Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

2018 był rekordowym rokiem pod względem moich naturalnych odkryć kosmetycznych i hitów. Niestety zdarzały się - jak to w życiu ;) - i porażki, szczególnie w kategorii naturalnych dezodorantów oraz szamponów i odżywek do włosów. Poszukiwania naturalnego dezodorantu w toku - obecnie testuję La-le z zieloną herbatą (formuła gęstej pasty na oleju kokosowym), póki co wydaje się obiecujący i tylko raz mnie zawiódł. Zanim do niego dotarłam rozczarowałam się kilkukrotnie, stawiając na tańsze opcje w znanej mi dotąd formie kulki, o których napiszę poniżej. Druga kwestia do szampony naturalne - kto próbował ten wie, że natrafienie na odpowiedni to loteria.  Wiele formuł naturalnych szamponów czy żeli pod prysznic oparto o dobrze oczyszczający, dość mocny detergent Sodium Coco Sulfate (jak najbardziej naturalnego pochodzenia z kokosa), który może, choć nie musi, podrażniać i wysuszać, szczególnie suchą, wrażliwą skórę (podobnie jak SLES/SLS - wiele osób nie odczuwa żadnych negatywnych skutków wieloletniego stosowania tych detergentów). Zapraszam na przegląd kosmetyków, które mnie niesamowicie rozczarowały w 2018 roku (poniżej podlinkuję Wam też poprzedni post z rozczarowaniami).



buble-kosmetyczne

Naturalne dezodoranty, których nie polecam!


Dezodorant Alterra, Balsam dezodorujący melisa i szałwia z Rossmanna 

Łatwo dostępny, niedrogi (ok. 8 zł), z bardzo ładnym składem (na alkoholu, jak wiele naturalnych produktów Alterra). Przyjemnie pachnie, dobrze się rozprowadza, nie brudzi ubrań, kulka się nie zacina. Duży plus za szklane opakowanie. Jednak... dezodorant kompletnie nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem i to pomimo, że nie pocę się nadmiernie. Nie radzi sobie nawet jesienią i zimą, gdy temperatury nie są wysokie, latem kompletna porażka. Równie dobrze można go w ogóle nie używać, rezultat będzie dokładnie taki sam. Zmęczyłam jedną trzecią opakowania i wyrzucam.

Skład: Aqua, Alcohol, Cellulose, Glyceryl Caprylate, Zinc Ricinoleate, Glycerin, Xanthan Gum, Zinc Oxide, Hydrogenated Palm Glycerides, Melissa Officinalis Distillate, Salvia Officinalis Water, Hamamelis Virginiana Distillate, Equisetum Arvense Leaf Extract, Simmondsia Chinensis Oil, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Citral, Geraniol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Linalool.

dezodorant-naturalny-alterra

Dezodorant a antyperspirant - różnice


Zauważyłam, że wiele osób myli te dwa pojęcia. Różnica jest bardzo łatwa do zapamiętania:
  • Dezodorant ma za zadanie maskować nieprzyjemny zapach potu, ale absolutnie nie blokuje samego pocenia. Zasada jest taka, że stosując dezodorant pocisz się normalnie (mokre plamy pod pachami), ale - przynajmniej teoretycznie - nie śmierdzisz (deo może np. zabijać bakterie bytujące na skórze, które rozkładając pot powodują nieprzyjemny zapaszek - tu pomaga m.in. alkohol czy ałun; deo może także maskować lub neutralizować nieprzyjemny zapach - tu pomaga m.in. soda oczyszczona).  
  • Antyperspirant natomiast blokuje samo pocenie, a skoro nie ma potu, bakterie nie mają się czym żywić i nie ma nieprzyjemnego zapachu. Blokowanie pocenia umożliwia owiane złą sławą aluminium - czyli każdy antyperspirant będzie zawierał związki aluminium, nie istnieją naturalne antyperspiranty bez aluminium (pamiętajcie, że naturalny ałun to też związek aluminium, jednak ałun działa przede wszystkim ściągająco i antybakteryjnie, nie hamuje pocenia, ponieważ ma inną budowę cząsteczek). 
Czy aluminium jest szkodliwe czy nie - badania jak zwykle sobie przeczą, aczkolwiek w ostatnich latach mówi się, że jednak nie - decyzja należy do każdego z nas, podobnie jak z pastami do zębów z fluorem itp. Osobiście szukam dezodorantu naturalnego, ale na co dzień większą pewność daje mi niestety antyperspirant.

Eo Lab Deo Crystal 100% Naturalny dezodorant z ałunem i korą dębu

Przezroczysty, lekko żółty płyn w plastikowym opakowaniu z kulką. Kompletnie nic nie robi, nie widzę żadnej różnicy pomimo, że zawiera ałun teoretycznie działający antybakteryjnie. Używanie go jest niekomfortowe, w dodatku kulka potrafi się zacinać. Pachnie lekko olejkiem z drzewa herbacianego, skład jest ok.

Skład: Aqua, Potassium Alum (ałun), Glycerin (gliceryna), Quercus Robur Extract (ekstrakt z kory dębu), Camellia Sinensis Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Xanthan Gum (zagęstnik), Melaleuca Alternifolia Oil (olejek z drzewa herbacianego).

naturalny-dezodorant-eco-laboratories

Biolove Green Tea Dezodorant naturalny zielona herbata z Kontigo

Ładny skład na oleju kokosowym. Pięknie pachnie zieloną herbatą. Od początku miałam problemy z kulką, ponieważ formuła dezodorantu w niższych temperaturach jakby zastyga (podobnie jak olej kokosowy, którego jest tu dużo) i nie da się wydobyć płynu, kulka nie chce się kręcić i nie ma mowy, aby posmarować nim skórę. W takiej sytuacji trzeba zawartość podgrzać np. na kaloryferze, ale jeśli o tym zapomnicie, a macie chłodną łazienkę nie ma rady - nie da się użyć i koniec. Latem oczywiście nie ma zwykle tego problemu. Za to działanie to... koszmar! Dezodorant mało, że nie działa, to wręcz pogarsza zapach potu - miałam wrażenie, że jeszcze bardziej nieprzyjemnie pachnę niż bez żadnego kosmetyku! Byłam z niego mega niezadowolona i wiem, że nie tylko ja. Na szczęście kupiłam go w promocji, normalnie kosztuje ok.13 zł, ale od jakiegoś czasu już ich nie widzę w Kontigo (może wycofali?). Oczywiście nie ma tu aluminium.

Skład: Aqua, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Zinc Ricinoleate, Aloe Barbadensis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

naturalny-dezodorant-kontigo

Naturalne szampony i odżywki do włosów, których nie polecam! 


Only Bio Szampon do włosów przetłuszczających się z biorafinowaną surfaktyną z rzepaku

Plastikowa tubka z korkiem na klik ułatwia używanie. Naturalny, ładny skład, aczkolwiek głównym detergentem jest SCS, więc produkt jest dosyć mocny. Formuła szamponu jest średnio lejąca i bardzo mocno pieniąca, więc szampon jest wydajny - wystarczy niewielka ilość. Posiada naturalny, delikatny zapach, przyjemny, choć trudny do określenia, nie przeszkadza podczas mycia włosów. Kosmetyk posiada certyfikaty ECOCERT i COSMOS NATURAL. Szampon kompletnie nie przedłuża świeżości włosów, już po jednym dniu są oklapnięte i wyglądają nieładnie. Poza tym spowodował u mnie łupież (sprawdzałam kilkukrotnie i za każdym razem potwierdzało się, że to jego sprawka). Czasem swędzi po nim skóra głowy. Z plusów warto zaznaczyć, że nie plącze włosów, łatwo się po nim rozczesują także bez odżywki (dla mnie to żadna pociecha, poniewaą i tak zawsze nakładam maskę). Kupiłam go w promocji w Kontigo za jakieś 14 zł, normalnie kosztuje 22 zł.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Surfactine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool.

Krótko o składzie: bazą jest mocny detergent SCS oraz cocamidopropyl betaine (potrafi podrażniać lub przesuszać skórę), kolejnym detergentem jest biodegradowalna surfaktyna z rzepaku. Mamy tu też m.in. nawilżającą glicerynę, olej słonecznikowy, bezpieczne konserwanty i kilka składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Jest to prosty skład dość mocnego szamponu, 99% składników jest pochodzenia naturalnego.

naturalny-szampon-onlybio

Petal Fresh Szampon z granatem i jagodami Acai chroniący kolor włosów

Plastikowa butelka z wygodnym korkiem ułatwiają używanie. Etykieta jest ładna i trzeba przyznać, że bardzo trwała. Zapach szamponu jest przepiękny, owocowy, energetyczny, zdecydowanie umila mycie włosów.  PAO 36 miesięcy. Sam szampon jest średnio gęsty, co wpływa na jego dobrą wydajność. Niestety jest to kolejny szampon, który spowodował u mnie łupież, więc nie jestem z niego zadowolona. Nawet używany raz na jakiś czas, po każdym myciu powodował, że skóra głowy była przesuszona, łuszcząca. Włosy mył całkiem ok, choć nie zauważyłam, aby odświeżał na dłużej niż dzień. Trudno zauważyć działanie chroniące kolor włosów, pomimo że mam farbowane, choć mam wrażenie, że wolniej wypłukiwał się kolor i jakby rudział zamiast blednąć (farbuję na ciemne brązy). Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

Skład: Aqua (Water), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate (Derived from Coconut), Betaine (Derived from Sugar Beets), Sodium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Ammonium Cocoyl Isehtionate (Derived from Coconut Oil), Hydroxypropyl – cellulose (Derived from Cotton Fiber), *Punica Granatum (Pomegranate) Extract, *Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Caprylic/Capric Triglyceride (Derived from Coconut Oil), Panthenol (Vitamin B5), Glycerin (Derived from Vegetable Oil), *Tussilago Faffara (Coltsfoot) Flower Extract, *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, *Rosmariunus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, *Melissa Oficinalis (Lemon Balm) LeafExtract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Polysorbate 20 (Derived from Coconut Oil), Citric Acid (Derived from Citrus Fruti), Dehydroacetic Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), Sodium Chloride (Derived from Salt), **Fragrance.
*Certyfikowane organiczne składniki.
**Zawiera naturalne kompozycje zapachowe.

Krótko o składzie: formuła oparta o naturalne detergenty z kokosa, o dość mocnym działaniu, szczególnie, że jest ich kilka. Jest kilka substancji nawilżających (betaina, gliceryna) i odżywiających włosy, cała masa roślinnych ekstraktów i witamin (B5, E), regulator pH i sól jako zagęstnik.



PS. Odżywka rozmaryn i mięta Petal Fresh jest bardzo fajna! Pachnie naturalnie rozmarynem, ziołowo, jest średnio gęsta, choć trochę słabo trzyma się włosów. Po zmyciu włosy lśnią, są miękkie i gładkie (po wysuszeniu zapachu już nie czuć). Podobno jest to odżywka zwiększająca objętość włosów, ale nie wiem jak miałoby to działać, skoro nakładam ją od połowy długości - w każdym bądź razie u mnie nie nadaje się na skórę głowy, za to na włosach czyni cuda i kupię ją ponownie. Mój mąż bardzo lubi jej zapach. Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

szampon-odzywka-petal-fresh

Babuszka Agafia Balsam do włosów z brzozą i pokrzywą

Receptury Babuszki Agafii Balsam numer 2 regenerujący


Kosmetyk, który funkcjonuje pod dwoma nazwami, w zależności od tłumaczenia. Jest to najrzadsza, najbardziej lejąca się odżywka do włosów, jaką w życiu miałam. Spływa z mokrych włosów i trzeba jej nałożyć naprawdę dużo, żeby w ogóle poczuć, że coś na nich jest. Dodatkowo butelka jest dość sztywna i ciemna, więc wydobycie balsamu pod koniec jest trudnym zadaniem, a nigdy nie wiadomo, ile jeszcze w środku zostało. Na włosach nie robi kompletnie nic, po prostu nie ma żadnego znaczenia czy odżywka ta była nakładana czy nie. Nie nawilża, nie regeneruje, nie nabłyszcza, ale i nie puszy włosów. Jedyne co mi się podobało to nieelektryzowanie się włosów - jak po większości balsamów/odżywek. Dzięki lekkości nie obciążą też włosów, więc można spróbować na mocno przetłuszczającej się czuprynie. Włosy obecnie mam średnioporowate, być może lepiej się sprawdzi przy niskoporowatych, które nie potrzebują dużego nawilżenia czy emolientów. Zużyłam całą butlę tylko dlatego, że nakładałam na ten balsam dodatkową, drugą maskę. Kupiłam go za ok. 12 zł, normalnie kosztuje od ok. 6,50 do nawet 18 zł/550 ml (ceny bardzo się wahają w zależności od sklepu). PAO 12 miesięcy.

Skład: Aqua with infusion of Pinus Siberica Bud (woda z naparem z syberyjskiego cedru), enriched by oils: Arctium Lappa (olej z łopianu), Geranium Maculatum (olej z bodziszka), Vaccinium Macrocarpon (olej z nasion żurawiny), Extracts: Pulmonaria officinalis (miodunka plamista), Calendula Officinalis (nagietek), Artemisia Absinthium (piołun), Melissa Officinalis (melisa), Panax Ginseng (korzeń żeń szenia), ‎Cetrimonium Chloride, Cetearyl Acid, Guar Gum, Ascorbic Acid (Wit. C), Panthenol (Wit. B5), White Beeswax (biały wosk pszczeli), Flower Wax (wosk kwiatowy), Tocopherol (Wit. E), Niacinamide (Wit.B3), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Bezyl Acid.

Krótko o składzie: fajnie, że balsam jest na bazie naparu, a nie samej wody. Dodatkowo zawiera cenne oleje (rzadziej spotykane) oraz całą masę ekstraktów roślinnych i witamin. Jest też substancja kondycjonująca włosy oraz bezpieczne konserwanty. Skład jest ładny i sensowny, ale zbyt "rozwodniony", aby dać widoczne rezultaty.

naturalna-odzywka-agafii

Cosnature Regenerująca odżywka do włosów z awokado i migdałami 

Skład jest ok. Opakowanie wygodne, z twardego plastiku, z korkiem na klik. Odżywka jest dosyć rzadka, potrafi spływać z włosów, choć i tak lepiej się trzyma niż powyższy balsam Babuszki Agafii. Nie widzę po niej jakiegoś niesamowitego działania na włosach, właściwie nie widzę żadnego, po prostu równie dobrze mogłabym nie nakładać niczego. Nie nabłyszcza, nie wygładza, nie dociąża. Przez swoją małą pojemność i konsystencję jest bardzo niewydajna, kończy się błyskawicznie. Dużo bardziej byłam zadowolona z szamponu z granatem tej marki. PAO 12 miesięcy. Odżywkę dostałam dwukrotnie, raz od marki, raz na spotkaniu blogerskim. Normalnie kosztuje ok. 20 zł/200 ml.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Lecithin, Sodium Cetearyl Sulfate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Persea Gratissima Oil, PCA Glyceryl Oleate, Olus Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Xanthan Gum, Citric Acid, Parfum, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Limonene, Sodium Benzoate.

Krótko o składzie: Sporo emolientów w postaci olei roślinnych w połączeniu z wodą, gliceryną i proteinami. Bezpieczne konserwanty i sporo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Skład ładny, naturalny.

Zobacz też: Recenzje kosmetyków Cosnature

naturalna-odzywka-cosnature

EO Laboratorie Tonik do skóry tłustej głęboko oczyszczający

ECO Laboratorie Tonik oczyszczający z irysem do skóry problemowej


Tani tonik o całkiem ładnym składzie, ale... zawiera detergent, co samo w sobie mnie trochę zniechęca, ze względu na to, że toniku nie zmywamy ze skóry przez wiele godzin. Z związku z tym przez cały dzień lub całą noc narażamy cerę na "zbędne" działanie detergentu, co może powodować różne niekorzystne objawy (wypryski, podrażnienie, przesuszenie). Detergenty mają za zadanie usunąć zanieczyszczenia, a następnie najlepiej spłukać ich resztki wodą. Dodatkowo niesamowicie irytuje mnie zapach tego toniku, który jest bardzo sztuczny, bardzo mocny i przypomina tanie bazarowe perfumy. Nie jest to kompozycja, jaką chce się nakładać na skórę, jednak kwestia zapachów jest bardzo indywidualna i zapewne są osoby, którym się on spodoba. Mnie niestety "obrzydza" codziennie stosowanie toniku ECO Lab i, co tu dużo mówić, męczyłam go strasznie, więc nigdy więcej nie kupię. Mało tego tonik ten lubi zostawiać lepiącą się warstewkę na skórze, co mnie doprowadza do szału. Nie mogę też powiedzieć, abym zauważyła super działanie na skórze - ot, tonik, który doczyszcza i lekko przysusza ewentualne niedoskonałości. Pokuszę się też o stwierdzenie, że po kilkunastu dniach używania toniku moja cera bardziej się błyszczała, a nie wprowadzałam w tym czasie innych produktów. Kupiłam go w jakiejś super promocji za ok. 6 zł/200 ml (normalna cena ok. 10-12 zł).

Skład: Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Iris Extract, Organic Salvia Extract, Sodium Cocamphoacetate (roślinny detergent), Hydrolyzed Rice Protein, Lavandula Essential Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Perfume.

Krótko o składzie: woda z gliceryną i solą (wodą morską) w połączeniu z roślinnymi ekstraktami rozpuszczalnymi w płynach. Do tego detergent i proteiny ryżu, olejek lawendowy, bezpieczne konserwanty i kompozycja zapachowa. Skład jest ok, nie ma tu nic potencjalnie niebezpiecznego, choć jak pisałam wyżej - tonik z detergentami nie jest dla każdego.

Tonik-eco-laboratorie

Evree Sugar Lips cukrowy peeling do ust pomarańczowy

Oczywiście nie jest to firma naturalna (nie damy się nabrać), ale skład tego peelingu jest w miarę ok (zawiera glikol). Za maleńki słoiczek zapłaciłam 15 zł. Peeling Evree pachnie bardzo sztucznie pomarańczowo, zapach jest zdecydowanie "doprawiony". W użyciu ten produkt jest irytujący. Przede wszystkim wchodzi pod paznokcie - zwykle mam półdługie - i trudno go stamtąd usunąć, ponieważ formuła jest tłusta i mocno trzyma skóry. Grzebanie w słoiczku jest też niehigieniczne. Na skórze wokół ust zostawia pomarańczową, obrzydliwie tłustą obwódkę, która mi się bardzo nie podoba i którą trudną zmyć. Samo działanie jest ok, zadowalające, ponieważ cukru jest sporo i faktycznie usta pozostają po nim gładkie i miękkie. Jednakże mając porównanie do pomadki z peelingiem Sylveco, która była dużo wygodniejsza, miała lepszy, w pełni naturalny skład i najlepsze działanie kompletnie nie porwał mnie maluszek od Evree. Wydajność też na plus Sylveco - wystarczała na dużo dłużej, a często kupuję ją za jedyne 5 zł (np. na tagrach kosmetycznych). Biorąc powyższe uważam, że peeling do ust Evree jest grubo przereklamowany i  niewart swojej ceny. Normalnie kosztuje od 9 do nawet 20 zł/10 ml (w zależności od sklepu).

Skład: Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Elaeis Guineensis Oil, Lanolin, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (Mixed), Beta- Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.

Krótko o składzie: na pierwszym miejscu cukier, który działa tu peelingująco. Następnie cała masa olei i emolientów, w tym bardzo tłusty olej rycynowy, woski i lanolina w sporej ilości. Jest też dość lekkie masło mango i znowu tłusty olej kokosowy. Całość dopełnia jeden ekstrakt roślinny i glikol propylenowy podejrzewany o wiele skórnych dolegliwości i umożliwianie wchłaniania substancji toksycznych wgłąb skóry, który nie ma prawa bytu w kosmetykach naturalnych (to nie jest oczywiście naturalny kosmetyk). Dużo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny).

peeling-do-ust-evree

Iceveda Odświeżający ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z płucnicą islandzką i amlą indyjską (zielony)

O Jeżu co za obrzydliwy zapach! Żel o pojemności 280 ml (PAO 12 miesięcy) męczyłam na raty chyba dwa miesiące! Plus za przezroczystą butelkę z wygodną pompką oraz zakup w niskiej cenie (bodajże za 4 czy 5 zł), ale ten zapach jest nie do zniesienia. Jeżeli kojarzycie pastę BHP albo inne tanie środki czystości, szczególnie używane na różnych budowach i w różnych dziwnych warsztatach samochodowych to jest właśnie to! Jeżeli marzycie, aby dziwnie pachnieć to jak najbardziej polecam.

Iceveda Relaksujący żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z brzozą północną i miodlą himalajską (turkusowy)

Tak samo wygodne, ładne opakowanie z pompką 280 ml (więc całkiem spore) i ten sam problem z zapachem. Tym razem mamy do czynienia z aromatem do złudzenia przypominającym a'la sosnową kostkę do toalety. Jest obrzydliwy i kompletnie nie pasuje do żelu pod prysznic.
Poza tym żele pod prysznic Iceveda zawierają duże ilości SCS, więc ich skład wcale nie zachwyca. Jest naturalny, ale jeśli szukacie łagodnych formuł to zły adres. Posiadają też barwniki. Z tej serii tylko jeden zapach jest dla mnie do zniesienia i na pewno napiszę o nim w zbiorczym poście na temat naturalnych żeli pod prysznic (fioletowy). Kosztują od 7 do 15 zł. Często swędziała mnie po nich skóra. Nie są to też żele dla wrażliwej skóry!

Przykładowy skład (tu żelu relaksującego): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Azadirachta Indica Seed Oil, Betula Alba Juice*, Lavandula Angustifolia Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Chamomilla Recutita Flower Water*, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Caramel, CI 19140, CI 42090, CI 42051, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Krótko o składzie: woda z mocnym detergentem (SCS), kolejne dwa detergenty, sól (zagęstnik, może przesuszać skórę), kilka cennych substancji roślinnych (oleje, ekstrakty, w tym olejki eteryczne z lawendy i ylang-ylang oraz olej z miodli), bezpieczne konserwanty, wiele substancji z kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny) oraz barwniki.

zel-pod-prysznic-rosyjski

Drogeryjne kity 2018 roku


W poprzednim roku sporadycznie używałam też kilku drogeryjnych kosmetyków, moja ciekawość często zwycięża :) Zdarza się też, że po prostu coś mi się akurat kończy i pierwsze co wpadnie mi w ręce jest mniej naturalne, ale akceptowalne po przeczytaniu składu. W ten sposób też poznałam kilka kitów, czyli kosmetyków, które kompletnie się nie sprawdziły. Oto one:

Dezodorant w kulce Isana Clear and Fresh Rossmann

Będąc w Rossmannie potrzebowałam czegoś na szybko, a jak czytaliście wyżej wiele dezodorantów naturalnych się u mnie nie sprawdziło. Chyba byłam już zmęczona i chciałam po prostu kupić cokolwiek, aby działało, nawet z gorszym składem. Dokładnie tak trafił do mnie dezodorant Isany w wersji niebrudzącej ubrań. Niestety dezodorant ten kompletnie nic nie robi, nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem, a nawet miałam wrażenie, że wzmaga pocenie. Cena jest niska, dostępność bardzo dobra, kulka się nie zacina, a zapach przyjemny - to jedyne zalety, jakie zauważyłam. Kosztował jakieś 3 czy 4 zł.

Pollena Eva SEB OFF Przeciwzmarszczkowo - matujący krem na dzień polecany do skóry tłustej mieszanej z niedoskonałościami 

Dostałam go na konferencji dla blogerów. Krem zawiera moją ulubioną witaminę PP (czyli B3, niacynamid), alfa-bisabolol, olej z pestek winogron, betainę, mocznik, aloes i jest hipoalergiczny. Posiadał kartonik. Wygodne plastikowe opakowanie z pompką typu air less, moje ulubione, bardzo higieniczne - ogromny plus. Krem matujący ma fajną konsystencję, szybko się rozprowadza i od razu daje efekt matu. Muszę przyznać, że faktycznie jest to krem matujący i to na dłużej! Idealnie nadaje się pod makijaż, nie tłuści, nie roluje się, właściwie można od razu nakładać na niego podkład o dowolnej formule (od płynnego fluidu po sypkie minerały). Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu, szczególnie na cerze tłustej. Pachnie delikatnie, choć sztucznie. Niestety skład nie powala. Otworzyłam go po rozbiciu kremu marki Biolonica z komórkami macierzystymi (po tygodniu rozwaliła się pompka i nic się nie dało z tym zrobić, a potrzebowałam czegoś "na już"). Niestety stwierdziłam, że mimo początkowego zadowolenia, mniej więcej po około miesiącu stosowania kremu tylko na dzień i dobrym zmywaniu go wieczorem, produkt "zapchał" pory. Konkretnie pojawiły się liczne zaskórniki otwarte, czyli tak zwane czarne kropki i to w najdziwniejszych miejscach, w których nigdy wcześniej ich nie miałam! Obecnie z nimi walczę i wierzcie mi, nie jestem z tego powodu szczęśliwa ;) Krem Eva SEB OFF był jedynym, który w tym czasie wprowadzałam jako nowość dlatego jestem pewna, że właśnie on jest winowajcą. Nadal go stosuję, ale sporadycznie, bo szkoda mi wyrzucać kosmetyku, skoro tak dobrze matuje, ale jestem co do niego ostrożniejsza. Kosztuje ok. 28 zł/50 ml. Pollena Eva to nasza polska marka, która szybko się rozwija.


Norel Dr Wilsz Serum napinające żurawinowe

Serum bardzo polecane i zachwalane przez blogerki, więc musiałam sprawdzić. Posiada piękną, szklaną buteleczkę z pompką. Pompka potrafi się zacinać, ale być może nie jest to norma i tylko mi trafił się felerny egzemplarz, zresztą nie jest to częste. Mam uwagę też do napisów na buteleczce, które się zwyczajnie ścierają podczas używania, natomiast sreberko wokół pompki pęka - szkoda, bo wygląda to brzydko i nie chce się takiego kosmetyku trzymać na wierzchu. Początkowo jednak szklane opakowanie wyglądało luksusowo i elegancko. Samo serum jest żelowe i posiada jasno różowy odcień. Pachnie ślicznie, owocowo, jakby żurawiną i całkiem dobrze się rozprowadza. Na skórze pozostawia wyczuwalną, trochę lepką powłoczkę, która niespecjalnie przypadła mi do gustu i ze względu na nią używałam serum Norel głównie na noc. Powłoczka lekko ściąga skórę, co nie jest bardzo nieprzyjemne, ale w wyglądzie skóry niczego nie zmienia - nie widzę działania napinającego. Niestety po dwóch miesiącach stosowania muszę z przykrością stwierdzić, że kosmetyk po prostu nie robi nic specjalnego. Nie nawilża, nie napina skóry ani nie odżywia.  Być może lepiej sobie radzi z cerą suchą czy dojrzałą, natomiast na mojej tłustej niczego nie zdziałał. Biorąc pod uwagę cenę od 60 do 85 zł/30 ml jest po prostu drogie jak na takie działanie. Plus za polską markę, wśród której odkryłam półtorej roku temu genialny (nienaturalny, ale z akceptowalnym składem) krem z kwasem migdałowym, do którego na pewno jeszcze wrócę. Mają też bardzo przyjemny, delikatny peeling enzymatyczny i witaminowy krem pod oczy, więc samą markę całkiem lubię.

ujedrniajace-serum-do-twarzy-norel

Efektima peelingi do ciała

Jakiś czas temu te peelingi były nowością. Zacznę od najlepszego z tego trio, czyli peelingu kokosowego pojędrniającego. Kokosowy, a jednak wcale nie pachnie kokosem, powiedziałabym, że wręcz śmierdzi i to mimo kompozycji zapachowej w składzie. Czym? Trudno powiedzieć, najbliżej mu do pasty do butów, w każdym bądź razie nie pachnie ładnie. Peeling kokosowy jest najmocniej działającym produktem ze zdjęcia poniżej. Zawiera olej kokosowy, korund i zmielone skorupy orzecha kokosowego, które robią tutaj za ścierniwo. Niestety zawiera konserwanty, które minimalizuję w kosmetykach czyli phenoxyethanol i pochodną formaldehydu (dmdm hydantoin - tego całkiem unikam). Nie mogę odmówić mu jednak działania. Drobinki fajnie peelingują i jest ich całkiem sporo, natomiast kosmetyk pozostawia na skórze parafinową, tłustą warstwę, która jest nieprzyjemna.

Peeling algowy antycellulitowy z zieloną herbatą - również jest to peeling korundowy, ale zawiera dodatkowe naturalne drobinki peelingujące z alg. Zapach jest przedziwny i dla mojego nosa nieprzyjemny - kojarzy mi się z brudną gąbką :D Sam wygląd kosmetyku lekko mnie odstręcza przez swój sztuczny zielony kolor, trochę jakby perłowy, ale wiem, że może się to też podobać. Konsystencja jest średnio gęsta, z widocznymi drobinkami. Powiedzmy, że zielony peeling jest średnio mocny i posiada średnie działanie nawilżające. Na szczęście nie zostawia żadnej warstwy, szybko i łatwo się spłukuje, ale i dość słabo peenguje, więc nie nadaje się dla osób lubiących porządny masaż.

Peeling węglowy Efekt Detox z pyłem wulkanicznym - produkt na bazie glinki i parafiny, również korundowy. Zawiera czarny barwnik oraz pył wulkaniczny, a także kiepskie konserwanty. Wersja węglowa pachnie przyjemnie, jakby zieloną herbatą. Konsystencja szarej, gęstej pasty, ale działanie jest już baaardzo słabe. Po pierwsze brudzi całą łazienkę, ponieważ pasta podczas masowania skóry spływa i brudzi wszystko dookoła. Po drugie - korundu jest tak mało, że praktycznie kosmetyk nie ma działania peelingującego. Oczywiście można go zostawić na skórze jak maskę i spróbować "oddetoksykować" skórę (cokolwiek to miałoby znaczyć), ale nie wyobrażam sobie tego. Dla mnie to dość słaby produkt, którego działania w ogóle nie widzę, a jeszcze muszę po nim sprzatać. Na skórze nie pozostawia tłustej warstwy, ale trzeba go dłużej spłukiwać ze względu na kolor.

peelingi-do-ciala-efektima

Poniżej jeszcze konsystencja wszystkich trzech peelingów Efektimy.


Tak oto się prezentują kosmetyki, które wyjątkowo słabo zapadły mi w pamięci w 2018 roku. Znacie któryś z nich? Jakie kosmetyki Wy nazywacie kitami? Podzielcie się w komentarzu, chętnie przeczytam :)
Najlepsze naturalne kosmetyki 2018 roku! Ranking hitów kosmetycznych do pielęgnacji

Najlepsze naturalne kosmetyki 2018 roku! Ranking hitów kosmetycznych do pielęgnacji

Muszę przyznać, że rok 2018 jest rekordowym rokiem jeśli chodzi o odkryte przeze mnie perełki kosmetyczne. Oczywiście mam na myśli tylko kosmetyki naturalne i te z dobrym, bezpiecznym składem, a jednocześnie wyraźnie wyróżniające się na tle innych. Ranking jest z oczywistych względów subiektywny - jak każdy ranking, tym bardziej, że nie używałam wszystkich kosmetyków świata i na pewno jest jeszcze wiele nie odkrytych, a genialnych kosmetyków. Myślę, że każdy jednak znajdzie tu coś interesującego dla siebie :) Lecimy?


najlepsze-kosmetyki-naturalne

Dwa najlepsze naturalne kremy do twarzy 2018!

Włoska marka Bema Cosmetici rozkochała mnie w sobie praktycznie od pierwszego użycia. Krem przeznaczony do cery tłustej i mieszanej o aksamitnej, lekkiej konsystencji. Doskonale i, co najważniejsze, długotrwale nawilżał, co szczególnie mocno odczułam podczas lata. Jednocześnie koił podrażnienia i nie "zapychał". Lekki, migdałowy zapach, świetna wydajność i szklany słoiczek to kolejne plusy. Krem ten nieraz mnie uratował przed przesuszeniem i odwodnieniem skóry w ciągu lata, a jednocześnie doskonale regenerował skórę i pomagał jej odzyskać zdrowy, świeży wygląd. Idealnie współgrał zarówno z naturalną kolorówką, jak i drogeryjną. Świetny na dzień (w chłodniejsze dni), jak i na noc latem. Skład z certyfikatami, w pełni bezpieczny i napakowany składnikami aktywnymi. Koniecznie przeczytajcie pełną recenzję, gdzie zawarłam również kilka słów o kremie do rąk tej marki - jednym z najlepszych, jaki kiedykolwiek miałam (a miałam naprawdę dużo!). Kosztuje ok. 78 zł. W drogerii ekozuzu.pl jest największy wybór kosmetyków Bema, także dla dzieci i mężczyzn.


krem-naturalny-bema

Kolejna perełka do twarzy, tym razem polskiej marki Bartos, to krem Ruby Vine z ekologicznym ekstraktem z liści winogron. Opakowanie plastikowe, ale z pompką typu air less (pompka dość nietypowych rozmiarów, ale po dojściu do wprawy bardzo wygodna w użyciu). W składzie niesamowita moc m.in. roślinnych ekstraktów, olei, wit. C i aloesu. Konsystencja na pierwszy rzut oka bogata, ale momentalnie się wchłaniała, nie pozostawiając żadnej nieprzyjemnej warstwy. Nadawał się pod każdy makijaż, spokojnie można go było stosować zarówno na dzień, jak i na noc, a także pod oczy. Nie wzmagał błyszczenia (mam tłustą skórę, więc dla mnie to ważne). Przeznaczony szczególnie do cery naczynkowej, normalnej, tłustej i skłonnej do alergii (brak kompozycji zapachowej). Świetnie radził sobie z nawilżeniem i uelastycznieniem skóry. Zauważyłam też, że przyspieszał gojenie niedoskonałości i wygładzał. Wzmacniał naczynka, rozjaśniał zaczerwienienia. Genialny! Kosztuje 130 zł.


bartos-ruby-vine

Trzy najlepsze naturalne sera do twarzy 2018!

Be.Loved serum It's a New Day to lekki olejek w ślicznej buteleczce wskazany szczególnie do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, problematycznej czy mieszanej. Niesamowicie trafiony skład, a w nim m.in. olej szafranowy, słonecznikowy, z pestek winogron, arganowy, awokado, konopny, tamanu, witaminy C i E oraz olejki eteryczne (miętowy, cytrynowy, mandarynkowy). To, co serum It's a New Day wyczynia z cerą tłustą to czary! Koi dosłownie w kilka chwil wszelkie podrażnienia, łagodzi swędzenie, a wypryski znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Przeciwdziała powstawaniu zaskórników, więc cera jest oczyszczona, wygładzona, pięknie rozświetlona i jędrna. Poprzez taką zawartość olei działa ochronnie, a jeśli nałożymy pod nie żel aloesowy czy hydrolat wzmacnia nawilżenie i zapobiega odparowaniu wody z naskórka. Reguluje wydzielanie sebum, może nie od razu, ale przy regularnym stosowaniu cera tłusta mniej się świeci, a makijaż wygląda lepiej i dłużej jest matowy. Jest to oczywiście olejek, ale z tych szybciej się wchłaniających, nie pozostawia długotrwałej, tłustej warstwy. Pachnie cytrusowo, ożywczo, obłędnie! Zużyłam już dwie buteleczki i ubolewam, że ostatnio jest nie do kupienia, mam nadzieję, że to się zmieni.

beloved-serum-its-new-day

Iossi Serum rozświetlające to kolejny olejek naturalny, tym razem tłustszy niż Be.Loved i mocno pomarańczowy (ze względu macerat z marchwi). Dobrze się rozprowadza, ale zdecydowanie dłużej wchłania, potrafi też barwić ubrania czy pościel, dlatego przed położeniem się spać najlepiej odczekać dłuższą chwilę. Pachnie przyjemnie, geraniowo, naturalnie (olejki eteryczne). Pomaga cerze w walce z przebarwieniami oraz zaczerwienieniem, mocno odżywia i koi cerę. Świetny produkt, który można kupić w dwóch pojemnościach. Niesamowicie wydajny!

 
naturalne-serum-do-twarzy

Świetne, proste serum typu DIY poznałam dzięki gotowemu zestawowi ze strony z półproduktami ecospa. Z jednego zestawi wychodzą aż trzy buteleczki serum, co przekłada się na niską cenę. Dodatkowo w dowolnym momencie możemy sobie wymieszać świeżą dawkę serum i używać najbardziej aktywnej wersji wit. C. Serum doskonale rozjaśnia i odświeża cerę, działa antyoksydacyjnie, przymyka pory, nawilża. Fajny, prosty skład. Moja cera je pokochała!

  ecospa-serum-witamina-c-diy

Najlepsze gotowe maseczki naturalne 2018

Maseczki Rapan Beauty poznałam tak naprawdę w 2017 roku, ale to w 2018 zużyłam ich naprawdę wiele. Gotowe maseczki z syberyjskimi glinkami (niebieską i żółtą), ze składnikami aktywnymi. Odkręcamy słoiczek, mieszamy zawartość i nakładamy na czysta skórę. Dodatkowo wersja żółta umożliwia wykonanie peelingu, ponieważ glinki nie są bardzo drobno zmielone. Używam ich zawsze gdy cera ma gorszy okres, momentalnie koją podrażnienia, zaczerwienienie i wysuszają niewielkie wypryski. Pozostawiają skórę czystą, gładka, z przymkniętymi porami, a wcale nie wysuszają! Dodatkowo to nasz polski producent, który się rozwija - ostatnio pojawiły się nowości tej marki w postaci mydełek, peelingów do ciała, soli do kąpieli oraz toniku.


rapan-beauty-nowosci

Maseczka całonocna z serii Ava Eco z doskonałym naturalnym składem to jeden z tych produktów, które pomagają cerę odżywić i chronić w trudniejszym czasie. Maseczka idealna na okres jesieni i zimy, ponieważ "zamyka" nawilżenie w naskórku, dzięki czemu cera rano jest promienna, jędrna i gładka. Cała seria Ava Eco jest warta zakupu, podobnie miło wspominam tonik na hydrolacie lawendowym. Łagodzi też zaczerwienienia i wypryski.


naturalna-maseczka-avaeco

Na wyjazdy natomiast zdecydowanie wolę maseczki w saszetkach. Najlepsze jakich używałam to maski marek Vianek, Duetus z węglem aktywnym oraz Clochee, ale tylko wersja z czerwoną glinką. Są to moje sprawdzone maseczki, gdy mam ochotę na jednorazowy zabieg. 
Różowa maseczka Clochee posiada rudy kolor i dobrze rozprowadzającą się konsystencję. Delikatnie pachnie różą. Jedna saszetka składa się z dwóch oddzielnych komór, więc wystarcza spokojnie na dwa zabiegi.
Dobrze wygładza, nawilża i odżywia skórę, a efekt jest widoczny nawet po jednorazowym użyciu. Nie farbuje skóry i posiada bardzo ładny skład.


nawilzajaca-maseczka-clochee

Najlepsze toniki czyli Bioup i hydrolaty

Hydrolaty Uwielbiam po prostu! Od dwóch lat stosuję pielęgnację "na mokro", co niesamowicie pozytywnie wpłynęło na moją cerę, jej nawilżenie i ukojenie. Chyba każda posiadaczka cery tłustej czy mieszanej zna problem błyszczenia, warzenia się makijażu, rozszerzonych porów, zaskórników i wyprysków? Jeśli tak, gorąco zachęcam do spróbowania tej metody, która pomogła już wielu osobom z mojego polecenia :) Wystarczy nakładać serum i/lub krem na dobrze oczyszczoną skórę uprzednio spryskaną hydrolatem lub tonikiem (koniecznie bez detergentów i najlepiej z prostym, krótkim składem). Krem lub serum WKLEPUJEMY w skórę, a nie wcieramy :) Pamiętajcie też, że nie każdy hydrolat może być tonikiem, bo nie każdy ma odpowiednie pH (warto podpytywać producentach, sprawdzać na stronach czy etykietach lub też orientacyjnie samodzielnie papierkiem lakmusowym - do kipienia w aptece lub na stronach z półproduktami).


jak-dobrac-hydrolat

rozne-hydrolaty

Markę Bioup poznałam dopiero w listopadzie, ale szturmem podbiła moje serduszko. Szczególnie tonik oparty o hydrolat z opuncji i róży przypadł mi do gustu. Jest to bardzo aktywny produkt, dlatego zauważyłam, że nie z każdym kremem się dogada, szczególnie naturalnym (wtedy twarz czerwienieje i lekko piecze, ale występuje to tylko w połączeniu z nielicznymi produktami, więc wybaczam). Zaopatrzony w genialny atomizer, tworzący drobną mgiełkę, pachnącą i mocno nawilżającą. Skład marzenie! Używam go codziennie od ponad miesiąca i moja cera jest promienna, nawilżona pomimo ciągłych zmian temperatur i ogrzewania, ukojona. Skoncentrowane serum pod oczy jeszcze testuję, czasem nakładam je również na noc na całą twarz.

tonik-z-opuncji-figowej


Peeling cukrowy Bosphaera to kolejny naturalny produkt, który zachwycił mnie szczególnie obłędnie cytrusowym zapachem! Gdy mam gorszy dzień poprawia mi humor, dodaje energii, a jednocześnie posiada świetną konsystencję. Dobrze wygładza skórę i pozostawia ją miękką i natłuszczoną. Zużywam właśnie drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie :)

peeling-bosphaera

Olej moringa oraz olej z nasion kawy Etja to olejowe nowości, które poznałam z 2018 roku. Miałam już naprawdę mnóstwo różnych olei, ale ostatnio to właśnie moringa używam najchętniej. Nie jest to olej tłusty, dość szybko się wchłania (jak na olej oczywiście), nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na skórze na długi czas. Pięknie "domyka" nawilżenie po uprzednim nałożeniu na skórę np. żelu aloesowego, a jednocześnie nie brudzi, nie tłuści i nie "zapycha" cery. Pomaga regulować wydzielanie sebum oraz zapobiega powstawaniu zaskórników i pryszczy! Nie wyczuwam silnego zapachu, więc jest neutralny, a "robi robotę". Jeden z lepszych do skóry tłustej olei jakie miałam! Ten z Etja jest nierafinowany i tłoczony na zimno.
Olej z nasion kawy natomiast pachnie mocną, aromatyczną kawą. Pobudza, działa regenerująco i ujędrniająco. Nadaje się też do ciała (masaż antycellulitowy). Łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie ranek. Etja jest nierafinowany i tłoczony na zimno.

oleje-etja

olej-kawowy-etja

Olejki eteryczne lubię od lat i te od Optima Natura również znałam wcześniej, ale to w 2018 zaczęłam namiętnie kombinować różne przepisy z ich udziałem. Pierwszy raz miałam również olejek limonkowy, który jest najcudowniejszym, najświeższym i najradośniejszym zapachem ever! Olejkom eterycznym Optima ufam całkowicie, wiem, że są świetnej jakości (wierzcie mi, można to czasem rozpoznać po zapachu, niektórzy producenci niepotrzebnie kombinują z "ulepszaniem" swoich produktów). Robię z nich płyn do płukania tkanin, odświeżacze do domu, kule do kąpieli, sera do twarzy, kremy, toniki, szampony.


olejki-eteryczne

Tak się przedstawiają moje naturalne hity kosmetyczne do pielęgnacji. Koniecznie dajcie znać czy coś znacie i jakie Wy macie wrażenia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każda z nas ma inną skórę, a w związku z tym moje hity dla kogoś innego mogą być "kitem". Zdarza się, nie ma kosmetyków dobrych dla wszystkich :)



W następnym poście planuję napisać o naturalnym makijażu oraz myślę o poście na temat kosmetyków, które się nie sprawdziły u mnie w ostatnich miesiącach (drugą część wpisu o rozczarowaniach).
Natura Siberica czy Pharmaceris? Peelingi mechaniczne do skóry głowy

Natura Siberica czy Pharmaceris? Peelingi mechaniczne do skóry głowy

O peelingu do skóry głowy dowiedziałam się jakieś 2,5 roku temu, ale nie od razu dałam się przekonać do wypróbowania. Nie mam jakichś dużych problemów ze skórą głowy, zwykle mnie nie swędzi i nie mam łupieżu (choć okresowo się zdarza np. zimą, także niektóre szampony go wywołują). Jedyne co mi doskwiera na co dzień to brak objętości i szybkie przetłuszczanie. Po pierwszym użyciu peelingu do skóry głowy (był to peeling enzymatyczny w postaci serum oczyszczającego polskiej marki trychologicznej Bionigree) zobaczyłam jak wprowadzenie jednego dodatkowego kosmetyku świetnie wpływa na stan włosów. Były uniesione u nasady, puszyste, dłużej  świeże, a ewentualny łupież czy podrażnienia skóry głowy znikały zdecydowanie szybciej. Od tamtej pory stosowałam domowej roboty peeling oraz dwa gotowce.


Jak stosować peeling do skóry głowy?


Niewielką ilość produktu rozprowadzamy na skórze suchej lub tuż po umyciu. Osobiście wolę wcierać peeling w skórę suchą, ponieważ łatwiej oddziela mi się wtedy pasma włosów, aby dotrzeć do skóry. W przypadku peelingu mechanicznego trzeba nabrać w tym wprawy (pierwsze użycia bywają dość irytujące). Po wykonaniu masażu, w miarę możliwości delikatnymi okrężnymi ruchami, spłukujemy głowę obficie letnią wodą, starając się wypłukać drobinki z włosów, a następnie stosujemy standardową pielęgnację. Całość trwa ok. 5-10 minut, w zależności jak mocno wczujemy się w masowanie :)
Peeling do skóry głowy warto wykonywać regularnie. W razie potrzeby może to być raz w tygodniu w ustalony dzień lub raz na dwa tygodnie, ale na pewno nie codziennie (analogicznie jak z peelingiem do twarzy lub ciała, musimy dać skórze cas na regenerację).

jak-zrobic-peeling-skory-glowy

Po co robić peeling skóry głowy?


Peeling doskonale oczyszcza skórę z martwego naskórka, dzięki czemu pomaga uregulować aktywność gruczołów łojowych. Delikatny masaż pobudza krążenie krwi, co z kolei pomaga odżywić cebulki, dzięki czemu włosy rosną mocniejsze i lśniące. Peeling jest w stanie nawet wspomóc walkę z wypadaniem włosów. Podobnie jeśli używacie wcierek do skóry głowy warto przed takim zabiegiem wykonać peeling, co pomoże dostać się składnikom aktywnym głębiej i lepiej wykorzystać potencjał wcierki czy serum.

Peeling do skóry głowy DIY


Bardzo łatwo wykonać taki produkt w domu. Wystarczy wymieszać niewielką ilość delikatnego szamponu z 2-3 łyżkami cukru (preferuję trzcinowy, bo jest mniej "kanciasty" i nie drapie za mocno, a nie chcemy przecież pogorszyć stanu skóry ani jej podrażniać). Równie dobrze zamiast cukru możemy użyć zmielonej kawy lub pestek moreli. Podobnie zamiast szamponu możemy zastosować żel aloesowy, lekką odżywkę lub serum. Warto spróbować różnych opcji i znaleźć ulubioną mieszankę :) Papkę nakładamy na skórę, masujemy i spłukujemy. Jeśli nie lubicie bawić się w domowe kosmetyki na rynku istnieje spory wybór gotowych produktów. W ostatnim czasie miałam okazję używać dwóch: Pharmaceris oraz Natura Siberica.

recenzja-pharmaceris

Pharmaceris H, Oczyszczający peeling trychologiczny 

do skóry głowy z problemem wypadania włosów i łupieżu


Pierwszy gotowy peeling mechaniczny do skóry głowy, jakiego używałam (mechaniczny czyli z drobinkami). Posiada genialne opakowanie z wyprofilowaną końcówką, która znacznie ułatwia dotarcie kosmetyku do skóry głowy. Dodatkowo końcówkę możemy zablokować przekręcając ją w prawo. Wystarczy zrobić we włosach przedziałek, wycelować i wycisnąć odpowiednią ilość produktu bezpośrednio na skórę. Konsystencja kosmetyku jest wystarczająco gęsta, dzięki czemu nie spływa, a my mamy czas, aby pokryć całą głowę scrubem, zanim zaczniemy masować. Drobinki są wyczuwalne, niewielkie i choć nie ma ich dużo, to i tak są skuteczne. Dobrze masują i oczyszczają skórę, a po wszystkim grzecznie się wypłukują i nie plączą między włosami. Peeling nie pieni się, bardziej przypomina pastę czy średnio lekki krem z zatopionymi zmielonymi pestkami moreli. Tak naprawdę jest to scrub enzymatyczno-mechaniczny, ponieważ zawiera także papainę. Zawiera również piroktonian olaminy, który działa antybakteryjnie i zwalcza objawy łupieżu, jednocześnie zabezpieczając skórę przez jego nawrotem. Kofeina pobudza mikrokążenie i wspomaga odżywienie cebulek oraz dotlenia, z kolei mocznik nawilża.

konsystencja-peeling-pharmaceris

Skład: Aqua (Water), Cetyl alcohol, Propylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Trilaureth-4 Phosphate, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder (zmielone pestki moreli), Piroctone Olamine, Glycerin, Tartaric Acid, Caffeine (kofeina), Caesalpinia Spinosa Gum, Papain (papaina), Sodium Hydroxide, Citric Acid, Alcohol, Lactic Acid (kwas mlekowy), Maltodextrin, Urea (mocznik), Xantham Gum, Hydroxyethylcellulose, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lecithin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum.
Skład nie jest naturalny, ale w kosmetyku, którego używam raz na tydzień przez 5 minut jestem w stanie wybaczyć glikol czy fenoksyetanol.

peeling-do-skory-glowy
 
Peeling Pharmaceris doskonale oczyszcza skórę, odświeża ją, a także łagodzi podrażnienia co miałam okazję sprawdzić dwukrotnie. Pachnie przyjemnie, choć sztucznie i bardzo intensywnie. Zapach przypomina perfumy i trochę mnie męczył swoją "mocą", ale raz na tydzień byłam w stanie nie kręcić na niego nosem, szczególnie, że produkt spisywał się dobrze. Byłam z niego niesamowicie zadowolona, ponieważ jest łatwy w użyciu. Produkt nie powodował przetłuszczania włosów, swędzenia i nie uczulił mnie. Peeling sprawiał, że następnego dnia włosy były pięknie odbite u nasady, przez co nabierały objętości, a fryzura lekkości. Szybko także łagodził wszelkie początki łupieżu (u mnie problem z łupieżem pojawia się wraz ze zmianami temperatur, a także niektóre szampony sprawiają, że skóra jest sucha i łuszcząca). Za tubkę o pojemności 125 ml trzeba zapłacić ok. 27 zł. PAO tylko 4 miesiące (od otwarcia trzeba go zużyć w ciągu 4 m-cy).

recencja-scrubu-natura-siberica

Natura Siberica, Scalp Scrub, Rokitnikowy peeling do skóry głowy

do wszystkich rodzajów włosów z organicznymi olejami i witaminami


Można powiedzieć, że jest to dość mocny szampon z drobinkami, który w dodatku zaskakująco mocno się pieni. Opakowanie to miękka tubka z odkręcanym korkiem. Niestety nie posiada specjalnej końcówki, co znacznie utrudnia dotarcie do skóry głowy. Większą tubką trudniej manewrować między włosami, łatwo też wycisnąć za dużo produktu. Konsystencja jest dość lejąca, spływa ze skóry, migruje. Zanim zdążę pokryć całą głowę peelingiem w niektórych miejscach już spływa, co mnie irytuje, szczególnie jeśli kapie na twarz czy oczy. Na plus zaliczam obłędny owocowy zapach, który kojarzy mi się z dżemem morelowym. W lejącym się, pomarańczowym żelu zatopiono mnóstwo drobinek, o wiele więcej niż w peelingu Pharmaceris. Drobinki to zmielone nasiona malin oraz rozdrobnione nasiona sosny.

konsystencja-scrub-do-glowy

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Sibirica Shell Powder (proszek z szyszek sosny syberyjskiej), Lauryl Glucuside, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Powder (sproszkowane pestki maliny), Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl Betaine, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika), Menthol, Argania Spinosa Seed Oil (olej arganowy), Pineamydopropyl Betaine, Glyceryl Undecylenate, Glycolic Acid, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Water (ekstrakt z mięty pieprzowej), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z nagietka), Bisabolol, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Stem Extract,  Arctium Lappa Root Extract (ekstrakt z łopianu), Oxalis Acetosella Extract (ekstrakt ze szczawika), Citric Acid, Urtica Dioica Leaf Extract (ekstrakt z pokrzywy), Geranium Sibiricum Extract (ekstrakt  z bodziszka), Juniperus Sibirica Extract (ekstrakt z jałowca), Sodium Ascorbyl Phosphate (witamina С), Tocopheryl (witamina Е), Rethinyl Palmitate (witamina А), Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine (arginina), Aspartic Acid (kwas asparginowy), PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine (aminokwasy), Parfum, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, CI 16255, CI 15985 (barwniki).
Skład oparty o silny detergent z kokosa, mnóstwo ekstraktów roślinnych, olei, witaminy oraz aminokwasy.

scalp-scrub-natura-siberica

Drobinki bardzo trudno wypłukuje się z włosów, mimo że moje są lekko za ramiona i proste. Jeszcze następnego dnia często wyczuwam drobinki na głowie, co nie jest przyjemne i, krótko mówiąc, denerwuje mnie. Sam masaż jest przyjemny, choć nadmierne pienienie produktu trochę przeszkadza - momentalnie z niewielkiej ilości żelu tworzy się gęsta, biała piana, która unosi włosy i utrudnia dotarcie do samej skóry. Dzięki zawartości detergentu (SCS) peeling dodatkowo oczyszcza skórę i właściwie można pominąć ponowne mycie włosów szamponem, ponieważ scrub Natura Siberica to takie dwa w jednym - szampon z drobinkami. Zawiera cenne ekstrakty ziołowe oraz naturalne oleje, które dodatkowo regenerują i odżywiają skórę głowy oraz włosy, a jednocześnie pełnią funkcję renatłuszczającą. Dzięki olejom włosy nie są tępe w dotyku, dobrze się rozczesują i nabierają blasku, ale z drugiej strony peeling nie przedłuża świeżości włosów, więc muszę je myć tak samo często jak zawsze. Za to jeszcze bardziej odbija włosy u nasady niż Pharmaceris, co mi się podoba, bo czupryna wydaje się przez to gęsta i puszysta, choć tylko przez jeden dzień. Nie przyspiesza jednak przetłuszczania, po prostu nie wpływa na nie w żaden sposób (przynajmniej u mnie). Myślę, że działanie złuszczające ma także szansę pomóc przy łupieżu, ale pod warunkiem, że silniejszy detergent nie pogarszy przesuszenia skóry - u mnie nic takiego nie ma miejsca, ponieważ na co dzień używam delikatnych szamponów, a peeling stosuję raz w tygodniu i ten sposób stosowania jest dla mnie optymalny.

peeling-do-skory-glowy

Scrub Natura Siberica zawiera dużo więcej roślinnych składników aktywnych, które mają za zadanie odżywić, nawilżyć, ale także i ukoić podrażnioną skórę głowy. Szkoda, że producent nie popracował nad wygodniejszym opakowaniem, które umożliwiłoby łatwiejsze dotarcie bezpośrednio do skóry głowy. Frustruje mnie też zbyt lejąca konsystencja i za mocne pienienie, ale poza tymi sprawami uważam, że to niezły produkt i warto spróbować, szczególnie że działa doskonale i cieszy owocowym zapachem. Tubka o pojemności 200 ml kosztuje ok. 20-23 zł. PAO aż 12 miesięcy.

Podsumowując: peeling do skóry głowy to dla mnie kosmetyk obowiązkowy, ponieważ zdecydowanie pomaga w walce z wypadającymi włosami, pomagając lepiej oczyścić skórę głowy i głębiej dotrzeć składnikom aktywnym np. z wcierki. Dodatkowo ładnie unosi włosy u nasady, nadając włosom objętości i puszystości. Pomaga też pozbyć się łupieżu czy przesuszenia skóry głowy, a także w odwrotnej sytuacji - wesprze walkę z przetłuszczaniem (Pharmaceris). I to wszystko tylko przy użyciu 1-2 razy w tygodniu (w zależności od potrzeb) przez 5 minut. Łatwo go też zrobić samemu w domu.

A Wy używacie peelingów do skóry głowy? Polecacie szczególnie jakiś produkt lub przepis DIY? A może znacie któryś z tych dwóch scrubów i macie ochotę podzielić się swoimi wrażeniami w komentarzu?
ECOSPA, Serum do twarzy DIY z 15% wit. C i glukonolaktonem do cery naczynkowej, tłustej, mieszanej i dojrzałej

ECOSPA, Serum do twarzy DIY z 15% wit. C i glukonolaktonem do cery naczynkowej, tłustej, mieszanej i dojrzałej

Uwielbiam własnoręcznie robione produkty i po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do domowych kosmetyków, którymi chcę wesprzeć swoją naturalną pielęgnację. Spodziewajcie się w najbliższym czasie kilku nowych przepisów, skomponowanych przeze mnie. Tymczasem, aby zachęcić Was do eksperymentów, przedstawiam gotowy zestaw ze strony ecospa.pl - jednej z moich ulubionych stron do zakupu półproduktów kosmetycznych. Zestaw jest świetnym sposobem na rozpoczęcie przygody z DIY, pomaga nabrać pewności siebie i wprawy oraz sprawdzić, czy polubicie domową "produkcję" kosmetyków. Na końcu także recenzja serum z wit. C 15%, które jest genialnym produktem na jesień, ponieważ wspiera regenerację skóry po letnim słońcu. Zapraszam.


diy-serum-witamina-c

Ecospa, Zestaw DIY serum z witaminą C 15%

Zestaw kosztuje 29,90 zł i zawiera wszystko, co jest potrzebne do stworzenia trzech buteleczek (po 10 ml każda) gotowego serum. Oznacza to, że każda buteleczka serum kosztuje niecałe 10zł, ale trzeba ją zużyć w ciągu dwóch tygodni od momentu wymieszania składników. Ze względu na niestabilność witaminy C w roztworze, gotowe serum najlepiej trzymać w lodówce. Każdą porcję robimy wtedy, gdy jej potrzebujemy, czyli jeśli chcemy używać serum przez cały miesiąc najpierw robimy jedną buteleczkę, a po dwóch tygodniach drugą, świeżą i stosujemy serum nieprzerwanie przez 4 tygodnie. Oczywiście możemy także używać kosmetyku w seriach np. tylko raz w miesiącu przez dwa tygodnie - wtedy robimy przerwę, a kolejną porcję przygotowujemy w następnym miesiącu - wszystko zależy od potrzeb naszej skóry.

witamina-c-15%-serum

Antyoksydacyjne serum z witaminą C

Zestaw otrzymamy w ładnym, trwałym opakowaniu. W środku znajdują się:

  • buteleczka z potrójnym kwasem hialuronowym 1,5% (oczywiście jest to już roztwór w formie żelu, ceniony humektant czyli nawilża skórę)
  • buteleczka z hydrolatem Neroli (z kwiatów pomarańczy, o specyficznym, przyjemnym, silnym zapachu, nawilża i koi podrażnienia)
  • trzy saszetki z odmierzoną ilością witaminy C (w formie kwasu askorbinowego, dopóki jest w proszku jest stabilna, natomiast w roztworze szybko traci swoje właściwości, ale jest to jedna z najaktywniejszych form witaminy C, dlatego gotowe serum trzymamy w lodówce, aby jak najdłużej utrzymać cenne właściwości antyoksydacyjne i rozjaśniające)
  • trzy saszetki glukonolaktonu (kwas PHA, nawilża, a jednocześnie zwiększa stabilność wit. C)
  • trzy buteleczki z ciemnego szkła z pipetką (na gotowe serum)
  • 2 pipety po 3 ml (ułatwią odmierzanie hydrolatu i kwasu hialuronowego)
  • drewniana bagietka (pomaga mieszać roztwór i wydobyć proszki z torebek)
  • trzy etykiety na gotowe serum (możemy podpisać buteleczkę i oznaczyć datę ważności, tu uwaga, ponieważ etykiety są przemakalne dodano także przezroczyste naklejki, które można nakleić na etykietę i w ten sposób woda nie rozmaże napisów)
  • ulotkę informacyjną wraz ze sposobem przyrządzenia serum.

zestaw-serum-ecospa

Jak zrobić serum z witaminą C EcoSpa?

Zaczynamy od przygotowania stanowiska pracy i zebrania wszystkich potrzebnych rzeczy w jednym miejscu. Może być przydatna szklana zlewka (ewentualnie szklanka), w której będziemy mieszać składniki, choć ja robię wszystko bezpośrednio w buteleczce na serum. Oczywiście dokładnie myjemy ręce, a jeśli mamy to warto założyć także rękawiczki jednorazowe. Zlewkę/szklankę także myjemy, możemy dodatkowo wypłukać ją spirytusem salicylowym/alkoholem i zostawić do odparowania. Buteleczki na gotowe serum z zestawu nie potrzebują sterylizacji.

serum-z-glukonolaktonem

Warto dokładnie przeczytać sobie właściwości i sposób przygotowania serum. Wszystkie niezbędne informacje znajdziemy w dołączonej ulotce. Mamy tu także wypisane w tabelce dokładne proporcje poszczególnych składników - będą nam potrzebne do odmierzenia kwasu hialuronowego i hydrolatu.

ekospa-gotowy-zestaw-kosmetykow

Zaczynamy od odmierzenia żelu hialuronowego za pomocą pipety dołączonej do zestawu. To bardzo proste - wystarczy ścisnąć końcówkę, a następnie włożyć pipetkę do buteleczki i poluzować tak, aby ciśnienie zassało żel do pipetki. W ten sposób odmierzamy 1 oraz 2/3 pipety do oddzielnej zlewki lub bezpośrednio do buteleczki na serum.

kwas-hialuronowy

Ja zdecydowanie wolę odmierzone składniki mieszać bezpośrednio w dołączonej do zestawu buteleczce - oszczędza to czas, ale i sam produkt, ponieważ podczas przelewania zawsze trochę tracimy.

kosmetyki-diy

Żel powinien zająć mniej więcej połowę buteleczki, co widać na zdjęciu poniżej. Następnie odmierzamy jedną pełną pipetę hydrolatu Neroli, wyciskamy do żelu, po czym dokładnie mieszamy (buteleczkę przed mieszaniem oczywiście zakręcamy).

hydrolat-z-kwiatow-pomaranczy

Hydrolat Neroli z zestawu posiada kroplomierz, który trzeba zdjąć, inaczej nie włożymy do środka pipetki (po wszystkim wciskam go z powrotem, żeby dodatkowo chronił zawartość przed dostępem powietrza).

jak-zrobic-serum

Do wymieszanego żelu hialuronowego z hydrolatem wsypujemy całą jedną saszetkę witaminy C. Starajmy się zrobić to jak najdokładniej, aby nie tracić cennego składnika. Jeśli zdecydujecie się na mieszanie serum w zlewce będzie Wam łatwiej. W przypadku buteleczki można zrobić "dziubek" z opakowania witaminy C i ostrożnie, pomagając sobie drewnianą bagietką, wsypać proszek do środka.

serum-witamina-c

Kwas askorbinowy (wit. C w formie proszku) osiądzie na dnie (widać to na zdjęciu niżej), więc całość musimy znowu dokładnie wymieszać. W tym celu wystarczy zakręconą buteleczką porządnie wstrząsać ok. minutę (w zlewce musimy pomóc sobie bagietką). Powinniśmy otrzymać przezroczysty roztwór bez bąbelków (widać pod światło).

witamina-c-cera-naczynkowa

Ostatnim krokiem jest wsypanie do całości jednej całej saszetki glukonolaktonu (robimy to identycznie jak z wit. C). Całość ponownie dobrze mieszamy (wstrząsamy) do uzyskania jednorodnej, przezroczystej konsystencji serum. Gotowe :)

serum-z-kwasem

Recenzja serum z witaminą C 15% ECOSPA

Serum wystarcza na ok. 1,5-2 tygodnie codziennego używania. Musimy pamiętać, aby trzymać je w lodówce. Buteleczka ułatwia dozowanie i dodatkowo chroni zawartość przed dostępem światła. Samo serum posiada przezroczystą, lekko żelową konsystencję. Pachnie dość mocno hydrolatem Neroli. Nie zawiera emolientów, więc szybko się wchłania w skórę, nie pozostawiając żadnej błyszczącej warstwy, ale przez dłuższą chwilę może się delikatnie lepić. Stosuję je codziennie wieczorem, wklepując delikatnie serum w czystą skórę, uprzednio zwilżoną hydrolatem. Odczekuję ok. 5 minut, a następnie nakładam kolejne produkty (zwykle jest to serum olejowe, olej marula lub krem). Serum EcoSpa w witaminą C nakładam nie tylko na twarz, ale także na szyję i dekolt.

  • Uwaga - przed pierwszym użyciem warto zrobić próbę uczuleniową, na przykład za uchem. Moja cera jest przyzwyczajona zarówno do witaminy C, jak i kwasów i żaden z użytych składników nie jest dla niej nowością. Przypomnę, że mam cerę po trzydziestce, tłustą, dość grubą i odporną, ale jednocześnie płytko unaczynioną, zaczerwienioną na policzkach i w okolicach skrzydełek nosa. Niestety powoli pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne. Serum z witaminą C 15% jest wprost wymarzonym produktem dla takiej skóry :) Także osoby palące oraz posiadające szarą, zmęczoną cerę lub przebarwienia mogą być zadowolone z kosmetyku zawierającego wit. C.

Serum delikatnie napina skórę, a przy dłuższym stosowaniu rozjaśnia niewielkie przebarwienia i piegi (u mnie szczególnie widać różnicę właśnie na piegach i pieprzykach). Zaczerwienienia po opornych niedoskonałościach także wyraźnie znikają szybciej. Po kilku użyciach skóra nabiera tego szczególnego rodzaju zdrowego blasku, jest rozświetlona, przez co wygląda młodziej i promienniej. Nabiera także kolorytu, co jest szczególnie cenne dla osób palących papierosy czy pracujących w zanieczyszczonym środowisku! Witamina C wzmacnia też naczynka krwionośne, jednak rezultaty widać dopiero po dłuższym stosowaniu niż dwa tygodnie. Niestety naczynka nie "znikną" na zawsze, ale rzadziej będziemy się mocno rumienić, więc i tak warto spróbować. Poza tym serum przyjemnie nawilża cerę, przez co zmarszczki są mniej widoczne i wolniej tworzą się nowe. Podczas używania serum mam pełny komfort, nie odczuwam nieprzyjemnego napięcia czy podrażnienia skóry, choć uwaga na drobne ranki i zadrapania - może lekko szczypać (co jest normalne).

Pamiętajcie, aby nie łączyć witaminy C z witaminą B3 (niacynamid), która jest moją drugą ulubioną witaminą (wtedy przykładowo produkty z wit. B3 stosujemy rano, a z wit. C wieczorem).

recenzja-serum-ecospa

Jak Wam się podoba taki zestaw do własnoręcznego przygotowania? Sami widzicie, że jest to bardzo proste! Skusicie się na serum z witaminą C 15%? Teraz jest najlepszy moment na naprawę posłonecznych mikrouszkodzeń po lecie i dobre przygotowanie skóry już na zimę.