Naturalne perfumy - marki, wady i zalety, rodzaje, dlaczego warto?

Dlaczego powstały naturalne perfumy? 

Producenci perfum, wód perfumowanych i toaletowych nie mają obowiązku podawać dokładnego składu swoich produktów. Jest to duży kłopot dla alergików oraz wegan i wegetarian. My konsumenci nie wiemy co właściwie codziennie wdychamy lub aplikujemy na skórę. 

Dlatego producenci naturalnych perfum i innych wyrobów perfumeryjnych narzucili sami sobie potrzebę pokazania szerszego składu (często łącznie z dokładnym wypisaniem substancji wchodzących w skład kompozycji zapachowej!). To jest niesamowicie duże ułatwienie dla świadomych konsumentów, wegan i alergików! Dodatkowo w parze z jasnym składem idą inne działania, jak choćby drugi obieg opakowań, ogólna polityka less waste firmy czy zmniejszanie zużycia surowców podczas produkcji, zbieranie dokładnych deklaracji od dostawców surowców (cruelty free) itp.


perfumy-naturalne-opinie

TE PERFUMY czyli prawidłowa odmiana słowa

Rzeczownik "perfumy" zawsze występuje w liczbie mnogiej! To są TE PERFUMY. Często spotykana wymowa (szczególnie w internecie) bywa myląca i niestety błędna. Nieprawidłowa odmiana to np. "ta perfuma" czy "ten perfum". Łatwo zapamiętać kojarząc sobie z: "te nożyczki" (a nie "ten jeden nożyczek"), "te sanki" (a nie "ta jedna sanka"). Zawsze w liczbie mnogiej - po prostu.


RODZAJE NATURALNYCH PERFUM

Istnieje kilka rodzai naturalnych perfum. Osobiście znam i używam perfum w wosku, w olejku oraz w sprayu. Każdy z nich troszkę się różni, ale nie ma obaw o trwałość!

Naturalne perfumy w wosku Bydgoska Wytwórnia Mydła

Bazą perfum jest zazwyczaj wosk roślinny (wtedy perfumy są wegańskie, np. Bydgoska Wytwórnia Mydła) lub pszczeli (np. Miodowa Mydlarnia). Niezła trwałość na skórze! Wosk dobrze utrwala zapach. Wosk rozpuszcza się pod wpływem ciepła ciała, uwalniając zapach stopniowo. Nie podrażnia, a dodatkowo pielęgnuje skórę, chroniąc ją np. przed niekorzystnym wpływem warunków atmosferycznych.

Perfumy w wosku zazwyczaj kupimy w metalowej puszeczce lub mini słoiczku ze szkła, dzięki czemu łatwo zawsze mieć je przy sobie i subtelnie dołożyć w razie potrzeby. Ceny tych dwóch marek to ok. 30-55 zł. Obie marki są polskie.

  • Zaletą jest fajna trwałość, stosunkowo niskie ceny, niesamowita wręcz wydajność i dodatkowa pielęgnacja skóry. Wystarczy naprawdę odrobinka wosku, aby wetrzeć go w skórę i cieszyć się zapachem przez kilka godzin. Dodatkowo aromaty ciekawie się "starzeją". Często te perfumy mają naprawdę nietypowe zapachy jak np. Zielone pomidory Miodowej Mydlarni.
  • Wadą może być możliwość nadania zapachu tylko określonym częściom ciała np. nadgarstkom, skórze za uszami czy na dekolcie. Zapach jest intensywny, ale nie da nim się "spryskać" w całości, więc zawsze będzie subtelniejszy niż spraye. Uwaga też na niektóre tkaniny - potrafi lekko zabrudzić syntetyki (zawsze dopiera je pralka). Początkowo kleją się do niego włosy - należy odczekać chwilkę od aplikacji, aby wosk się wchłonął.


perfumy-wosku-opinie-recenzja

Naturalne perfumy w olejku Hrabina Rzewuska i Renovality

Bazą perfum są płynne oleje, często jojoba. Zazwyczaj opakowanie jest w tym przypadku szklane i zakończone kulką do aplikacji. Niezła trwałość na skórze! Ceny zróżnicowane, np. RENOVALITY od 45 zł/20 ml. HRABINA RZEWUSKA z kolei oferuje minisy (na zdjęciu niżej) w cenie 10% opakowania pełnowymiarowego (ok. 11,60/1 ml, pełnowymiarowa roletka ok. 116 zł/10 ml). Wchłaniają się odrobinę szybciej w skórę niż woski, ale mam też wrażenie, że są troszkę mniej trwałe. Wadą jest możliwość lekkiego zabrudzenia niektórych tkanin (szczególnie syntetyków, ale odpiera się bez problemu) - jeśli nie odczekamy, aż olejek wyschnie. Opakowania często są naprawdę piękne i niewielkich rozmiarów, więc ponownie - można je mieć zawsze w torebce i odświeżyć zapach. Tutaj też najczęściej mamy do czynienia z najdokładniej wypisanymi składami kompozycji zapachowej, jeśli nam na tym zależy. Perfumy w olejku nie są żadną nowością - od dawna znane są w krajach arabskich.

perfumy-w-olejku-opinia-rzewuska

perfumy-olejek-renovality

Naturalne perfumy w sprayu Lady of Nature, CF i wegańskie

Bazą perfum w sprayu jest alkohol, woda lub hydrolaty. Zazwyczaj mają prosty skład, często szczegółowo wypisany! Dobra trwałość na skórze, ale co ważne - można zaaplikować je również na ubrania (niektórzy lubią, wtedy często trwałość to nawet kilka dni). Sprayem łatwiej otulić się zapachem "od stóp do głów" - nie musimy się już ograniczać do konkretnych stref jak w przypadku wosku czy olejku. Ceny zróżnicowane. Przykładowo Lady of Nature kosztują 159 zł/50 ml. Opakowania to zazwyczaj szklane buteleczki.

Lady of Nature - nie mogę o tym nie wspomnieć! - szczyci się własnymi autorskimi kompozycjami zapachowymi, które mają wywoływać wywoływać wspomnienia. Trzeba marce przyznać, że zapachy są nietuzinkowe, trudne do określenia słowami i zdecydowanie wyjątkowe. Ma to swoje zalety - na pewno wyróżniają się na tle innych marek (a co za tym idzie my również się wyróżniamy), ale sprzedaż odbywa się głównie internetowo, więc można nie trafić we własne gusta i zostać z perfumami, które nie do końca nam odpowiadają. W takim przypadku zachęcam do odwiedzania targów kosmetyków naturalnych i śledzenia marki w Social Media, gdzie pojawiają się informacje o drogeriach, w których można osobiście sprawdzić kompozycje zapachów.

Perfumy Lady of Nature są naprawdę bardzo trwałe!

lady-of-nature-perfumy-cf-weganskie

Ciekawostki na temat perfum - co warto o nich wiedzieć?

  • Sprawdzając nowy zapach perfum warto spryskać nim skórę, bo to na niej uzyskamy pełny aromat. Nie rozcieramy, czekamy aż baza się ulotni (alkohol) lub wchłonie (oleje).
  • Słoiczki z kawą w drogeriach naprawdę mają cel! Nasz nos rozróżnia średnio trzy kompozycje zapachowe, a potem zwykle je miesza. Kawa pomaga zneutralizować aromaty.
  • Perfumy lubią chłód i cień, wtedy wolniej wietrzeją.
  • Perfumy na natłuszczonej skórze są trwalsze! Warto przed aplikacją użyć np. bezzapachowego balsamu do ciała.

naturalne-perfumy

 Macie doświadczenia z perfumami powyższych marek? Może znacie inne opcje w wosku albo olejku?

Bosphaera, polskie kosmetyki naturalne o ciekawych zapachach i składach

Polska marka Bosphaera podbija kolejne serca. 

Mocno widać to na targach kosmetycznych - stoisko zawsze jest oblegane przez sympatyków i klientki. Nie dziwi mnie to - w ofercie mamy mnóstwo kosmetyków o świetnych, naturalnych składach okraszonych niesamowitymi, intensywnymi zapachami. Dzisiaj chciałabym napisać o kosmetykach, które ostatnio towarzyszyły mi na co dzień, choć w momencie pisania tego posta zużyłam je już całkowicie. Wiem, że do niektórych wrócę, zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie.

 

bosphaera-hydrolat-nagietek

Bosphaera, Hydrolat z nagietka lekarskiego do każdej cery, także wrażliwej i delikatnej

Hydrolat nagietkowy Bosphaera pachnie lekko ziołowo. Zapach przypomina mi delikatny napar z ziół. Jest bardzo nawilżający, odświeżający i kojący. Działa też przeciwzapalnie i lekko ściągająco, co idealnie sprawdza się w pielęgnacji cery tłustej, mieszanej, zanieczyszczonej.

Używałam go najczęściej na noc. Atomizer tworzy idealną, bardzo drobną mgiełkę, nie chlapie. Można go spokojnie stosować też na makijaż, np. w celu "zdjęcia pudrowości" czy też scalenia minerałów ze skórą, bo nie powinien zepsuć make upu ani niczego rozmazać. Warto pamiętać, że nagietek jest ziołem o działaniu fotouczulającym, na wszelki wypadek lepiej nie stosować go przed ekspozycją na słońce. Za to idealnie się sprawdzi już po opalaniu i dłuższym spacerze, także na ewentualne niewielkie poparzenia słoneczne, zadrapania i otarcia. 

Skład: Calendula Officinalis Flower Water, Propanediol, Levulinic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Hydrolat z nagietka został zakonserwowany, więc nie trzeba trzymać go w lodówce ani martwić się o odpowiednie pH produktu.

Nie uczulił mnie, nie podrażnił. Korzystnie wpłynął też na moją cerę z tendencją do nadprodukcji sebum, cera dłużej była matowa. Idealny duet tworzył z każdym lekkim serum wodnym, ale dogaduje się też z kremami. Kosztuje max 25 zł.

aksamitny-krem-pod-oczy-bosphaera

Bosphaera, Aksamitny krem pod oczy - odżywczy, nawilżający i kojący

Kusił mnie od dnia swojej niedawnej premiery! To gęsty krem, o budyniowej konsystencji. Rozprowadza się jednak bardzo łatwo, nie bieli. Pachnie kawowo-ziołowo, naturalnie, ale intensywnie.

Skład: Melissa Officinalis Leaf Water, Achillea Millefolium Flower Water, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tanacetum Vulgare Extract, Coffea Arabica Seed Oil, Cetearyl Olivate, Propanediol, Sorbitan Olivate, Aqua, Glycerin, Persea Gratissima Oil, Isopropyl Isostearate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Carapa Guaianensis Seed Oil, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Prunus Domestica Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Phytosterols, Squalane, Olea Europaea Fruit Oil, Tocopherol, Levulinic Acid, Globularia Cordifolia Callus Culture Extract, Allantoin, Calanthe Discolor Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Echinacea Angustifolia Meristem Cell Culture, Sodium Bicarbonate, Benzoic Acid, Chondrys Chrispus Exstract, Sorbic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Gluconolactone, Citric Acid, Calcium Gluconate.

Skład został oparty o hydrolaty z melisy i krwawnika oraz sok z aloesu. Do tego dodano mnóstwo substancji aktywnych np. olej z ziaren kawy, mnóstwo cennych olei m. in. awokado, fitosterole, skwalan, komórki macierzyste z jeżówki (poprawa elastyczności), orchidei oraz kulnika sercolistnego (antyoksydanty), glukonolakton, ekstrakt z algi arktycznej (poprawia kondycję skóry, ogranicza odwodnienie, przyspiesza odbudowę bariery ochronnej). Jest naturalny.

naturalny-dobry-krem-pod-oczy

Aksamitny krem pod oczy Bosphaera pozostawia na skórze ochronną, aksamitną warstwę. Dla mnie bardzo ważne jest, że absolutnie nie migruje do oczu! Można go bez obaw nałożyć też na powieki, jeśli jest taka potrzeba. Świetnie sprawdza się na dzień pod kremy z filtrem i pod makijaż. W mniejszej ilości nie zostawia żadnej tłustej warstwy, a długotrwale nawilża i uelastycznia delikatne okolice oczu. Na noc lubię nałożyć go odrobinę więcej i potraktować trochę jak maskę - nie obciąża skóry, nie "zapycha" (nawet gdy rozetrę go szeroko na policzki) i nie podrażnia oczu, jednak wtedy otulająca warstwa jest bardziej wyczuwalna, w moim odczuciu nie jest jednak tłusta. Zapach ulatnia się dopiero po dłuższej chwili.

Krem stosowany regularnie spłyca drobne zmarszczki, świetnie uelastycznia skórę, nawilża ją i lekko napina. Spojrzenie wygląda dobrze nawet gdy się nie wyśpię, jest rozświetlone, a delikatna poranna opuchlizna szybciej schodzi (również dzięki masażowi palcami). Lubię nakładać go też na szyję - składniki aktywne genialnie wpływają na już lekko wiotczejącą skórę, wzmacniają ją i napinają. Tym bardziej, że produkt jest bardzo wydajny! Krem w szkle i kartoniku kosztuje ok. 40-60 zł/20 g. 

lekki-krem-bosphaera-nowosc

Bosphaera, Lekki krem nawilżająco normalizujący - naturalna pielęgnacja wymagającej cery mieszanej

To bardzo uniwersalny krem do cery mieszanej - sprawdzał się zarówno latem, jak i wczesną jesienią. Konsystencja Lekkiego kremu nawilżająco normalizującego Bosphaera faktycznie jest lekka, gładka, ale nielejąca. Kolor intensywnie żółty, wręcz wpada w pomarańczowy. Zapach przypomina mi trochę napar z rokitnika z cytryną, jest delikatny i szybko się ulatnia. Kremik łatwo się rozprowadza, ale trzeba uważać z ilością - jeśli nałożymy zbyt dużo, na skórze będzie widać kolor (tak samo jeśli rozprowadzimy go nierównomiernie). Na skórze zostawia wyczuwalną pod dotykiem warstwę ochronną, która nie jest jednak tłusta, nie błyszczy się, choć nie jest to też płaski mat - wygląda po prostu zdrowo, satynowo.


Skład: Mentha Piperita Leaf Water, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Melissa Officinalis Leaf Water, Carica Papaya Seed Oil, Papaver Orientale Seed Oil, Propanediol, Cetearyl Olivate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Sorbitan Olivate, Coriandrum Sativum Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Panthenol, Lactitol, Xylitol, Levulinic Acid, Octyldodecanol, Globularia Cordifolia Callus Culture Extract, Allantoin, Aqua, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citrus Limon Peel Oil, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa Root Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Garcinia Mangostana Peel Extract, Citric Acid, Ascorbyl Palmitate, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol.

Cały skład lekkiego kremu do twarzy Bosphaera został oparty o hydrolaty (mięta, melisa, sok z aloesu), do których dołożono ekstrakty roślinne (m.in.z korzenia marchwi), naturalne oleje (np. z nasion marchwi, jojoba, nasion papai, nasion malin) i prebiotyki o działaniu nawilżająco – normalizującym (np. duet Xylitol i Lactitol znany z natychmiastowego efektu nawodnienia skóry i wzmacniania bariery hydrolipidowej).

lekki-krem-bosphaera-recenzje-opinie

Lekki krem Bosphaera przede wszystkim bardzo szybko i długotrwale nawilża skórę. W niewielkiej ilości nadaje się pod kremy z filtrem, także latem w upały. Idealnie sprawdza się jednak na noc - rano skóra jest mięciutka, w dobrej kondycji, o wyrównanym kolorycie, świetnie nawilżona, dzięki czemu w ciągu dnia dużo mniej się przetłuszcza. Także w chłodniejsze dni jak teraz (wczesna jesień) na dzień sprawdza się idealnie - zatrzymuje nawilżenie, szybko przynosi ukojenie np. po zbyt mocnym myciu, ściągającym toniku. Używam go przez ponad 3 miesiące, często 2x dziennie. Nigdy mnie nie "zapchał", nie podrażnił, nie wysuszył. Także teraz przy retinalu się sprawdza (póki co, niedawno zaczęłam kurację). Nazwałabym go bardziej kremem nawilżająco regenerującym, bo to działanie najmocniej przebija. Kosztuje max 50 zł/40 g. Jest niesamowicie wydajny! W ciemnym szkle, pod wieczkiem dodatkowe zabezpieczenie z plastiku.

ekspresowa-odzywka-maska-wlosy-peh

Bosphaera, Ekspresowa odżywka do włosów nawilżająco regenerująca

Na koniec zostawiłam największą perełkę w tym zestawie. Prześwietną odżywkę do włosów. Kremowa, budyniowa, jakby lekko napowietrzona, gęsta konsystencja. Dzięki temu nie trzeba jej nakładać dużo (super wydajność!). Pachnie mocno, słodko, przypomina mi bardzo waniliowy, maślany budyń. Zapach zdecydowanie utrzymuje się na włosach i to dość długo, więc warto, aby się podobał.

Skład: Urtica Dioica Extract, Propanediol, Vitis Vinifera Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Mangifera Indica Seed Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Cetearyl Alcohol, Aqua, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil/ Sebacic Acid Copolymer, Glycerin, Cetyl Alcohol, Phytosterols, Levulinic acid, Parfum, Behentrimonium Methosulfate/ Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Argania Spinosa Kernel Oil,  Benzoic Acid, Cynara Scolymus Leaf Extract, Sorbic Acid, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Calcium Gluconate.

Zawiera przede wszystkim ekstrakt z pokrzywy, humektanty (propanediol, gliceryna, glukonolakton) i mnóstwo emolientów (m.in. olej z pestek winogron, masło mango, masło awokado, olej ze słodkich migdałów i jojoba). Na moje oko odżywka jest HE (humektantowo emolietnowa). Naturalna.

szybka-skuteczna-odzywka-regenerujaca

Ogromną zaletą Ekspresowej odżywki Bosphaera jest jej faktyczna ekspresowość! Wystarczy nałożyć ją na wilgotne włosy na 1-3 min., po czym dokładnie zmyć. Serio! Tyle wystarczy, aby włosy były niesamowicie wygładzone, miękkie, elastyczne, sypkie i błyszczące! Mam wrażenie, że są też odporniejsze na uszkodzenia mechaniczne np. przez wkręcanie się w zamek błyskawiczny. Odżywka delikatnie dociąża włosy skłonne do puszenia, ale zauważyłam, że na moich średnioporowatych nie może być używana codziennie, bo wtedy "strączkuje" końcówki. W zasadzie stosuję ją jak maskę - co 2-3 mycia i od ucha w dół - wtedy jest idealnie! Na pewno do niej wrócę.

Opakowanie szklane, trwała etykieta. Kosztuje ok. 40 zł/200 g. Przeznaczona do każdego rodzaju włosów, także farbowanych (dogaduje się z mieszankami z henną i indygo). Świetny produkt dla mam i zapracowanych - wszystkich, którzy lubią szybką i skuteczną pielęgnację naturalną. Panowie też chętnie podbiorą odżywkę w łazience, na krótkich włosach efekt też był zadowalający.


Znacie kosmetyki marki Bosphaera?

Kto zajmuje się bezpieczeństwem kosmetyków? Na czym polega praca Safety Assessor? Wywiad z Martą Majszyk-Świątek

Bardzo lubię wgłębiać się w szczegóły rynku kosmetycznego, prawo i bezpieczeństwo kosmetyków wprowadzanych do sprzedaży. Ciekawi mnie cały proces od pomysłu do chwili, gdy gotowy produkt stoi na półce w drogerii. Dzisiaj zapraszam Was na wyjątkowy wywiad z Martą Majszyk-Świątek, która swoją pasję kosmetologa połączyła z technologią produkcji kosmetyków oraz pracą jako Safety Assessor, a jednocześnie jest nauczycielem akademickim. Gorąco zachęcam również do śledzenia profilu Marty na Instagramie: @kosmetolog.technolog, gdzie dzieli się swoją wiedzą za darmo oraz często prowadzi interesujące livy z markami kosmetycznymi.

 

Wywiad z Safety Assessor - Martą Majszyk-Świątek - ocena bezpieczeństwa kosmetyków na podstawie informacji otrzymanych od producenta

Aneta: Cześć Marto! Jesteś Safety Assessorem (w skrócie SA). Opowiesz nam na czym polega Twoja praca?

Marta: Moja praca, mówiąc w skrócie, polega na sprawdzaniu i ocenianiu receptur kosmetycznych, a także badań i opakowań, pod względem bezpieczeństwa ich stosowania przez ludzi. Wszystko w kontekście kosmetyku. Jest to duży skrót myślowy, ale najlepiej obrazuje to, co robię (dla osób „niewtajemniczonych”).

Każdy kosmetyk na terenie UE może być sprzedawany, ale pod warunkiem, że ma wykonany Raport Oceny Bezpieczeństwa Produktu Kosmetycznego, który tworzony jest przez Safety Assessora. Aby taki dokument mógł w ogóle powstać, kosmetyk musi przejść szereg badań oraz spełniać wyznaczone kryteria, zawarte w Rozporządzeniu WE.

Natomiast mówiąc „od kuchni”, ja jako specjalista, analizuję całą recepturę pod względem możliwych interakcji, zastosowanych surowców, zastosowanych opakowań, wykonanych badań itp. oraz analizuję dokumentację dla danego produktu.

Często zdarza się także, że analizuję etykiety pod względem zgodności.

Dodam tylko, że ogromnym plusem dla mnie jest to, że oprócz bycia Safety Assessorem jestem także kosmetologiem i biologiem analitycznym, więc o wiele łatwiej i bardziej szczegółowo jestem w stanie zweryfikować recepturę, bo wiem czego mam spodziewać się na skórze i jak może zareagować. Uważam, że takie połączenie otwiera wiele drzwi jeśli chodzi o poprawną analizę receptur, ale także realne działania na skórze. Nieraz spotkałam na swojej drodze SA, którzy nie mieli pojęcia o funkcjonowaniu skóry i podchodzili bardzo „chemicznie” do tematu.

Zdarza się czasem, że dodatkowo jeżdżę na tzw. audyty z klientami, gdzie odwiedzamy fabryki produkcyjne i sprawdzamy standardy.

safety-assessor-polska-polskie

Praca i obowiązki Safety Assessora

 
Aneta: Co należy do Twoich obowiązków, a co nie?

Marta: Już trochę odpowiedziałam na powyższe pytanie, ale moim głównym obowiązkiem, a raczej usługą, którą wykonuję dla firm produkujących kosmetyki, jest wykonanie Raportu Oceny Bezpieczeństwa Produktu Kosmetycznego. Oprócz tego mam jeszcze kilka usług takich np. jak analiza etykiety czy doradztwo związane ze zmianą receptury w przypadku niezgodności lub problemów z masą, ale są to usługi dodatkowe.

Jeśli chodzi o sam Raport to oceniam bezpieczeństwo kosmetyku, a nie jego zasadność działania. Czasem zdarzają się produkty, które pod względem INCI są bezpieczne, ale także nie mają jakiegoś spektakularnego działania na skórę. Nie mnie oceniać, na kogo zadziała, a na kogo nie. 

 

Aneta: Teraz pytanie od mojej obserwatorki z Instagrama. Czy podbijasz imienną pieczątkę, podpisujesz się? Czy masz jakąś odpowiedzialność za swoje zadanie?

Marta: Odpowiedzialność mam ogromną. To ode mnie zależy czy dany produkt zostanie dopuszczony czy też nie. Swoim podpisem gwarantuję, że produkt jest bezpieczny. Jest to naprawdę bardzo odpowiedzialne zadanie i trzeba podchodzić do tego bardzo rzetelnie. Szczególnie, że czasami klienci nie do końca chcą wywiązać się z dostarczenia odpowiedniej dokumentacji lub pojawiają się w trakcie jakieś nieścisłości. Tutaj muszę drążyć temat i nie mogę pozwolić sobie na kompromisy. W przypadku wystąpienia ciężkich działań niepożądanych danego kosmetyku również Safety Assessor jest ciągnięty do odpowiedzialności.

 

Aneta: Ile trzeba się uczyć, aby zostać SA?

Marta: Uczyć się trzeba całe życie. Nie zliczę ile kursów już skończyłam i w ilu konferencjach brałam udział, ale jest to tak dynamiczna gałąź, a jednocześnie odpowiedzialna, że nie da się tutaj zaprzestać na jednym kursie. Trzeba być cały czas na bieżąco z prawem, z nowymi wytycznymi i z nowymi doniesieniami naukowymi jeśli chodzi chociażby o surowce. Stały kontakt z producentami surowców jest wpisany w mój zawód.

Niestety, ale to tak nie działa, że kończy się kurs i z automatu już można być dobrym Safety Assessorem. Na to trzeba naprawdę lat praktyki. Szczególnie dla kosmetyków z tzw. pogranicza.

wywiad-marta-majszyk-swiatek

Czy kosmetyki naturalne są bezpieczniejsze?

Aneta: Jak SA patrzy na kosmetyki naturalne?

Marta: Nie ma w prawie pojęcia kosmetyk naturalny. Jest definicja kosmetyku, której podlegają wszystkie kosmetyki. Hasło naturalny, eko, vegan itp. powstało na potrzeby marketingu. Kosmetyki deklarowane jako naturalne są oceniane zgodnie z wytycznymi prawa dla wszystkich kosmetyków. Safety Assessor może jedynie w podsumowaniu swojej oceny w Raporcie Oceny Bezpieczeństwa odnieść się np. do dodatkowych badań, wykraczających poza obligatoryjne badania, które zostały wykonane dla produktu. Nieważne jaki przydomek marketingowy ma kosmetyk, ważne, aby był on bezpieczny dla konsumenta.

W mojej prywatnej ocenie, wiele firm nadużywa słowa naturalny, ze względu na brak wytycznych typowych dla tego grona produktów. Natomiast bardzo nie lubię jak demonizuje się kosmetyki ze względu na dany składnik zawarty w składzie, bo ktoś gdzieś puścił na jego temat daną opinię. Pamiętajmy, że tego typu opinie czasami są tworzone specjalnie, właśnie na potrzeby marketingu.

Ja jako Safety Assessor bardzo często toczę batalie z marketingowcami, chociażby ze względu na opisy marketingowe zawarte na etykietach czy brak kluczowych, wymaganych informacji „bo się nie zmieściło na etykiecie”.

Podobnie jest z dermokosmetykami. Prawnie nie istnieje taka definicja, natomiast producenci, chcąc wyjść naprzeciw oczekiwaniom klienta, założyli sobie pewne, nieobligatoryjne wytyczne, których spełnienie niejako definiuje pojęcie dermokosmetyku. Nadal nie są to jednak założenia prawne, więc de facto nie ma możliwości roszczeń wśród klientów innych niż podstawowa definicja kosmetyku przewiduje. Przyjmuje się, że dermokosmetyki są tworzone z myślą o skórach wrażliwych, a w swym składzie nie mają potencjalnych składników drażniących. Czy tak zawsze jest odpowiedzcie sobie sami.

Od obserwatorów na Instagramie padło kilka pytań o surowce kosmetyczne, głównie konserwanty. Nie chciałabym się tutaj wdawać w szczegóły, bo nie chcę tworzyć niepotrzebnych scysji, ale to, co jako Safety Assessor chcę mocno podkreślić grubą kreską: nigdy nie analizujemy składu 1:1. Właśnie po to powstał zawód Safety Assessora tworzącego Raporty, żeby przeanalizować całą recepturę i proces produkcji i ocenić bezpieczeństwo. Wspomniałam tutaj chociażby o konserwantach. Pamiętajmy że surowce docierające na produkcje np. ekstrakty roślinne są same w sobie zakonserwowane w celu utrzymania jakości, a ten konserwant jest również zgodnie z prawem umieszczany w składzie INCI, choć może być go raptem 0,0000001% po przeliczeniu. Producent ma prawo wpisywać surowce poniżej 1% w składzie INCI w dowolnej kolejności.

Kolejna sprawa to taka, że jeśli jakiś surowiec jest zakazany bądź ograniczony do stosowania, to właśnie Safety Assessor dba o to, żeby w recepturze się nie znalazł lub nie przekroczył zakładanej przez Rozporządzenia ilości. Jest to ściśle kontrolowane i nie ma możliwości obejścia tego i dodania sobie jakiegoś surowca ot tak.

Jako specjalista, który już niejedno widział, mówię: nie demonizujmy konserwantów. Uwierzcie, że sto razy lepiej nakładać na skórę kosmetyk dobrze zakonserwowany, który nie robi nam krzywdy, niż nałożyć coś o słabym układzie konserwującym lub jego braku i np. zarazić się gronkowcem złocistym, który jest coraz bardziej popularny i oporny na większość dostępnych form leczenia. Wiem, że Internet jest teraz podstawowym źródłem wiedzy, ale to co czytamy zawsze dzielmy przynajmniej na cztery, a najlepiej na osiem, bo ja czasem w opracowaniach naukowych spotykam się z nie do końca sprawdzonymi informacjami.

wywiad-bezpieczenstwo-kosmetyczne

Aneta: Czy jako SA macie dostęp do informacji o pochodzeniu danej substancji np. gliceryny czy jest roślinna czy nie?

Marta: Każdy surowiec, który został użyty do produkcji, musi mieć odpowiednią dokumentację, która jest brana pod uwagę w Raporcie Oceny Bezpieczeństwa. Składa się na nią karta charakterystyki i specyfikacja techniczna, jako niezbędne minimum, ale coraz częściej producenci dostarczają również dodatkowe badania czy informacje o surowcu. Jest to swego rodzaju wyróżnik dla firm. Na podstawie dokumentacji jestem w stanie zweryfikować pochodzenie. Jeśli są jakieś nurtujące mnie pytania dotyczące surowca, zwykle drążę temat i kontaktuję się z producentem, aby dostać jak najbardziej klarowne informacje. Większość wiodących na rynku sprzedawców surowców bardzo o to dba i nie ma problemu z uzyskaniem odpowiednich dokumentów. Gorzej jest w przypadku pozyskiwania surowców spoza UE, np. z Chin, gdzie trudno uzyskać odpowiednią dokumentację. Tutaj muszę przestrzec, że wiele małych firm, także produkujących kosmetyki naturalne, chcąc ograniczyć koszty kupuje surowce spoza UE. Tyczy się to głównie substancji aktywnych.

 

Aneta: Bardzo dziękuję, że zechciałaś odpowiedzieć na nasze pytania. Cieszę się, że nad naszym bezpieczeństwem czuwają ludzie z taką wiedzą i pasją!

 

Macie jakieś pytania do Marty? Wiedziałyście już czym dokładnie zajmuje się SA?

EKOCUDA - relacja z tagrów kosmetyków naturalnych w Warszawie 8 edycja 11-12.09.2021

Targi naturalnych kosmetyków i gadżetów EKOCUDA 2021 - relacja 

Kolejna, 8 edycja, Targów Kosmetyków Naturalnych EKOCUDA już za nami. Zapraszam na krótką relację z tego wydarzenia, ponieważ jak zawsze wybrałam się na to wydarzenie. Bardzo lubię być na bieżąco i znać nowości kosmetyczne, a targi to idealna okazja, aby móc je powąchać, sprawdzić konsystencję i porozmawiać o działaniu. Moim celem było także znaleźć fajne inspiracje na prezenty.

Inne relacje z Targów Ekocuda znajdują się pod poniższym linkiem:

 

ekocuda-2021-relacja

8 edycja Targów Kosmetyków Naturalnych EKOCUDA

Tym razem Targi odbyły się w nowej lokalizacji w Warszawie. Przypomnę, że dwie pierwsze edycje targów odbyły się w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich (pierwsza edycja w 2016 r.), kolejne w Centrum Praskim Koneser. Najnowsze, 8 z kolei targi stacjonarne, odbyły się tymczasem w Centrum EXPO XXI przy ulicy Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Miało to swoje plusy - dużo miejsca, swobodne poruszanie się po Tragach, przestrzeń, duży parking (płatny), ale i minusy - zupełnie inny dojazd czy brak licznych restauracji dookoła lokalizacji (była kawiarnia i kilka food trucków).

babo-nature-queen-alchemia-lasu

Ciekawe polskie kosmetyki naturalne

Powyżej kosmetyki, które miałam okazję sprawdzić na Ekocudach i które mnie zachwyciły na tyle, że planuję je w przyszłości kupić. Rozświetlające serum antyoksydacyjne do twarzy Nature Queen pięknie odbija światło będąc na skórze, ale nie zawiera drobinek, więc ten blask jest bardzo naturalny i zdrowy. Z kolei serum antystresowe marki Babo o cudownych zapachu kakao to poprawiacz humoru, ale też bardzo lekki kosmetyk, który nada się zarówno pod krem z filtrem jak i krem na noc. Alchemia Lasu zachwyciła mnie botanicznymi perfumami o ciekawych, nietypowych kompozycjach. Jeśli lubicie nietuzinkowe zapachy to zdecydowanie warto się im bliżej przyjrzeć.

swiece-sojowe-bosphaera-ecocera-nowosc

Nowe marki, nowe produkty i nowe odkrycia kosmetyków naturalnych

Kolejne cudowności to nieznana mi dotąd marka Dotyk Kreacji, która tworzy prawdziwie mistrzowskie, naturalne kosmetyki! Szampon w kostce na bazie wywaru z mydlnicy zamiast detergentów to musi być mistrzostwo! Nareszcie miałam też okazje poznać zapachy ręcznie wykonanych świec sojowych Bosphaera i najbardziej przypadła mi do gustu Powabna Śliwka. Idealny zapach na jesień, tajemniczy, a jednocześnie trochę słodki - fajne połączenie. Wypróbowałam również nowości Ecocera, którymi są dedykowane pod oczy pudry ryżowe o dwóch wykończeniach: matowym i rozświetlającym z drobinkami. Drobniutko zmielone pudry mają za zadanie rozświetlić okolice oka i optycznie zmniejszyć widoczność zmarszczek mimicznych (wersja rozświetlająca z kwasem hialuronowym) lub wygładzić skórę i pobudzić mikrokrążenie (matowy z kofeiną).

pomysl-na-naturalne-prezenty

Pomysły na naturalne prezenty dla niej i dla niego

Na stoisku marki Prosta Kostka, oprócz oczywiście kosmetyków, były przepiękne, ręcznie wykonane mydelniczki np. w kształcie liści. Nietuzinkowy i wyjątkowy prezent dla fanek naturalnych mydeł w kostce. Z kolei świece sojowe marki Domkove to fajny pomysł na prezent z humorem ze względu na nazwy zapachów np. 500+, Dyktator, Dzwonią Dzwonki Sań czy Gabinet Szefa. Wegańska sól do kąpieli marki Yes to ukłon dla osób uwielbiających długie kąpiele w wannie i... brokat, bowiem pachnąca sól sprawia, że woda skrzy się licznymi drobinkami - coś pięknego!

nowosci-kosmetyki-naturalne

Nowości kosmetyczne na Ekocudach - naturalne i polskie

Niedawno znana firma Mokosh pokazała światu swoją markę-córkę czyli Needit Nature. Aktualnie marka oferuje kilka kosmetyków, a wszystkie można było poznać osobiście na Ekocudach. Zapowiada się ciekawie, kosmetyki są niedrogie i mają naturalne składy. Z kolei puławska firma Yappco wystawiła swoją kolejną markę Bio My Skin, również na bazie komponentów pozyskanych z jabłek, ale tańszą. W ofercie kremy, sera i krem pod oczy, a także produkty do oczyszczania twarzy i maska - wszystko certyfikowane Ecocert Cosmos Natural. Marka Mikuno pokazała światu swój skoncentrowany eliksir pod oczy, ukryty w ciekawym opakowaniu - skórę pod oczami masują trzy metalowe kuleczki, które dodatkowo pomagają pozbyć się opuchnięć np. rano.

opcja-natura-ekocuda

Opcja Natura - polskie kosmetyki, które podbijają internet

Markę Opcja Natura poznałam jakiś czas temu i szybko zdobyła ona moje serce. Cudowne zapachy pochodzące z olejków eterycznych (mój fav to żel limonka aloes - kto lubi cytrusy koniecznie powinien go poznać!). Niedawno napisałam również artykuł we współpracy z marką, który dostępny jest pod poniższym linkiem, a przekazuję w nim podstawy codziennej pielęgnacji twarzy:

 
najlepsze-polskie-kosmetyki-naturalne

Znani ulubieńcy i kosmetyczne naturalne pewniaki

Felicea to polska marka naturalnych kosmetyków do makijażu, dostępna np. w Hebe. Wiele moich osobistych ulubieńców pochodzi właśnie z Felicea, m.in. jest to najlepszy podkład płynny jaki kiedykolwiek miałam oraz pomadki do ust, które są jak balsam ochronny z kolorem - bardzo komfortowe i naturalne. Naturativ (dostępne np. w Kontigo) to kolejna dobrze znana mi marka kosmetyków o niesamowitych składach, świetnych konsystencjach i działaniu. To jedyna polska marka posiadająca wyśrubowany certyfikat NaTrue. Z kolei marka Unit4men (dostępna np. w Douglas) to najlepsze naturalne kosmetyki dla mężczyzn. Tzw. "dobrym składom" towarzyszy tutaj prawdziwa perfumeryjna kompozycja zapachowa, co sprawia, że mężczyźni chętnie sięgają po te produkty. Są też wymarzonym prezentem dla wymagających panów.

 
sensummare-ekocuda

Kolejne dobrze znane już fankom naturalnej pielęgnacji marki to Sensummare - luksusowe kosmetyki na bazie dobroci z morza oraz Ovium - marka wielorazowych, świetnej jakości wacików kosmetycznych z bawełny organicznej, szytych przez polską kwarcową. Swoje stoisko miała również marka Dworzysk - posiada ona własne uprawy lawendy na Podlasiu, z której tworzy zarówno kosmetyki jak i niezwykle smaczne herbatki ziołowe. 

To nie są oczywiście wszyscy wystawcy, ponieważ tych było bardzo dużo. Na targach byłam w niedzielę, kiedy innych zwiedzających było już podobno mniej, więc miałam bardzo dużą możliwość spokojnie porozmawiać z właścicielami lub przedstawicielami poszczególnych marek, a także lepiej poznać kosmetyki. Miło spędziłam ten czas i czekam już na kolejne targi kosmetyczne.

probki-kosmetykow-naturalnych

Z Ekocudów nie wróciłam z pustymi rekoma. Na pierwszym zdjęciu w poście pokazałam swoje zakupy i prezenty, a tu powyżej mnóstwo próbek, którymi firmy chętnie się dzieliły. Od siebie przekazałam producentom puste opakowania szklane, które mogą zostać ponownie wykorzystane przy produkcji. Dziękuję wszystkim markom za inspirujące rozmowy i życzę kolejnych pomysłów na cudowne produkty naturalne.

 Lubicie targi kosmetyczne?

Podstawy pielęgnacji twarzy - kosmetyki naturalne z Polski OPCJA NATURA

Pielęgnacja twarzy u każdego będzie wyglądała trochę inaczej, ponieważ zawsze dobieramy ją indywidualnie pod potrzeby skóry oraz konkretną osobę. Jednak pewne etapy jak oczyszczanie, serum czy krem powinny być podstawą u każdego. Ja potrzebuję i uwielbiam kilka kroków dziennie - moja skóra chłonie i najwięcej korzysta z pielęgnacji warstwowej i wbrew pozorom wcale nie zajmuje mi to dużo czasu :) Natomiast koleżanka stawia na prostotę i minimalizm, kilka najważniejszych kosmetyków i do wiedzenia. I to jest ok! Dzisiaj zapraszam na artykuł o podstawach pielęgnacji domowej cery. Minimalizm kosmetyczny, ale sensownie ułożony. Post powstał przy współpracy z polską marką Opcja Natura, dlatego poszczególne kroki omówię na postawie tych kosmetyków.

 
naturalna-podstawowa-pielegnacja

Oczyszczanie skóry - jak i dlaczego delikatnie myć twarz?

Najważniejszy krok pielęgnacji każdej cery! Szczególnie dla osób żyjących w większym mieście, które są narażone na zanieczyszczenia i smog, ale także posiadaczy cery tłustej, mieszanej, trądzikowej, z nadprodukcją sebum.

Każdy z nas ma własne podejście i potrzeby skóry, jednak przyjmuje się, że cerę warto myć dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Rano zmywamy delikatnym produktem resztki produktów pielęgnujących, kurz, sebum i bakterie. Wieczorem zmywamy ZAWSZE makijaż, krem z filtrem, sebum, smog, zanieczyszczenia, kurz z dnia, oczyszczamy pory. Osobiście jestem fanką delikatnego, pojedynczego mycia twarzy rano - koniecznie produktem zmywalnym wodą, np. żelem opartym na łagodnych detergentach, delikatnie się pieniącym i oczyszczającym skórę bez uczucia ściągnięcia czy przesuszenia. Wieczorem lubię stosować oczyszczanie dwuetapowe. Pierwszy etap to olejek hydrofilowy, czyli zawierający z INCI emulgator, dzięki któremu olejek zmywa się samą wodą i nie zostawia tłustej warstwy. Drugi etap to żel, np. ten sam co rano. Dzięki odpowiedniemu doborowi produktów skóra będzie czysta, jędrna, dobrze oczyszczona, ale nie powinna być sucha czy ściągnięta!  

delikatny-lagodny-zel-naturalny

Uszkodzona bariera hydrolipidowa skóry

Warto wiedzieć, że z oczyszczaniem twarzy można przedobrzyć, co skutkuje uszkodzeniem bariery hydrolipidowej - naszej naturalnej ochrony skóry. Uszkodzona bariera hydrolipidowa charakteryzuje się m.in. zaczerwienieniem, swędzeniem, pieczeniem, ściągnięciem i wysuszeniem odczuwalnym niedługo po umyciu. 

Aby zadbać o barierę hydrolipidową warto zastanowić się czy nie za często:

  • Złuszczamy i peelingujemy cerę? Większość skór nie potrzebuje peelingu częściej niż raz w tygodniu! Cery suche i wrażliwe rzadziej.
  • Trzemy skórę ręcznikiem, płatkami kosmetycznymi, szczoteczką soniczną? To działa na naskórek podobnie jak peeling mechaniczny, jeśli tak traktujemy skórę codziennie to może być dla niej zbyt wiele.
  • Używamy zbyt mocnych, wysuszających produktów np. żeli, mydła, toniku na bazie alkoholu? Obserwujmy jak cera reaguje na dany produkt i wyciągajmy własne wnioski, nie kierujmy się opiniami kosmetycznymi znajomych, ponieważ każdy z nas ma inną skórę.
  • Wystawiamy gołą skórę na promieniowanie słoneczne, wiatr, zmiany temperatur? Skórę warto zabezpieczać odpowiednim preparatem np. kremem z filtrem UV lub troszkę tłuściejszym kremem w zimie (lepiej zabezpiecza skórę przed mrozem i wiatrem).

Jednym z łagodniejszych żeli, które ostatnio stosuję codziennie, jest propozycja polskiej marki OPCJA NATURA. Żel myjący limonka i aloes może służyć nam do mycia całego ciała, a także twarzy - co jest dość nietypowe, ale świadczy o delikatności produktu.

Żel pachnie soczyście, limonkowo, naturalnie - olejkami eterycznymi. Pieni się, ale nie nadmiernie. Świetnie oczyszcza skórę, nie wysuszając jej, nie ściągając i pozostawiając pachnącą i miłą w dotyku. Wręcz mogłabym napisać, że lekko nawilża i pomaga skórze w regeneracji. Butelka plastikowa z wygodną pompką. Idealna opcja na wakacje i urlop jako produkt 2w1. Jest biodegradowalny, na bazie roślinnych środków myjących. Kosztuje 29,90 zł/250 ml. Bardzo wydajny!

hydrolat-lawendowy-woda-czarujaca-pielegnacja

Tonizowanie skóry - czy jest niezbędne? Kiedy warto używać hydrolatu i toniku?

Kolejnym etapem pielęgnacji może być tonizowanie. Nie jest to krok obowiązkowy, ale warty wprowadzenia. Nowoczesne środki myjące posiadają pH odpowiednie dla naszej skóry, a ta z kolei posiada własny mechanizm przywracania odpowiedniego odczynu fizjologicznego. 

Jednak toniki lub wody kwiatowe (hydrolaty) mają do zaoferowania dużo więcej, niż tylko przyspieszenie tego efektu. Odpowiednio dobrany produkt wesprze naszą skórę w nawilżeniu lub walce z zaczerwienieniami jak naczynka (np. hydrolat różany) albo pomoże uregulować nadmierne wydzielanie sebum i zwęzi rozszerzone pory (np. hydrolat lawendowy). Dodatkowo ten krok zwykle pomaga nawodnić naskórek i dostarczyć ciekawych składników aktywnych (np. witamin rozpuszczanych w wodzie). Wprowadza także walor przyjemności podczas pielęgnacji dzięki swojemu zapachowi. Przyda się także do maseczek, w upalne dni do odświeżenia twarzy, a nawet skóry głowy! 

Mój typ to Woda Czarująca czyli hydrolat lawendowy 100% bez dodatków marki OPCJA NATURA. Produkt idealnie dobrany dla cery tłustej dzięki delikatnemu działaniu ściągającemu pory i normalizującemu (ogranicza nadmierne błyszczenie). Dodatkowo pięknie, relaksująco pachnie lawendą - oczywiście trzeba lubić ten zapach. Hydrolat lawendowy działa też antyseptycznie i delikatnie antybakteryjnie. Kosztuje 29,90 zł/150 ml. Plastikowa butelka z genialnym atomizerem, tworzącym bardzo drobną mgiełkę, który nie chlapie. Nadaje się do cery z niedoskonałościami. Do cery dojrzałej, suche, wrażliwej i naczynkowej lepiej może się sprawdzić np. hydrolat różany.

zelowe-lekkie-serum-do-twarzy-najlepsze

Serum na noc z substancjami aktywnymi - wsparcie cery w regeneracji, odżywienie i nawilżenie

Skóra, podobnie jak cały organizm człowieka, podlega pewnym cyklom - zarówno miesięcznym (m.in. złuszczanie martwego naskórka, które trwa 28-35 dni w zależności od wieku), jak i dobowym (np. w nocy się regeneruje). Warto tą wiedzę wykorzystać do wsparcia cery w jej naturalnych procesach, dostarczając jej substancji aktywnych.

  • Uwaga - to mit, że skóra się przyzwyczaja do kosmetyków! Skóra się też nie rozleniwia, działa cały czas tak samo, według swoich własnych cykli. To my przyzwyczajamy się do efektów, jakie dają kosmetyki. Dlatego dopiero po odstawieniu lub skończeniu opakowania np. serum z wit. C, widzimy, że skóra z dnia na dzień bardziej szarzeje i traci blask. Używając regularnie kosmetyku nie widzimy efektu, bo on już jest osiągnięty i bierzemy go za normę.

Jednym z lepszych kosmetyków, które możemy zafundować praktycznie każdej cerze, jest lekkie, żelowe serum witaminowe. Takie posiada w ofercie również Opcja Natura. Serum OWOCE NOCY najlepiej stosować na noc, pod ulubiony krem lub maseczkę całonocną, aczkolwiek równie dobrze możemy używać je w ciągu dnia np. pod krem z filtrem. Serum zawiera aż 20 substancji aktywnych, witamin, ekstraktów i olei. Jest skoncentrowane, co wpływa na niesamowitą wydajność. Zawiera m.in. stabilną wit. C, niacynamid (wit. B3), wit. E, kwas hialuronowy, hydrolat z róży i lawendy, ekstrakty z żurawiny, granatu, czerwonego wina, glicerynę, panthenol, olej arganowy, z pestek malin, z dzikiej róży, olejki eteryczne. 

Serum ma konsystencję lekko żelową i czerwony kolor. Łatwo się rozprowadza na skórze i szybko wchłania. Pachnie bardziej ziołowo, dla mnie przyjemnie - po chwili zapach się ulatnia, nie zostaje na skórze. Stosowane regularnie pięknie rozświetla i nawilża skórę, wzmacnia i przyspiesza regenerację, koi podrażnienia i ułatwia gojenie pojedynczych zmian skórnych, rozjaśnia i wyrównuje koloryt, zmniejsza zaczerwienienia na policzkach. Wspiera skórę w walce ze zmarszczkami, przesuszeniem i nadmiernym wydzielaniem sebum. Nie podrażnia ani nie uczula mojej dość wrażliwej cery. Minusem może być lekko lepka warstwa, jaką zostawia na skórze przez pierwszych kilka minut od aplikacji, ale niweluje ją krem nałożony na wierzch. Skład wegański, biodegradowalny. Opakowanie szklane z wygodną pipetą. Kosztuje 52,90 zł/30 ml. Jest niesamowicie wydajne!

naturalny-krem-do-cery-tlustej

Krem czyli podstawowy kosmetyk pielęgnujący

Kremy zazwyczaj są emulsją, co oznacza, że łączą w sobie fazę wodną (nawilżającą) z tłuszczową (ochronną). Dzięki takiemu połączeniu możemy jednym produktem dostarczyć cerze potrzebnych jej witamin i substancji rozpuszczalnych w tłuszczach, ale jednocześnie uniknąć typowej tłustej warstwy na skórze, której wiele osób nie lubi. Wspomnę tylko, że pewna ilość ochronnych olei (tłuszczy) pozytywnie wpływa na stan skóry, a wręcz jest jej niezbędna (szczególnie dotyczy to posiadaczek delikatnych cer suchych, dojrzałych i wrażliwych oraz z zaburzoną barierą hydrolipidową).


krem-opcja-natura-polskie-kosmetyki

WAŻNE - krem zawsze dobieramy do rodzaju cery i jej potrzeb. Producenci dobierają składy kosmetyków tak, aby osiągnąć na skórze konkretny efekt. Zupełnie inaczej będzie wyglądał skład kremu przeznaczonego do cery tłustej, a inaczej do cery suchej. Także proporcje poszczególnych składników aktywnych mogą znacząco się różnić (choćby w INCI wyglądało to identycznie!), a pamiętajmy, że dokładny skład to tajemnica producenta. Dlatego oprócz czytania składu powinniśmy przeczytać też etykietę i informacje od producenta. On najlepiej wie dla kogo przeznaczony jest dany produkt (pomijam tutaj kreatywnych marketingowców dużych marek, którzy obiecują dosłownie wszystko, łącznie z wyprasowaniem zmarszczek w krótkim czasie).

Dla posiadaczek cery tłustej, mieszanej i zanieczyszczonej warto szukać kremów normalizujących, a jednocześnie nie obciążających skóry. Krem normalizujący Opcja Natura BIO BOTOX ma dość gęstą konsystencję, a mimo to szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Wręcz ma wykończenie matowe, ale bez przesuszenia czy uczucia ściągnięcia. Posiada charakterystyczny zapach łączący lawendę i olej laurowy, który przez jakiś czas utrzymuje się na skórze. Dzięki zawartości oleju laurowego krem działa antybakteryjnie i oczyszczająco, a niacynamid pomaga ograniczyć nadmierne wydzielanie sebum i zwęzić pory. Nadaje się pod pokład oraz krem z filtrem. Można go również używać na noc. Dobrze współdziała z serum OWOCE NOCY. Skład jest wegański, co oznacza, że nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny. Kosztuje 39,90 zł/50 ml. W szkle.

Posiadaczki cery suchej lub dojrzałej będą bardziej zadowolone z kremu Opcja Natura do cery pozbawionej blasku ELIKSIR MŁODOŚCI. Krem ten zawiera zimno tłoczone oleje, bogate w witaminy: arganowy, z marchwi i dzikiej róży oraz koenzym Q10, będący świetnym antyoksydantem oraz substancją aktywną wspierającą regenerację skóry i naturalną walkę ze zmarszczkami. Kosztuje 39,90 zł/50 ml. W szkle.

gotowa-maseczka-glinka-czerwona

Maseczka - wsparcie skóry w szczególne dni oraz przyjemność pielęgnacji

Maseczki do twarzy teoretycznie nie są niezbędne w pielęgnacji, ale warto od czasu do czasu zafundować cerze domowe spa. Mnie osobiście to zwyczajnie relaksuje i sprawia przyjemność, a trwa raptem 10-20 minut (pod warunkiem, że nie musimy maseczki samodzielnie rozmieszać, bo wtedy trwa chwilę dłużej). Jednym z moich ulubionych składników masek do każdej cery są glinki kosmetyczne, których mamy do wyboru kilka rodzai. Biała i błękitna są najdelikatniejsze - powinny się sprawdzić nawet przy cerze wrażliwej i delikatnej (warto dodać do niej jogurt naturalny lub olej kosmetyczny). Glinka czerwona i różowa wspaniale wpływa na cery naczynkowe, z rumieniem. Natomiast zielona i czarna dobrze dogadują się z cerą tłustą i mieszaną, ponieważ są najbardziej oczyszczające. Glinki można także mieszać ze sobą, dodawać np. do szamponu do włosów lub żelu. Z białej glinki możemy także zrobić pastę oczyszczającą do twarzy - wystarczy rozrobić ją z woda na gęstą papkę i umyć nią twarz (aktualnie powstały już nawet takie gotowe produkty!)

UWAGA - przy stosowaniu glinek należy pamiętać o kilku prostych zasadach:

  • glinek nie mieszamy w metalowym naczyniu ani metalową łyżeczką (dozwolone są szklane, ceramiczne, drewniane, ewentualnie plastikowe),
  • sucha glinka powinna zostać rozmieszana z płynem (wodą, hydrolatem, lekkim serum żelowym, jogurtem naturalnym), do tego warto dodać kilka kropel oleju (lub serum olejowego, ewentualnie tłustszego kremu lub śmietany) - ten punkt nie dotyczy oczywiście gotowych kosmetyków na bazie glinek, a samej suchej glinki, którą łatwo kupić w sklepach,
  • NIGDY nie dopuszczamy do zaschnięcia glinki na skórze! To przepis na zaczerwienienie i podrażnienie. Łatwo temu zapobiec spryskując twarz co kilka minut hydrolatem czy wodą w atomizerze lub dodając właśnie kilka kropel oleju.

maska-glinki-blog-recenzja-opinie

Marka Opcja Natura posiada w ofercie dwie gotowe maseczki na bazie glinek. ZIELONE OCZYSZCZANIE z glinką zieloną i algami morskimi (spiruliną) dla cer tłustych, odpornych, z niedoskonałościami, potrzebujących oczyszczenia. Maska BOMBA WITAMINOWA z czerwoną glinką i algami brunatnymi (na zdjęciu wyżej).

Maseczka jest już odpowiednio przygotowana przez producenta i może jedynie wymagać delikatnego przemieszania w słoiczku przed nałożeniem. Do nałożenia glinki używam najczęściej zwykłego drewnianego patyczka lub nabieram maseczkę ceramiczną łyżeczką, po czym rozprowadzam ją na skórze palcami. Konsystencja maski Opcja Natura jest dość gęsta, dzięki czemu nie spływa ze skóry, ale może stwarzać minimalny kłopot podczas nakładania. Troszkę trzeba się nauczyć z nią obchodzić, ale nie jest to trudne i szybko łapiemy o co chodzi. Pasta z glinki czerwonej i brunatnych alg ma charakterystyczny, choć bardzo delikatny zapach - nie ma tutaj żadnej sztucznej substancji aromatyzującej ani naturalnego olejku eterycznego. Pachnie po prostu składnikami. Dzięki zawartości oleju migdałowego i arganowego maska nie zasycha na skórze i nie trzeba jej niczym spryskiwać. Zawiera także nawilżającą glicerynę. Glinki są bogate w witaminy i minerały. Przykładowo glinka czerwona zawiera m.in. krzem, żelazo, mangan, potas, wapń, magnez i tytan. Algi brunatne z kolei to dodatkowe źródło siarki, fosforu, sodu, selenu, witamin C, E, K i z grupy B oraz prowitaminy A

Taka maseczka rozjaśnia skórę, wyrównuje jej koloryt i zmniejsza zaczerwienienia, a jednocześnie odżywia, nawilża i dostarcza składników aktywnych. W zasadzie efekt jest widoczny już po jednym użyciu, więc można uznać maskę glinkową za zabieg bankietowy (przed ważnym wyjściem). Oleje zostawiają na skórze delikatną ochronną warstwę, dzięki czemu skóra nie jest wysuszona, ale nie jest też nieprzyjemnie tłusta. Maska z czerwoną glinką Opcja Natura kosztuje 29,90 zł/100 ml. Wystarczy na kilka, kilkanaście użyć. Opakowanie plastikowe. Skład naturalny i wegański.

Hity Blogerek! Naturalne bronzery i samoopalacze do twarzy i ciała - recenzje, opinie

Od kiedy coraz więcej osób używa codziennie filtrów przeciwsłonecznych, pojawia się więcej pytań o naturalne bronzery oraz samoopalacze do twarzy i ciała. Na szczęście marki oferują również samoopalacze dobrej jakości, certyfikowane i świetnie działające. Zapraszamy na recenzje marek Mokosh, Clochee, Eco by Sonya, Joik i Vita Liberata.

Działanie samoopalaczy opiera się na dwóch związkach:

DHA (dihydroksyaceton, związek o charakterze cukrowym) - wchodzi w reakcję chemiczną z aminokwasami budującymi warstwę rogową naskórka (pierwszą warstwę skóry stratum corneum), przez co powstają brązowe związki chemiczne, podobne do melaniny - w konsekwencji czego nasza skóra brązowieje.1

Różnica między samoopalaczem a balsamem brązującym opiera się na ilości DHA w kosmetyku.

Erythrulose (erytruloza, naturalny keto-cukier) - działa podobnie jak DHA, ale wolniej. Jest też stabilniejsza niż DHA i działa bez nadawania skórze tego charakterystycznego zapachu.

"Testy in vivo i in vitro potwierdziły, że Erythrulose wraz z DHA pozwala uzyskać głęboką, jednorodną i naturalną opaleniznę. Dzięki opóźnionemu działaniu Erythrulose pozwala uzyskać długotrwałą opaleniznę i pozostawia skórę mniej wysuszoną. Powolne i jednorodne powstawanie opalenizny pod wpływem Erythrulose czyni taki preparat idealnym cieniującym kremem na dzień."2

vita-liberata-phenomenal-recenzje

Vita Liberata, Phenomenal Mousse, Pianka - mus samoopalający - recenzje, opinie

Aneta z cosmeticosmos.pl: Ta pianka urzekła mnie lekką konsystencją, która łatwo i równomiernie się rozprowadza na skórze. Dzień przed planowaną aplikacją robię porządny peeling skóry, a kolejnego dnia rozprowadzam dokładnie piankę specjalną miękką rękawicą. Skóra wydziela po użyciu pianki charakterystyczny zapach DHA. Po aplikacji zakładam długą, ciemną i luźną spódnice i tak chodzę cały dzień, wieczorem zmywam resztki samoopalacza pod prysznicem. Mus Vita Liberata Phenomenal nie zrobił mi nigdy smug czy zacieków. Kolor trzyma się max tydzień po jednej aplikacji, potem po prostu ponawiam zabieg. Zmywa się też równomiernie. Pianki używałam w zasadzie w ubiegłym roku, zużyłam prawie całe opakowanie. Trzeba pamiętać, że PAO to tylko 6 miesięcy - w tym czasie od otwarcia należy zużyć samoopalacz. Wady? Następnego dnia po aplikacji "opalenizna" ma lekko zielonkawy odcień, za co winię barwniki w składzie. Te same barwniki z kolei pomagają równomiernie nałożyć produkt, bo po prostu widzimy, gdzie jeszcze brakuje. Efekt po dobie od nałożenia, kiedy już zniknie zielonkawy odcień, jest bardzo naturalny, delikatny (można stopniować! - ja preferuję takie rozwiązanie) i po prostu ładny. Nie widać, że to "sztuczna opalenizna" - mam kolor MEDIUM. Kosztuje ok. 150-180 zł/100 ml.

SKŁAD Z OPAKOWANIA (uwaga, składy potrafią się różnić!): Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Water*, Dihydroxyacetone (DHA)***, Cocamidopropyl Betaine, Saccharide Isomerate***, Tocopheryl Acetate, Cucumis Sativus (Cucumber) Extract*, Hammamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract**, Fucus Vesicolosus (Bladderwrack) Extract**, Papaya (Papaya) Extract**, Citric Acid, Punica Granatum (Pomegranate) Extract*, Rubus Ideaus (Raspberry) Extract*, Litchi Chinenis (Lychee) Extract**, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract *, Vitis Vinifera (Grape) Extract**, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract**, Ginkgo Biloba (Ginkgo) Extract*, Sodium Benzoate, Betain, Potassium Sorbate, Hydrolysed Silk, CI 17200 (Red 33), CI 42090 (Blue 1), CI 19140 (Yellow 5), CI 60730 (Ext. Violet 2), CI 14700 (Red 4).

*Organic, **Natural Origin, ***Ecocert

mokosh-balsam-braujacy-recenzja

Zdjęcie: Alicja @alicja_testuje

Mokosh Cosmetics, Balsam brązujący do ciała - recenzje, opinia

Alicja z Instagrama @alicja_testuje: Lato w słoiczku, czyli brązujący balsam Mokosh Cosmetics ️

Balsam zamknięty jest w 100ml słoiczku, dzięki czemu możemy go bez problemu wydobyć szpatułką i zaaplikować na skórę. Konsystencja jest kremowa, bardzo lekka i szybko się wchłania. Zapach kojarzy mi się z pomarańczowymi delicjami z nutą cynamonu. Był to mój pierwszy brązujący balsam do ciała i muszę przyznać, że bałam się tego typu produktów :) Czytałam wiele opinii o tym, że balsamy brązujące brudzą, robią smugi, a skóra jest pomarańczowa. Brązujący balsam Mokosh to jednak CUDEŃKO! Nie brudzi, nie robi plam, a skóra już po jednym użyciu wygląda jakby była muśnięta słońcem! Genialny produkt, który warto mieć pod ręką, kiedy mamy większe wyjście i odsłaniamy nogi oraz jako alternatywa dla opalania. Muszę przyznać, że nie mam ochoty testować innych brązujących produktów, bo ten balsam zadowala mnie w 100%. Kosztuje 60-70 zł/180 ml.

SKŁAD: Aqua, Caprylic/ Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetearyl Alcohol, Dihydroxyacetone (DHA), Sorbitol, Glycerin, Glyceryl Stearte SE, Rhus Verniciflua Peel Cera, Trehalose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Adansonia Digitata (Baobab) Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Benzyl Alcohol, Vetex Agnus Castus (Chasteberry) Extract, Acetyl Tyrosine, Steric Acid, Daucus Carota Sativa (Carrot Tissue) Oil, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract, Xantham Gum, Tocopherol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Dehydroacetic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Cinnamal, Citral, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Limonene, Linalol.

Clochee-glow-recenzja
Zdjęcie: Klaudia @ja_ekodama
 

Clochee, Glow, Brązujący balsam do ciała - recenzje, opinie

Eco By Sonya, Face Tan Water - opalająca woda do twarzy, brązer - opinie

Klaudia z Instagrama @ja_ekodama:

Clochee, Glow - balsam do ciała

Balsam pięknie i subtelnie rozświetli skórę, zgodnie z nazwą. Zawiera złotą mikę, minerał bardzo popularny wśród kosmetyków kolorowych (np. cieniach do oczu), zostawia błyszczący i świetlisty efekt. Dzięki temu skóra ładnie mieni się w słońcu. Balsam zawiera aktywatory melanogenezy (erytrulozę i bursztyn), które nadadzą jej zdrowego i nieprzerysowanego kolorytu. Zapach? Kwestia bardzo indywidualna. Producent sugeruje, że to mieszanka kokosa i mango, ale ja tam czuję truskawki :) To bardzo ładny, lekki i letni zapach.

Balsam Glow Clochee jest lekki i kremowy, łatwo się rozsmarowuje. Efekt utrzymuje się do następnej kąpieli, nie jest to typowy kosmetyk brązujący ani krem z filtrem, ale zdecydowanie upiększający. Nie zostawia smug! Jeśli potrzebujesz coś subtelnego na grilla, spacer przy morzu lub kolację w knajpce przy jeziorze to jest to bardzo dobry wybór. Kosztuje 50-60 zł/100 ml.

SKŁAD: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride**, Glyceryl Stearate*, Glycerin**, Glycine Soja Oil**, Mica**, Cetearyl Alcohol*, Titanium Dioxide**, Aloe Barbadensis Leaf Juice**, Butyrospermum Parkii Butter**, Triticum Vulgare Germ Seed Oil**, Juglans Regia Seed Oil**, Erythrulose**, Amber Extract**, Bambusa Vulgaris Leaf/Stem Extract**, Tocopherol***, Stearic Acid*, Sodium Lauroyl Glutamate*, Citric Acid, Tin Oxide**, Xanthan Gum*, Hydroxyethylcellulose, Dehydroacetic Acid*, Benzyl Alcohol*, Aroma, Sodium Benzoate***, Potassium Sorbate***, Parfum, Linalool, Limonene, CI 77491*** 

* Certified ingredients, ** Natural origin raw materials, *** Approved for natural cosmetics

 

Eco by Sonya, Face Tan Water, bronzer do twarzy

To był mój pierwszy samoopalacz do twarzy ever i podeszłam do niego z pewną rezerwą. Słyszałam same pozytywne komentarze: że nie robi smug, nie spływa, daje piękną stopniową opaleniznę bez konieczności wystawiania się na słońce… I to wszystko prawda! Tylko trzeba pamiętać o posmarowaniu szyi i dekoltu oraz żeby umyć dłonie po aplikacji ;) Opalenizna, którą buduje, jest subtelna, stopniowa, równomierna i piękna. Jest szalenie wydajny! Zdecydowanie polecam kupić go na pół z koleżanką, bo te 100 ml starczy na dłuuugo. Pięknie pachnie konfiturą różaną.

Jak go użyć? Ja go stosowałam na noc (co 2/3 dni) zamiast toniku/hydrolatu po oczyszczeniu twarzy. Potem odczekałam kilka minut, aż się wchłonie i nakładałam kolejne warstwy pielęgnacji (krem pod oczy, lekkie serum i krem). Dzięki Face Tan Water nie obawiam się używać samoopalacza do twarzy, a skóra zyskuje piękny koloryt bez opalania. Kosztuje 130-150 zł/100 ml.

SKŁAD: Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice* Glycerin*, Dihydroxyacetone**, Glyceryl*,Caprylyl/Caprul Glucoside**, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate**, Sodium Hyaluronate**, Pelargonium graveolens Flower Oil*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Glyceryl, Caprylate**, Sodium Cocoyl Glutamate**, Dehydroxanthan Gum**, Polyglyceryl-6 Oleate**, Sodium Surfactin**, Citric Acid**, Limonene**, Citronellol**, Geraniol**, Linalool**.

*Certified Organic **Natural

joik-recenzja-bronzer-do-twarzy-ciala

Joik, Sunless Tan, Samoopalające krople do twarzy

Aneta cosmeticosmos.pl: Praktycznie codziennie używam kremu z filtrem i chronię twarz przed nadmierną ekspozycję na słońce, wobec czego jestem blada. Używam również filtrów do ciała, jednak tam skóra mimo wszystko szybciej sie opala (żaden filtr nie chroni w 100% przed słońcem!), więc widać różnicę między odcieniem  twarzy i szyi, a resztą ciała. Długo wahałam się czy używać kropel samoopalających, jednak któregoś dnia spróbowałam i... przepadłam! Stosowanie kropel Sunless Tan od Joik jest bajecznie proste! Najpierw dokładnie peelingujemy skórę i ją oczyszczamy, a następnie aplikujemy na dłoń od 3 do 6 kropel (u mnie 4-5) i mieszamy z naszym sprawdzonym kremem do twarzy, następnie nakładamy na twarz, szyję i dekolt. Nic prostszego! Staram się tylko równomiernie rozsmarować, choć nawet w pośpiechu nie udało mi się zrobić smug i nierówności. Skóra po aplikacji wydaje odrobinę ten charakterystyczny zapach przez DHA, ale jest on delikatniejszy niż wiele podobnych produktów. Efekt na skórze jest bardzo naturalny - już po 3-6 godzinach jest zdrowo brązowa w ciepłym odcieniu opalenizny. Efekt utrzymuje się u mnie spokojnie przez tydzień (dzięki erytrulozie, dłużej niż w przypadku produktów z zawartością tylko DHA), po czym ponawiam aplikację. Można stosować je częściej jeśli zależy nam na mocniejszym odcieniu brązu. Krople są niesamowicie wydajne, najlepiej podzielić się nimi z koleżanką :) Kosztują 150-180 zł/30 ml. Certyfikowane EcoCert Cosmos (99,89% składników pochodzenia naturalnego). Do kupienia w triny.pl.

SKŁAD: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Dihydroxyacetone, Glycerin, Erythrulose, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Trehalose, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

* składnik pochodzący z upraw ekologicznych

 

Joik, Sunless Tan, Samoopalający balsam do ciała Light 

Z balsamem do ciała nie mam żadnych problemów podczas aplikacji. Pomimo białego koloru łatwo go równomiernie rozsmarować dzięki ciekawej, jakby lekko piankowej konsystencji. Rozciera się z łatwością, szybko wchłania, nie tworzy smug ani nie zbiera się w zagłębieniach. Bardzo szybko nadaje skórze ładny odcień złocistej opalenizny. Balsam w odcieniu Light nadaje się do bladej skóry, efekt można stopniować. Zapewniam, że nikt nie zauważy, że go używacie - efekt jest zdrowy, naturalny. Balsam do ciała Joik również zawiera DHA oraz erytrulozę, dzięki czemu opalenizna utrzymuje się na skórze dłużej niż dzięki konkurencyjnym produktom. Po aplikacji po ok. godzinie skóra wydziela lekki charakterystyczny zapach (pamiętajmy, że to nie jest zapach produktu tylko naszej skóry podczas reakcji ze składnikami aktywnymi z samoopalacza). Kosztuje ok. 115-135 zł/150 ml. Posiada certyfikat EcoCert Cosmos (99,71% składników pochodzenia naturalnego). Do kupienia w triny.pl.

SKŁAD: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Caprylic/Capric Triglycerides, Isoamyl Laurate, Dihydroxyacetone, Glycerin**, Sucrose Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Polyglyceryl-4 Cocoate, Erythrulose, Cetyl Alcohol, Tocopherol, Sodium Levulinate, Sodium Ricinoleate, Sodium Benzoate, Bentonite, Helianthus Annuus Seed Oil, Trehalose, Glyceryl Caprylate, Potassium Sorbate, Xanthan Gum.

* składnik pochodzący z upraw ekologicznych, ** z organicznych składników

1 - https://biotechnologia.pl/kosmetologia/oddzialywanie-dihydroksyacetonu-obecnego-w-kosmetykach-samoopalajacych-na-skore,19092

2 - https://biotechnologia.pl/kosmetologia/erythrulose-surowiec-o-dzialaniu-samoopalajacym-otrzymywany-metodami-biotechnologicznymi,6852

Ortosoczewki – twarde soczewki korekcyjne dla krótkowidzów – moje wrażenia, doświadczenia, opinia, recenzja

Myślę, że większość osób z wadą wzroku marzy o tym, aby się jej pozbyć. Ja na pewno! Przez lata przerobiłam różne okulary i soczewki miękkie. 

Okulary po jakimś czasie zsuwają się z nosa, wiecznie się brudzą, szybko rysują no i trzeba nauczyć się przez nie patrzeć – zawsze na wprost. Kolejny minus – zmieniają rysy twarzy, co nie zawsze jest korzystne oraz powstaje problem z noszeniem okularów przeciwsłonecznych. Mają jednak swoje zalety – nie męczą oczu i nadają się dla osób borykających się z tzw. zespołem suchego oka.

Miękkie soczewki z kolei wyglądu nie zmieniają, nie brudzą się ani nie zsuwają - to plusy. Minusem jest możliwość wypadnięcia soczewki w najmniej odpowiednim momencie (sama bym nie uwierzyła, że to możliwe, ale miałam taką sytuację na... koncercie plenerowym i było to bardzo niekomfortowe). Poza tym najwygodniejsze soczewki - jednorazowe to spory koszt, z kolei miesięczne wymagają zaopatrzenia się w dodatkowe akcesoria, a po dłuższym czasie używania stają się suche i niewygodne. 

 

A co, gdyby okazało się, że można nosić soczewki... tylko w nocy, a potem w ciągu dnia cieszyć się dobrym wzrokiem i to własnych oczu bez nich i bez jakichkolwiek dodatkowych wspomagaczy?

 
optometrysta-badanie

 

Ortosoczewki - co to jest?

Ortosoczewki stają się w Polsce coraz popularniejsze. Nadal jest część okulistów i optometrystów, którzy o tej metodzie nie informują, bo zwyczajnie nie mają o niej zbyt dużej wiedzy. W USA, skąd pochodzi ta metoda, soczewki twarde są używane znacznie częściej, szczególnie u dzieci. W młodym wieku potrafią znacząco zahamować lub nawet całkowicie zatrzymać(!) wadę wzroku (mówimy o krótkowidzach). U osób dorosłych umożliwiają widzenie w ciągu dnia bez żadnych "wspomagaczy". Ortosoczewki zakładamy na noc – to jest ich nietypowa cecha. Pracują z naszą rogówką oka, lekko ją modelując, podczas gdy my śpimy, dlatego istotna jest tutaj długość snu – im dłużej tym lepiej.

Ortosoczewki dla krótkowidzów i astygmatyków

Zacznijmy od tego, że metoda ortokorekcji przeznaczona jest dla osób z wadą krótkowzroczności (do -5,5 dioptrii oraz astygmatyzmu (do 1,5 dioptrii). Działanie soczewek polega na modelowaniu rogówki oka podczas snu. Żeby wyraźnie widzieć w ciągu dnia, przed pójściem do łóżka zakładamy dobrane indywidualnie przez specjalistę soczewki twarde, które zdejmujemy rano i świat staje się wyraźnie piękniejszy :)

ortosoczewki-opinie

Badania u optometrysty

Bardzo ważne, aby znaleźć dobrego specjalistę, który zajmuje się doborem takiej metody korekcji. Ja chodziłam do Centrum Okulistycznego Nowy Wzrok w Warszawie (mają też placówki w Gdańsku i w Krakowie). Optometrystka dobierająca soczewki przeprowadziła szereg badań, łącznie ze sprawdzeniem ciśnienia w gałkach ocznych. Pierwsza wizyta trwała najdłużej, niecałe dwie godziny. W tym czasie przeprowadzono ze mną wywiad, przeszłam szereg szczegółowych badań, odpowiedziano na liczne pytania oraz miałam okazję pierwszy raz założyć i zdjąć soczewki twarde pod okiem specjalisty. Ważne jest też wykluczenie przez specjalistę tzw. zespołu suchego oka. Przez pierwsze tygodnie należy liczyć się z kilkukrotnymi kontrolami, co uważam za duży plus – na bieżąco mamy możliwość skorygowania np. mocy soczewki i sprawdzenia jak nasze oczy reagują po pewnym czasie na ortokorekcję. Możemy też na bieżąco otrzymać podpowiedzi dotyczące np. zdejmowania soczewek lub rozwiać jakiekolwiek wątpliwości, które mogły pojawić się dopiero po pewnym czasie.

krotkowzrocznosc-soczewki

Zakładanie twardych ortosoczewek korekcyjnych

Osobiście nie sprawiło mi to kłopotu, ponieważ samo przysłowiowe włożenie palca do oka mam opanowane, dzięki stosowaniu soczewek miękkich. Bez tego ani rusz, ponieważ codziennie będziemy dotykać oka. Na pocieszenie dodam, że to powszechnieje. Naprawdę –staje się po prostu rutyną i po kilkunastu razach nie robi już takiego wrażenia - choć to może być ściśle indywidualna sprawa :) Zakładamy soczewki palcem –u mnie zawsze jest to palec środkowy, tak mi najwygodniej. Celujemy w sam środek tęczówki i już –soczewka sama "wskakuje" na krzywiznę oka. Najlepiej ustanowić sobie specjalny rytuał zakładania soczewek – mi bardzo pomogły audiobooki, których słuchałam, aby oderwać myśli od pieczenia pod powiekami. Tego rytuału trzymam się do dzisiaj, ponieważ przyspiesza zasypianie, pomimo że soczewki nie sprawiają mi już żadnego dyskomfortu.

Zdejmowanie twardych orto soczewek korekcyjnych

Większy kłopot sprawiało mi natomiast zdejmowanie, do którego używamy specjalnej przyssawki. Przyssawkę musimy ścisnąć, a następnie dotknąć nią soczewki na oku i poluzować uścisk, dzięki czemu soczewka powinna przyssać się do przyssawki. W teorii jest to proste i moje pierwsze próby były bardzo udane – już za pierwszym razem poszło wszystko gładko. Niestety po około tygodniu coraz trudniej było zdejmować soczewki rano, szczególnie lewe oko potrafiło zaboleć i tu z pomocą przyszła właśnie wizyta kontrolna w centrum okulistycznym, gdzie doradzono mi kupić nawilżające krople do oczu. Teraz przed zdjęciem soczewki zapuszczam sobie kropelki, mrugam przez kilka chwil i zdejmuję soczewkę bez problemu. W żadnym razie nie należy zdejmować soczewek na siłę! Po całej nocy oko ma prawo troszkę wyschnąć, to nic dziwnego. Krople to był zresztą strzał w dziesiątkę, ponieważ nie tylko pomagają bezproblemowo wyjmować soczewki rano, ale przydają się także wciągu dnia, przy pracy z komputerem. Wcześniej (przed ortosoczewkami) nie stosowałam ich nigdy, mimo że czułam dyskomfort i lekkie przesuszenie oka.

Higiena soczewek

Należy bezwzględnie przestrzegać zasad higieny podczas stosowania ortosoczewek, podobnie jak w przypadku miękkich soczewek miesięcznych. Przede wszystkim przed każdym założeniem i zdejmowaniem soczewek musimy dokładnie umyć ręce mydłem i wytrzeć je ręcznikiem papierowym jednorazowym do sucha. Konieczne jest też przygotowanie sobie czystego stanowiska "pracy", u mnie jest to blat umywalki, na który kładę kawałek czystego ręcznika papierowego. Soczewki musimy też odpowiednio obmywać po każdym użyciu i przechowywać je zawsze w dedykowanym pojemniku i zawsze świeżo nalanym płynie. Musimy też pamiętać o zapasie płynu, aby nam się nagle nie skończył. Co 2 tygodnie należy soczewki dezynfekować i odbiałczać w kolejnym specjalnym pojemniku i płynie (aktualnie stosuję tabletki rozpuszczalne w soli fizjologicznej).

Ćwiczenia na oczy, czyli jak bezpiecznie pracować przed komputerem

Podobno Amerykanie stosują zasadę 20-20-20. Nazwa pozwala łatwo zapamiętać, aby co 20 minut oderwać wzrok od ekranu na 20 sekund i spojrzeć na coś oddalonego o 20 stóp (6 metrów). Ta prosta zasada naprawdę działa i jedyne o czym warto pamiętać to nastawienie sobie timera, który będzie nam co 20 minut przypominał o przerwie. Warto patrzeć na coś zielonego, np. drzewo (to już z psychologii kolorów, zielony nas odpręża, koi zmęczenie). Dzięki temu nie męczymy wzroku tak bardzo, dbamy o jego prawidłową ostrość. Warto w tym czasie też sobie pomrugać lub zapuścić krople albo wykonać ćwiczenie – zataczanie wzrokiem kilku znaków nieskończoności bądź ósemek.

nowy-wzrok-centrum

Działanie orto soczewek – moje doświadczenia, opinia, recenzja

Od początku miałam świadomość, że okres dobrego widzenia dzięki ortosoczewkom jest bardzo indywidualną kwestią. Trzy pierwsze noce pamiętam do dzisiaj – soczewki powodowały łzawienie i pieczenie oczu, czułam je pod powiekami przez pierwsze pół godziny od założenia. Było to dość nieprzyjemne uczucie, utrudniało zaśnięcie i wymagało ode mnie mnóstwa determinacji, aby wytrwać. Jednak po tych 30 minutach oczy przywykły, zasypiałam, a rano nadal nic nie czułam. Rano w oczach było trochę żółtej wydzieliny (to normalne). Czwartej nocy po założeniu soczewek nie czułam już praktycznie nic i tak zostało mi do dzisiaj (piszę to kilka miesięcy później)

Jak ortosoczewki poprawiały u mnie wzrok?

Po pierwszej całej nocy widziałam dobrze przez... godzinę, ale co to była za godzina! Trochę byłam zawiedziona, ale miałam pełną świadomość, że w przypadku ortokorekcji trzeba uzbroić się w cierpliwość i konsekwencję, żeby widzieć wyniki. Drugiego dnia dobry wzrok towarzyszył mi już przez 4,5 h! Trzeciego było to już ok. 7h. Widzicie o co chodzi? Przez kolejnych kilka dni dobry wzrok utrzymywał się w granicach 7-8 h dziennie, po tym czasie stopniowo się pogarszał, aż wreszcie musiałam zakładać okulary. Aktualnie po wielu tygodniach regularnego stosowania ortosoczewek dobra ostrość wzroku utrzymuje się u mnie najczęściej przez cały dzień i w ogóle nie noszę okularów innych niż przeciwsłoneczne :)

Dodam, że mam wadę ok. -2,25. Zauważyłam, że na czas utrzymywania się dobrego wzroku mocno wpływa moje zachowanie. W dni, w których od rana zasiadałam do pracy przed komputerem wzrok wracał znacznie szybciej niż w dni wolne, gdy na przykład dużo spacerowałam po lesie i patrzyłam na większe odległości. Początkowo mój rekord to było ok. 12 h w dzień wolny, aktualnie dobry wzrok utrzymuje się już do wieczora. I jest to niesamowity komfort!

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłam. Zdarza się, że z jakiegoś powodu nie mogę założyć soczewek na noc i tego nie zrobiłam – przykładowo impreza. Po takiej przerwie, w moim przypadku, ponownie muszę "wypracować" sobie dobre widzenie.  

ortosoczewki-nowy-wzrok

Zalety twardych ortosoczewek

  • idealna opcja dla osób, które nie znoszą okularów i nie chcą lub nie mogą nosić miękkich soczewek wciągu dnia, a także dla osób aktywnych,
  • nareszcie bez problemu można pójść na basen lub do SPA! Do dzisiaj pamiętam jaki miałam problem, będąc na kąpielisku termalnym w Egerze, gdy wszyscy bawili się w najlepsze zjeżdżając sobie i ciesząc się bąbelkami, a ja w miękkich soczewkach musiałam uważać i unikać wielu fajnych miejsc :(
  • jedna para soczewek służy nam minimum przez rok - najczęściej przez 1,5 roku, a czasem nawet 2 lata!
  • stosunkowo mało możliwych powikłań, jeśli dbamy o odpowiednią higienę,
  • przed doborem soczewek mamy wykonany komplet szczegółowych badań oczu,
  • idealna opcja na wycieczki, urlopy, wyjazdy – wtedy, gdy dużo patrzymy w przestrzeń, na dalekie odległości i chcemy nosić okulary przeciwsłoneczne zamiast korekcyjnych
  • wzrok jest naprawdę dobry początkowo przez kilka, a potem kilkanaście godzin, podobno u niektórych osób potrafi utrzymywać się aż dwa dni,
  • mając soczewki na oczach odruchowo chcemy mieć je zamknięte, a to uniemożliwia nam wpatrywanie się w ekran telefonu lub laptopa, ułatwiając wyciszenie się i lepszej jakości sen
  • soczewki powinniśmy trzymać na rogówce oka przez ok. 7-8 h, a to sprzyja zadbaniu o odpowiednią liczbę godzin snu :)
  • mogą korzystać z tej metody dzieci, u których podobno są fantastyczne rezultaty, łącznie z zabezpieczeniem przed rozwojem wady wzroku! Dzieciom często soczewki zakładają i zdejmują rodzice, starsze dzieci podobno chętniej robią to same,
  • niesamowity komfort wciągu dnia! To jest największa i najważniejsza zaleta!

 

metoda-poprawy-wzroku

Wady soczewek twardych ortokorekcyjnych

  • pierwsze noce mogą mocno zniechęcić, trzeba je przetrwać, może się też okazać, że początkowo oczy będą wrażliwsze np. na słońce, szybciej będą łzawić. U niektórych dyskomfort nie zanika z czasem,
  • trzeba mieć i tak okulary pod ręką, szczególnie początkowo, aby móc się nimi posiłkować w momencie wracania wady wzroku, warto poszukać też starszych, słabszych okularów,
  • szczególnie na początku w ciągu dnia jest taki moment, w którym nie widać wyraźnie ani w okularach, ani bez nich,
  • zauważyłam u siebie, że w dni, w których pracuję dużo i od rana na komputerze (patrzę na krótkie odległości) wada wraca szybciej, jednak może to być kwestia akomodacji oka,
  • u osób dorosłych metoda doraźna – nie da się naprawić wzroku na stałe, jednak dokładnie tak samo jest w przypadku okularów i soczewek miękkich; możliwe, że uda się za to spowolnić rozwój wady,
  • koszty – do kosztu samych soczewek czyli ok. 2 000 zł (jednorazowy koszt na 1-2 lata) dochodzi zakup płynów do przechowywania i odbiałczania ortosoczewek (średnio raz na 1,5 miesiąca, w zależności od pojemności).
 

Zniżka na badanie (kod rabatowy, rabat)

Teraz w Centrum Nowy Wzrok macie zniżkę 50% na badanie kwalifikacyjne. Wystarczy podać kod NOWYWZROK50, aby zamiast 150 zł zapłacić tylko 75 zł. Jest to wspomniane przeze mnie najdłuższe pierwsze badanie, dzięki któremu optometrysta może stwierdzić czy ortosoczewki będą dla Was dobrym rozwiązaniem.
 

Ortosoczewki nie działają?

Podobno zdarzają się sytuacje, kiedy twarde soczewki nie pomagają. Zawsze jest to sprawdzane na wizytach kontrolnych – podczas badań widać wszystko.

Ortokorekcja ma jak każda metoda swoje przeciwwskazania, dlatego jeszcze raz podkreślam, że warto wybrać dobre i sprawdzone centrum okulistyczne, które nie będzie za wszelką cenę namawiać do tej konkretnej metody. Jest wiele innych sposobów polepszenia widzenia, dla każdego coś się znajdzie, medycyna stale idzie do przodu.

Post powstał przy współpracy z Centrum Okulistycznym Nowy Wzrok


Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj