Lily Lolo, Naturalne kosmetyki do makijażu / Maskara, róż i już :)

Lily Lolo, Naturalne kosmetyki do makijażu / Maskara, róż i już :)

Kolejny post dla fanek naturalnej kolorówki. Tym razem porozmawiamy o paletce róży do policzków oraz tuszu do rzęs. Wiem, że wiele z Was wciąż szuka dobrej, naturalnej maskary, a nie jest to zadanie łatwe. Sama poznałam na razie tylko trzy i szczerze? Big Lash Mascara od Lily Lolo jest pierwszą naturalną maskarą, która jest idealna na dzień, a efekt, jaki nią uzyskuję, po prostu mi się podoba! Ładnie podkreśla rzęsy, rozdziela je, ale początki nie były takie obiecujące...


Poprzednio pisałam o podkładzie mineralnym Lily Lolo, pędzlu kabuki oraz pudrze matującym. Podlinkowałam Wam niżej:

paletka-naturalnych-rozy

Lily Lolo, Paletka prasowanych róży do policzków Naked Pink

Paletka naturalnych prasowanych róży do policzków w odcieniu Naked Pink dla jasnych cer. Dostępny jest także odcień Coralista z odcieniach ceglastych i brzoskwiniowych dla ciemniejszych karnacji. Kosztuje 90zł/90g, ale może poszczycić się dużą wydajnością.

lily-lolo-roz-do-policzkow

Paletkę różu kupimy w białym kartoniku. Wewnątrz znajdziemy plastikowe, porządne opakowanie, które dość trudno się otwiera - przynajmniej mój egzemplarz. Plastik jest solidny, już raz mi wypadł i kompletnie nic się nie połamało, także lustereczko w środku ocalało. Niewielka kasetka jest praktycznym gadżetem nie tylko do kosmetyczki czy torebki, ale również na podróż, ponieważ sama się nie otworzy i posiada lusterko. W paletce znajdują się dwa odcienie:
  • ciemniejszy, matowy, ale o satynowym wykończeniu, chłodny odcień różu, idealny do jasnej karnacji do podkreślenia policzków,
  • jaśniejszy, odbijający lekko światło, bez brokatu czy drobinek, dający ładną, nienachalną taflę, trochę przypominający różowy rozświetlacz.

Oba odcienie posiadają jedwabistą konsystencję. Nie pylą się, łatwo nabierają na pędzel, nie kruszą. Dobrze trzymają się skóry, choć w ciągu dnia lekko się ścierają. Nie zauważyłam, żeby "zapychały". Róże są praktycznie bezzapachowe i posiadają przyjemny, naturalny i wegański skład.

Skład: Mica, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Leptospermum Scoparium (Manuka) Oil, Sodium Hyaluronate, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, [+/- Silica, Tin Oxide, CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77007 (Ultramarines), CI 77491 (Iron Oxide), CI 77742 (Iron Oxide)].

odcienie-rozu-lily-lolo

Na zdjęciu poniżej widać jedną warstwę, delikatne muśnięcie w makijażu dziennym. Z lewej strony satynowy, matowy, ciemniejszy róż, natomiast z prawej lekko rozświetlający, jaśniejszy odcień. Myślę, że pomimo delikatności produktu widzicie różnicę. Oczywiście na żywo jest ona trochę bardziej widoczna, szczególnie, że jaśniejszy odcień tworzy delikatną, odbijającą taflę, która wygląda niesamowicie naturalnie i subtelnie (zdjęcia zrobione wczoraj).


Oba odcienie nadają cerze świeżości, a jaśniejszy dodatkowo trochę blasku, przez co twarz wygląda na młodszą i wypoczętą. Można używać ich solo albo łączyć ze sobą, uzyskując kolejny odcień. Róże równie pięknie wyglądają na powiekach i kiedy bardzo się spieszę, używam produktu jak cienia :) Nie sądzę, aby dało się nimi zrobić plamy, ponieważ jedwabista formuła pięknie się rozciera, a intensywność można stopniować. Obecnie róż nakładam pędzlem z Biedronki, ale równie dobrze spisują się inne pędzle, muszą być tylko dość puchate. To idealny róż na co dzień, gdy chcemy szybko musnąć policzki świeżością i wyjść z domu. A jeśli chcemy mocniej podkreślić urodę, wystarczy zaaplikować kosmetyk kilkukrotnie i już. Sprawia to, że paletka jest uniwersalna, ale przy ciemniejszej karnacji prawdopodobnie będzie niewidoczna. Jest za to idealna dla bladziochów :)


Lily Lolo, Naturalny tusz do rzęs Big Lash Mascara


"Najnowsza innowacja marki, dzięki której rzęsy będą grubsze, gęstsze i dłuższe niż kiedykolwiek. Nowatorska formuła pozbawiona potencjalnie drażniących, czy też alergizujących substancji tj. sadza i DEA, oraz innowacyjna szczoteczka, zapewniają wyjątkową trwałość i hipnotyzujący efekt perfekcyjnie podkreślonych rzęs." Kosztuje ok. 75 zł/6,5ml.


Tusz kupimy w kartoniku, wewnątrz którego kryje się czarne, plastikowe, klasyczne opakowanie. To, co wyróżnia produkt to skład bez parafiny, silikonów, DEA, BHT, alkoholu, glikoli czy substancji zapachowych.

Skład: Aqua, Stearic Acid, C18-36 Acid Triglyceride, Propanediol, Helianthus Annuus Seed Cera, Oryza Sativa Bran Cera, Acacia Senegal Gum, Hydroxypropyl Methylcellulose, Glyceryl Behenate, Polyglyceryl-6 Distearate, Hydrogenated Olive Oil, Glycerin, Vp/Eicosene Copolymer, Cellulose, Centaurea Cyanus Flower Water, Sucrose Acetate Isobutyrate, Jojoba Esters, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Olea Europaea Fruit Oil, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Phenethyl Alcohol, Rosa Centifolia, Flower Cera, Rosa Damascena Flower Cera, Caprylic/Capric Triglyceride, Undecyl Alcohol, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Acacia Decurrens Flower Cera, Polyglycerin-3, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Phosphate, Disodium Phosphate, Polysorbate 20 [+/- CI 77499 (IRON Oxides)].


Kilka pierwszych podejść do maskary Lily Lolo było raczej nieudanych. Początkowo tusz jest bardzo lepki i mokry, przez co sklejał rzęsy, dziwnie je wyginał w różne strony i tworzył liczne grudki. Musiałam też trochę przywyknąć do nietypowej szczoteczki z włosia, wklęsłej po środku, a rozszerzonej przy końcach. Nadal trochę niewygodnie maluje się nią dolne rzęsy, jednak do górnych włosków - przy odrobinie wprawy - jest idealna! Po kilku użyciach formuła tuszu lekko przyschła i nie jest już tak bardzo mokra, wtedy można uzyskać nią naprawdę przyjemny efekt, szybko i bez wysiłku. Od tego czasu maskara ładnie podkreśla włoski, lekko je pogrubia i przepięknie wywija do góry, dzięki czemu nawet moje proste rzęsy stają się widoczne! Choć czasem, gdy jestem nieuważna i się spieszę np. rano zdarza się, że pozostawia niewielkie grudki (na zdjęciu). Tusz się nie kruszy ani nie osypuje, nawet po kilkunastu godzinach. Nie rozmazuje się nawet przy lekkim łzawieniu oczu (od wiatru czy słońca), ale nie jest wodoodporny. Szybko zasycha i nie odbija się na powiekach. Big Lash Mascara Lily Lolo nadaje rzęsom odcień głębokiej czerni, nie jest to żadna szarość. Nie podrażnia, nie spowodował u mnie łzawienia czy pieczenia oczu.

Zdjęcie musicie mi wybaczyć, nie cudowałam w żadnych programach graficznych, niczego nie poprawiałam - jak pomalowałam się szybko rano (jedna warstwa tuszu), tak około południa zrobiłam po prostu zdjęcie przy oknie. Macie więc dowód w 100% true jak wygląda maskara Lily Lolo na rzęsach, bez żadnej ściemy ;) Dla mnie efekt jest bardzo zadowalający, rzęsy są podkreślone i rozdzielone, WIDOCZNE. Szczególnie biorąc pod uwagę, że cały ten make up zajął mi jedynie 7 minut, a malowałam się o 7 rano prawie nieprzytomna :D Dodam, że moje rzęsy są rzadkie, średnio długie i dość jasne, więc nie ma opcji, aby maskarą "dorobić" ich więcej.

Możecie na zdjęciach wyżej zobaczyć też jak wygląda podkład Lily Lolo z poprzedniego posta, ponieważ oczywiście też go mam na sobie. Zdjęcia zrobione mniej więcej po 5 godzinach od malowania.

Podsumowując jestem zadowolona z kosmetyków Lily Lolo. Widzę w nich duży potencjał i wspaniałą jakość, zachęcają również składy. Liczę, że za jakiś czas produkty będą łatwiej dostępne, choć zwykle robię zakupy przez internet, tak czasem kolorówkę lubię "pomacać" i pooglądać na żywo. Marka wystawia się zwykle na targach kosmetycznych, więc warto również w takich miejscach ich szukać. Póki co maskara Lily Lolo jest pierwszym naturalnym tuszem, który spełnia moje oczekiwania. Idealnie nadaje się na dzień, łatwo się nim maluje (po lekkim przyschnięciu), a rzęsy są widoczne już przy jednej warstwie. Róż jest uniwersalny, ładnie wygląda na skórze i nie "zapycha". To wszystko sprawia, że chcę więcej!

Znacie Lily Lolo? Jeśli macie doświadczenia z naturalnymi tuszami do rzęs lub różem koniecznie podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami w komentarzu :)
Lily Lolo: Podkład mineralny Barely Buff, pędzel Kabuki, puder matujący

Lily Lolo: Podkład mineralny Barely Buff, pędzel Kabuki, puder matujący

Kosmetyki mineralne na co dzień

Lubię naturalne kosmetyki do makijażu, ponieważ moja cera dzięki nim zyskuje. Brak codziennego katowania skóry silikonami, substancjami drażniącymi, pokrywania jej grubą warstwą "tynku" skutkuje tym, że - w największym skrócie - nie tworzą się zaskórniki, wypryski czy pryszcze (już nawet nie pamiętam kiedy je miałam!). Dzięki temu skóra jest gładka, a jedyne co chcę ukryć to lekkie zaczerwienienia (naczynka) i trochę rozszerzone pory (urok tłustej czy mieszanej cery) oraz odizolować skórę od warszawskiego smogu. Oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się użyć koreańskiego kremu BB czy drogeryjnego podkładu - wszystko jest dla ludzi, byle w granicach rozsądku. Nigdy nie byłam i nie będę piewcą poglądu, że użycie silikonu kogoś zabije (chyba, że by go zjadł :D), bo przesada w każdą stronę nie jest dobra. Zrobienie sobie wystrzałowego makijażu na wesele czy choćby "zabawa typu wyzwanie na Instagarma" nie są niczym złym i o ile dokładnie wszystko zmyjemy z buzi (najlepiej dwuetapowo) nie powinno być przykrych konsekwencji. Na co dzień natomiast, jak wspomniałam, delikatny podkład mineralny w zupełności wystarcza większości cer, także tym tłustym i wymagającym. 


lily-lolo-recenzja

Podkład mineralny w formie proszku wymaga dwóch rzeczy, aby mógł dobrze wyglądać - odpowiednio nawilżającego kremu (lub po prostu zadbanej cery) oraz dobrej techniki nakładania, najlepiej zwartym pędzlem kabuki lub flat top (osobiście od lat kocham się w kabuki!).

Pędzel Super Kabuki Lily Lolo

Pędzel kabuki to niewielki pędzelek o lekko zaokrąglonym na brzegach włosiu, który kształtem trochę przypomina męski pędzel do golenia. Krótki trzonek umożliwia precyzyjne manewrowanie pędzlem, a jednocześnie kontrolowanie siły nacisku. To ważne, ponieważ właśnie technika nakładania podkładu w proszku jest połową sukcesu, a odpowiednia technika bez dobrego narzędzia zwyczajnie nie jest możliwa :) Pędzel Super Kabuki Lily Lolo kosztuje 90 zł, ale jest to inwestycja na lata. Miękkie, syntetyczne włosie jest wysokiej jakości - to po prostu czuje się w dotyku. Pędzelek jest malutki, wysokość to 7 cm, ale odpowiednio szeroki - samo włosie to aż 4 cm. Jest milutki, delikatny, miękki, a jednocześnie odpowiednio gęsty i zbity. Nie wypadają z niego pojedyncze włoski, całość prezentuje się idealnie pomimo kilkumiesięcznego używania. Dobrze się też myje, nie odkształca, a podczas pocierania nie traci włosia (dla mnie to ważne, bo lubię czyste pędzle!).

pedzel-kabuki-mineraly

Opakowania Lily Lolo

Wszystkie produkty marki Lily Lolo dostaniemy w tekturowych opakowaniach. Pudełeczka zupełnie białe, z prostymi opisami i piękną grafiką z logo - ale wewnątrz! - to coś, co do mnie przemawia. Są estetyczne, ładnie się prezentują i sprawiają, że zawartość jest lepiej chroniona w transporcie. Pędzel nie ma szans się odkształcić, a plastikowe słoiczki nie powinny popękać.

podklady-mineralne-lily-lolo

Lily Lolo, Podkład mineralny odcień Barely Buff SPF15 

Słoiczek z plastiku do złudzenia przypominającego mrożone szkło, ale o wiele lżejszego, został zaopatrzony w czarną, elegancją nakrętkę z logo. 10g produktu kosztuje 80zł, ale można na początek zaopatrzyć się w próbkę 0,75g w słoiczku (10zł). Dobór odcienia przez monitor może wydawać się trudny, jednak dzięki opcji "dobierz odcień" widocznej przy każdym podkładzie jest to łatwiejsze. Musimy określić ton cery (neutralny, chłodny, ciepły, oliwkowy) oraz jej odcień od bardzo bladego po bardzo ciemny. Tabela znacznie ułatwia dokonanie wyboru, choć zawsze warto zobaczyć odcienie także na żywo, choćby na targach naturalnych (np. Ekocuda 17-18.11 w Warszawie).

  • Barely Buff to odcień idealnie dobrany dla mnie właśnie na podstawie powyżej opisanej tabeli. Jest to odcień z gamy neutralnych do karnacji jasnej i średnio-jasnej. Idealnie się wtapia w moją dość jasną skórę, nie odznacza się jakoś szczególnie od szyi. Nie jest ani zbyt chłodny, ani zbyt ciepły, nie jest za różowy ani pomarańczowy. Także jak widzicie - da się :)

Na cerze wygląda bardzo naturalnie. Dodaje skórze blasku, "zmiękcza" wizualnie rysy, przykrywa drobne niedoskonałości, naczynka, zasinienia. Nie ukryje rozszerzonych porów, dlatego warto pod niego zastosować kosmetyk np. z wit. B3 (niacynamid zwęża pory). Skóra ma pełny dostęp do powietrza, więc produkt nie zaburza jej naturalnego funkcjonowania. Niedoskonałości szybciej znikają, ponieważ podkład mineralny je szybciej przysusza. Tworzy się także mniej zaskórników, wyprysków, pryszczy. Po dłuższym czasie widać wyraźną różnicę na skórze, ponieważ jest ona naturalnie gładka, nie wyczuwam nierówności w postaci podskórnych, twardszych grudek. Minerały są bardzo komfortowe w noszeniu, zupełnie ich nie czuję, jakbym nie miałam na sobie makijażu. Po kilku godzinach moja tłusta cera lekko się wyświeca, ale nie aż tak jak po fluidzie. Można wtedy lekko odcisnąć nadmiar sebum w specjalną chusteczkę matującą.

lily-lolo-podklad-mineralny

Wydajność minerałów

Słoiczek oprócz czarnej zakrętki został zaopatrzony w sitko, które przed pierwszym użyciem musimy dodatkowo odbezpieczyć (naklejka). Dzięki temu mamy pewność, że przed nami nikt nie używał kosmetyku i jest on świeży. Sitko wystarczy lekko przekręcić, aby móc wydobyć proszek ze środka, a następnie ponownie zabezpieczyć zawartość przed niekontrolowanym wysypaniem. Tu warto wspomnieć, że kosmetyki mineralne Lily Lolo posiadają PAO 24 miesiące, co oznacza, że powinniśmy je zużyć w ciągu 2 lat od otwarcia. Jednak nie zawierają one w sobie wody, więc także po tym terminie (o ile są dobrze przechowywane i nie zawilgocone) zwykle można je spokojnie stosować bez szkody dla cery. Wydajność zależy od kilku czynników. Przede wszystkim przy codziennym użytkowaniu opakowanie 10g powinno wystarczyć na kilka miesięcy, przy nakładaniu dwóch cienkich warstw. Dużo zależy również od samej techniki nakładania sypkiego produktu na pędzel, ponieważ odrobiny wprawy wymaga nałożenie odpowiedniej ilości proszku na włosie - tak, aby nie "wstukać" zbyt wiele podkładu w pędzel, co zwyczajnie prowadzi do jego zmarnowania. Kiedy wydaje nam się, że minerały są niewydajne, warto przyjrzeć się dokładniej naszej technice nabierania i spróbować z mniejszą ilością proszku.

lily-lolo-barely-buff

Jak nakładać podkład mineralny?

Przede wszystkim PRZED makijażem produktem mineralnym warto zadbać o odpowiednie nawilżenie cery. Na nawilżonej, miękkiej skórze minerały wyglądają dobrze i nie warzą się (nie "ciastkują") i nie podkreślają suchych skórek, jeśli je mamy. Najlepsze kremy do cery tłustej i mieszanej pod minerały to produkty mocno nawilżające z niewielką ilością emolientów, lekkie (ale nie żelowe - przynajmniej u mnie brzydko wyglądają) i szybko się wchłaniające. Na rynku mamy kilka takich kosmetyków, które się u mnie sprawdziły (na szybko wspomnę o: naturalnym serum do cery naczynkowej marki Vianek, z mniej naturalnych krem wodny nawilżający Bishojo).

  • Tu jeszcze praktyczna uwaga: niektórym dziewczynom źle się nakłada minerały na krem i wolą na suchą cerę lub zwilżoną tylko hydrolatem. Musicie same spróbować różnych technik i kombinacji, bo każda cera jest inna (będę to powtarzać do znudzenia - nie ma czegoś takiego jak jeden jedyny słuszny sposób pielęgnacji!).

Moja ulubiona technika nakładania podkładu mineralnego wymaga użycia pędzla kabuki, o którym napisałam wyżej i kolistych ruchów. Na pokrywkę opakowania wysypujemy niewielką ilość proszku, a następnie delikatnie obtaczamy pędzel w podkładzie. Nie chodzi o to, aby na włosiu znalazła się gruba warstwa kosmetyku - wręcz przeciwnie, proszek powinien delikatnie pokrywać końcówki pędzla. Nadmiar należy dodatkowo "wstukać" we włosie - wystarczy delikatnie postukać trzonkiem o twardą powierzchnię trzymając pędzel do góry nogami. Uprzednio musimy zadbać o nawilżoną skórę (ewentualny nadmiar kremu, który nie zdążył się wchłonąć można delikatnie odcisnąć w chusteczkę, ponieważ cera nie może być mokra - jeśli zostawimy mokre miejsca podkład do nich przylgnie grubszą warstwą, tworząc nieestetyczne placki, a tego nie chcemy, prawda?). Mamy już przygotowaną skórę i odpowiednią ilość proszku na pędzelku, możemy więc przystąpić do akcji :) Przykładamy pędzel do skóry i lekkimi ruchami robimy nim niewielkie kółeczka na twarzy, jedno przy drugim. W ten sposób szybko pokrywamy całą twarz podkładem. Jeśli zabraknie nam proszku na wieczku możemy go oczywiście dosypać, jednak po każdym nabraniu kosmetyku na pędzel strzepujemy nadmiar. Dla uzyskania lepszego krycia możemy nałożyć drugą, cienką warstwę produktu, a nawet trzecią. Każda warstwa musi być jednak cieniutka, żeby podkład wyglądał naturalnie  Lepiej nałożyć kilka cienkich warstw, niż jedną grubą - nie tędy droga :)

  • UWAGA: ruchy koliste doskonale sprawdzają się w przypadku cery tłustej, mieszanej i normalnej, natomiast cery suche czy wrażliwe lepiej znoszą nakładanie podkładu ruchem "góra-dół".

Minerały można też nakładać na mokro, dzięki czemu uzyskujemy jeszcze lepsze krycie, szczególnie rozszerzonych porów, ale szczerze mówiąc ta technika do mnie nie przemawia i po jakimś czasie nie wygląda ładnie na mojej twarzy. Oczywiście możecie poeksperymentować jak będzie u Was, ja jestem zadowolona z nakładania minerałów na sucho i jest to też doskonały sposób dla początkujących na zaznajomienie się z technikami.

nakladanie-mineralow-krycie

Wbrew obiegowej opinii podkład mineralny ma doskonałe krycie, które dodatkowo można stopniować. Tutaj ponownie podkreślam, że warto spróbować różnych technik nakładania i zainwestować w dobry pędzel. U mnie dwie cienkie warstwy doskonale trzymają się cały dzień i jedynie w okolicach nosa czy ust lekko się ścierają w ciągu dnia. Niestety podkład zbiera się także w miejscu gdzie styka się z okularami, jeśli je noszę (przy innych pokładach, płynnych fluidach czy kremach bb również często mam ten problem). W ciągu dnia zdarza się, że minerały lekko się wyświecają - dużo zależy od cery i nawilżenia, pogody (temperatury) oraz ilości wypijanej wody w ciągu dnia (serio). Dlatego, aby przedłużyć mat dodatkowo nakładam jedną cienką warstwę pudru matującego Lily Lolo.

Skład podkładu Lily Lolo: Mica (mika; nadaje jedwabiste wykończenie), Zink Oxide (tlenek cynku; działa antybakteryjnie, kryjąco), Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu; jest naturalnym filtrem UV, działa kryjąco), naturalne pigmenty w postaci tlenków żelaza Iron Oxide i ultramaryny (w zależności od odcienia).
Nie zawiera: nanocząsteczek, parabenów, talku, sztucznych barwników, wypełniaczy, syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów. Posiada naturalny filtr SPF15. Jest bezzapachowy i w 100% naturalny. Odpowiedni dla wegan i wegetarian.


Lily Lolo, Puder matujący Finishing Powder Flawless Matte

Puder matujący kupimy w kartoniku, w którym kryje się identyczne opakowanie jak podkładu. Sprawia to, że czasem się mylę i za każdym razem muszę czytać opis na słoiczku (na spodzie są dobrze oznaczone). Wewnątrz identyczne, wygodne i higieniczne sitko, które ułatwia wydobycie sypkiego produktu na zewnątrz. Puder świetnie się rozprowadza praktycznie każdym pędzlem (mam kilka szerokich pędzli różnych marek). Dobrze matuje, właściwie na kilka dobrych godzin, ale nie nadaje skórze "płaskiego" matu, a dość naturalne, satynowe wykończenie. Pomimo białej barwy nie zauważyłam, aby bielił skórę. Jednak jeśli nałożymy go za dużo, potrafi rozjaśnić wizualnie podkład. Duże opakowanie 7g jest niesamowicie wydajne, wystarczy na wiele miesięcy codziennego użytku, a kosztuje ok. 81zł. Za 11zł możemy także kupić miniaturkę 0,75g. Fajnie sprawdza się również jako sypka baza pod cienie mineralne!

Skład: Kaolin, Mica. Prosty, naturalny i w pełni bezpieczny skład.

W następnym poście pokażę Wam jeszcze paletkę róży do policzków oraz naturalny tusz do rzęs. Wiem, że wiele osób szuka naturalnych maskar, postaram się pokazać także jak wyglądają pomalowane rzęsy.




Znacie Lily Lolo? Lubicie produkty mineralne czy jednak sypki podkład nie jest dla Was przekonujący?
Spotkanie blogerek Naturalnie Piękne // Białystok

Spotkanie blogerek Naturalnie Piękne // Białystok

Pod koniec września miałam okazję pojechać w te rejony Polski, w których jeszcze nie byłam. Mowa o północnym wschodzie, niedaleko granicy z Białorusią, a konkretnie o Białymstoku - mieście wielokulturowym, z piękną architekturą i niesamowicie zadbanym. Białystok szalenie mi się spodobał, więc na pewno jeszcze tam wrócę i zwiedzę te okolice. Dzisiaj jednak chciałabym Wam napisać o spotkaniu blogerskim, dzięki któremu miałam okazję gościć w tamtych stronach. 



Spotkanie pod nazwą Naturalnie Piękne odbyło się w niewielkiej, ale klimatycznej kawiarence Fly High Coffee przy ul. Lipowej 16. Ładne wnętrze, pyszna kawa i smaczne jedzenie, a do tego lokalizacja w centrum - polecam!


Na spotkanie przyjechałyśmy z Warszawy z Dianą (chanceleee.pl) i Małgosią (blondhairaffair.pl). Na miejscu była już Magda (mazgoo.pl), a wkrótce dołączyły Kasia (poradymamykasi.pl), Asia (nienaltowskablog.pl), Natalia (https://www.elfnaczi.pl) oraz organizatorka Kamila (mylovelyfushia.blogspot.com). Towarzystwo wyborowe, bo większość dziewczyn interesuje się kosmetykami naturalnymi jak ja :)


Oprócz smacznego jedzenia i ploteczek miałyśmy także ważny cel - licytację kosmetyków na rzecz Hospicjum dla dzieci. Udało nam się zebrać prawie 500zł! Sama ostro licytowałam kilka rzeczy, poniżej moje pomocowe zdobycze i upominki od sponsorów:

Moje wylicytowane cuda:


Upominki od Biofemina czyli peeling do ciała i mnóstwo próbek marki Biofficina Toscana. Peeling mam już w użyciu, fajnie wygładza skórę, ale pozostawia niezwykle tłustą warstwę, którą nie każdy lubi - akurat mi nie przeszkadza, bo nie używam już wtedy balsamu. Za to próbki już zużyłam podczas wyjazdu - szczególnie fajne są szampony do włosów.


Biolonica to kosmetyki z komórkami macierzystymi jabłoni. Trafił mi się krem pod oczy 30+, który otworzyłam od razu po spotkaniu i który okazał się świetnym produktem 2w1, ponieważ podczas wyjazdu używałam go również do całej twarzy. Opakowanie 30 ml jest dwa razy większe niż standardowy krem pod oczy. Produkt bezzapachowy, świetnie się wchłania, dobrze nawilża i napina skórę. Polubiliśmy się, szczególnie, że posiada pompkę air less.


BioBeauty podarowało nam maskę do włosów i balsam do ust marki Cosnature, które już miałam. Maska jest sympatyczna, należy raczej do tych lekkich produktów, niezbyt wydajnych. Moje włosy obecnie są średnioporowate i wymagają większej ilości emolientów, ale z przyjemnością stosuję maskę z awokado co drugi, trzeci dzień. Fajnie sprawdza się także do metody mycia włosów odżywką. Pomadka jest fajna, spełnia swoją rolę. Nowością jest dla mnie maseczka do twarzy z pomelo Cosnature, żel pod prysznic Benecos (tej marki pełno w DM-ach, u nas raczej znana z kolorówki) oraz produkty do higieny Masmi z organicznej bawełny (zdjęcie niżej).




Avetpharma przekazała nam dwa suplementy diety, mające za zadanie wesprzeć jesienne i zimowe problemy z wypadaniem włosów. Do tej pory nie brałam biotyny, więc z przyjemnością sprawdzę czy będzie efekt. Jestem w trakcie pierwszej kuracji. Tabletki nie są duże i łatwe do połknięcia, na szczęście bez żelatyny.


4szpaki czyli rodzinna firma z Białegostoku. W ofercie pięknie pachnące, naturalne kosmetyki, mydła i hydrolaty. Lubię to i z przyjemnością skorzystam z lawendowego peelingu do ciała oraz mydła z peelingiem.


Od Svoje dostałyśmy miniaturkę naturalnego mydełka, które z pewnością zabiorę kiedyś w podróż.


SemCo to oleje, które sama od jakiegoś czasu kupuję w Biedronce. Najczęściej kupuję olej lniany do sałatek, raz miałam też wiesiołkowy. Z przyjemnością używam obecnie rydzowego o zaskakująco ciekawym, charakterystycznym smaku, natomiast konopny chwilę poczeka na otwarcie, dopóki nie zużyję obecnych. Szalenie podobają mi się opakowania tych olei z uroczymi kolorowymi czapeczkami :) Są to oleje spożywcze, które najlepiej zajadać na zimno, ale z powodzeniem można również stosować w celach kosmetycznych.


Ecospa - sklep z półproduktami kosmetycznymi, który znam od dawna, bo mieści się na ulicy, przy której pracuję :D Znany także z gotowych zestawów DIY (dotąd zawsze tworzyłam własne formuły z ich półproduktów). Obecnie jestem już po zużyciu pierwszej z trzech buteleczek Serum z wit. C 15% z poniższego zestawu i powiem Wam, że jestem zadowolona. Na pewno napiszę jeszcze więcej!


Ekozuzu wyrasta na jedną z moich ulubionych drogerii naturalnych! Sklep posiada duży asortyment dwóch marek: pielęgnacyjnej włoskiej firmy Bema Cosmetici (pokochałam ich krem do twarzy i absolutnie genialny krem do rąk - pisałam o nich w poprzednim poście) oraz kolorówki Couleur Caramel - świetne składy, doskonała trwałość (pisałam o podkładzie do cery tłustej). Tym razem postawiałam na zupełnie nowe produkty i część już używam: zdradzę tylko, że płyn do higieny intymnej Bema jest bardzo delikatny, a eyeliner CC super trwały! :)


Bielenda podarowała nam produkty do opalania, które od razu poszły w dobre ręce, ponieważ niestety w najbliższym czasie nie wybieram się w tropiki, a poza tym nie opalam się jakoś szczególnie. Sobie zostawiłam mgiełkę do ciała o urzekającym, wakacyjnym zapachu.


Bawiłam się naprawdę dobrze, a było to moje drugie spotkanie blogerskie w tak małym gronie :) Od początku, gdy po drodze do Białegostoku zrobiłyśmy z dziewczynami burzę mózgów w samochodzie, przez samo spotkanie, gdzie miałam okazję ponownie spotkać znajome twarze i poznać nowe osoby, aż po zwiedzanie pięknego miasta!

Lubicie spotkania blogerskie? Znacie marki, które wsparły spotkanie?
Bema Cosmetici, Przegenialne naturalne kremy do twarzy oraz rąk. Hit 2018 roku!

Bema Cosmetici, Przegenialne naturalne kremy do twarzy oraz rąk. Hit 2018 roku!

Rok 2018 jest genialnym rokiem jeśli chodzi o moje odkrycia kosmetyczne do twarzy. W tym roku znalazłam już kolejny, absolutnie świetny naturalny produkt do pielęgnacji twarzy i nie zawaham się nim z Wami podzielić! Odpowiada mi w nim wszystko - skład, opakowanie, certyfikat ICEA, działanie, konsystencja, zapach. No, może cena mogłaby być niższa - przynajmniej my konsumenci lubimy dobrze i tanio, a nie zawsze się tak da. No cóż, ja się godzę na wyższe ceny, jeśli kosmetyk jest tego absolutnie wart! Wolę kupić mniej, a lepiej, niż dużo i byle co... Jeżeli macie podobne podejście zapraszam serdecznie na recenzję włoskich kosmetyków naturalnych marki BEMA.



ICEA - znak ekologiczny przyznawany produktom (kosmetykom, żywności, detergentom, tekstyliom, meblom, usługom i materiałom budowlanym), których produkcja odbywa się z poszanowaniem środowiska naturalnego i ludzkiej pracy. Przyznawany przez Włoski Instytut ds. Certyfikacji Etyki Środowiskowej. Aby produkt otrzymał certyfikat ICEA musi:
  • być kontrolowany na każdym etapie produkcji;
  • zawierać tylko certyfikowane składniki;
  • być bezpieczny i naturalny (bez konserwantów i sztucznych barwników, stabilizatorów i genetycznie modyfikowanych składników);
  • być w pełni wegański (nie zawierać produktów odzwierzęcych);
  • być bezpieczny dla alergików i osób z wrażliwą skórą;
  • nie może być poddawany radioaktywnemu naświetlaniu;
  • nie może zawierać szkodliwych substancji, niebezpiecznych dla środowiska i ludzi;
  • nie może być testowany na zwierzętach;
  • posiadać ekologiczne opakowania, które podlegają recyklingowi;
  • posiadać pełną, przejrzystą informację dotyczącą składników i każdego etapu produkcji.

bema-krem-do-twarzy

BEMA LOVE BIO, Krem do skóry tłustej i mieszanej

Włoskie kosmetyki naturalne marki Bema Love Bio mogą pochwalić się subtelnym i minimalistycznym designem. Osobiście bardzo lubię delikatny wygląd opakowań, który idealnie harmonizuje z innymi i nie "bije po oczach" w łazience, komponując się z innymi podobnymi produktami. Krem do cery tłustej kupimy w kartoniku, których akurat zwolenniczką nie jestem, ale tutaj chroni on szklany słoiczek przed stłuczeniem. Krem BEMA jest biały i pachnie bardzo delikatnie, lekko migdałowo, naturalnie. Posiada kremowo-żelową konsystencję, która pod wpływem dotyku wydaje się dosyć lekka. Pomimo, że przypomina bardziej żel niż krem, to po rozsmarowaniu na skórze zachowuje się jak typowy krem. Przez jakiś czas od aplikacji zostawia wyczuwalną warstwę na skórze, ale nie jest ona ani tłusta ani lepka. Nie wchłania się też momentalnie do matu. Jest to raczej neutralne wrażenie warstewki ochronnej na skórze, takiej, która absolutnie nie przeszkadza, a po dłuższej chwili już jej nawet nie czuję.

krem-do-cery-mieszanej

Oficjalnie jest to jeden z lepszych kremów, jakie kiedykolwiek miałam i drugi krem odkryty w 2018 roku, który tak mnie zachwycił! Doskonale nawilża i faktycznie jest to nawilżenie długotrwałe. Jednocześnie nie przetłuszcza skóry, nie przeciąża jej, nie "zapycha" i nie powoduje żadnych nieprzyjemnych niespodzianek czy podrażnień. Nie zachowuje się jak krem stricte matujący, natomiast nie powoduje też, że skóra się świeci. Mam nawet wrażenie, że reguluje nadmierne wydzielanie sebum, ponieważ po zużyciu około połowy słoiczka skóra była promienna, miękka i mniej błyszcząca, ale z drugiej strony to bardzo indywidualna sprawa.

krem-do-cery-tlustej

Krem do cery tłustej Bema doskonale nawilża, dzięki czemu skóra wygląda świeżo, zdrowo i po prostu młodziej. Nie jest to typowo "tłuszczowe", powierzchowne nawilżenie, ponieważ utrzymuje się przez dłuższy czas. Dzisiaj, gdy piszę tą recenzję, jestem po zużyciu pełnego opakowania i moja cera nadal wygląda dobrze, choć oczywiście stosuję również inne produkty (sera, hydrolaty, oleje).

Latem stosowałam go w minimalnej ilości na wilgotną od hydrolatu cerę, ale w największe upały stawiałam na produkty jeszcze lżejsze. Natomiast stale stosowałam go na noc - rano skóra była gładka, promienna i napięta, miękka i nawilżona. Wczesną jesienią, gdy temperatury oscylowały w granicach 20 stopni i mniej, z powodzeniem stosowałam go już w ciągu dnia oraz jednocześnie na noc. Krem można kupić m.in. na stronie ekozuzu.pl za 78 zł. Wiem, że dla niektórych cena może być dość wysoka, natomiast krem dzięki konsystencji jest bardzo wydajny. Mnie wystarczył na całe 3 miesiące, a często używałam go dwa razy dziennie na twarz, szyję i dekolt. PAO 6 m-cy (od otwarcia słoiczka należy produkt zużyć w czasie 6 miesięcy).

krem-naturalny-do-twarzy

Krem do cery tłustej i mieszanej nadaje się pod praktycznie każdy rodzaj makijażu, jaki w tym czasie wykonywałam. Radzi sobie świetnie zarówno pod typowo drogeryjnym, silikonowym kremem BB (koreańskim Misska) czy fluidem (HD Eveline), a także pod naturalnym podkładem marki Couleur Caramel oraz minerałami (Annabelle Minerals i Lily Lolo).


Skład: Thymus Vulgaris Leaf Water (hydrolat czy też woda z wyciągiem z tymianku, oczyszcza, odświeża, działa gojąco i ściągająco), Citrus Medica Limonum Fruit Water (hydrolat lub woda z wyciągiem z cytryny, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, nawilża, odżywia i rewitalizuje), Aqua/Water, Cetearyl Alcohol (emolient), Propylheptyl Caprylate (emolient), Cetearyl Glucoside (emulgator), Dicaprylyl Carbonate (naturalny emolient), Sorbitol (nawilża), Glycine Soja Oil (olej sojowy, nawilża, uelastycznia skórę, działa antyoksydacyjnie i ochronnie, reguluje wydzielanie sebum, zawiera dużo wit. E), Oryza Sativa (Rice) Germ Oil (olej ryżowy, regeneruje i odżywia, stymuluje odnowę skóry, ujędrnia, zawiera naturalne filtry UV), Cocoglycerides (emolient z kokosa), Potassium Cetyl Phosphate (emulgator i stabilizator emulsji), Asparagopsis Armata Extract (ekstrakt z algi czerwonej, działa antybakteryjnie, zmniejsza widoczność naczynek), Spiraea Umaria Extract (ekstrakt z wiązówki błotnej, oczyszcza i uelastycznia skórę, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, tonizuje, łagodzi i odświeża skórę), Salix Alba Bark Extract (wyciąg z kory wierzby, działa złuszczająco i oczyszczająco, usuwa nadmiar sebum, zapobiega trądzikowi, łagodzi stany zapalne, goi podrażnienia), Copaifera Officinalis Resin (olejek Copaiba, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, odkażająco), Carapa Guaianensis Seed Oil (olej Andiroba, działa przeciwobrzękowo, rozjaśnia przebarwienia), Euterpe Oleracea Fruit Oil (olej Acai, nawilża, zmiękcza, super antyoksydant, odżywia, działa przeciwzapalnie), Benzyl Alcohol (konserwant, dopuszczony w kosmetykach naturalnych, czasem powoduje alergie), Dehydroacetic Acid (bezpieczny konserwant), Glyceryl Caprylate (emolient), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem), Citric Acid (regulator pH), Kaolin (glinka, matuje, absorbuje nadmiar sebum), Parfum/Fragrance (kompozycja zapachowa bez alergenów).

bema-naturalne-kosmetyki

Bema Cosmetici, Odżywczy krem do rąk naturalny

Kremów do rąk używam regularnie, ponieważ często myję ręce. Moje dłonie są dzięki temu w dobrej kondycji, ale rzadko zdarza się, że napotykam wręcz idealny krem zarówno na dzień, jak i na noc. Krem Bema mnie natomiast zachwycił, co do kompletu z kremem do twarzy sprawiło, że pokochałam ta markę całym sercem! Wiem, że nie tylko ja :)

cera-tlusta-krem

Plastikowa, niewielka tubka z korkiem na klik posiada podobnie subtelną szatę graficzną. Opakowanie jest praktyczne i wygodne, nie ma co do niego żadnych zastrzeżeń. Opakowanie o pojemności 75 ml kosztuje 42 zł.

najlepszy-krem-do-rak

Krem do rąk to moje kolejne oficjalne odkrycie 2018 roku! To najlepszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam i piszę to z całą stanowczością :) Sprawdza się idealnie zarówno na dzień jak i na noc. Krem do rąk, który posiada idealną konsystencję, średnio gęstą. Pachnie ładnie, delikatnie i naturalnie, troszkę przypomina słodkie migdały. Z jednej strony doskonale chroni skórę przed podrażnieniami, wysuszeniem, a także przed mrozem, wiatrem, a jednocześnie świetnie nawilża. Producent zadbał tu o doskonałą równowagę humektantów (substancji nawilżających) w stosunku do emolientów (substancje tworzące na skórze film). Produkt Bema utrzymuje to nawilżenie na doskonałym poziomie nawet przez kilka godzin (w życiu nie spotkałam tak długotrwale działającego kremu!) i nie zmywa się razem z wodą podczas mycia rąk. To sprawia, że skóra z każdym użyciem jest w coraz lepszej formie, a pamiętacie, że ja bardzo często myję ręce, więc jest to dla mnie ważna kwestia. Poza tym krem do rąk Bema wręcz idealnie nadaje się na noc - rano dłonie są w świetnym stanie i nie mam wrażenia, że są przesuszone, nie ma żadnych suchych skórek czy nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Rano nie mam potrzeby czy ochoty sięgać po kolejną dawkę kremu. Jednocześnie równie doskonale sprawdza się w ciągu dnia, dzięki temu, że maksymalnie szybko się wchłania (co oczywiście jest zależne też od ilości produktu jaką zastosujemy) i bardzo dobrze nawilża, a nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Krem Bema spokojnie można używać w domu czy pracy, ponieważ nie pobrudzimy dokumentów czy klawiatury komputera. Od dawna szukałam kremu, który byłby świetny na każdy moment dnia i wreszcie znalazłam. Wydajność zależy od ilości i częstości zużycia, powiedziałabym, że jest przeciętna. Tubka wystarczyła mi na ok. 1,5-2 miesiące, ale stosowałam go regularnie.

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Glycine Soja Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Potassium Cetyl Phosphate, Amaranthus Caudatus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Glyceryl Caprylate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glyceryl Stearate, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Citric Acid, Tocopherol, Kaolin, Parfum/Fragrance.

bema-konsystencja-kremu-recenzja

Markę Bema poznałam dzięki stronie ekozuzu.pl i wcześniej nigdzie jej nie widziałam. Niedawno zrobiłam research i okazuje się, że kosmetyki są dostępne również w innych sklepach, ale inne mają zdecydowanie mniejszy asortyment :) PS. W moim posiadaniu są już kolejne produkty, tym razem płyn do higieny intymnej i krem pod oczy Bema. Jestem bardzo ciekawa czy też mnie tak zachwycą jak powyższe kosmetyki.

Znacie markę Bema? Odkryłyście w tym roku prawdziwe perełki jak ja?
Maska OMG! 4w1 Double Dear, koreański zabieg multimasking na twarz

Maska OMG! 4w1 Double Dear, koreański zabieg multimasking na twarz

Jak wiecie bardzo lubię wszelkiego rodzaju maseczki i używam ich z przyjemnością kiedy tylko mogę. Maseczki dzielę na trzy różne typy: oczyszczające (głównie glinki), nawilżające (głównie płachty) i odżywcze (głównie gęste kremy). Podział ten jest prosty, ale ważny, ponieważ MASKA MASCE nierówna! Zupełnie inny efekt osiągniemy stosując glinkę z hydrolatem, a zupełnie inny nakładając gotową płachtę bawełnianą z lekkim, żelowym serum. To, jakiej użyję maseczki zależy od aktualnych potrzeb cery i zauważyłam, że w moim przypadku różnorodność sprawdza się lepiej niż kurczowe trzymanie jednej maseczki. 


opakowanie-omg-double-dear-4w1

Multimasking

Idąc dalej tym tropem - zdarza mi się używać kilku maseczek jednocześnie (tzw. multimasking), co jest moim odkryciem ostatnich miesięcy! Logicznie rozumując różne partie twarzy mogą, choć nie muszą, mieć zupełnie różne potrzeby (cera normalna prawdopodobnie nie ma aż takich wymagań, tylko ile znacie osób z cerą normalną? no właśnie!). W moim przypadku podział wygląda najczęściej tak:

  • strefa pod oczami wymaga nawilżenia i ujędrnienia - stosuję płatki pod oczy i bardzo tanią, a jednocześnie z sensownym składem maseczkę Isana (tak, tą za 1,99 zł maseczkę pod oczy i usta w szaro-białej saszetce na 4 zabiegi - serdecznie polecam! oczywiście kupuję w Rossmannie),
  • czoło i nos, a czasem także policzki - które się trochę przetłuszczają, staram się intensywnie nawilżać, aby regulować wydzielanie sebum, a jednocześnie przymykać pory (pamiętajmy, że pory są skórze potrzebne, nie da się ich "usunąć", ale można je zwężyć, np. wit. B3 jest w tym świetna),
  • broda natomiast często jest zanieczyszczona - wiem, że to dość nietypowe, ponieważ najczęściej słyszę, że dziewczyny mają problemy z czołem i/lub nosem - dlatego okolice brody najczęściej staram się dobrze oczyszczać np. glinkami, szczególnie zieloną i czarną,
  • szyja - tak, dla mnie szyja również jest "częścią" twarzy i o nią dbam podobnie jak o resztę, to na szyi najszybciej widać upływający czas - staram się ją nie tyle nawilżać, co ujędrniać skórę i odżywiać, najczęściej grubszą warstwą kremu na noc.

Tak wygląda domowy multimasking u mnie, co nie znaczy, że zawsze się do niego stosuję. Najważniejsze to dobrać produkty do aktualnego stanu cery, a ten się zmienia choćby wraz z porami roku, dietą czy cyklem miesięcznym (hormony). Zdarza mi się również korzystać z gotowych zestawów, a wtedy stosuję się do instrukcji. Zapraszam dzisiaj na recenzję zabiegu 4w1 OMG! Double Dear.

Poniżej skład płatków pod oczy (krok 1) i kremu nawilżającego (krok 4)
sklad-omg-double-dear

Zabieg Double Dear 4w1 OMG! Kit Zone System Mask recenzja

Zabieg polega na strefowej detoksykacji, tonizacji i rewitalizacji twarzy. Jedna sporej wielkości saszetka zawiera kompletny zabieg, składający się z czterech kroków (płatków pod oczy, dwóch rodzai maseczek i kremu), które wykonujemy w odpowiedniej kolejności. Opakowanie zawiera cztery oddzielne komory, co jest bardzo wygodne i higieniczne.

Krok 1 

Złote płatki pod oczy

W oznaczonej saszetce znajdziemy płatki pod oczy z 24-karatowym złotem. Mają one wygładzić drobne zmarszczki, działać regenerująco i rozjaśniająco na delikatną skórę pod oczami. Opakowanie wygodnie się otwiera rękami, nie trzeba używać nożyczek. Wewnątrz (przynajmniej w moim opakowaniu) znalazłam płatki oddzielone od zabezpieczających je pasków (widocznie same się oddzieliły w transporcie). Paski te miały za zadanie m.in. chronić płatki przed wyschnięciem, przez co moje były trochę mniej nawilżone niż powinny być. Mimo wszystko spełniły swoją rolę i dobrze przylegały do skóry. Pachną! Nie mają naturalnego składu i kilka grzeszków by się znalazło.


Recenzja

Złote paski pod oczy same się nie przesuwają i jeśli nie będziemy ich dotykać to nie powinny wchodzić w oczy. Bardzo łatwo się zdejmują, nie ciągną skóry. Po zabiegu skóra pod oczami jest wyraźnie lepiej nawilżona i rozjaśniona. Widzę, że cera w miejscach, gdzie były przyklejone płatki jest jaśniejsza niż pozostała część twarzy. Skóra jest też bardzo delikatnie napięta - nie jest to może spektakularny efekt, ale jest. Warto wspomnieć, że skóra po zabiegu delikatnie się klei. Jestem z nich zadowolona i chętnie kupiłabym je oddzielnie :)

Poniżej skład maski oczyszczającej (krok 2) oraz tonizującej (krok 3)
double-dear-maseczki

Krok 2 

Oczyszczająca maska z tlenkiem węgla

W większej saszetce znajduje się maska z tlenkiem węgla na tzw. strefę T (czoło i nos). Ma ona za zadanie  głęboko oczyszczać i zmniejszyć pory. Maska w postaci gęstej pasty wygląda jak zwykła, rozrobiona już glinka. Łatwo się rozprowadza na skórze i nie wysycha tak szybko, choć gdy trzymamy ją dłużej oczywiście przyschnie. Dodatkowo można twarz podczas zabiegu spryskiwać np. hydrolatem lub wodą termalną.

Krok 3

Maska kukurydziana na policzki i brodę

Maska typu kaolin na strefę U (policzki i broda). Podobno rewitalizuje, liftinguje i tonizuje skórę. Jest to bardzo gęsta pasta o różowym kolorze. Dość dobrze się ją rozprowadza, ale trzeba robić to szybko i sprawnie, ponieważ bardzo szybko wysycha i to do tego stopnia, że pęka i potrafi się kruszyć. Warto ją częściej spryskiwać, aby nie podrażniła cery.

Recenzja masek

Obie glinki posiadają swój specyficzny zapach, ale są także delikatnie perfumowane. Nie mają naturalnego składu, zawierają kilka substancji, bez których mogłyby się obejść. Po zmyciu całej twarzy i pozbyciu się obu glinek skóra wygląda naprawdę pięknie. Jest gładka, oczyszczona, a pory przymknięte. Wyraźnie widzę, że jakieś pojedyncze wypryski, które często się pojawiają w pewnym momencie cyklu są ukojone, a zaczerwienienia zdecydowanie jaśniejsze. Natomiast w miejscach, w których glinka za mocno przyschła (szczególnie przy brzegach) pojawiło się niewielkie zaczerwienienie, które szybko zniknęło po zmyciu  (dokładnie tak samo mam z czystą glinką, dlatego lepiej nie dopuszczać do zasychania). W większości skóra nie jest podrażniona. Widać, że jest rozjaśniona i wygląda bardzo dobrze. Maski są fajne, jeśli nie lubicie same rozrabiać glinek.

Krok 4

Krem nawilżający

Jego zadaniem jest przywrócenie skórze odpowiedniego poziomu nawodnienia. Jest to ostatni krok zabiegu, który jest dostępny w jednym poręcznym opakowaniu.

Recenzja kremu nawilżającego

Krem posiada konsystencję żelową, przez co bardzo dobrze się rozsmarowuje. Jest biało przezroczysty. Porcja z saszetki wystarcza na pokrycie całej twarzy, a nawet szyi i dekoltu (choć cieńszą warstwą), więc jest całkiem spora. Krem pachnie dziwną mieszanką olejków eterycznych, przypominającą zioła (trochę podobnie do rozmarynu lub drzewka herbacianego). Skład oparty o glikol i silikony, więc raczej się nie nadaje do częstego stosowania, a niektóre cery powinny uważać nawet przy jednorazowym użytku (silikonów lepiej unikać przy cerze tłustej, trądzikowej i takiej, która się naprawdę łatwo "zapycha"). Dodatkowo mamy tutaj petrolatum czyli wazelinę. Gdzieś dalej sporo nawilżaczy (humektantów, w tym kwas hialuronowy), kilka olei olejków eterycznych oraz całą masę ekstraktów roślinnych. Nie jest to krem dla wszystkich, natomiast używany raz na jakiś czas może nie zaszkodzi (tu warto wspomnieć, że Koreanki lubią efekt wygładzenia, jaki daje silikon). Krem tworzy na skórze uczucie świeżości, ochłodzenia, co jest przyjemne po zabiegu glinkowym. Po dłuższej chwili się wchłania, ale pozostawia na skórze wyraźnie wyczuwalną warstwę, której szczerze mówiąc nie mogłam znieść, więc po około godzinie po prostu zmyłam krem z twarzy, nałożyłam tonik i lżejszy preparat nawilżający. Myślę, że ten krem bardziej się sprawdzi przy cerze suchej lub normalnej niż przy cerze tłustej (jaką posiadam ja).

koreanski-zabieg-na-twarz

Ogólnie zabieg uważam za bardzo fajne rozwiązanie, szczególnie przed jakimś większym wyjściem. Może nie dla każdego polecam krem, ale płatki pod oczy oraz obie glinki dają fajny, szybki rezultat. Odświeżają i oczyszczają skórę, przymykają pory, dzięki czemu cera jest gładsza, równa, miłą w dotyku i wygląda po prostu lepiej. Twarz wygląda młodziej, jest rozjaśniona i pełna blasku. Zabieg kosztuje niecałe 29,90 zł w sklepie internetowym aurashop.pl. Jest to koreańska marka kosmetyków.

Lubicie multimasking? Stosujecie taką metodę pielęgnacji czy też pierwszy raz o niej słyszycie? Lubicie gotowe zabiegi w saszetkach?
Biolove, Naturalne peelingi do twarzy z korundem: pokrzywowy, malinowy, borówkowy

Biolove, Naturalne peelingi do twarzy z korundem: pokrzywowy, malinowy, borówkowy

Od dawna nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy bez peelingu, który pomaga usunąć martwy naskórek, przez co ułatwia uzyskanie efektu zdrowej, promiennej cery. Najczęściej używam na zmianę peelingu enzymatycznego i delikatnego peelingu mechanicznego, często na bazie korundu jako drobinek ścierających. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić wszystkie trzy wersje peelingów do twarzy marki Biolove - jest to marka własna sieci drogerii Kontigo, produkowana przez Nacomi. 


Dodam jeszcze, że mam nosa do promocji, dlatego kupiłam te peelingi Biolove w bardzo atrakcyjnej cenie (ok. 5 PLN za każdy)! O różnych okazjach często informuję na swoim Instagramie, gdzie serdecznie Was zapraszam :) --> https://www.instagram.com/cosmeticosmos/


recenzja-biolove

Biolove - rozwarstwiony peeling

Wszystkie scruby kupimy w niewielkich, plastikowych tubkach z wygodnym korkiem na klik. Plastik jest miękki i półprzezroczysty, dlatego mamy pełną kontrolę nad zawartością. To ważne nie tylko ze względu na stan zużycia, ale i samą formułę peelingów. Są to kosmetyki naturalne, a te z kolei mają to do siebie, że potrafią się rozwarstwiać. Najczęściej można zaobserwować pływającą u góry fazę olejową - jeśli nie zauważymy pleśni, zmiany odcienia kosmetyku (sam olej może być lekko żółtawy, ponieważ oleje rzadko są idealnie przezroczyste) czy innych niepokojących objawów wystarczy mocno wstrząsnąć tubką, aby fazy ponownie połączyć w jednorodną emulsję. Warto kontrolować więc zawartość i w przypadku rozwarstwienia odpowiednio reagować. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ po ok. 1,5-2 miesiąca używania dosłownie każdy z tych peelingów się rozwarstwił, więc warto wiedzieć :) Po połączeniu faz kosmetyki odzyskiwały swój normalny stan, zapach, konsystencję i nadawały się ponownie do użytku.

biolove-peelingi

Biolove, Naturalne i dobre peelingi z Kontigo

Poniżej możecie zapoznać się ze składami wszystkich trzech wersji peelingu do twarzy Biolove. Nie zawierają one szkodliwych substancji, kontrowersyjnych konserwantów czy zbędnych wypełniaczy. Skład nie wskazuje również na możliwość "zapychania" cery (celowo napisałam zapychanie w cudzysłowie, ponieważ przyjęło się określać tak potocznie wszelkie wypryski czy niedoskonałości cery, ignorując ich faktycznie przyczyny, które są różnorakie). Peelingi Biolove nie powinny "zapchać" tym bardziej, że na skórze znajdują się krótko, po czym zmywamy je wodą.

Skład Biolove

Tuż po wodzie w peelingach znajdziemy korund (Alimina), który jest bezpieczną substancją ścierającą w postaci bardzo małych, ostrych drobinek. Moc poszczególnych scrubów zależy od ilości korundu, choć muszę przyznać, że kosmetyki te nie różnią się między sobą drastycznie siłą ścierania. Po korundzie w Ingredients (dawniej INCI) znajdziemy kilka różnych olei roślinnych - dobranych odpowiednio pod rodzaj cery, do której przeznaczone zostały kosmetyki. I tak do cery suchej dobrano szczególnie olej z awokado - dość tłusty olej, który doskonale chroni i koi skórę, ale z kolei często potrafi "zapychać" cery tłuste czy trądzikowe. Do cery normalnej dobrano olej ze słodkich migdałów - bardzo uniwersalny, średnio tłusty, ochronny. Natomiast do cery tłustej dobrano olej z pestek winogron - lekki, nie pozostawiający tłustej warstwy, zwykle nie zatykający porów, regulujący wydzielanie sebum. Po tych "głównych" olejach w każdej tubce znajdziemy jeszcze zestaw innych emolientów (innych olei roślinnych) oraz po kilka cennych ekstraktów. W każdym peelingu mamy też niewielką ilość bezpiecznej, delikatnej, roślinnej substancji myjącej i zmiękczającej skórę (Sodium Lauroyl Glutamate), dzięki czemu peeling dobrze się zmywa, pozostawiając buzię gładką i nietłustą. Oczywiście znajdziemy tu też emulgator (łączy wodę z tłuszczami w emulsję), a pod koniec składu kompozycję zapachową i barwniki (warto wspomnieć, że niektóre substancje mogą uczulać). Moim zdaniem skład łączy w sobie wiele świetnych, wartościowych substancji czynnych ze składnikami umilającymi użytkowanie. Po prostu.

jaki-jest-sklad-biolove

Standardowa cena peelingów na stronie internetowej Kontigo to 22,99 PLN za tubkę 75 ml. Cena jest kwestią indywidualną, dlatego nigdy jej nie komentuję - dla jednych to normalna cena, dla innych wysoka. Dodam, że ja kupiłam je w promocji w cenie trochę ponad 5 PLN, więc różnica jest znacząca :) Wszystkie tubki były zabezpieczone, przy czym jedna posiadała plastikową opaskę na korku, a dwie pozostałe aluminiowy paseczek na tubce (zdjęcie poniżej). Każde z tych zabezpieczeń jest ok, daje nam pewność świeżości produktu. Przy okazji wspomnę Wam o czymś, co mnie osobiście irytuje - przy opisie kosmetyków w sklepie internetowym Kontigo widnieje informacja, jakoby nie zawierały one konserwantów, barwników i alergenów, co jest oczywistą nieprawdą!


Zawsze czytajcie skład kosmetyków - tylko z niego wywnioskujecie co dany produkt zawiera, a piękne opisy ignorujcie - jak widać mogą wprowadzać w błąd.


opakowania-biolove-peeling

Kosmetyki Biolove znam od dość dawna i odkryłam wśród asortymentu kilka perełek. Bardzo lubię ich żele pod prysznic na delikatnych detergentach, ponieważ nie swędzi mnie po nich skóra, a jednocześnie dobrze spełniają swoje zadanie. Mają też fajne zapachy (np. kiwi, zielone jabłuszko, karambola, brownie z pomarańczą). Niestety są też dość niewydajne, słabo się pienią (to mi akurat w ogóle nie przeszkadza, ale wiem, że większość osób woli jednak pianę) i krótko pachną. Napiszę o nich jeszcze, a poniżej podrzucam Wam linki do innych ulubieńców Biolove:


pilingi-biolove-porownanie

Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć konsystencję i kolory wszystkich trzech wersji peelingów Biolove. Łatwo je rozpoznać po kolorach, pomimo pastelowych odcieni.

Biolove, Peeling do twarzy pokrzywa do cery tłustej

Wersja zielona, przeznaczona do tłustej cery, bardzo delikatnie pachnie. Trochę słodko, trochę ziołowo, ale  na pewno nie jest to typowy zapach pokrzywy, bardziej kojarzy mi się z herbatą, choć wydaje się dosyć sztuczny. Zawiera też w sobie charakterystyczną nutkę (mój mąż określa ją mianem "szpachli" lub "zaprawy murarskiej"), która nie każdemu może pasować. Pokrzywowy peeling zawiera w sobie największą liczbę drobinek korundu - co wcale nie znaczy, że jest ich bardzo dużo. Tak naprawdę jest to dość delikatny peeling mechaniczny, choć moc zależy jeszcze od siły nacisku podczas masażu (ja nie trę skóry zbyt mocno) oraz stosowania na mokrą (jest delikatniejszy) lub suchą skórę (mocniejszy, bardziej drapiący). Ziarenka korundu zatopione są bardzo lekkiej masie, o konsystencji luźnego kremu, dzięki czemu scrub płynnie sunie po skórze i ułatwia masaż twarzy, który najlepiej wykonać okrężnymi ruchami. Delikatnie, ale wystarczająco złuszcza skórę, pozostawiając ją gładką, miękką i miłą w dotyku. Suche skórki niweluje zupełnie i nie powoduje powstawania nowych. Nie wysusza ani nie zostawia tłustej warstwy, łatwo się zmywa. Na pewno nie jest to mocny, agresywny peeling, choć do cery wrażliwej raczej nie polecam, ponieważ jednak wyczuwalnie drapie. Jest dość wydajny, niewielka tubka wystarcza na kilka miesięcy, zwłaszcza, że peelingu najlepiej używać raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu.

Biolove, Peeling do twarzy borówka do cery normalnej

Wersja fioletowa, do cery normalnej, raczy nas najsłodszym zapachem z tych trzech peelingów. Pachnie owocowo, troszkę bardziej intensywnie niż pozostałe, bardzo przyjemnie i wręcz apetycznie (również z tym dziwnym "szpachlowym tłem" - jednak można się przyzwyczaić). Pod względem ilości drobinek korundu, moim zdaniem o dziwo, jest ich najmniej, przez co scrub działa najdelikatniej ze wszystkich dostępnych opcji kosmetyku. Nie pozostawia żadnej warstwy na skórze, dobrze złuszcza, wygładza i zmiękcza, choć mam wrażenie, że trochę dłużej trzeba masować twarz, aby uzyskać podobny efekt co w wersji z pokrzywą. Wpływ na to wrażenie może mieć także odrobinę lżejsza konsystencja, jakby bardziej wodnista, przez co scrub jest również odrobinę mniej wydajny.

Biolove, Peeling do twarzy malina do cery suchej

Wersja różowa, przeznaczona do cery suchej, zapachem przypomina do złudzenia malinową gumę mambę, co uważam za niesamowicie przyjemne. Choć zapach wyraźnie nie jest naturalny, dzięki temu, że nie jest intensywny, zdecydowanie umila aplikację i masaż skóry. Jest to mój ulubiony zapach kosmetyków Biolove! Drobinek korundu jest niewiele mniej niż w wersji zielonej do tłustej cery, przez co w działaniu jest praktycznie identyczny. Może odrobinę delikatniejszy i odrobinę bardziej kojący, jakby mniej oczyszczający. Pozostawia leciuteńką, ledwo wyczuwalną warstwę na skórze, której łatwo się pozbyć myjąc skórę dwukrotnie - jeśli już tak bardzo przeszkadza. Konsystencja i wydajność identyczna jak pozostałych.

peeling-biolove-recenzja

Jeżeli lubicie peelingi mechaniczne, a przy okazji szukacie bezpiecznych składów lub kosmetyków naturalnych (producentem jest Nacomi) to serdecznie polecam spróbować Biolove, szczególnie jeśli natraficie na promocję :) Nie zdarzyło mi się, aby którykolwiek z nich mnie podrażnił czy uczulił, natomiast nie posiadam cery bardzo wrażliwej czy trądzikowej - przy takiej cerze lepiej postawić na peelingi enzymatyczne, które działają troszkę inaczej, choć równie skutecznie, a nie roznoszą bakterii po skórze i nie podrażniają (podczas pocierania).

Niezmiennie polecam mocno tani, z dobrym składem i niezwykle skuteczny peeling enzymatyczny z kwasami marki Planeta Organica:


Po zmyciu peelingów Biolove skóra pozostaje miękka, gładka, miła w dotyku, jest oczyszczona i nie podrażniona - czyli dokładnie taka, jaka powinna być po zabiegu :) Osobiście bardzo lubię te "scrubki" i zużyłam już kilka opakowań wersji do cery tłustej z pokrzywą, więc znam je dobrze.

A Wy znacie peelingi Biolove lub Nacomi? Nacomi ma niesamowicie podobne składy, różnią się jedynie niuansami oraz pojemnością (85 ml). Nacomi ma też w ofercie czwarty rodzaj peelingu. Jakie są Wasze ulubione scruby do twarzy?
Vianek, Naturalne płyny micelarne, Skuteczne i z dobrym składem

Vianek, Naturalne płyny micelarne, Skuteczne i z dobrym składem

Wiele dziewczyn, zwłaszcza posiadaczek cery tłustej lub mieszanej, używa do demakijażu płynów micelarnych. Ja również zaliczam się do tego grona, choć olejki również bardzo lubię. Jednak ostatnio to micele są pierwszymi produktami, po które sięgam, chcąc oczyścić skórę z makijażu. Dopiero potem stosuję kolejne kroki, mające oczyścić skórę już zanieczyszczeń oraz resztek kosmetyków rozpuszczonych płynem micelarnym (u mnie olejek + żel lub pianka). Płyny micelarne mają tą zaletę, że są skuteczne i zwykle nie pozostawiają tłustej czy lepkiej warstwy na skórze. Często zawierają dodatkowe substancje nawilżające lub kojące podrażnienia oraz pięknie pachną, co - nie oszukujmy się - umila nam wieczorne czy poranne rytuały pielęgnacyjne.


naturalne-plyny-micelarne

Posiadam wszystkie cztery wersje naturalnych płynów micelarnych Vianek. Każda z serii (oprócz zielonej) zawiera dedykowany innemu rodzajowi cery płyn. Opakowania są identyczne czyli biała, plastikowa butelka z korkiem na klik. Dość wygodna podczas stosowania, dobrze dozuje produkt do samego końca. Data ważności jest wydrukowana na żółto z boku pod sposobem użycia. PAO 3 (po otwarciu należy go zużyć w ciągu 3 m-cy), natomiast producent gwarantuje świeżość w ciągu 18 m-cy od daty produkcji (bez otwierania) . Ceny wahają się w zależności od sklepu i promocji, najtaniej widziałam je za 10 zł. Natomiast cena ze sklepu producenta to około 18 zł/200ml.

naturalny-demakijaz

Vianek,  Nawilżający płyn micelarny, cera sucha i wrażliwa

Nawilżający płyn micelarny z serii niebieskiej, jest przeznaczony do cery suchej i wrażliwej. Płyn zawiera delikatne detergenty (środki myjące), natomiast jest najskuteczniejszym ze wszystkich płynów Vianka - przynajmniej w tym sensie, że najszybciej zmywa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry. Owszem, koi i nawet lekko nawilża, a przynajmniej nie wysusza i nie podrażnia skóry, natomiast po jego zastosowaniu mam wrażenie, że cera jest aż za dobrze odtłuszczona, a sebum i wszelkie zanieczyszczenia czy makijaż bardzo dobrze usunięte. Zawiera panthenol, mocznik, proteiny pszenicy, mleczan sodu i kwas hialuronowy, które są dobrymi humektantami (nawilżają). Z kolei ekstrakt z robinii akacjowej działa antyoksydacyjnie i ochronnie na skórę. Nigdy nie zdarzyło się, aby płyn podrażnił oczy czy przesuszył skórę. Jest naprawdę skuteczny w demakijażu, choć tutaj zaznaczam, że nie używam produktów wodoodpornych. Micel delikatnie się pieni. ale naprawdę bardzo delikatnie i nigdy mi to nie przeszkadzało. Posiada oczywiście całkowicie lejącą konsystencję i przepięknie pachnie - jak cała seria niebieska Vianka, czyli lekko słodko, przypomina mi zapach cukierków czy landrynek. Aromat jest bardzo przyjemny, nienachalny i nie za mocny, umila codzienny zabieg demakijażu.

Skład: Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Robinia Pseudoacacia Flower Extract, Panthenol, Urea, Hydrolyzed Oats, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Benzyl Alcohol, Parfum, Phytic Acid, Dehydroacetic Acid.

naturalny-micel

Vianek Rewitalizujący płyn micelarny cera dojrzała

Rewitalizujący płyn micelarny, z serii czerwonej, przeznaczony jest do do cery dojrzałej. W demakijażu jest równie skuteczny, co niebieski micel, ale odrobinę mniej odtłuszcza skórę (co jest dla mnie plusem). Oczywiście bardzo dobrze usuwa wszelkie zanieczyszczenia czy makijaż, natomiast nie pozostawia skóry tak bardzo odtłuszczonej. Nigdy mnie nie podrażnił, nie spowodował pieczenia oczu. Nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków jego stosowania. Zawiera ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego oraz owoców tarniny, które są dobrymi antyoksydantami, chronią więc skórę przed wolnymi rodnikami i przedwczesnym starzeniem. Zawartość oleju z wiesiołka oraz witaminy E sprawia, że płyn nie narusza naturalnej warstwy ochronnej skóry, a jednocześnie nie natłuszcza. Konsystencja lejąca, również bardzo delikatnie się pieni. Natomiast zapach ma całkiem inny, bardziej kojarzy mi się z cukierkami pudrowymi, również słodki, delikatny i niesamowicie przyjazny dla mojego nosa.

Skład: Aqua, Glycerin, Coco-glucoside, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Prunus Speciosa Fruit Extract, Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

vianek-naturalny-demakijaz

Vianek Wzmacniający płyn micelarny tonik 2w1 cera naczynkowa

Płyn micelarny i tonik 2w1 wzmacniający do cery naczynkowej, z serii fioletowej, jest równie skuteczny co dwa poprzednie i równie delikatny dla skóry. Zawiera ekstrakt z kwiatów czarnego bzu, bogatego w witaminę C, dzięki czemu wzmacnia kruche naczynka, a jednocześnie działa antyoksydacyjnie - zwłaszcza w połączeniu ze skwalanem i olejem ze słodkich migdałów. Dodatek kwasu migdałowego zapewnia odpowiednio niskie ph, a jednocześnie przyspiesza regenerację skóry, ujednolica jej koloryt i spłyca drobne zmarszczki. Pachnie lekko kwiatowo, trochę słodko, delikatnie i bardzo przyjemnie. Osobiście używałam go jedynie jako płynu micelarnego do demakijażu, staram się nie zostawiać detergentów na skórze dłużej niż to konieczne. Uważam, że to najlepszy micel Vianka na okres jesieni i zimy ze względu na zawartość kwasu migdałowego (akurat kwas migdałowy jest bezpieczny także latem, jednak zimą warto pomóc skórze się regenerować ze względu na trudne warunki, ciągłe zmiany temperatur itd.).

Skład: Aqua, Glycerin, Decyl Glucoside, Propanediol, Sambucus Nigra Flower Extract, Squalane, Prunus Amydgalus Dulcis Oil, Pantenol, Mandelic Acid, Cocamidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

plyn-micelarny-z-kwasem-migdalowym

Vianek odżywczy płyn micelarny tonik 2w1 każdy rodzaj cery

Odżywczy płyn micelarny i tonik dwa w jednym, z serii pomarańczowej, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Zawiera olej rokitnikowy oraz olej z pestek moreli, a także lecytynę sojową, które odżywiają skórę oraz zapobiegają jej przesuszeniu, a jednocześnie chronią przed czynnikami zewnętrznymi. Dodatkowo ekstrakt z nagietka oraz panthenol łagodzą podrażnienia, koją i przywracają skórze komfort. Zapach jest lekko owocowy, kojarzy mi się z morelą, identyczny jak z całej serii pomarańczowej Vianka. Odżywczy płyn micelarny jako jedyny pozostawia, co prawda delikatną, ale jednak wyczuwalną warstwę ochronną na skórze, która prawdopodobnie pochodzi od użytych olei. Ta warstwa może denerwować, choć ja zwykle od razu po demakijażu myję skórę, więc mi nie przeszkadza. Również i ta wersja mnie nigdy nie podrażniła, nie spowodowała szczypania oczu czy jakiegokolwiek pieczenia.

Skład: Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Calendula Officinalis Flower Extract, Propanediol, Panthenol, Prunis Armeniaca Kernel Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Lecithin, Citric Acid, Phytic Acid, Cocamidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Lilial, Coumarin.

odzywczy-plyn-micelarny

Czy płyn micelarny i tonik 2w1 ma sens?

Wszystkie cztery micele stosowałam tylko i wyłącznie do demakijażu i żadnego nie używałam jako toniku. Dlaczego? Tłusta cera ma niestety naturalną skłonność do podrażnień, przesuszenia i wyprysków, dlatego staram się nie pozostawiać na niej detergentów, a przynajmniej nie na długo. Pozostawienie płynu micelarnego czyli środków myjących na cały dzień lub na całą noc mogłoby mieć bardzo negatywny wpływ na skórę. Skutki może niekoniecznie są zauważalne po jednorazowym lub sporadycznym stosowaniu, natomiast przy codziennym, konsekwentnym lub też częstym (2 razy dziennie, rano i wieczorem, a więc non stop!) już jak najbardziej. Wypryski, podskórne grudki, mocne przesuszenie, suche skórki, zaczerwienienia - to mogą, choć oczywiście nie muszą, być skutki. Właśnie z tego względu uważam, że warto szukać toniku całkowicie pozbawionego substancji mających (przykład Cossi Fuleren, Resibo lub hydrolaty).


demakijaz-vianek

Podsumowując: wszystkie cztery płyny micelarne Vianka świetnie się sprawują w roli produktu do usuwania makijażu. Dobrze sobie radzą z rozpuszczeniem praktycznie każdego tuszu, jakiego używałam przez ostatnie kilka miesięcy. Zmywają zarówno silikonowe podkłady drogeryjne, jak i naturalne czy mineralne. Nie mają problemu z kredką, eyelinerami, a nawet pomadą Wibo. Ponownie zaznaczam, że po demakijażu płynem micelarnym myję całą twarz jeszcze raz olejkiem, pianką lub żelem. Płyn micelarny nie służy mi więc jako jedyny produkt do usuwania makijażu i nie zostawiam go na skórze na dłuższy okres czasu. Żaden z tych płynów nigdy mnie nie podrażnił, nie spowodował pieczenia, łzawienia czy jakiegokolwiek podrażnienia skóry czy oczu. Wszystkie pięknie pachną i są wydajne. Jedno opakowanie 200 ml wystarcza mi na około 1,5-2 miesięcy regularnego używania (w zależności czy stosuję je tylko wieczorem czy też rano i wieczorem). Wszystkie mają bardzo dobrze skomponowane, naturalne składy bez kontrowersyjnych czy niepewnych substancji. Zawierają kilka substancji aktywnych, cennych dla skóry i nie są drogie. 

  • Moim absolutnym ulubieńcem w tej kategorii jest wzmacniający płyn micelarny do cery naczynkowej (fioletowy). W drugiej kolejności dobrze domywający micel do cery wrażliwej (nawilżający z serii niebieskiej) oraz z serii czerwonej płyn micelarny rewitalizujący do cery dojrzałej. Na trzecim miejscu plasuje się odżywczy płyn micelarny z serii pomarańczowej ze względu na pozostawianie delikatnej, ale jednak wyczuwalnej warstwy na skórze.

Znacie te płyny micelarne? Lubicie naturalne produkty do demakijażu?