Nature of Woman, Pierwsze spotkanie blogerek naturalnych w Warszawie

Naturalna pielęgnacja i czytanie składów

Moja pielęgnacja jest specyficzna, ponieważ czytając składy i unikając pewnych substancji nie używam wszystkiego z drogerii. Nie uważam, że mam przez to ograniczony dostęp do kosmetyków, wręcz przeciwnie! Powstaje coraz więcej fajnych marek, które stawiają na naturalne, przemyślane składy i badają pochodzenie półproduktów. Często właściciele nawet sami wszystkiego doglądają, kontrolują każdy etap produkcji lub osobiście wytwarzają kosmetyki (manufaktury)! "Więksi" producenci natomiast nierzadko zlecają przygotowanie produktu zewnętrznym firmom  - dlatego zdarza się, że kupując kosmetyk po raz pierwszy jesteśmy z niego zadowolone, a kolejnym razem mamy wrażenie, że jest to całkiem inny produkt... Cóż, bardzo prawdopodobne, że zmieniła się firma produkująca zawartość, a co za tym idzie także produkt, ponieważ czasem wystarczy nieznacznie zmienić formułę lub składnik, aby otrzymać inną konsystencję czy zapach. Tak, tak, sama też zauważyłam takie wahania i nieraz o nich czytałam u innych osób. Dlatego osobiście wolę mniejsze manufaktury czy "niszowe" marki, które dbają o każdy szczegół :) I wiecie co? Takich jak ja jest coraz więcej! Bardzo mnie to cieszy, ale jednocześnie brakuje mi rozmów z osobami, które fascynują się podobnymi temateami. Dlatego zakiełkował w mojej głowie pomysł stworzenia spotkania dla blogerek interesujących się kosmetykami naturalnymi i składami. Zgadałam się z Anastazją Stazyjka.pl i tak powstało Nature of Woman.



Organizacja spotkania blogerskiego w Warszawie to niełatwe zadanie. Począwszy od znalezienia odpowiedniego miejsca, szczególnie, że uparłam się na centrum - łatwy dojazd, blisko PKP, no i tu pracuję na co dzień, więc czuję się najlepiej. Udało się dzięki Organic Coffee na Pięknej 19. Fajne, klimatyczne miejsce, bardzo w moim guście. Pyszna kawa i jedzonko. 


Nature of Woman odbyło się w sobotę 19 maja. Zaczęłyśmy od kobiecych badań profilaktycznych. Nie od dzisiaj wiadomo, że zdrowie jest bardzo ważne, a niedobory witamin i innych istotnych substancji w organizmie wpływają także na stan skóry czy włosów, nie tylko na samopoczucie. Anastazja, która jest diagnostą laboratoryjnym opowiadała nam, które badania warto robić co roku, a które co 2-3 lata - oczywiście pod warunkiem, że poprzednie wyniki miałyśmy w normie.


Anastazja przygotowała dla nas piękną ściągę z najważniejszymi badaniami. Oczywiście podstawą jest morfologia krwi, glukoza, żelazo, wapń, magnez oraz badanie moczu (praca nerek!), a także cytologia (rak szyjki macicy). Dodatkowo warto robić badanie poziomu witaminy D - to moje jedyne utrapienie i od lekarza wiem, że wiele Polaków cierpi na niedobór. Jesteśmy wtedy bardziej senni, rozkojarzeni, zdenerwowani, ale i mamy słabszą odporność na infekcje. U mnie wszystko się zgadzało- odkąd suplementuję wit. D3 mam mnóstwo energii i nie choruję! Wszyscy dookoła w lutym kichali, a ja nie :) UWAGA: kupując suplementy lub leki z wit. D3 warto zwrócić uwagę na wartość j.m. - poniżej 1000 to bardzo mało, lekarz zalecił mi brać w początkowej fazie aż 8000 j.m., po kilku miesiącach dopiero 2000 j.m.).

Warto też badać cholesterol i hormony tarczycy - ostatnio bardzo wiele osób choruje na hashimoto, niedoczynność czy nadczynność tarczycy, a niewielu się bada. Objawy to m.in. wypadanie włosów i przesuszona skóra.

Po przerwie na wzmocnienie i uzupełnienie witamin ;) miałyśmy przyjemność posłuchać Pana Witolda z firmy Cossi, który opowiadał nam o tajnikach produkcji, pochodzeniu glinek i niesamowitych właściwościach stosowanych półproduktów. Pisałam to nieraz, ale powtórzę: uwielbiam ludzi z pasją, którzy swoją opowieścią nie tylko zaciekawią, ale i zaskoczą! Mogłyśmy ze szczegółami dowiedzieć się o właściwościach syberyjskich glinek stosowanych w kosmetykach marki Rapan Beauty. Maseczki znam od prawie roku, szalenie je lubię. Poniżej możecie poczytać o nich więcej:


Miałyśmy okazję poznać wszystkie produkty Rapan Beauty, nie tylko słynne maseczki. Tak więc wąchałyśmy błoto iłowo-siarczkowe, które zawiera 5 razy więcej przeciwutleniaczy niż produkty z Morza Martwego, ale nie pachnie zbyt przyjemnie (siarka). Można używać je do maseczek, okładów i kąpieli, a także m.in. do zabiegów odchudzających, eliminujących problemy skórne czy bóle mięśni.


Poznałyśmy także naturalną sól jeziorową, która jest stosowana w rosyjskich sanatoriach do leczenia problemów skórnych, bólów mięśniowych czy zapalenia stawów. Pomaga również w stanach niepokoju, zmęczenia, stresu lub słabej odporności organizmu (relaksujące kąpiele lecznicze). Używa się jej też do wyszczuplania i zabiegów antycellulitowych.


Największą atrakcją była jednak nowiutka marka kosmetyków Cossi Fuleren. Obłędnie pachnące olejki do ciała ze szlachetnymi olejami, często droższymi i rzadziej spotykanymi, zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Do wyboru mamy cztery wersje olejków w cenie ok. 35-39zł. Czy są to zwykłe produkty, jakich wiele? Oczywiście nie! Ich sekret tkwi w... środku i faktycznie można się zdziwić :) Jeśli dobrze się przyjrzycie zobaczycie w buteleczce, na samym dole, bryłkę czarnego szungitu - tak ma być. Szungit to niezwykły minerał, który zbudowany jest z węgla i datowany jest na wiek 2 mld lat. Prawdopodobnie przybył na Ziemię prosto z przestrzeni kosmicznej. Jego unikatowość polega na nietypowej strukturze cząsteczki, podobnej do piłki futbolowej. Te cząsteczki to fullereny (stąd trudna nazwa marki). Szungit posiada właściwości silnie oczyszczające (działa bakteriobójczo oraz absorbuje zanieczyszczenia takie jak metale ciężkie, dioksyny, pestycydy itp.), przez co naturalnie uzdatnia wodę nie tylko w kosmetyce, ale i produktach zdrowotnych. Woda szungitowa działa między innymi przeciwbólowo i przeciwzapalnie, zmniejsza obrzęki. Jest skoncentrowanym antyoksydantem. Woda fullerenowa przyspiesza ujędrnienie i regenerację skóry, poprawia mikrocerkulację krwi, pomaga walczyć z alergiami, jest więc cennym składnikiem kosmetycznym.


Marka Cossi Fuleren posiada także niesamowicie pachnące peelingi do ciała, toniki do twarzy (bez substancji powierzchniowo czynnych, co jest ogromnych plusem!) oraz serum pod oczy. Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda tajemniczy szungit oraz bryłkę w buteleczce olejku :)


*nie jestem mistrzem selfie :D

Kolejnym naszym gościem była Małgosia z Optima Natura. Uwielbiam olejki eteryczne, jeśli jesteście ze mną na Instagramie (@cosmeticosmos) na pewno dobrze o tym wiecie. Wykorzystuję je nie tylko do masażu, aromaterapii, aromatyzowania pomieszczeń (robię własny spray m.in. do pościeli lub podgrzewam w kominku jak woski), ale i do wielu innych rzeczy. Kocham dodawać je do kąpieli, zwłaszcza zimą, gdzie relaksują i cieszą otulającym zapachem. Pomagają moim domowym kosmetykom nabrać przyjemnych nut zapachowych i są w pełni naturalne. Niewielka buteleczka, która kosztuje ok. 16 zł posiada niesamowitą wydajność!


Naturalny płyn do płukania

Domowy patent na tani i dobry płyn do płukania tkanin? Proszę bardzo: wystarczy wymieszać pół na pół wodę z octem i dodać ok. 10 kropel ulubionego olejku eterycznego lub mieszanki kilku (ja lubię eksperymentować i mieszać różne). Stosuję od ok. 2 lat i serdecznie polecam! Ubrania nie są zniszczone, są mięciutkie (ocet) i pachnące (olejek eteryczny), a do tego nie zanieczyszczamy wody. Nie martwcie się, jeśli po wyjęciu prania nadal wyczuwacie zapach octu, można go dodać po prostu mniej, płyn będzie równie skuteczny. Do prania skarpetek polecam najbardziej antybakteryjne olejki: z drzewka herbacianego, lawendowy lub pomarańczowy. Do pościeli idealnie nadaje się lawendowy lub goździkowy. Latem z kolei stawiam na miętę lub soczystą cytrynę czy limonkę. Możecie dodawać po prostu swoje ulubione lub czytać o właściwościach poszczególnych zapachów, kierować się własnymi preferencjami, mieszać i tworzyć własne kombinacje. Hulaj dusza! :)


Pamiętajcie, że olejki eteryczne posiadają ponad 500 substancji i są w pełni naturalne. To nie to samo co olejki zapachowe, sztuczne i... bez sensu! Ponadto producenci przestrzegają przed piciem olejków eterycznych - jeszcze nie do końca wiadomo jak te wszystkie substancje aktywne działają na organizm od środka, więc nie warto ryzykować. Pytałam - w paście do zębów lub płynie do płukania ust, które wypluwamy, olejki eteryczne mogą się znajdować i nie powinny szkodzić (o ile nie mamy alergii). Od lat robię w końcu pastę do zębów diy :)



A oto skarby, które wróciły ze mną do domu. Odkrywam właśnie kosmetyki kolorowe marki Couleur Caramel ze sklepu ekozuzu.pl. Używam obecnie podkładu Hydracoton (do cery tłustej) i kredki do oczu tej marki, a pierwsze wrażenia po prostu zachwycają! Podkład jest leciutki, w ogóle nie czuję go na skórze, wyrównuje koloryt, a jednocześnie matuje na dłużej niż koreańskie kremy bb! Niedługo sprawdzę, czy polubi się z kremem do twarzy Bema i gąbeczką Kozi, a o dłonie zadba krem do rąk Bema.

Moje eksperymenty z olejkami eterycznymi będą szły pełną parą dzięki produktom Optima Natura oraz marki Etja. Bardzo ciekawi mnie też naturalne, ręcznie wyrabiane mydło z peelingiem.

Mazidła marki Polny Warkocz miałam już przyjemność poznać, bardzo dobrze je wspominam. Natomiast o esencji słyszałam wiele dobrego, więc cieszę się, że będę miała okazję ją wypróbować.





Poniżej moja ulubiona maseczka Rapan Beauty, nowiutki tonik, olejek i obłędnie pachnący koktajlem truskawkowym peeling do ciała Cossi Fuleren.


Na koniec chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym spotkanie mogło się odbyć. Mam wiele pomysłów na rozwinięcie inicjatywy nie tylko na blogerki, ponieważ widzę, że jest coraz większe zainteresowanie kosmetykami z dobrym składem, bezpiecznymi i pełnymi substancji aktywnych. Z kilkoma osobami już mam kolejne plany do zrealizowania, kolejne wizje spotkań i marzenia. Trzymajcie kciuki i mam nadzieję, że do zobaczenia!


Lubicie czytać takie relacje? Pierwszy raz piszę je z punktu widzenia organizatora. To wspaniała przygoda, która uświadomiła mi, jak wiele osób ma podobne podejście do kosmetyków, zainteresowania i ciekawość tego świata. Czy chciałybyście wziąć udział w takim spotkaniu? Bez względu czy posiadacie blog czy nie? :)

Naturalne pasty do zębów bez fluoru / NeoBio, Eco Cosmetics, Natura Siberica

Dlaczego pasta bez fluoru?

Ostatnio dostałam od Was wiele pytań na temat pasty do zębów z lepszym składem, w dodatku bez fluoru. Nie chcę tu wchodzić w polemikę na temat szkodliwości fluoru, ponieważ w internecie jest cała masa badań, które jasno i rzetelnie wykazują... zarówno jego szkodliwość, jak i nieszkodliwość. Wszystko zależy od dawki, a tą trudno ujednolicić, skoro najlepszym źródłem fluoru jest... woda, a zawartość tego pierwiastka jest różna w zależności od rejonu i głębokości wydobycia (tak, w butelkowanej i wodociągowej też). I bądź tu mądry! Jednak jestem zdania, że skoro nadmiar fluoru może być szkodliwy, a jego brak w paście nie niesie ze sobą żadnych negatywnych skutków, to lepiej go unikać. Tak też właśnie robię! Większość z nas przecież doskonale wie, że fluor jest niezbędny do prawidłowej budowy i funkcjonowania organizmu (kości i zębów w szczególności), a dostarczamy go pod dostatkiem właśnie z wodą, ale też spożywając m.in.  czarną herbatę, ryby, ser, chleb żytni. Kiedyś nawet "wzbogacano" nim wodę z kranu (oczywiście dla naszego dobra, nadal w wielu krajach się to praktykuje). Zarówno nadmiar, jak i niedobór fluoru niesie ze sobą konsekwencje. Osobiście nie znam nikogo, kto cierpi na niedobór, za to na nadmiar owszem (fluoroza, pierwsze objawy to białe, żółte lub brązowe plamy na zębach). Po 4 latach stosowania past bez fluoru (z niewielkimi wyjątkami np. podczas wyjazdów) stwierdzam, że moje zęby nie ucierpiały nic a nic. Są w doskonałym stanie, dlatego też nie planuję powrotu do tradycyjnych past. Dzisiaj mam dla Was krótkie recenzje na temat trzech past właśnie bez fluoru: Neo Bio, Eco Cosmetics oraz Natura Siberica.


pasty-bez-fluoru

Pasty dostępne są bez problemu w wielu drogeriach internetowych oraz w niewielkich sklepikach zielarskich. Nie zdarzyło mi się natrafić na żadną z nich w dużej, stacjonarnej drogerii lub markecie, ale dla mnie nie jest to problem, ponieważ obecnie rzadko kupuję kosmetyki w takich miejscach. Staram się wspierać niewielkie biznesy, nastawione na jakość sprzedawanych produktów, a nie kasę i ilość. Wszystkie pasty mają standardowe, miękkie tubki oraz odkręcane korki. Natura Siberica posiadała dodatkowo kartonik.

dobre-sklady-pasty-zebow

Natura Siberica, Noc Polarna, Wybielająca naturalna czarna pasta do zębów bez fluoru

Najłatwiej ją kupić np. w ekobieca.pl czy helfy.pl. Ceny są bardzo zróżnicowane, od nawet 11 zł do 20 zł/100g.
Pasta jest całkowicie czarna, dość gęsta. Pachnie miętowo, ale delikatnie. Mocno się pieni, tworząc szarą pianę, więc po umyciu zębów trzeba dobrze opłukać szczoteczkę oraz umywalkę. Posiada słodkawy, łagodny smak. Dobrze oczyszcza zęby z każdego osadu, w tym z kawy czy herbaty. Pozostawia zęby gładkie, jaśniejsze i lśniące (używam elektrycznej szczoteczki, to na pewno także ma wpływ na higienę zębów). Przyjemnie odświeża oddech, jednak nie na długo, więc dla niektórych efekt może być niewystarczający. Generalnie jest to popularna pasta o dobrym składzie i łagodnym smaku, a jednocześnie skutecznie oczyszczająca zęby i lekko je wybielająca, łagodna dla dziąseł. Zawiera wiele ziół zebranych, zgodnie z filozofią marki, na dzikich, czystych terenach Syberii.

Zobacz też:

natura-sibetica-pasta

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycerin, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Syem Extract (organiczny ekstrakt z krwawnika, chroni dziąsła, łagodzi stany zapalne, działa antyseptycznie), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny z upraw ekologicznych olej z rokitnika), Chamomilla Recutita Flower Water (organiczny hydrolat rumiankowy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i łagodzi podrażnienia), Rhodiola Rosea Root Extract (organiczny z dzikich ziół ekstrakt), Flovocetraria Nivalis Extract (organicznyz dzikich ziół), Agrostis Stolonifera Extract (organiczny, z dzikich ziół syberyjskich), Bambusa Arundinacea Stem Extract (organiczny puder bambusowy z upraw eko, działa antybakteryjnie i wygładzająco), Betula Alba Juice (organiczny sok z brzozy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i gojąco), Mentha Piperita Leaf Water (organiczna woda miętowa z upraw eko, oczyszcza, odświeża oddech, działa antybakteryjnie), Maris Sal (sól morska; wzmacnia szkliwo, działa antyseptycznie, oczyszcza i usuwa osad), Disodium Rutinyl Disulfate, Papain (papaina, enzym, rozpuszcza zanieczyszczenia), Calcium Glycerophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Pineamidopropyl Betaine (olej z orzeszków piniowych), Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine (dziki rokitnik), Charcoal Powder Aroma (węgiel aktywny; oczyszcza, usuwa osad z zębów, działa antybakteryjnie, jest bezpieczny dla szkliwa), Sodium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linonene, Geraniol.


sklad-natura-siberica-pasta

NeoBio, Naturalna pasta do zębów z ksylitolem bez fluoru

Kosztuje jedynie 5-6zł/75ml, więc jest bardzo tania. Dostępna w wielu drogeriach internetowych. Jest dość gęsta, biała, zwarta i jednolita. Posiada łagodny smak mięty, z lekką nutą ziół, jest też trochę słona i trochę słodka jednocześnie. Smak jest dość dziwny, trzeba do niego przywyknąć. Jest idealna dla osób, które nie lubią mocnych zapachów. Pieni się średnio, tworząc gęstą pianę, bez bąbelków, więc osoby przyzwyczajone do past ze SLES mogą nie być zadowolone. Mnie to nie przeszkadzało, ponieważ pasta dobrze myje zęby. Po umyciu są doczyszczone oraz błyszczące. Co równie ważne nie pękają od niej kąciki ust (u mnie Colgate'y i inne Blend-a-med'y powodują, że usta mam wysuszone, a kąciki ust głęboko pękają i bolą). Niestety pasta średnio odświeża oddech. Podsumowując to tania i dobra pasta oczyszczająca dokładnie zęby.

Skład: Aqua (Water), Calcium Carbonate, Glycerin, Silica, Sodium Cocoyl Glutamate, Xylitol (ksylitol, chroni zęby przed próchnicą), Maris Sal (sól morska, oczyszcza i poleruje zęby, działa antybakteryjnie), Carrageenan, Algin, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract* (ekstrakt z szałwii lekarskiej, działa ściągająco i przeciwzapalnie), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract* (ekstrakt z rozmarynu, oczyszcza i chroni zęby oraz dziąsła), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract* (ekstrakt z oczaru wirginijskiego; wzmacnia dziąsła, działa ochronnie i antybakteryjnie), Commiphora Abyssinica Resin Extract (ekstrakt z mirry; działa antybakteryjnie i antygrzybicznie, przeciwbólowo i gojąco), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract* (ekstrakt z rumianku, łagodzi podrażnienia), Xanthan Gum, Alcohol*, Aroma (Flavour), Limonene.
*certyfikowany składnik ekologiczny.
Nie zawiera syntetycznych substancji zapachowych i barwników.

pasta-do-zebow-neobio

Eco Cosmetics, Pasta do zębów naturalna z czarnuszką bez fluoru

Najczęściej kosztuje ok. 14-15zł/75ml. Posiada dość luźną konsystencję, nie lejącą, ale zdecydowanie bardziej "miękką". W beżowej paście wyraźnie widać i czuć drobinki soli, co trochę przeszkadza podczas mycia zębów oraz przy zakręcaniu tubki - drobinki podchodzą pod zakrętkę, blokując ją. Posiada świetny smak słodkiej mięty z ciekawym, niespotykanym tłem ziół. Tworzy niewiele gęstej piany, mniej niż produkt NeoBio. Dodatkowo w buzi rozpuszcza się zmieniając konsystencję jakby w olejek, co jest nietypowe. Drobinki nie rozpuszczają się do końca, więc po kilku minutach szczotkowania nadal trzeba je wypluć. Czasem trzeba dokładnie przepłukać usta nawet kilka razy, ponieważ drobinki chowają się, a potem przeszkadzają, odnajdując się w najmniej oczekiwanym momencie. Jest bardzo delikatna, dobrze oczyszcza zęby pozostawiając na nich coś w rodzaju ochronnej warstewki. Nie odświeża oddechu albo robi to na bardzo krótko. 

Kosmetyk posiada certyfikat ECOCERT i nie zawiera syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących. Produkt wegański wpisany na listę Vegan Society. Korzystnie wpływa na florę bakteryjną ust.

Skład: Aqua, Sorbitol, Nigella Sativa Extract* (ekstrakt z czarnuszki), Camellia Sinenesis Leaf Water (hydrolat z zielonej herbaty; działa odświeżająco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie), Hydrated Silica, Magnesium Carbonate, Echinacea Purpurea Extract* (ekstrakt z jeżówki purpurowej; działa przeciwzapalnie, regenerująco i znieczulająco), Salvia Officinallis Extract* (ekstrakt z szałwii, działa antyseptycznie), Maris Sal (sól morska; oczyszcza i poleruje), Hamamelis Virginiana Extract, Nigella Sativa Oil* (olej z czarnuszki; działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antywirusowo, przeciwgrzybicznie, przeciwobrzękowo, odtruwająco i immunostymulująco), Glycerin, Carvone, Alcohol, Sodium Cocoyl Glutamate and Disodium Cocoyl Glutamate, Xanthan Gum, Xylitol (ksylitol, chroni przed próchnicą).
Składniki oznaczone * pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych.

eco-cosmetics-pasta

Poniżej porównanie konsystencji i kolorów wszystkich trzech past do zębów. Od lewej: czarna Natura Siberica, biała NeoBio oraz ostatnia bezowa z drobinkami soli Eco Cosmetics.

pasta-bez-fluoru

Wszystkie pasty mają swoje zalety. Przede wszystkim oczywiście brak fluoru oraz szkodliwych substancji, w tym SLS i SLES. Wszystkie zawierają sensowne zioła i to nie na końcu INCI, które działają antybakteryjnie i ochronnie. Jednak osoby przyzwyczajone do mocno pieniących specyfików oraz do ostrego, wręcz piekącego smaku "mięty" mogą mieć wrażenie niedoczyszczonych zębów. Niestety pasty naturalne o wiele słabiej odświeżają także oddech - można się dodatkowo wspomóc płynem do płukania ust (bez fluoru oraz z dobrym składem np. Sylveco za 15 zł).


Wszystko zależy od tego... na czym Wam bardziej zależy (celowa gra słów, żeby nie było) - chwilowych wrażeniach estetycznych i pianie czy łagodniejszym składzie i większym bezpieczeństwie? Osobiście wybieram to drugie!

dobra-pasta-bez-fluoru

A jakich past Wy używacie? Zastanawiacie się nad ich składami czy jednak większe znaczenie podczas zakupu mają inne czynniki? Nie pamiętam już nawet kiedy używałam takiej drogeryjnej, tradycyjnej pasty dłużej niż kilka dni (wspomniane wyżej wyjazdy, niestety trudno dostać miniaturki naturalnych past) i nie planuję tego zmieniać. 

Tołpa Dermo Face Sebio, Peeling enzymatyczny do twarzy

Regularny peeling to podstawa pielęgnacji, podobnie jak dokładne, codzienne oczyszczanie skóry. W zależności od rodzaju cery można go wykonywać 1-3 razy w tygodniu, raczej nie częściej, ponieważ skóra musi mieć czas na regenerację. Peeling ma za zadanie usunąć martwe komórki naskórka i odsłonięcie tych nowych, młodych i zwartych, dzięki czemu twarz wygląda młodziej, zdrowiej i lepiej przyjmuje składniki aktywne z kremów. Dbajmy o regularny peeling, a dość szybko zobaczymy efekty! Osobiście częściej stawiam na peelingi enzymatyczne, których rozpuszczają martwe komórki, zamiast je ścierać mechanicznie (jak w przypadku drobinek). Enzymy są równie skuteczne, choć działają inaczej i inaczej się je stosuje.


tolpa-kosmetyki-recenzje

Tołpa, Sebio, Peeling 3 enzymy do twarzy

Usuwa zrogowaciały naskórek dzięki trzem aktywnym enzymom, głęboko oczyszcza pory, zapobiega ich blokowaniu oraz zmniejsza ilość zaskórników. Reguluje rogowacenie naskórka i wygładza jego powierzchnię. Eliminuje nawracające i uporczywe niedoskonałości. Pozostawia skórę odnowioną, nawilżoną, matową i bez zaskórników. Normalizuje pracę gruczołów łojowych i ogranicza wydzielanie sebum o 74% zaraz po zastosowaniu (badania aparaturowe i dermatologiczne na grupie 40 osób).

Kartonik, na którym znajdziemy mnóstwo informacji, kryje w sobie aluminiową tubkę o pojemności 40 ml. Kosztuje ok. 33 zł. Lubię aluminiowe tubki, ponieważ takie opakowanie nie zasysa powietrza i bakterii, więc produkt jest dłużej bezpieczny. Tekturkę można przed wyrzuceniem rozciąć i przeczytać nadrukowane na wewnętrznej stronie dodatkowe podpowiedzi dotyczące pielęgnacji.

peeling-enzymatyczny

Skład:  Aqua, Glycerin, Propylene Glycol (humektant z ropy, ułatwia transport substancji aktywnych w głąb skóry), Peat Extract (ekstrakt z torfu, działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie, ściągająco i łagodząco), Papain (papaina, roślinny enzym z papai, rozpuszcza martwe komórki, przyspiesza gojenie ran), Bromelain (bromelaina, enzym z ananasa, rozpuszcza i zmiekcza martwe komórki naskórka), Algin (zagęstnik z alg), r-Bacillus Licheniformis Keratinase (keratynaza; mocno złuszcza i zmiękcza naskórek), Carbomer, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum, Tromethamine, Sodium Chloride, Calcium Chloride, Ethylhexylglycerin, Phenoxyetanol, Caprylyl Glycol.
Nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i donorów formaldehydu, ale nie oznacza to, że jest kosmetykiem naturalnym. 
Propylene Glycol może narobić szkód na wrażliwej skórze, zwłaszcza w towarzystwie silnie działających enzymów. Uwaga też na konserwanty!

peeling-enzymatyczny-topla-sklad

Sposób użycia: Nanieść peeling na czystą skórę, omijając okolice oczu i pozostawić grubą warstwę. Po 10 min. delikatnie rozmasować zwilżonymi dłońmi, zaczynając od szyi  i kierując się ku górze (poprzez brodę, policzki, nos i czoło). Następnie spłukać letnią wodą. Stosować 2 razy w tygodniu.

W moim przypadku używanie tego produktu częściej niż raz w tygodniu nie wchodzi w grę, ze względu na reakcję mojej skóry. Jednak jest to bardzo indywidualna sprawa i warto obserwować swoją skórę, a intensywność dostosować pod siebie indywidualnie. To, że producent napisał dwa razy w tygodniu nie musi być jedynym wyznacznikiem. Najważniejsza jest nasza skóra :)

peeling-skora-tlusta

Peeling enzymatyczny Tołpa to mleczno-przezroczysty żel o obłędnym, intensywnie owocowym zapachu.  Zapach jest faktycznie przyjemny dla nosa, egzotyczny, umila zabieg. Utrzymuje się na skórze dość długo, co dla jednych będzie zaletą, a dla innych niekoniecznie. Konsystencja jest na tyle gęsta, że kosmetyk nie spływa ze skóry. Po rozprowadzeniu grubej warstwy odczekujemy 10 minut. Moja skóra niestety źle reaguje na ten kosmetyk - przez cały czas, a nawet jeszcze po jego dokładnym zmyciu - odczuwam silne pieczenie, a nawet wręcz kłucie tych partii skóry, na które nałożyłam peeling. Jest to niesamowicie nieprzyjemne. Dodatkowo po kilku minutach skóra zaczyna się lekko czerwienić, a efekt ustępuje dopiero po zmyciu preparatu i odczekaniu dłuższej chwili. Wiem, że nie u każdego wystąpi podobna reakcja, jednak szanse są dość duże. Związane jest to z wysoką koncentracją enzymów owocowych, które mogą dawać podobne wrażenia - zwyczajnie czuć, że działają. Do nas należy decyzja czy wytrzymamy niedogodności, czy jednak będziemy szukać innych produktów. Ja niestety peeling oddaję, ponieważ znam równie skuteczne kosmetyki, bez niepotrzebnych wrażeń. Przykładowo:

Pomijając nieprzyjemne pieczenie muszę przyznać, że peeling enzymatyczny Tołpy jest skuteczny. Oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę. Usuwa także suche skórki, które czasami pojawiają się w okolicach nosa. Lubię enzymy, ponieważ nie jesteśmy zmuszeni "rysować" swojej twarzy drobinkami, co szczególnie dla wrażliwców jest niekorzystne. Oczywiście pod warunkiem, że przy okazji nie powoduje pieczenia gratis ;) U mnie niestety nie pozostawia skóry nawilżonej, jak twierdzi producent. Jest za to ściągnięta i lekko podrażniona, jednak może to być wynik silnej reakcji na składniki aktywne. Przy tego typu produktach bezwzględnie należy także unikać kontaktu enzymów z okolicą oczu.

mocny-peeling-enzymatyczny

Niestety, czasem tak bywa z kosmetykami, że podrażniają lub uczulają. Pamiętajcie, że jest to bardzo indywidualna kwestia i znam osoby, u których ten peeling sprawdza się doskonale. A Wy czym wygładzacie skórę twarzy? Używacie regularnie peelingu?

Clochee, Naturalne maseczki glinkowe - nawilżająca oraz oczyszczająca

Bardzo lubię naturalne maseczki do twarzy, szczególnie te na bazie glinek. Uważam, że najlepiej działają na moją mieszaną cerę, mocno przetłuszczającą się obecnie w strefie T (niestety po toniku z alkoholem błyszczenie wróciło, pisałam o tym w poście z rozczarowaniami, który podlinkuję niżej). Glinki mają szeroki zakres działania, fajnie zwężają pory, oczyszczają, odżywiają skórę. Na wyjazdy natomiast nie zabieram sypkich glinek, stawiam na gotowe, z dobrym składem, a najlepiej w saszetce (lekki bagaż i nie ryzykuję wylania/rozsypania). Stąd zainteresowanie glinkami Clochee, które znam w wersji nawilżającej oraz oczyszczającej.



clochee-maseczki

Clochee, Maseczka nawilżająca z czerwoną glinką

"Działa nawilżająco oraz poprawia koloryt cery. Czerwona glinka wspomaga naczynka krwionośne, oczyszcza z toksyn i zanieczyszczeń, odżywia i remineralizuje cerę. Idealna wersja dla cery suchej, naczynkowej, wrażliwej, ale także normalnej czy mieszanej."

maska-nawilzajaca-clochee

Saszetka składa się z dwóch oddzielnych części, każda po 6 ml. Jedna część spokojnie wystarcza na pokrycie całej twarzy, a więc saszetka wystarcza na dwa użycia. Kosztuje ok. 17 zł. Opakowanie łatwo się rozrywa, a glinka dość łatwo wychodzi z opakowania.  Maska delikatnie pachnie różą, subtelnie i nienachalnie. Kolor jest rudawy. Konsystencja dość gęsta, budyniowa, ale dobrze się rozsmarowuje, nie spływa ze skóry. Produkt nie szczypie w oczy, nie powoduje też łzawienia. Po 10-15 minutach należy zmyć ją letnią wodą.
  • Po zmyciu pozostawia skórę ładnie rozświetloną, wygładzoną, delikatnie nawilżoną i lepiej oczyszczoną. Efekt widać praktycznie od razu. Sprawia, że skóra jest pełna blasku, widocznie odżywiona oraz odświeżona. Nie farbuje skóry.

maska-nawilzajaca-clochee

Skład maseczki nawilżajacej z czerwoną glinką: Ascorbic Acid***, Tocopherol*, Benzyl Alcohol*, Salvia Sclarea Extract, Citric Acid**, Phytic Acid**, Pyrus Malus Extract**, Parfum**, Butylphenyl methylpropional, Dehydroacetic Acid*, Linum Usitatissimum Seed Extract**, Citronellol, Illite, Xanthan Gum**, Alcohol***, Sodium Citrate**, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride**, Sodium Acrylates Copolymer, Lecithin**, Ascorbyl Palmitate***, Aqua**, Glycerin**, Sodium Hydroxide***, Kaolin, Hydroxymethylpentyl-3-cyclohexene-carbaldehyde
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Skład maseczki oczyszczającej z glinką ghassoul: Alcohol***, Methylpropanediol, Aqua**, Ascorbyl Palmitate***, Leptospermone, Isoleptospermon, Sodium Benzoate**, Tocopherol*, Caprylic/Capric Triglyceride**, Glycerin**, Potassium Sorbate**, Parfum**, Sodium Acrylates Copolymer, Moroccan Lava Clay, Kaolin, Rosmarinus Officinalis Extract, Lecithin**, Salvia Sclarea Extract, Salicylic acid*, Flavesone, Salix Alba Bark Extract, Ascorbic Acid***, Citric Acid**
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Clochee, Maseczka oczyszczająca z glinką ghassoul

"Idealna do cery problematycznej, tłustej, trądzikowej, ale i wrażliwej. Oczyszcza, rozjaśnia, matuje i lekko złuszcza skórę. Jednocześnie usuwa toksyny i dostarcza cennych minerałów."

maska-glinka-ghasshoul

Saszetka również składa się z dwóch oddzielnych komór, jednak zawartość z jednej części ledwo wystarcza na pokrycie połowy twarzy. Na całą musiałam zużyć obie i to nakładając naprawdę cienką warstwę.  Pachnie przyjemnie, lekko kwiatowo, ale zapach wydaje się sztuczny. Alkoholu nie wyczuwam. Maseczkę trudno się wyciska z opakowania, jest dużo bardziej klejąca niż wersja z czerwona glinką, przypomina miód. W szarawo-zielonej mazi widać ciemne, dość ostre drobinki. Maska dobrze się trzyma skóry, nie spływa z niej, nie zastyga. Od razu po nałożeniu czuję leciutkie ciepło, ale nie jest to nieprzyjemne. Po 10-15 minutach należy ją zmyć - masując skóry czuję, że drobinki dodatkowo ją peelingują.
  • Nie zauważyłam większego efektu po zmyciu - ani nie przymknęła porów, nie rozświetliła, ani nie oczyściła widocznie cery. Nie wyciszyła ani nie rozjaśniła czerwonych zmian skórnych. Wcale nie matowi! Na szczęście skóra nie jest podrażniona czy wysuszona, wręcz przeciwnie, wydaje się nawilżona, lekko napięta. Spodziewałam się jednak czegoś więcej.

naturalna-maseczka

Maseczki uważam za ciekawe, chętnie kupię jeszcze wersję z czerwoną glinką, bo działanie jest widoczne od razu po jej zmyciu. Oczywiście u Was wersja oczyszczająca może zadziałać zupełnie inaczej, niestety aby się przekonać trzeba spróbować samemu. Jeśli przeraża Was cena 17 zł za 1-2 zabiegi polecam też saszetki Vianka (ok. 5 zł) albo słoiczki Rapan Beauty (np. wersja mini 12 zł za dwa zabiegi).


Znacie kosmetyki marki Clochee? Polecacie jakieś szczególnie? Kuszą Was te maski?

Ava Eco Linea, ECOCERT, Tonik rewitalizujący i Maseczka całonocna

Kosmetyki AVA stały się ostatnio dość popularne, czemu wcale się nie dziwię. Marka szybko się rozwija, stale proponuje nowości i znana jest ze swoich aktywatorów młodości czyli różnorakich serów do twarzy z zawartością składników aktywnych (m.in. retinol, koenzym Q10, kolagen oraz wit. C, które kiedyś miałam i bardzo dobrze wpłynęło na moją skórę). Do dyspozycji mamy całą masę serii, a mnie najbardziej zainteresowała Eco Linea, ponieważ kosmetyki posiadają certyfikat ECOCERT i bardzo ładne składy. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić opinią o toniku oraz samowchłaniającej się maseczce nocnej Ava.



eko-ava

Ava, Eco Linea, Tonik rewitalizujący

"Tonik przywraca skórze naturalne pH, dzięki czemu odzyskuje ona zdrowy wygląd. Dodatkowo delikatnie oczyszcza, odświeża i pielęgnuje skórę, działa też przeciwzapalnie i nawilżająco. Naturalne olejki eteryczne wzmacniają działanie antybakteryjne i nadają charakterystyczny, przyjemny zapach."

Opakowanie to przezroczysta, wyprofilowana butelka z atomizerem. Widać przez nią, że produkt posiada naturalny kolor. Atomizer jest bajeczny - nie zacina się, rozpyla na skórze idealną, drobną mgiełkę. Niech Was nie zmylą zdjęcia - w momencie pisania tej recenzji zużyłam ponad połowę produktu, nigdy nie piszę o kosmetykach, których nie poznałam dobrze :) Tonik kosztuje 47 zł/200 ml. Nie zawiera alkoholu - dla mnie to bardzo ważne po ostatniej przygodzie, o której niedawno pisałam.

ava-tonik-do-twarzy

Tonik Ava Eco Linea pachnie bardzo naturalnie i dla mojego nosa przyjemnie. Trochę cytrusowo, trochę lawendowo, nienachalnie. Rozpyla się idealnie, nie chlapiąc, a równomiernie pokrywając skórę cieniutką warstwą płynu. Jego głównym zadaniem jest oczywiście przywrócenie skórze neutralnego pH zaraz po jej umyciu (obecnie używam olejku do cery mieszanej Biolove + żelu Organique). Jednakże tonik dodatkowo doskonale chłodzi skórę, koi ewentualnie podrażnienia, nawilża, a dzięki zawartości olejków eterycznych pomaga zwalczać niechciane bakterie, które mogą powodować wypryski (mieszana czy tłusta cera stale jest na to narażona). Ma średnią wydajność, ale zastrzegam, że używam go dwa razy codziennie w sporej ilości na twarz (bo tak lubię, stosuję pielęgnację "na mokro"), dodatkowo często spryskuję nim także włosy, a nawet ciało (po goleniu), a i tak została jeszcze połowa opakowania. W porównaniu do toników bez atomizera to dobry wynik, ponieważ większość kończy mi się już po miesiącu. Podsumowując: uwielbiam ten tonik i kupię go jeszcze nieraz!

tonik-ecocert

Skład: oparty na wodzie i organicznym hydrolacie lawendowym. Zawiera wiele cennych ekstraktów (z prawoślazu lekarskiego*, z imbiru*, z rumianku,* z zielonej herbaty,*), witaminę E*, naturalne olejki eteryczne: z trawy cytrynowej i lawendowy, naturalny emulgator oraz bezpieczne konserwanty. 
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego. Skład jest bardzo ładny, jedynie osoby z alergią powinny uważać na składniki zapachowe.
 *składniki pochodzące z upraw ekologicznych z certyfikatem Ecocert

sklad-toniku-ava-eco

Ava, Eco Linea, Rewitalizująca maseczka samowchłaniająca się

"Intensywnie pielęgnuje, wzmacnia procesy regeneracyjne oraz wygładza. Pozwala zachować skórze prawidłowy poziom nawilżenia. Działa rewitalizująco na głębsze warstwy skóry, poprawia elastyczność i napięcie. Chroni skórę przed starzeniem, redukuje stany zapalne i odżywia. Daje szybką i widoczną poprawę stanu skóry."" Kosztuje 52 zł/30 ml.


Skład: Oparty na wodzie i organicznym hydrolacie lawendowym. Dalej m.in. oliwa z oliwek, gliceryna roślinna, skwalan roślinny, ekstrakty roślinne (z prawoślazu lekarskiego*, z imbiru*, z rumianku*, z zielonej herbaty*), emulgatory i emolienty z oliwy z oliwki europejskiej*, wosk z kwiatów mimozy, witamina E*, naturalne olejki eteryczne: z trawy cytrynowej i lawendy, naturalny zagęstnik ze skrobi kukurydzianej*, bezpieczne konserwanty.
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego. Skład jest bardzo ładny, jedynie osoby z alergią powinny uważać na składniki zapachowe.
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych z certyfikatem Ecocert

sklad-maseczki-calonocnej

W kartoniku znajdziemy szklaną butelkę z korkiem. Podoba mi się, że butelka jest przezroczysta, zawsze wiem ile produktu jeszcze zostało (trzymam ją w ciemnej szafce w łazience). Lubię również produkty z pompką, o czym pisałam nieraz - to higieniczne rozwiązanie, które minimalizuje dostęp powietrza i bakterii do kosmetyku, a przy okazji jest wygodne. Dozowanie jest bardzo proste, wystarczy wycisnąć odpowiadającą nam ilość maseczki na rękę i rozprowadzić ją palcami na oczyszczonej i stonizowanej skórze. Konsystencja jest typowo kremowa, średnio gęsta, więc nie spływa z twarzy. Zapach bardzo delikatny i naturalny, wyczuwam w nim olejki eteryczne. Stosuję maseczkę 1-2 razy w tygodniu, zawsze na noc i zauważyłam, że wydajność jest znakomita.


Maseczkę samowchłaniającą traktuję po prostu jak krem na noc, ponieważ nie trzeba jej zmywać - wklepuję ją w skórę przed pójściem spać, a rano cieszę się świeżą, promienną cerą. Maska nie "zapycha" (przynajmniej mnie, ale pamiętajcie, że to indywidualna sprawa), nie powoduje powstawania zaskórników ani nie podrażnia skóry. Po wklepaniu dość szybko wnika w skórę pozostawiając ją matową. Dopiero po ok. 1h widać, że skóra lekko błyszczy, jednak nie pozostawia lepkiej czy tłustej warstwy (posiadam mieszaną cerę). Maseczka świetnie nawilża i regeneruje skórę, rano jest ona pełna blasku, lepiej ujędrniona i widocznie wypoczęta. Odkąd ją stosuję, moja cera szybciej wraca do ładnego wyglądu (po przygodzie z alkoholem w kosmetykach). Zaczerwienienia po wypryskach widocznie bledną, pory są lekko przymknięte, a skóra w ciągu dnia zdecydowanie mniej się błyszczy.

Uważam, że maseczka to również świetny kosmetyk do dłoni, oczywiście jeśli Wam nie szkoda jej tak używać - przyspiesza regenerację i przywraca nawilżenie, a przy tym nie jest tłusta i nie zostawia nieprzyjemnej warstwy. Już po dwóch użyciach (dwie noce pod rząd) moje dłonie były idealnie miękkie, nawilżone i nie swędziały (tu z kolei przygoda z nowym detergentem).


Podsumowując jestem bardzo za! Oba produkty mają fajny skład, oparty na organicznym hydrolacie z lawendy oraz certyfikowanych ekstraktach roślinnych. Opakowaniom też nie mam nic do zarzucenia - są ładne i funkcjonalne. Naturalne zapachy i fajna konsystencja maseczki to kolejne plusy. Jednak najważniejsze jest działanie, a tego nie mogę im odmówić - oba produkty przyczyniły się do powrotu mojej skóry do stanu równowagi. Obecnie już jestem bardzo blisko prawidłowego nawilżenia, a kosmetyki Avy bardzo mnie w tym wspierają.

Znacie produkty Ava? Mieliście kosmetyki z serii Eco Linea z certyfikatem? Spotkaliście się z maseczką samowchłaniającą się lub całonocną?

Blogowanie a RODO czyli blog i ochrona danych / Certyfikat SSL

RODO na blogu

W ostatnich tygodniach wiele słyszy się o RODO. Ale co to właściwie jest i co z niego wynika? Czy trzeba się bać obowiązków wynikających z Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych? RODO wchodzi w życie 25 maja 2018 r. i obowiązuje także blogerów / vlogerów / innych twórców internetowych, jako że przetwarzamy dane osobowe. Jakie dane? Choćby adresy mailowe. Ostatnio bardzo dużo czytałam na ten temat i chcę się podzielić moimi wnioskami, ale...


Zaznaczam, że nie jestem prawnikiem, przeczytałam większość Rozporządzenia (łatwo je znaleźć w internecie po polsku) i całą masę interpretacji na ten temat. Nie biorę odpowiedzialności za ewentualne niejasności, a post ma charakter poglądowy, gdzie dzielę się swoimi przemyśleniami. To tak gwoli ścisłości. Mało tego, czytając wpis musicie się zastanowić nad tym jak i gdzie Wy blogujecie, ponieważ trochę inaczej wygląda sytuacja na blogspocie, a inaczej na wordpressie. Ja przykładowo korzystam z bloggera, posiadam własną domeną, nie rozsyłam newslettera. Czasem organizuję konkursy dla czytelników.


Rozporządzenie RODO a blogger

Rozporządzenie dotyczy ochrony danych osobowych oraz między innymi ustanawia rolę administratora tych danych. Należy się więc zastanowić kto jest tak naprawdę "właścicielem" danych osobowych, skoro platforma blogger należy do Google, a nie do Was czy do mnie? Wiele interpretacji wskazuje właśnie Google, co zdecydowanie jest nam na rękę - oznaczałoby bowiem, że omija nas obowiązek zbierania danych (choćby maili, ale tylko tych z komentarzy!), segregowania ich itp. Nie sądzę jednak, aby Google było odpowiedzialne za adresy mailowe w przypadku newslettera albo dane do wysyłki nagrody z konkursu.

Jednakże inne interpretacje Rozporządzenia wskazują, że komentujący zostawiający znak po sobie na naszej stronie uważani są za podmiot danych - mamy dostęp do internetowego nicka, adresu e-mail itp. Jednakże taki sam dostęp do tychże danych ma także każdy, kto wejdzie na naszą stronę! Mało tego, wchodząc na innego bloga, na którym są komentarze - również mamy dostęp do tych danych (klikając w nick możemy przejść np. do bloga i pozyskać m.in. adres mailowy, a niektórzy mają nawet nicki składające się z imienia i nazwiska...). Możliwe więc, że takich publicznie podanych informacji nie trzeba archiwizować, choć to moja interpretacja. Problem pojawia się w momencie, gdy mamy ustawione automatyczne maile z powiadomieniem o nowym komentarzu - wraz z mailem komentującego (choć nie zawsze, część przychodzi z adresu noreply-comment@blogger.com).

Poniżej screeny z mojego maila z powiadomieniami o komentarzach (z adresu noreply-comment) 


Natomiast poniżej pokazuję powiadomienie o komentarzu, ale już z mailem komentującego. Jeszcze nie rozgryzłam z czego wynika różnica.


Dlatego... wyłączyłam na blogu powiadomienia o nowych komentarzach! Teraz nie dostaję żadnych maili i mam nadzieję, że nie zbieram danych osobowych z tego tytułu (e-maili osób komentujących) :)

Jak wyłączyć maile z komentarzami na bloggerze?

Można to ustawić, ale uwaga! Trzeba zajrzeć aż w dwa miejsca. Wchodzimy w panel bloggera i z menu wybieramy Ustawienia (na samym dole listy). Następnie Posty, komentarze i udostępnianie i szukamy po prawej stronie Moderowanie komentarzy. Miejsce na wpisanie adresu mailowego powinno być puste (jeśli widzicie tam swój adres mailowy należy go usunąć i zapisać ustawienia!). Na zdjęciu poniżej widać, w którym miejscu miałam wpisany mail - usuwamy go!:


Następnie przechodzimy do Ustawienia --> E-mail --> E-mail z powiadomieniem o komentarzu i stamtąd również usuwamy swój adres mailowy. Teraz już nie powinny przychodzić nam żadne powiadomienia.


Administrator danych osobowych

Na swoim blogu np. na wordpressie to my pełnimy rolę administratora. Ale czy blogger jest nasz? Można różnie interpretować tą kwestię, część uważa, że skoro treści są nasze to i my jesteśmy właścicielem danych osobowych w nich zawartych. W takiej sytuacji naszą rolą jest administrowanie czyli "ustalenie celów i sposobów" przetwarzania danych osobowych użytkowników (komentujących, zwycięzców w konkursach, maili newsletterowych).
Administrator danych osobowych musi spełnić wobec osoby, której dane dotyczą tzw. obowiązek informacyjny. Komunikat musi być przekazany prostym i jasnym językiem. Obowiązek informacyjny można spełnić np. poprzez przesłanie treści obowiązku informacyjnego w pierwszej wiadomości e- mail do komentującego (ciekawe jak to rozwiązać w praktyce?) lub umieścić info w postaci odpowiedniego checkboxu pod formularzem rejestracyjnym np. do newslettera.

Administrator danych prowadzi dokumentację opisującą sposób przetwarzania danych oraz zastosowane środki techniczne i organizacyjne zapewniające ochronę przetwarzanych danych osobowych.


Jakie dane archiwizujemy na blogu:

Między innymi:
  • identyfikator internetowy (nick)
  • adres e-mail (newsletter, automatyczne komentarze, ale także korespondencja mailowa np. z czytelnikami, dotycząca współpracy)
  • dane o lokalizacji (jeśli mamy dostęp)
  • odbiorcy danych, czyli komu przekazujemy pozyskane dane osobowe (np. firma, z którą współorganizujemy konkurs w celu wysyłki nagrody)
  • adresy (do wysyłki wygranej w konkursie)
  • dane osobowe z umów (jeśli piszesz np. artykuły sponsorowane).

Zgoda na przechowywanie danych

Zgoda nie może być domyślnie zaznaczona, nie może być również jakkolwiek domniemana – zgoda musi być wyrażona przez użytkownika, poprzez jego działanie, a nie zaniechanie. Zgoda może być wyrażona m.in. przez zachowanie, które jasno wskazują, że osoba, której dane dotyczą, wyraziła zgodę na proponowane przetwarzanie jej danych osobowych. Przykład: Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na....

Jak archiwizować dane:

Tak naprawdę wystarczy je wpisać w dowolny program np. arkusz kalkulacyjny, word, darmowy openoffice, notatnik itp. Będzie to nasz "rejestr czynności przetwarzania danych". Powinniśmy dbać, aby dane były dobrze zabezpieczone przed dostępem osób trzecich.

Blogerski rejestr czynności przetwarzania danych

  • imię i nazwisko oraz swoje dane kontaktowe (chyba, że mamy firmę, w ramach której prowadzimy blog - wtedy nazwę firmy)
  • cele przetwarzania danych (np. wysyłka newslettera, organizacja konkursu, publikacja komentarza na blogu, umowa z klientem)
  • kategoria osób, których dane są przetwarzane i kategorie danych (np. komentujący na blogu: imię/nick + adres e-mail)
  • kategoria odbiorców danych (u mnie brak - najczęściej nikomu niczego nie przekazuję, chyba że organizuję konkurs i przesyłam dane do wysyłki nagrody!)
  • informacje o przekazaniu danych do państwa trzeciego (np. na zagraniczne serwery)
  • planowany termin usunięcia danych osobowych (np. zakończenie konkursu, zamknięcie bloga)
  • opis środków bezpieczeństwa (dostęp do komputera zabezpieczony hasłem, certyfikat SSL dla bloga, zainstalowany program antywirusowy na komputerze, dane przetwarzane on-line bez zapisywania).

Polityka prywatności

Aby spełnić obowiązek informacyjny musimy też opracować politykę prywatności, w której informujemy czytelników jak wykorzystujemy dane osobowe. Ja na przykład nie przekazuję ich nigdzie (świadomie).

Jeżeli nadal szukasz więcej info lub masz bardziej rozbudowany blog serdecznie polecam świetny post prakreacja.pl RODO dla blogerów.

Jak włączyć certyfikat SSL / https

Niedawno blogger udostępnił wreszcie możliwość włączenia certyfikatu SSL dla domen niestandardowych (sytuacja, gdy nadal blogujesz na bloggerze, ale pod własną domeną - jak ja). Koniecznie ustaw przekierowanie HTTPS, zgodnie z poniższym screenem.

https-blogspot

Na koniec dodam, że kary mają być gigantyczne, jednak nigdzie nie jest powiedziane, że będą nakładane od razu, na wszystkich i bez ostrzeżenia. Tak naprawdę większość wyjdzie po prostu "w praniu", bo przystosowanie się do Rozporządzenia u każdego z nas będzie wyglądało inaczej.

Czy u Was ten temat też na czasie? Wiem, że sporo osób ma dużo więcej obowiązków w pracy z tytułu Rozporządzenia - w tym ja. Blogi to pikuś ;)
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj