Nacomi)

Fanki naturalnej pielęgnacji na pewno kojarzą demakijaż olejkami. Zasada ich działania jest bardzo prosta: olejki rozpuszczają zanieczyszczenia, sebum oraz makijaż, a następnie pomagają usunąć je ze skóry. Oczyszczają też pory, co zdecydowanie potwierdzam. Istnieje kilka sposobów usunięcia olejku, którego przecież nie da się zmyć samą wodą (podobnie jak tłustych naczyń). Osobiście korzystam z dwóch. Jeden sposób, zaczerpnięty z metody OCM, to usunięcie olejku wraz z zanieczyszczeniami ciepłym ręczniczkiem lub szmatką. Drugi, o wiele szybszy, to oczyszczanie dwuetapowe,r polegające na tym, że po olejku myjemy twarz jeszcze raz, tym razem żelem lub pianką o jak najlepszym (delikatnym) składzie. Jak się sprawdza mycie skóry lub demakijaż olejkiem? Czy mycie olejkiem jest dobre dla skóry mieszanej lub tłustej?


biolove-resibo-olejki

Resibo, Olejek do demakijażu

Według producenta olejek Resibo usuwa wszelkie zanieczyszczenia, rozpuszcza sebum. Bez dyskomfortu zmywa nawet wodoodporny makijaż. Pozostawia skórę miękką i dobrze odżywioną. Do każdego typu cery: odżywia i nawilża suchą, reguluje tłustą i mieszaną. Dołączona do olejku ściereczka z mikrofibry delikatnie peelinguje skórę. Na stronie producenta olejek kosztuje 59zł/150ml, natomiast w innych sklepach internetowych można go kupić od 45 zł.

olejke-do-demakijazu-sciereczka

Skład: Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany; polecany do skóry tłustej; działa przeciwzapalnie, rozmiękczająco, regeneruje skórę, rozmiękcza strupy, przyśpiesza gojenie ranek, działa przeciw tworzeniu zaskórników), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron; polecany szczególnie do cery naczynkowej; działa ściągająco i gojąco; poprawia napięcie skóry, wygładza), Crambe Abyssinica Seed Oil (olej abisyński; szczególnie polecany do cery suchej i dojrzałej; odżywia skórę, wygładza, nie pozostawia tłustej warstwy), Persea Gratissima Oil (olej z awokado; dość tłusty; polecany szczególnie do cery suchej i dojrzałej; natłuszcza, regeneruje, chroni skórę, posiada lekkie działanie emulgujące), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia skórę, antyoksydant), Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil (olejek eteryczny manuka; szczególnie polecany do cery trądzikowej, tłustej, zanieczyszczonej; działa antybakteryjnie i przeciwgrzybicznie, nadaje zapach), Parfum (kompozycja zapachowa), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, który może alergizować).

Tak się składa, że wszystkie powyższe oleje miałam w wersji 100% :) Nowością jest dla mnie jedynie olejek eteryczny manuka, którego dotąd jeszcze nie spotkałam. Skład olejku Resibo został oparty o dość lekkie oleje czyli lniany, z pestek winogron i abisyński, więc pomimo niewielkiej zawartości oleju z awokado konsystencja mieszanki nie jest bardzo tłusta. Poza tym olej awokado posiada niewielkie zdolności emulgujące co sprawia, że olejek do demakijażu Resibo dobrze się zmywa i nie "klei" do skóry.


recenzja-resibo-olejku

Bardzo podoba mi się niesamowita dbałość o detale marki Resibo. Opakowanie olejku jest nie tylko ładne, ale dzięki pompce także funkcjonalne. Całość kupimy w tekturowej tubie, którą następnie możemy ponownie wykorzystać. W zestawie od razu mamy dobrej jakości, grubą ściereczkę, czy raczej biały ręczniczek, którym możemy zmywać olejek lub przeznaczyć po prostu do osuszania skóry po myciu.

Sposób użycia: Nanieś olejek na suchą lub wilgotną skórę twarzy i wmasuj, podobnie jak żel do mycia. Następnie zmyj wszystko przy pomocy specjalnej ściereczki z mikrowłókna dołączonej do produktu, zmoczonej w ciepłej wodzie. Przykładaj ściereczkę do twarzy i lekko dociskaj, postaraj się nie naciągać skóry. Ściereczka jest wielokrotnego użytku – możesz ją łatwo umyć ciepłą wodą z mydłem.

olejek-resibo-opakowanie

Olejek do demakijażu Resibo jest bardzo lejący, więc czasem niestety zdarza się utrata produktu (przecieka przez palce). Posiada barwę słomkową oraz delikatny, subtelny zapach, który nie przeszkadza podczas masażu. Olejek idealnie się rozprowadza i sunie po skórze, ułatwia masaż i umila zwykłą, codzienną czynność, jaką jest oczyszczanie. Spokojnie można zmywać nim nie tylko makijaż ze skóry, ale i oczu - nic nie piecze, nie zostawia też "mgły" na oczach. Doskonale rozpuszcza każdy produkt, naturalny czy drogeryjny, jakim dysponuję, także mój grzeszek w postaci silikonowych koreańskich kremów BB. Rozpuszcza tusz (nie używam wodoodpornych), eyeliner, bazy pod cienie, pomadę do brwi - wszystko! Pozostawia skórę czystą, naprawdę czystą, ale nie przesuszoną. Nie podrażnia. Najczęściej zmywam go żelem lub pianką, ponieważ ten sposób jest dla mnie najszybszy i najbardziej komfortowy. Szczerze? To najlepszy olejek do demakijażu, jaki miałam! Spełnia swoją funkcję idealnie, nie klei się, nie jest nadmiernie tłusty. Wart każdej złotówki :)

recenzja-olejku-do-demakijazu-naturalnego

Biolove, Olejek do demakijażu cery suchej

Według Kontigo olejek Biolove dokładnie zmywa makijaż. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się miękka, nawilżona i wygładzona. Kosztuje 35zł/150ml, ale bardzo często jest w promocji. Można go kupić jedynie w drogerii Kontigo (Biolove to ich marka własna), ale producentem jest firma Nacomi, której olejki mają podobne składy (początek identyczny, różnią się kolejnością olei już po wit. E, czyli tych, których jest w składzie najmniej) i są łatwiej dostępne (standardowa cena na stronie producenta jest identyczna czyli 35zł/150ml).

biolove-olejek-recenzja

Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów; bardzo uniwersalny, łagodny, delikatny, regeneruje, wygładza, chroni skórę), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron;cenny szczególnie do cery naczynkowej; działa ściągająco i gojąco; poprawia napięcie skóry, wygładza), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy; działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, zmiękczająco, pomaga regulować wydzielanie sebum), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba, bardzo uniwersalny, dla każdego typu cery;  łagodzi podrażnienia, uelastycznia, regeneruje), Tocopheryl Acetate (wit. E; chroni oleje przed jełczeniem, antyoksydant), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy, szczególnie cenny dla skóry dojrzałej; uelastycznia i silnie ujędrnia skórę, przyspiesza gojenie), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z owoców rokitnika; silny antyoksydant, poprawia koloryt cery i przyspiesza jej regenerację, posiada pomarańczową barwę), Plukenetia Volubilis Seed Oil (olej sacha inchi; dość drogi olej, lekki; zawiera mnóstwo wit. E, uelastycznia, reguluje proces rogowacenia skóry, działa ochronnie, idealny do okolic oczu), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej marula; kolejny dość drogi olej, przyspiesza gojenie ranek i stanów zapalnych, silny antyoksydant, odpowiedni nawet do cery trądzikowej), Parfum (kompozycja zapachowa).

Miałam olej ze słodkich migdałów 100% (zresztą jeden z pierwszych, jakie kupiłam), a także olej z pestek winogron, arganowy, jojoba, rycynowy - znam je dość dobrze. Wszystkie mogą się sprawdzić także przy cerze mieszanej czy tłustej, oczywiście także suchej, naczynkowej i dojrzałej. Spora ilość antyoksydantów oraz dwa cenniejsze olejki pod koniec sprawiają, że skład jest bardzo w porządku!


sklad-olejku-biolove-sucha

Sposób użycia: Nałóż niewielką ilość olejku na skórę twarzy i wmasuj, nie pomijając powiek i rzęs. Następnie nałóż na twarz zwilżoną ściereczkę bambusową, odczekaj chwilę i zmyj makijaż za jej pomocą.

Olejek Biolove kupimy w plastikowym opakowaniu, które szczerze mówiąc jest bardzo niewygodne podczas użytkowania. Olej potrafi ściekać przez otworek, ponieważ aby wycisnąć odpowiednią ilość produktu musimy podnieść całą butelkę i ją przechylić. Niewygodne i denerwujące.
Poza tym bambusową ściereczkę musimy dokupić oddzielnie (kosztuje ok. 8 zł), a jakością nie powala. Przypomina trochę pieluchę tetrową - jest o wiele cieńsza i delikatniejsza niż ręczniczek Resibo. Taka typowa "jednorazówka", choć oczywiście spełnia swoje zadanie, czyli usuwa olejek ze skóry.

Olejek do demakijażu cery suchej Biolove jest najtłustszym kosmetykiem myjącym, z jakim miałam do czynienia. Dobrze rozpuszcza każdy makijaż, podobnie jak olejek Resibo - tusz, eyeliner, pomady, silikonowe podkłady - tutaj nie mam mu nic do zarzucenia. Jednak zmywanie go, przynajmniej ze skóry tłustej, to mniej przyjemne zadanie. Najczęściej zmywałam ten olejek dwu, a nawet trzykrotnie, dopóki czułam, że skóra jest czysta, a nie "lepiąca" i nie tłusta. Podejrzewam, że lepiej się sprawdzi jednak dla posiadaczek cery suchej - co również potwierdza, że ten produkt ma trochę inny skład niż olejek do cery normalnej i mieszanej, o którym poniżej.

olejek-z-kontigo


Biolove, Olejek do demakijażu cery normalnej i mieszanej

Według Kontigo naturalny olejek do demakijażu skóry mieszanej i normalnej. Dokładnie zmywa makijaż. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się miękka, nawilżona i wygładzona. Kosztuje 35zł/150ml, ale bardzo często jest w promocji. Można go kupić jedynie w drogerii Kontigo (Biolove to ich marka własna), ale producentem jest firma Nacomi, której olejki mają minimalnie inne składy, ale są łatwiej dostępne (standardowa cena na stronie Nacomi jest identyczna czyli 35zł/150ml).

olejek-do-cery-mieszanej

Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Tocopheryl Acetate (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia skórę), Argania Spinosa Kernel Oil (olej agranowy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej rokitnikowy), Plukenetia Volubilis Seed Oil (olej sacha inchi), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej marula), Parfum (kompozycja zapachowa).

Na pierwszy rzut oka skład jest identyczny jak wersji do skóry suchej i nawet pojawiły się opinie, że to identyczna mieszanka i chwyt marketingowy ;) Jednakże, mając porównanie obu olejków łatwo zauważyć, że nieznacznie się różnią tłustością i gęstością. Pomimo na pozór identycznego INCI widać, że proporcje poszczególnych olei się różnią w obu wersjach, choć nie są to na tyle duże różnice, aby wpłynąć na kolejność w składzie kosmetyku.


opakowanie-olejku-kontigo-cera-normalna

Sposób użycia jest identyczny: rozmasować na skórze, także na rzęsach i oczach, chwilę pomasować najlepiej okrężnymi ruchami. Następnie zmyć przy pomocy ściereczki lub żelu albo pianki.

Olejek Biolove do cery normalnej i mieszanej niestety posiada identyczne, niewygodne opakowanie jak w wersji do cery suchej. Zdecydowanie lepiej przelać zawartość do buteleczki z pompką (np. po olejku Resibo). Pomarańczową barwę zawdzięcza oczywiście zawartości oleju rokitnikowego, a nie barwnikom. Zapach jest bardzo subtelny, wydaje się naturalny.

Olejek świetnie rozpuszcza każdy makijaż, nie zostawia mgły na oczach i nie piecze. Nie podrażnia, nie "zapchał" mnie (w końcu od razu go prawie zmywamy). Ładnie oczyszcza pory. Usuwa silikonowe podkłady, tusz, eyelinery, zastygające pomady do brwi, wszystko bez wyjątku. Najczęściej zmywam go, myjąc buzię pianką lub żelem - wystarczy w zupełności jeden raz, może w  wyjątkowych sytuacjach dwa, ale nie towarzyszy mu takie uczucie tłustości jak przy olejku do cery suchej. Ta lekkość jest jego ogromną zaletą, choć nie dorównuje olejkowi Resibo! Biorąc pod uwagę częste promocje w drogerii Kontigo (zapłaciłam niecałe 10 zł/150 ml) chętnie go jeszcze kiedyś kupię, ale z myślą o przelaniu do opakowania z pompką.

recenzja-olejku-biolove

Przypominam, że mam cerę tłustą lub, okresami, jak obecnie, dzięki odpowiedniej pielęgnacji - mieszaną, uregulowaną. Jestem w 100% zadowolona z tej metody oczyszczania. Już dawno spróbowałam demakijażu olejkiem, jednak miałam przerwę i powróciwszy do tego sposobu kilka miesięcy temu mogę z całą pewnością napisać jedno: doskonale się to sprawdza! Skóra jest gładsza, pojawia się na niej mniej niespodzianek, mniej się czerwieni. Olejek doczyszcza także silikonowe, mocniejsze podkłady rozpuszczając je nie tylko zewnętrznie, ale docierając też do porów skóry. Sam niejako wymuszony, ale bardzo przyjemny wieczorny masaż twarzy dodatkowo relaksuje i uelastycznia skórę, pozwala oderwać się myślami od dnia codziennego :)

Lubicie demakijaż olejkami czy się tego boicie? Miałyście do czynienia z produktami Resibo lub Biolove?
Bielenda, Carbo Detox, Żel i czarne maseczki bez węgla aktywnego

Bielenda, Carbo Detox, Żel i czarne maseczki bez węgla aktywnego

Co jakiś czas nastaje moda na konkretny składnik w kosmetykach. W tym czasie obserwujemy wysyp produktów kolejnych marek np. z aloesem czy śluzem ślimaka. Ba, wysyp całych serii kosmetyków! Z jednej strony to dobrze, ponieważ cenne właściwości poszczególnych składników aktywnych docierają do świadomości konsumentów. Z drugiej strony zdarza się, że producenci korzystają jedynie z dobrej opinii składnika, natomiast w swoich kosmetykach stosują ich minimalne ilości, dosłownie odrobinę (jednak uwaga, niektórych składników aktywnych nie można używać w wysokim stężeniu, takie rzeczy trzeba oczywiście wiedzieć przed analizą składu). Zdarza się nawet, że wychwalanego składnika nie ma ani trochę! Dlatego uważam, że czytanie składów to podstawa, choć pamiętajcie, że z samego INCI nie dowiemy się wszystkiego (nie wiemy ile dokładnie składnika jest w formule, nie wiemy nic o jego pochodzeniu, jakości, czystości, o olejach czy są rafinowane, o niektórych składnikach czy są pochodzenia zwierzęcego czy roślinnego - chyba, że producent nam napisze to na opakowaniu). Pamiętajmy, że formuły kosmetyków są chronione! 

Jakiś czas temu nastała moda na kosmetyki z węglem aktywnym. Między innymi nasza rodzima Bielenda wprowadziła węglowe kosmetyki pod wspólną nazwą Carbo Detox. Do dyspozycji mamy m.in. produkty do oczyszczania twarzy i demakijażu, maseczki, serum i krem, kosmetyki do pielęgnacji włosów, a nawet olejek pod prysznic czy peeling do ciała. Wszystko czarne :) Jakiś czas temu dostałam żel do oczyszczania twarzy i trzy maseczki w saszetce, nawet nie pamiętam skąd je mam (na pewno nie kupiłam sama, możliwe, że były w jakimś boxie niespodziance albo wygranej w konkursie). Tak wychwalane, że chciałam sama sprawdzić i... musicie przeczytać dalej!



bielenda-carbo-detox

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy

"Oczyszczający żel o działaniu detoksykującym, który szybko i skutecznie myje oraz odświeża skórę mieszaną czy tłustą. Usuwa zanieczyszczenia, makijaż i nadmiar sebum. Zawartość aktywnego węgla zapobiega powstawaniu wyprysków, oczyszcza cerę przyciągając zanieczyszczenia i toksyny z powierzchni i głębszych warstw skóry. Witamina B3 działa antytrądzikowo, reguluje wydzielanie sebum, matuje, regeneruje, poprawia koloryt."
Sposób użycia: żel delikatnie rozmasować na zwilżonej skórze, a następnie spłukać wodą. Stosować codziennie rano i wieczorem lub częściej.
Kosztuje ok. 16zł/195g.

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, humektant, nawilża), Sodium Cocoyl Alaninate (łagodna substancja myjąca z kokosa), Acrylates Copolymer (stabilizator emulsji), Carbon Black (czarny barwnik, nienaturalny), Niacinamide (wit. B3, cenna dla tłustej cery, reguluje wydzielanie sebum, matuje, zwęża, pory, rozjaśnia), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, może być zanieczyszczony, lepiej nie stosować na podrażnioną czy uszkodzoną skórę), Triethanolamine (TEA, regulator pH, może wysuszać i podrażniać, nie powinno się długotrwale stosować produktów z tym składnikiem), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie), Parfum (kompozycja zapachowa), Methylchloroisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, silnie uczulający, niezalecany w ciąży), Methylisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, uczulający, niezalecany w ciąży).

bielenda-zel-do-twarzy-wegiel

Podsumowując skład: początek jest ok, mamy mieszankę wody z nawilżającą gliceryną i łagodną substancją myjącą. Za to potem barwnik udający węgiel aktywny (węgla w ogóle nie ma w INCI!), kontrowersyjne substancje, choć trzeba przyznać, że w produkcie spłukiwanym narobią mniej szkód niż w kremie. Nie zalecałabym żelu węglowego kobietom w ciąży ani osobom z trądzikiem, szczególnie rozdrapanym (otwartymi rankami).

Carbon Black to nie jest węgiel aktywny

Carbon Black jest sadzą, która powstaje podczas spalania węglowodorów (różnego pochodzenia olejów, także ropy), a nie węgla. W kosmetykach stosowana jest jedynie jako barwnik i nie posiada cennych właściwości węgla aktywnego, które tak ładnie wypisał nam producent na opakowaniach! Carbon Black używany jest jako pigment np. w tuszach do rzęs oraz przemyśle drukarskim czy motoryzacyjnym.

zel-weglowy-bielenda

Żel węglowy Carbo Detox rzeczywiście jest czarny, co - jak już wiemy z INCI - zawdzięcza sporej ilości czarnego barwnika, a nie węglowi aktywnemu. Brudzi wszystko, na co skapnie, więc trzeba z nim uważać (na szczęście da się zmyć). Konsystencja lekko żelowa, całkiem przyjemna. Żel posiada sztuczny, słodkawy zapach, który do złudzenia przypomina mi kisiel. Niektórym się na pewno spodoba, niestety ja nie mogę się przyzwyczaić - po długim czasie używania naturalnych żeli takie aromaty mnie drażnią i rażą sztucznością (natomiast wiem, że to moje subiektywne "widzimisię"). Carbo Detox trochę się pieni po roztarciu z wodą (tworzy szarą pianę). Żel Bielendy dobrze domywa oleje (zwykle myję twarz dwuetapowo). Solo też dobrze myje buzię, ale potem czuję lekkie ściągnięcie skóry (czego nie ma po olejach). Plus za pompkę, dzięki której wygodnie dozuje się produkt. Ze względu na skład na pewno nigdy więcej go nie kupię. Nie zauważyłam, aby jakkolwiek wpływał na wydzielanie sebum czy matowienie skóry, to po prostu dobrze myjący produkt o czarnej barwie.

czarny-zel-konsystencja-bielenda

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery suchej i wrażliwej (niebieska)

"Silnie detoksykuje i poprawia stan skóry. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę. Ujędrnia i wzmacnia cienki, delikatny naskórek."
Sposób użycia: Nałożyć na czystą twarz, szyję i dekolt omijając okolice oczu. Zmyć letnią wodą po 10 minutach.
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała, najdelikatniejsza, polecana do skóry suchej i wrażliwej, oczyszcza, matuje, łagodzi stany zapalne, odżywia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (stabilizator formuły, zagęstnik), Chlorella Vulgaris Extract (ekstrakt z chlorelli; oczyszcza, pobudza mikrokrążenie, poprawia koloryt cery, zmniejsza zaczerwienienia, odżywia), Panthenol (łagodzi podrażnienia, koi), Allantoin (przyspiesza gojenie, łagodzi), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża, reguluje pH), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, nie nakładamy na uszkodzoną skórę), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/Laureth-7 (zagęstnik, może "zapychać" i podrażniać), Propylene Glycol (syntetyczny humektant, może podrażniać i powodować alergie), Ethylparaben (konserwant, paraben), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Chlorphenesin (konserwant, substancja zapachowa), Methylparaben (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).

bielenda-maseczki-w-saszetce

Węglowa maseczka do skóry suchej i wrażliwej jest więc gotową mieszaniną wody z białą glinką, odrobiną gliceryny, zielonej chlorelli i czarnego barwnika. Zawiera kilka fajnych substancji łagodzących podrażnienia i kojących, ale w znikomych ilościach (już po barwniku i zagęstniku). Maseczka jest dobrze zakonserwowana (niestety kontrowersyjnymi substancjami). Znów początek ładny i brzydki koniec. Węgla aktywnego nie ma. 

Saszetka wystarcza dokładnie na jedno użycie - pokrywa całą twarz, szyję i część dekoltu (zależnie od grubości nałożonej warstwy). Maska węglowa z chlorellą posiada kolor bardzo ciemno szary, z delikatnie zielonkawym odcieniem (uwaga na brudzenie!). Konsystencja trochę zbyt lejąca, ale ze skóry już nie spływa, można w niej chodzić. Zapach do zniesienia, prawie niewyczuwalny. Maseczka po 10-15 minutach przysycha, więc dość trudno ją zmyć (maski glinkowe robię zwykle przed prysznicem, wtedy łatwiej się ich pozbyć ze skóry). Efekt? Minimalnie oczyszczona i rozjaśniona cera, co zapewne jest zasługą białej glinki. Mojej skóry nie podrażniła, ale nie mam cery bardzo wrażliwej, a tym bardziej suchej. UWAGA! Może powodować szczypanie oczu. Po zmyciu skóra była też lekko przysuszona, musiałam w miarę szybko ją tonizować i nawilżać.

Domowa maseczka z białej glinki do cery suchej i wrażliwej

Alternatywą jest o wiele skuteczniejsza i naturalna maseczka z białej glinki i węgla aktywnego kupionego w aptece (proporcje ze zdecydowaną przewagą glinki) z dodatkiem humektantów (np. kwasu hialuronowego, żelu aloesowego lub nawet gliceryny). Warto dodać też dwie łyżki sprawdzonego oleju np. z pestek malin czy śliwki, arganowego. Mieszamy wszystko do uzyskania gęstawej konsystencji bezpośrednio przed użyciem (można dodać trochę wody demineralizowanej) i cieszymy się lepszym efektem (i tańszym!).



Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery mieszanej i tłustej (zielona)

"Oczyszczająca maseczka o działaniu detoksykujacym. Dzięki zawartości naturalnego węgla aktywnego błyskawicznie poprawia stan skóry, szybko i skutecznie oczyszcza cerę z toksyn, odświeża i zwęża pory. Działa przeciwtrądzikowo i redukuje wydzielanie sebum".
Kosztuje ok. 2-3zł/8g/saszetka.

SkładAqua (Water), Kaolin (biała glinka), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Illite (francuska glinka zielona, dobrze oczyszcza, dezynfekuje, zmniejsza pory, przyspiesza gojenie, rozświetla, regeneruje, odżywia), Montmorillonite (glinka zielona; rozjaśnia, wchłania nadmiar sebum, rozświetla, detoksykuje), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate-20 (emulgator), Calcite (kalcyt, węglan wapnia, wchłania wilgoć), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (sztuczny humektant), Phenoxyethanol (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu, może uczulać i podrażniać), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (syntetyczny składnik kompozycja zapachowej, uczulający), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może alergizować).

weglowe-maseczki-do-twarzy

Na pierwszy rzut oka widać, że maseczki różnią się między sobą jedynie trochę. Wersja do skóry tłustej i mieszanej początek ma identyczny jak inne, potem dołącza trochę zielonej glinki oraz kompozycja zapachowa. Nadal w składzie znajdziemy kilka kontrowersyjnych substancji, za to nie użyczymy w nim węgla aktywnego (zastępuje go czarny barwnik).

Maska jest ciemno szara i po nałożeniu na skórę nie spływa (choć niewygodnie ją wyciągać z saszetki). Wystarcza na jedno użycie. Przez chwilę po nałożeniu trochę łzawiły mi oczy. Dość dobrze oczyszcza skórę, przysusza ewentualne zmiany (co zawdzięczamy glinkom), lekko zwęża pory. Zdecydowanie rozjaśnia zaczerwienienia (znów glinki, identyczny efekt uzyskuję po 100% glince zielonej). Zmiękcza skórę, przez co jest ona miła w dotyku (dokładnie ten sam efekt uzyskuję mieszając zieloną glinkę z "nietłustym" olejem np. konopnym, jojoba czy z pestek truskawki). Nie zauważyłam nic więcej.

Domowa maseczka z węglem aktywnym i zieloną glinka do cery tłustej

Alternatywą jest maseczka z zielonej glinki francuskiej zmieszanej z węglem aktywnym (do kupienia w aptece w kapsułkach) w proporcjach 5:1 + woda demineralizowana albo np. sok z aloesu (kosmetyczny). Warto dodać do mieszanki pół łyżki lekkiego oleju oraz łyżkę humektantów (żelu aloesowego, kwasu hialuronowego, gliceryny, żelu z siemienia lnianego - różnych albo jednego, w zależności od tego, czym dysponujecie). Bezpieczna i 100% naturalna maseczka o składzie idealnym dla cery tłustej i mieszanej. Dla bardziej zaawansowanych polecam dodanie do całości niacynamidu (wit. B3, do kupienia w sklepach z półproduktami kosmetycznymi), który genialnie wpływa na cerę tłustą, zanieczyszczoną, z rozszerzonymi porami i nadprodukcją sebum. Sprawdzona, działa!


Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery dojrzałej (różowa)

"Oczyszczająca maska poprawiająca stan skóry dojrzałej: cienkiej, szarej, pozbawionej jędrności i blasku. Oczyszcza, odświeża, wygładza i ujędrnia, doskonale nawilża. Błyskawicznie poprawia koloryt skóry, przywracając jej witalność i energię."
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Vitis Vinifera (Grape) Fruit Powder (proszek z czerwonych winogron, bogate źródło antyutleniaczy, ujędrnia, napina, odświeża skórę, ujednolica koloryt, łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (syntetyczny humektant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben, Ethylparaben (konserwanty), Parfum (kompozycja zapachowa).

saszetki-maseczek

Znów skład oparty o białą glinkę, glicerynę i czarny barwnik (brak węgla aktywnego). Gdzieś dalej cenny ekstrakt z czerwonych winogron i kwas mlekowy, reszta to zagęstniki i konserwanty (wiele z nich może podrażniać!).

Maseczka węglowa jest ciemnoszara, dobrze się rozprowadza i trzyma skóry. Po 10-15 minutach przysycha i dość trudno ją zmyć (identycznie jak pozostałe). Po zmyciu efekt jest praktycznie bardzo podobny - lekko przysuszona i rozjaśniona cera, delikatnie przymknięte pory. Nie widzę ani nawilżenia, ani ujędrnienia, ani wygładzenia. Bardzo podobny efekt uzyskuję po glince białej lub czerwonej rozmieszanej tylko z wodą, co wychodzi dużo taniej i bezpieczniej. Maseczka węglowa do cery dojrzałej nie posiada w składzie tylu składników aktywnych, aby widocznie poprawić jędrność skóry.

kosmetyki-z-weglem-aktywnym

Węgiel aktywny w kosmetykach (Activated Charcoal, Charcoal Powder)

Jest tak cenny, ponieważ dzięki swojej strukturze świetnie przyciąga i wchłania zanieczyszczenia oraz toksyny ze skóry. Dodatkowo posiada umiejętność wchłaniania nadmiaru sebum oraz delikatnego usuwania zrogowaciałego naskórka. Poza tym działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, a także rozjaśniająco za zmiany skórne. Z tych względów jest szczególnie cenny dla skóry zanieczyszczonej, tłustej, mieszanej czy trądzikowej, ponieważ zwalcza zaskórniki, odświeża i łagodzi podrażnienia czy stany zapalne (krostki i niedoskonałości). Węgiel aktywny, czyli Activated Charcoal lub Charcoal Powder jest składnikiem naturalnym, przebadanym i delikatnym dla skóry. Nie podrażnia i nie narusza naturalnej bariery ochronnej skóry.Te wszystkie cenne właściwości wypisano na opakowaniach - natomiast w składzie widnieje jedynie czarny barwnik, pozbawiony jakiejkolwiek cechy poza barwieniem. Szkoda!

Jeżeli szukacie czegoś gotowego i nie chcecie się bawić w domowe mieszanie glinek i węgla aktywnego (do kupienia w aptekach, polecam kapsułki), to patrzcie na skład – szukajcie na opakowaniach takich składników jak: Charcoal, Bamboo Charcoal Powder, Charcoal Powder, Activated Charcoal – są one najbardziej wartościowe w tej kategorii.

Jeżeli szukacie fajnej maseczki z węglem aktywnym (tym prawdziwym) to skład gotowej saszetki nowej serii kosmetyków Sylveco DUETUS wygląda świetnie! Niestety jest też dwa razy droższa (6 zł), ale to nadal niewiele. Carbo Detox od Bielendy to niestety... farbowany lis.
Bartos, Wzmacniający Krem do twarzy Ruby Vine z wit. C - GENIUSZ!

Bartos, Wzmacniający Krem do twarzy Ruby Vine z wit. C - GENIUSZ!

Wiele z Was pyta mnie o dobry krem do twarzy z bezpiecznym składem. Trudno jednak polecić coś konkretnego, ponieważ każda z nas ma inne oczekiwania względem kosmetyków. Jedne szukają lekkiej konsystencji, drugie dobrego składu, jeszcze inne pewności, że produkt "nie zapcha" porów i nie spowoduje wysypu zaskórników. To wszystko jest oczywiście ważne, ale ja szukam jeszcze czegoś - działania! Regulacji nadmiernego wydzielania sebum, zmniejszenia zaczerwienienia, przyspieszonego gojenia niedoskonałości i poprawy gęstości skóry. Nawilżenie stosunkowo łatwo osiągnąć poprzez nałożenie pod krem warstw humektantów (żel aloesowy, esencje, hydrolaty, toniki z dobrym składem bez alkoholu oraz detergentów - zawsze od wodnistej konsystencji do bardziej treściwej). Całą resztę zapewnia mi obecnie krem wzmacniający Ruby Vine marki Bartos. Krem, który nadaje się zarówno na dzień jak i na noc, posiada świetny skład i genialne opakowanie z pompką typu air less. Prawie wykończyłam całe opakowanie, więc czas na opinię. Zapraszam



wzmacniajacy-naczynka-krem

Bartos to nowa polska marka kosmetyków. Na razie do dyspozycji mamy jedynie trzy kosmetyki: dwa kremy do twarzy i płyn micelarny. Odkąd je zobaczyłam na Ekocudach wiedziałam, że któryś produkt prędzej czy później będzie mój. Trafiło na krem z winem.

Bartos, Wzmacniający krem do twarzy z wit. C

Naturalny krem wzmacniający i rozjaśniający skórę, dedykowany szczególnie cerze naczynkowej, normalnej oraz z tendencją do przetłuszczania czy skłonnej do alergii. Odpowiedni dla osób z nietolerancją glutenu. Zawiera bogaty koktajl ekstraktów z liści czerwonego wina, kocanki piaskowej i lukrecji, a także wzmacniającą olejową formę witaminy C oraz cenny kwas hialuronowy. Krem na bazie soku z aloesu, zawiera także fajne naturalne emolienty: oleje arganowy i monoi, masło waniliowe i wosk z oliwek, dzięki czemu działa też jak serum. Nie zawiera kompozycja zapachowej i olejków eterycznych, które mogą podrażniać, dlatego według producenta można go używać także pod oczy. Opakowanie typu air-less z nowoczesną pompką zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza i sprawia, że krem zużywa się do dna. Kosztuje ok. 139zł/50ml. 

bartos-krem-analiza-skladu

Skład: Aqua (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu, działa przeciwzapalnie i regenerująco, zmniejsza zmiany skórne, nawilża, przyspiesza gojenie), Caprylic / Capric Trigliceride (frakcjowany olej kokosowy, emolient, zatrzymuje wilgoć w naskórku, natłuszcza i wygładza), Argania Spinosa Kernel Oil* (organiczny olej arganowy, naturalny emolient, odżywia i regeneruje, antyoksydant, przeciwdziała starzeniu), Glycerin (gliceryna, nawilża, zatrzymuje wilgoć w skórze), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy, naturalny emolient, tłusty, odżywczy, może "zapychać"), Cetearyl Alcohol (emolient, regulator lepkości, bezpieczny, może "zapychać"), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów, naturalny emolient, odżywia, natłuszcza, dość lekki olej), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy, naturalny emolient, dobrze chroni skórę przed odparowaniem wody z naskórka, nie zatyka porów, natłuszcza, odżywia, zmiękcza, regeneruje, działa ochronnie), Cetearyl Olivate (naturalny emulgator z oliwek, pozwala połączyć fazy wodną z olejową i stworzyć konsystencję kremu), Ascorbyl Tetraisopalmitate (stabilna pochodna wit. C w formie olejowej, antyoksydant, stymuluje syntezę kolagenu w skórze, rozjaśnia), Hydrogenated Vegetable Oil (naturalny emolient roślinny, chroni skórę przed utratą wody), Glyceryl Stearate (emulgator, umożliwia powstanie kremu z fazy wodnej i olejowej, także emolient), Sorbitan Olivate (naturalny emulgator, stabilizator emulsji, także detergent), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek, regeneruje, koi, zmiękcza i natłuszcza), Hydrolyzed Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy; zapobiega utracie wody z naskórka, pobudza mikrokrążenie oraz wspomaga głębsze przenikanie innych substancji aktywnych - promotor przejścia), Vanilla Planifolia (Vanilla) Oil (masło waniliowe; działa przeciwzapalnie, nawilżająco, łagodząco, antyoksydant), Tocopherol (naturalna wit. E, antyutleniacz, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia i wzmacnia skórę), Gardenia Tahitensis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów gardenii, łagodzi i koi podrażnienia, zmniejsza stany zapalne, regeneruje i chroni skórę, wygładza i uelastycznia), Helichrysum Stoechas Extract* (ekologiczny ekstrakt z kocanki, obkurcza ścianki naczyń krwionośnych, dzięki czemu przyspiesza gojenie i znikanie siniaków oraz pękniętych naczynek i "pajączków"; przyspiesza gojenie drobnych ranek, zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia skóry, działa przeciwgrzybicznie i antywirusowo), Vitis Vinifera Leaf Extract* (ekologiczny ekstrakt z liści winogron; wzmacnia naczynka krwionośne, działa ściągająco, przeciwzapalnie i antybakteryjnie, przyspiesza gojenie ranek, chroni skórę przed wolnymi rodnikami i promieniowaniem UV, przyspiesza wchłanianie innych składników aktywnych), Glycyrrhiza Glabra Root Extract* (ekologiczny ekstrakt z lukrecji, działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie, reguluje wydzielanie sebum, chroni przed promieniowaniem UV oraz rozjaśnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Sodium Benzoate oraz Potassium Sorbate (dwa bezpieczne konserwanty, dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych i ekologicznych). *z ekologicznych upraw.

bartos-recenzja-kremu

Opakowanie swoją szatą graficzną niesamowicie trafia w mój gust. Delikatne motywy kwiatowe, biel, a jednocześnie lekkość plastiku to coś, co lubię. Słoiczek jest solidny, nie za mały. Ogromnym plusem jest pompka typu air less, która tutaj występuje w rzadko spotykanej wersji - naciska się całą górną część pudełka. Absolutnie nie należy jej zdejmować (widziałam takie zdjęcia na Instagramie), aby nie dopuścić powietrza do środka. Niestety pompka ma mankament - potwornie chlapie! Odrobina wprawy jest niezbędna, aby nie ubrudzić siebie i wszystkiego dookoła kremem, na szczęście z biegiem czasu uczymy się ile trzeba użyć siły. Pompka tworzy uroczą "rozetkę" z kremu, którą zbieramy już placem (oczywiście czystym), a następnie wmasowujemy w skórę. Znalazłam też kolejną wadę - krem nieestetycznie przysycha na pompce, jeśli go dokładnie nie wytrzemy albo nie zmyjemy, a że wieczko jest przezroczyste - od razu to widać. Dlatego po każdym użyciu warto przetrzeć pompkę do czysta, chyba że Wam nie przeszkadza brudne opakowanie ;)

krem-bartos-recenzja-blog

Bardzo sensowny, bogaty skład, pełen roślinnych ekstraktów, olei, kwasu hialuronowego i aloesu został zamknięty w niezwykle przyjemnej konsystencji. Z jednej strony wydaje się bogata, dość treściwa, nie jest ani lejąca ani żelowa. Typowy krem. Z drugiej strony już po wmasowaniu w skórę okazuje się, że kosmetyk momentalnie się wchłania, nie pozostawiając tłustej czy błyszczącej warstwy. Na skórze staje się całkowicie matowy, a przypominam, że mam cerę mieszaną w kierunku tłustej, ze skłonnością do błyszczenia i "zapychania". Krem posiada specyficzny naturalny zapach, ponieważ nie jest perfumowany. Trudno go określić, przypomina trochę herbatę, ale jest delikatny i mi osobiście nie przeszkadzał.  Kremu używałam zarówno na noc (po humektantach, w pielęgnacji wieloetapowej), jak i na dzień (solo, na skórę wilgotną od toniku lub hydrolatu z czystka). Wieczorem wklepywałam go delikatnie również w okolice oczu.

Podsumowując wzmacniającego kremu Bartos używam od ponad dwóch miesięcy praktycznie codziennie, dwa razy dziennie i jeszcze odrobinę zostało na dnie opakowania. Według mnie to świetna wydajność! Tym bardziej, że do pokrycia całej twarzy oraz szyi i dekoltu nie potrzebuję więcej niż dwie niewielkie pompki produktu. Gdybym więc używała kremu raz dziennie, wystarczyłby mi na ponad 4 miesiące. Nice!

konsystencja-kremu-wzmacniajacego

Krem Bartos na dzień

Jeśli spodziewacie się marudzenia to niestety, ale krem mnie... zachwycił. Stosowany na dzień doskonale nadaje się pod makijaż. Nie roluje się na nim ani typowo silikonowy koreański krem BB (Missha czy Bio-Essence), zwykły "europejski" podkład (Eveline, Bielenda), ani bardzo naturalny podkład Hydracoton od Couleur Caramel. Krem wzmacniający Bartos dogaduje się z każdym fluidem jakim dysponuję, a także z każdym pudrem (tradycyjne, ryżowe, mineralne). Świetnie radzi sobie również z minerałami (Annabelle Minerals), z tym że przed nałożeniem produktów sypkich delikatnie odciskałam nadmiar kremu w czystą chusteczkę. Krem Bartos nie przyspiesza błyszczenia skóry, nie powoduje, że podkład się zbiera w załamaniach czy warzy. Wystarczająco nawilża skórę, a przy tym nie przyspiesza błyszczenia! Sprawia, że cera jest elastyczna i miękka w dotyku. Idealnie byłoby, gdyby posiadał jeszcze filtry UVA i UVB, ponieważ to wymarzony krem na lato.

Wzmacniający krem Bartos na noc

W pielęgnacji wieczornej nakładam krem jako ostatni etap, a dokładnie po: dokładnym demakijażu i oczyszczaniu (olejek Biolove + pianka Tess), toniku (Cossi Fuleren), esencji różanej, żelu aloesowym, serum. Krem "domyka" wszystkie poprzednie warstwy, a jednocześnie nie jest tłusty i nie sprawia, że skóra jest przeciążona. Aktualnie oleje czy olejki stosuję 2-3 razy w tygodniu, wtedy albo rezygnuję już z kremu, albo nakładam tylko jedną pompkę i dokładnie go wmasowuję w skórę, a dopiero potem nakładam odrobinę oleju (konopny, z pestek śliwki lub serum Iossi). Wszystko zależy od aktualnych potrzeb skóry, którą dobrze obserwuję i reaguję na jej potrzeby. Po ponad dwóch miesiącach stosowania z całą pewnością stwierdzam, że krem Bartos nie "zapycha" skóry, ani nie działa aknegennie, przynajmniej u mnie. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia. Skóra po tym czasie wyraźnie się wzmocniła, rozjaśniła, a delikatne zaczerwienienia są obecnie praktycznie niewidoczne (miałam niewielkie zmiany naczynkowe w okolicach nosa i policzków). Cera jest elastyczniejsza, jędrna, gładka, wygląda lepiej niż wiosną. Zdecydowanie rzadziej występują niedoskonałości, nawet hormonalne (w "te" dni). Widzę też, że niewielkie zmarszczki mimiczne pod oczami są mniej widoczne, ale o okolice oczu dbam także innymi kosmetykami  (na dobrze nawilżonej cerze zmarszczki "znikają" i są duże szanse, że na stałe pojawią się później). Cera nabrała delikatnego, zdrowego blasku, który utrzymuje się dłużej niż 5 minut po nałożeniu produktu. Niestety rozszerzone pory pozostały bez zmian, nie wydaje mi się, aby krem był w stanie na nie wpłynąć. Jeśli chodzi o regulację nadmiernego wydzielania sebum zauważyłam, że skóra mniej się błyszczy i dłużej pozostaje matowa w ciągu dnia, więc jest efekt także i w tym zakresie.


krem-analiza-skladu

Okropnie się rozpisałam, ale jestem bardzo zadowolona z kremu wzmacniającego tej nowej marki. Jeśli firma Bartos tak "startuje" na rynek, wróżę jej same sukcesy. Właśnie takich kosmetyków szukam, z sensowym składem, z ogromem składników aktywnych, działających na wielu płaszczyznach, uniwersalnych. Do tego pompka typu air-less, którą po prostu uwielbiam, choć faktycznie trzeba do niej przywyknąć. Nie przeraża mnie nawet cena, choć oczywiście gdybym miała coś do powiedzenia wolałabym, aby krem kosztował mniej :)

Znacie już produkty Bartos? Widziałyście je na targach kosmetyków naturalnych albo w internetach?
Tołpa, Sebio, Maska Czarny Detox do skóry tłustej i wrażliwej

Tołpa, Sebio, Maska Czarny Detox do skóry tłustej i wrażliwej

Szał na czarne maski z węglem trwa w najlepsze. Coraz więcej firm stawia także na maseczki glinkowe (to akurat popieram z całego serca). A już idealnie kiedy glinka jest zmieszana z węglem, ponieważ takie połączenie jest wręcz wymarzone dla cery tłustej, mieszanej lub zanieczyszczonej, a jednocześnie wrażliwej. Oczywiście trzeba czytać składy, ponieważ tym dobrym składnikom często towarzyszą mniej pożądane, a czasem i kontrowersyjne. Dzisiaj mam dla Was recenzję maski, która dobrze oczyszcza, zwęża pory, ujednolica koloryt i lekko rozjaśnia cerę, a przy tym nie zapycha.


czarny-detox-maska

Tołpa, Dermo Face, Sebio, Czarna maska do cery tłustej, zanieczyszczonej

Producent obiecuje, że maska normalizuje pracę gruczołów łojowych, przyczyniając się do zmniejszenia produkcji sebum. Dodatkowo zmniejsza rozszerzone pory, redukuje niedoskonałości i zmniejsza zaczerwienienia. Na stronie Tołpy maska kosztuje 33zł/40ml, natomiast można ją dostać taniej np. w Empiku (ok. 25zł). Warto zwrócić uwagę, że kosmetyk należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.

tolpa-czarna-maseczka

Skład: Aqua (woda), Kaolin (biała glinka; pochłania zanieczyszczenia, toksyny i metale ciężkie, oczyszcza i nie podrażnia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Bentonite (glinka bentonitowa; pochłania sebum, oczyszcza, matuje, zwęża pory, wygładza, przyspiesza gojenie wyprysków), Peat Extract (borowina, detoksykuje i oczyszcza, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo), Hydrolyzed Algin (alginian sodu; roślinny humektant - wiąże wilgoć w naskórku i zagęstnik)), Zinc Sulfate (siarczan cynku; przyspiesza gojenie ran, dezynfekuje), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie, dzięki czemu nie dostają się do skóry, kobiety w ciąży powinny ograniczać ilość tego składnika), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (polimer filmotwórczy; zagęstnik i stabilizator), Parfum (kompozycja zapachowa), Charcoal Powder (węgiel aktywny; oczyszcza, normalizuje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza niedoskonałości), Polyglyceryl-10 Stearate (emulgator, uwaga - często stosowany może nasilić trądzik, lepiej nie stosowac na uszkodzoną skórę oraz przez kobiety w ciąży), Polyglycerin-10 (humektant, nawilża), Polyglyceryl-10 Myristate (detergent, emolient i emulgator, bardzo komedogenny, może "zapychać"), Sodium Dehydroacetate (syntetyczny konserwant, bardzo silny, nie podrażnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant, lepiej nie używać wielu kosmetyków z tym składnikiem), Caprylyl Glycol (glikol kaprylowy; bezpieczny emolient tłusty, może nasilać trądzik, jeśli jest często używany).

sklad-maseczki-tolpa

Większość składu jest więc bardzo ładna i nieprzypadkowa. Kilka kontrowersyjnych substancji występuje w minimalnej ilości (już po Parfum, więc można wnioskować, że poniżej 1% składu). Maska to głównie połączenie wody, dwóch glinek, ekstraktu z torfu (borowiny), cynku i alginianu, a także odrobiny węgla aktywnego - wszystkich substancji, które wskazane są do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, z rozszerzonymi porami czy produkującej w nadmiarze sebum.

maska-z-weglem

Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię te aluminiowe tubki, które chronią dodatkowo zawartość przed bakteriami i ograniczają kontakt z powietrzem, co pozytywnie wpływa na trwałość kosmetyku. Całość kupujemy oczywiście w kartoniku, a szata graficzna jest przyjemna dla oka (jakże modny teraz motyw monstery!). Sporo informacji możemy przeczytać jeszcze przed użyciem z opakowania.

idealna-maska-do-tlustej-skory

Maska Czarny Detox tak naprawdę jest detoksem szarym - pewnie ze względu na dużą zawartość białej glinki oraz niewielką ilość węgla w składzie. Jeśli jako dzieci bawiliście się tworzeniem barw i mieszaniem różnych kolorów to wiecie o co chodzi :) Pasta, bo taką ma konsystencję, jest w sam raz, nie spływa ze skóry i dobrze się jej trzyma. Konsystencją bardzo przypomina mi dobrze rozrobioną glinkę, z tym że tutaj niczego nie trzeba mieszać - produkt jest gotowy do nałożenia od razu po wyciśnięciu z tubki. Zapach jest zdecydowanie przyjemny, lekko kwiatowy i pudrowy, średnio intensywny. Wyraźnie sztuczny, utrzymuje się na skórze przez większą część zabiegu, choć mi akurat nie przeszkadza.

Na szczęście maseczka nie podrażnia mojej skóry, tak jak miało to miejsce w przypadku peelingu enzymatycznego z tej samej serii Tołpy. Do peelingu robiłam kilka podejść i za każdym razem odczuwałam niesamowicie silne pieczenie skóry, które nie ustępowało z czasem (jak powinno być), a nawet utrzymywało się po zmyciu kosmetyku jeszcze przez 5-10 minut. Wiem natomiast, że wiele osób jest  z niego bardzo zadowolonych, a skład też jest w miarę sensowny.

maseczka-konsystencja-tolpa

Należy pamiętać, że maseczki nie nakładamy na podrażnioną skórę i miejsca z rankami (np. rozdrapane krostki). Będzie piekło! Teoretycznie maskę Czarny Detox trzymamy na twarzy 10 minut do zaschnięcia (zasychając jaśnieje) - po 10 minutach maska faktycznie mocno zasycha, aż nie można mówić ;). Zmywamy ją letnią wodą (pomagam sobie wacikami nasączonymi wodą, zwykle wystarczają 3 sztuki). Zmywa się dość dobrze, ale zaznaczam, że mam w tym wprawę. Jeśli potraktujemy produkt jak maskę glinkową warto ją lekko spryskiwać, aby nie dopuścić jednak do zaschnięcia (mimo, że biała glinka jest najdelikatniejsza, po zaschnięciu potrafi podrażniać).

czarna-maska-relaks
Po zmyciu maseczki buzia jest niesamowicie gładka i miła w dotyku, a skóra mięciutka i lepiej oczyszczona. Pory delikatnie przymknięte, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia (przynajmniej nie od razu). Ewentualne niedoskonałości są widocznie zmniejszone, przysuszone i jaśniejsze. Przy regularnym stosowaniu widzę zdecydowanie mniej zaskórników otwartych na nosie. Nie zauważyłam, aby "zapychała" pory. Maska ujednolica również koloryt, jeśli borykacie się z zaczerwienieniami, jak ja (głównie policzki) to warto spróbować. Efekt po jednym zabiegu utrzymuje się kilka godzin (standardowo). Wadą może być fakt, że jeśli nie nałożymy kolejnych kroków pielęgnacji w ciągu max. 10 minut możemy odczuć wzmożone uczucie ściągnięcia skóry oraz troszkę nieprzyjemne wysuszenie. Nie jest to produkt nawilżający, dlatego staram się zawsze w max. 5 minut skórę stonizować, a następnie nałożyć serum i krem - wtedy zdecydowanie nie odczuwam tych negatywnych skutków.

Podsumowując maska Tołpy z serii Sebio bardzo mi się spodobała. Mimo, że nie do końca jest to produkt naturalny, to większość składu faktycznie jest sensowna i skuteczna, dopasowana idealnie do cery tłustej i zanieczyszczonej. Działanie zdecydowanie spełnia moje oczekiwania. Znacie produkty Tołpy?
The Secret Soap Store, Peeling do ciała Argan & Goats

The Secret Soap Store, Peeling do ciała Argan & Goats

Uwielbiam peelingi! Dzięki nim skóra jest nie tylko miękka i gładka, ale poprzez masaż także jędrniejsza i sprężysta. Używam scrubów regularnie jeden lub dwa razy w tygodniu, w zależności od aktualnej kondycji skóry i, szczerze pisząc, jest to jeden z moich ulubionych zabiegów. Mam nadzieję, że Wasz także :) Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam peeling marki The Secret Soap Store, który nie zostawia tłustej warstwy, a bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek oraz posiada genialną konsystencję, a jednak nie jest kosmetykiem dla każdego.


peeling-sss

Peeling do ciała The Secret Soap Store

Producent przekonuje, że peeling jest kosmetykiem regeneracyjnym i odżywczym. Zawiera certyfikowany olej arganowy (niewiele, już po kompozycji zapachowej...), proteiny mleka koziego (też niewiele), masło shea (które w ogóle nie jest wymienione w INCI! może zmienili formułę?) oraz olej sojowy (jeden z najtańszych olei, często GMO). Produkt ma być ratunkiem dla skóry suchej i wrażliwej. Zadaniem kryształków cukru oraz soli jest delikatny masaż i złuszczenie zrogowaciałego naskórka oraz pobudzenie mikrokrążenia. Olej arganowy oraz proteiny mleczne mają złagodzić podrażnienia, zadbać jednocześnie o elastyczność i gładkość skóry, ujędrniać, odmładzać oraz nawilżyć i zregenerować naszą skórę. Produkt podobno delikatnie natłuszcza i odbudowuje płaszcz lipidowy.

body-scrub-peeling

Skład (ze strony producenta, ponieważ nie mam pudełka): Sucrose (cukier, drobinki peelingujące), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy, tani emolient), Sodium Chloride (sól, peelinguje), Caprylic/Capric Triglyceride (bezpieczny emolient), Silica (krzemionka, naturalna, poprawia aplikację, ścierniwo), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów, emolient, wygładza, odżywia), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron, lekki emolient, wygładza, natłuszcza), Polysorbate 20 (emulgator, także substancja myjąca, może być zanieczyszczony dioksanem), Persea Gratissima (Avocado) Oil (olej awokado, tłusty emolient, natłuszcza i odżywia skórę), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia, cenny emolient), Parfum (kompozycja zapachowa), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy, cenny emolient, odżywia skórę), Goat Milk (mleko kozie, nawilża, odżywia i kondycjonuje skórę), Tocopheryl Acetate (wit. E, antyutleniacz, chroni oleje przez zjełczeniem), MIPA-Laureth Sulfate (silny detergent, jak SLS i SLES, może wysuszać wrażliwą skórę, może podrażniać uszkodzoną skórę i alergizować, powinny go unikać kobiety w ciąży, karmiące oraz dzieci), Laureth-4 (silny detergent, może być zanieczyszczony, może powodować stany zapalne, nie powinny go używać kobiety w ciąży ani dzieci), Cocamide DEA (kolejny detergent, max. stężenie w kosmetyku to 0,5%, niebezpieczna dla kobiet w ciąży i podejrzewana o działanie kancerogenne), Phenoxyethanol (konserwant, lepiej żeby unikały go kobiety w ciąży i karmiące), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (łagodny konserwant), Citronellol, Limonene, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool (wszystkie wymienione na końcu substancje to poszczególne składniki kompozycji zapachowej, mogą powodować alergię).

peeling z arganem

Nie jest to więc kosmetyk naturalny ani tym bardziej nadający się dla kobiet w ciąży, karmiących czy dzieci (zresztą dzieci nie trzeba peelingować). Zawiera kilka niepewnych substancji, na szczęście pod koniec składu. Lepiej uważać na ten peeling, jeśli mamy wrażliwą, uszkodzoną lub podrażnioną skórę, ponieważ może nasilić przykre objawy. Jedynie osoby ze zdrową skórą mogą sobie pozwolić na jego stosowanie. Dodatkowo w produkcie są widoczne liczne drobinki brokatu, którego nie widać w składzie... Dodam, że opakowanie 200 ml kosztuje w standardowej cenie 59,99 zł.

konsystencja-peelingu

Konsystencja peelingu jest przegenialna! Dzięki temu, że jest bardzo miękka, produkt przyjemnie się nabiera i rozsmarowuje na skórze. Wyraźnie wyczuwalne są liczne drobinki, a jak widzieliście w składzie jest to scrub cukrowo-solny, dodatkowo wzbogacony także krzemionką, która również posiada właściwości ścierne oraz dodatkowo poprawiające lepkość. Wyraźnie widać mieniące się srebrem, liczne drobinki brokatu, które mi osobiście się nie podobają. Żółty kolor także zastanawia, ponieważ w INCI nie ma żadnego barwnika, być może jest to naturalny kolor, ale pewności nie ma (brokat też nie jest wymieniony, a jednak widoczny w produkcie). Zapach jest śliczny, egzotyczny i owocowy, ale nie za mocny i nie utrzymuje się długo na skórze.

ilosc-drobinek-peelingujacych

Peeling Argan & Goats dobrze się trzyma skóry, jakby delikatnie się do niej przykleja i nie spływa. Dzięki temu wykonanie masażu jest łatwe, nie trzeba się spieszyć ani niczego pilnować. Podczas masowania peeling zmienia barwę na białą (podobnie jak podczas demakijażu olejkiem z emulgatorem), dobrze się spłukuje, choć czasem pozostają pojedyncze drobinki. Brokat też się zmywa. Kryształki cukru i soli dokładnie złuszczają martwy naskórek, pozostawiając ciało gładkie, sprężyste, miękkie, ale nie nawilżone i nie natłuszczone! Skóra po zmyciu jest pozbawiona jakiejkolwiek warstwy, która świadczyłaby o pielęgnacji i wręcz błaga o balsam lub mleczko. Jest to po prostu peeling myjący, który pomoże pozbyć się martwego naskórka, ale nic poza tym.


Podsumowując nie napiszę, że jestem rozczarowana, ponieważ kosmetyk spełnia swoją podstawową funkcję: jest skutecznym, przyjemnym w użyciu scrubem do ciała. Ale nic więcej. Można go z powodzeniem używać także do masażu dłoni i stóp, ale absolutnie nie twarzy, ze względu na potencjalnie groźne składniki. Powinny go unikać kobiety w ciąży i karmiące. Czy jest to produkt wart 60 zł? Odpowiedź należy do Was.

Znacie kosmetyki marki The Secret Soap Store? Nie wiem dlaczego, ale kojarzą mi się trochę z Lushem, także mają dostępne produkty "na gałki" i składy z lekka udziwnione.
Ava, Koktajl młodości, Hydro Boost i Sebum Control pomaga tłustej cerze

Ava, Koktajl młodości, Hydro Boost i Sebum Control pomaga tłustej cerze

Bardzo lubię sera do twarzy. W okolicach trzydziestki warto wprowadzić do pielęgnacji mocniej skoncentrowane produkty, ponieważ często sam krem to już za mało. Osobiście stosuję sera od ok. 25 roku życia i na stałe wpisały się już w moje wieczorne rytuały. Koktajle młodości marki Ava są właśnie rodzajem serum, przynajmniej ja je tak traktuję i używam. Każdy koktajl skupiony jest na innym problemie skóry. Jestem posiadaczką dwóch sztuk, które najlepiej odpowiadają skórze tłustej lub mieszanej czyli wersji S.O.S. Sebum Control, która ma za zadanie regulować wydzielanie sebum oraz wersji Hydro Boost, ekspresowo nawilżającej. Do dyspozycji mamy jeszcze opcję Time Reverse, działającą odmładzająco oraz Lifting Pearl, napinającą skórę. Jak się spisały koktajle na cerze mieszanej w kierunku tłustej, jaką posiadają konsystencję oraz, co najważniejsze, składniki aktywne?


koktaj-nawilzajacy

"Moje" wersje koktajli kosztują ok. 25 zł/ 30ml, natomiast dwie pozostałe są droższe (ok. 35 zł). Wszystkie zapakowane zostały w kartoniki, wewnątrz których znajdziemy ciemne, szklane buteleczki z pipetką (kroplomierzem). Bardzo lubię takie opakowania, ponieważ wpływa to na ograniczenie dostępu światła do produktu, a co za tym idzie trwałość. Swoich koktajli nie trzymam w lodówce, stoją w łazience na półeczce.

serum-nawilzajace-do-twarzy

Składy: Koktajle zawierają dużo cennych składników aktywnych, ale i całą gamę konserwantów. Szczegółowy skład na zdjęciu.

Formuła Hydro Boost oparta jest o mieszankę wody, nawilżającej gliceryny oraz Propylene Glycol (m.in. ułatwia przeniknięcie innych substancji głębiej w skórę, może podrażniać, substancja synteteyczna). Dalej mamy m.in. betaglukan (bezpieczny antyoksydant, nawilża, regeneruje, zwiększa odporność skóry na alergeny), mocznik (silnie nawilża), alantoina (łagodzi podrażnienia, koi), kwas hialuronowy (nawilża, napina), glicyna (łagodzi, koi, nawilża), lizyna (nawilża, antyoksydant), kwas mlekowy (nawilża), glukoza (ogranicza odparowanie wody). Dalej kilka konserwantów, zagęstnik i chelator (wiąże metale ciężkie) oraz kompozycja zapachowa.

Formuła S.O.S. Sebum Control oparta jest o mieszankę wody, nawilżającej gliceryny oraz azeloglicynę (pochodna kwasu azelainowego, normalizuje wydzielanie sebum, działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, rozjaśniająco i nawilżająco). Dalej mamy m.in. cenny sok z aloesu (nawilża, koi, łagodzi), niacynamid (zwęża pory, ogranicza wydzielanie sebum, oczyszcza), panthenol (łagodzi podrażnienia), mocznik, glukozę, alantoina, lizyna, kwas mlekowy, konserwanty, zagęstnik i chelator, pod sam koniec olejek eteryczny z drzewka herbacianego (działa regulująco i antytrądzikowo, silnie antybakteryjny) i składnik kompozycji zapachowej.

sklady-koktajli-ava

Nawilżanie cery tłustej i mieszanej

Koktaj młodości nawilżający, teoretycznie przeznaczony jest do cery suchej, podrażnionej. Jednak większość cer wymaga nawilżania, te mieszane czy tłuste również. Bardzo często nadmierne wydzielanie sebum wynika właśnie z niedostatecznego nawilżenia, a czasem wręcz odwodnienia skóry. Skóra broni się przed tym próbując "oddzielić" się od wysuszającego środowiska właśnie warstwą sebum, ograniczyć odparowanie na zewnątrz. Dlatego często używając mocno matujących, szczególnie z dużą zawartością alkoholu, produktów jesteśmy zadowoleni jedynie przez krótki okres czasu. Po kilku dniach lub tygodniach skóra wydziela jeszcze więcej sebum i błędne koło się zamyka. O wiele skuteczniejsze jest nawilżanie cery, co sprawdziłam zresztą na sobie i co potwierdza wiele posiadaczek o podobnym problemach skórnych.


nawilzajacy-koktajl-ava

Ava, Koktajl Młodości, S.O.S. Sebum Control, Regulacja wydzielania sebum

Serum regulujące pachnie olejkiem z drzewka herbacianego. Choć zapach jest dość delikatny i jakby przytłumiony, nie każdemu się spodoba. Akurat mnie nie przeszkadza, znam zapach olejku 100% i też mnie nie przeraża. Na pocieszenie dodam, że aromat ten szybko się ulatnia i nie pozostaje na skórze.  Serum szybko się wchłania, nie tłuści, choć pozostawia na skórze leciutko błyszczącą powłoczkę, nie znika do całkowitego matu. Dlatego koktajl Sebum Control stosowałam tylko na noc, najczęściej metodą "na mokro" (czyli na wilgotną skórę np. od hydrolatu). Po ponad miesiącu stosowania zauważyłam bardzo delikatny wpływ na ograniczenie sebum, mam wrażenie, że dużo lepiej w tym zakresie zadziałała wersja Hydro Boost, którą stosowałam wcześniej. Na pewno wersja regulująca posiada świetnie skomponowany skład, który zwęża znacząco pory, dzięki czemu skóra wygląda na wygładzoną i młodszą. Działa także antybakteryjnie, dzięki czemu praktycznie nie wyskakują niespodzianki, a już posiadane znikają szybciej i bez śladu. Serum można z powodzeniem stosować nie tylko na całą twarz, ale i te partie ciała, na których mamy problem z wypryskami (np. dekolt, plecy, pośladki, łydki, a nawet skórę głowy). To sprawia, że produkt jest bardzo uniwersalny.

regulujace-sebum-serum

Ava, Koktajl młodości, Hydro Boost, Efekt ekspresowego nawilżenia

Nawilżające serum o przyjemnym, kwiatowym zapachu. Zapach jest raczej sztuczny i utrzymuje się dłuższą chwilę na skórze, ale umila aplikację. Kottajl Hydro Boost błyskawicznie się wchłania i już po kilku minutach wyraźnie wyczuwam lekkie napięcie skóry, poprawę nawilżenia i elastyczności. W składzie znajdziemy sporo substancji aktywnych o działaniu głęboko nawilżającym i kojącym. Produkt doskonale nadaje się zarówno na dzień pod makijaż, jak i na noc. Na dzień wklepuję je w skórę po uprzednim użyciu toniku, czasem na jeszcze wilgotną twarz, a czasem osuszoną - nie zauważyłam większej równicy. Następnie wklepuję krem z filtrem (mamy mnóstwo słońca obecnie) i dopiero robię makijaż. Można też spróbować nakładać na nie minerały, ponieważ nie zostawia tłustej warstwy, do której podkład sypki by się przyklejał, tworząc plamy. Mam wrażenie, że koktajl nawilżający wpływa pozytywnie na matowienie skóry, dłużej wygląda świeżo i promiennie w ciągu dnia. Oczywiście można go także nakładać na noc pod krem, wtedy zwykle stosuję metodę "na mokro". Odkąd używam tego serum moja cera znacząco się poprawiła, mniej się błyszczy, wreszcie zaczyna być uregulowana. Prawie zużyłam już całe opakowanie, tak je lubię :)

koktajle-mlodosci-konsystencja

Konsystencja obu produktów jest gość lejąca, delikatnie żelowa, trochę spływająca ze skóry. Na szczęście używa się jedynie kilka kropel, które wklepuje się w twarz, szyję i ewentualnie dekolt, a następnie delikatnie wmasowuje okrężnymi ruchami. Dzięki swojej lekkości koktajle szybko wnikają w skórę i nie pozostawiają tłustej powłoki. Oba produkty są niesamowicie wydajne. Wystarczają na kilka miesięcy, w zależności od tego, jak często po nie sięgamy. Mnie nie podrażniły ani nie uczuliły.

nawilzajace-regulujace-serum


Podsumowując znalazłam kolejne serum marki AVA, które niesamowicie polubiłam. Do Hydro Boost na pewno wrócę, tym bardziej, że 25 zł to cena zachęcająca (u mnie są w Hebe). Dodajmy do tego serię Eco Linea, w której jestem zakochana po uszy (genialne, naturalne składy!) oraz serum z wit. C, do którego często wracam, a wyjdzie nam, ża marka ma wiele do zaoferowania.

Znacie kosmetyki AVA? Co polecacie jeszcze do wypróbowania?
Beauty by Bloggers, Pierwsze warsztaty dla blogerów

Beauty by Bloggers, Pierwsze warsztaty dla blogerów

Spotkania i konferencje blogerskie

W ostatnich latach powstało mnóstwo świetnych inicjatyw dedykowanych blogerom. Nie zgłaszam się jednak za często na spotkania blogerskie (właściwie przez 4 lata blogowania byłam tylko na dwóch, w tym jednym nietypowym, bo połączonym z ogólnodostępnymi panelami, a drugim własnym, naturalnym). Jeżdżę natomiast na konferencje, szczególnie Meet Beauty (dla blogerów kosmetycznych) oraz od 2017r. na See Bloggers. Robię to, aby się czegoś nowego nauczyć, poznać nowości kosmetyczne oraz poznać innych blogerów/vlogerów - to trzy najważniejsze dla mnie sprawy. Wszystkie te gratisy, gifty, dary losu, o których niektórzy lubią złośliwie plotkować, są dla mnie jedynie miłym dodatkiem, ale mniej istotnym. Kto mnie zna ten doskonale wie, że na co dzień normalnie pracuję, blog jest moim hobby. Większość opisywanych kosmetyków normalnie kupuję za swoje pieniądze, a nawet jeśli współpracuję, moje opinie są takie same, jakbym kosmetyk kupiła sama - dla mnie najważniejsza jest szczerość i uczciwość recenzji! Dlatego też, jak tylko zobaczyłam, że Ania z bloga Kolorowy Kraj wraz z marką Paul Mitchell organizuje pierwsze warsztaty dla blogerów wiedziałam, że się zgłoszę. To jest właśnie inicjatywa, która mnie przekonuje. Tak właśnie w niedzielę 13 maja wylądowałam w Hotelu Sound Garden w Warszawie. A co tam robiłam?



Warsztaty paznokciowe

Pierwsze warsztaty poprowadziły bardzo sympatyczne osoby reprezentujące Chiodo Pro, markę lakierów hybrydowych. Na przygotowanych stanowiskach miałyśmy do dyspozycji lampy, różne kolory lakierów, w tym z kolekcji Edyty Górniak, bazę, top, pędzelki do zdobień - słowem wszystko, aby się uczyć zdobień. Ćwiczyłyśmy typowo letnie wzory: palmy na tle zachodzącego słońca, ombre i eteryczne kwiaty. Fajnie, że mogłyśmy zobaczyć krok po kroku jak wykonać poszczególne zdobienia, spróbować same, podpytać. Nie powiem, nauczyłam się nowej techniki rozmywania topem, więc jestem bardzo zadowolona :) Na koniec dostałyśmy po dwa lakiery, bazę oraz top, który nie wymaga przemywania cleanerem (jest genialny! pięknie błyszczy przez całe dwa tygodnie), a także krem do rąk. Świetne warsztaty, a hybrydy jak wiecie lubię i robię od lat!



Warsztaty makijażowe

Po krótkiej przerwie przyszedł czas na make up. Warsztaty poprowadziła ekipa Paese. Doskonale znam pudry do twarzy tej marki, natomiast nie miałam do tej pory styczności z innymi kosmetykami. Paese oferuje kilka perełek np. korektor pod oczy (idealny też do cut crease), cienie, pomadki, niesamowite wręcz pigmenty! Oczywiście każda z nas miała już na sobie makijaż, więc malowałyśmy face chart. To był mój pierwszy raz z kolorowaniem "kartki" i powiem Wam, że to wcale nie jest proste! Trudno się blenduje, tłustsze kosmetyki robią plamy, przyklejają się i wyglądają nieestetycznie. Zdecydowanie wolę malować skórę ;) Dodatkowo mogłyśmy sprawdzić każdy kosmetyk marki, zobaczyć jak komponuje się odcień na naszej skórze. Bardzo podobało mi się także, że poznałyśmy kilka tricków makijażowych, m.in. jak użyć jednego kosmetyku do makijażu kilku części twarzy (np.brzoskwiniowa pomadka na usta, powiekę, a nawet policzki). Każda z nas dostała paczuszkę z cieniami, pomadkami oraz pudrem, a także jeszcze jeden face chart do ćwiczeń w domu ;)



Warsztaty włosowe

Po kolejnej przerwie na warsztatach rządził stylista gwiazd Łukasz Urbański, którego możecie kojarzyć m.in. z programu "Druga twarz". Zdradził nam kilka tricków na fryzury, jak np. to, że aby fryzura dobrze się trzymała należy najpierw wetrzeć we włosy tonę lakieru, suchego szamponu i co tam jeszcze macie pod ręką, aby włosy nie były śliskie i gładkie. Osobiście nie lubię mieć brudnych włosów, więc podziwiałam zmagania koleżanek blogerek, plecenie warkoczy oraz często bardzo pomysłowe fryzury Łukasza. Mogłyśmy też poznać kosmetyki marki Paul Mitchell, tym bardziej, że dostałyśmy zestaw do pielęgnacji (szampon oraz odżywkę), a także miniaturki lakieru i suchego szamponu.



Pomysły na fryzury były dość szalone i wakacyjne. Zdecydowanie prym wiodły warkocze i warkoczyki, wysokie upięcia i... wsuwki. Zwłaszcza kolorowe i w dużych ilościach, które same w sobie miały być ozdobą. Oczywiście jak ze wszystkim - jednym się podoba, innym nie, ale na pewno zwraca uwagę i zaskakuje, a to chyba też jest efekt wart zachodu ;)

Atmosfera na warsztatach była bardzo luźna, wesoła, spontaniczna. Nie czuło się żadnego napięcia, a w takim klimacie o wiele łatwiej się uczyć, eksperymentować i gadać z innymi blogerkami. Jak zawsze cudownie było spotkać wiele znajomych twarzy jak Dianę (na zdjęciu obok), a także poznać w realu te, które już znałam on-line: na zdjęciu poniżej z lewej: Magda (racjapielegnacja.pl) oraz Natalia (subiektywnepiekno.pl). Na ostatnim zdjęciu znów Diana (chanceleee.pl), Sylwia (czerwonousta.pl), Wiola (niewyparzonapudernica.pl), Sylwia (czokomorena.pl) oraz Agnieszka (agnieszka-jozwowska.pl).


Świetnie się bawiłam i jest to kolejna inicjatywa, w której wzięłam udział z czystą przyjemnością. Możliwość nauczenia się czegoś nowego, zwłaszcza, że wszystkie tematy są jak najbardziej w moich (i Waszych) zainteresowaniach sprawia, że chętnie wybrałabym się także na drugą edycję. Niestety mnie nie będzie, ale może Wy macie ochotę? Druga edycja już 7 lipca w Katowicach! Wystarczy do 6.06 wysłać maila pt. "BbB Katowice 2018" na beautybybloggers@gmail.com z linkami do bloga/YT, FB i IG, średniomiesięczny zasięg oraz krótkie uzasadnienie dlaczego chcesz wziąć udział. Powodzenia, bo warto!