Nature of Woman 2 - druga edycja spotkania blogerek naturalnych w Warszawie

Nature of Woman 2 - druga edycja spotkania blogerek naturalnych w Warszawie

Nature of Woman 2 w Warszawie


23 lutego 2019 roku odbyło się drugie spotkanie pod nazwą Nature of Woman, które miałam przyjemność zorganizować wspólnie z Anastazją, autorką bloga Stazyjka. W pewną chłodną sobotę 13 blogerek, 1 instagramerka i 1 vlogerka zebrały się w klimatycznej kawiarni Relax na Wilczej (Wilcza 17), w samym centrum Warszawy, aby wymienić się opiniami, ale także zrobić kosmetyki DIY, poznać naturalne nowości i miło spędzić czas. Co dokładnie robiłyśmy? O tym poniżej.




Relax na Wilczej

Spotkanie rozpoczęła niespodzianka od kawiarni w postaci degustacji kaw premium. Michał, manager kawiarni, osobiście opowiedział czym się różnią ich kawy od tych sklepowych. Czym mianowicie? Kawiarnia zna każdy element "produkcji" od ziarna, przez uprawę, aż po transport i sposób palenia, mielenia i parzenia kawy - trzyma pieczę nad każdym z tych elementów. Wszystko to ma wpływ na jakość końcowego naparu, a także na jego smak. Smak takich kaw trochę się różni od tego, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Przede wszystkim czarna kawa jest... kwaskowata. Nie każdemu to odpowiada, to normalne, jednak w połączeniu z mlekiem zupełnie nie czuć tej kwasowości, a jedynie piękny aromat i łagodny, często z owocową nutą, smak.

 foto od Czokomorena


Różowa czekolada

Deser został przyrządzony specjalnie dla nas z... różowej czekolady. Różowa czekolada jest rarytasem i ciekawostką. Robi się ją z najprawdziwszych ziaren rubinowego kakowca i jest w 100% produktem naturalnym. Obecnie jest pełnoprawną odmianą czekolady obok znanych nam gorzkiej, mlecznej i białej :) Różowa czekolada w smaku jest owocowa, dość łatwo pomylić ją z truskawkową, jagodową lub malinową, także ze względu na kolor. Posiada jednak dość charakterystyczny aromat, no i cieszy oczy. Osobiście bardzo mi smakowała!

 foto od Czokomorena

Kosmetyki diy

Po kawie i deserze wypadało wziąć się do roboty :) Postawiłyśmy na proste kosmetyki DIY. Przygotowałam dla dziewczyn luźne przepisy i specjalnie zadbałam o bezpieczne, sprawdzone półprodukty marki Natura Receptura. Chodziło o pokazanie, że proste kosmetyki możemy zrobić w domu same, a przy tym dobrze się bawić. W "menu" był peeling kawowy (w końcu czego jak czego, ale fusów po kawie miałyśmy pod dostatkiem w kawiarni), serum olejowe lub dwufazowe do wyboru, a także niespodzianka - naturalne perfumy lub zapach do samochodu czy szafy. Mam nadzieję, że dziewczyny świetnie się bawiły podczas odmierzania i kombinowania, a stworzone kosmetyki się sprawdzą. Moim tajnym celem było też zachęcenie do eksperymentów w domu, bo jak wiecie sporo kosmetyków robię sama i bardzo to lubię :)


Nowości Felicea

Następnie odwiedziła nas Ania, właścicielka marki Felicea - naturalnych, polskich kosmetyków do makijażu. Ania ciekawie opowiada o badaniach i próbach, jakie muszą przejść kosmetyki przed dopuszczeniem do obrotu. Każda z nas została obdarowana absolutną nowością, czyli maskarą do rzęs. Mascara Felicea dostępna jest w dwóch wariantach: ze szczoteczką silikonową oraz klasyczną. Ja zdecydowanie wolę te klasyczne, ponieważ lepiej rozdziela moje rzadkie, krótkie rzęsy. Ania zdradziła nam także, że jeszcze w tym roku będzie miała premierę kolejna nowość, czyli podkład płynny Felicea! Nie mogę się doczekać, na rynku wciąż mamy niewiele płynnych, naturalnych podkładów, więc znajdzie się miejsce dla kolejnego!

foto od Czokomorena


Pyszne, ręcznie robione krówki, "kulki mocy" oraz ciasteczka w kawiarni Relax na Wilczej w Warszawie:

 foto od Czokomorena

Licytacja charytatywna

To nie był koniec atrakcji. Po zdrowym posiłku i kawie przyszedł czas na licytację charytatywną. Anastazja wybrała szczytny cel, pomoc małej Alisi, która potrzebuje operacji stópek. Jeśli chcielibyście wesprzeć zbiórkę wystarczy kliknąć w link - myślę, że każda, nawet niewielka, suma przybliża dziewczynkę do celu. Wielu sponsorów dołożyło się do licytacji, a także my same przyniosłyśmy lub zrobiłyśmy kosmetyki specjalnie na ten cel. Zebrałyśmy łącznie 463 zł!


Uczestniczki Nature of Woman 2

Oprócz organizatorek w spotkaniu udział wzięły:
Diana z Naturale (blog i gabinet), Magda z bloga PrzyjemnezPożytecznym, Ola z Instagrama Ja_ola, Paulinka z You Tube OrganicMakeup, Małgosia z bloga  BlondHairAffair, Kamila z bloga MyLovelyFuchsia, Ula z bloga KosmetycznyŚwiatUli, Justynka z bloga NaturalneBlogowanie, Magda z bloga TakieMojeOderwanie, Karolina z bloga MintOnMars, Marysia z bloga MarysiaDaily, Sylwia z bloga Czokomorena oraz Emilka z bloga UrodaWedługBlondynki.

foto od Czokomorena

Sponsorzy Nature of Woman

Spotkanie trwało ok. 6 godzin, a czas zleciał nam błyskawicznie. Osobiście świetnie się bawiłam i to pomimo pewnych obowiązków jako organizator ;) Nature of Woman jest dla mnie szczególnym wydarzeniem, ponieważ jest czymś zdecydowanie więcej niż spotkanie koleżanek przy kawie i sposobem na zgarnięcie "giftów". Osobiście dbamy z Anastazją o dobór odpowiednich sponsorów, stawiamy na kilka sprawdzonych i polecanych marek - nie na ilość, ale jakość produktów. Drugą edycję wsparły marki:


Celina ekologiczna - polski producent naturalnej sody do prania. Od spotkania zrobiłam już cztery prania sodą i jestem autentycznie zachwycona! Pranie przyjemnie, świeżo, ale delikatnie pachnie i jest niesamowicie wręcz miękkie!

--> UWAGA! Do końca marca 2019 możecie zrobić zakupy ze zniżką 20% z kodem "Cosmeticosmos" - naprawdę zachęcam do wypróbowania <--


Sansin Organic - nowość na polskim rynku, organiczne płyny do prania. Niedługo będzie je można kupić w jednej z sieci drogerii  póki co nie wiemy, w której, więc warto obserwować markę na IG.


Felicea - polskie naturalne kosmetyki do makijażu. W ofercie m.in. tusz (nowość), cienie, kredki, pudry, pomadki. Teraz (na początku marca) dostępna jest promocja, w której kupując dowolną pomadkę dostajecie gratis konturówkę do ust o odpowiednim odcieniu! Kosmetyki nie są drogie i mają bardzo przyjazne składy.

Ekozuzu.pl w ofercie posiada ogromny asortyment włoskiej marki pielęgnacyjnej Bema Cosmetici (krem do cery tłustej to hit! A krem do rąk to oficjalnie najlepszy produkt do dłoni, jaki w życiu miałam!) oraz naturalne kosmetyki do makijażu Couleur Caramel (świetny fluid, o którym pisałam recenzję na blogu).


Maroko Sklep znam od dłuższego czasu, ponieważ kupuję tam glinki i hydrolaty. Ceny są bardzo przystępne, często zdarzają się promocje :) Oprócz tego dostępny jest spory asortyment gotowych kosmetyków, a także ręcznie wykonanej ceramiki.

Green Anna to kosmetyki robione ręcznie i z pasją. Obecnie możemy kupić dwa produkty: krem do twarzy oraz mus oczyszczający. 


Equilibra słynie szczególnie z serii aloesowej, za którą otrzymała nawet nagrodę Najlepszy produkt 2019 roku. Seria znana jest od dawna, osobiście bardzo lubię aloesowy żel tej marki.

White Flower - kosmetyki dostępne w Rossmannie. Receptury oparte zostały o sól lub błoto z Morza Martwego. Osobiście bardzo lubię błoto, które stosuję nawet jako maseczkę na twarz.

Poniżej moje "zdobycze" z wymianki z dziewczynami, choć zabrakło kremu na dzień Duetus od Justynki. Książki wylicytowałam na licytacji charytatywnej, a przekazała je Madzia z bloga Przyjemnezpożytecznym (od Madzi też mydełko i jeszcze jedna książka o warzywach, której zabrakło na zdjęciu :) Poza tym mam tu proszek do zębów z węglem aktywnym od Paulinki (już używałam, świetnie oczyszcza!), odlewkę pomarańczowego eliksiru Mokosh od Justynki (bosko pachnie!), algową maseczkę Nacomi od Uli, maseczkę oraz słynny puder Laura Mercier od Anastazji. Puder faktycznie fajny, drobniutki, pięknie ukrywa pory. Bardzo dziękuję dziewczynom za miło spędzony dzień i pozostaje nam tylko wziąć się za organizację trzeciej edycji :)  

Jak zwiększyć zasięg na Instagramie, hasztagi, boty i inne sekrety IG

Jak zwiększyć zasięg na Instagramie, hasztagi, boty i inne sekrety IG

Uwielbiam Instagram! Wiem, nieźle się zaczyna, piszę jak jakiś świrus, ale taka jest prawda :D Zaglądam na IG kilka(dziesiąt) razy dziennie, przeglądam stories w drodze do pracy, wracając przygotowuję opis do zdjęć, zaglądam do Was, komentuję, serduszkuję, bo.. lubię! Uwielbiam też robić zdjęcia, to przez IG kupiłam aparat i zaczęłam kombinować z fotografią, choć do perfekcji mi daleko i często nie jestem zadowolona z efektu to powolutku widać progres (hope so!). IG szczególnie cenię za szybki, łatwy kontakt z innymi ludźmi, dla mnie Facebook przeszedł do lamusa (sorry - tam zaglądam głównie na grupy tematyczne i do znajomych, ponieważ scrolując tablicę dostaję oczopląsu od reklam i innych bzdur, które algorytm FB JAKIMŚ CUDEM  uznał za interesujące dla mnie - rzadko trafia, więc po 5 minutach uciekam z wrzaskiem, takim w myślach ofc). Ten post będzie luźną pogadanką i tak też go potraktujcie, ponieważ nie jestem żadnym SOCIAL MEDIA NINJA :D, a jedynie jednym z wielu użytkowników IG, może tylko trochę bardziej lubiącym testować różne rozwiązania na swoim koncie. 


Moje skromne "kontko" jest tutaj: https://www.instagram.com/cosmeticosmos/ - serdecznie Was zapraszam, tam najszybciej się ze mną skontaktujecie ;)


Co to są hasztagi?

Tak, tak, już widzę Wasze miny - jak to co? No przecież każdy ogarnia nie? No właśnie nie! Sama się ostatnio przekonałam kilka razy, że wiele osób nie wie po co są te "znaczki" i jak z nich korzystać. Nie ma w tym nic złego! Nie da się interesować wszystkim.
Hasztag to nic innego jak słowo lub wyrażenie poprzedzone znacznikiem # (kratka, płotek, hash) ułatwiające grupowanie i znalezienie elementów np. zdjęć na Insta. Wpisując w wyszukiwarkę IG interesujące nas zagadnienie znajdziemy setki, tysiące, miliony zdjęć odpowiadające danemu hasłu. Genialne i bardzo pomocne!

Źródło Pixabay

Jak utworzyć hasztag?

Prawidłowy hasztag to cały ciąg bez spacji (o czym, o dziwo, wiele osób zapomina):
PRAWIDŁOWY
#iloveinsta #i_love_insta #ferie2019
NIEPRAWIDŁOWY
#ilove insta (tu hasztagiem byłoby samo #ilove, zresztą Insta po publikacji podkreśla hasze na niebiesko, więc łatwo się zorientować).

UWAGA wyrażenia w # można różnie zapisywać, np. jednym ciągiem (#pocosahasztagi), z polskimi znakami lub bez (#językpolski) lub z przerywnikami typu "_" (#post_na_blogu), do hasztagu można dodać też emotikon (nie wiem po co, ale można :D, np. #kawa☕).

Pod każdym zdjęciem możemy dodać max. 30 hasztagów i lepiej tego nie robić w komentarzu (bo IG ich nie wyszukuje, więc nie ma to sensu, choć z tym też bywa różnie - nie wiem od czego to zależy, to wie tylko algorytm IG).

UWAGA! Istnieją również hasztagi zakazane, które powodują obcięcie zasięgu zdjęcia, ponieważ algorytm uzna je za potencjalnie sprzeczne z regulaminem. Są to przede wszystkim # oznaczające nagość, rasizm, przemoc, ale także niewinne #books (książki) czy #easter (Wielkanoc), #beautyblogger, #valentinesday, #teen i wiele, wiele innych, na które BYM W ŻYCIU NIE WPADŁA (iiiii tu znowu UWAGA, że nie ma oficjalnej listy zakazanych #, wszystkie te krążące po internetach zostały stworzone przez użytkowników na podstawie obserwacji, fajnie nie?).

Zapraszam Was też na post o shadowbanie na IG, choć podkreślam, że oficjalnie coś takiego nie istnieje, ale jest tam wiele cennych wskazówek m.in. na temat ZAKAZANYCH HASZTAGÓW 

Gdzie tworzyć hasztagi?

Oczywiście pod postami na IG, ale także na STORIES (zwiększają zasięg naszych stories, jeśli nasza fotka "wpadnie" w polecane), można również pod postami, filmami na FB (ale tam są dużo mniej popularne), na Twitterze (nie mam tam konta). Hasztagi są bardzo popularne również na różnych forach i w grupach na FB, ponieważ ułatwiają znalezienie interesujących nas kwestii (nie ma nic bardziej irytującego dla członków grupy, gdy "ktoś nowy" zadaje setny raz to samo pytanie, podczas gdy odpowiedzi tylko czekają na znalezienie i przeczytanie ;)


Jak tworzyć hasztagi, żeby zwiększyć zasięg?

Ciekawe ile osób przeskrolowało post, żeby przeczytać tylko tą część :D Tymczasem dla niektórych z Was nie będzie tu nic odkrywczego, tylko kilka podstawowych zasad - resztę musicie ZROBIĆ SAMI. Nie ma drogi na skróty ;)

  1. Zadbajmy o to, żeby nasze # były krótkie, nieskomplikowane, ale sensowne I POPRAWNIE NAPISANE - podpieramy się zasięgiem danego hasztagu, który łatwo sprawdzić wpisując go pod lupką (angielskie hasze mają zwykle dużo większy zasięg niż polskie, przykładem jest kawa/coffee na zdjęciu wyżej). Tylko i wyłącznie z mojego doświadczenia i rozmów z innymi użytkownikami apki wynika, że przy koncie 2-3000 obserwujących nie warto celować w same wielomilionowe hasztagi. Szansa, że IG nas tam wysoko umieści i podniesie zasięg są niewielkie. Lepiej celować gdzieś pomiędzy 1 000 (dla bardzo niszowego tematu) a 1 500 000 (to nie są żadne oficjalne widełki, żeby była jasność, tylko moje doświadczenia). Dlaczego? Wtedy są spore szanse, że będziemy w pierwszych kilku zdjęciach (czyli wysoko) po wyszukaniu określonego #, a to zwiększa możliwość dotarcia nowych użytkowników do nas.
  2. Nie kłamiemy w hasztagach! Ile razy widziałam zdjęcie psa w popularnych # makijażowych! To się nie opłaca, użytkownicy mogą zgłaszać takie zdjęcia, IG może uciąć zasięg lub nawet usunąć konto. Kłamstwo nie popłaca, ale warto szukać różnych pokrewnych pojęć opisujących zdjęcie. Wykażcie się kreatywnością! Kawa to nie tylko #kawa #coffee ale także #coffeetime #relax #filizanka #porcelana itp. (to tylko przykład!)
  3. Osobiście lubię używać mieszanki polskich i angielskich hasztagów. Dlaczego? Nie chodzi o to, że są bardziej popularne, tylko, że sama również bardzo często szukam inspiracji w angielskich #! Wiem, że mnóstwo ludzi tak robi, świat jest angielskojęzyczny! Jeśli piszę np. o włoskich kosmetykach staram się też wyszukać 2-3 włoskie hasztagi. Jeśli jestem w podróży dodaję info o lokalizacji, bo sama często szukam inspiracji do wycieczek na IG!
  4. Nie używamy zakazanych hasztagów (o tym wyżej + podlinkowany poprzedni post). Dodam, że przez tylko jeden nieuważny # zbanowane zostanie całe zdjęcie i to bardzo możliwe, że pod wszystkimi pozostałymi haszami również. 
  5. Podobno* w ciągu pierwszych 24h od dodania zdjęcia lepiej nie edytować opisu, ponieważ IG obetnie zasięg. Niby tylko podobno, ale u mnie edytowane niedługo po dodaniu fotki bardzo słabo się potem "pokazały", więc unikam edycji. Za to po kilku dniach nie ma to już najmniejszego znaczenia, przynajmniej u mnie - zdarza się, że pousuwam jakieś hasztagi spod starych zdjęć, dodam nowe, zmienię opis i czasem nawet zasięg dość mocno się zwiększy.
  6. Bądźmy aktywni! Podpatrujmy jakich # używają inni, podglądajmy swoje ulubione konta na IG, można zapisywać pomysły, sprawdzać zasięgi, kombinować. Tylko próbowanie może coś dać, ponieważ IG każde konto traktuje... inaczej! Na pewno pokazuje inne treści mnie, a inne Wam, a jeszcze inne koleżance. Tak samo jest z każdym kontem - jednym jest pokazywane, wręcz podkładane pod nos, a innym nie.
  7. Miksuję różnej wielkości hasztagi i u mnie to się sprawdza. Duże i małe, polskie i angielskie, lokalizacja, opis, coś zabawnego - użyjcie wyobraźni, byle by pasowało do zdjęcia.
  8. Możecie stworzyć własny hasztag, ja mam  #cosmeticosmos i był czas, gdy używałam go do każdego zdjęcia, aż przestałam. Właściwie równie dobrze można wejść na moje konto i pooglądać te same fotki, więc dla mnie bez sensu. ALE JEŚLI zmotywujecie innych użytkowników do używania Waszego # to kto wie, co z tego wyniknie ;)
  9. Nie używamy ciągle tych samych hasztagów! Rutyna zabija każdy związek i IG dobrze o tym wie, ale to nie znaczy, że masz zmyślać. Jest tyle możliwych kombinacji opisania tego samego zdjęcia, że trzeba próbować nowych rozwiązań. Zostaw sobie kilka stałych #, a resztę zmieniaj do woli i sprawdzaj czy to coś daje.
  10. Podobno* najlepiej dodawać max 20 hasztagów - ostatnio często powtarzane info, oczywiście w żaden sposób niepotwierdzone. Warto kombinować nie tylko z jakością znaczników, ale i ich ilością. Od siebie dodam, że zwykle tworzę ok. 23 hasztagi, bo lubię tą liczbę, a tam gdzie mam ich niewiele (5-10) jest bardzo słaby zasięg.
  11. Chodzą słuchy (i to potwierdza wielu użytkowników), że IG lubi, gdy opis robimy na bieżąco! Co z tego, że możesz sobie zapisać gotowe foto w roboczych (co u mnie ostatnio nie działa, zdjęcia stamtąd znikają, jakiś błąd apki?) lub ładnie ułożyć treść w notatniku, jak potem IG nie będzie chciał pokazać "wklejonego" tekstu. Być może nie u wszystkich tak jest, ale warto sprawdzić.
  12. IG chyba lubi porządek, bo gdy tylko dodam "nagle" inne zdjęcie niż kosmetyki zasięg jest niski, dużo niższy niż zwykle. Dlatego nie wiem jak połączyć to z wszechobecną "dobrą radą", aby używać różnorodnych znaczników, jeszcze nie rozgryzłam do końca tego zagadnienia.
  13. Wyciągamy wnioski i sprawdzamy rezultaty. Na niektórych kontach jest już testowana opcja w statystykach (na kontach biznesowych), która pokazuje ile zasięgu przyniósł konkretny hasztag. Bajka! Niestety u mnie nie jest aktywna, więc po dobie sama wchodzę na poszczególne # spod ostatnich zdjęć (jak mam czas) i sprawdzam czy moja fotka jest gdzieś wysoko, a jeśli tak, staram się go zapamiętać (w wersji dla mniej leniwych tfuu zabieganych :D można zapisywać) i potem używam do innych zdjęć (UWAGA, ale nie do każdego kolejnego).
  14. Sprawdzajmy powiązane hasztagi! To skarbnica pomysłów, choć przyznam, że sama o tym często zapominam (na screenie #kawa widać, w którym miejscu ich szukać). 
  15. Jeśli lubicie długie opisy lepiej nie wplatajcie # w treść - to irytuje! Raz czarne, raz niebieskie, nie wiadomo jakie odstępy pomiędzy słowami, to naprawdę nie jest wygodne! Przy krótkich opisach nie razi (jedno zdanie).
  16. Inspiracji możemy też szukać w podobnych zdjęciach - przykładowo klikając zdjęcie spod #kawa (takie, które nam się podoba) i czytając jak jeszcze zostało oznaczone. Niby proste, niby oczywiste, a mało komu się chce - choć warto ;)
  17. Dodatkowo: róbcie stories!, odpowiadajcie na interesujące Was stories u innych osób, komentujcie, lajkujcie ciekawe dla Was treści, rozmawiajcie priv, klikajcie w ankiety, żyjcie zamiast biernie przesuwać kciukiem - INSTA LUBI INTERAKCJE! Łączy ludzi i wtedy szybciej pokaże Wasze zdjęcia tej osobie, z którą macie relację (i vice versa). Oczywiście nie lajkujcie jak leci, bo to SPAM - tego nikt nie lubi, ale jeśli coś przykuło uwagę dajcie znać o tym autorowi - nie tylko pokażecie IG, że TAK, TE TREŚCI MNIE INTERERE, ale również zmotywujecie prawdziwego, realnego człowieka do działania! Tak jak mnie to napisania posta zmotywowała Ania z profilu Kosmotesty :* Przecież o to tak naprawdę chodzi, o ludzi, którzy siedzą po drugiej stronie ekranu swojego smartfona, szukając na IG motywacji, relaksu, inspiracji. A że ludzi interesują różne treści dla każdego znajdzie się tam miejsce :)
Prawda jest jednak taka, że z hasztagami trzeba "trafić". Podam Wam przykład z mojego IG wraz z opisem.

Poniższe zdjęcie paznokci jest jednym z lepszych zasięgowo na moim IG (nie wiem czy to duży czy mały zasięg, porównuję tylko do moich innych zdjęć!). Tematyka (paznokcie) jest zgodna z ogólną tematyką #beauty, która przeważa na moim koncie. Zdjęcie opublikowałam w niedzielę po południu, w dzień wolny od pracy, po dwóch dniach od publikacji poprzedniej fotki, ale w międzyczasie dodawałam stories i ogólnie "żyłam" na IG. Hasztagi były tylko paznokciowe, bo tu trudno byłoby dodać inne. Było dokładnie 23 hasze, głównie angielskie, kilka polskich. Zdjęcie już w pierwszej godzinie zdobyło chyba z 300 serduszek, kilka komentarzy i sporo zapisów, potem już tylko zasięg rósł. Jak widać z profilu mam bardzo mało wejść, za to z # 14 000 wyświetleń, ze strony głównej 1400. W wielu hasztagach znalazło się w "najpopularniejszych" u góry :)


Poniższe zdjęcie dodałam "od czapy", w Boże Narodzenie, po 4 dniowym całkowitym detoksie od Social Media (przez 4 dni byłam może ze dwa razy przez 5 minut), zrobione na szybko i właściwie nie wiadomo co na nim jest (ważna była dla mnie treść). W Święta zawsze mam niższe zasięgi, ludzie zajmują się innymi sprawami, a poza tym to zdjęcie zupełnie nie pasuje do mojego profilu, nawet kolorystyka mnie "razi". Było dodane całkowicie spontanicznie i nieprzemyślane, miało tylko 12 hasztagów, głównie o zimie, śniegu i mieście Lublin, gdzie zostało zrobione. Iiii... prawie nic się nie działo przez kilka pierwszych dni, powolutku rosło po Świętach. Nie znalazło się W ŻADNYM z hasztagów w polecanych, zwyczajnie użyłam zbyt rozbieżnych i za "dużych" (tak uważam). Taka to historia :D WNIOSKI WYCIĄGNIJCIE SAMI :)




Lokalizacja na Instagramie

Warto do zdjęcia dodać też lokalizację (miasto, knajpkę), która również jest pewnego rodzaju znacznikiem ułatwiającym znalezienie naszych fotek przez innych użytkowników.

Boty co to jest, po co i dlaczego mnie denerwuje?

Bot to narzędzie (program), który wykonuje określone z góry czynności zaprogramowane przez człowieka. Niektóre boty są spoko, przykładowo te informujące o zmianie pogody, korkach lub te, z którymi obecnie możemy przeprowadzić krótkie rozmowy na Messengerze (chatboty np. polecające link lub zachęcające do zakupu). Niestety bot to tylko "głupi" program, który musimy nakierować na jakieś działanie, a to działanie CZĘSTO bywa nietrafione.
Ostatnio na Instagramie obserwujemy wręcz wysyp botów, mających na celu zdobycie nowych obserwujących. Co w tym złego zapytacie? Normalna sprawa, że ludzie chcą się wybić, zostać zauważonym prawda? W zasadzie tak, wszystko jest dla ludzi (nie oceniam), ale do czasu, aż zacznie DENERWOWAĆ REALNYCH UŻYTKOWNIKÓW aplikacji. A zaczyna denerwować ponieważ:
1. Boty można ustawić na zabawę pod tytułem follow-unfollow. Na czym to polega? Proste! Ustawia się program, żeby obserwował określone konta na IG (na przykład interesujące się sferą beauty lub motoryzacją) i czeka. Nie trzeba (oprócz opłacenia bota ofc ;)) kiwnąć nawet paluszkiem, program sam polubi, a po kilku dniach "odlubi" dowolną, ustawioną liczbę kont. Po co? Jest duża szansa, że po takim follow ktoś polubi botujące konto w odwecie, zainteresowany treściami lub przez stare poczciwe poczucie "docenienia przez większe" konto. Dla jednych to normalna praktyka i sposób na osiągnięcie milionów follow bez wysiłku (i jak się okazuje trudniejsze do wykrycia niż klasyczny zakup bezwartościowych kont-duchów na Allegro). Dla innych ohydna praktyka, irytująca droga na skróty. Ja jestem gdzieś pośrodku, aczkolwiek NIGDY NIE UŻYWAŁAM I NIE ZAMIERZAM UŻYWAĆ BOTA. Bo IG to nie są same cyferki, dla mnie to przede wszystkim kontakt z fajnymi ludźmi i motywacja do robienia lepszych zdjęć. OK, to dlaczego to denerwuje? Pomijając kwestię uczciwości (w nikogo nie rzucam kamieniami, niech każdy robi co uważa) to zwyczajnie IRYTUJE, gdy jakaś laska codziennie mnie obserwuje - CODZIENNIE przez tydzień. Kochani - to widać, że używacie bota! Używają go także "gwiazdy", aktorzy i cała masa normalnych użytkowników. Czy się opłaca? I tak i nie. Tak, bo gołym okiem widać, że follow leci jak szalone. Nie, bo takie konta są masowo zgłaszane przez innych użytkowników jako... SPAM. Tak, tak - można przez to stracić konto. Pytanie czy warto?
2. Boty można ustawić na komentowanie zdjęć innych użytkowników. Och, to mnie irytuje najbardziej, nie ma to jak komentarz od czapy pod postem o olejku do twarzy typu "fajna fotka, wpadnij też do mnie" i milion serduszek tudzież innych emotek. A może słynne "Mniam" pod zdjęciami kota od jednego ze sklepów ze zdrową żywnością? (pozdrawiam Anię z profilu Aneczkablog, która padła "ofiarą" takiego botowania :*). Proszę bardzo. A może "super" pod postem o śmierci projektanta od podobno znanej influencerki z 772 000 obserwujących? Drodzy moi, wszem i wobec głoszę, że BOTA WIDAĆ BARDZO WYRAŹNIE, a jak nie widać lub nie mamy pewności, można łatwo sprawdzić ;) Jak? A choćby na stronie kokohash.com. Pomijając, że komentarze takie są często nietrafione, nic nie wnoszące, to są zwykłym SPAMEM. A spam wiele osób zgłasza do IG i trudno się im dziwić prawda? A skoro dużo osób zgłasza spam to ryzykujecie usunięciem lub zablokowaniem konta.

Przykład SPAM komentarzy spod zdjęcia Andzi z profilu Angelisiak (oczywiście nie Andzia spamuje, tylko u niej pojawiły się boty, zapewne zachęcone którymś z użytych hasztagów):


PS. Jak widzicie można ustawić bota tak, aby "pobierał" do komentarza imię. Już kilka razy pod moimi postami miałam mądry komentarz o treści "super Cosmeti" :D Niezły ubaw!

PS. Podobno Instagram walczy z botami, rękawica została rzucona. A teraz największy żart IG - ten ich cały algorytm to nic innego jak... rodzaj bota - zautomatyzowany program wykonujący określone przez człowieka czynności - brzmi znajomo? :D

Pomyślcie tylko - Instagram ma ponad MILIARD UŻYTKOWNIKÓW. Przyjmując założenie, że co 1000 osoba publikuje codziennie (a myślę, że to mocno zaniżyłam) daje to nam milion nowych zdjęć  dziennie. Dziennie codziennie! Jakoś algorytm musi kategoryzować posty, na jakiejś zasadzie je nam pokazywać, bo wszystkich zwyczajnie nie da rady. Po to są hasztagi, pomagają, a jednocześnie ułatwiają nam poruszanie się "organicznie" po zasobach aplikacji, zamiast biernie czekać i marudzić, że znów IG pokazuje nieinteresujące nas głupoty.


*I na koniec taka smutna refleksja - algorytmy i działania IG/FB są ściśle tajne, nikt dokładnie nie wie jak to wszystko działa. Czy ważna jest godzina publikacji zdjęcia? Czy ważne jest, że zdjęcie zrobiono telefonem? Czy ilość użytych hasztagów ma znaczenie, a jeśli tak czy lepiej użyć mniej "dużych" czy 30 "małych"? Na te pytania nikt Wam nie odpowie - musicie sprawdzić sami. Przede wszystkim jednak IG to zabawa, rozrywka oraz miejsce niesamowitej, nieskończonej inspiracji - przynajmniej dla mnie. 

To co, widzimy się na Insta? Jakie doświadczenia z # i botami Wy macie?
Domowy płyn do płukania ust - sprawdzone przepisy DIY

Domowy płyn do płukania ust - sprawdzone przepisy DIY

Przeglądasz drogeryjne półki w poszukiwaniu produktów do higieny jamy ustnej i coś Ci nie odpowiada w składzie? Tu alkohol, tam konserwanty, dziwne barwniki albo fluor, którego unikasz? Znam to, dlatego zdarza mi się zrobić samej pastę do zębów lub płyn do płukania ust, choć kupuję także naturalne "gotowce" przy okazji większych zakupów w eko sklepikach internetowych. Kilka składników, których część na pewno masz w domu pomoże odświeżyć jamę ustną, usunąć bakterie i nieprzyjemny oddech. Zobacz jakie to łatwe! Aż cztery różne przepisy na płyn do płukania ust.



Przepis na mocny miętowy płyn do płukania jamy ustnej DIY

  • szklanka naparu z szałwii, czystka lub mięty (może być też mieszanka tych ziół, ważne aby napar nie był zbyt mocny i za ciemny)
  • 10-15 kropel olejku eterycznego z mięty
  • łyżka spirytusu

Wszystko dokładnie mieszamy, najlepiej od razu w docelowej butelce. Szałwia działa antyseptycznie i ściągająco, czystek pomaga usunąć kamień nazębny, mięta odświeża i działa antybakteryjnie. Olejek eteryczny miętowy wzmacnia działanie odświeżające oddech, daje uczucie chłodu, rześkości oraz działa antybakteryjnie i lekko konserwująco. Alkohol dodatkowo konserwuje i zabija bakterie, dzięki niemu płyn będzie dłużej świeży, nawet ponad miesiąc i nie musimy trzymać go w lodówce. Takiego płynu możemy używać 1-2 razy dziennie bez obaw.

Przepis na wybielający płyn do płukania ust DIY

  • szklanka przegotowanej lub destylowanej wody
  • 5 -10 kropel olejku eterycznego lawendowego (musicie sami wyczuć ile dla Was jest ok, ale 10 to max)
  • 5 łyżeczek wody utlenionej

Wszystko dokładnie mieszamy. Stosujemy max. raz dziennie po myciu zębów. Płynu możemy używać przez ok. 3-4 tygodnie i nie musimy trzymać go w lodówce (obserwujemy, czy nic w nim nie pływa, choć mi osobiście się to nie zdarzyło). Woda utleniona wybiela szkliwo, działa antybakteryjnie oraz wspomaga krwawiące dziąsła. Lawenda odświeża oddech, działa antyseptycznie.


Przepis na domowy odświeżający oddech płyn do płukania jamy ustnej 

  • szklanka wody przegotowanej lub destylowanej
  • łyżeczka soli lub sody oczyszczonej
  • 10 kropel olejku eterycznego goździkowego
  • 5 kropel olejku eterycznego eukaliptusowego, tymiankowego, z drzewka herbacianego (jeden do wyboru w zależności od preferencji)

Olejek goździkowy doskonale radzi sobie z nieprzyjemnym zapachem, a dodatkowo działa odkażająco i przeciwbólowo (ten płyn jest też dobry do przepłukania gardła w trakcie chorób lub bólu). Olejek z drzewka herbacianego pomocny jest przy stanach zapalnych np. dziąseł, ale jest bardzo mocny i nie wszystkim odpowiada jego zapach. Olejek eukaliptusowy odświeża, a nie podrażnia, ułatwia oddychanie. Olejek tymiankowy działa silnie antybakteryjnie i przeciwzapalnie. 

Przepis na przeciwpróchniczny naturalny płyn do płukania ust

  • szklanka wody przegotowanej lub destylowanej
  • laska cynamonu
  • kilka goździków lub olejek eteryczny goździkowy
  • 3/4 płaskiej łyżki ksylitolu lub kilka tabletek ksylitolowych (odświeżających oddech, takich z ksylitolu, oleju kokosowego i olejku miętowego, do kupienia w niektórych spożywczakach, najczęściej kupuję Ksylicuksy za 3 zł)

Wodę gotujemy z cynamonem i goździkami (jeśli ich używamy) przez 10 minut. Lekko studzimy, wsypujemy ksylitol lub tabletki z ksylitolem, dobrze rozpuszczamy mieszając, jeśli wcześniej nie dodaliśmy goździków to po wystudzeniu mieszanki dodajemy ok. 10 kropel olejku goździkowego.
Ksylitol działa przeciwpróchnicznie, wzmacnia szkliwo, pomaga utrzymać właściwe pH płynu i nadaje mu słodki posmak (podobnie jak w płynie Sylveco). Cynamon jest naturalnym konserwantem, a do tego działa silnie antybakteryjnie. 


Wszystkie te płyny kosztują dosłownie grosze, a ich zrobienie zajmuje chwilkę. Najlepiej robić sobie mniejsze porcje (szklanka jest dla mnie mniejszą porcją), a częściej, żeby zawsze mieć pod ręką świeży płyn.

Kto się skusi? Lubicie się bawić w proste przepisy i domowe kosmetyki czy jednak wolicie kupić i nie wnikać w skład?
Naturalne sposoby na ból gardła i przeziębienie - niektóre Cię zaskoczą!

Naturalne sposoby na ból gardła i przeziębienie - niektóre Cię zaskoczą!

Sezon grypowy w pełni. Codziennie spotykam co najmniej kilka kaszlących czy kichających osób, a sama też dopiero co wróciłam do pracy po grypie. I to pomimo dbania o różnorodną, pełną witamin dietę, a także pomimo suplementacji witaminy D3, która jest świetna na odporność! W przypadku chorób oczywiście najlepiej zacząć od wizyty u lekarza, ale czasem trudno się dostać lub nie możemy zrezygnować z pracy. Czasem też choroba złapie nagle i niespodziewanie powalając wysoką temperaturą, wtedy można działać w domu! Domowe sposoby stosowane są od dawna i bardzo często są skuteczne na wiele dolegliwości. Do najpopularniejszych należą: czosnek, cebula, imbir, kurkuma, cytryna, cynamon - to wszystko na wzmocnienie organizmu. No i kto nie znam sposobu babć czyli gorącego mleka z miodem i masłem, a w hardcorowej wersji również z czosnkiem? Istnieje jednak więcej sprawdzonych naturalnych sposobów na ból gardła, zatoki czy przeziębienie, a niektóre mogą Cię zaskoczyć swoją prostotą.



Żucie goździków na ból gardła 


Brzmi może dziwnie i wiele osób puka się w czoło, kiedy o tym mówię, ale... sprawdziłam na sobie i wielu swoich znajomych, że to działa! Najzwyklejsze goździki, które kupujemy w torebce za 2 zł. Żujemy 2-3 sztuki przez kilka, kilkanaście minut, po czym wypluwamy. Świetnie działają na ból gardła, uśmierzają podrażnienie, drapanie, a w niektórych przypadkach całkiem je niwelują na kilka godzin! Podczas żucia z goździków wydziela się olejek eteryczny, który działa antyseptycznie, przeciwbólowo i antybakteryjnie, a dodatkowo odświeża oddech. Jest to skuteczny, naturalny i bezpieczny sposób na ból gardła, więc warto spróbować.


Płukanka z sody i olejku miętowego na ból gardła


Najprostszy na świecie środek do płukania gardła, ale i bardzo skuteczny! Napełniamy szklankę do połowy przegotowaną lub destylowaną wodą, najlepiej w temperaturze pokojowej. Do tego dodajemy łyżkę sody oczyszczonej i kilka kropel eterycznego olejku miętowego. Soda działa antybakteryjnie i ściągająco, dzięki czemu odkaża gardło, a także pomaga pozbyć się zalegającej tam wydzieliny. Olejek miętowy z kolei nie tylko odświeża oddech, ale także działa dodatkowo antybakteryjnie i ułatwia oddychanie. Gardło płuczemy jak najdłużej i najdokładniej. UWAGA zamiast sody można użyć soli spożywczej, ale z doświadczenia wiem, że soda jest skuteczniejsza.

Płukanka ziołowa na drapiące gardło


Najlepsze zioła do płukania gardła to szałwia oraz rumianek, działające odkażająco i przeciwzapalnie. Możemy do nich dodać też miętę czy nagietek. Napar przygotowujemy zalewając 1,5-2 łyżeczki ziół szklanką wrzątku, parzymy co najmniej 20 minut. Gotowym naparem płuczemy gardło, najlepiej kilka razy dziennie. UWAGA napar powinien być ciepły, ale oczywiście nie gorący.


Cebulowy syrop na kaszel


Wiele osób ma opory przed syropem cebulowym, a potem mówią, że nie jest taki zły :D Sok z cebuli zawiera substancje bakteriobójcze, działające trochę jak antybiotyk. Dodatkowo pomaga oczyścić nos i zatoki oraz pozbyć się kaszlu. 1-3 cebule, w zależności od wielkości kroimy w kostkę, im drobniej tym lepiej, zasypujemy cukrem, dokładnie mieszamy i odstawiamy na ok. 1,5-2 godziny do puszczenia soku. Następnie możemy "podrasować" smak i właściwości syropu sokiem z cytryny i/lub miodem. Syrop pijemy wedle potrzeb, nawet 6 razy dziennie po łyżce. Syrop można przechowywać w lodówce przez kilka dni.


Gorąca kąpiel z olejkami eterycznymi


Uwielbiam pachnące kąpiele, ale na co dzień stawiam na szybki prysznic. W chorobie, kiedy już ustąpi temperatura, ale katar i kaszel niekoniecznie warto pokusić się o aromatyczne lenistwo. Do kąpieli koniecznie dodajemy kilka kropel olejku sosnowego, eukaliptusowego czy miętowego, które ułatwiają oddychanie, rozrzedzą zalegającą w drogach oddechowych wydzielinę i ułatwią odkrztuszanie. Temperatura wody nie może być jednak za wysoka, a i nie przesadzajmy z ilością olejków, aby nie "poparzyć" skóry.


Moczenie stóp w wodzie z solą


Kąpiel stóp to bardzo stary sposób, ale nie mniej skuteczny. Do miski z gorącą wodą (ale nie aż tak, by się poparzyć) dodajemy sól i moczymy stopy, następnie zakładamy grube skarpety i wskakujemy pod koc się wygrzać.


Ssanie oleju kokosowego na rozrzedzenie wydzieliny z zatok


Jakiś czas temu był to bardzo popularny sposób rzekomo na usuwanie toksyn z organizmu. Nie wiem czy pomaga usuwać toksyny, ale zdecydowanie pomaga pozbyć się gęstej, spływającej po gardle wydzieliny. Wystarczy pół łyżeczki oleju kokosowego ssać jak najdłużej, a po roztopieniu przepłukać olejem jamę ustną i wypluć. U mnie to naprawdę działa!


Nawilżanie powietrza


Często chorujemy zimą, gdy grzeją kaloryfery, a powietrze w pomieszczeniu jest suche i dodatkowo podrażnia nos. Warto nawilżać otoczenie choćby poprzez inhalację górnych dróg oddechowych wodą z solą lub przy pomocy nawilżacza powietrza z olejkami eterycznymi (koszt ok. 100 zł). Jeśli chcecie zainwestować więcej pieniędzy można kupić oczyszczacz powietrza, który pomoże pozbyć się między innymi alergenów, pyłków, bakterii, kurzu, sierści. Niektóre mają dodatkową funkcję nawilżacza i jonizatora.

Przeczytaj też:

Wszystkie powyższe sposoby stosuję osobiście, niektóre od wielu lat. Jakiś czas temu zapytałam też Was na Instagramie, jakie naturalne tricki stosujecie i wszystkie uważam za bardzo cenne wskazówki, więc dzielę się nimi dalej wraz z nazwą konta na IG (zapraszam do zaobserwowania):





A Wy znacie inne, może jeszcze bardziej zaskakujące sposoby na przeziębienie i ból gardła? Podzielcie się nimi w komentarzu :)
Serum do włosów DIY Natura Receptura /olejek uniwersalny do włosów, twarzy i ciała/

Serum do włosów DIY Natura Receptura /olejek uniwersalny do włosów, twarzy i ciała/

Bardzo lubię sama tworzyć przepisy i nowe kosmetyki, szczególnie te prostsze, których zrobienie zajmuje dosłownie 10 minut. Pomimo swojej prostoty często są skuteczniejsze niż mogłoby się wydawać, więc warto poświęcić chwilę i spróbować. Oczywiście skuteczność serum do włosów zależy od ich porowatości, rodzaju i wielu innych czynników. Jeśli Wasze włosy lubią oleje, koniecznie wypróbujcie przepis na serum olejowe do włosów, skóry głowy lub na końcówki - możecie go używać tak jak lubicie. To serum może być także stosowane do twarzy np. na żel aloesowy lub kwas hialuronowy oraz do ciała, na wilgotną skórę po myciu. Pięknie pachnie, wygładza i wspomaga nawilżenie włosów, kondycjonuje i odżywia skórę. Oczywiście jest w 100% naturalne. Sprawdźcie jak łatwo je zrobić!


serum-do-wlosow

Przepis na olejowe serum do włosów 30 ml

  • 15 ml mix ziół do włosów Natura Receptura
  • 12 ml olej z pestek moreli
  • 3 ml olejki eteryczne (zapachy według uznania, ja wybrałam pomarańczowy i z bergamotowy, jeśli walczycie z łupieżem polecam olejek z drzewka herbacianego i cytrynowy, jeśli z przetłuszczaniem olejek miętowy)
Przyda się także szklana buteleczka z dozownikiem (najlepiej z ciemnego szkła). Buteleczkę musimy porządnie umyć wrzątkiem i najlepiej dodatkowo przepłukać alkoholem lub spirytusem kosmetycznym (także rurkę od dozownika, wystarczy wlać alkohol do środka i naciskać atomizer do momentu opróżnienia buteleczki). Podczas robienia kosmetyków musimy mieć czyste stanowisko pracy i czyste ręce! Przyda się także coś do odmierzania mililitrów olei :)

olejek-do-wlosow-diy

ziola-do-wlosow

Mix ziół do włosów Natura Receptura


Jest to macerat o jasnej barwie i przyjemnym, roślinnym zapachu (bardzo subtelnym). Macerat mix ziół do włosów Natura Receptura jest na bazie uniwersalnego zimnotłoczonego oleju słonecznikowego (dość lekki olej, bogaty w witaminę E), w którym macerowano zioła takie jak:
  • kasztanowiec - bogaty we flawonoidy, kumaryny, garbniki, glikozydy flawonowe oraz saponiny, uelastycznia naczynka włosowate (krwionośne) i sprawia, że są bardziej odporne na rozszerzanie i pękanie;
  • skrzyp polny - zawiera duże ilości krzemu, poprawiającego kondycję skóry, włosów i paznokci, pomaga przy problemach z łupieżem i nadmiernym wypadaniem, przetłuszczaniem i łamaniem się włosów, wzmacnia cebulki, dzięki czemu włosy mogą stać się mocniejsze, lśniące i wygładzone, również posiada właściwości wzmacniające naczynka włosowate;
  • pokrzywa - bogata w liczne pierwiastki i witaminy (wapń, żelazo, siarkę, fosfor, potas, sód, jod, wit. A, B2, C i K), flawonoidy oraz garbniki, działa silnie antybakteryjnie i przeciwzapalnie, cenna w walce z problemami skórnymi jak trądzik, wypryski, podrażnienia oraz przy przetłuszczających się czy wypadających włosach;
  • łopian - zawiera m.in. fitosterole, garbniki, witaminę C oraz beta-karoten (pochodna wit. A), znany od dawna jako składnik wzmacniający włosy, zapobiega wypadaniu, łamliwości, przetłuszczaniu i łupieżowi;
  • lawenda - łagodzi podrażnienia, poparzenia, rany i otarcia.
Dzięki maceracji olej słonecznikowy zyskał mnóstwo nowych składników aktywnych, wszystkie są cenne szczególnie dla włosów osłabionych, bez objętości, borykających się z łupieżem i wypadaniem. Jednocześnie zioła te są wspaniale skomponowane dla cery tłustej, mieszanej oraz naczynkowej - jest to mix uniwersalny. Macerat kosztuje 14 zł/50 ml.



Jak zrobić serum olejowe do włosów?


Do czystej buteleczki 30 ml, w której będziemy przechowywać serum wlewamy 15 ml Maceratu mix ziół do włosów Natura Receptura (czyli połowa składu to właśnie macerat). Następnie dolewamy 12 ml oleju z pestek moreli, który jest wymarzonym olejem do włosów nisko oraz średnioporowatych, ponieważ jest dość lekki. Pozostałe 3 ml do olejki eteryczne, które mają za zadanie umilenie nam pielęgnacji, a jednocześnie pomóc nam się zrelaksować (aromaterapia), dlatego wybierzmy swoje ulubione (może być jeden lub kilka, ale starajmy się nie przekraczać 3 ml). Po wlaniu wszystkich składników buteleczkę zakręcamy i mocno, dokładnie wstrząsamy całością. Serum jest gotowe do użycia.


Jak używać serum olejowego do włosów?


Można stosować je na trzy sposoby, najlepiej wybrać swój ulubiony :)
  • Maska/olejek od połowy długości włosów - wcieramy olejek w wilgotne, czyste włosy, a następnie najlepiej zawijamy je w turban lub ręcznik i trzymamy w cieple 1-2 h. Po tym czasie zmywamy olejek delikatnym szamponem. Jeśli olejek nie chce się domyć należy go zemulgować niewielką ilością dowolnej odżywki lub maski, a następnie dopiero umyć. Efekt? Włosy powinny lśnić, nie elektryzować się, być wygładzone, sypkie i układające się, nie spuszone.
  • Wcierka do skóry głowy lub na całe włosy - niewielką ilość olejku delikatnie, najlepiej okrężnymi ruchami wcieramy w rozgrzaną, wilgotną skórę głowy (najlepiej bezpośrednio po umyciu) i zawijamy w turban na dowolna ilość czasu (im dłużej tym lepiej). Możemy rozprowadzić olejek dodatkowo na całych włosach lub tylko na skórze głowy i końcówkach - musicie poeksperymentować, Wy najlepiej znacie swoje kosmyki :) Potem oczywiście całość myjemy delikatnym szamponem. Przy regularnym stosowaniu, np. raz w tygodniu cebulki włosów powinny się wzmocnić i mniej wypadać, a włosy lśnić.
  • Serum na końcówki włosów - do włosów kręconych, wysokoporowatych lub dość zniszczonych, olejek uelastyczni końcówki i ochroni je przed dalszym kruszeniem. Maleńką ilość olejku rozprowadzamy na dłoniach, a następnie wcieramy w same końcówki włosów (suche lub wilgotne), po czym suszymy, nie zmywamy. Musimy uważać, aby serum nie obciążyło włosów, dlatego zaczynamy od małych ilości i sprawdzamy jak nasze włosy reagują.


Serum olejowe do twarzy diy


Jak wspomniałam skład tego serum może się równie dobrze sprawdzić w pielęgnacji twarzy, ja go tak używam :) Szczególnie przy cerze naczynkowej i tłustej (olej słonecznikowy jest dość lekki i niekomedogenny - przynajmniej w teorii, z olejek z pestek moreli różnie bywa, ale rzadko spotykam opinię, że "zapycha"). Serum nakładamy na coś nawilżającego np. kwas hialuronowy, aloes, lekkie serum na bazie wody czy hydrolat w ilości 2-3 kropel. Najlepiej olejek najpierw rozgrzać w dłoniach, a następnie delikatnie wmasować w skórę idąc od dołu ku górze (od szyi). Osobiście stosuję go jedynie na noc. Rano skóra jest pełna blasku, rozświetlona, gładka i ładnie nawilżona.


Pachnący olejek do ciała diy


Serum równie dobrze można stosować do całego ciała, również zdarza mi się go tak używać. Zaraz po kąpieli wcieram odpowiednią ilość w wilgotną skórę, przy okazji wykonując masaż (zawsze w kierunku serca!), a następnie nadmiar wycieram ręcznikiem. Dzięki olejkowi skóra jest elastyczna, jędrna, lepiej nawilżona i bardziej odporna na mróz. Jeśli chcecie zrobić typowy olejek do masażu lub wzmocnić działanie ujędrniające polecam do olei dodać olejek eteryczny pomarańczowy, cytrynowy i cynamonowy, które dodatkowo pobudzą krążenie krwi pod skórą (uwaga, olejek cynamonowy może powodować lekkie mrowienie skóry!). Macerat można dodać też do kąpieli w wannie, szczególnie przy problemach z krążeniem, kruchymi naczynkami  zapaleniem skóry czy podrażnieniami. Z kolei dodając do olejku fusy kawy lub cukier otrzymamy dodatkowo efekt peelingu. Jak widzicie z domowymi kosmetykami nie można się nudzić!


Gotowe serum posiada konsystencję olejową, ale jest dość lekkie. Oczywiście jest trochę tłuste, ale powinno całkiem szybko się wchłaniać w wilgotne włosy lub skórę (zależy od użytej ilości i typu włosów/skóry). Najlepiej przechowywać je w lodówce, dokładnie zakręcone do 2 tygodni. Można dodatkowo dodać wit. E (kilka kropel), co wzmocnić odporność olei na jełczenie i przedłużyć trwałość serum. 30 ml powinno wystarczyć na kilka/kilkanaście użyć na całe włosy.

lekki-olejek-do-wlosow

UWAGA! Ze względu na zawartość olejków eterycznych warto zrobić próbę uczuleniową. Podobnie jeśli jesteście uczuleni na cytrusy wybierajcie inne olejki eteryczne.

najlepsze-serum-olejowe

Obecnie jest to mój ulubiony uniwersalny olejek, który stosuję od jakichś trzech tygodni na różne sposoby. Posiada prosty skład i szybko się go robi, dzięki czemu zawsze znajdę chwilę na wymieszanie kolejnej świeżej porcji. Mało tego za każdym razem dodaję inne olejki eteryczne, w zależności od potrzeb. Uwielbiam to serum i serdecznie polecam spróbować.

zrob-to-sam-olejek-odzywczy

Lubicie bawić się w diy? Macie ochotę własnoręcznie mieszać oleje, aby uzyskać własną ulubioną mieszankę czy jednak wolicie gotowe produkty?
Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

2018 był rekordowym rokiem pod względem moich naturalnych odkryć kosmetycznych i hitów. Niestety zdarzały się - jak to w życiu ;) - i porażki, szczególnie w kategorii naturalnych dezodorantów oraz szamponów i odżywek do włosów. Poszukiwania naturalnego dezodorantu w toku - obecnie testuję La-le z zieloną herbatą (formuła gęstej pasty na oleju kokosowym), póki co wydaje się obiecujący i tylko raz mnie zawiódł. Zanim do niego dotarłam rozczarowałam się kilkukrotnie, stawiając na tańsze opcje w znanej mi dotąd formie kulki, o których napiszę poniżej. Druga kwestia do szampony naturalne - kto próbował ten wie, że natrafienie na odpowiedni to loteria.  Wiele formuł naturalnych szamponów czy żeli pod prysznic oparto o dobrze oczyszczający, dość mocny detergent Sodium Coco Sulfate (jak najbardziej naturalnego pochodzenia z kokosa), który może, choć nie musi, podrażniać i wysuszać, szczególnie suchą, wrażliwą skórę (podobnie jak SLES/SLS - wiele osób nie odczuwa żadnych negatywnych skutków wieloletniego stosowania tych detergentów). Zapraszam na przegląd kosmetyków, które mnie niesamowicie rozczarowały w 2018 roku (poniżej podlinkuję Wam też poprzedni post z rozczarowaniami).



buble-kosmetyczne

Naturalne dezodoranty, których nie polecam!


Dezodorant Alterra, Balsam dezodorujący melisa i szałwia z Rossmanna 

Łatwo dostępny, niedrogi (ok. 8 zł), z bardzo ładnym składem (na alkoholu, jak wiele naturalnych produktów Alterra). Przyjemnie pachnie, dobrze się rozprowadza, nie brudzi ubrań, kulka się nie zacina. Duży plus za szklane opakowanie. Jednak... dezodorant kompletnie nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem i to pomimo, że nie pocę się nadmiernie. Nie radzi sobie nawet jesienią i zimą, gdy temperatury nie są wysokie, latem kompletna porażka. Równie dobrze można go w ogóle nie używać, rezultat będzie dokładnie taki sam. Zmęczyłam jedną trzecią opakowania i wyrzucam.

Skład: Aqua, Alcohol, Cellulose, Glyceryl Caprylate, Zinc Ricinoleate, Glycerin, Xanthan Gum, Zinc Oxide, Hydrogenated Palm Glycerides, Melissa Officinalis Distillate, Salvia Officinalis Water, Hamamelis Virginiana Distillate, Equisetum Arvense Leaf Extract, Simmondsia Chinensis Oil, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Citral, Geraniol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Linalool.

dezodorant-naturalny-alterra

Dezodorant a antyperspirant - różnice


Zauważyłam, że wiele osób myli te dwa pojęcia. Różnica jest bardzo łatwa do zapamiętania:
  • Dezodorant ma za zadanie maskować nieprzyjemny zapach potu, ale absolutnie nie blokuje samego pocenia. Zasada jest taka, że stosując dezodorant pocisz się normalnie (mokre plamy pod pachami), ale - przynajmniej teoretycznie - nie śmierdzisz (deo może np. zabijać bakterie bytujące na skórze, które rozkładając pot powodują nieprzyjemny zapaszek - tu pomaga m.in. alkohol czy ałun; deo może także maskować lub neutralizować nieprzyjemny zapach - tu pomaga m.in. soda oczyszczona).  
  • Antyperspirant natomiast blokuje samo pocenie, a skoro nie ma potu, bakterie nie mają się czym żywić i nie ma nieprzyjemnego zapachu. Blokowanie pocenia umożliwia owiane złą sławą aluminium - czyli każdy antyperspirant będzie zawierał związki aluminium, nie istnieją naturalne antyperspiranty bez aluminium (pamiętajcie, że naturalny ałun to też związek aluminium, jednak ałun działa przede wszystkim ściągająco i antybakteryjnie, nie hamuje pocenia, ponieważ ma inną budowę cząsteczek). 
Czy aluminium jest szkodliwe czy nie - badania jak zwykle sobie przeczą, aczkolwiek w ostatnich latach mówi się, że jednak nie - decyzja należy do każdego z nas, podobnie jak z pastami do zębów z fluorem itp. Osobiście szukam dezodorantu naturalnego, ale na co dzień większą pewność daje mi niestety antyperspirant.

Eo Lab Deo Crystal 100% Naturalny dezodorant z ałunem i korą dębu

Przezroczysty, lekko żółty płyn w plastikowym opakowaniu z kulką. Kompletnie nic nie robi, nie widzę żadnej różnicy pomimo, że zawiera ałun teoretycznie działający antybakteryjnie. Używanie go jest niekomfortowe, w dodatku kulka potrafi się zacinać. Pachnie lekko olejkiem z drzewa herbacianego, skład jest ok.

Skład: Aqua, Potassium Alum (ałun), Glycerin (gliceryna), Quercus Robur Extract (ekstrakt z kory dębu), Camellia Sinensis Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Xanthan Gum (zagęstnik), Melaleuca Alternifolia Oil (olejek z drzewa herbacianego).

naturalny-dezodorant-eco-laboratories

Biolove Green Tea Dezodorant naturalny zielona herbata z Kontigo

Ładny skład na oleju kokosowym. Pięknie pachnie zieloną herbatą. Od początku miałam problemy z kulką, ponieważ formuła dezodorantu w niższych temperaturach jakby zastyga (podobnie jak olej kokosowy, którego jest tu dużo) i nie da się wydobyć płynu, kulka nie chce się kręcić i nie ma mowy, aby posmarować nim skórę. W takiej sytuacji trzeba zawartość podgrzać np. na kaloryferze, ale jeśli o tym zapomnicie, a macie chłodną łazienkę nie ma rady - nie da się użyć i koniec. Latem oczywiście nie ma zwykle tego problemu. Za to działanie to... koszmar! Dezodorant mało, że nie działa, to wręcz pogarsza zapach potu - miałam wrażenie, że jeszcze bardziej nieprzyjemnie pachnę niż bez żadnego kosmetyku! Byłam z niego mega niezadowolona i wiem, że nie tylko ja. Na szczęście kupiłam go w promocji, normalnie kosztuje ok.13 zł, ale od jakiegoś czasu już ich nie widzę w Kontigo (może wycofali?). Oczywiście nie ma tu aluminium.

Skład: Aqua, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Zinc Ricinoleate, Aloe Barbadensis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

naturalny-dezodorant-kontigo

Naturalne szampony i odżywki do włosów, których nie polecam! 


Only Bio Szampon do włosów przetłuszczających się z biorafinowaną surfaktyną z rzepaku

Plastikowa tubka z korkiem na klik ułatwia używanie. Naturalny, ładny skład, aczkolwiek głównym detergentem jest SCS, więc produkt jest dosyć mocny. Formuła szamponu jest średnio lejąca i bardzo mocno pieniąca, więc szampon jest wydajny - wystarczy niewielka ilość. Posiada naturalny, delikatny zapach, przyjemny, choć trudny do określenia, nie przeszkadza podczas mycia włosów. Kosmetyk posiada certyfikaty ECOCERT i COSMOS NATURAL. Szampon kompletnie nie przedłuża świeżości włosów, już po jednym dniu są oklapnięte i wyglądają nieładnie. Poza tym spowodował u mnie łupież (sprawdzałam kilkukrotnie i za każdym razem potwierdzało się, że to jego sprawka). Czasem swędzi po nim skóra głowy. Z plusów warto zaznaczyć, że nie plącze włosów, łatwo się po nim rozczesują także bez odżywki (dla mnie to żadna pociecha, poniewaą i tak zawsze nakładam maskę). Kupiłam go w promocji w Kontigo za jakieś 14 zł, normalnie kosztuje 22 zł.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Surfactine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool.

Krótko o składzie: bazą jest mocny detergent SCS oraz cocamidopropyl betaine (potrafi podrażniać lub przesuszać skórę), kolejnym detergentem jest biodegradowalna surfaktyna z rzepaku. Mamy tu też m.in. nawilżającą glicerynę, olej słonecznikowy, bezpieczne konserwanty i kilka składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Jest to prosty skład dość mocnego szamponu, 99% składników jest pochodzenia naturalnego.

naturalny-szampon-onlybio

Petal Fresh Szampon z granatem i jagodami Acai chroniący kolor włosów

Plastikowa butelka z wygodnym korkiem ułatwiają używanie. Etykieta jest ładna i trzeba przyznać, że bardzo trwała. Zapach szamponu jest przepiękny, owocowy, energetyczny, zdecydowanie umila mycie włosów.  PAO 36 miesięcy. Sam szampon jest średnio gęsty, co wpływa na jego dobrą wydajność. Niestety jest to kolejny szampon, który spowodował u mnie łupież, więc nie jestem z niego zadowolona. Nawet używany raz na jakiś czas, po każdym myciu powodował, że skóra głowy była przesuszona, łuszcząca. Włosy mył całkiem ok, choć nie zauważyłam, aby odświeżał na dłużej niż dzień. Trudno zauważyć działanie chroniące kolor włosów, pomimo że mam farbowane, choć mam wrażenie, że wolniej wypłukiwał się kolor i jakby rudział zamiast blednąć (farbuję na ciemne brązy). Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

Skład: Aqua (Water), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate (Derived from Coconut), Betaine (Derived from Sugar Beets), Sodium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Ammonium Cocoyl Isehtionate (Derived from Coconut Oil), Hydroxypropyl – cellulose (Derived from Cotton Fiber), *Punica Granatum (Pomegranate) Extract, *Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Caprylic/Capric Triglyceride (Derived from Coconut Oil), Panthenol (Vitamin B5), Glycerin (Derived from Vegetable Oil), *Tussilago Faffara (Coltsfoot) Flower Extract, *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, *Rosmariunus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, *Melissa Oficinalis (Lemon Balm) LeafExtract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Polysorbate 20 (Derived from Coconut Oil), Citric Acid (Derived from Citrus Fruti), Dehydroacetic Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), Sodium Chloride (Derived from Salt), **Fragrance.
*Certyfikowane organiczne składniki.
**Zawiera naturalne kompozycje zapachowe.

Krótko o składzie: formuła oparta o naturalne detergenty z kokosa, o dość mocnym działaniu, szczególnie, że jest ich kilka. Jest kilka substancji nawilżających (betaina, gliceryna) i odżywiających włosy, cała masa roślinnych ekstraktów i witamin (B5, E), regulator pH i sól jako zagęstnik.



PS. Odżywka rozmaryn i mięta Petal Fresh jest bardzo fajna! Pachnie naturalnie rozmarynem, ziołowo, jest średnio gęsta, choć trochę słabo trzyma się włosów. Po zmyciu włosy lśnią, są miękkie i gładkie (po wysuszeniu zapachu już nie czuć). Podobno jest to odżywka zwiększająca objętość włosów, ale nie wiem jak miałoby to działać, skoro nakładam ją od połowy długości - w każdym bądź razie u mnie nie nadaje się na skórę głowy, za to na włosach czyni cuda i kupię ją ponownie. Mój mąż bardzo lubi jej zapach. Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

szampon-odzywka-petal-fresh

Babuszka Agafia Balsam do włosów z brzozą i pokrzywą

Receptury Babuszki Agafii Balsam numer 2 regenerujący


Kosmetyk, który funkcjonuje pod dwoma nazwami, w zależności od tłumaczenia. Jest to najrzadsza, najbardziej lejąca się odżywka do włosów, jaką w życiu miałam. Spływa z mokrych włosów i trzeba jej nałożyć naprawdę dużo, żeby w ogóle poczuć, że coś na nich jest. Dodatkowo butelka jest dość sztywna i ciemna, więc wydobycie balsamu pod koniec jest trudnym zadaniem, a nigdy nie wiadomo, ile jeszcze w środku zostało. Na włosach nie robi kompletnie nic, po prostu nie ma żadnego znaczenia czy odżywka ta była nakładana czy nie. Nie nawilża, nie regeneruje, nie nabłyszcza, ale i nie puszy włosów. Jedyne co mi się podobało to nieelektryzowanie się włosów - jak po większości balsamów/odżywek. Dzięki lekkości nie obciążą też włosów, więc można spróbować na mocno przetłuszczającej się czuprynie. Włosy obecnie mam średnioporowate, być może lepiej się sprawdzi przy niskoporowatych, które nie potrzebują dużego nawilżenia czy emolientów. Zużyłam całą butlę tylko dlatego, że nakładałam na ten balsam dodatkową, drugą maskę. Kupiłam go za ok. 12 zł, normalnie kosztuje od ok. 6,50 do nawet 18 zł/550 ml (ceny bardzo się wahają w zależności od sklepu). PAO 12 miesięcy.

Skład: Aqua with infusion of Pinus Siberica Bud (woda z naparem z syberyjskiego cedru), enriched by oils: Arctium Lappa (olej z łopianu), Geranium Maculatum (olej z bodziszka), Vaccinium Macrocarpon (olej z nasion żurawiny), Extracts: Pulmonaria officinalis (miodunka plamista), Calendula Officinalis (nagietek), Artemisia Absinthium (piołun), Melissa Officinalis (melisa), Panax Ginseng (korzeń żeń szenia), ‎Cetrimonium Chloride, Cetearyl Acid, Guar Gum, Ascorbic Acid (Wit. C), Panthenol (Wit. B5), White Beeswax (biały wosk pszczeli), Flower Wax (wosk kwiatowy), Tocopherol (Wit. E), Niacinamide (Wit.B3), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Bezyl Acid.

Krótko o składzie: fajnie, że balsam jest na bazie naparu, a nie samej wody. Dodatkowo zawiera cenne oleje (rzadziej spotykane) oraz całą masę ekstraktów roślinnych i witamin. Jest też substancja kondycjonująca włosy oraz bezpieczne konserwanty. Skład jest ładny i sensowny, ale zbyt "rozwodniony", aby dać widoczne rezultaty.

naturalna-odzywka-agafii

Cosnature Regenerująca odżywka do włosów z awokado i migdałami 

Skład jest ok. Opakowanie wygodne, z twardego plastiku, z korkiem na klik. Odżywka jest dosyć rzadka, potrafi spływać z włosów, choć i tak lepiej się trzyma niż powyższy balsam Babuszki Agafii. Nie widzę po niej jakiegoś niesamowitego działania na włosach, właściwie nie widzę żadnego, po prostu równie dobrze mogłabym nie nakładać niczego. Nie nabłyszcza, nie wygładza, nie dociąża. Przez swoją małą pojemność i konsystencję jest bardzo niewydajna, kończy się błyskawicznie. Dużo bardziej byłam zadowolona z szamponu z granatem tej marki. PAO 12 miesięcy. Odżywkę dostałam dwukrotnie, raz od marki, raz na spotkaniu blogerskim. Normalnie kosztuje ok. 20 zł/200 ml.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Lecithin, Sodium Cetearyl Sulfate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Persea Gratissima Oil, PCA Glyceryl Oleate, Olus Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Xanthan Gum, Citric Acid, Parfum, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Limonene, Sodium Benzoate.

Krótko o składzie: Sporo emolientów w postaci olei roślinnych w połączeniu z wodą, gliceryną i proteinami. Bezpieczne konserwanty i sporo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Skład ładny, naturalny.

Zobacz też: Recenzje kosmetyków Cosnature

naturalna-odzywka-cosnature

EO Laboratorie Tonik do skóry tłustej głęboko oczyszczający

ECO Laboratorie Tonik oczyszczający z irysem do skóry problemowej


Tani tonik o całkiem ładnym składzie, ale... zawiera detergent, co samo w sobie mnie trochę zniechęca, ze względu na to, że toniku nie zmywamy ze skóry przez wiele godzin. Z związku z tym przez cały dzień lub całą noc narażamy cerę na "zbędne" działanie detergentu, co może powodować różne niekorzystne objawy (wypryski, podrażnienie, przesuszenie). Detergenty mają za zadanie usunąć zanieczyszczenia, a następnie najlepiej spłukać ich resztki wodą. Dodatkowo niesamowicie irytuje mnie zapach tego toniku, który jest bardzo sztuczny, bardzo mocny i przypomina tanie bazarowe perfumy. Nie jest to kompozycja, jaką chce się nakładać na skórę, jednak kwestia zapachów jest bardzo indywidualna i zapewne są osoby, którym się on spodoba. Mnie niestety "obrzydza" codziennie stosowanie toniku ECO Lab i, co tu dużo mówić, męczyłam go strasznie, więc nigdy więcej nie kupię. Mało tego tonik ten lubi zostawiać lepiącą się warstewkę na skórze, co mnie doprowadza do szału. Nie mogę też powiedzieć, abym zauważyła super działanie na skórze - ot, tonik, który doczyszcza i lekko przysusza ewentualne niedoskonałości. Pokuszę się też o stwierdzenie, że po kilkunastu dniach używania toniku moja cera bardziej się błyszczała, a nie wprowadzałam w tym czasie innych produktów. Kupiłam go w jakiejś super promocji za ok. 6 zł/200 ml (normalna cena ok. 10-12 zł).

Skład: Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Iris Extract, Organic Salvia Extract, Sodium Cocamphoacetate (roślinny detergent), Hydrolyzed Rice Protein, Lavandula Essential Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Perfume.

Krótko o składzie: woda z gliceryną i solą (wodą morską) w połączeniu z roślinnymi ekstraktami rozpuszczalnymi w płynach. Do tego detergent i proteiny ryżu, olejek lawendowy, bezpieczne konserwanty i kompozycja zapachowa. Skład jest ok, nie ma tu nic potencjalnie niebezpiecznego, choć jak pisałam wyżej - tonik z detergentami nie jest dla każdego.

Tonik-eco-laboratorie

Evree Sugar Lips cukrowy peeling do ust pomarańczowy

Oczywiście nie jest to firma naturalna (nie damy się nabrać), ale skład tego peelingu jest w miarę ok (zawiera glikol). Za maleńki słoiczek zapłaciłam 15 zł. Peeling Evree pachnie bardzo sztucznie pomarańczowo, zapach jest zdecydowanie "doprawiony". W użyciu ten produkt jest irytujący. Przede wszystkim wchodzi pod paznokcie - zwykle mam półdługie - i trudno go stamtąd usunąć, ponieważ formuła jest tłusta i mocno trzyma skóry. Grzebanie w słoiczku jest też niehigieniczne. Na skórze wokół ust zostawia pomarańczową, obrzydliwie tłustą obwódkę, która mi się bardzo nie podoba i którą trudną zmyć. Samo działanie jest ok, zadowalające, ponieważ cukru jest sporo i faktycznie usta pozostają po nim gładkie i miękkie. Jednakże mając porównanie do pomadki z peelingiem Sylveco, która była dużo wygodniejsza, miała lepszy, w pełni naturalny skład i najlepsze działanie kompletnie nie porwał mnie maluszek od Evree. Wydajność też na plus Sylveco - wystarczała na dużo dłużej, a często kupuję ją za jedyne 5 zł (np. na tagrach kosmetycznych). Biorąc powyższe uważam, że peeling do ust Evree jest grubo przereklamowany i  niewart swojej ceny. Normalnie kosztuje od 9 do nawet 20 zł/10 ml (w zależności od sklepu).

Skład: Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Elaeis Guineensis Oil, Lanolin, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (Mixed), Beta- Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.

Krótko o składzie: na pierwszym miejscu cukier, który działa tu peelingująco. Następnie cała masa olei i emolientów, w tym bardzo tłusty olej rycynowy, woski i lanolina w sporej ilości. Jest też dość lekkie masło mango i znowu tłusty olej kokosowy. Całość dopełnia jeden ekstrakt roślinny i glikol propylenowy podejrzewany o wiele skórnych dolegliwości i umożliwianie wchłaniania substancji toksycznych wgłąb skóry, który nie ma prawa bytu w kosmetykach naturalnych (to nie jest oczywiście naturalny kosmetyk). Dużo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny).

peeling-do-ust-evree

Iceveda Odświeżający ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z płucnicą islandzką i amlą indyjską (zielony)

O Jeżu co za obrzydliwy zapach! Żel o pojemności 280 ml (PAO 12 miesięcy) męczyłam na raty chyba dwa miesiące! Plus za przezroczystą butelkę z wygodną pompką oraz zakup w niskiej cenie (bodajże za 4 czy 5 zł), ale ten zapach jest nie do zniesienia. Jeżeli kojarzycie pastę BHP albo inne tanie środki czystości, szczególnie używane na różnych budowach i w różnych dziwnych warsztatach samochodowych to jest właśnie to! Jeżeli marzycie, aby dziwnie pachnieć to jak najbardziej polecam.

Iceveda Relaksujący żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z brzozą północną i miodlą himalajską (turkusowy)

Tak samo wygodne, ładne opakowanie z pompką 280 ml (więc całkiem spore) i ten sam problem z zapachem. Tym razem mamy do czynienia z aromatem do złudzenia przypominającym a'la sosnową kostkę do toalety. Jest obrzydliwy i kompletnie nie pasuje do żelu pod prysznic.
Poza tym żele pod prysznic Iceveda zawierają duże ilości SCS, więc ich skład wcale nie zachwyca. Jest naturalny, ale jeśli szukacie łagodnych formuł to zły adres. Posiadają też barwniki. Z tej serii tylko jeden zapach jest dla mnie do zniesienia i na pewno napiszę o nim w zbiorczym poście na temat naturalnych żeli pod prysznic (fioletowy). Kosztują od 7 do 15 zł. Często swędziała mnie po nich skóra. Nie są to też żele dla wrażliwej skóry!

Przykładowy skład (tu żelu relaksującego): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Azadirachta Indica Seed Oil, Betula Alba Juice*, Lavandula Angustifolia Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Chamomilla Recutita Flower Water*, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Caramel, CI 19140, CI 42090, CI 42051, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Krótko o składzie: woda z mocnym detergentem (SCS), kolejne dwa detergenty, sól (zagęstnik, może przesuszać skórę), kilka cennych substancji roślinnych (oleje, ekstrakty, w tym olejki eteryczne z lawendy i ylang-ylang oraz olej z miodli), bezpieczne konserwanty, wiele substancji z kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny) oraz barwniki.

zel-pod-prysznic-rosyjski

Drogeryjne kity 2018 roku


W poprzednim roku sporadycznie używałam też kilku drogeryjnych kosmetyków, moja ciekawość często zwycięża :) Zdarza się też, że po prostu coś mi się akurat kończy i pierwsze co wpadnie mi w ręce jest mniej naturalne, ale akceptowalne po przeczytaniu składu. W ten sposób też poznałam kilka kitów, czyli kosmetyków, które kompletnie się nie sprawdziły. Oto one:

Dezodorant w kulce Isana Clear and Fresh Rossmann

Będąc w Rossmannie potrzebowałam czegoś na szybko, a jak czytaliście wyżej wiele dezodorantów naturalnych się u mnie nie sprawdziło. Chyba byłam już zmęczona i chciałam po prostu kupić cokolwiek, aby działało, nawet z gorszym składem. Dokładnie tak trafił do mnie dezodorant Isany w wersji niebrudzącej ubrań. Niestety dezodorant ten kompletnie nic nie robi, nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem, a nawet miałam wrażenie, że wzmaga pocenie. Cena jest niska, dostępność bardzo dobra, kulka się nie zacina, a zapach przyjemny - to jedyne zalety, jakie zauważyłam. Kosztował jakieś 3 czy 4 zł.

Pollena Eva SEB OFF Przeciwzmarszczkowo - matujący krem na dzień polecany do skóry tłustej mieszanej z niedoskonałościami 

Dostałam go na konferencji dla blogerów. Krem zawiera moją ulubioną witaminę PP (czyli B3, niacynamid), alfa-bisabolol, olej z pestek winogron, betainę, mocznik, aloes i jest hipoalergiczny. Posiadał kartonik. Wygodne plastikowe opakowanie z pompką typu air less, moje ulubione, bardzo higieniczne - ogromny plus. Krem matujący ma fajną konsystencję, szybko się rozprowadza i od razu daje efekt matu. Muszę przyznać, że faktycznie jest to krem matujący i to na dłużej! Idealnie nadaje się pod makijaż, nie tłuści, nie roluje się, właściwie można od razu nakładać na niego podkład o dowolnej formule (od płynnego fluidu po sypkie minerały). Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu, szczególnie na cerze tłustej. Pachnie delikatnie, choć sztucznie. Niestety skład nie powala. Otworzyłam go po rozbiciu kremu marki Biolonica z komórkami macierzystymi (po tygodniu rozwaliła się pompka i nic się nie dało z tym zrobić, a potrzebowałam czegoś "na już"). Niestety stwierdziłam, że mimo początkowego zadowolenia, mniej więcej po około miesiącu stosowania kremu tylko na dzień i dobrym zmywaniu go wieczorem, produkt "zapchał" pory. Konkretnie pojawiły się liczne zaskórniki otwarte, czyli tak zwane czarne kropki i to w najdziwniejszych miejscach, w których nigdy wcześniej ich nie miałam! Obecnie z nimi walczę i wierzcie mi, nie jestem z tego powodu szczęśliwa ;) Krem Eva SEB OFF był jedynym, który w tym czasie wprowadzałam jako nowość dlatego jestem pewna, że właśnie on jest winowajcą. Nadal go stosuję, ale sporadycznie, bo szkoda mi wyrzucać kosmetyku, skoro tak dobrze matuje, ale jestem co do niego ostrożniejsza. Kosztuje ok. 28 zł/50 ml. Pollena Eva to nasza polska marka, która szybko się rozwija.


Norel Dr Wilsz Serum napinające żurawinowe

Serum bardzo polecane i zachwalane przez blogerki, więc musiałam sprawdzić. Posiada piękną, szklaną buteleczkę z pompką. Pompka potrafi się zacinać, ale być może nie jest to norma i tylko mi trafił się felerny egzemplarz, zresztą nie jest to częste. Mam uwagę też do napisów na buteleczce, które się zwyczajnie ścierają podczas używania, natomiast sreberko wokół pompki pęka - szkoda, bo wygląda to brzydko i nie chce się takiego kosmetyku trzymać na wierzchu. Początkowo jednak szklane opakowanie wyglądało luksusowo i elegancko. Samo serum jest żelowe i posiada jasno różowy odcień. Pachnie ślicznie, owocowo, jakby żurawiną i całkiem dobrze się rozprowadza. Na skórze pozostawia wyczuwalną, trochę lepką powłoczkę, która niespecjalnie przypadła mi do gustu i ze względu na nią używałam serum Norel głównie na noc. Powłoczka lekko ściąga skórę, co nie jest bardzo nieprzyjemne, ale w wyglądzie skóry niczego nie zmienia - nie widzę działania napinającego. Niestety po dwóch miesiącach stosowania muszę z przykrością stwierdzić, że kosmetyk po prostu nie robi nic specjalnego. Nie nawilża, nie napina skóry ani nie odżywia.  Być może lepiej sobie radzi z cerą suchą czy dojrzałą, natomiast na mojej tłustej niczego nie zdziałał. Biorąc pod uwagę cenę od 60 do 85 zł/30 ml jest po prostu drogie jak na takie działanie. Plus za polską markę, wśród której odkryłam półtorej roku temu genialny (nienaturalny, ale z akceptowalnym składem) krem z kwasem migdałowym, do którego na pewno jeszcze wrócę. Mają też bardzo przyjemny, delikatny peeling enzymatyczny i witaminowy krem pod oczy, więc samą markę całkiem lubię.

ujedrniajace-serum-do-twarzy-norel

Efektima peelingi do ciała

Jakiś czas temu te peelingi były nowością. Zacznę od najlepszego z tego trio, czyli peelingu kokosowego pojędrniającego. Kokosowy, a jednak wcale nie pachnie kokosem, powiedziałabym, że wręcz śmierdzi i to mimo kompozycji zapachowej w składzie. Czym? Trudno powiedzieć, najbliżej mu do pasty do butów, w każdym bądź razie nie pachnie ładnie. Peeling kokosowy jest najmocniej działającym produktem ze zdjęcia poniżej. Zawiera olej kokosowy, korund i zmielone skorupy orzecha kokosowego, które robią tutaj za ścierniwo. Niestety zawiera konserwanty, które minimalizuję w kosmetykach czyli phenoxyethanol i pochodną formaldehydu (dmdm hydantoin - tego całkiem unikam). Nie mogę odmówić mu jednak działania. Drobinki fajnie peelingują i jest ich całkiem sporo, natomiast kosmetyk pozostawia na skórze parafinową, tłustą warstwę, która jest nieprzyjemna.

Peeling algowy antycellulitowy z zieloną herbatą - również jest to peeling korundowy, ale zawiera dodatkowe naturalne drobinki peelingujące z alg. Zapach jest przedziwny i dla mojego nosa nieprzyjemny - kojarzy mi się z brudną gąbką :D Sam wygląd kosmetyku lekko mnie odstręcza przez swój sztuczny zielony kolor, trochę jakby perłowy, ale wiem, że może się to też podobać. Konsystencja jest średnio gęsta, z widocznymi drobinkami. Powiedzmy, że zielony peeling jest średnio mocny i posiada średnie działanie nawilżające. Na szczęście nie zostawia żadnej warstwy, szybko i łatwo się spłukuje, ale i dość słabo peenguje, więc nie nadaje się dla osób lubiących porządny masaż.

Peeling węglowy Efekt Detox z pyłem wulkanicznym - produkt na bazie glinki i parafiny, również korundowy. Zawiera czarny barwnik oraz pył wulkaniczny, a także kiepskie konserwanty. Wersja węglowa pachnie przyjemnie, jakby zieloną herbatą. Konsystencja szarej, gęstej pasty, ale działanie jest już baaardzo słabe. Po pierwsze brudzi całą łazienkę, ponieważ pasta podczas masowania skóry spływa i brudzi wszystko dookoła. Po drugie - korundu jest tak mało, że praktycznie kosmetyk nie ma działania peelingującego. Oczywiście można go zostawić na skórze jak maskę i spróbować "oddetoksykować" skórę (cokolwiek to miałoby znaczyć), ale nie wyobrażam sobie tego. Dla mnie to dość słaby produkt, którego działania w ogóle nie widzę, a jeszcze muszę po nim sprzatać. Na skórze nie pozostawia tłustej warstwy, ale trzeba go dłużej spłukiwać ze względu na kolor.

peelingi-do-ciala-efektima

Poniżej jeszcze konsystencja wszystkich trzech peelingów Efektimy.


Tak oto się prezentują kosmetyki, które wyjątkowo słabo zapadły mi w pamięci w 2018 roku. Znacie któryś z nich? Jakie kosmetyki Wy nazywacie kitami? Podzielcie się w komentarzu, chętnie przeczytam :)