Pędzle do makijażu mineralnego - czym się różnią, które są najlepsze?

Najlepsze pędzle do minerałów

Pędzel kabuki czy może flat top? Który wybrać? Wszystko zależy od tego, z jaką formułą chcemy pracować i jakiego efektu końcowego oczekujemy. Oczywiście nie ma reguły i wiele zależy także od rodzaju skóry, użytego kremu czy techniki nakładania podkładu, ale makijaż mineralny zwykle jest lekki, trwały, nie obciąża skóry, nie "zapycha" porów, za to dodaje cerze świetlistości, ukrywa przebarwienia, wypryski czy rozszerzone pory. Z moich doświadczeń wynika, że pędzel jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na zadowolenie z makijażu mineralnego, ponieważ to od niego w dużej mierze zależy poziom krycia i naturalny wygląd makijażu, a także tzw. "ciastkowanie" czyli warzenie się sypkiej formuły na skórze (nie waŻenie, bo przecież nie sprawdzamy wagi). Post jest spisem moich kilkuletnich doświadczeń, ale warto na niego patrzeć przez pryzmat własnej skóry i wiedzy na temat minerałów, ponieważ każda cera jest inna i potrzebuje innej pielęgnacji. To taki mój prywatny ranking :)


najlepszy-kabuki-mineraly

Najlepszy pędzel kabuki do minerałów

Pędzel kabuki zwykle ma krótką rączkę i zaokrąglone włosie. Najczęściej ten pędzel jest duży, szeroki, gęsty, bardziej zbity niż puchaty. Idealnie sprawdza się przy aplikacji sypkich formuł. Pędzlem kabuki najczęściej można uzyskać maksymalnie średnie krycie, choć dużo zalezy jeszcze od kremu, techniki i samej formuły podkładu. Największe krycie i tak zwykle daje pędzel flat top. Kabuki nadaje się również do aplikacji sypkich pudrów. Osobiście stosując kabuki najczęściej używam techniki wykonywania małych kółeczek leciutko dociskając pędzel na skórze. Zwykle stosuję technikę nakładania minerałów na sucho.

Annabelle Minerals, Pędzel kabuki - recenzja

Mój pierwszy w życiu pędzel kabuki, mam go kilka lat. Rączka bambusowa, włosie syntetyczne, miękkie, zbite, dwukolorowe. Wiem, że sporo osób narzeka na wypadanie włosia z tych pędzli, ale mam kilka i w żadnym tego nie zaobserwowałam, nawet podczas mycia (być może mam szczęście, większość pędzli kupiłam w podobnym czasie). Pędzel jest średniej szerokości, bardzo poręczny, idealny do nauki techniki. Męczyłam go bardzo długo, na pewno ponad rok używałam go codziennie, potem zaczęłam odkrywać inne marki. Służy mi do dzisiaj, włosie jest w świetnym stanie, dobrze się myje, nadal jest miękkie, nie odkształciło się. Wymarzony do formuł matujących lub rozświetlających - daje średnie krycie (używam techniki małych kółeczek) przy dwóch, cieniutkich warstwach. Proszek dobrze przyczepia się do włosia, osypuje naprawdę minimalnie (pamiętajmy, że po każdym nabranie podkładu czy pudru nadmiar otrzepujemy!). Kosztuje 32,90 zł.

Pędzel kabuki no name - czy warto kupować chińskie zestawy pędzli?

Pędzel przywędrował do mnie w zestawie polecanym w internetach jako "tanie AM, dokładnie to samo". Owszem, rączka również wygląda na bambusową, a włosie na syntetyczne, ale na tym podobieństwa się kończą, co zresztą widać na zdjęciach. Przede wszystkim włosia jest na oko 3x mniej niż w oryginalnym Annabelle Minerals, a to jest różnica. Proszek słabo trzyma się włosia, jest za śliskie, przez co nawet 3-4 warstwy nałożonego podkładu nie dają zadowalającego, średniego krycia. Można nim machać po skórze do upadłego, ale efekt nie zachwyca, bo niewiele zostaje na skórze. Oj daleko mu do pędzla AM, więc chińskim "odpowiednikom" mówię nie. Cały zestaw różnych pędzli (5 sztuk) kosztował ok. 20 zł.

Lily Lolo, Super Kabuki - recenzja

Już na wstępie zaznaczę - mój ulubieniec w tej kategorii! Najszerszy pędzel, jaki kiedykolwiek miałam. Wymaga odrobiny wprawy, ale już po kilku użyciach sprawia, że nie chce się szukać innych. Przede wszystkim proszek z podkładu świetnie się trzyma włosia, którego jest naprawdę dużo. Pędzle jest gęsty, szeroki, a przy tym dość miękki. Włosie jest syntetyczne, trzonek bardzo krótki, ale poręczny. Tak naprawdę wystarczy kilka razy machnąć po skórze, aby otrzymać średnie krycie. Super współpracuje z każdą formułą podkładu mineralnego, choć kryjące nadal wole nakładać flat topem. Używam go też do pudru sypkiego. Przy myciu nie wypadają włoski, ale trzeba poświęcić dłuższą chwilę, aby go dobrze "wyprać". Kosztuje 91,90 zł.

Poniżej: porównanie włosia pędzli: białe kabuki AM, niebieskawe chiński no name, czarne Lily Lolo.
kabuki-pedzelki

Pixie, Pointed Kabuki - recenzja

Najpiękniejszy pędzel do makijażu, jaki widziałam! Niebieskie włosie prawdopodobnie jest syntetyczne (brak info na stronie producenta, ale znalazłam w internecie), rączka z aluminium. Lekki, poręczny i... bardzo twardy, zbity. Pojedyncze włoski są miękkie, ale przy takiej gęstości tworzą naprawdę zwartą całość, przez co trudno mi z nim pracować. Gęste włosie nabiera sporo produktu, ale większość proszku za dobrze się go trzyma i nie chce przejść na skórę. Jeśli mocniej przycisnę, aby jednak uzyskać jakiś efekt, najczęściej robię nim plamy z podkładu. Próbowałam wiele razy i nie umiem rozprowadzić proszku równomiernie, choć przy innych pędzlach nie mam z tym problemu. Samo kręcenie kółeczek na skórze jest dość nieprzyjemne i frustrujące, ponieważ - jak wspomniałam - pędzel jest twardy. Nie umiem się z nim niestety dogadać, a patrząc na cudowny design i cenę spodziewałam się efektu wow. Kosztuje ok. 150 zł.

Amilie Minerals, Big Kabuki - recenzja

Króciutki trzonek w pastelowej zieleni jest drewniany (bambusowy, z własnych upraw producenta), a włosie syntetyczne. Tu z kolei włosie jest dla mnie... za miękkie. Sam pędzel jest szeroki, leciutko tylko zaokrąglony na brzegach. Problem w tym, że podkład słabo trzyma się włosków, przez co trudno go nabrać, a podczas otrzepywania dodatkowo większość spada i do twarzy przykładam praktycznie sam pędzel, bez produktu. Oczywiście można się bawić w nakładanie proszku kilka(naście?) razy, ale mając pod ręką inne pędzle wiem, że nie warto się męczyć. Podoba mi się design, ale dla mnie jest niepraktyczny niestety. Kosztuje 49 zł.

kabuki-do-mineralow

Pędzel flat top do minerałów

Flat top to charakterystyczny, równo ścięty pędzel. Idealnie sprawdza się, gdy zależy nam na mocniejszym kryciu i ukryciu rozszerzonych porów skóry. Najfajniejszy efekt uzyskamy łącząc flat top z formułą kryjącą minerałów pod warunkiem nakładania naprawdę cieniutkich. dwóch-trzech warstw. Osobiście używając flat topa wolę technikę krótkich ruchów pionowych, wtedy podkład równomiernie się osadza w porach, ukrywając je bardziej niż "kółeczka" wykonane pędzlem kabuki. Flat top daje mocniejszy efekt przy formule jojoba marki Amilie - to jest absolutnie wyjątkowy podkład, który ma niezłe krycie, a jednocześnie lekko rozświetla skórę, co pięknie wygląda na zdjęciach (jak efekt "blur" - rozmycia faktury skóry jak w programie graficznym). Chociaż jojoba równie ładnie wygląda nałożony pędzlem kabuki, szczególnie na skórze tłustej (jak moja, jest też wtedy trwalszy, dlatego przy tej formule zwykle stosuję kabuki).

Amilie Minerals, Pędzel flat top - recenzja

Nie będę nikogo trzymać w niepewności - to najlepszy flat top do minerałów, jaki miałam. Jest idealny! Rączka bambusowa, w ładnym, pastelowym odcieniu, a włosie syntetyczne. Wielkość podobna do pozostałych, które posiadam, ale miękkość włosia i jego gęstość są świetnie dobrane, dzięki czemu pędzel łatwo nabiera odpowiednią ilość produktu i dobrze rozprowadza go na skórze. Nie tworzy plam, równomiernie wciera proszek w skórę, co pomaga uzyskać dobre krycie i "schowanie" rozszerzonych porów. Oczywiście ważna jest także siła nacisku i otrzepanie włosia z nadmiaru podkładu, ale na to zwracajmy uwagę przy każdym pędzlu. W każdym bądź razie dzięki temu pędzlowi bardzo polubiłam formuły kryjące, ponieważ nie powoduje, że się warzą na mojej tłustej skórze. Kosztuje 36 zł.

Annabelle Minerals, Flat Top - recenzja

Jak we wszystkich pędzlach AM mamy tu bambusową rączkę i syntetyczne włosie. Pędzel poręczny, odpowiednio zbity i szeroki, ale dla mnie mniej przyjazny niż Amilie. Proszek trzyma się całkiem fajnie i przyjemnie rozprowadza, ale mam wrażenie, że pomimo podobnego nacisku zostawia grubszą warstwę podkładu, przez co, szczególnie formuły kryjące, łatwiej się warzą na skórze i szybciej wyglądają brzydko. Specjalnie użyłam określenia "mam wrażenie", ponieważ takie podejrzenie padło dopiero po poznaniu "idealnego" Amilie, a więc poprzez porównanie tych dwóch pędzli (wcześniej nie lubiłam formuł kryjących). Jest trochę tańszy niż pastelowo zielony konkurent, kosztuje 32,90 zł.

recenzja-flat-top

Chiński flat top no name - czy warto kupić?

Analogiczna sytuacja jak przy "prawie jak AM" kabuki - to jest do niczego! Na pierwszy rzut oka podobnych rozmiarów, ale z o wiele miększym włosiem, przez co nabieranie i rozprowadzanie nie daje pożądanego efektu krycia. Trochę lepiej sobie radzi niż kabuki z tej "serii", ale umówmy się - szału nie ma.

Neauty Minerals, Pędzel flat top - recenzja

Włosie syntetyczne, fajny, prosty design. Pędzel jest bardzo miękki i niestety nie radzi sobie z moją techniką "pociągłych, krótkich ruchów" - musiałabym nałożyć chyba z 7 cienkich warstw, aby otrzymać podobny efekt jak po 2-3 nałożonych pędzlem Amilie. Po niewczasie doczytałam, że producent poleca go do metody stemplowania, której z kolei ja nie lubię. Teraz rozumiecie jak ważna jest technika? Próbowałam nim także robić małe kółeczka i jakiś efekt jest, ale bliżej mu do kabuki niż kryjącego flat topa. Kosztuje 36,90 zł.

Poniżej: porównanie wielkości pędzli flat top
pędzle-flat-top-blog

Annabelle Minerals, Pędzel do różu mineralnego - recenzja

Bambusowy trzonek i syntetyczne, równo ścięte włosie. Włosie odpowiednio miękkie i odpowiednio zbite, żeby nabrać proszek i równomiernie pokryć nim skórę. Idealny do różu, ale także do rozświetlacza mineralnego. Nie tworzy plam, choć warto oczywiście strzepnąć nadmiar proszku i lekko muskać wybrane partie twarzy, aby nie nałożyć go zbyt dużo. Dobrze się nim operuje. Jest bardzo ok! Kosztuje 32,90 zł.

Annabelle Minerals, Gąbka do makijażu Softie S, najmniejsza

Malutka gąbeczka w czarnym kolorze. Kosztuje 9,90 zł, swoją dostałam jako gratis do zakupów. Rozmiar sprawia, że idealnie nakłada się nią podkład metodą na mokro w trudniej dostępne miejsca np. skrzydełka nosa, a także do korektora pod oczy. Łatwo rozprowadza produkt na skórze metodą stemplowania (przykładam miejsce obok miejsca i delikatnie przyciskam). Fajny gadżet, przydatny jeśli lubimy perfekcjonizm lub potrzebujemy zatuszować dokładniej małe partie skóry (np. wypryski). Po namoczeniu jest trochę twardsza niż oryginalny Beauty Blender, bardzo łatwo się myje. AM oferuje jeszcze większe gąbeczki, w rozmiarze M oraz L.

gąbeczka-am-recenzja

Pędzle do cieni mineralnych

Długo zwlekałam z zakupem specjalnych pędzli do cieni mineralnych, ponieważ wydawało mi się to zbędne, skoro inne marki równie dobrze radziły sobie z sypką formułą. Po czasie muszę przyznać, że miałam rację w połowie, ponieważ produkty specjalnie przeznaczone do minerałów lepiej trzymają proszek poprzez zbite włosie.

Annabelle Minerals, Pędzle do cieni

Mam pędzel płaski, ścięty oraz do łączenia cieni. Ten do łączenia daje efekt ładnego przejścia i rozproszenia cieni przy skórze, dzięki czemu bardzo łatwo wykonać szybki makijaż bez plam produktu. Faktycznie ładnie też łączy cienie ze sobą. Co ciekawe z cieniami prasowanymi nie bardzo współpracuje, za mało ich nabiera, jest idealny właśnie do proszków. Płaskim pędzlem lubię podkreślać dolną powiekę oraz precyzyjnie nakładam jasny cień w kąciku wewnętrznym oka. Obu używam bardzo często. Natomiast pędzel skośny był nieudanym zakupem, ponieważ nie jest to pędzel blendujący, potrafi nałożyć zbyt dużo produktu, choć czasem udaje mi się nim fajnie rozetrzeć ciemniejszy cień przy zewnętrznym kąciku - tyle, że równie dobrze mogę użyć do tego pędzla do łączenia. Każdy z tych pędzli kosztuje 21,90 zł, wszystkie mają syntetyczne włosie i bambusowy trzonek. Dobrze się myją, mam je bardzo długo, w moich nie wypada włosie, choć w płaskim lekko się odbarwiło na różowawo.

Zaskoczeniem jest płaski pędzel no name made in China - tak, z zestawu "prawie jak AM", ponieważ... on faktycznie jest prawie identyczny! Używam go równie często jak oryginału, jest świetny i jego włosie akurat się nie odbarwia :) Nie wypadają też włoski. Jest to jednak wyjątek, ponieważ pozostałe są zwyczajnie do niczego.


Amilie Minerals, Pędzle do cieni

Amilie oferuje więcej pędzli, ale mam tylko dwa: do blendowania (22 zł) oraz kabuki do cieni (27 zł). W porównaniu z AM włosie jest odrobinkę bardziej twarde, również syntetyczne. Trzonki tym razem pastelowo różowe, bardzo fotogeniczne. Uwielbiam pędzel do blendowania, cudownie rozciera cienie, łączy je ze sobą i umożliwia szybki, łatwy makijaż. Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia, to bardzo uniwersalny pędzel, nabiera idealną ilość produktu sypkiego. Co ciekawe tak samo dobrze radzi sobie z cieniami prasowanymi. Kabuki do cieni niestety dla mnie jest za duży, prawdopodobnie ze względu na budowę mojego oka - nie mam dużych powiek (mam małe oczy), przez co włosie jest dla mnie za szerokie. Używam go tylko do rozcierania bazowych kolorów, np. neutralnego beżu, a czasem do rozświetlacza. Nie jest to jednak niezbędny dla mnie pędzel.

makijaz-mineralny-pedzelki

Jeśli macie doświadczenie z którymś z powyższych pędzli koniecznie dajcie znać w komentarzu co o nich myślicie. Ciekawi mnie też jakiej techniki do minerałów używacie?

We Love The Planet - skuteczny naturalny dezodorant bez sody Vegan

Naturalny dezodorant bez sody i aluminium - recenzja

Holenderska marka We Love The Planet znana jest przede wszystkim z dezodorantów, chociaż oferuje również m.in. dyfuzory zapachowe, mydło do rąk i kremy, a także świece. Jednak to właśnie dezodoranty są flagowym produktem, oferowanym w różnych opcjach - z sodą oczyszczoną, w sztyfcie oraz wegańskiej (bez wosku pszczelego i sody), w kilku różnych wersjach zapachowych. Wszystkie produkty są dezodorantami, a nie antyperspirantami, nie zawierają więc aluminium. Składy linii podstawowej oparte są o sodę oczyszczoną, ale ostatnio coraz częściej słyszę, że regularnie stosowana soda podrażnia, powoduje pieczenie, wypryski i ciemnienie delikatnej skóry pod pachami. Tymczasem We Love The Planet w swoim asortymencie ma również dezodorant dla skóry wrażliwej, bez popularnej sody. Czy jest skuteczny?


Czym się różni dezodorant od antyperspirantu?

  • Dezodorant - ma za zadanie zniwelować przykry zapach potu. Ludzki pot jest bezzapachowy, natomiast nieprzyjemny zapach powodują bakterie go rozkładające. Dlatego dezodorant powinien zawierać substancje antybakteryjne, odkażające (np. alkohol) i/lub substancje wchłaniające nieprzyjemny zapach (np. soda oczyszczona). Zadaniem dezodorantu nie jest hamowanie samego pocenia!
  • Antyperspirant - jego działanie oparte jest o sole aluminium, które blokują pocenie. Sole aluminium tworzą "czopy żelowe" zlokalizowane tuż przy ujściach kanałów wyprowadzających pot na zewnątrz organizmu i w ten sposób uniemożliwiając pocenie ("czopy" te są naturalnie usuwane w miarę złuszczania warstwy rogowej naskórka). Dodatkowo antyperspiranty mogą zawierać substancje zapachowe, antyseptyczne, bakteriobójcze.

naturalny-dezodorant-bez-sody

We Love The Planet - naturalny dezodorant bez sody oczyszczonej

Metalowa puszeczka skrywa dezodorant o konsystencji kremowej pasty. Zapach wersji "Sweet & Soft" jest bardzo subtelny, lekko słodki, przypomina mi pudrowe cukierki z dzieciństwa. Kolor w puszcze jest kremowy, po wtarciu w skórę zupełnie niewidoczny, idealnie stapia się z karnacją. Wersja Vegan (specjalna, hipoalergiczna linia wegańska) nie zawiera produktów odzwierzęcych jak wosk pszczeli, obecnych w podstawowej gamie dezodorantów marki oraz potencjalnie drażniącej sody oczyszczonej. Na stronie BetterLand dezodorant We Love The Planet bez sody kosztuje 43,49 zł/ 48 g (40 ml). Warto zwrócić uwagę, że wersja wegańska jest droższa od pozostałych (inne w BetterLand są po 36,49 zł, w pozostałych sklepach widziałam wyższe ceny). PAO 12 miesięcy (w tym czasie po otwarciu należy zużyć zawartość). Opakowanie według producenta powinno wystarczyć na 2-4 miesiące codziennego używania, w zależności od nakładanej ilości i częstotliwości aplikacji.

dezodorant-weganski-bez-sody

Naturalny dezodorant w kremie

Konsystencja produktu jest genialna, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się tłusta to wcale taka nie jest. Przede wszystkim jest gładka, bez wyczuwalnych drobinek, które zdarzają się w wersjach sodowych. Dzięki zawartości  skrobi kukurydzianej nie pozostawia tłustej warstwy, a skóra wręcz wydaje się dość matowa i sucha w dotyku oraz wygładzona. Zupełnie nie brudzi ubrań (ani białych, ani czarnych). Zapach wyczuwam głównie podczas aplikacji i przez kolejne max. 2-3 godziny, potem się ulatnia. Nie przeszkadza mi to, ponieważ zdecydowanie bardziej wolę pachnieć perfumami. Dezodorant testuję od dłuższego czasu i muszę uczciwie przyznać, że jest to jeden z lepszych naturalnych produktów jakie miałam!

  • Pamiętajmy mimo wszystko, że jest to dezodorant, a jego zadaniem nie jest blokowanie potu! Czytałam kiedyś recenzje, w których mu to zarzucano i jest to, moim zdaniem, niezrozumienie produktu i stawianie oczekiwań, których nie ma i nie może spełnić. Blokowanie potliwości mogą spowodować tylko sole aluminium, których tutaj nie znajdziemy. Nie chcę dyskutować na temat szkodliwości aluminium w antyperspirantach - aktualnie wyniki badań przeczą jedne drugim. W tym momencie możemy albo nie przejmować się doniesieniami o możliwych skutkach ubocznych aluminium albo stosować naturalne dezodoranty i pogodzić się z możliwością pocenia, co nie znaczy, że mamy godzić się na przykry zapach.

sklad-naturalny-dezodorant

Skład: Zea Mays Starch (skrobia kukurydziana, wchłania nadmiar potu, nadaje dezodorantowi jedwabistości, "suchego" wykończenia), Cocos Nucifera Oil* (ekologiczny, organiczny, certyfikowany olej kokosowy; natłuszcza, koi podrażnienia, znany z właściwości antybakteryjnych), Butyrospermum Parkii Butter* (organiczne masło shea), Olea Europaea Fruit Oil* (organiczna oliwa z oliwek), Myrica Cerifera Fruit Wax (wegański wosk z jagód Myrica, zastępuje w formule wosk pszczeli), Zinc Ricinoleate (rycynooleinian cynku, substancja dezodorująca, maskuje nieprzyjemne zapachy), Diatomaceous Earth (ziemia okrzemkowa, pochłania pot, także dotlenia skórę i uszczelnia naczynka krwionośne), Polyglyceryl-3 Caprylate (emulgator, emolient), Glyceryl Caprylate (emulgator, emolient), Parfum (kompozycja zapachowa), Sodium Caproyl/Lauroyl Lactylate (emulgator, emolient), Triethyl Citrate (substancja dezodorująca, antyutleniacz), Macadamia Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters Behenate (emolient półtłusty z oleju makadamia), Tocopherol (mieszanina wit. E, przeciwdziała jełczeniu emolientów), Helianthus Annuus Seed Oil* (organiczny olej słonecznikowy), Salvia Officinalis Extract (ekstrakt z szałwii lekarskiej, działa antyseptycznie, ściągająco, bakteriobójczo, kojąco i ochronnie na skórę).
Skład jest naturalny, przejrzysty, wiele użytych substancji pochodzi z upraw organicznych i ekologicznych. Dezodorant posiada certyfikat NC (Natural Cosmetic Vegan).


recenzja-dezodorantu-bez-sody

Stosowanie: niewielką ilość kremu nabieram palcami i dokładnie, ale delikatnie wcieram w umytą, ale suchą skórę pod pachami. To ważne, aby skóra była sucha, ponieważ wtedy dezodorant łatwo aplikować równomiernie. Dokładnie rozcieram pastę pod całą pachą, najchętniej w kierunku przeciwnym do wzrostu włosków (mam wrażenie, że wtedy jeszcze lepiej działa). Nie zauważyłam, żeby dezodorant podrażniał, także użyty bezpośrednio po depilacji. Twardość produktu zależy od temperatury, dlatego latem można trzymać go w lodówce, chyba że mamy chłodną łazienkę (w wyższych temperaturach olej kokosowy się upłynnia). Zaletą dezodorantu w kremie We Love The Planet jest możliwość dowolnej reaplikacji. Jeśli w trakcie dnia poczujemy się nieświeżo (np. przy wzmożonym wysiłku) można dezodorant ponownie wetrzeć w skórę (z wcześniejszym przemyciem pach lub nie, bo nie zawsze jest taka możliwość). Rezultat? Natychmiastowe uczucie komfortu, delikatny zapach pudrowych cukierków przykryje nieprzyjemny zapach potu, a brak tłustej warstwy umożliwi natychmiastowy powrót do wykonywanych zajęć bez konieczności czekania aż dezodorant przeschnie. Po aplikacji na palcach wyczuwam "pudrowość" użytej mąki kukurydzianej.

konsystencja-deo-bez-sody

Działanie jest bardzo dobre! Od razu dodam, że nie cierpię na nadmierną potliwość, pocę się całkiem przeciętnie (głównie podczas wysiłku i stresu). Dezodorant stosuję codziennie od dłuższego czasu, jedynie kilka razy "zdradzając" go z konkurencją. W międzyczasie ani razu nie użyłam antyperspirantu (to jest ważne, ponieważ antyperspiranty potrafią działać 48-72 h). W ostatnich tygodniach przebywam głównie w domu, co nie znaczy, że się nudzę. Sporo pracuję w swoim ogrodzie, sprzątam, skaczę na skakance, jestem dość aktywna.

Dezodorant We Love The Planet "Sweet & Soft" zapewnia doskonałą ochronę przed nieprzyjemnym zapachem potu praktycznie przez pełne 24 h (dłużej nie sprawdzałam). Przy umiarkowanym wysiłku zupełnie nie wyczuwam niechcianego zapachu i praktycznie się nie pocę (brak mokrych plam). Natomiast przy intensywniejszej pracy pojawia się już uczucie wilgoci pod pachami, przy dużym wysiłku także zapach, ale nadal nie jest to intensywny, nieprzyjemny aromat, jest wyczuwalny jedynie z bardzo bliska. Tak jak pisałam wyżej - w razie czego dezodorant można reaplikować, nie nastręcza to żadnych problemów, a efekt jest natychmiastowy. Sama puszeczka jest niewielkich wymiarów, więc bez problemu można zabrać ją ze sobą do pracy czy na uczelnię. Warto zwrócić uwagę, że kremowe dezodoranty działają również pielęgnująco na pachy, nie wysuszają i jest duża szansa, że nie podrażnią, a wręcz przeciwnie - skóra jest nawilżona, miękka, bez przebarwień i czerwonych wyprysków.

Początkowo miałam wątpliwości czy dezodorant bez popularnej sody poradzi sobie z zadaniem, a teraz jestem wręcz zachwycona, że osoby, których soda podrażnia, brudzi ubrania lub zwyczajnie przeszkadza mają tak świetną, naturalną alternatywę! Do tego przyjemny, delikatny zapach i pudrowe wykończenie. Jedynie co do wydajności nie jestem jeszcze w stanie się wypowiedzieć, ale na pewno wystarcza na wiele tygodni regularnego stosowania. Wersja wegańska dzięki swojej "pudrowej" konsystencji jest łatwiejsza w obsłudze niż wiele innych naturalnych dezodorantów "sodowo-maślano-olejowych". To, co w innych produktach może denerwować i nastręczać trudności, tutaj zostało usunięte, a mimo to działanie jest zachowane. Dlatego moim zdaniem cena nie jest wygórowana - wiem, że dla wielu osób to właśnie koszt zakupu jest głównym kryterium wyboru - są inne naturalne dezodoranty w kremie, niektóre dwa razy tańsze, ale mają pewne wady, których tutaj zwyczajnie brak. Dodatkowo puszeczka aż się prosi o jej pozostawienie np. do przechowywania szamponu w kostce.

recenzja-dezodorantu-naturalnego

Przyznam się Wam do czegoś - od półtorej roku robię wielki test naturalnych dezodorantów i z tzw. "dobrym składem" (bez substancji kontrowersyjnych), niedługo będzie post zbiorczy w tym temacie. Mam nadzieję, że moje doświadczenia i wrażenia się przydadzą :)

Domowy proszek do prania, płyn do płukania, tabletki do zmywarki diy - przepis

Jak zrobić samemu domowy proszek do prania? Czy tabletki do zmywarki diy faktycznie dobrze działają? Po co robić własne detergenty?

Coraz więcej osób szuka sposobów na ograniczenie w swoim otoczeniu substancji alergennych czy syntetycznych, z różnych względów. Czasem zdrowotnych, a czasem z chęci zmniejszenia negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Nie jestem fanką teorii spiskowych, ale ukończyłam ochronę środowiska i wiem, że nic nie jest czarno-białe, a za rozwojem społeczeństwa i każdym ułatwieniem życia idą lata badań. Często dopiero po upływie czasu odkrywa się negatywny wpływ pewnych substancji na zdrowie człowieka czy też środowisko. Tymczasem wystarczy dosłownie kilka znanych od dawna składników, niektórych nawet jadalnych, aby stworzyć praktycznie każdy detergent w domu!


Składy komercyjnych proszków do prania i detergentów

Niestety, prawo reguluje dokładne wykazanie składu żywności (choć niestety bez konieczności określenia pochodzenia poszczególnych składników np. chińskiej kukurydzy) oraz kosmetyków, tymczasem składy detergentów nadal brzmią mocno enigmatycznie.
  • Większość składów detergentów brzmi podobnie, tajemniczo. Przykładowo: 5-15% anionowych środków powierzchniowo czynnych, <5% niejonowych środków powierzchniowych czynnych (jedne i drugie obniżają napięcie powierzchniowe wody i umożliwiają usunięcie brudu, bardzo powszechnie stosowana grupa wielu różnych substancji, nie mamy świadomości co dokładnie zostało zastosowane i jakiego pochodzenia, wiele z nich może powodować alergie kontaktowe i podrażnienia), polikarboksylany (zmiękczają wodę, zapobiegają osadzaniu się osadu np. w pralce, pochodna ropy naftowej, w ok. 80% nie są biodegradowalne), fosforany (zmiękczają wodę, zapobiegają powstawaniu osadu, przyczyniają się do niszczenia środowisk wodnych, m.in. Bałtyku), enzymy (rozkładają trudno dostępne plamy i pomagają usunąć je z tkanin, mogą przyczyniać się do powstawania alergii, coraz częściej mówi się o wywoływaniu podrażnienia górnych dróg oddechowych), kompozycje zapachowe (alergie wziewne, kontaktowe).

jak-zrobic-proszek-do-prania

Musimy zdawać sobie sprawę, że część proszku czy płynu zostaje na tkaninie, stąd mogą powstawać alergie kontaktowe, podrażnienia skóry i wysypki (choć oczywiście nie muszą, podobnie alergię można mieć np. na olejki eteryczne - jednak robiąc własne detergenty mamy kontrolę nad składem i możemy unikać tego, co nas uczula). My, konsumenci, nadal dokładnie nie wiemy co wdychamy i wcieramy w skórę, dzień w dzień, noc w noc... Dodatkowo wiele osób ma skłonność do nadużywania np. proszku, w ogóle nie sprawdzając tabeli dozowania na opakowaniu i sypiąc "na oko" - niestety, to że wsypiemy więcej proszku wcale nie znaczy, że pranie będzie czystsze, a jedynie spowoduje, że proszek gorzej się wypłucze z tkanin... Wiele środków opiera się np. o potencjalnie drażniący SLS czy SLES (może być zanieczyszczony dioksynami), ftalany (niektóre badania wykazują ich potencjał do zaburzania gospodarki hormonalnej), pochodne ropy naftowej (przy wydobyciu której następuje degradacja środowiska), sztuczne barwniki, konserwanty i kompozycje zapachowe (coraz częściej uczulające, m.in. konserwant MIT - metyloizotiazolinone i jego pochodne, których osobiście unikam). To oczywiście tylko niektóre składniki detergentów, ten temat jest bardzo obszerny, a my... nadal nie wiemy co właściwie stosujemy na co dzień. Dla mnie właśnie ta niewiedza jest najgorsza, dlatego od kilku lat w ogóle nie używam drogeryjnych proszków, a jeśli kupuję "gotowce" to stawiam na te biodegradowalne, z opisanym dokładnym składem, niemające nic do ukrycia i jestem bardzo zadowolona.

Dlaczego warto zrobić własne detergenty?

Odpowiedź jest prosta: wiadomo co dokładnie w nich jest i ile! Są zwykle bardziej biodegradowalne, przyjaźniejsze dla środowiska i mają proste składy. Poza tym produkcja jest łatwa i satysfakcjonująca. Z tych samych podstawowych kilku substancji można zrobić wiele różnych produktów, odpowiednio modyfikując proporcje.

przepis-na proszek-prania-bialego

Sprawdzony przepis na proszek do prania białego

1 szklanka sody kalcynowanej
1 szklanka nadwęglanu sodu (silnie wybiela) 
1 szklanka boraksu dziesięciowodnego
15-20 kropel olejku eterycznego (koniecznie bezbarwnego, czyli np. większość cytrusowych odpada, u mnie jest lawendowy)

Wszystko razem ostrożnie odmierzamy do słoika, szczelnie zamykamy i mieszamy potrząsając. Stosujemy ok. 2-3 łyżki na pranie. Przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoiku.

  • BORAKS - sól sodowa słabego kwasu borowego, w roztworze jest silnie zasadowy. Wybiela, czyści, dezynfekuje, działa przeciwgrzybicznie i przeciwwirusowo, zmiękcza, usuwa nieprzyjemne zapachy, używany także jako środek owadobójczy i na chwasty oraz do udrażniania rur, otrzymywany z naturalnych złóż mineralnych. Przy jego używaniu wskazana jest ostrożność, szczególnie ważne, aby go nie wdychać - tak jak każdego innego pyłu (nie wdychamy też pyłu np. z mąki czy kakao, to tak na marginesie), unikać kontaktu ze skórą i oczami, warto używać też rękawic i maseczki, trzymać poza zasięgiem dzieci i zwierząt. Jest to substancja silnie działająca, niektórzy wskazują, że boraks jest toksyczny (warto wiedzieć, że także toksyczna jest zwykła sól kuchenna - wszystko zależy od dawki!). Szczególnie uważać na niego powinny jednak kobiety w ciąży! Boraks używany jest m.in. także w farmaceutyce. Bywa nawet stosowany doustnie - do czego nie namawiam, podaję jako ciekawostkę.

przepis-pranie-kolorowe

Domowy proszek do prania kolorowego - sprawdzony przepis

1 duża szklanka płatków mydlanych
1 szklanka sody oczyszczonej
1 szklanka boraksu
1/2 szklanki kwasku cytrynowego
15-20 kropel olejków eterycznych (u mnie lemongrasowy i pomarańczowy pół na pół)


Wszystko odmierzamy i mieszamy w zamkniętym słoiku. Proszek może się lekko "skleić" co nie przeszkadza, dozujemy łyżką dodając 2-3 na cykl prania. Przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoju, najlepiej z dala od źródeł wody.
  • Uwaga - proszek może zawilgotnieć i wtedy się sklei lub stwardnieje, nie wpływa to na jakość prania, ale trudniej się dozuje, dlatego warto szczelnie zamykać pojemnik.

EDIT: Uwaga, w internecie można znaleźć ostrzeżenia dotyczące stosowania płatków mydlanych do prania, ale z tego co pytałam znajomych "z branży AGD" dotyczy to płatków mydlanych solo, bez dodatków i sypanych do przegródki. Z płatkami mydlanymi łatwo przesadzić, a wtedy podczas prania wytworzą zbyt dużo piany, mogą też zapchać lub zakleić przewody w pralce. W powyższym proszku płatki mydlane są dodatkiem, moja pralka póki co nie ucierpiała. Dla pewności płatki mydlane można rozdrobnić przed wymieszaniem z resztą składników.

domowy-proszek-prania-kolorowego

Przepisy na dobry płyn do płukania tkanin - sprawdzone od lat!

Woda z octem w proporcji 1:1 + 10-15 kropel olejków eterycznych
lub
2 łyżki kwasku cytrynowego rozpuszczone w szklance ciepłej wody (ok. 200 ml) + 10-15 kropel olejków eterycznych

Zwykle mieszankę przygotowuję bezpośrednio przed praniem, wlewam 2/3 przegródki na płyn. Po wyschnięciu nie czuć octu na ubraniach, a tkaniny są miękkie i delikatnie pachnące olejkami (można dodać dowolne jakie lubicie, moje ulubione to cytrusy jak pomarańczowy lub limonkowy). Nie są to mocne zapachy i na pewno nie są długotrwałe, jednak osobiście nie lubię pachnieć kompozycjami zapachowymi z płynów do tkanin - wolę perfumy :)

  • Wiem, że część osób stosuje do zmiękczania tkanin sam ocet, jednak mam kilku znajomych pracujących w branży sprzętu domowego i każdy odradza nierozcieńczony ocet - podobno przy regularnym używaniu przyczynia się do niszczenia uszczelek i gumowych części pralek. 


Czy domowy proszek do prania naprawdę działa?

Zarówno proszek do białego jak i koloru (w tym piorę też ciemne ubrania) świetnie nadają się do codziennego odświeżenia odzieży, pościeli czy ręczników. Skuteczność zależy także od temperatury, ja najczęściej piorę w 40 stopniach - tyle wystarczy, aby zwykłe, codzienne pranie odświeżyć (u nas dwie osoby dorosłe). Większe plamy z warzyw czy trawy należy najpierw namoczyć i zaprać ręcznie (podobnie jak z konwencjonalnymi proszkami). Obie wersje dobrze się wypłukują, nie zostawiają osadów na ubraniach. Pralka nie śmierdzi (po każdym praniu zostawiam otwartą do przeschnięcia i przewietrzenia). Oba proszki wypłukują się z przegródki w 100% (przykładowo dwa inne gotowe eko proszki zawsze w jakiejś części tam zostawały). Z obu wersji proszku diy jestem bardzo zadowolona!

Czy domowe środki czystości są drogie?

Sprawdźmy ceny w BetterLand. 1 kg sody czy boraksu wystarczy na sporą ilość detergentów, to nie jest mało.
1 kg boraksu kosztuje ok. 7-8 zł (10 zł/0,8 kg w słoiku z odzysku)
1 kg sody oczyszczonej kosztuje 6-7 zł (9 zł w słoiku)
0,5 kg płatków mydlanych kosztuje 16-18 zł (są niesamowicie wydajne!)
1 kg nadwęglanu sodu kosztuje 8-9 zł (14 zł/0,9 kg w słoiku)
1 kg kwasku cytrynowego kosztuje 10-12 zł (10 zł/0,7 kg w słoiku)
1 kg sody kalcynowanej kosztuje 7-8 zł (10 zł/0,6 kg w słoiku)
olejki eteryczne kosztują od 5,59 zł w górę, w zależności od rodzaju i marki
Podane ceny obowiązują w momencie publikacji artykułu.

eko-proszek-do-prania

Domowe tabletki do zmywarki - przepis diy, bez boraksu

1 szklanka sody kalcynowanej
1/2 szklanki soli kuchennej
1/2 szklanki wody
1/4 szklanki kwasku cytrynowego
15 kropel olejków eterycznych (u mnie cytrynowy + miętowy)

Wszystko wymieszać szybko w misce (wodę dodać na końcu), świeże przełożyć do foremek (najlepiej silikonowych jak do kostek lodu) i zostawić na dobę do wyschnięcia i stwardnienia.
Tabletki najlepiej działają w temperaturze powyżej 40 stopni, program minimum 1h. Na jedno użycie najlepiej wrzucić dwie kostki na dno zmywarki lub do szufladki (w zależności od wielkości i kształtu kostek, nie powinny być zbyt małe). Do zmywarki dodać sól oraz nabłyszczacz.

Przepis na kostki do zmywarki - zrób to sam

1 szklanka boraksu
1 szklanka sody kalcynowanej
1/2 szklanki kwasku cytrynowego rozpuszczonego mniej więcej w 1/3 szklanki ciepłej wody
15 kropel olejków eterycznych (u mnie jodłowy)

Wszystko wymieszać szybko w misce, na końcu dodając kwasek z wodą (zacznie musować). Od razu przełożyć do foremek i zostawić do wyschnięcia na dobę. Na jedno użycie wrzucić 1 tabletkę (naczynia świeżo wstawione, mało zaschnięte lub mało wybrudzone) lub 2 kostki na dno zmywarki. Cykl minimum 1h w temp. min. 40-50 stopni.

domowe-tabletki-do-zmywarki

Czy domowe tabletki do zmywarki naprawdę działają? 

Testowałam obie wersje na tym samym programie (50 stopni, 1,2 h - aby mieć stały punkt odniesienia). Moje wnioski: wersja z boraksem lepiej radzi sobie z przyschniętymi resztkami jedzenia. Obie tabletki genialnie zmywają talerze, szklane i porcelanowe miseczki. Ze sztućcami jest różnie, szczególnie w opcji kostek bez boraksu. Czasem na kubkach zostaje osad (to samo miałam przy gotowych tabletkach, więc to może być kwestia programu zmywarki). Woda z octem jako nabłyszczacz świetnie sprawdza się przy szklanych i porcelanowych naczyniach, niestety na starszych sztućcach zostają ciemne, nieładne smugi. Bardzo żałuję, że skończył się mój gotowy eko nabłyszczacz i w obecnym czasie epidemii nie mogę go szybko i łatwo uzupełnić, więc kupiłam pierwszy lepszy w markecie, żeby móc porównać z octem. W zmywarce nie czuć nieprzyjemnego zapachu, właściwie nie pachnie niczym szczególnym. Nie zdarzyło mi się myć naczyń starszych niż dwa dni, ponieważ mała zmywarka szybko się zapełnia, szczególnie, że obecnie oboje siedzimy w domu. Poniżej szczegóły z przykładowych cykli zmywania, jakie sobie zapisałam (zmywarka 45 cm, dolna szuflada na talerze i garnki, środkowa na kubki, górna na sztućce):
  • 2 kostki bez boraksu + nabłyszczacz w postaci octu z wodą: zapieczone naczynie żaroodporne szklane domyte, przypalone lekko resztki na dnie garnka emaliowanego niedomyte, garnek metalowy czysty, wszystkie talerze czyste, sztućce bardzo ok (były same "nowsze"), szklane miseczki błyszczące, bez smug.
  • 1,5 kostki z boraksem + ocet z wodą: wszystko ładnie domyte, jedynie starsze sztućce z ciemnym nalotem (potem się okazało, że to raczej wina nabłyszczacza, a nie kostek), wszystkie kubki bez osadu, szkło błyszczące, bez smug.
  • 2 kostki z boraksem + ocet z wodą: dwudniowe przyschnięte naczynia i zmywarka zapakowana na full - 4 widelce niedomyte (po domowej pizzy), dwa talerze wstawione po bokach zostały z resztkami sosu pomidorowego, reszta czyściutka.
  • 1 tabletka z boraksem + ocet z wodą: wrzuciłam 4 widelce z poprzedniego cyklu, zmywarka zapakowana świeżo używanymi naczyniami, bez zaschnięć - wszystko dobrze domyte, oprócz tych 4 widelców. 
  • 1 tabletka z boraksem + 1 tabletka bez boraksu + ocet z wodą: pełna zmywarka zapełniona naczyniami niezaschniętymi, wszystko dobrze domyte oprócz jednego widelca "zaklejonego" ryżem po domowym sushi (kto kiedyś robił sam sushi ten wie, że taki ryż naprawdę trudno zmyć nawet ręcznie, ale byłam ciekawa czy tabletki sobie poradzą).
  • 1 kostka bez boraksu + nieekologiczny płyn nabłyszczający: zmywarka pełna po dwóch dniach (zaschnięte naczynia) - w 100% wszystko domyte, starsze sztućce bez czarnych smug.
  • 1 kostka z boraksem + nieekologiczny nabłyszczacz: zmywarka pełna po dwóch dniach (zaschnięte naczynia) - wszystko domyte, bez smug.

sprawdzony-przepis-zmywarki

Gdybym miała domowe tabletki porównać z ogólnie dostępnymi markami (tymi, które znam) powiedziałabym, że te są bardzo ok. Od razu mówię, że zmywarkę mam raptem rok. Przez ten czas używałam dwóch popularnych marek "nieeko" (dostałam je przy zakupie zmywarki, obie bardzo popularne, obie były typu 3w1, jedna była zwyczajnie słaba, zostawiała za każdym razem niedomyte kubki i sztućce, a po drugiej ze zmywarki po prostu śmierdziało jak na myjni samochodowej, taki sam zapach wyczuwałam szczególnie na kubkach, czego nie mogłam znieść, choć myła bardzo ok), jedną eko (z których byłam bardzo zadowolona, ale swoje kosztują), a potem zrobiłam powyższe.

Przepis na domową uniwersalną pastę czyszczącą

Bardzo uniwersalna, łatwa do zrobienia pasta, która szczególnie dobrze sprawdza się w łazience (myję nią umywalki, wannę, białe płytki, baterię umywalkową i prysznicową). Domywa osady i resztki z kosmetyków, niewielki kamień (mam bardzo twardą wodę w kranie), nabłyszcza i może pięknie pachnieć (jeśli dodamy olejki eteryczne). Mam w domu też dwie gotowe pasty, ale domowa ma tą przewagę, że możemy zrobić konsystencję jaka nam odpowiada (gotowe są dla mnie za twarde i słabo się rozprowadzają, a poza tym są kosmicznie drogie w porównaniu do diy).

pół szklanki sody oczyszczonej
1/8 szklanki płatków mydlanych rozpuszczonych w wodzie (lub delikatnego mydła w płynie)
kilka kropel ulubionego olejku eterycznego (opcjonalnie)

Wszystko mieszamy na pastę do uzyskania pożądanej konsystencji. W trakcie możemy dodać więcej sody lub mydła, podane proporcje są płynne (szczególnie, że mydło może być mniej lub bardziej gęste). Po prostu trzeba znaleźć swoją ulubioną gęstość pasty, ja preferuję bardziej płynną niż gotowce. Jak widzicie to jest bardzo proste!

Na zdjęciu poniżej: moja pasta diy (na dole po prawej) w porównaniu z gotowymi pastami sodowymi:

przepis-pasta-czyszczaca

Jak używać pasty czyszczącej?

Wiem z mojego Instagrama, że stosowanie sodowej pasty czyszczącej może sprawiać lekki kłopot. Osobiście najbardziej lubię najpierw myte powierzchnie lekko zwilżyć wodą, następnie nanieść pastę gąbeczką czy ściereczką i delikatnie, najlepiej okrężnymi ruchami, szorować (wcale nie trzeba się do tego wyjątkowo przykładać ani wkładać siły). Po rozprowadzeniu pasty należy ją spłukać ciepłą wodą (z moich obserwacji wynika, że to ważne i lepiej usuwa ewentualny osad), a następnie wytrzeć do sucha. Sanitariaty pięknie błyszczą i są czyściutkie. Koszt wytworzenia? Grosze!

Chciałam Wam dzisiaj pokazać, że domowe środki czystości mogą być fajne, proste do zrobienia i skuteczne. Do ich stworzenia wystarczy dosłownie kilka podstawowych produktów, niektóre można nawet kupić w markecie. Osobiście preferuję drogerie internetowe takie jak BetterLand, ponieważ półprodukty kosztują tam naprawdę tanio i wszystko można kupić w jednym miejscu. Post powstał w ramach współpracy z BetterLand, ale wcześniej robiłam tam sama zakupy i zawsze byłam bardzo zadowolona zarówno z czasu oczekiwania, jak i samych produktów. Drogeria ma cudowne podejście do pracowników i ogólnie pojętej ekologii, używa nawet słoików z odzysku.
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj