Najlepsze naturalne kosmetyki 2018 roku! Ranking hitów kosmetycznych do pielęgnacji

Muszę przyznać, że rok 2018 jest rekordowym rokiem jeśli chodzi o odkryte przeze mnie perełki kosmetyczne. Oczywiście mam na myśli tylko kosmetyki naturalne i te z dobrym, bezpiecznym składem, a jednocześnie wyraźnie wyróżniające się na tle innych. Ranking jest z oczywistych względów subiektywny - jak każdy ranking, tym bardziej, że nie używałam wszystkich kosmetyków świata i na pewno jest jeszcze wiele nie odkrytych, a genialnych kosmetyków. Myślę, że każdy jednak znajdzie tu coś interesującego dla siebie :) Lecimy?


najlepsze-kosmetyki-naturalne

Dwa najlepsze naturalne kremy do twarzy 2018!

Włoska marka Bema Cosmetici rozkochała mnie w sobie praktycznie od pierwszego użycia. Krem przeznaczony do cery tłustej i mieszanej o aksamitnej, lekkiej konsystencji. Doskonale i, co najważniejsze, długotrwale nawilżał, co szczególnie mocno odczułam podczas lata. Jednocześnie koił podrażnienia i nie "zapychał". Lekki, migdałowy zapach, świetna wydajność i szklany słoiczek to kolejne plusy. Krem ten nieraz mnie uratował przed przesuszeniem i odwodnieniem skóry w ciągu lata, a jednocześnie doskonale regenerował skórę i pomagał jej odzyskać zdrowy, świeży wygląd. Idealnie współgrał zarówno z naturalną kolorówką, jak i drogeryjną. Świetny na dzień (w chłodniejsze dni), jak i na noc latem. Skład z certyfikatami, w pełni bezpieczny i napakowany składnikami aktywnymi. Koniecznie przeczytajcie pełną recenzję, gdzie zawarłam również kilka słów o kremie do rąk tej marki - jednym z najlepszych, jaki kiedykolwiek miałam (a miałam naprawdę dużo!). Kosztuje ok. 78 zł. W drogerii ekozuzu.pl jest największy wybór kosmetyków Bema, także dla dzieci i mężczyzn.


krem-naturalny-bema

Kolejna perełka do twarzy, tym razem polskiej marki Bartos, to krem Ruby Vine z ekologicznym ekstraktem z liści winogron. Opakowanie plastikowe, ale z pompką typu air less (pompka dość nietypowych rozmiarów, ale po dojściu do wprawy bardzo wygodna w użyciu). W składzie niesamowita moc m.in. roślinnych ekstraktów, olei, wit. C i aloesu. Konsystencja na pierwszy rzut oka bogata, ale momentalnie się wchłaniała, nie pozostawiając żadnej nieprzyjemnej warstwy. Nadawał się pod każdy makijaż, spokojnie można go było stosować zarówno na dzień, jak i na noc, a także pod oczy. Nie wzmagał błyszczenia (mam tłustą skórę, więc dla mnie to ważne). Przeznaczony szczególnie do cery naczynkowej, normalnej, tłustej i skłonnej do alergii (brak kompozycji zapachowej). Świetnie radził sobie z nawilżeniem i uelastycznieniem skóry. Zauważyłam też, że przyspieszał gojenie niedoskonałości i wygładzał. Wzmacniał naczynka, rozjaśniał zaczerwienienia. Genialny! Kosztuje 130 zł.


bartos-ruby-vine

Trzy najlepsze naturalne sera do twarzy 2018!

Be.Loved serum It's a New Day to lekki olejek w ślicznej buteleczce wskazany szczególnie do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, problematycznej czy mieszanej. Niesamowicie trafiony skład, a w nim m.in. olej szafranowy, słonecznikowy, z pestek winogron, arganowy, awokado, konopny, tamanu, witaminy C i E oraz olejki eteryczne (miętowy, cytrynowy, mandarynkowy). To, co serum It's a New Day wyczynia z cerą tłustą to czary! Koi dosłownie w kilka chwil wszelkie podrażnienia, łagodzi swędzenie, a wypryski znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Przeciwdziała powstawaniu zaskórników, więc cera jest oczyszczona, wygładzona, pięknie rozświetlona i jędrna. Poprzez taką zawartość olei działa ochronnie, a jeśli nałożymy pod nie żel aloesowy czy hydrolat wzmacnia nawilżenie i zapobiega odparowaniu wody z naskórka. Reguluje wydzielanie sebum, może nie od razu, ale przy regularnym stosowaniu cera tłusta mniej się świeci, a makijaż wygląda lepiej i dłużej jest matowy. Jest to oczywiście olejek, ale z tych szybciej się wchłaniających, nie pozostawia długotrwałej, tłustej warstwy. Pachnie cytrusowo, ożywczo, obłędnie! Zużyłam już dwie buteleczki i ubolewam, że ostatnio jest nie do kupienia, mam nadzieję, że to się zmieni.

beloved-serum-its-new-day

Iossi Serum rozświetlające to kolejny olejek naturalny, tym razem tłustszy niż Be.Loved i mocno pomarańczowy (ze względu macerat z marchwi). Dobrze się rozprowadza, ale zdecydowanie dłużej wchłania, potrafi też barwić ubrania czy pościel, dlatego przed położeniem się spać najlepiej odczekać dłuższą chwilę. Pachnie przyjemnie, geraniowo, naturalnie (olejki eteryczne). Pomaga cerze w walce z przebarwieniami oraz zaczerwienieniem, mocno odżywia i koi cerę. Świetny produkt, który można kupić w dwóch pojemnościach. Niesamowicie wydajny!

 
naturalne-serum-do-twarzy

Świetne, proste serum typu DIY poznałam dzięki gotowemu zestawowi ze strony z półproduktami ecospa. Z jednego zestawi wychodzą aż trzy buteleczki serum, co przekłada się na niską cenę. Dodatkowo w dowolnym momencie możemy sobie wymieszać świeżą dawkę serum i używać najbardziej aktywnej wersji wit. C. Serum doskonale rozjaśnia i odświeża cerę, działa antyoksydacyjnie, przymyka pory, nawilża. Fajny, prosty skład. Moja cera je pokochała!

  ecospa-serum-witamina-c-diy

Najlepsze gotowe maseczki naturalne 2018

Maseczki Rapan Beauty poznałam tak naprawdę w 2017 roku, ale to w 2018 zużyłam ich naprawdę wiele. Gotowe maseczki z syberyjskimi glinkami (niebieską i żółtą), ze składnikami aktywnymi. Odkręcamy słoiczek, mieszamy zawartość i nakładamy na czysta skórę. Dodatkowo wersja żółta umożliwia wykonanie peelingu, ponieważ glinki nie są bardzo drobno zmielone. Używam ich zawsze gdy cera ma gorszy okres, momentalnie koją podrażnienia, zaczerwienienie i wysuszają niewielkie wypryski. Pozostawiają skórę czystą, gładka, z przymkniętymi porami, a wcale nie wysuszają! Dodatkowo to nasz polski producent, który się rozwija - ostatnio pojawiły się nowości tej marki w postaci mydełek, peelingów do ciała, soli do kąpieli oraz toniku.


rapan-beauty-nowosci

Maseczka całonocna z serii Ava Eco z doskonałym naturalnym składem to jeden z tych produktów, które pomagają cerę odżywić i chronić w trudniejszym czasie. Maseczka idealna na okres jesieni i zimy, ponieważ "zamyka" nawilżenie w naskórku, dzięki czemu cera rano jest promienna, jędrna i gładka. Cała seria Ava Eco jest warta zakupu, podobnie miło wspominam tonik na hydrolacie lawendowym. Łagodzi też zaczerwienienia i wypryski.


naturalna-maseczka-avaeco

Na wyjazdy natomiast zdecydowanie wolę maseczki w saszetkach. Najlepsze jakich używałam to maski marek Vianek, Duetus z węglem aktywnym oraz Clochee, ale tylko wersja z czerwoną glinką. Są to moje sprawdzone maseczki, gdy mam ochotę na jednorazowy zabieg. 
Różowa maseczka Clochee posiada rudy kolor i dobrze rozprowadzającą się konsystencję. Delikatnie pachnie różą. Jedna saszetka składa się z dwóch oddzielnych komór, więc wystarcza spokojnie na dwa zabiegi.
Dobrze wygładza, nawilża i odżywia skórę, a efekt jest widoczny nawet po jednorazowym użyciu. Nie farbuje skóry i posiada bardzo ładny skład.


nawilzajaca-maseczka-clochee

Najlepsze toniki czyli Bioup i hydrolaty

Hydrolaty Uwielbiam po prostu! Od dwóch lat stosuję pielęgnację "na mokro", co niesamowicie pozytywnie wpłynęło na moją cerę, jej nawilżenie i ukojenie. Chyba każda posiadaczka cery tłustej czy mieszanej zna problem błyszczenia, warzenia się makijażu, rozszerzonych porów, zaskórników i wyprysków? Jeśli tak, gorąco zachęcam do spróbowania tej metody, która pomogła już wielu osobom z mojego polecenia :) Wystarczy nakładać serum i/lub krem na dobrze oczyszczoną skórę uprzednio spryskaną hydrolatem lub tonikiem (koniecznie bez detergentów i najlepiej z prostym, krótkim składem). Krem lub serum WKLEPUJEMY w skórę, a nie wcieramy :) Pamiętajcie też, że nie każdy hydrolat może być tonikiem, bo nie każdy ma odpowiednie pH (warto podpytywać producentach, sprawdzać na stronach czy etykietach lub też orientacyjnie samodzielnie papierkiem lakmusowym - do kipienia w aptece lub na stronach z półproduktami).


jak-dobrac-hydrolat

rozne-hydrolaty

Markę Bioup poznałam dopiero w listopadzie, ale szturmem podbiła moje serduszko. Szczególnie tonik oparty o hydrolat z opuncji i róży przypadł mi do gustu. Jest to bardzo aktywny produkt, dlatego zauważyłam, że nie z każdym kremem się dogada, szczególnie naturalnym (wtedy twarz czerwienieje i lekko piecze, ale występuje to tylko w połączeniu z nielicznymi produktami, więc wybaczam). Zaopatrzony w genialny atomizer, tworzący drobną mgiełkę, pachnącą i mocno nawilżającą. Skład marzenie! Używam go codziennie od ponad miesiąca i moja cera jest promienna, nawilżona pomimo ciągłych zmian temperatur i ogrzewania, ukojona. Skoncentrowane serum pod oczy jeszcze testuję, czasem nakładam je również na noc na całą twarz.

tonik-z-opuncji-figowej


Peeling cukrowy Bosphaera to kolejny naturalny produkt, który zachwycił mnie szczególnie obłędnie cytrusowym zapachem! Gdy mam gorszy dzień poprawia mi humor, dodaje energii, a jednocześnie posiada świetną konsystencję. Dobrze wygładza skórę i pozostawia ją miękką i natłuszczoną. Zużywam właśnie drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie :)

peeling-bosphaera

Olej moringa oraz olej z nasion kawy Etja to olejowe nowości, które poznałam z 2018 roku. Miałam już naprawdę mnóstwo różnych olei, ale ostatnio to właśnie moringa używam najchętniej. Nie jest to olej tłusty, dość szybko się wchłania (jak na olej oczywiście), nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na skórze na długi czas. Pięknie "domyka" nawilżenie po uprzednim nałożeniu na skórę np. żelu aloesowego, a jednocześnie nie brudzi, nie tłuści i nie "zapycha" cery. Pomaga regulować wydzielanie sebum oraz zapobiega powstawaniu zaskórników i pryszczy! Nie wyczuwam silnego zapachu, więc jest neutralny, a "robi robotę". Jeden z lepszych do skóry tłustej olei jakie miałam! Ten z Etja jest nierafinowany i tłoczony na zimno.
Olej z nasion kawy natomiast pachnie mocną, aromatyczną kawą. Pobudza, działa regenerująco i ujędrniająco. Nadaje się też do ciała (masaż antycellulitowy). Łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie ranek. Etja jest nierafinowany i tłoczony na zimno.

oleje-etja

olej-kawowy-etja

Olejki eteryczne lubię od lat i te od Optima Natura również znałam wcześniej, ale to w 2018 zaczęłam namiętnie kombinować różne przepisy z ich udziałem. Pierwszy raz miałam również olejek limonkowy, który jest najcudowniejszym, najświeższym i najradośniejszym zapachem ever! Olejkom eterycznym Optima ufam całkowicie, wiem, że są świetnej jakości (wierzcie mi, można to czasem rozpoznać po zapachu, niektórzy producenci niepotrzebnie kombinują z "ulepszaniem" swoich produktów). Robię z nich płyn do płukania tkanin, odświeżacze do domu, kule do kąpieli, sera do twarzy, kremy, toniki, szampony.


olejki-eteryczne

Tak się przedstawiają moje naturalne hity kosmetyczne do pielęgnacji. Koniecznie dajcie znać czy coś znacie i jakie Wy macie wrażenia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każda z nas ma inną skórę, a w związku z tym moje hity dla kogoś innego mogą być "kitem". Zdarza się, nie ma kosmetyków dobrych dla wszystkich :)



W następnym poście planuję napisać o naturalnym makijażu oraz myślę o poście na temat kosmetyków, które się nie sprawdziły u mnie w ostatnich miesiącach (drugą część wpisu o rozczarowaniach).

Natura Siberica czy Pharmaceris? Peelingi mechaniczne do skóry głowy

O peelingu do skóry głowy dowiedziałam się jakieś 2,5 roku temu, ale nie od razu dałam się przekonać do wypróbowania. Nie mam jakichś dużych problemów ze skórą głowy, zwykle mnie nie swędzi i nie mam łupieżu (choć okresowo się zdarza np. zimą, także niektóre szampony go wywołują). Jedyne co mi doskwiera na co dzień to brak objętości i szybkie przetłuszczanie. Po pierwszym użyciu peelingu do skóry głowy (był to peeling enzymatyczny w postaci serum oczyszczającego polskiej marki trychologicznej Bionigree) zobaczyłam jak wprowadzenie jednego dodatkowego kosmetyku świetnie wpływa na stan włosów. Były uniesione u nasady, puszyste, dłużej  świeże, a ewentualny łupież czy podrażnienia skóry głowy znikały zdecydowanie szybciej. Od tamtej pory stosowałam domowej roboty peeling oraz dwa gotowce.


Jak stosować peeling do skóry głowy?


Niewielką ilość produktu rozprowadzamy na skórze suchej lub tuż po umyciu. Osobiście wolę wcierać peeling w skórę suchą, ponieważ łatwiej oddziela mi się wtedy pasma włosów, aby dotrzeć do skóry. W przypadku peelingu mechanicznego trzeba nabrać w tym wprawy (pierwsze użycia bywają dość irytujące). Po wykonaniu masażu, w miarę możliwości delikatnymi okrężnymi ruchami, spłukujemy głowę obficie letnią wodą, starając się wypłukać drobinki z włosów, a następnie stosujemy standardową pielęgnację. Całość trwa ok. 5-10 minut, w zależności jak mocno wczujemy się w masowanie :)
Peeling do skóry głowy warto wykonywać regularnie. W razie potrzeby może to być raz w tygodniu w ustalony dzień lub raz na dwa tygodnie, ale na pewno nie codziennie (analogicznie jak z peelingiem do twarzy lub ciała, musimy dać skórze cas na regenerację).

jak-zrobic-peeling-skory-glowy

Po co robić peeling skóry głowy?


Peeling doskonale oczyszcza skórę z martwego naskórka, dzięki czemu pomaga uregulować aktywność gruczołów łojowych. Delikatny masaż pobudza krążenie krwi, co z kolei pomaga odżywić cebulki, dzięki czemu włosy rosną mocniejsze i lśniące. Peeling jest w stanie nawet wspomóc walkę z wypadaniem włosów. Podobnie jeśli używacie wcierek do skóry głowy warto przed takim zabiegiem wykonać peeling, co pomoże dostać się składnikom aktywnym głębiej i lepiej wykorzystać potencjał wcierki czy serum.

Peeling do skóry głowy DIY


Bardzo łatwo wykonać taki produkt w domu. Wystarczy wymieszać niewielką ilość delikatnego szamponu z 2-3 łyżkami cukru (preferuję trzcinowy, bo jest mniej "kanciasty" i nie drapie za mocno, a nie chcemy przecież pogorszyć stanu skóry ani jej podrażniać). Równie dobrze zamiast cukru możemy użyć zmielonej kawy lub pestek moreli. Podobnie zamiast szamponu możemy zastosować żel aloesowy, lekką odżywkę lub serum. Warto spróbować różnych opcji i znaleźć ulubioną mieszankę :) Papkę nakładamy na skórę, masujemy i spłukujemy. Jeśli nie lubicie bawić się w domowe kosmetyki na rynku istnieje spory wybór gotowych produktów. W ostatnim czasie miałam okazję używać dwóch: Pharmaceris oraz Natura Siberica.

recenzja-pharmaceris

Pharmaceris H, Oczyszczający peeling trychologiczny 

do skóry głowy z problemem wypadania włosów i łupieżu


Pierwszy gotowy peeling mechaniczny do skóry głowy, jakiego używałam (mechaniczny czyli z drobinkami). Posiada genialne opakowanie z wyprofilowaną końcówką, która znacznie ułatwia dotarcie kosmetyku do skóry głowy. Dodatkowo końcówkę możemy zablokować przekręcając ją w prawo. Wystarczy zrobić we włosach przedziałek, wycelować i wycisnąć odpowiednią ilość produktu bezpośrednio na skórę. Konsystencja kosmetyku jest wystarczająco gęsta, dzięki czemu nie spływa, a my mamy czas, aby pokryć całą głowę scrubem, zanim zaczniemy masować. Drobinki są wyczuwalne, niewielkie i choć nie ma ich dużo, to i tak są skuteczne. Dobrze masują i oczyszczają skórę, a po wszystkim grzecznie się wypłukują i nie plączą między włosami. Peeling nie pieni się, bardziej przypomina pastę czy średnio lekki krem z zatopionymi zmielonymi pestkami moreli. Tak naprawdę jest to scrub enzymatyczno-mechaniczny, ponieważ zawiera także papainę. Zawiera również piroktonian olaminy, który działa antybakteryjnie i zwalcza objawy łupieżu, jednocześnie zabezpieczając skórę przez jego nawrotem. Kofeina pobudza mikrokążenie i wspomaga odżywienie cebulek oraz dotlenia, z kolei mocznik nawilża.

konsystencja-peeling-pharmaceris

Skład: Aqua (Water), Cetyl alcohol, Propylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Trilaureth-4 Phosphate, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder (zmielone pestki moreli), Piroctone Olamine, Glycerin, Tartaric Acid, Caffeine (kofeina), Caesalpinia Spinosa Gum, Papain (papaina), Sodium Hydroxide, Citric Acid, Alcohol, Lactic Acid (kwas mlekowy), Maltodextrin, Urea (mocznik), Xantham Gum, Hydroxyethylcellulose, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lecithin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum.
Skład nie jest naturalny, ale w kosmetyku, którego używam raz na tydzień przez 5 minut jestem w stanie wybaczyć glikol czy fenoksyetanol.

peeling-do-skory-glowy
 
Peeling Pharmaceris doskonale oczyszcza skórę, odświeża ją, a także łagodzi podrażnienia co miałam okazję sprawdzić dwukrotnie. Pachnie przyjemnie, choć sztucznie i bardzo intensywnie. Zapach przypomina perfumy i trochę mnie męczył swoją "mocą", ale raz na tydzień byłam w stanie nie kręcić na niego nosem, szczególnie, że produkt spisywał się dobrze. Byłam z niego niesamowicie zadowolona, ponieważ jest łatwy w użyciu. Produkt nie powodował przetłuszczania włosów, swędzenia i nie uczulił mnie. Peeling sprawiał, że następnego dnia włosy były pięknie odbite u nasady, przez co nabierały objętości, a fryzura lekkości. Szybko także łagodził wszelkie początki łupieżu (u mnie problem z łupieżem pojawia się wraz ze zmianami temperatur, a także niektóre szampony sprawiają, że skóra jest sucha i łuszcząca). Za tubkę o pojemności 125 ml trzeba zapłacić ok. 27 zł. PAO tylko 4 miesiące (od otwarcia trzeba go zużyć w ciągu 4 m-cy).

recencja-scrubu-natura-siberica

Natura Siberica, Scalp Scrub, Rokitnikowy peeling do skóry głowy

do wszystkich rodzajów włosów z organicznymi olejami i witaminami


Można powiedzieć, że jest to dość mocny szampon z drobinkami, który w dodatku zaskakująco mocno się pieni. Opakowanie to miękka tubka z odkręcanym korkiem. Niestety nie posiada specjalnej końcówki, co znacznie utrudnia dotarcie do skóry głowy. Większą tubką trudniej manewrować między włosami, łatwo też wycisnąć za dużo produktu. Konsystencja jest dość lejąca, spływa ze skóry, migruje. Zanim zdążę pokryć całą głowę peelingiem w niektórych miejscach już spływa, co mnie irytuje, szczególnie jeśli kapie na twarz czy oczy. Na plus zaliczam obłędny owocowy zapach, który kojarzy mi się z dżemem morelowym. W lejącym się, pomarańczowym żelu zatopiono mnóstwo drobinek, o wiele więcej niż w peelingu Pharmaceris. Drobinki to zmielone nasiona malin oraz rozdrobnione nasiona sosny.

konsystencja-scrub-do-glowy

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Sibirica Shell Powder (proszek z szyszek sosny syberyjskiej), Lauryl Glucuside, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Powder (sproszkowane pestki maliny), Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl Betaine, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika), Menthol, Argania Spinosa Seed Oil (olej arganowy), Pineamydopropyl Betaine, Glyceryl Undecylenate, Glycolic Acid, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Water (ekstrakt z mięty pieprzowej), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z nagietka), Bisabolol, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Stem Extract,  Arctium Lappa Root Extract (ekstrakt z łopianu), Oxalis Acetosella Extract (ekstrakt ze szczawika), Citric Acid, Urtica Dioica Leaf Extract (ekstrakt z pokrzywy), Geranium Sibiricum Extract (ekstrakt  z bodziszka), Juniperus Sibirica Extract (ekstrakt z jałowca), Sodium Ascorbyl Phosphate (witamina С), Tocopheryl (witamina Е), Rethinyl Palmitate (witamina А), Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine (arginina), Aspartic Acid (kwas asparginowy), PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine (aminokwasy), Parfum, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, CI 16255, CI 15985 (barwniki).
Skład oparty o silny detergent z kokosa, mnóstwo ekstraktów roślinnych, olei, witaminy oraz aminokwasy.

scalp-scrub-natura-siberica

Drobinki bardzo trudno wypłukuje się z włosów, mimo że moje są lekko za ramiona i proste. Jeszcze następnego dnia często wyczuwam drobinki na głowie, co nie jest przyjemne i, krótko mówiąc, denerwuje mnie. Sam masaż jest przyjemny, choć nadmierne pienienie produktu trochę przeszkadza - momentalnie z niewielkiej ilości żelu tworzy się gęsta, biała piana, która unosi włosy i utrudnia dotarcie do samej skóry. Dzięki zawartości detergentu (SCS) peeling dodatkowo oczyszcza skórę i właściwie można pominąć ponowne mycie włosów szamponem, ponieważ scrub Natura Siberica to takie dwa w jednym - szampon z drobinkami. Zawiera cenne ekstrakty ziołowe oraz naturalne oleje, które dodatkowo regenerują i odżywiają skórę głowy oraz włosy, a jednocześnie pełnią funkcję renatłuszczającą. Dzięki olejom włosy nie są tępe w dotyku, dobrze się rozczesują i nabierają blasku, ale z drugiej strony peeling nie przedłuża świeżości włosów, więc muszę je myć tak samo często jak zawsze. Za to jeszcze bardziej odbija włosy u nasady niż Pharmaceris, co mi się podoba, bo czupryna wydaje się przez to gęsta i puszysta, choć tylko przez jeden dzień. Nie przyspiesza jednak przetłuszczania, po prostu nie wpływa na nie w żaden sposób (przynajmniej u mnie). Myślę, że działanie złuszczające ma także szansę pomóc przy łupieżu, ale pod warunkiem, że silniejszy detergent nie pogarszy przesuszenia skóry - u mnie nic takiego nie ma miejsca, ponieważ na co dzień używam delikatnych szamponów, a peeling stosuję raz w tygodniu i ten sposób stosowania jest dla mnie optymalny.

peeling-do-skory-glowy

Scrub Natura Siberica zawiera dużo więcej roślinnych składników aktywnych, które mają za zadanie odżywić, nawilżyć, ale także i ukoić podrażnioną skórę głowy. Szkoda, że producent nie popracował nad wygodniejszym opakowaniem, które umożliwiłoby łatwiejsze dotarcie bezpośrednio do skóry głowy. Frustruje mnie też zbyt lejąca konsystencja i za mocne pienienie, ale poza tymi sprawami uważam, że to niezły produkt i warto spróbować, szczególnie że działa doskonale i cieszy owocowym zapachem. Tubka o pojemności 200 ml kosztuje ok. 20-23 zł. PAO aż 12 miesięcy.

Podsumowując: peeling do skóry głowy to dla mnie kosmetyk obowiązkowy, ponieważ zdecydowanie pomaga w walce z wypadającymi włosami, pomagając lepiej oczyścić skórę głowy i głębiej dotrzeć składnikom aktywnym np. z wcierki. Dodatkowo ładnie unosi włosy u nasady, nadając włosom objętości i puszystości. Pomaga też pozbyć się łupieżu czy przesuszenia skóry głowy, a także w odwrotnej sytuacji - wesprze walkę z przetłuszczaniem (Pharmaceris). I to wszystko tylko przy użyciu 1-2 razy w tygodniu (w zależności od potrzeb) przez 5 minut. Łatwo go też zrobić samemu w domu.

A Wy używacie peelingów do skóry głowy? Polecacie szczególnie jakiś produkt lub przepis DIY? A może znacie któryś z tych dwóch scrubów i macie ochotę podzielić się swoimi wrażeniami w komentarzu?

ECOSPA, Serum do twarzy DIY z 15% wit. C i glukonolaktonem do cery naczynkowej, tłustej, mieszanej i dojrzałej

Uwielbiam własnoręcznie robione produkty i po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do domowych kosmetyków, którymi chcę wesprzeć swoją naturalną pielęgnację. Spodziewajcie się w najbliższym czasie kilku nowych przepisów, skomponowanych przeze mnie. Tymczasem, aby zachęcić Was do eksperymentów, przedstawiam gotowy zestaw ze strony ecospa.pl - jednej z moich ulubionych stron do zakupu półproduktów kosmetycznych. Zestaw jest świetnym sposobem na rozpoczęcie przygody z DIY, pomaga nabrać pewności siebie i wprawy oraz sprawdzić, czy polubicie domową "produkcję" kosmetyków. Na końcu także recenzja serum z wit. C 15%, które jest genialnym produktem na jesień, ponieważ wspiera regenerację skóry po letnim słońcu. Zapraszam.


diy-serum-witamina-c

Ecospa, Zestaw DIY serum z witaminą C 15%

Zestaw kosztuje 29,90 zł i zawiera wszystko, co jest potrzebne do stworzenia trzech buteleczek (po 10 ml każda) gotowego serum. Oznacza to, że każda buteleczka serum kosztuje niecałe 10zł, ale trzeba ją zużyć w ciągu dwóch tygodni od momentu wymieszania składników. Ze względu na niestabilność witaminy C w roztworze, gotowe serum najlepiej trzymać w lodówce. Każdą porcję robimy wtedy, gdy jej potrzebujemy, czyli jeśli chcemy używać serum przez cały miesiąc najpierw robimy jedną buteleczkę, a po dwóch tygodniach drugą, świeżą i stosujemy serum nieprzerwanie przez 4 tygodnie. Oczywiście możemy także używać kosmetyku w seriach np. tylko raz w miesiącu przez dwa tygodnie - wtedy robimy przerwę, a kolejną porcję przygotowujemy w następnym miesiącu - wszystko zależy od potrzeb naszej skóry.

witamina-c-15%-serum

Antyoksydacyjne serum z witaminą C

Zestaw otrzymamy w ładnym, trwałym opakowaniu. W środku znajdują się:

  • buteleczka z potrójnym kwasem hialuronowym 1,5% (oczywiście jest to już roztwór w formie żelu, ceniony humektant czyli nawilża skórę)
  • buteleczka z hydrolatem Neroli (z kwiatów pomarańczy, o specyficznym, przyjemnym, silnym zapachu, nawilża i koi podrażnienia)
  • trzy saszetki z odmierzoną ilością witaminy C (w formie kwasu askorbinowego, dopóki jest w proszku jest stabilna, natomiast w roztworze szybko traci swoje właściwości, ale jest to jedna z najaktywniejszych form witaminy C, dlatego gotowe serum trzymamy w lodówce, aby jak najdłużej utrzymać cenne właściwości antyoksydacyjne i rozjaśniające)
  • trzy saszetki glukonolaktonu (kwas PHA, nawilża, a jednocześnie zwiększa stabilność wit. C)
  • trzy buteleczki z ciemnego szkła z pipetką (na gotowe serum)
  • 2 pipety po 3 ml (ułatwią odmierzanie hydrolatu i kwasu hialuronowego)
  • drewniana bagietka (pomaga mieszać roztwór i wydobyć proszki z torebek)
  • trzy etykiety na gotowe serum (możemy podpisać buteleczkę i oznaczyć datę ważności, tu uwaga, ponieważ etykiety są przemakalne dodano także przezroczyste naklejki, które można nakleić na etykietę i w ten sposób woda nie rozmaże napisów)
  • ulotkę informacyjną wraz ze sposobem przyrządzenia serum.

zestaw-serum-ecospa

Jak zrobić serum z witaminą C EcoSpa?

Zaczynamy od przygotowania stanowiska pracy i zebrania wszystkich potrzebnych rzeczy w jednym miejscu. Może być przydatna szklana zlewka (ewentualnie szklanka), w której będziemy mieszać składniki, choć ja robię wszystko bezpośrednio w buteleczce na serum. Oczywiście dokładnie myjemy ręce, a jeśli mamy to warto założyć także rękawiczki jednorazowe. Zlewkę/szklankę także myjemy, możemy dodatkowo wypłukać ją spirytusem salicylowym/alkoholem i zostawić do odparowania. Buteleczki na gotowe serum z zestawu nie potrzebują sterylizacji.

serum-z-glukonolaktonem

Warto dokładnie przeczytać sobie właściwości i sposób przygotowania serum. Wszystkie niezbędne informacje znajdziemy w dołączonej ulotce. Mamy tu także wypisane w tabelce dokładne proporcje poszczególnych składników - będą nam potrzebne do odmierzenia kwasu hialuronowego i hydrolatu.

ekospa-gotowy-zestaw-kosmetykow

Zaczynamy od odmierzenia żelu hialuronowego za pomocą pipety dołączonej do zestawu. To bardzo proste - wystarczy ścisnąć końcówkę, a następnie włożyć pipetkę do buteleczki i poluzować tak, aby ciśnienie zassało żel do pipetki. W ten sposób odmierzamy 1 oraz 2/3 pipety do oddzielnej zlewki lub bezpośrednio do buteleczki na serum.

kwas-hialuronowy

Ja zdecydowanie wolę odmierzone składniki mieszać bezpośrednio w dołączonej do zestawu buteleczce - oszczędza to czas, ale i sam produkt, ponieważ podczas przelewania zawsze trochę tracimy.

kosmetyki-diy

Żel powinien zająć mniej więcej połowę buteleczki, co widać na zdjęciu poniżej. Następnie odmierzamy jedną pełną pipetę hydrolatu Neroli, wyciskamy do żelu, po czym dokładnie mieszamy (buteleczkę przed mieszaniem oczywiście zakręcamy).

hydrolat-z-kwiatow-pomaranczy

Hydrolat Neroli z zestawu posiada kroplomierz, który trzeba zdjąć, inaczej nie włożymy do środka pipetki (po wszystkim wciskam go z powrotem, żeby dodatkowo chronił zawartość przed dostępem powietrza).

jak-zrobic-serum

Do wymieszanego żelu hialuronowego z hydrolatem wsypujemy całą jedną saszetkę witaminy C. Starajmy się zrobić to jak najdokładniej, aby nie tracić cennego składnika. Jeśli zdecydujecie się na mieszanie serum w zlewce będzie Wam łatwiej. W przypadku buteleczki można zrobić "dziubek" z opakowania witaminy C i ostrożnie, pomagając sobie drewnianą bagietką, wsypać proszek do środka.

serum-witamina-c

Kwas askorbinowy (wit. C w formie proszku) osiądzie na dnie (widać to na zdjęciu niżej), więc całość musimy znowu dokładnie wymieszać. W tym celu wystarczy zakręconą buteleczką porządnie wstrząsać ok. minutę (w zlewce musimy pomóc sobie bagietką). Powinniśmy otrzymać przezroczysty roztwór bez bąbelków (widać pod światło).

witamina-c-cera-naczynkowa

Ostatnim krokiem jest wsypanie do całości jednej całej saszetki glukonolaktonu (robimy to identycznie jak z wit. C). Całość ponownie dobrze mieszamy (wstrząsamy) do uzyskania jednorodnej, przezroczystej konsystencji serum. Gotowe :)

serum-z-kwasem

Recenzja serum z witaminą C 15% ECOSPA

Serum wystarcza na ok. 1,5-2 tygodnie codziennego używania. Musimy pamiętać, aby trzymać je w lodówce. Buteleczka ułatwia dozowanie i dodatkowo chroni zawartość przed dostępem światła. Samo serum posiada przezroczystą, lekko żelową konsystencję. Pachnie dość mocno hydrolatem Neroli. Nie zawiera emolientów, więc szybko się wchłania w skórę, nie pozostawiając żadnej błyszczącej warstwy, ale przez dłuższą chwilę może się delikatnie lepić. Stosuję je codziennie wieczorem, wklepując delikatnie serum w czystą skórę, uprzednio zwilżoną hydrolatem. Odczekuję ok. 5 minut, a następnie nakładam kolejne produkty (zwykle jest to serum olejowe, olej marula lub krem). Serum EcoSpa w witaminą C nakładam nie tylko na twarz, ale także na szyję i dekolt.

  • Uwaga - przed pierwszym użyciem warto zrobić próbę uczuleniową, na przykład za uchem. Moja cera jest przyzwyczajona zarówno do witaminy C, jak i kwasów i żaden z użytych składników nie jest dla niej nowością. Przypomnę, że mam cerę po trzydziestce, tłustą, dość grubą i odporną, ale jednocześnie płytko unaczynioną, zaczerwienioną na policzkach i w okolicach skrzydełek nosa. Niestety powoli pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne. Serum z witaminą C 15% jest wprost wymarzonym produktem dla takiej skóry :) Także osoby palące oraz posiadające szarą, zmęczoną cerę lub przebarwienia mogą być zadowolone z kosmetyku zawierającego wit. C.

Serum delikatnie napina skórę, a przy dłuższym stosowaniu rozjaśnia niewielkie przebarwienia i piegi (u mnie szczególnie widać różnicę właśnie na piegach i pieprzykach). Zaczerwienienia po opornych niedoskonałościach także wyraźnie znikają szybciej. Po kilku użyciach skóra nabiera tego szczególnego rodzaju zdrowego blasku, jest rozświetlona, przez co wygląda młodziej i promienniej. Nabiera także kolorytu, co jest szczególnie cenne dla osób palących papierosy czy pracujących w zanieczyszczonym środowisku! Witamina C wzmacnia też naczynka krwionośne, jednak rezultaty widać dopiero po dłuższym stosowaniu niż dwa tygodnie. Niestety naczynka nie "znikną" na zawsze, ale rzadziej będziemy się mocno rumienić, więc i tak warto spróbować. Poza tym serum przyjemnie nawilża cerę, przez co zmarszczki są mniej widoczne i wolniej tworzą się nowe. Podczas używania serum mam pełny komfort, nie odczuwam nieprzyjemnego napięcia czy podrażnienia skóry, choć uwaga na drobne ranki i zadrapania - może lekko szczypać (co jest normalne).

Pamiętajcie, aby nie łączyć witaminy C z witaminą B3 (niacynamid), która jest moją drugą ulubioną witaminą (wtedy przykładowo produkty z wit. B3 stosujemy rano, a z wit. C wieczorem).

recenzja-serum-ecospa

Jak Wam się podoba taki zestaw do własnoręcznego przygotowania? Sami widzicie, że jest to bardzo proste! Skusicie się na serum z witaminą C 15%? Teraz jest najlepszy moment na naprawę posłonecznych mikrouszkodzeń po lecie i dobre przygotowanie skóry już na zimę.

Sunbani, Kawowy peeling do ciała / Domowe SPA na wyciągnięcie ręki

Kto uwielbia peelingi jak ja, łapka w górę! Żartuję, przecież i tak tego nie zobaczę :) Za to Wy możecie przeczytać dzisiaj o fajnych kawowych peelingach do ciała. Jest spora grupa ludzi, która podobne scruby robi sama - ja również przez jakiś czas samodzielnie mieszałam fusy kawy z olejem i olejkami eterycznymi, ale potem przerzuciłam się na peelingi cukrowe. Zatęskniłam jednak za pobudzającym aromatem "małej czarnej" pod prysznicem i tak oto poznałam peelingi Sunbani.


peeling-z-kawy-sunbani

Sunbani, Peeling kawowy do ciała Pomarańcza

Wygodna czarna saszetka kryje w sobie 220g produktu i kosztuje ok. 49zł. Opakowanie jest porządne, nieprzemakalne, więc spokojnie można trzymać je w okolicach prysznica. Nadruk jest bardzo trwały, nie wyciera się pomimo trudnych warunków i częstego używania. Jednocześnie gruby materiał, z którego zostało zrobione opakowanie  i zamknięcie strunowe saszetki doskonale chronią zawartość przed wilgocią i utratą zapachu. Miniaturki wersji kokosowej i truskawkowej zawierają po 20g peelingu.


Skład: sól, zmielone ziarna kawy Arabica, cukier, olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, kompozycja zapachowa, olej makadamia, witamina E (chroni oleje przed jełczeniem), kakao, konserwanty: fenoksyetanol (niekoniecznie dla kobiet w ciąży), etyloheksylogliceryna (konserwant i humektant, nie wiadomo czy bezpieczny dla kobiet w ciąży), benzoesan benzylu (konserwant i składnik kompozycji zapachowej; silny alergen), kumaryna (naturalny składnik kompozycji zapachowej, silny alergen).

*skład z opakowania "moich" wszystkich trzech wersji jest taki sam, ale widziałam na innych stronach, że skład się różni (różnił?) w zależności od zapachu, więc coś musiało się zmienić

sklad-peeling-kawowy-sunbani

Sunbani konsystencja peelingu

Konsystencja peelingu kawowego jest półsypka, tak bym ją określiła, ponieważ jednocześnie jest wystarczająco mokra, aby dobrze rozcierać się na skórze. Nie osypuje się za mocno, co często się zdarza w domowych scrubach lub niektórych kupnych. Wilgoć pochodzi oczywiście od użytych olei: arganowego, ze słodkich migdałów i makadamia. Wyraźnie widać też mnóstwo drobinek kawy Arabica, a także soli i cukru. 

kawowe-scruby-do-ciala

Zapachy coffee scrub Sunbani

Coffee scrub pomarańczowy pachnie przepięknie! Bardzo przypomina mi zapach świeżo upieczonego ciasta brownie z pomarańczą. Wyczuwam tutaj oczywiście zapach kawy, a z wyraźną nutą kakao i trochę mocniej pomarańczy. Kojarzy mi się też z czekoladą pomarańczową (pewnie przez zawartość kakao), a musicie wiedzieć, że jest to jedno z moich "najulubieńszych" połączeń zapachowych jakie tylko istnieją! Aromat jest mocno pobudzający, energetyzujący, dodaje powera i pobudza do działania. Dzięki temu wersja z pomarańczą to świetny pomysł na mocne rozpoczęcie dnia (szczególnie teraz, jesienią) lub dodanie sobie sił przed imprezą ;) Muszę przyznać, że zapach jest bardzo apetyczny, pachnie dokładnie jak deser, aż chciałoby się spróbować... Dzięki szczelnemu opakowaniu nawet po kilku tygodniach możemy cieszyć się tym aromatem, który praktycznie nie wietrzeje (dlatego warto dokładnie zamykać saszetkę). Petarda!

Coffee scrub truskawkowy posiada owocowy i słodki zapach, zdecydowanie letni. To interesujące połączenie przywodzi na myśl wakacyjny relaks i smakołyki zajadane pod gołym niebem. Apetyczny!

Coffee scrub kokosowy to ciekawe połączenie dość słodkiego kokosa i mocnej, aromatycznej kawy. Gdzieś w tle wyczuwam lekko łagodzące całość nuty olei. Nietuzinkowy!

scrub-antycellulitowy

Peeling kawowy Sunbani stosowanie

Scrubu możemy używać na dwa sposoby.
  • Na sucho, jeśli lubimy naprawdę mocny masaż i nie mamy skóry wrażliwej na drapanie. Jednocześnie wykonamy coś w rodzaju "szczotkowania na sucho", przez co mocno pobudzimy krążenie pod skórą. Po takim zabiegu skóra ma prawo być czerwona, choć nie powinna mocno piec (uwaga na alergie), lecz po chwili powinno wszystko ustąpić. Dla bezpieczeństwa lepiej stosować peeling na sucho tylko raz na jakiś czas, wszystko zależy od stanu skóry i potrzeb. Coffee scrub Sunbani posiada naprawdę mnóstwo ścierających drobinek, dzięki którym skóra jest idealnie wygładzona, miękka i pachnąca, a dzięki zawartości olei pokryta ochronną warstewką, więc po zabiegu, nawet po zmyciu drobinek wodą, nie trzeba używać już balsamu (choć oczywiście można).
  • Na mokro, czyli na zwilżoną skórę np. po prysznicu. Użyty w ten sposób peeling kawowy również będzie mocny, ale jednak troszkę bardziej łagodny niż na sucho. Na wilgotnej skórze scrub będzie się lepiej ślizgał, choć dużo zależy od siły nacisku dłoni. Możemy wykonać bardziej lub mniej pobudzający masaż, zależnie co lubimy. 
  • Masaż skóry peelingiem najlepiej wykonać okrężnymi ruchami, dzięki czemu lepiej pobudzimy mikrokrążenie krwi pod skórą i lepiej dotlenimy tkanki. To z kolei pozwoli ujędrnić skórę, a nawet może pozytywnie wpłynąć na cellulit (dzięki regularnym masażom w obecności kofeiny, peeling daje też dobry poślizg, a przyjemny zapach motywuje do wykonywania zabiegu).
  • Resztki kosmetyku należy zmyć ciepłą wodą. Trochę niestety brudzi, przynajmniej ja nie umiem wykonać masażu "na czysto", więc po takim prysznicu za każdym razem muszę sprzątać. Według producenta peeling można stosować nawet 2-3 razy w tygodniu, choć ja stosuję go raz lub maksymalnie dwa razy ze względu na jego moc. 

dobry-peeling-kawowy

Efekty po peelingu kawowym

Po zmyciu wszystkich drobinek wodą wyraźnie czuć delikatną, ochronną warstwę, jaką kosmetyk zostawia na  skórze. Nie jest ona bardzo tłusta, jak po maśle shea, natomiast jest delikatnie wyczuwalna jak po lekkim kremie nawilżającym (zależy jeszcze jak dokładnie zmyje się skórę). Szczerze mówiąc bardzo mi się to podoba, ponieważ nie czuję po prysznicu potrzeby balsamowania, a jednocześnie nic nie klei się do ubrania. Ten peeling jest moim pachnącym dodatkiem do domowego spa, staram się fundować sobie tak często, jak tylko mogę :)

ujedrniajacy-scrub-do-ciala

Poszczególne wersje różnią się praktycznie tylko zapachem, w działaniu są identyczne. Możemy za to wybrać swój ulubiony aromat i cieszyć się nim pod prysznicem przez długie tygodnie. Ja zdecydowanie wybieram pomarańczową czekoladę, ten zapach urzekł mnie od samego początku. Wydajność jest całkiem niezła, choć zależy też od tego, jak często sięgamy po produkt i które partie ciała masujemy. U mnie jest to przedział od brzucha, przez pośladku do ud, czasem także kolana i łydki. Peeling mam już od kilku tygodni, a wciąż zostało go na kilka zabiegów :)

A Wy który zapach byście wybrali? Lubicie kawowe scruby do ciała?

Lily Lolo, Naturalne kosmetyki do makijażu / Maskara, róż i już :)

Kolejny post dla fanek naturalnej kolorówki. Tym razem porozmawiamy o paletce róży do policzków oraz tuszu do rzęs. Wiem, że wiele z Was wciąż szuka dobrej, naturalnej maskary, a nie jest to zadanie łatwe. Sama poznałam na razie tylko trzy i szczerze? Big Lash Mascara od Lily Lolo jest pierwszą naturalną maskarą, która jest idealna na dzień, a efekt, jaki nią uzyskuję, po prostu mi się podoba! Ładnie podkreśla rzęsy, rozdziela je, ale początki nie były takie obiecujące...


Poprzednio pisałam o podkładzie mineralnym Lily Lolo, pędzlu kabuki oraz pudrze matującym. Podlinkowałam Wam niżej:

paletka-naturalnych-rozy

Lily Lolo, Paletka prasowanych róży do policzków Naked Pink

Paletka naturalnych prasowanych róży do policzków w odcieniu Naked Pink dla jasnych cer. Dostępny jest także odcień Coralista z odcieniach ceglastych i brzoskwiniowych dla ciemniejszych karnacji. Kosztuje 90zł/90g, ale może poszczycić się dużą wydajnością.

lily-lolo-roz-do-policzkow

Paletkę różu kupimy w białym kartoniku. Wewnątrz znajdziemy plastikowe, porządne opakowanie, które dość trudno się otwiera - przynajmniej mój egzemplarz. Plastik jest solidny, już raz mi wypadł i kompletnie nic się nie połamało, także lustereczko w środku ocalało. Niewielka kasetka jest praktycznym gadżetem nie tylko do kosmetyczki czy torebki, ale również na podróż, ponieważ sama się nie otworzy i posiada lusterko. W paletce znajdują się dwa odcienie:
  • ciemniejszy, matowy, ale o satynowym wykończeniu, chłodny odcień różu, idealny do jasnej karnacji do podkreślenia policzków,
  • jaśniejszy, odbijający lekko światło, bez brokatu czy drobinek, dający ładną, nienachalną taflę, trochę przypominający różowy rozświetlacz.

Oba odcienie posiadają jedwabistą konsystencję. Nie pylą się, łatwo nabierają na pędzel, nie kruszą. Dobrze trzymają się skóry, choć w ciągu dnia lekko się ścierają. Nie zauważyłam, żeby "zapychały". Róże są praktycznie bezzapachowe i posiadają przyjemny, naturalny i wegański skład.

Skład: Mica, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Leptospermum Scoparium (Manuka) Oil, Sodium Hyaluronate, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, [+/- Silica, Tin Oxide, CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77007 (Ultramarines), CI 77491 (Iron Oxide), CI 77742 (Iron Oxide)].

odcienie-rozu-lily-lolo

Róż jest idealnym, delikatnym muśnięciem świeżości w makijażu dziennym. Na zdjęciu wyżej z prawej strony satynowy, matowy, ciemniejszy róż, natomiast z lewej lekko rozświetlający, jaśniejszy odcień. Myślę, że pomimo delikatności produktu widzicie różnicę. Oczywiście na żywo jest ona trochę bardziej widoczna, szczególnie, że jaśniejszy odcień tworzy delikatną, odbijającą taflę, która wygląda niesamowicie naturalnie i subtelnie (dlatego używam go często także jako cienia do powiek).


Oba odcienie nadają cerze świeżości, a jaśniejszy dodatkowo trochę blasku, przez co twarz wygląda na młodszą i wypoczętą. Można używać ich solo albo łączyć ze sobą, uzyskując kolejny odcień. Róże równie pięknie wyglądają na powiekach i kiedy bardzo się spieszę, używam produktu jak cienia :) Nie sądzę, aby dało się nimi zrobić plamy, ponieważ jedwabista formuła pięknie się rozciera, a intensywność można stopniować. Obecnie róż nakładam pędzlem z Biedronki, ale równie dobrze spisują się inne pędzle, muszą być tylko dość puchate. To idealny róż na co dzień, gdy chcemy szybko musnąć policzki świeżością i wyjść z domu. A jeśli chcemy mocniej podkreślić urodę, wystarczy zaaplikować kosmetyk kilkukrotnie lub spryskać pędzel hydrolatem i nałożyć je na mokro (oczywiście ostrożnie i delikatnie, aby nie zrobić plamy). Sprawia to, że paletka jest uniwersalna, ale przy ciemniejszej karnacji prawdopodobnie będzie niewidoczna. Jest za to idealna dla bladziochów :)


Lily Lolo, Naturalny tusz do rzęs Big Lash Mascara


"Najnowsza innowacja marki, dzięki której rzęsy będą grubsze, gęstsze i dłuższe niż kiedykolwiek. Nowatorska formuła pozbawiona potencjalnie drażniących, czy też alergizujących substancji tj. sadza i DEA, oraz innowacyjna szczoteczka, zapewniają wyjątkową trwałość i hipnotyzujący efekt perfekcyjnie podkreślonych rzęs." Kosztuje ok. 75 zł/6,5ml.


Tusz kupimy w kartoniku, wewnątrz którego kryje się czarne, plastikowe, klasyczne opakowanie. To, co wyróżnia produkt to skład bez parafiny, silikonów, DEA, BHT, alkoholu, glikoli czy substancji zapachowych.

Skład: Aqua, Stearic Acid, C18-36 Acid Triglyceride, Propanediol, Helianthus Annuus Seed Cera, Oryza Sativa Bran Cera, Acacia Senegal Gum, Hydroxypropyl Methylcellulose, Glyceryl Behenate, Polyglyceryl-6 Distearate, Hydrogenated Olive Oil, Glycerin, Vp/Eicosene Copolymer, Cellulose, Centaurea Cyanus Flower Water, Sucrose Acetate Isobutyrate, Jojoba Esters, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Olea Europaea Fruit Oil, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Phenethyl Alcohol, Rosa Centifolia, Flower Cera, Rosa Damascena Flower Cera, Caprylic/Capric Triglyceride, Undecyl Alcohol, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Acacia Decurrens Flower Cera, Polyglycerin-3, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Phosphate, Disodium Phosphate, Polysorbate 20 [+/- CI 77499 (IRON Oxides)].


Kilka pierwszych podejść do maskary Lily Lolo było raczej nieudanych. Początkowo tusz jest bardzo lepki i mokry, przez co sklejał rzęsy, dziwnie je wyginał w różne strony i tworzył liczne grudki. Musiałam też trochę przywyknąć do nietypowej szczoteczki z włosia, wklęsłej po środku, a rozszerzonej przy końcach. Nadal trochę niewygodnie maluje się nią dolne rzęsy, jednak do górnych włosków - przy odrobinie wprawy - jest idealna! Po kilku użyciach formuła tuszu lekko przyschła i nie jest już tak bardzo mokra, wtedy można uzyskać nią naprawdę przyjemny efekt, szybko i bez wysiłku. Od tego czasu maskara ładnie podkreśla włoski, lekko je pogrubia i przepięknie wywija do góry, dzięki czemu nawet moje proste rzęsy stają się widoczne! Choć czasem, gdy jestem nieuważna i się spieszę np. rano zdarza się, że pozostawia niewielkie grudki (na zdjęciu). Tusz się nie kruszy ani nie osypuje, nawet po kilkunastu godzinach. Nie rozmazuje się nawet przy lekkim łzawieniu oczu (od wiatru czy słońca), ale nie jest wodoodporny. Szybko zasycha i nie odbija się na powiekach. Big Lash Mascara Lily Lolo nadaje rzęsom odcień głębokiej czerni, nie jest to żadna szarość. Nie podrażnia, nie spowodował u mnie łzawienia czy pieczenia oczu.

Zdjęcie musicie mi wybaczyć, nie cudowałam w żadnych programach graficznych, niczego nie poprawiałam - jak pomalowałam się szybko rano (jedna warstwa tuszu), tak około południa zrobiłam po prostu zdjęcie przy oknie. Macie więc dowód w 100% true jak wygląda maskara Lily Lolo na rzęsach, bez żadnej ściemy ;) Dla mnie efekt jest bardzo zadowalający, rzęsy są podkreślone i rozdzielone, WIDOCZNE. Szczególnie biorąc pod uwagę, że cały ten make up zajął mi jedynie 7 minut, a malowałam się o 7 rano prawie nieprzytomna :D Dodam, że moje rzęsy są rzadkie, średnio długie i dość jasne, więc nie ma opcji, aby maskarą "dorobić" ich więcej.

Możecie na zdjęciach wyżej zobaczyć też jak wygląda podkład Lily Lolo z poprzedniego posta, ponieważ oczywiście też go mam na sobie. Zdjęcia zrobione mniej więcej po 5 godzinach od malowania.

Podsumowując jestem zadowolona z kosmetyków Lily Lolo. Widzę w nich duży potencjał i wspaniałą jakość, zachęcają również składy. Liczę, że za jakiś czas produkty będą łatwiej dostępne, choć zwykle robię zakupy przez internet, tak czasem kolorówkę lubię "pomacać" i pooglądać na żywo. Marka wystawia się zwykle na targach kosmetycznych, więc warto również w takich miejscach ich szukać. Póki co maskara Lily Lolo jest pierwszym naturalnym tuszem, który spełnia moje oczekiwania. Idealnie nadaje się na dzień, łatwo się nim maluje (po lekkim przyschnięciu), a rzęsy są widoczne już przy jednej warstwie. Róż jest uniwersalny, ładnie wygląda na skórze i nie "zapycha". To wszystko sprawia, że chcę więcej!

Znacie Lily Lolo? Jeśli macie doświadczenia z naturalnymi tuszami do rzęs lub różem koniecznie podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami w komentarzu :)
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj