Sunbani, Kawowy peeling do ciała / Domowe SPA na wyciągnięcie ręki

Kto uwielbia peelingi jak ja, łapka w górę! Żartuję, przecież i tak tego nie zobaczę :) Za to Wy możecie przeczytać dzisiaj o fajnych kawowych peelingach do ciała. Jest spora grupa ludzi, która podobne scruby robi sama - ja również przez jakiś czas samodzielnie mieszałam fusy kawy z olejem i olejkami eterycznymi, ale potem przerzuciłam się na peelingi cukrowe. Zatęskniłam jednak za pobudzającym aromatem "małej czarnej" pod prysznicem i tak oto poznałam peelingi Sunbani.


peeling-z-kawy-sunbani

Sunbani, Peeling kawowy do ciała Pomarańcza

Wygodna czarna saszetka kryje w sobie 220g produktu i kosztuje ok. 49zł. Opakowanie jest porządne, nieprzemakalne, więc spokojnie można trzymać je w okolicach prysznica. Nadruk jest bardzo trwały, nie wyciera się pomimo trudnych warunków i częstego używania. Jednocześnie gruby materiał, z którego zostało zrobione opakowanie  i zamknięcie strunowe saszetki doskonale chronią zawartość przed wilgocią i utratą zapachu. Miniaturki wersji kokosowej i truskawkowej zawierają po 20g peelingu.


Skład: sól, zmielone ziarna kawy Arabica, cukier, olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, kompozycja zapachowa, olej makadamia, witamina E (chroni oleje przed jełczeniem), kakao, konserwanty: fenoksyetanol (niekoniecznie dla kobiet w ciąży), etyloheksylogliceryna (konserwant i humektant, nie wiadomo czy bezpieczny dla kobiet w ciąży), benzoesan benzylu (konserwant i składnik kompozycji zapachowej; silny alergen), kumaryna (naturalny składnik kompozycji zapachowej, silny alergen).

*skład z opakowania "moich" wszystkich trzech wersji jest taki sam, ale widziałam na innych stronach, że skład się różni (różnił?) w zależności od zapachu, więc coś musiało się zmienić

sklad-peeling-kawowy-sunbani

Sunbani konsystencja peelingu

Konsystencja peelingu kawowego jest półsypka, tak bym ją określiła, ponieważ jednocześnie jest wystarczająco mokra, aby dobrze rozcierać się na skórze. Nie osypuje się za mocno, co często się zdarza w domowych scrubach lub niektórych kupnych. Wilgoć pochodzi oczywiście od użytych olei: arganowego, ze słodkich migdałów i makadamia. Wyraźnie widać też mnóstwo drobinek kawy Arabica, a także soli i cukru. 

kawowe-scruby-do-ciala

Zapachy coffee scrub Sunbani

Coffee scrub pomarańczowy pachnie przepięknie! Bardzo przypomina mi zapach świeżo upieczonego ciasta brownie z pomarańczą. Wyczuwam tutaj oczywiście zapach kawy, a z wyraźną nutą kakao i trochę mocniej pomarańczy. Kojarzy mi się też z czekoladą pomarańczową (pewnie przez zawartość kakao), a musicie wiedzieć, że jest to jedno z moich "najulubieńszych" połączeń zapachowych jakie tylko istnieją! Aromat jest mocno pobudzający, energetyzujący, dodaje powera i pobudza do działania. Dzięki temu wersja z pomarańczą to świetny pomysł na mocne rozpoczęcie dnia (szczególnie teraz, jesienią) lub dodanie sobie sił przed imprezą ;) Muszę przyznać, że zapach jest bardzo apetyczny, pachnie dokładnie jak deser, aż chciałoby się spróbować... Dzięki szczelnemu opakowaniu nawet po kilku tygodniach możemy cieszyć się tym aromatem, który praktycznie nie wietrzeje (dlatego warto dokładnie zamykać saszetkę). Petarda!

Coffee scrub truskawkowy posiada owocowy i słodki zapach, zdecydowanie letni. To interesujące połączenie przywodzi na myśl wakacyjny relaks i smakołyki zajadane pod gołym niebem. Apetyczny!

Coffee scrub kokosowy to ciekawe połączenie dość słodkiego kokosa i mocnej, aromatycznej kawy. Gdzieś w tle wyczuwam lekko łagodzące całość nuty olei. Nietuzinkowy!

scrub-antycellulitowy

Peeling kawowy Sunbani stosowanie

Scrubu możemy używać na dwa sposoby.
  • Na sucho, jeśli lubimy naprawdę mocny masaż i nie mamy skóry wrażliwej na drapanie. Jednocześnie wykonamy coś w rodzaju "szczotkowania na sucho", przez co mocno pobudzimy krążenie pod skórą. Po takim zabiegu skóra ma prawo być czerwona, choć nie powinna mocno piec (uwaga na alergie), lecz po chwili powinno wszystko ustąpić. Dla bezpieczeństwa lepiej stosować peeling na sucho tylko raz na jakiś czas, wszystko zależy od stanu skóry i potrzeb. Coffee scrub Sunbani posiada naprawdę mnóstwo ścierających drobinek, dzięki którym skóra jest idealnie wygładzona, miękka i pachnąca, a dzięki zawartości olei pokryta ochronną warstewką, więc po zabiegu, nawet po zmyciu drobinek wodą, nie trzeba używać już balsamu (choć oczywiście można).
  • Na mokro, czyli na zwilżoną skórę np. po prysznicu. Użyty w ten sposób peeling kawowy również będzie mocny, ale jednak troszkę bardziej łagodny niż na sucho. Na wilgotnej skórze scrub będzie się lepiej ślizgał, choć dużo zależy od siły nacisku dłoni. Możemy wykonać bardziej lub mniej pobudzający masaż, zależnie co lubimy. 
  • Masaż skóry peelingiem najlepiej wykonać okrężnymi ruchami, dzięki czemu lepiej pobudzimy mikrokrążenie krwi pod skórą i lepiej dotlenimy tkanki. To z kolei pozwoli ujędrnić skórę, a nawet może pozytywnie wpłynąć na cellulit (dzięki regularnym masażom w obecności kofeiny, peeling daje też dobry poślizg, a przyjemny zapach motywuje do wykonywania zabiegu).
  • Resztki kosmetyku należy zmyć ciepłą wodą. Trochę niestety brudzi, przynajmniej ja nie umiem wykonać masażu "na czysto", więc po takim prysznicu za każdym razem muszę sprzątać. Według producenta peeling można stosować nawet 2-3 razy w tygodniu, choć ja stosuję go raz lub maksymalnie dwa razy ze względu na jego moc. 

dobry-peeling-kawowy

Efekty po peelingu kawowym

Po zmyciu wszystkich drobinek wodą wyraźnie czuć delikatną, ochronną warstwę, jaką kosmetyk zostawia na  skórze. Nie jest ona bardzo tłusta, jak po maśle shea, natomiast jest delikatnie wyczuwalna jak po lekkim kremie nawilżającym (zależy jeszcze jak dokładnie zmyje się skórę). Szczerze mówiąc bardzo mi się to podoba, ponieważ nie czuję po prysznicu potrzeby balsamowania, a jednocześnie nic nie klei się do ubrania. Ten peeling jest moim pachnącym dodatkiem do domowego spa, staram się fundować sobie tak często, jak tylko mogę :)

ujedrniajacy-scrub-do-ciala

Poszczególne wersje różnią się praktycznie tylko zapachem, w działaniu są identyczne. Możemy za to wybrać swój ulubiony aromat i cieszyć się nim pod prysznicem przez długie tygodnie. Ja zdecydowanie wybieram pomarańczową czekoladę, ten zapach urzekł mnie od samego początku. Wydajność jest całkiem niezła, choć zależy też od tego, jak często sięgamy po produkt i które partie ciała masujemy. U mnie jest to przedział od brzucha, przez pośladku do ud, czasem także kolana i łydki. Peeling mam już od kilku tygodni, a wciąż zostało go na kilka zabiegów :)

A Wy który zapach byście wybrali? Lubicie kawowe scruby do ciała?

Lily Lolo, Naturalne kosmetyki do makijażu: Maskara Big Lash, paletka różu - recenzja, opinie

Kolejny post dla fanek naturalnej kolorówki. Tym razem porozmawiamy o paletce róży do policzków oraz tuszu do rzęs. Wiem, że wiele z Was wciąż szuka dobrej, naturalnej maskary, a nie jest to zadanie łatwe. Sama poznałam na razie tylko trzy i szczerze? Big Lash Mascara od Lily Lolo jest pierwszą naturalną maskarą, która jest idealna na dzień, a efekt, jaki nią uzyskuję, po prostu mi się podoba! Ładnie podkreśla rzęsy, rozdziela je, ale początki nie były takie obiecujące...


Poprzednio pisałam o podkładzie mineralnym Lily Lolo, pędzlu kabuki oraz pudrze matującym. Podlinkowałam Wam niżej:

paletka-naturalnych-rozy

Lily Lolo, Paletka prasowanych róży do policzków Naked Pink

Paletka naturalnych prasowanych róży do policzków w odcieniu Naked Pink dla jasnych cer. Dostępny jest także odcień Coralista z odcieniach ceglastych i brzoskwiniowych dla ciemniejszych karnacji. Kosztuje 90zł/90g, ale może poszczycić się dużą wydajnością.

lily-lolo-roz-do-policzkow

Paletkę różu kupimy w białym kartoniku. Wewnątrz znajdziemy plastikowe, porządne opakowanie, które dość trudno się otwiera - przynajmniej mój egzemplarz. Plastik jest solidny, już raz mi wypadł i kompletnie nic się nie połamało, także lustereczko w środku ocalało. Niewielka kasetka jest praktycznym gadżetem nie tylko do kosmetyczki czy torebki, ale również na podróż, ponieważ sama się nie otworzy i posiada lusterko. W paletce znajdują się dwa odcienie:
  • ciemniejszy, matowy, ale o satynowym wykończeniu, chłodny odcień różu, idealny do jasnej karnacji do podkreślenia policzków,
  • jaśniejszy, odbijający lekko światło, bez brokatu czy drobinek, dający ładną, nienachalną taflę, trochę przypominający różowy rozświetlacz.

Oba odcienie posiadają jedwabistą konsystencję. Nie pylą się, łatwo nabierają na pędzel, nie kruszą. Dobrze trzymają się skóry, choć w ciągu dnia lekko się ścierają. Nie zauważyłam, żeby "zapychały". Róże są praktycznie bezzapachowe i posiadają przyjemny, naturalny i wegański skład.

Skład: Mica, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Leptospermum Scoparium (Manuka) Oil, Sodium Hyaluronate, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, [+/- Silica, Tin Oxide, CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77007 (Ultramarines), CI 77491 (Iron Oxide), CI 77742 (Iron Oxide)].

odcienie-rozu-lily-lolo

Róż jest idealnym, delikatnym muśnięciem świeżości w makijażu dziennym. Na zdjęciu wyżej z prawej strony satynowy, matowy, ciemniejszy róż, natomiast z lewej lekko rozświetlający, jaśniejszy odcień. Myślę, że pomimo delikatności produktu widzicie różnicę. Oczywiście na żywo jest ona trochę bardziej widoczna, szczególnie, że jaśniejszy odcień tworzy delikatną, odbijającą taflę, która wygląda niesamowicie naturalnie i subtelnie (dlatego używam go często także jako cienia do powiek).


Oba odcienie nadają cerze świeżości, a jaśniejszy dodatkowo trochę blasku, przez co twarz wygląda na młodszą i wypoczętą. Można używać ich solo albo łączyć ze sobą, uzyskując kolejny odcień. Róże równie pięknie wyglądają na powiekach i kiedy bardzo się spieszę, używam produktu jak cienia :) Nie sądzę, aby dało się nimi zrobić plamy, ponieważ jedwabista formuła pięknie się rozciera, a intensywność można stopniować. Obecnie róż nakładam pędzlem z Biedronki, ale równie dobrze spisują się inne pędzle, muszą być tylko dość puchate. To idealny róż na co dzień, gdy chcemy szybko musnąć policzki świeżością i wyjść z domu. A jeśli chcemy mocniej podkreślić urodę, wystarczy zaaplikować kosmetyk kilkukrotnie lub spryskać pędzel hydrolatem i nałożyć je na mokro (oczywiście ostrożnie i delikatnie, aby nie zrobić plamy). Sprawia to, że paletka jest uniwersalna, ale przy ciemniejszej karnacji prawdopodobnie będzie niewidoczna. Jest za to idealna dla bladziochów :)


Lily Lolo, Naturalny tusz do rzęs Big Lash Mascara


"Najnowsza innowacja marki, dzięki której rzęsy będą grubsze, gęstsze i dłuższe niż kiedykolwiek. Nowatorska formuła pozbawiona potencjalnie drażniących, czy też alergizujących substancji tj. sadza i DEA, oraz innowacyjna szczoteczka, zapewniają wyjątkową trwałość i hipnotyzujący efekt perfekcyjnie podkreślonych rzęs." Kosztuje ok. 75 zł/6,5ml.


Tusz kupimy w kartoniku, wewnątrz którego kryje się czarne, plastikowe, klasyczne opakowanie. To, co wyróżnia produkt to skład bez parafiny, silikonów, DEA, BHT, alkoholu, glikoli czy substancji zapachowych.

Skład: Aqua, Stearic Acid, C18-36 Acid Triglyceride, Propanediol, Helianthus Annuus Seed Cera, Oryza Sativa Bran Cera, Acacia Senegal Gum, Hydroxypropyl Methylcellulose, Glyceryl Behenate, Polyglyceryl-6 Distearate, Hydrogenated Olive Oil, Glycerin, Vp/Eicosene Copolymer, Cellulose, Centaurea Cyanus Flower Water, Sucrose Acetate Isobutyrate, Jojoba Esters, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Olea Europaea Fruit Oil, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Phenethyl Alcohol, Rosa Centifolia, Flower Cera, Rosa Damascena Flower Cera, Caprylic/Capric Triglyceride, Undecyl Alcohol, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Acacia Decurrens Flower Cera, Polyglycerin-3, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Phosphate, Disodium Phosphate, Polysorbate 20 [+/- CI 77499 (IRON Oxides)].


Kilka pierwszych podejść do maskary Lily Lolo było raczej nieudanych. Początkowo tusz jest bardzo lepki i mokry, przez co sklejał rzęsy, dziwnie je wyginał w różne strony i tworzył liczne grudki. Musiałam też trochę przywyknąć do nietypowej szczoteczki z włosia, wklęsłej po środku, a rozszerzonej przy końcach. Nadal trochę niewygodnie maluje się nią dolne rzęsy, jednak do górnych włosków - przy odrobinie wprawy - jest idealna! Po kilku użyciach formuła tuszu lekko przyschła i nie jest już tak bardzo mokra, wtedy można uzyskać nią naprawdę przyjemny efekt, szybko i bez wysiłku. Od tego czasu maskara ładnie podkreśla włoski, lekko je pogrubia i przepięknie wywija do góry, dzięki czemu nawet moje proste rzęsy stają się widoczne! Choć czasem, gdy jestem nieuważna i się spieszę np. rano zdarza się, że pozostawia niewielkie grudki (na zdjęciu). Tusz się nie kruszy ani nie osypuje, nawet po kilkunastu godzinach. Nie rozmazuje się nawet przy lekkim łzawieniu oczu (od wiatru czy słońca), ale nie jest wodoodporny. Szybko zasycha i nie odbija się na powiekach. Big Lash Mascara Lily Lolo nadaje rzęsom odcień głębokiej czerni, nie jest to żadna szarość. Nie podrażnia, nie spowodował u mnie łzawienia czy pieczenia oczu.

Zdjęcie musicie mi wybaczyć, nie cudowałam w żadnych programach graficznych, niczego nie poprawiałam - jak pomalowałam się szybko rano (jedna warstwa tuszu), tak około południa zrobiłam po prostu zdjęcie przy oknie. Macie więc dowód w 100% true jak wygląda maskara Lily Lolo na rzęsach, bez żadnej ściemy ;) Dla mnie efekt jest bardzo zadowalający, rzęsy są podkreślone i rozdzielone, WIDOCZNE. Szczególnie biorąc pod uwagę, że cały ten make up zajął mi jedynie 7 minut, a malowałam się o 7 rano prawie nieprzytomna :D Dodam, że moje rzęsy są rzadkie, średnio długie i dość jasne, więc nie ma opcji, aby maskarą "dorobić" ich więcej.

Możecie na zdjęciach wyżej zobaczyć też jak wygląda podkład Lily Lolo z poprzedniego posta, ponieważ oczywiście też go mam na sobie. Zdjęcia zrobione mniej więcej po 5 godzinach od malowania.

Podsumowując jestem zadowolona z kosmetyków Lily Lolo. Widzę w nich duży potencjał i wspaniałą jakość, zachęcają również składy. Liczę, że za jakiś czas produkty będą łatwiej dostępne, choć zwykle robię zakupy przez internet, tak czasem kolorówkę lubię "pomacać" i pooglądać na żywo. Marka wystawia się zwykle na targach kosmetycznych, więc warto również w takich miejscach ich szukać. Póki co maskara Lily Lolo jest pierwszym naturalnym tuszem, który spełnia moje oczekiwania. Idealnie nadaje się na dzień, łatwo się nim maluje (po lekkim przyschnięciu), a rzęsy są widoczne już przy jednej warstwie. Róż jest uniwersalny, ładnie wygląda na skórze i nie "zapycha". To wszystko sprawia, że chcę więcej!

Znacie Lily Lolo? Jeśli macie doświadczenia z naturalnymi tuszami do rzęs lub różem koniecznie podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami w komentarzu :)

Lily Lolo: Podkład mineralny Barely Buff, pędzel Kabuki, puder matujący - recenzja, opinia

Kosmetyki mineralne na co dzień

Lubię naturalne kosmetyki do makijażu, ponieważ moja cera dzięki nim zyskuje. Brak codziennego katowania skóry silikonami, substancjami drażniącymi, pokrywania jej grubą warstwą "tynku" skutkuje tym, że - w największym skrócie - nie tworzą się zaskórniki, wypryski czy pryszcze (już nawet nie pamiętam kiedy je miałam!). Dzięki temu skóra jest gładka, a jedyne co chcę ukryć to lekkie zaczerwienienia (naczynka) i trochę rozszerzone pory (urok tłustej czy mieszanej cery) oraz odizolować skórę od warszawskiego smogu. Oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się użyć koreańskiego kremu BB czy drogeryjnego podkładu - wszystko jest dla ludzi, byle w granicach rozsądku. Nigdy nie byłam i nie będę piewcą poglądu, że użycie silikonu kogoś zabije (chyba, że by go zjadł :D), bo przesada w każdą stronę nie jest dobra. Zrobienie sobie wystrzałowego makijażu na wesele czy choćby "zabawa typu wyzwanie na Instagarma" nie są niczym złym i o ile dokładnie wszystko zmyjemy z buzi (najlepiej dwuetapowo) nie powinno być przykrych konsekwencji. Na co dzień natomiast, jak wspomniałam, delikatny podkład mineralny w zupełności wystarcza większości cer, także tym tłustym i wymagającym. 


lily-lolo-recenzja

Podkład mineralny w formie proszku wymaga dwóch rzeczy, aby mógł dobrze wyglądać - odpowiednio nawilżającego kremu (lub po prostu zadbanej cery) oraz dobrej techniki nakładania, najlepiej zwartym pędzlem kabuki lub flat top (osobiście od lat kocham się w kabuki!).

Pędzel Super Kabuki Lily Lolo

Pędzel kabuki to niewielki pędzelek o lekko zaokrąglonym na brzegach włosiu, który kształtem trochę przypomina męski pędzel do golenia. Krótki trzonek umożliwia precyzyjne manewrowanie pędzlem, a jednocześnie kontrolowanie siły nacisku. To ważne, ponieważ właśnie technika nakładania podkładu w proszku jest połową sukcesu, a odpowiednia technika bez dobrego narzędzia zwyczajnie nie jest możliwa :) Pędzel Super Kabuki Lily Lolo kosztuje 90 zł, ale jest to inwestycja na lata. Miękkie, syntetyczne włosie jest wysokiej jakości - to po prostu czuje się w dotyku. Pędzelek jest malutki, wysokość to 7 cm, ale odpowiednio szeroki - samo włosie to aż 4 cm. Jest milutki, delikatny, miękki, a jednocześnie odpowiednio gęsty i zbity. Nie wypadają z niego pojedyncze włoski, całość prezentuje się idealnie pomimo kilkumiesięcznego używania. Dobrze się też myje, nie odkształca, a podczas pocierania nie traci włosia (dla mnie to ważne, bo lubię czyste pędzle!).

pedzel-kabuki-mineraly

Opakowania Lily Lolo

Wszystkie produkty marki Lily Lolo dostaniemy w tekturowych opakowaniach. Pudełeczka zupełnie białe, z prostymi opisami i piękną grafiką z logo - ale wewnątrz! - to coś, co do mnie przemawia. Są estetyczne, ładnie się prezentują i sprawiają, że zawartość jest lepiej chroniona w transporcie. Pędzel nie ma szans się odkształcić, a plastikowe słoiczki nie powinny popękać.

podklady-mineralne-lily-lolo

Lily Lolo, Podkład mineralny odcień Barely Buff SPF15 

Słoiczek z plastiku do złudzenia przypominającego mrożone szkło, ale o wiele lżejszego, został zaopatrzony w czarną, elegancją nakrętkę z logo. 10g produktu kosztuje 80zł, ale można na początek zaopatrzyć się w próbkę 0,75g w słoiczku (10zł). Dobór odcienia przez monitor może wydawać się trudny, jednak dzięki opcji "dobierz odcień" widocznej przy każdym podkładzie jest to łatwiejsze. Musimy określić ton cery (neutralny, chłodny, ciepły, oliwkowy) oraz jej odcień od bardzo bladego po bardzo ciemny. Tabela znacznie ułatwia dokonanie wyboru, choć zawsze warto zobaczyć odcienie także na żywo, choćby na targach naturalnych (np. Ekocuda 17-18.11 w Warszawie).

  • Barely Buff to odcień idealnie dobrany dla mnie właśnie na podstawie powyżej opisanej tabeli. Jest to odcień z gamy neutralnych do karnacji jasnej i średnio-jasnej. Idealnie się wtapia w moją dość jasną skórę, nie odznacza się jakoś szczególnie od szyi. Nie jest ani zbyt chłodny, ani zbyt ciepły, nie jest za różowy ani pomarańczowy. Także jak widzicie - da się :)

Na cerze wygląda bardzo naturalnie. Dodaje skórze blasku, "zmiękcza" wizualnie rysy, przykrywa drobne niedoskonałości, naczynka, zasinienia. Nie ukryje rozszerzonych porów, dlatego warto pod niego zastosować kosmetyk np. z wit. B3 (niacynamid zwęża pory). Skóra ma pełny dostęp do powietrza, więc produkt nie zaburza jej naturalnego funkcjonowania. Niedoskonałości szybciej znikają, ponieważ podkład mineralny je szybciej przysusza. Tworzy się także mniej zaskórników, wyprysków, pryszczy. Po dłuższym czasie widać wyraźną różnicę na skórze, ponieważ jest ona naturalnie gładka, nie wyczuwam nierówności w postaci podskórnych, twardszych grudek. Minerały są bardzo komfortowe w noszeniu, zupełnie ich nie czuję, jakbym nie miałam na sobie makijażu. Po kilku godzinach moja tłusta cera lekko się wyświeca, ale nie aż tak jak po fluidzie. Można wtedy lekko odcisnąć nadmiar sebum w specjalną chusteczkę matującą.

lily-lolo-podklad-mineralny

Wydajność minerałów

Słoiczek oprócz czarnej zakrętki został zaopatrzony w sitko, które przed pierwszym użyciem musimy dodatkowo odbezpieczyć (naklejka). Dzięki temu mamy pewność, że przed nami nikt nie używał kosmetyku i jest on świeży. Sitko wystarczy lekko przekręcić, aby móc wydobyć proszek ze środka, a następnie ponownie zabezpieczyć zawartość przed niekontrolowanym wysypaniem. Tu warto wspomnieć, że kosmetyki mineralne Lily Lolo posiadają PAO 24 miesiące, co oznacza, że powinniśmy je zużyć w ciągu 2 lat od otwarcia. Jednak nie zawierają one w sobie wody, więc także po tym terminie (o ile są dobrze przechowywane i nie zawilgocone) zwykle można je spokojnie stosować bez szkody dla cery. Wydajność zależy od kilku czynników. Przede wszystkim przy codziennym użytkowaniu opakowanie 10g powinno wystarczyć na kilka miesięcy, przy nakładaniu dwóch cienkich warstw. Dużo zależy również od samej techniki nakładania sypkiego produktu na pędzel, ponieważ odrobiny wprawy wymaga nałożenie odpowiedniej ilości proszku na włosie - tak, aby nie "wstukać" zbyt wiele podkładu w pędzel, co zwyczajnie prowadzi do jego zmarnowania. Kiedy wydaje nam się, że minerały są niewydajne, warto przyjrzeć się dokładniej naszej technice nabierania i spróbować z mniejszą ilością proszku.

lily-lolo-barely-buff

Jak nakładać podkład mineralny?

Przede wszystkim PRZED makijażem produktem mineralnym warto zadbać o odpowiednie nawilżenie cery. Na nawilżonej, miękkiej skórze minerały wyglądają dobrze i nie warzą się (nie "ciastkują") i nie podkreślają suchych skórek, jeśli je mamy. Najlepsze kremy do cery tłustej i mieszanej pod minerały to produkty mocno nawilżające z niewielką ilością emolientów, lekkie (ale nie żelowe - przynajmniej u mnie brzydko wyglądają) i szybko się wchłaniające. Na rynku mamy kilka takich kosmetyków, które się u mnie sprawdziły (na szybko wspomnę o: naturalnym serum do cery naczynkowej marki Vianek, z mniej naturalnych krem wodny nawilżający Bishojo).

  • Tu jeszcze praktyczna uwaga: niektórym dziewczynom źle się nakłada minerały na krem i wolą na suchą cerę lub zwilżoną tylko hydrolatem. Musicie same spróbować różnych technik i kombinacji, bo każda cera jest inna (będę to powtarzać do znudzenia - nie ma czegoś takiego jak jeden jedyny słuszny sposób pielęgnacji!).

Moja ulubiona technika nakładania podkładu mineralnego wymaga użycia pędzla kabuki, o którym napisałam wyżej i kolistych ruchów. Na pokrywkę opakowania wysypujemy niewielką ilość proszku, a następnie delikatnie obtaczamy pędzel w podkładzie. Nie chodzi o to, aby na włosiu znalazła się gruba warstwa kosmetyku - wręcz przeciwnie, proszek powinien delikatnie pokrywać końcówki pędzla. Nadmiar należy dodatkowo "wstukać" we włosie - wystarczy delikatnie postukać trzonkiem o twardą powierzchnię trzymając pędzel do góry nogami. Uprzednio musimy zadbać o nawilżoną skórę (ewentualny nadmiar kremu, który nie zdążył się wchłonąć można delikatnie odcisnąć w chusteczkę, ponieważ cera nie może być mokra - jeśli zostawimy mokre miejsca podkład do nich przylgnie grubszą warstwą, tworząc nieestetyczne placki, a tego nie chcemy, prawda?). Mamy już przygotowaną skórę i odpowiednią ilość proszku na pędzelku, możemy więc przystąpić do akcji :) Przykładamy pędzel do skóry i lekkimi ruchami robimy nim niewielkie kółeczka na twarzy, jedno przy drugim. W ten sposób szybko pokrywamy całą twarz podkładem. Jeśli zabraknie nam proszku na wieczku możemy go oczywiście dosypać, jednak po każdym nabraniu kosmetyku na pędzel strzepujemy nadmiar. Dla uzyskania lepszego krycia możemy nałożyć drugą, cienką warstwę produktu, a nawet trzecią. Każda warstwa musi być jednak cieniutka, żeby podkład wyglądał naturalnie  Lepiej nałożyć kilka cienkich warstw, niż jedną grubą - nie tędy droga :)

  • UWAGA: ruchy koliste doskonale sprawdzają się w przypadku cery tłustej, mieszanej i normalnej, natomiast cery suche czy wrażliwe lepiej znoszą nakładanie podkładu ruchem "góra-dół".

Minerały można też nakładać na mokro, dzięki czemu uzyskujemy jeszcze lepsze krycie, szczególnie rozszerzonych porów, ale szczerze mówiąc ta technika do mnie nie przemawia i po jakimś czasie nie wygląda ładnie na mojej twarzy. Oczywiście możecie poeksperymentować jak będzie u Was, ja jestem zadowolona z nakładania minerałów na sucho i jest to też doskonały sposób dla początkujących na zaznajomienie się z technikami.

nakladanie-mineralow-krycie

Wbrew obiegowej opinii podkład mineralny ma doskonałe krycie, które dodatkowo można stopniować. Tutaj ponownie podkreślam, że warto spróbować różnych technik nakładania i zainwestować w dobry pędzel. U mnie dwie cienkie warstwy doskonale trzymają się cały dzień i jedynie w okolicach nosa czy ust lekko się ścierają w ciągu dnia. Niestety podkład zbiera się także w miejscu gdzie styka się z okularami, jeśli je noszę (przy innych pokładach, płynnych fluidach czy kremach bb również często mam ten problem). W ciągu dnia zdarza się, że minerały lekko się wyświecają - dużo zależy od cery i nawilżenia, pogody (temperatury) oraz ilości wypijanej wody w ciągu dnia (serio). Dlatego, aby przedłużyć mat dodatkowo nakładam jedną cienką warstwę pudru matującego Lily Lolo.

Skład podkładu Lily Lolo: Mica (mika; nadaje jedwabiste wykończenie), Zink Oxide (tlenek cynku; działa antybakteryjnie, kryjąco), Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu; jest naturalnym filtrem UV, działa kryjąco), naturalne pigmenty w postaci tlenków żelaza Iron Oxide i ultramaryny (w zależności od odcienia).
Nie zawiera: nanocząsteczek, parabenów, talku, sztucznych barwników, wypełniaczy, syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów. Posiada naturalny filtr SPF15. Jest bezzapachowy i w 100% naturalny. Odpowiedni dla wegan i wegetarian.


Lily Lolo, Puder matujący Finishing Powder Flawless Matte

Puder matujący kupimy w kartoniku, w którym kryje się identyczne opakowanie jak podkładu. Sprawia to, że czasem się mylę i za każdym razem muszę czytać opis na słoiczku (na spodzie są dobrze oznaczone). Wewnątrz identyczne, wygodne i higieniczne sitko, które ułatwia wydobycie sypkiego produktu na zewnątrz. Puder świetnie się rozprowadza praktycznie każdym pędzlem (mam kilka szerokich pędzli różnych marek). Dobrze matuje, właściwie na kilka dobrych godzin, ale nie nadaje skórze "płaskiego" matu, a dość naturalne, satynowe wykończenie. Pomimo białej barwy nie zauważyłam, aby bielił skórę. Jednak jeśli nałożymy go za dużo, potrafi rozjaśnić wizualnie podkład. Duże opakowanie 7g jest niesamowicie wydajne, wystarczy na wiele miesięcy codziennego użytku, a kosztuje ok. 81zł. Za 11zł możemy także kupić miniaturkę 0,75g. Fajnie sprawdza się również jako sypka baza pod cienie mineralne!

Skład: Kaolin, Mica. Prosty, naturalny i w pełni bezpieczny skład.

W następnym poście pokażę Wam jeszcze paletkę róży do policzków oraz naturalny tusz do rzęs. Wiem, że wiele osób szuka naturalnych maskar, postaram się pokazać także jak wyglądają pomalowane rzęsy.




Znacie Lily Lolo? Lubicie produkty mineralne czy jednak sypki podkład nie jest dla Was przekonujący?

Spotkanie blogerek Naturalnie Piękne // Białystok

Pod koniec września miałam okazję pojechać w te rejony Polski, w których jeszcze nie byłam. Mowa o północnym wschodzie, niedaleko granicy z Białorusią, a konkretnie o Białymstoku - mieście wielokulturowym, z piękną architekturą i niesamowicie zadbanym. Białystok szalenie mi się spodobał, więc na pewno jeszcze tam wrócę i zwiedzę te okolice. Dzisiaj jednak chciałabym Wam napisać o spotkaniu blogerskim, dzięki któremu miałam okazję gościć w tamtych stronach. 



Spotkanie pod nazwą Naturalnie Piękne odbyło się w niewielkiej, ale klimatycznej kawiarence Fly High Coffee przy ul. Lipowej 16. Ładne wnętrze, pyszna kawa i smaczne jedzenie, a do tego lokalizacja w centrum - polecam!


Na spotkanie przyjechałyśmy z Warszawy z Dianą (chanceleee.pl) i Małgosią (blondhairaffair.pl). Na miejscu była już Magda (mazgoo.pl), a wkrótce dołączyły Kasia (poradymamykasi.pl), Asia (nienaltowskablog.pl), Natalia (https://www.elfnaczi.pl) oraz organizatorka Kamila (mylovelyfushia.blogspot.com). Towarzystwo wyborowe, bo większość dziewczyn interesuje się kosmetykami naturalnymi jak ja :)


Oprócz smacznego jedzenia i ploteczek miałyśmy także ważny cel - licytację kosmetyków na rzecz Hospicjum dla dzieci. Udało nam się zebrać prawie 500zł! Sama ostro licytowałam kilka rzeczy, poniżej moje pomocowe zdobycze i upominki od sponsorów:

Moje wylicytowane cuda:


Upominki od Biofemina czyli peeling do ciała i mnóstwo próbek marki Biofficina Toscana. Peeling mam już w użyciu, fajnie wygładza skórę, ale pozostawia niezwykle tłustą warstwę, którą nie każdy lubi - akurat mi nie przeszkadza, bo nie używam już wtedy balsamu. Za to próbki już zużyłam podczas wyjazdu - szczególnie fajne są szampony do włosów.


Biolonica to kosmetyki z komórkami macierzystymi jabłoni. Trafił mi się krem pod oczy 30+, który otworzyłam od razu po spotkaniu i który okazał się świetnym produktem 2w1, ponieważ podczas wyjazdu używałam go również do całej twarzy. Opakowanie 30 ml jest dwa razy większe niż standardowy krem pod oczy. Produkt bezzapachowy, świetnie się wchłania, dobrze nawilża i napina skórę. Polubiliśmy się, szczególnie, że posiada pompkę air less.


BioBeauty podarowało nam maskę do włosów i balsam do ust marki Cosnature, które już miałam. Maska jest sympatyczna, należy raczej do tych lekkich produktów, niezbyt wydajnych. Moje włosy obecnie są średnioporowate i wymagają większej ilości emolientów, ale z przyjemnością stosuję maskę z awokado co drugi, trzeci dzień. Fajnie sprawdza się także do metody mycia włosów odżywką. Pomadka jest fajna, spełnia swoją rolę. Nowością jest dla mnie maseczka do twarzy z pomelo Cosnature, żel pod prysznic Benecos (tej marki pełno w DM-ach, u nas raczej znana z kolorówki) oraz produkty do higieny Masmi z organicznej bawełny (zdjęcie niżej).




Avetpharma przekazała nam dwa suplementy diety, mające za zadanie wesprzeć jesienne i zimowe problemy z wypadaniem włosów. Do tej pory nie brałam biotyny, więc z przyjemnością sprawdzę czy będzie efekt. Jestem w trakcie pierwszej kuracji. Tabletki nie są duże i łatwe do połknięcia, na szczęście bez żelatyny.


4szpaki czyli rodzinna firma z Białegostoku. W ofercie pięknie pachnące, naturalne kosmetyki, mydła i hydrolaty. Lubię to i z przyjemnością skorzystam z lawendowego peelingu do ciała oraz mydła z peelingiem.


Od Svoje dostałyśmy miniaturkę naturalnego mydełka, które z pewnością zabiorę kiedyś w podróż.


SemCo to oleje, które sama od jakiegoś czasu kupuję w Biedronce. Najczęściej kupuję olej lniany do sałatek, raz miałam też wiesiołkowy. Z przyjemnością używam obecnie rydzowego o zaskakująco ciekawym, charakterystycznym smaku, natomiast konopny chwilę poczeka na otwarcie, dopóki nie zużyję obecnych. Szalenie podobają mi się opakowania tych olei z uroczymi kolorowymi czapeczkami :) Są to oleje spożywcze, które najlepiej zajadać na zimno, ale z powodzeniem można również stosować w celach kosmetycznych.


Ecospa - sklep z półproduktami kosmetycznymi, który znam od dawna, bo mieści się na ulicy, przy której pracuję :D Znany także z gotowych zestawów DIY (dotąd zawsze tworzyłam własne formuły z ich półproduktów). Obecnie jestem już po zużyciu pierwszej z trzech buteleczek Serum z wit. C 15% z poniższego zestawu i powiem Wam, że jestem zadowolona. Na pewno napiszę jeszcze więcej!


Ekozuzu wyrasta na jedną z moich ulubionych drogerii naturalnych! Sklep posiada duży asortyment dwóch marek: pielęgnacyjnej włoskiej firmy Bema Cosmetici (pokochałam ich krem do twarzy i absolutnie genialny krem do rąk - pisałam o nich w poprzednim poście) oraz kolorówki Couleur Caramel - świetne składy, doskonała trwałość (pisałam o podkładzie do cery tłustej). Tym razem postawiałam na zupełnie nowe produkty i część już używam: zdradzę tylko, że płyn do higieny intymnej Bema jest bardzo delikatny, a eyeliner CC super trwały! :)


Bielenda podarowała nam produkty do opalania, które od razu poszły w dobre ręce, ponieważ niestety w najbliższym czasie nie wybieram się w tropiki, a poza tym nie opalam się jakoś szczególnie. Sobie zostawiłam mgiełkę do ciała o urzekającym, wakacyjnym zapachu.


Bawiłam się naprawdę dobrze, a było to moje drugie spotkanie blogerskie w tak małym gronie :) Od początku, gdy po drodze do Białegostoku zrobiłyśmy z dziewczynami burzę mózgów w samochodzie, przez samo spotkanie, gdzie miałam okazję ponownie spotkać znajome twarze i poznać nowe osoby, aż po zwiedzanie pięknego miasta!

Lubicie spotkania blogerskie? Znacie marki, które wsparły spotkanie?

Bema Cosmetici, Przegenialne naturalne kremy do twarzy oraz rąk. Hit 2018 roku!

Rok 2018 jest genialnym rokiem jeśli chodzi o moje odkrycia kosmetyczne do twarzy. W tym roku znalazłam już kolejny, absolutnie świetny naturalny produkt do pielęgnacji twarzy i nie zawaham się nim z Wami podzielić! Odpowiada mi w nim wszystko - skład, opakowanie, certyfikat ICEA, działanie, konsystencja, zapach. No, może cena mogłaby być niższa - przynajmniej my konsumenci lubimy dobrze i tanio, a nie zawsze się tak da. No cóż, ja się godzę na wyższe ceny, jeśli kosmetyk jest tego absolutnie wart! Wolę kupić mniej, a lepiej, niż dużo i byle co... Jeżeli macie podobne podejście zapraszam serdecznie na recenzję włoskich kosmetyków naturalnych marki BEMA.



ICEA - znak ekologiczny przyznawany produktom (kosmetykom, żywności, detergentom, tekstyliom, meblom, usługom i materiałom budowlanym), których produkcja odbywa się z poszanowaniem środowiska naturalnego i ludzkiej pracy. Przyznawany przez Włoski Instytut ds. Certyfikacji Etyki Środowiskowej. Aby produkt otrzymał certyfikat ICEA musi:
  • być kontrolowany na każdym etapie produkcji;
  • zawierać tylko certyfikowane składniki;
  • być bezpieczny i naturalny (bez konserwantów i sztucznych barwników, stabilizatorów i genetycznie modyfikowanych składników);
  • być w pełni wegański (nie zawierać produktów odzwierzęcych);
  • być bezpieczny dla alergików i osób z wrażliwą skórą;
  • nie może być poddawany radioaktywnemu naświetlaniu;
  • nie może zawierać szkodliwych substancji, niebezpiecznych dla środowiska i ludzi;
  • nie może być testowany na zwierzętach;
  • posiadać ekologiczne opakowania, które podlegają recyklingowi;
  • posiadać pełną, przejrzystą informację dotyczącą składników i każdego etapu produkcji.

bema-krem-do-twarzy

BEMA LOVE BIO, Krem do skóry tłustej i mieszanej

Włoskie kosmetyki naturalne marki Bema Love Bio mogą pochwalić się subtelnym i minimalistycznym designem. Osobiście bardzo lubię delikatny wygląd opakowań, który idealnie harmonizuje z innymi i nie "bije po oczach" w łazience, komponując się z innymi podobnymi produktami. Krem do cery tłustej kupimy w kartoniku, których akurat zwolenniczką nie jestem, ale tutaj chroni on szklany słoiczek przed stłuczeniem. Krem BEMA jest biały i pachnie bardzo delikatnie, lekko migdałowo, naturalnie. Posiada kremowo-żelową konsystencję, która pod wpływem dotyku wydaje się dosyć lekka. Pomimo, że przypomina bardziej żel niż krem, to po rozsmarowaniu na skórze zachowuje się jak typowy krem. Przez jakiś czas od aplikacji zostawia wyczuwalną warstwę na skórze, ale nie jest ona ani tłusta ani lepka. Nie wchłania się też momentalnie do matu. Jest to raczej neutralne wrażenie warstewki ochronnej na skórze, takiej, która absolutnie nie przeszkadza, a po dłuższej chwili już jej nawet nie czuję.


krem-do-cery-mieszanej

Oficjalnie jest to jeden z lepszych kremów, jakie kiedykolwiek miałam i drugi krem odkryty w 2018 roku, który tak mnie zachwycił! Doskonale nawilża i faktycznie jest to nawilżenie długotrwałe. Jednocześnie nie przetłuszcza skóry, nie przeciąża jej, nie "zapycha" i nie powoduje żadnych nieprzyjemnych niespodzianek czy podrażnień. Nie zachowuje się jak krem stricte matujący, natomiast nie powoduje też, że skóra się świeci. Mam nawet wrażenie, że reguluje nadmierne wydzielanie sebum, ponieważ po zużyciu około połowy słoiczka skóra była promienna, miękka i mniej błyszcząca, ale z drugiej strony to bardzo indywidualna sprawa.


krem-do-cery-tlustej

Krem do cery tłustej Bema doskonale nawilża, dzięki czemu skóra wygląda świeżo, zdrowo i po prostu młodziej. Nie jest to typowo "tłuszczowe", powierzchowne nawilżenie, ponieważ utrzymuje się przez dłuższy czas. Dzisiaj, gdy piszę tą recenzję, jestem po zużyciu pełnego opakowania i moja cera nadal wygląda dobrze, choć oczywiście stosuję również inne produkty (sera, hydrolaty, oleje).

Latem stosowałam go w minimalnej ilości na wilgotną od hydrolatu cerę, ale w największe upały stawiałam na produkty jeszcze lżejsze. Natomiast stale stosowałam go na noc - rano skóra była gładka, promienna i napięta, miękka i nawilżona. Wczesną jesienią, gdy temperatury oscylowały w granicach 20 stopni i mniej, z powodzeniem stosowałam go już w ciągu dnia oraz jednocześnie na noc. Krem można kupić m.in. na stronie ekozuzu.pl za 78 zł. Wiem, że dla niektórych cena może być dość wysoka, natomiast krem dzięki konsystencji jest bardzo wydajny. Mnie wystarczył na całe 3 miesiące, a często używałam go dwa razy dziennie na twarz, szyję i dekolt. PAO 6 m-cy (od otwarcia słoiczka należy produkt zużyć w czasie 6 miesięcy).

krem-naturalny-do-twarzy

Krem do cery tłustej i mieszanej nadaje się pod praktycznie każdy rodzaj makijażu, jaki w tym czasie wykonywałam. Radzi sobie świetnie zarówno pod typowo drogeryjnym, silikonowym kremem BB (koreańskim Misska) czy fluidem (HD Eveline), a także pod naturalnym podkładem marki Couleur Caramel oraz minerałami (Annabelle Minerals i Lily Lolo).


Skład: Thymus Vulgaris Leaf Water (hydrolat czy też woda z wyciągiem z tymianku, oczyszcza, odświeża, działa gojąco i ściągająco), Citrus Medica Limonum Fruit Water (hydrolat lub woda z wyciągiem z cytryny, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, nawilża, odżywia i rewitalizuje), Aqua/Water, Cetearyl Alcohol (emolient), Propylheptyl Caprylate (emolient), Cetearyl Glucoside (emulgator), Dicaprylyl Carbonate (naturalny emolient), Sorbitol (nawilża), Glycine Soja Oil (olej sojowy, nawilża, uelastycznia skórę, działa antyoksydacyjnie i ochronnie, reguluje wydzielanie sebum, zawiera dużo wit. E), Oryza Sativa (Rice) Germ Oil (olej ryżowy, regeneruje i odżywia, stymuluje odnowę skóry, ujędrnia, zawiera naturalne filtry UV), Cocoglycerides (emolient z kokosa), Potassium Cetyl Phosphate (emulgator i stabilizator emulsji), Asparagopsis Armata Extract (ekstrakt z algi czerwonej, działa antybakteryjnie, zmniejsza widoczność naczynek), Spiraea Umaria Extract (ekstrakt z wiązówki błotnej, oczyszcza i uelastycznia skórę, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, tonizuje, łagodzi i odświeża skórę), Salix Alba Bark Extract (wyciąg z kory wierzby, działa złuszczająco i oczyszczająco, usuwa nadmiar sebum, zapobiega trądzikowi, łagodzi stany zapalne, goi podrażnienia), Copaifera Officinalis Resin (olejek Copaiba, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, odkażająco), Carapa Guaianensis Seed Oil (olej Andiroba, działa przeciwobrzękowo, rozjaśnia przebarwienia), Euterpe Oleracea Fruit Oil (olej Acai, nawilża, zmiękcza, super antyoksydant, odżywia, działa przeciwzapalnie), Benzyl Alcohol (konserwant, dopuszczony w kosmetykach naturalnych, czasem powoduje alergie), Dehydroacetic Acid (bezpieczny konserwant), Glyceryl Caprylate (emolient), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem), Citric Acid (regulator pH), Kaolin (glinka, matuje, absorbuje nadmiar sebum), Parfum/Fragrance (kompozycja zapachowa bez alergenów).

bema-naturalne-kosmetyki

Bema Cosmetici, Odżywczy krem do rąk naturalny

Kremów do rąk używam regularnie, ponieważ często myję ręce. Moje dłonie są dzięki temu w dobrej kondycji, ale rzadko zdarza się, że napotykam wręcz idealny krem zarówno na dzień, jak i na noc. Krem Bema mnie natomiast zachwycił, co do kompletu z kremem do twarzy sprawiło, że pokochałam ta markę całym sercem! Wiem, że nie tylko ja :)

cera-tlusta-krem

Plastikowa, niewielka tubka z korkiem na klik posiada podobnie subtelną szatę graficzną. Opakowanie jest praktyczne i wygodne, nie ma co do niego żadnych zastrzeżeń. Opakowanie o pojemności 75 ml kosztuje 42 zł.

najlepszy-krem-do-rak

Krem do rąk to moje kolejne oficjalne odkrycie 2018 roku! To najlepszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam i piszę to z całą stanowczością :) Sprawdza się idealnie zarówno na dzień jak i na noc. Krem do rąk, który posiada idealną konsystencję, średnio gęstą. Pachnie ładnie, delikatnie i naturalnie, troszkę przypomina słodkie migdały. Z jednej strony doskonale chroni skórę przed podrażnieniami, wysuszeniem, a także przed mrozem, wiatrem, a jednocześnie świetnie nawilża. Producent zadbał tu o doskonałą równowagę humektantów (substancji nawilżających) w stosunku do emolientów (substancje tworzące na skórze film). Produkt Bema utrzymuje to nawilżenie na doskonałym poziomie nawet przez kilka godzin (w życiu nie spotkałam tak długotrwale działającego kremu!) i nie zmywa się razem z wodą podczas mycia rąk. To sprawia, że skóra z każdym użyciem jest w coraz lepszej formie, a pamiętacie, że ja bardzo często myję ręce, więc jest to dla mnie ważna kwestia. Poza tym krem do rąk Bema wręcz idealnie nadaje się na noc - rano dłonie są w świetnym stanie i nie mam wrażenia, że są przesuszone, nie ma żadnych suchych skórek czy nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Rano nie mam potrzeby czy ochoty sięgać po kolejną dawkę kremu. Jednocześnie równie doskonale sprawdza się w ciągu dnia, dzięki temu, że maksymalnie szybko się wchłania (co oczywiście jest zależne też od ilości produktu jaką zastosujemy) i bardzo dobrze nawilża, a nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Krem Bema spokojnie można używać w domu czy pracy, ponieważ nie pobrudzimy dokumentów czy klawiatury komputera. Od dawna szukałam kremu, który byłby świetny na każdy moment dnia i wreszcie znalazłam. Wydajność zależy od ilości i częstości zużycia, powiedziałabym, że jest przeciętna. Tubka wystarczyła mi na ok. 1,5-2 miesiące, ale stosowałam go regularnie.

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Glycine Soja Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Potassium Cetyl Phosphate, Amaranthus Caudatus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Glyceryl Caprylate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glyceryl Stearate, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Citric Acid, Tocopherol, Kaolin, Parfum/Fragrance.

bema-konsystencja-kremu-recenzja

Markę Bema poznałam dzięki stronie ekozuzu.pl i wcześniej nigdzie jej nie widziałam. Niedawno zrobiłam research i okazuje się, że kosmetyki są dostępne również w innych sklepach, ale inne mają zdecydowanie mniejszy asortyment :) PS. W moim posiadaniu są już kolejne produkty, tym razem płyn do higieny intymnej i krem pod oczy Bema. Jestem bardzo ciekawa czy też mnie tak zachwycą jak powyższe kosmetyki.

Znacie markę Bema? Odkryłyście w tym roku prawdziwe perełki jak ja?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj