Naturalne pasty do zębów bez fluoru / NeoBio, Eco Cosmetics, Natura Siberica

Naturalne pasty do zębów bez fluoru / NeoBio, Eco Cosmetics, Natura Siberica

Dlaczego pasta bez fluoru?

Ostatnio dostałam od Was wiele pytań na temat pasty do zębów z lepszym składem, w dodatku bez fluoru. Nie chcę tu wchodzić w polemikę na temat szkodliwości fluoru, ponieważ w internecie jest cała masa badań, które jasno i rzetelnie wykazują... zarówno jego szkodliwość, jak i nieszkodliwość. Wszystko zależy od dawki, a tą trudno ujednolicić, skoro najlepszym źródłem fluoru jest... woda, a zawartość tego pierwiastka jest różna w zależności od rejonu i głębokości wydobycia (tak, w butelkowanej i wodociągowej też). I bądź tu mądry! Jednak jestem zdania, że skoro nadmiar fluoru może być szkodliwy, a jego brak w paście nie niesie ze sobą żadnych negatywnych skutków, to lepiej go unikać. Tak też właśnie robię! Większość z nas przecież doskonale wie, że fluor jest niezbędny do prawidłowej budowy i funkcjonowania organizmu (kości i zębów w szczególności), a dostarczamy go pod dostatkiem właśnie z wodą, ale też spożywając m.in.  czarną herbatę, ryby, ser, chleb żytni. Kiedyś nawet "wzbogacano" nim wodę z kranu (oczywiście dla naszego dobra, nadal w wielu krajach się to praktykuje). Zarówno nadmiar, jak i niedobór fluoru niesie ze sobą konsekwencje. Osobiście nie znam nikogo, kto cierpi na niedobór, za to na nadmiar owszem (fluoroza, pierwsze objawy to białe, żółte lub brązowe plamy na zębach). Po 4 latach stosowania past bez fluoru (z niewielkimi wyjątkami np. podczas wyjazdów) stwierdzam, że moje zęby nie ucierpiały nic a nic. Są w doskonałym stanie, dlatego też nie planuję powrotu do tradycyjnych past. Dzisiaj mam dla Was krótkie recenzje na temat trzech past właśnie bez fluoru: Neo Bio, Eco Cosmetics oraz Natura Siberica.


pasty-bez-fluoru

Pasty dostępne są bez problemu w wielu drogeriach internetowych oraz w niewielkich sklepikach zielarskich. Nie zdarzyło mi się natrafić na żadną z nich w dużej, stacjonarnej drogerii lub markecie, ale dla mnie nie jest to problem, ponieważ obecnie rzadko kupuję kosmetyki w takich miejscach. Staram się wspierać niewielkie biznesy, nastawione na jakość sprzedawanych produktów, a nie kasę i ilość. Wszystkie pasty mają standardowe, miękkie tubki oraz odkręcane korki. Natura Siberica posiadała dodatkowo kartonik.

dobre-sklady-pasty-zebow

Natura Siberica, Noc Polarna, Wybielająca naturalna czarna pasta do zębów bez fluoru

Najłatwiej ją kupić np. w ekobieca.pl czy helfy.pl. Ceny są bardzo zróżnicowane, od nawet 11 zł do 20 zł/100g.
Pasta jest całkowicie czarna, dość gęsta. Pachnie miętowo, ale delikatnie. Mocno się pieni, tworząc szarą pianę, więc po umyciu zębów trzeba dobrze opłukać szczoteczkę oraz umywalkę. Posiada słodkawy, łagodny smak. Dobrze oczyszcza zęby z każdego osadu, w tym z kawy czy herbaty. Pozostawia zęby gładkie, jaśniejsze i lśniące (używam elektrycznej szczoteczki, to na pewno także ma wpływ na higienę zębów). Przyjemnie odświeża oddech, jednak nie na długo, więc dla niektórych efekt może być niewystarczający. Generalnie jest to popularna pasta o dobrym składzie i łagodnym smaku, a jednocześnie skutecznie oczyszczająca zęby i lekko je wybielająca, łagodna dla dziąseł. Zawiera wiele ziół zebranych, zgodnie z filozofią marki, na dzikich, czystych terenach Syberii.

Zobacz też:

natura-sibetica-pasta

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycerin, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Syem Extract (organiczny ekstrakt z krwawnika, chroni dziąsła, łagodzi stany zapalne, działa antyseptycznie), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny z upraw ekologicznych olej z rokitnika), Chamomilla Recutita Flower Water (organiczny hydrolat rumiankowy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i łagodzi podrażnienia), Rhodiola Rosea Root Extract (organiczny z dzikich ziół ekstrakt), Flovocetraria Nivalis Extract (organicznyz dzikich ziół), Agrostis Stolonifera Extract (organiczny, z dzikich ziół syberyjskich), Bambusa Arundinacea Stem Extract (organiczny puder bambusowy z upraw eko, działa antybakteryjnie i wygładzająco), Betula Alba Juice (organiczny sok z brzozy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i gojąco), Mentha Piperita Leaf Water (organiczna woda miętowa z upraw eko, oczyszcza, odświeża oddech, działa antybakteryjnie), Maris Sal (sól morska; wzmacnia szkliwo, działa antyseptycznie, oczyszcza i usuwa osad), Disodium Rutinyl Disulfate, Papain (papaina, enzym, rozpuszcza zanieczyszczenia), Calcium Glycerophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Pineamidopropyl Betaine (olej z orzeszków piniowych), Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine (dziki rokitnik), Charcoal Powder Aroma (węgiel aktywny; oczyszcza, usuwa osad z zębów, działa antybakteryjnie, jest bezpieczny dla szkliwa), Sodium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linonene, Geraniol.


sklad-natura-siberica-pasta

NeoBio, Naturalna pasta do zębów z ksylitolem bez fluoru

Kosztuje jedynie 5-6zł/75ml, więc jest bardzo tania. Dostępna w wielu drogeriach internetowych. Jest dość gęsta, biała, zwarta i jednolita. Posiada łagodny smak mięty, z lekką nutą ziół, jest też trochę słona i trochę słodka jednocześnie. Smak jest dość dziwny, trzeba do niego przywyknąć. Jest idealna dla osób, które nie lubią mocnych zapachów. Pieni się średnio, tworząc gęstą pianę, bez bąbelków, więc osoby przyzwyczajone do past ze SLES mogą nie być zadowolone. Mnie to nie przeszkadzało, ponieważ pasta dobrze myje zęby. Po umyciu są doczyszczone oraz błyszczące. Co równie ważne nie pękają od niej kąciki ust (u mnie Colgate'y i inne Blend-a-med'y powodują, że usta mam wysuszone, a kąciki ust głęboko pękają i bolą). Niestety pasta średnio odświeża oddech. Podsumowując to tania i dobra pasta oczyszczająca dokładnie zęby.

Skład: Aqua (Water), Calcium Carbonate, Glycerin, Silica, Sodium Cocoyl Glutamate, Xylitol (ksylitol, chroni zęby przed próchnicą), Maris Sal (sól morska, oczyszcza i poleruje zęby, działa antybakteryjnie), Carrageenan, Algin, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract* (ekstrakt z szałwii lekarskiej, działa ściągająco i przeciwzapalnie), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract* (ekstrakt z rozmarynu, oczyszcza i chroni zęby oraz dziąsła), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract* (ekstrakt z oczaru wirginijskiego; wzmacnia dziąsła, działa ochronnie i antybakteryjnie), Commiphora Abyssinica Resin Extract (ekstrakt z mirry; działa antybakteryjnie i antygrzybicznie, przeciwbólowo i gojąco), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract* (ekstrakt z rumianku, łagodzi podrażnienia), Xanthan Gum, Alcohol*, Aroma (Flavour), Limonene.
*certyfikowany składnik ekologiczny.
Nie zawiera syntetycznych substancji zapachowych i barwników.

pasta-do-zebow-neobio

Eco Cosmetics, Pasta do zębów naturalna z czarnuszką bez fluoru

Najczęściej kosztuje ok. 14-15zł/75ml. Posiada dość luźną konsystencję, nie lejącą, ale zdecydowanie bardziej "miękką". W beżowej paście wyraźnie widać i czuć drobinki soli, co trochę przeszkadza podczas mycia zębów oraz przy zakręcaniu tubki - drobinki podchodzą pod zakrętkę, blokując ją. Posiada świetny smak słodkiej mięty z ciekawym, niespotykanym tłem ziół. Tworzy niewiele gęstej piany, mniej niż produkt NeoBio. Dodatkowo w buzi rozpuszcza się zmieniając konsystencję jakby w olejek, co jest nietypowe. Drobinki nie rozpuszczają się do końca, więc po kilku minutach szczotkowania nadal trzeba je wypluć. Czasem trzeba dokładnie przepłukać usta nawet kilka razy, ponieważ drobinki chowają się, a potem przeszkadzają, odnajdując się w najmniej oczekiwanym momencie. Jest bardzo delikatna, dobrze oczyszcza zęby pozostawiając na nich coś w rodzaju ochronnej warstewki. Nie odświeża oddechu albo robi to na bardzo krótko. 

Kosmetyk posiada certyfikat ECOCERT i nie zawiera syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących. Produkt wegański wpisany na listę Vegan Society. Korzystnie wpływa na florę bakteryjną ust.

Skład: Aqua, Sorbitol, Nigella Sativa Extract* (ekstrakt z czarnuszki), Camellia Sinenesis Leaf Water (hydrolat z zielonej herbaty; działa odświeżająco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie), Hydrated Silica, Magnesium Carbonate, Echinacea Purpurea Extract* (ekstrakt z jeżówki purpurowej; działa przeciwzapalnie, regenerująco i znieczulająco), Salvia Officinallis Extract* (ekstrakt z szałwii, działa antyseptycznie), Maris Sal (sól morska; oczyszcza i poleruje), Hamamelis Virginiana Extract, Nigella Sativa Oil* (olej z czarnuszki; działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antywirusowo, przeciwgrzybicznie, przeciwobrzękowo, odtruwająco i immunostymulująco), Glycerin, Carvone, Alcohol, Sodium Cocoyl Glutamate and Disodium Cocoyl Glutamate, Xanthan Gum, Xylitol (ksylitol, chroni przed próchnicą).
Składniki oznaczone * pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych.

eco-cosmetics-pasta

Poniżej porównanie konsystencji i kolorów wszystkich trzech past do zębów. Od lewej: czarna Natura Siberica, biała NeoBio oraz ostatnia bezowa z drobinkami soli Eco Cosmetics.

pasta-bez-fluoru

Wszystkie pasty mają swoje zalety. Przede wszystkim oczywiście brak fluoru oraz szkodliwych substancji, w tym SLS i SLES. Wszystkie zawierają sensowne zioła i to nie na końcu INCI, które działają antybakteryjnie i ochronnie. Jednak osoby przyzwyczajone do mocno pieniących specyfików oraz do ostrego, wręcz piekącego smaku "mięty" mogą mieć wrażenie niedoczyszczonych zębów. Niestety pasty naturalne o wiele słabiej odświeżają także oddech - można się dodatkowo wspomóc płynem do płukania ust (bez fluoru oraz z dobrym składem np. Sylveco za 15 zł).


Wszystko zależy od tego... na czym Wam bardziej zależy (celowa gra słów, żeby nie było) - chwilowych wrażeniach estetycznych i pianie czy łagodniejszym składzie i większym bezpieczeństwie? Osobiście wybieram to drugie!

dobra-pasta-bez-fluoru

A jakich past Wy używacie? Zastanawiacie się nad ich składami czy jednak większe znaczenie podczas zakupu mają inne czynniki? Nie pamiętam już nawet kiedy używałam takiej drogeryjnej, tradycyjnej pasty dłużej niż kilka dni (wspomniane wyżej wyjazdy, niestety trudno dostać miniaturki naturalnych past) i nie planuję tego zmieniać. 
Tołpa Dermo Face Sebio, Peeling enzymatyczny do twarzy

Tołpa Dermo Face Sebio, Peeling enzymatyczny do twarzy

Regularny peeling to podstawa pielęgnacji, podobnie jak dokładne, codzienne oczyszczanie skóry. W zależności od rodzaju cery można go wykonywać 1-3 razy w tygodniu, raczej nie częściej, ponieważ skóra musi mieć czas na regenerację. Peeling ma za zadanie usunąć martwe komórki naskórka i odsłonięcie tych nowych, młodych i zwartych, dzięki czemu twarz wygląda młodziej, zdrowiej i lepiej przyjmuje składniki aktywne z kremów. Dbajmy o regularny peeling, a dość szybko zobaczymy efekty! Osobiście częściej stawiam na peelingi enzymatyczne, których rozpuszczają martwe komórki, zamiast je ścierać mechanicznie (jak w przypadku drobinek). Enzymy są równie skuteczne, choć działają inaczej i inaczej się je stosuje.


tolpa-kosmetyki-recenzje

Tołpa, Sebio, Peeling 3 enzymy do twarzy

Usuwa zrogowaciały naskórek dzięki trzem aktywnym enzymom, głęboko oczyszcza pory, zapobiega ich blokowaniu oraz zmniejsza ilość zaskórników. Reguluje rogowacenie naskórka i wygładza jego powierzchnię. Eliminuje nawracające i uporczywe niedoskonałości. Pozostawia skórę odnowioną, nawilżoną, matową i bez zaskórników. Normalizuje pracę gruczołów łojowych i ogranicza wydzielanie sebum o 74% zaraz po zastosowaniu (badania aparaturowe i dermatologiczne na grupie 40 osób).

Kartonik, na którym znajdziemy mnóstwo informacji, kryje w sobie aluminiową tubkę o pojemności 40 ml. Kosztuje ok. 33 zł. Lubię aluminiowe tubki, ponieważ takie opakowanie nie zasysa powietrza i bakterii, więc produkt jest dłużej bezpieczny. Tekturkę można przed wyrzuceniem rozciąć i przeczytać nadrukowane na wewnętrznej stronie dodatkowe podpowiedzi dotyczące pielęgnacji.

peeling-enzymatyczny

Skład:  Aqua, Glycerin, Propylene Glycol (humektant z ropy, ułatwia transport substancji aktywnych w głąb skóry), Peat Extract (ekstrakt z torfu, działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie, ściągająco i łagodząco), Papain (papaina, roślinny enzym z papai, rozpuszcza martwe komórki, przyspiesza gojenie ran), Bromelain (bromelaina, enzym z ananasa, rozpuszcza i zmiekcza martwe komórki naskórka), Algin (zagęstnik z alg), r-Bacillus Licheniformis Keratinase (keratynaza; mocno złuszcza i zmiękcza naskórek), Carbomer, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum, Tromethamine, Sodium Chloride, Calcium Chloride, Ethylhexylglycerin, Phenoxyetanol, Caprylyl Glycol.
Nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i donorów formaldehydu, ale nie oznacza to, że jest kosmetykiem naturalnym. 
Propylene Glycol może narobić szkód na wrażliwej skórze, zwłaszcza w towarzystwie silnie działających enzymów. Uwaga też na konserwanty!

peeling-enzymatyczny-topla-sklad

Sposób użycia: Nanieść peeling na czystą skórę, omijając okolice oczu i pozostawić grubą warstwę. Po 10 min. delikatnie rozmasować zwilżonymi dłońmi, zaczynając od szyi  i kierując się ku górze (poprzez brodę, policzki, nos i czoło). Następnie spłukać letnią wodą. Stosować 2 razy w tygodniu.

W moim przypadku używanie tego produktu częściej niż raz w tygodniu nie wchodzi w grę, ze względu na reakcję mojej skóry. Jednak jest to bardzo indywidualna sprawa i warto obserwować swoją skórę, a intensywność dostosować pod siebie indywidualnie. To, że producent napisał dwa razy w tygodniu nie musi być jedynym wyznacznikiem. Najważniejsza jest nasza skóra :)

peeling-skora-tlusta

Peeling enzymatyczny Tołpa to mleczno-przezroczysty żel o obłędnym, intensywnie owocowym zapachu.  Zapach jest faktycznie przyjemny dla nosa, egzotyczny, umila zabieg. Utrzymuje się na skórze dość długo, co dla jednych będzie zaletą, a dla innych niekoniecznie. Konsystencja jest na tyle gęsta, że kosmetyk nie spływa ze skóry. Po rozprowadzeniu grubej warstwy odczekujemy 10 minut. Moja skóra niestety źle reaguje na ten kosmetyk - przez cały czas, a nawet jeszcze po jego dokładnym zmyciu - odczuwam silne pieczenie, a nawet wręcz kłucie tych partii skóry, na które nałożyłam peeling. Jest to niesamowicie nieprzyjemne. Dodatkowo po kilku minutach skóra zaczyna się lekko czerwienić, a efekt ustępuje dopiero po zmyciu preparatu i odczekaniu dłuższej chwili. Wiem, że nie u każdego wystąpi podobna reakcja, jednak szanse są dość duże. Związane jest to z wysoką koncentracją enzymów owocowych, które mogą dawać podobne wrażenia - zwyczajnie czuć, że działają. Do nas należy decyzja czy wytrzymamy niedogodności, czy jednak będziemy szukać innych produktów. Ja niestety peeling oddaję, ponieważ znam równie skuteczne kosmetyki, bez niepotrzebnych wrażeń. Przykładowo:

Pomijając nieprzyjemne pieczenie muszę przyznać, że peeling enzymatyczny Tołpy jest skuteczny. Oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę. Usuwa także suche skórki, które czasami pojawiają się w okolicach nosa. Lubię enzymy, ponieważ nie jesteśmy zmuszeni "rysować" swojej twarzy drobinkami, co szczególnie dla wrażliwców jest niekorzystne. Oczywiście pod warunkiem, że przy okazji nie powoduje pieczenia gratis ;) U mnie niestety nie pozostawia skóry nawilżonej, jak twierdzi producent. Jest za to ściągnięta i lekko podrażniona, jednak może to być wynik silnej reakcji na składniki aktywne. Przy tego typu produktach bezwzględnie należy także unikać kontaktu enzymów z okolicą oczu.

mocny-peeling-enzymatyczny

Niestety, czasem tak bywa z kosmetykami, że podrażniają lub uczulają. Pamiętajcie, że jest to bardzo indywidualna kwestia i znam osoby, u których ten peeling sprawdza się doskonale. A Wy czym wygładzacie skórę twarzy? Używacie regularnie peelingu?
Clochee, Naturalne maseczki glinkowe - nawilżająca oraz oczyszczająca

Clochee, Naturalne maseczki glinkowe - nawilżająca oraz oczyszczająca

Bardzo lubię naturalne maseczki do twarzy, szczególnie te na bazie glinek. Uważam, że najlepiej działają na moją mieszaną cerę, mocno przetłuszczającą się obecnie w strefie T (niestety po toniku z alkoholem błyszczenie wróciło, pisałam o tym w poście z rozczarowaniami, który podlinkuję niżej). Glinki mają szeroki zakres działania, fajnie zwężają pory, oczyszczają, odżywiają skórę. Na wyjazdy natomiast nie zabieram sypkich glinek, stawiam na gotowe, z dobrym składem, a najlepiej w saszetce (lekki bagaż i nie ryzykuję wylania/rozsypania). Stąd zainteresowanie glinkami Clochee, które znam w wersji nawilżającej oraz oczyszczającej.



clochee-maseczki

Clochee, Maseczka nawilżająca z czerwoną glinką

"Działa nawilżająco oraz poprawia koloryt cery. Czerwona glinka wspomaga naczynka krwionośne, oczyszcza z toksyn i zanieczyszczeń, odżywia i remineralizuje cerę. Idealna wersja dla cery suchej, naczynkowej, wrażliwej, ale także normalnej czy mieszanej."

maska-nawilzajaca-clochee

Saszetka składa się z dwóch oddzielnych części, każda po 6 ml. Jedna część spokojnie wystarcza na pokrycie całej twarzy, a więc saszetka wystarcza na dwa użycia. Kosztuje ok. 17 zł. Opakowanie łatwo się rozrywa, a glinka dość łatwo wychodzi z opakowania.  Maska delikatnie pachnie różą, subtelnie i nienachalnie. Kolor jest rudawy. Konsystencja dość gęsta, budyniowa, ale dobrze się rozsmarowuje, nie spływa ze skóry. Produkt nie szczypie w oczy, nie powoduje też łzawienia. Po 10-15 minutach należy zmyć ją letnią wodą.
  • Po zmyciu pozostawia skórę ładnie rozświetloną, wygładzoną, delikatnie nawilżoną i lepiej oczyszczoną. Efekt widać praktycznie od razu. Sprawia, że skóra jest pełna blasku, widocznie odżywiona oraz odświeżona. Nie farbuje skóry.

maska-nawilzajaca-clochee

Skład maseczki nawilżajacej z czerwoną glinką: Ascorbic Acid***, Tocopherol*, Benzyl Alcohol*, Salvia Sclarea Extract, Citric Acid**, Phytic Acid**, Pyrus Malus Extract**, Parfum**, Butylphenyl methylpropional, Dehydroacetic Acid*, Linum Usitatissimum Seed Extract**, Citronellol, Illite, Xanthan Gum**, Alcohol***, Sodium Citrate**, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride**, Sodium Acrylates Copolymer, Lecithin**, Ascorbyl Palmitate***, Aqua**, Glycerin**, Sodium Hydroxide***, Kaolin, Hydroxymethylpentyl-3-cyclohexene-carbaldehyde
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Skład maseczki oczyszczającej z glinką ghassoul: Alcohol***, Methylpropanediol, Aqua**, Ascorbyl Palmitate***, Leptospermone, Isoleptospermon, Sodium Benzoate**, Tocopherol*, Caprylic/Capric Triglyceride**, Glycerin**, Potassium Sorbate**, Parfum**, Sodium Acrylates Copolymer, Moroccan Lava Clay, Kaolin, Rosmarinus Officinalis Extract, Lecithin**, Salvia Sclarea Extract, Salicylic acid*, Flavesone, Salix Alba Bark Extract, Ascorbic Acid***, Citric Acid**
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Clochee, Maseczka oczyszczająca z glinką ghassoul

"Idealna do cery problematycznej, tłustej, trądzikowej, ale i wrażliwej. Oczyszcza, rozjaśnia, matuje i lekko złuszcza skórę. Jednocześnie usuwa toksyny i dostarcza cennych minerałów."

maska-glinka-ghasshoul

Saszetka również składa się z dwóch oddzielnych komór, jednak zawartość z jednej części ledwo wystarcza na pokrycie połowy twarzy. Na całą musiałam zużyć obie i to nakładając naprawdę cienką warstwę.  Pachnie przyjemnie, lekko kwiatowo, ale zapach wydaje się sztuczny. Alkoholu nie wyczuwam. Maseczkę trudno się wyciska z opakowania, jest dużo bardziej klejąca niż wersja z czerwona glinką, przypomina miód. W szarawo-zielonej mazi widać ciemne, dość ostre drobinki. Maska dobrze się trzyma skóry, nie spływa z niej, nie zastyga. Od razu po nałożeniu czuję leciutkie ciepło, ale nie jest to nieprzyjemne. Po 10-15 minutach należy ją zmyć - masując skóry czuję, że drobinki dodatkowo ją peelingują.
  • Nie zauważyłam większego efektu po zmyciu - ani nie przymknęła porów, nie rozświetliła, ani nie oczyściła widocznie cery. Nie wyciszyła ani nie rozjaśniła czerwonych zmian skórnych. Wcale nie matowi! Na szczęście skóra nie jest podrażniona czy wysuszona, wręcz przeciwnie, wydaje się nawilżona, lekko napięta. Spodziewałam się jednak czegoś więcej.

naturalna-maseczka

Maseczki uważam za ciekawe, chętnie kupię jeszcze wersję z czerwoną glinką, bo działanie jest widoczne od razu po jej zmyciu. Oczywiście u Was wersja oczyszczająca może zadziałać zupełnie inaczej, niestety aby się przekonać trzeba spróbować samemu. Jeśli przeraża Was cena 17 zł za 1-2 zabiegi polecam też saszetki Vianka (ok. 5 zł) albo słoiczki Rapan Beauty (np. wersja mini 12 zł za dwa zabiegi).


Znacie kosmetyki marki Clochee? Polecacie jakieś szczególnie? Kuszą Was te maski?
Ava Eco Linea, ECOCERT, Tonik rewitalizujący i Maseczka całonocna

Ava Eco Linea, ECOCERT, Tonik rewitalizujący i Maseczka całonocna

Kosmetyki AVA stały się ostatnio dość popularne, czemu wcale się nie dziwię. Marka szybko się rozwija, stale proponuje nowości i znana jest ze swoich aktywatorów młodości czyli różnorakich serów do twarzy z zawartością składników aktywnych (m.in. retinol, koenzym Q10, kolagen oraz wit. C, które kiedyś miałam i bardzo dobrze wpłynęło na moją skórę). Do dyspozycji mamy całą masę serii, a mnie najbardziej zainteresowała Eco Linea, ponieważ kosmetyki posiadają certyfikat ECOCERT i bardzo ładne składy. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić opinią o toniku oraz samowchłaniającej się maseczce nocnej Ava.



eko-ava

Ava, Eco Linea, Tonik rewitalizujący

"Tonik przywraca skórze naturalne pH, dzięki czemu odzyskuje ona zdrowy wygląd. Dodatkowo delikatnie oczyszcza, odświeża i pielęgnuje skórę, działa też przeciwzapalnie i nawilżająco. Naturalne olejki eteryczne wzmacniają działanie antybakteryjne i nadają charakterystyczny, przyjemny zapach."

Opakowanie to przezroczysta, wyprofilowana butelka z atomizerem. Widać przez nią, że produkt posiada naturalny kolor. Atomizer jest bajeczny - nie zacina się, rozpyla na skórze idealną, drobną mgiełkę. Niech Was nie zmylą zdjęcia - w momencie pisania tej recenzji zużyłam ponad połowę produktu, nigdy nie piszę o kosmetykach, których nie poznałam dobrze :) Tonik kosztuje 47 zł/200 ml. Nie zawiera alkoholu - dla mnie to bardzo ważne po ostatniej przygodzie, o której niedawno pisałam.

ava-tonik-do-twarzy

Tonik Ava Eco Linea pachnie bardzo naturalnie i dla mojego nosa przyjemnie. Trochę cytrusowo, trochę lawendowo, nienachalnie. Rozpyla się idealnie, nie chlapiąc, a równomiernie pokrywając skórę cieniutką warstwą płynu. Jego głównym zadaniem jest oczywiście przywrócenie skórze neutralnego pH zaraz po jej umyciu (obecnie używam olejku do cery mieszanej Biolove + żelu Organique). Jednakże tonik dodatkowo doskonale chłodzi skórę, koi ewentualnie podrażnienia, nawilża, a dzięki zawartości olejków eterycznych pomaga zwalczać niechciane bakterie, które mogą powodować wypryski (mieszana czy tłusta cera stale jest na to narażona). Ma średnią wydajność, ale zastrzegam, że używam go dwa razy codziennie w sporej ilości na twarz (bo tak lubię, stosuję pielęgnację "na mokro"), dodatkowo często spryskuję nim także włosy, a nawet ciało (po goleniu), a i tak została jeszcze połowa opakowania. W porównaniu do toników bez atomizera to dobry wynik, ponieważ większość kończy mi się już po miesiącu. Podsumowując: uwielbiam ten tonik i kupię go jeszcze nieraz!

tonik-ecocert

Skład: oparty na wodzie i organicznym hydrolacie lawendowym. Zawiera wiele cennych ekstraktów (z prawoślazu lekarskiego*, z imbiru*, z rumianku,* z zielonej herbaty,*), witaminę E*, naturalne olejki eteryczne: z trawy cytrynowej i lawendowy, naturalny emulgator oraz bezpieczne konserwanty. 
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego. Skład jest bardzo ładny, jedynie osoby z alergią powinny uważać na składniki zapachowe.
 *składniki pochodzące z upraw ekologicznych z certyfikatem Ecocert

sklad-toniku-ava-eco

Ava, Eco Linea, Rewitalizująca maseczka samowchłaniająca się

"Intensywnie pielęgnuje, wzmacnia procesy regeneracyjne oraz wygładza. Pozwala zachować skórze prawidłowy poziom nawilżenia. Działa rewitalizująco na głębsze warstwy skóry, poprawia elastyczność i napięcie. Chroni skórę przed starzeniem, redukuje stany zapalne i odżywia. Daje szybką i widoczną poprawę stanu skóry."" Kosztuje 52 zł/30 ml.


Skład: Oparty na wodzie i organicznym hydrolacie lawendowym. Dalej m.in. oliwa z oliwek, gliceryna roślinna, skwalan roślinny, ekstrakty roślinne (z prawoślazu lekarskiego*, z imbiru*, z rumianku*, z zielonej herbaty*), emulgatory i emolienty z oliwy z oliwki europejskiej*, wosk z kwiatów mimozy, witamina E*, naturalne olejki eteryczne: z trawy cytrynowej i lawendy, naturalny zagęstnik ze skrobi kukurydzianej*, bezpieczne konserwanty.
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego. Skład jest bardzo ładny, jedynie osoby z alergią powinny uważać na składniki zapachowe.
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych z certyfikatem Ecocert

sklad-maseczki-calonocnej

W kartoniku znajdziemy szklaną butelkę z korkiem. Podoba mi się, że butelka jest przezroczysta, zawsze wiem ile produktu jeszcze zostało (trzymam ją w ciemnej szafce w łazience). Lubię również produkty z pompką, o czym pisałam nieraz - to higieniczne rozwiązanie, które minimalizuje dostęp powietrza i bakterii do kosmetyku, a przy okazji jest wygodne. Dozowanie jest bardzo proste, wystarczy wycisnąć odpowiadającą nam ilość maseczki na rękę i rozprowadzić ją palcami na oczyszczonej i stonizowanej skórze. Konsystencja jest typowo kremowa, średnio gęsta, więc nie spływa z twarzy. Zapach bardzo delikatny i naturalny, wyczuwam w nim olejki eteryczne. Stosuję maseczkę 1-2 razy w tygodniu, zawsze na noc i zauważyłam, że wydajność jest znakomita.


Maseczkę samowchłaniającą traktuję po prostu jak krem na noc, ponieważ nie trzeba jej zmywać - wklepuję ją w skórę przed pójściem spać, a rano cieszę się świeżą, promienną cerą. Maska nie "zapycha" (przynajmniej mnie, ale pamiętajcie, że to indywidualna sprawa), nie powoduje powstawania zaskórników ani nie podrażnia skóry. Po wklepaniu dość szybko wnika w skórę pozostawiając ją matową. Dopiero po ok. 1h widać, że skóra lekko błyszczy, jednak nie pozostawia lepkiej czy tłustej warstwy (posiadam mieszaną cerę). Maseczka świetnie nawilża i regeneruje skórę, rano jest ona pełna blasku, lepiej ujędrniona i widocznie wypoczęta. Odkąd ją stosuję, moja cera szybciej wraca do ładnego wyglądu (po przygodzie z alkoholem w kosmetykach). Zaczerwienienia po wypryskach widocznie bledną, pory są lekko przymknięte, a skóra w ciągu dnia zdecydowanie mniej się błyszczy.

Uważam, że maseczka to również świetny kosmetyk do dłoni, oczywiście jeśli Wam nie szkoda jej tak używać - przyspiesza regenerację i przywraca nawilżenie, a przy tym nie jest tłusta i nie zostawia nieprzyjemnej warstwy. Już po dwóch użyciach (dwie noce pod rząd) moje dłonie były idealnie miękkie, nawilżone i nie swędziały (tu z kolei przygoda z nowym detergentem).


Podsumowując jestem bardzo za! Oba produkty mają fajny skład, oparty na organicznym hydrolacie z lawendy oraz certyfikowanych ekstraktach roślinnych. Opakowaniom też nie mam nic do zarzucenia - są ładne i funkcjonalne. Naturalne zapachy i fajna konsystencja maseczki to kolejne plusy. Jednak najważniejsze jest działanie, a tego nie mogę im odmówić - oba produkty przyczyniły się do powrotu mojej skóry do stanu równowagi. Obecnie już jestem bardzo blisko prawidłowego nawilżenia, a kosmetyki Avy bardzo mnie w tym wspierają.

Znacie produkty Ava? Mieliście kosmetyki z serii Eco Linea z certyfikatem? Spotkaliście się z maseczką samowchłaniającą się lub całonocną?
Blogowanie a RODO czyli blog i ochrona danych / Certyfikat SSL

Blogowanie a RODO czyli blog i ochrona danych / Certyfikat SSL

RODO na blogu

W ostatnich tygodniach wiele słyszy się o RODO. Ale co to właściwie jest i co z niego wynika? Czy trzeba się bać obowiązków wynikających z Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych? RODO wchodzi w życie 25 maja 2018 r. i obowiązuje także blogerów / vlogerów / innych twórców internetowych, jako że przetwarzamy dane osobowe. Jakie dane? Choćby adresy mailowe. Ostatnio bardzo dużo czytałam na ten temat i chcę się podzielić moimi wnioskami, ale...


Zaznaczam, że nie jestem prawnikiem, przeczytałam większość Rozporządzenia (łatwo je znaleźć w internecie po polsku) i całą masę interpretacji na ten temat. Nie biorę odpowiedzialności za ewentualne niejasności, a post ma charakter poglądowy, gdzie dzielę się swoimi przemyśleniami. To tak gwoli ścisłości. Mało tego, czytając wpis musicie się zastanowić nad tym jak i gdzie Wy blogujecie, ponieważ trochę inaczej wygląda sytuacja na blogspocie, a inaczej na wordpressie. Ja przykładowo korzystam z bloggera, posiadam własną domeną, nie rozsyłam newslettera. Czasem organizuję konkursy dla czytelników.


Rozporządzenie RODO a blogger

Rozporządzenie dotyczy ochrony danych osobowych oraz między innymi ustanawia rolę administratora tych danych. Należy się więc zastanowić kto jest tak naprawdę "właścicielem" danych osobowych, skoro platforma blogger należy do Google, a nie do Was czy do mnie? Wiele interpretacji wskazuje właśnie Google, co zdecydowanie jest nam na rękę - oznaczałoby bowiem, że omija nas obowiązek zbierania danych (choćby maili, ale tylko tych z komentarzy!), segregowania ich itp. Nie sądzę jednak, aby Google było odpowiedzialne za adresy mailowe w przypadku newslettera albo dane do wysyłki nagrody z konkursu.

Jednakże inne interpretacje Rozporządzenia wskazują, że komentujący zostawiający znak po sobie na naszej stronie uważani są za podmiot danych - mamy dostęp do internetowego nicka, adresu e-mail itp. Jednakże taki sam dostęp do tychże danych ma także każdy, kto wejdzie na naszą stronę! Mało tego, wchodząc na innego bloga, na którym są komentarze - również mamy dostęp do tych danych (klikając w nick możemy przejść np. do bloga i pozyskać m.in. adres mailowy, a niektórzy mają nawet nicki składające się z imienia i nazwiska...). Możliwe więc, że takich publicznie podanych informacji nie trzeba archiwizować, choć to moja interpretacja. Problem pojawia się w momencie, gdy mamy ustawione automatyczne maile z powiadomieniem o nowym komentarzu - wraz z mailem komentującego (choć nie zawsze, część przychodzi z adresu noreply-comment@blogger.com).

Poniżej screeny z mojego maila z powiadomieniami o komentarzach (z adresu noreply-comment) 


Natomiast poniżej pokazuję powiadomienie o komentarzu, ale już z mailem komentującego. Jeszcze nie rozgryzłam z czego wynika różnica.


Dlatego... wyłączyłam na blogu powiadomienia o nowych komentarzach! Teraz nie dostaję żadnych maili i mam nadzieję, że nie zbieram danych osobowych z tego tytułu (e-maili osób komentujących) :)

Jak wyłączyć maile z komentarzami na bloggerze?

Można to ustawić, ale uwaga! Trzeba zajrzeć aż w dwa miejsca. Wchodzimy w panel bloggera i z menu wybieramy Ustawienia (na samym dole listy). Następnie Posty, komentarze i udostępnianie i szukamy po prawej stronie Moderowanie komentarzy. Miejsce na wpisanie adresu mailowego powinno być puste (jeśli widzicie tam swój adres mailowy należy go usunąć i zapisać ustawienia!). Na zdjęciu poniżej widać, w którym miejscu miałam wpisany mail - usuwamy go!:


Następnie przechodzimy do Ustawienia --> E-mail --> E-mail z powiadomieniem o komentarzu i stamtąd również usuwamy swój adres mailowy. Teraz już nie powinny przychodzić nam żadne powiadomienia.


Administrator danych osobowych

Na swoim blogu np. na wordpressie to my pełnimy rolę administratora. Ale czy blogger jest nasz? Można różnie interpretować tą kwestię, część uważa, że skoro treści są nasze to i my jesteśmy właścicielem danych osobowych w nich zawartych. W takiej sytuacji naszą rolą jest administrowanie czyli "ustalenie celów i sposobów" przetwarzania danych osobowych użytkowników (komentujących, zwycięzców w konkursach, maili newsletterowych).
Administrator danych osobowych musi spełnić wobec osoby, której dane dotyczą tzw. obowiązek informacyjny. Komunikat musi być przekazany prostym i jasnym językiem. Obowiązek informacyjny można spełnić np. poprzez przesłanie treści obowiązku informacyjnego w pierwszej wiadomości e- mail do komentującego (ciekawe jak to rozwiązać w praktyce?) lub umieścić info w postaci odpowiedniego checkboxu pod formularzem rejestracyjnym np. do newslettera.

Administrator danych prowadzi dokumentację opisującą sposób przetwarzania danych oraz zastosowane środki techniczne i organizacyjne zapewniające ochronę przetwarzanych danych osobowych.


Jakie dane archiwizujemy na blogu:

Między innymi:
  • identyfikator internetowy (nick)
  • adres e-mail (newsletter, automatyczne komentarze, ale także korespondencja mailowa np. z czytelnikami, dotycząca współpracy)
  • dane o lokalizacji (jeśli mamy dostęp)
  • odbiorcy danych, czyli komu przekazujemy pozyskane dane osobowe (np. firma, z którą współorganizujemy konkurs w celu wysyłki nagrody)
  • adresy (do wysyłki wygranej w konkursie)
  • dane osobowe z umów (jeśli piszesz np. artykuły sponsorowane).

Zgoda na przechowywanie danych

Zgoda nie może być domyślnie zaznaczona, nie może być również jakkolwiek domniemana – zgoda musi być wyrażona przez użytkownika, poprzez jego działanie, a nie zaniechanie. Zgoda może być wyrażona m.in. przez zachowanie, które jasno wskazują, że osoba, której dane dotyczą, wyraziła zgodę na proponowane przetwarzanie jej danych osobowych. Przykład: Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na....

Jak archiwizować dane:

Tak naprawdę wystarczy je wpisać w dowolny program np. arkusz kalkulacyjny, word, darmowy openoffice, notatnik itp. Będzie to nasz "rejestr czynności przetwarzania danych". Powinniśmy dbać, aby dane były dobrze zabezpieczone przed dostępem osób trzecich.

Blogerski rejestr czynności przetwarzania danych

  • imię i nazwisko oraz swoje dane kontaktowe (chyba, że mamy firmę, w ramach której prowadzimy blog - wtedy nazwę firmy)
  • cele przetwarzania danych (np. wysyłka newslettera, organizacja konkursu, publikacja komentarza na blogu, umowa z klientem)
  • kategoria osób, których dane są przetwarzane i kategorie danych (np. komentujący na blogu: imię/nick + adres e-mail)
  • kategoria odbiorców danych (u mnie brak - najczęściej nikomu niczego nie przekazuję, chyba że organizuję konkurs i przesyłam dane do wysyłki nagrody!)
  • informacje o przekazaniu danych do państwa trzeciego (np. na zagraniczne serwery)
  • planowany termin usunięcia danych osobowych (np. zakończenie konkursu, zamknięcie bloga)
  • opis środków bezpieczeństwa (dostęp do komputera zabezpieczony hasłem, certyfikat SSL dla bloga, zainstalowany program antywirusowy na komputerze, dane przetwarzane on-line bez zapisywania).

Jeżeli nadal szukasz więcej info lub masz bardziej rozbudowany blog serdecznie polecam świetny post prakreacja.pl RODO dla blogerów.

Jak włączyć certyfikat SSL

Niedawno blogger udostępnił wreszcie możliwość włączenia certyfikatu SSL dla domen niestandardowych (sytuacja, gdy nadal blogujesz na bloggerze, ale pod własną domeną - jak ja). Koniecznie ustaw przekierowanie HTTPS, zgodnie z poniższym screenem.

https-blogspot

Na koniec dodam, że kary mają być gigantyczne, jednak nigdzie nie jest powiedziane, że będą nakładane od razu, na wszystkich i bez ostrzeżenia. Tak naprawdę większość wyjdzie po prostu "w praniu", bo przystosowanie się do Rozporządzenia u każdego z nas będzie wyglądało inaczej.

Czy u Was ten temat też na czasie? Wiem, że sporo osób ma dużo więcej obowiązków w pracy z tytułu Rozporządzenia - w tym ja. Blogi to pikuś ;)
Pomysły na prezent dla mamy / Dzień Matki

Pomysły na prezent dla mamy / Dzień Matki

Prezent na dzień matki

Już niedługo Dzień Matki, który w mojej rodzinie zawsze się honoruje. Czasem symbolicznie, a czasem z pompą, w zależności od możliwości finansowych i potrzeby. Liczy się gest i pamięć, choć czasem warto podpytać czy mamie czegoś akurat nie brakuje :) Dzisiaj mam dla Was zestawienie różnych pomysłów na prezent. Wszystkie wykorzystałam kiedyś jako podarunek dla mamy, stąd wiem, że nie polecam Wam byle czego. Moja mama była bardzo zadowolona, więc mam nadzieję, że spodoba Wam się ten post i pomoże wybrać coś fajnego.


portfel-skorzany

Skórzany portfel

Co kilka lat kupuję mamie portfel, ponieważ jest to rzecz codziennego użytku i zwyczajnie z czasem się niszczy. Zawsze stawiam na porządne marki, ponieważ te tańsze, nie oszukujmy się, są słabszej jakości i nie wytrzymują nawet roku (przerobione). Lubię mieć duży wybór skórzanych portfeli, przeglądać różne fasony i kolory, a to wszystko oferuje m.in. sklep Galante. Wybrałam portfel Peterson, ponieważ posiada mnóstwo przegródek na karty lojalnościowe, karty płatnicze oraz zdjęcia. Dodatkowo posiada przegródkę zapinaną na zamek błyskawiczny, co jest wygodne w użytkowaniu. Portfel powinien być nie tylko praktyczny, ale i ładny, a mamy wolą zwykle raczej klasyczne wzory, przynajmniej moja. Skórzane portfele kosztują już od ok. 120-140 zł, jednak udało mi się zdobyć dla Was 10% rabatu na hasło cosmeticosmos (na wszystkie damskie portfele na stronie Galante.pl).

czerwony-portfel

Książka "Dzikie smaki. Kuchnia zwariowanego zbieracza roślin"

Pozycja, która nie tylko posiada piękną okładkę i zdjęcia, ale przed wszystkim uświadamia, jak bardzo nie doceniamy roślin! Nawet w środku miasta można znaleźć niezwykle cenne części jadalne, jeśli oczywiście wiemy czego i gdzie szukać - orzechy, owoce, kwiaty, pączki, liście czy korzenie. Autorki podpowiadają jak zbierać rośliny z głową, unikając zanieczyszczeń, a przy okazji nie niszcząc przyrody.

ksiazka-o-ziolach

W środku pomysły na nietypowe potrawy, a wszystko okraszone humorem i lekkim piórem autorek. Na jakie przepisy możemy liczyć? Choćby na kawior z pączków czarnego bzu, tartę z pędami chmielu, kisiel fiołkowy czy pesto z czosnku niedźwiedziego z orzechami laskowymi. Jeśli Wasze mamy lubią eksperymentować w kuchni i inspirować się, jest to idealna pozycja na prezent! Niesamowita książka, w dodatku napisana przez blogerki Mead Ladies, a wydana przez Pascal. Książka kosztuje 35-50 zł, w zależności od księgarni (u wydawcy w tym momencie 34,93 zł).

ksiazka-ziola

Perfumy Escada Joufull Moments

Odkąd pamiętam mamie i mi podobały się takie same nuty zapachowe, stąd dość łatwo mogę wybrać  perfumy na prezent. Jesteśmy fankami radosnych, owocowych nut, wibrujących radością życia, w tle także kwiatowych. Perfumy Escada są lekkie, idealne na nadchodzące lato, dzienne, trochę słodkie, trochę kwaśne - dla mnie idealne! Niestety nie grzeszą trwałością, po kilku godzinach wyczuwam je już bardzo delikatnie, oczywiście dłużej utrzymują się na ubraniach. Czasem jest to zaletą, szczególnie w wyjątkowo upalne dni, kiedy duszące, intensywne zapachy przyprawiają mnie o ból głowy. Perfumy różnią się ceną w zależności od pojemności i miejsca zakupu. W sklepach internetowych 30 ml można kupić już od ok. 75 zł, stacjonarnie co najmniej od 100 zł.
Jeśli znacie ulubione nuty zapachowe mam to polecam taki prezent - zwykle bardzo cieszy :)

perfumy-escada

Krem do twarzy dla mamy

Moja mama ma niesamowitego pecha do kremów, ponieważ wśród drogeryjnych półek trudno jej się odnaleźć. Przy wyborze kieruje się tym, co producenci piszą na opakowaniu. Nie zawsze kończy się to dobrze, dlatego zdarza mi się kupować mamie także kremy. Przy czym zwykle, jako że jest to prezent, stawiam na mniej znane/dostępne marki i te odrobinę droższe. Kieruję się również składem i zawartością ujędrniających składników, konsystencją i ładnym opakowaniem.

Krem na noc Lab One Hydration

W kartoniku znajdziemy piękny słoiczek z mrożonego szkła ze złotą zakrętką, pod którą mamy dodatkowe zabezpieczenie zawartości. Krem nie jest naturalny, ale zawiera m.in. sporo oleju z pestek winogron, skwalenu, panthenolu, kofeinę, lecytynę, polifenole, mocznik, zieloną herbatę i wit. E - substancje chroniące skórę przed utratą wody i podrażnieniami, uelastyczniające skórę, a także antyoksydanty chroniące przed starzeniem. Krem świetnie regeneruje i nawilża, a przy tym posiada przyjemną, lekką konsystencję i świeży zapach. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę lekko napiętą, nawilżoną i zregenerowaną. Kosztuje w standardowej cenie 244 zł, ale obecnie jest w promocji na stronie producenta za 89 zł/50 ml.

Krem Rodial Bee Venom

Propozycja zdecydowanie droższa to nawilżający krem z jadem pszczelim Rodial. Marka polecana przez dermatologów i chirurgów plastycznych, uznana także przez celebrytki. Opakowanie nie jest szczególnie luksusowe - żółty, plastikowy słoiczek z zakrętką i dodatkowym zabezpieczeniem. Krem o budyniowej konsystencji i przyjemnym zapachu zawiera m.in. peptydy z jadu pszczelego (reguluje napięcie mięśni, działa jak "naturalny botoks", poprawia krążenie krwi), kwas hialuronowy (nawilża, ujędrnia), komórki macierzyste z papryki (zwiększa żywotność komórek, uelastycznia, poprawia koloryt skóry), wit. C (wygładza i rozjaśnia skórę, stymuluje produkcję kolagenu, chroni przed promieniowaniem UV). Krem natychmiastowo napina skórę, ujędrnia ją i wizualnie spłyca zmarszczki. Dodatkowo dobrze nawilża, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych i promieniowaniem UV. Podobno kremu używa nawet brytyjska księżna Kate Middleton. Krem kosztuje sporo, bo ok. 600 zł/50 ml, ale jeśli nie jest to przeszkodą, a mama nie jest uczulona na jad pszczeli warto spróbować. 

rodial-krem

Szczoteczka do oczyszczania twarzy

Moja mama nie jest fanką wszelkich nowinek pielęgnacyjnych, dlatego sama ich nie kupuje. Z kolei ja cały czas odkrywam nowe gadżety i widzę, że bardzo pomagają w pielęgnacji skóry. Szczoteczka elektryczna do twarzy posiada zwykle cztery różne końcówki. Końcówka z włosiem pomaga usunąć martwy naskórek i resztki zanieczyszczeń, doskonale współpracuje z różnymi żelami czy piankami, ale można używać jej również na sucho. Końcówka do masażu, z kuleczkami, pomaga mechanicznie ujędrnić skórę, a jednocześnie lepiej rozprowadzić serum czy krem. Końcówka do demakijażu, z gąbeczką, jest dość uniwersalna, a jednocześnie delikatniejsza niż końcówka z włosiem - można nią zarówno myć buzię jak i np. rozprowadzić podkład. Szczoteczka silikonowa może służyć do wtarcia kremu lub fluidu. Urządzenia najczęściej są zasilane dwoma bateriami AA, choć zdarzają się wersje na prąd. Na zdjęciu propozycja Łucznika o oznaczeniu AH 199, która kosztuje ok. 35-40 zł za komplet w plastikowym etui. Leciutka i poręczna.

szczotka-do-twarzy

Szczotka do włosów Tangle Teezer

Porządna szczotka do włosów należy się każdemu, zwłaszcza, że z wiekiem włosy niestety są bardziej podatne na wypadanie i uszkodzenia mechaniczne. Marka jest polecana do każdego rodzaju włosów, a szczególnie cienkich, kruchych i farbowanych. Dzięki specjalnie ustawionym ząbkom rozczesuje włosy delikatnie, bez ciągnięcia i szarpania. Specjalny kształt ułatwia operowanie szczotką, a dzięki niewielkiemu rozmiarowi można ją mieć zawsze przy sobie. Kosztuje 35-60 zł w zależności od sklepu.

zlota-szczotka

Dobra herbata i wzmacniające zioła

Mamy zwykle lubią dobre napary, moja na pewno! Obecnie coraz więcej marek stawia nie tylko na jakość herbaty, ale i na ładne opakowanie, dzięki czemu mamy gotowy prezent :) Osobiście od lat jestem ogromną fanką herbat Basilur, które urzekają aromatami i ślicznymi metalowymi puszkami. Ostatnio odkryłam także markę Infuz, która oferuje mnóstwo rodzai i smaków naparów. Poniżej wersja BEAUTE, zawierająca m.in. 30% mniszka lekarskiego (poprawia kondycję cery, antyoksydant, wspiera także wątrobę), 14% grejpfruta (wspomaga oczyszczanie organizmu i poprawia przemianę materii, zawiera wiele witamin), 2% bergamotki (wspomaga trawienie). Dostępne są również inne mieszanki. 100 g herbaty w ładnej puszce kosztuje ok. 35 zł.

ziolowa-herbata

Naturalny balsam do ust

To już tradycja, że do każdego prezentu dorzucam mamie jako gratis naturalną pomadkę ochronną. Mama jest fanką pomadki, która chroni usta przed mrozem, ale zupełnie ich nie regeneruje. Do tego potrzeba czegoś więcej niż parafiny - najlepiej naturalnych olei i wit. E. Stawiam zwykle na Alterrę, Vianek, Sylveco lub Eos - sprawdzone, niedrogie i bardzo skuteczne! Ceny od 4 zł (Alterra, promocje Sylveco), standardowa cena Vianka ok. 10 zł, Eos 18-30 zł w zależności od sklepu.

vianek-sylveco-pomadki

Szczególnie nowe pomadki ochronne Vianek zachwycają ze względu na świetny skład i działanie, ale także obłędne zapachy! Fioletowa pachnie i smakuje słodkim winogronem, pomarańczowa czaruje owocem mango i brzoskwini. Nowy peeling miętowy Sylveco to idealna, delikatniejsza opcja na lato, a Eos - wiadomo, ma rzeszę fanek.

pomadka-eos

Jak się Wam podobają moje propozycje? Mam nadzieję, że z łatwością wybierzecie coś fajnego dla mamy. Jeśli potrzebujecie jeszcze inspiracji to polecam także wpis grudniowy, gdzie m.in. piszę o minerałach Annabelle Minerals i... gwiazdce z nieba! --> Inspiracje prezentowe
Iossi, Naturalne serum rozświetlające i tonik / mgiełka recenzja

Iossi, Naturalne serum rozświetlające i tonik / mgiełka recenzja

Uwielbiam kosmetyki naturalne

Oznaczają dla mnie dopracowane, wręcz dopieszczone składy. Pełne substancji aktywnych, bez wypełniaczy i zapychaczy, bez zbędnych składników wpływających jedynie na przyjemność stosowania. Bez kontrowersyjnych substancji, choć obecnie jest tyle sprzecznych badań, że nie wiadomo do końca komu wierzyć. Uważam, że najpiękniej pachnący krem o najcudowniejszej konsystencji, ale bez składników aktywnych nie pomoże skórze się zregenerować. Nie nawilży jej, nie wesprze w walce z wolnymi rodnikami, nie uelastyczni. Od kosmetyków oczekuję więc o wiele więcej niż przyjemny zapach - oczekuję działania! Oczywiście doskonale wiem, że sam fakt "dobrego składu" nie sprawi, że kosmetyk na pewno się sprawdzi, a finalnie wszystko trzeba sprawdzić na własnej skórze, jednak zwiększa szansę skuteczności. Dzisiaj napiszę o kosmetykach, które już zużyłam całkowicie i na pewno jeszcze je kupię - tak je polubiłam. Zapraszam na recenzję serum oraz mgiełki / toniku / hydrolatu Iossi.



iossi-serum-mgiełka

Iossi Tonik / mgiełka róża damasceńska

Całkowicie naturalny tonik / mgiełka z róży damasceńskiej o niesamowitym zapachu świeżych kwiatów. Przywraca skórze odpowiednie pH, odświeża i wzmacnia naczynka krwionośne. Sprawia, że skóra staje się miękka, gładka i lepiej nawilżona, a także koi podrażnienia. Poprawia koloryt i wspomaga walkę ze zmarszczkami. Atomizer rozpyla idealną lekką mgiełkę, która równomiernie pokrywa skórę. Idealny krok pielęgnacji tuż po oczyszczaniu twarzy, a przed nałożeniem olejku lub kremu. Buteleczka z ciemnego szkła chroni zawartość przed dostępem światła. Kosztuje 49 zł/ 50 ml. Jest bardzo wydajne.

Skład: Rosa damascena (Rose) Flower Water (woda różana, inaczej hydrolat z róży damasceńskiej).



sklad-serum-rozswietlajace

Iossi, Serum do twarzy rozświetlające Dzika róża, geranium, cyprys, witamina C i E

Skład: olej jojoba*, olej z dzikiej róży* (cenny dla każdego rodzaju skóry, szczególnie suchej i wrażliwej), nagietek* i kocanka* w oleju z pestek winogron, olej z zarodków pszenicy, olej z ogórecznika*, olej z wiesiołka*, skwalan (zapobiega starzeniu skóry, zmiękcza i łagodzi podrażnienia), macerat marchwi w oleju słonecznikowym, olej rokitnikowy, witamina E, witamina C, olejki eteryczne (geranium, cyprys, palmaroza, drzewo sandałowe, szałwia lekarska, rumianek
) - poprawiają ukrwienie oraz gospodarkę wodną skóry, koją podrażnienia, relaksują, nadają wspaniały, naturalny zapach.

*składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych.
Nie zawiera szkodliwych dodatków i sztucznych barwników.

sklad-serum-rozswietlajace-iossiSerum ma postać średnio lekkiego olejku, które ma za zadanie wzmocnienie ścianek naczyń krwionośnych. Zawartość cennych olei odżywia skórę, regeneruje oraz poprawia jej wygląd rozświetlając i wyrównując koloryt. Olejek posiada wyraźny zapach geranium połączony z innymi olejkami eterycznymi. Piękny, pomarańczowo-żółty kolor zawdzięcza m.in maceratowi z marchwi, nie zawiera żadnych barwników. Buteleczka z ciemnego szkła chroni serum przed dostępem światła. Dołączona pipetka ułatwia dozowanie i jest bardzo higieniczna. Warto wspomnieć, że zakrętka w moim egzemplarzu dość szybko pękła, przez co nie dało się zakręcić produktu do końca (sama się odkręca). Mam nadzieję, że nie jest to norma, ponieważ produkty naturalne warto dokładnie izolować od otoczenia. Tutaj rolę konserwantu pełnią olejki eteryczne (mają właściwości antybakteryjne), a przed jełczeniem oleje chroni witamina E. Nie ma sztucznych konserwantów.


Serum można kupić w dwóch pojemnościach. Moja wersja mini o poj. 10 ml kosztuje ok. 40 zł i jest bardzo wydajna! Większa wersja 30 ml to koszt 89 zł. Serum należy zużyć w ciągu 4 m-cy od otwarcia. Ze względu na zawartość niektórych olejków eterycznych produkt nie jest polecamy kobietom w pierwszym trymestrze ciąży. 



naturalne-serum

Serum stosuję jako ostatni krok pielęgnacji nocnej. Po dokładnym demakijażu i oczyszczeniu, tonizuję skórę tonikiem / mgiełką Iossi rozpylając ją z niedużej odległości. Już wtedy czuję niesamowitą ulgę, szczególnie jeśli cera jest podrażniona. Mgiełka obłędnie pachnie świeżymi różami, już sam ten zapach poprawia mi humor. Używam jej także rano. Na wilgotną jeszcze skórę - w zależności od potrzeb -  nakładam żel haluronowy albo żel aloesowy. Czasem stawiam na lżejszy koreański toner (np. Klairs). Na tak przygotowaną skórę nakładam serum rozświetlające Iossi. Dwie, max. trzy krople rozcieram w opuszkach palców, aby je lekko podgrzać i masuję skórę. Olejek ma niesamowity, energetyczny zapach, który odpręża i relaksuje. Działa na mnie jak aromaterapia, po całym ciężkim dniu uwielbiam ten moment! Olejek-serum w żadnym razie nie wchłania się szybko. Pozostawia lekką warstwę ochronną na skórze. To, jak długo będzie się wchłaniać zależy od ilości, dlatego początkowo warto wklepać odrobinę, a potem stopniowo dołożyć, aby wyczuć jaka ilość produktu nam odpowiada.


serum-dobry-sklad

Olejek wydaje się dość lekki, jednak wyraźnie czuć go na skórze. Pozostawia na niej lekko pomarańczową, tłustawą warstewkę. Nie zauważyłam, aby brudziło poduszkę, ale niewykluczone, że to robi jeśli położymy się od razu. Dosłownie dwie-trzy krople w zupełności wystarczą na wymasowanie całej twarzy, dodatkowa kropla na szyję i dekolt. Z tego względu serum rozświetlające Iossi jest niesamowicie wręcz wydajne. Mała buteleczka 10ml wystarczyła mi na 3 m-ce codziennego używania. Ze względu na tłustość stosowałam je jedynie na noc, choć cery suche mogłyby spróbować używać go na dzień, pod makijaż.

Rano skóra była wyraźnie nawilżona, elastyczna, pełna blasku i jędrna. W dotyku mięciutka i przyjemna, miło jej dotykać. Nie zauważyłam wpływu na rozszerzone pory. Producent poleca serum każdej cerze, także tłustej czy mieszanej (jak moja), a w szczególności naczynkowej. Mam problemy z pękającymi naczynkami przy skrzydełkach nosa. Po ok. półtorej miesiąca zauważyłam, że skóra się wzmocniła i zaczerwienienia stały się mniej widoczne. Nie ma co oczekiwać cudów po jednym użyciu, ale przy regularnym stosowaniu widać wyraźną poprawę. Serum Iossi mnie nie "zapchało", ale ze względu na zawartość dużej ilości olejów warto obserwować skórę. Cera jest rozjaśniona, może nie spektakularnie, ale nabiera przyjemnego, zdrowego blasku.


serum-opinia

iossi-recenzja-naturalne
Bardzo polubiłam oba kosmetyki Iossi. Zarówno mgiełka jak i serum rozświetlające uważam za skuteczne, pięknie pachnące kosmetyki naturalne. Składy są niezwykle dopracowane, pełne substancji czynnych. Nie zawierają sztucznych zapachów, barwników, konserwantów. Jednak warto uważać na sporą zawartość olejków eterycznych, które są silnie skoncentrowane, więc potrafią podrażniać.
Także opakowania - buteleczki z ciemnego szkła, świadczą o jakości. Ceny nie należą do najniższych, jednak produkty nadrabiają wydajnością. Wiem na pewno, że mam ochotę na więcej, więc przy najbliższej okazji kupię kolejne, mam nadzieję, perełki tej marki.

Słyszeliście już o kosmetykach Iossi? Czyż opakowania nie są urocze, takie proste i funkcjonalne? Używacie podobnych olejków lub mgiełek w swojej codziennej pielęgnacji twarzy?