Tusze do rzęs: przegląd ostatnio poznanych

Tusz do rzęs i puder matujący to dla mnie minimum makijażu. Z rzęsami ciągle prowadzę wojnę, chcąc je wzmocnić, wydłużyć i przyciemnić, a one za często, jak na mój gust, dezerterują :) Bez przerwy stosuję jakieś sera, odżywki i  inne cuda, z różnym skutkiem. Na co dzień jednak wszelkie ich niedoskonałości ukrywam pod warstwą (a raczej warstwami) tuszu. Różnie to z nimi bywa, mam swoich faworytów, choć ulubieńca jeszcze nie zdarzyło mi się poznać... wciąż pozostaje on w sferze marzeń i poszukiwań...

Zapraszam na przegląd moich ostatnich tuszy do rzęs.


Maybelline, The Colossal Volum' 100% Black

Tusz do kupienia dosłownie wszędzie, w każdej drogerii, za ok. 25 zł. Żółte opakowanie rzuca się w oczy, choć nie jest to mój ulubiony kolor. Szczoteczka jest dokładnie taka jak lubię: duża, niesilikonowa, z odpowiednio ułożonymi włoskami, nie za gęsto i nie za rzadko. Myślę, że całkiem łatwo można pobrudzić sobie nim powieki, ale odrobina wprawy pomaga uniknąć takich atrakcji. Konsystencja tuszu jest idealna. Tusz nie tworzy na rzęsach grudek, czasami lekko skleja włoski, zwłaszcza pod koniec, kiedy trochę gęstnieje pod wpływem powietrza wtłaczanego do pojemniczka podczas używania. Ładnie unosi rzęsy od samej nasady, lekko podkręca i wydłuża. Trzyma się idealnie calutki dzień i nie rozmazuje. Kolor ma faktycznie czarny. Jeden z moich ulubionych, choć jeszcze nie ideał. Bardzo długo jest świeży i właściwie nie zdarzyło mi się, abym musiała go szybko wyrzucać. Jest to moje zużyte 3-4 opakowanie.

T'e'N, Bronzing 10, Summer Wonderlashes

Tusz, który dostałam podczas targów kosmetycznych od włoskiej marki T'e'N (Alfaparf). Posiada ciekawą szczoteczkę ze skręconym włosiem, wyprofilowaną. Włoski są dosyć krótkie i może dlatego słabo łapią rzęsy. Konsystencja tuszu jest bardzo gęsta, dlatego tworzy on grudki, skleja rzęsy i wymusza malowanie ich kilkoma warstwami. Być może taki efekt spowodowany jest tym, że tusz swoje przeleżał zanim do mnie dotarł. Nie zauważyłam uniesienia ani pogrubienia, jedynie nadanie ciemnego koloru. Opakowanie ma ładne, minimalistyczne, ale łatwo się brudzi. Nie mam pojęcia ile kosztuje i gdzie można go kupić. Dość szybko wysechł.

Miss Sporty, Curve it! Pump Up Booster

Tusz jest bardzo tani, kosztuje ok. 15 zł i niesamowicie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się po nim niczego konkretnego, kupiłam go właściwie w ciemno. Ma szczoteczkę taką jak lubię, trochę grubszą niż Maybelline i przy końcówce uniesioną do góry. Bardzo ładnie rozdziela rzęsy pokrywając je jednolitą warstwą tuszu. Unosi je przy tym i podkręca. Jedyne, co zwróciło moją szczególną uwagę to fakt, że szczoteczka zbiera odrobinę zbyt dużo tuszu, warto go trochę z niej zetrzeć przed nakładaniem na rzęsy, inaczej może tworzyć grudki. Tutaj jeszcze łatwiej pomalować sobie powieki, ale szybko nabrałam wprawy i niczego nie rozmazywałam. Bardzo długo jest świeży.

Bourjois, Mascara Effect Push Up, Volume Glamour

Tusz przywędrował do mnie w ramach testowania dla portalu ibeauty.pl. Opakowanie ma bardzo solidne, czarne, w ciekawym kształcie klepsydry. Kosztuje ok. 40 zł, do kupienia np. w Rossmannie. Szczoteczka nie jest silikonowa, ładnie pokrywa rzęsy od samej nasady, mimo dość krótkich włosków. Idealnie rozdziela rzęsy, nadając im bardzo naturalny wygląd. Nie zauważyłam szczególnego efektu "push up", choć rzęsy faktycznie były delikatnie uniesione i troszkę podkręcone. Szybko się zorientowałam, że lepiej nie kombinować przy nim z wieloma warstwami, bo łatwo można przesadzić. Nadaje koloru głębokiej czerni. Idealny tusz na co dzień. Wysycha standardowo, nie za szybko, choć pod koniec gęstnieje i lubi zbierać się na końcówce szczoteczki.

Wibo, XXL Lift Lash Volume

Najchętniej pozostawiłabym go bez komentarza. Kupiony w ciemno, bardzo tani (ok. 8 zł), w Rossmannie. Ma beznadziejną, wąską i podkręconą szczoteczkę, która nie wiadomo co ma sobą reprezentować. Nabiera bardzo dużo tuszu, który ma tak gęstą konsystencję, że woli siedzieć na swojej szczoteczce niż grzecznie przejść na moje rzęsy. Bardzo trudno pomalować nim rzęsy, lubi sklejać i brudzić. U mnie zupełnie się nie sprawdził. ZUO! Bardzo szybko wysechł (mam podejrzenia, że ktoś wciskał już w niego swoje chciwe łapska i otwierał go milion lat przed moim zakupem w drogerii, ależ mnie to wkurza!).

Lovely, Intense Green Color Mascara

Czasem lubię kolorowe rzęsy, zwłaszcza latem, w końcu wszystko jest dla ludzi. Ten tusz kupiłam w jakiejś promocji, także w ciemno, bodajże za 5 zł. Posiada niestety silikonową szczoteczkę, o czym dowiedziałam się w domu, jako że nie otwieram kosmetyków w drogerii. Nie lubię takich szczoteczek, u mnie się nie sprawdzają. Tym tuszem zupełnie nie ma u mnie sensu malować rzęs bez ówczesnego podkładu z czarnej maskary. Mam zbyt jasne rzęsy, aby było widać jakiś efekt, nawet pod światło. Kolor jest raczej turkusowy niż zielony, bardzo słabo napigmentowany. Po pomalowaniu rzęs maźniętych wcześniej jedną warstwą czerni uzyskuję efekt muśnięcia turkusem, na pewno nie jest to dokładne wytuszowanie, bo szczoteczka nie dociera do nasady, maluje jedynie końcówki. Trzeba się z nią trochę pobawić i ją "wyczuć", gdyż rozprowadza maskarę bardzo nierównomiernie, potrafi tworzyć różne zgrubienia i grudki. Nie odnotowałam uniesienia czy podkręcenia. Chciałam kupić także inne kolory, ale sobie daruję. Wysycha dość szybko, szybko gęstnieje.

Yves Rocher, Sexy Pulp


Opakowanie ma trwałe, ale napisy bardzo szybko się starły. Miałam tusz w kolorze brązowym, dostałam go jako gratis za wyrobienie karty do sklepów YR, bez promocji kosztuje 57 zł. Szczoteczka nie jest silikonowa, bardzo dobrze wyprofilowana, w środku posiada lekkie wgłębienie. Nabiera idealną ilość tuszu do pomalowania rzęs jedną warstwą. Przepięknie rozdziela każdą rzęsę z osobna, pokrywając ją tuszem równomiernie, bez grudek i sklejania. Jednocześnie delikatnie unosi i podkręca rzęsy. Łatwo można stopniować efekt, jaki chcemy uzyskać, bez nerwów i poprawek. Uwielbiałam nim malować rzęsy, zwłaszcza na co dzień, gdy się spieszyłam. Bardzo długo miał idealną konsystencję, praktycznie rok. Ta maskara jest bliska mojemu ideałowi.

Manhattan, Supersize False Lash Look Mascara


Różowe opakowanie jest solidne, napisy się nie ścierają. Kosztuje ok. 25 zł. Ogromna szczota, którą nawet ja, przyzwyczajona do takich rozmiarów, potrafiłam sobie ubabrać powieki. Mimo to tusz wart jest uwagi, bo niesamowicie wydłużał moje rzęsy i lekko je podkręcał, dzięki czemu faktycznie były widoczne. Początkowo był dla mnie zbyt rzadki, zmieniło się to dopiero do mniej więcej dwóch tygodniach używania. Po tym czasie nabiera idealnej konsystencji, która niestety także przemija, staje się natomiast dość gęsty. Nie warto wtedy nakładać więcej niż dwie warstwy, bo zwyczajnie potrafi sklejać rzęsy. Bardzo długo pozostaje świeży.

Na koniec pomarudzę: proszę Was bardzo, nie otwierajmy kosmetyków w drogerii, zwłaszcza kolorówki. Otwierając je, skracamy im życie i narażamy siebie i inne konsumentki na zakup kosmetyków z krótszą datą przydatności niż sugeruje producent (a więc na koszty) i na kosmetyki skażone bakteriami. Testery zazwyczaj są w drogeriach nie bez powodu, a jeśli nie ma, trzeba o nie zapytać. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że kosmetyki otwierała przy mnie sama ekspedientka, w takim przypadku uciekam gdzie pieprz rośnie. Dziękuję za uwagę.

A Wy jakie tusze lubicie? Macie swojego ulubieńca?

132 komentarze:

  1. Hehehe jesteś czyli totalnym przeciwieństwem mnie :D nie cierpię klasycznych szczoteczek a kocham silikonowe, choć muszę przyznać, że sexy pulp ( strasznie głupiaa ta nazwa :D też przypadła mi do gustu, a ma klasyczną szczoteczkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widocznie mamy zupełnie inne preferencje w tym temacie :) Nazwa jest bezdennie głupia, ale muszę przyznać, że łatwa do zapamiętania w porównaniu np. z Mascara Effect Push Up, Volume Glamour ;)

      Usuń
  2. Nigdy nie otwieram kosmetyków w drogerii:) Ja mam swojego ulubieńca- maskarę z Bourjois

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam z tego tylko Colossala, akurat dzisiaj pisałam jego recenzję :) Skusiłaś mnie tym Sexy Pulp, choć nie lubię tuszów z YR. Może jak się odgruzuję z maskarowych zapasów to go sobie sprawię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odkąd mam So Couture L'Oreala i Pump Up Lovely to nawet nie ciekawią mnie inne tusze do rzęs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lovely muszę sobie zapamiętać i zobaczyć jak wygląda szczoteczka :)

      Usuń
    2. Może Ci się nie spodobać, jest silikonowa :)

      Usuń
    3. Buuu. Mój entuzjazm rąbnął o podłogę z głośnym hukiem :)

      Usuń
  5. Miałam tą żółtą z Maybelline i była całkiem ok ;) Długi czas moim ulubieńcem był Rimmel Wonder'full, ale kupiłam wersję Extreme Black i już jej nie cierpię. Dosłownie. Robi ze mnie pandę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nieciekawie :( Czasem zmieniają formuły i powiedzmy sobie szczerze, najczęściej na niekorzyść...

      Usuń
  6. Nie miałam ani jednej z Twojej gromadki. Ciekawa jest ta pomarańczowa z Miss Sporty (choć szczotka nie do końca mnie przekonuje) oraz ten z Maybelline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nawet trochę szczotka MS przeraziła :D A Maybelline polecam, bardzo uniwersalny tusz :)

      Usuń
    2. Odnoszę wrażenie, że Maybelline ma sporo ciekawych tuszy. Właśnie otworzyłam nową maskarę z Eveline, może następnym razem skuszę się na coś nie polskiego. Kto wie?

      Usuń
    3. Mascar Eveline jeszcze nie znam, ale duuużo dobrego już słyszałam :)

      Usuń
  7. Mam sexy pulp I jest super! bardzo zaciekawily mnie tusze z Miss Sporty oraz burzujek:)
    Ja rowniez uwielbiam klasyczne duze szczoty.dla moich rzes sa idealne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć :) Sexy Pulp rządzi!

      Usuń
  8. Uwielbiam tę z Colossal ;)) Moja też już się trzyma około dwóch lat i za nic nie chce wyschnąć, a w kolejce czeka YR ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Chwilę je zbierałam, wszystkich naraz nie używam ;)

      Usuń
  10. Też lubię klasyczne szczoteczki i również polubiłam żółty Maybelline i Bourjois z ibeauty. :) Ale najbardziej lubię False Lash Effect Max Factor i niedrogi Extra Super Lash Rimmel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę o nich poczytać, może dla mnie też okażą się dobre? :)

      Usuń
  11. The Colossal znam i lubię, pozostałych nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jest całkiem popularny :)

      Usuń
  12. kiedyś w drogerii grzecznie zwróciłam jednej dziewczynie uwagę, by nie otwierała kosmetyków, bo są testery, to w odpowiedzi usłyszałam 'spier*alaj, będę robić co chcę"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, to się określiła dziewczyna! Kiedyś trafi na zepsuty produkt, raz, drugi, trzeci, może się nauczy. Niektórzy nie potrafią myśleć logicznie, nic na to nie poradzimy :/

      Usuń
  13. Hean, Gigant Shock - zaden się z nim nie równa! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam maskary tej marki :) Chyba o nim czytałam u Ciebie :)

      Usuń
  14. mialam zolty maybelline ;) teraz najbardziej lubie loreal so cuture:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Loreali jakoś dotąd nigdy nie miałam, choć sporo dobrego o nich słyszałam :)

      Usuń
  15. Nie miałam okazji testować wymienionych przez Ciebie tuszy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Obecnie używam ten żółty tusz z Maybelline i mam takie samo zdanie co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja uwielbiam tusze od Loreal - moim zdaniem ceny są adekwatne do jakości produktu ! Obecnie używam maskary Too Faced Better Than Sex a ta maskara od Bourjois i YR bardzo mnie zaciekawiły :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja z tanich tuszy polecam Wibo Growing Lashes koło 10 zł kosztuje a działa super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam go w zapasach, jeśli to ten zielony ;)

      Usuń
  19. I ja lubię klasyczne szczoteczki :); Kobieto grzech otwierać tyle tuszy jednocześnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, sprostuję, że tusze trochę zbierałam do tego posta :) Nie używałam wszystkich jednocześnie :D

      Usuń
  20. Poruszyłaś przy końcu swojego postu ważną sprawę, a mianowicie otwieranie produktów w sklepach. Nigdy tego nie robię i przeraża mnie widok jak widzę dziewczyny robiące to po sklepach. Zdarzyło mi się również, że pani sprzedająca odkręcała produkty pełnowymiarowe i dawała do wąchania klientce. Zdarzenie miało miejsce w jednym z lepszych sklepików w Krakowie z naturalnymi produktami. Od tego czasu nie robię tam zakupów. Podobnie nie jestem za sprzedawaniem kosmetyków używanych przez blogerki robiące wyprzedaże. Jest to moje zdanie, którego nie zmienię. Jednak spotkałam się z komentarzami w tej sprawie, "że to nic strasznego odsprzedawać używane kosmetyki"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ekspedientki otwierające kosmetyki to już gruuuba przesada. Co do blogowych wyprzedaży to przynajmniej dziewczyny kupujące takie kosmetyki wiedzą, że są używane. Każdy ma prawo podejmować swoje świadome decyzje w zgodzie z własnymi przekonaniami :) Natomiast idąc do drogerii chcę kupić nowy, świeży produkt, tym bardziej, że płacę za niego pełną cenę.

      Usuń
  21. Znam tylko ten tusz z YR - lubiłam go ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedzi
    1. Nie znam, zapisuję do "poczytania" :)

      Usuń
  23. Miałam tą mascarę z Bourjois i była całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w porządku, choć u mnie obyło się bez efektu "wow" :)

      Usuń
  24. Kolekcję masz prawie tak wielką jak i ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolekcja zbierana przez jakiś czas ;)

      Usuń
  25. Ulubieńca jeszcze nie mam, ale ostatnio tusze z Eveline u mnie się spisują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Eveline też sporo dobrego już słyszałam, za jakiś czas wypróbuję na bank :)

      Usuń
  26. Nie znam żadnego z nich, ale uwielbiam tuszę Bourjois.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tylko ten jeden, więc nie mam z nimi zbyt dużego doświadczenia :)

      Usuń
  27. Colossala kiedyś bardzo lubiłam, ale ostatnio wydaje mi się za słaby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie gmerali w formule, bo mój egzemplarz kupiłam ponad rok temu i jest świetny :)

      Usuń
  28. So Couture L'Oreala najlepszy tusz jak dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, też chciałabym taki ideał znaleźć dla siebie :)

      Usuń
  29. Hej Kochana listonosz dotarł:) dzieki wielkie:) jutro sie biore za testy :) a na blogu sie pochwale tez niebawem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wreszcie dotarła :) Mam nadzieję, że Ci się wszystko przyda ;)

      Usuń
  30. Bardzo lubię SuperShock MAXz Avonu:)
    Co do otwierania. Zgodzę się. Ostatnio w Naturze dziewczyna z namiętnością otwierała tusze i do tego góra-dół, góra-dół szczoteczką przy każdym z taką ekspresją, że trudno było nie zauważyć... Brrrr, obok stała ekspedientka;/ Od jakiegoś czasu gdy kupuję tusz delikatnie otwieram i sprawdzam czy już ktoś z nim nie działał. Gdy widzę zaschnięte resztki odkładam, gdy wszystko ok - biorę. Niestety, trzeba sobie radzić:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie, potem ktoś kupi taki napowietrzony tusz i będzie trzeba go wyrzucić :/ Jest to jakiś sposób z tym sprawdzaniem, jeśli jesteś zdecydowana na zakup :)

      Usuń
  31. Jak juz pewnie wiesz, ja uwielbiam Sexy Pulp :-) fajnie, ze trafilaś na brązowy, ja zawsze dostaję czarną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dwa kolory do wyboru i zdecydowałam się na brąz. Bardzo go lubię :)

      Usuń
  32. Ja zawsze standardowo kupuję Maybelline, dla mnie ma świetne tusze. Mam właśnie ten z Twojego postu. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej je kupuję, bo są sprawdzone :)

      Usuń
  33. Znam tylko ten pierwszy z Maybelline, ale też go lubię :) Wolę co prawda tusze Rimmel i Max Factor, ale ten spisywał się bardzo przyzwoicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rimmelów kilka miałam, są ok, zależy od szczoteczki ;) Max Factor chyba nie miałam (albo nie pamiętam) ;)

      Usuń
  34. Znam tylko Maybelline i Yves Rocher Sexy Pulp. Obie bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  35. U mnie stale na pierwszym miejscu Rimmel Extra WOW Lash. Ale znam też Maybelline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rimmel dobrze mi się kojarzy, choć nie pamiętam, czy ten konkretny tusz miałam :)

      Usuń
  36. Tusz to kosmetyk, ktory generalnie mam w piecie. Rzęsy mam krotkie i gęste. Cudów żaden tusz tu nie zrobi. Wymagań przeto szczególnych nie mam, poza jednym- zeby mi nie robił pieczątek pod okiem, bo tego znieść moja łagodna dusza nie potrafi;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Odpowiedzi
    1. Jest świetny i ma zasłużone grono fanek :)

      Usuń
  38. Miałam Collosal Volume i całkiem dobrze się sprawdzał. Teraz mam ten z Wibo i przyznaję, jest dramatyczny. Suchy, w ogóle nie wydłuża rzęs, lekko je pogrubia i ładnie rozczesuje, ale wymaga sporo czasu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam do niego zupełnie cierpliwości :)

      Usuń
  39. Aż wstyd przyznać, że nie znam żadnego :P U mnie sprawdza się klasyk Max Factor 2000 Calorie i nieco tańszy Lovely Curling Pump Up Mascara oraz oczywiście tuż z L'Oreala Mega Volume Collagene 24h ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten ostatni brzmi zachęcająco, chętnie o nim poczytam ;)

      Usuń
  40. Zupełnie ich nie znam ;) Ja bardzo lubię Max Factor Masterpiece Max, efekt na rzęsach jest świetny, jest niesamowicie czarny i pomimo że nie jest wodoodporny ciężko go zmyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam go nigdy, muszę zerknąć jaką ma szczoteczkę :)

      Usuń
  41. Niezła kolekcja ! Żadnego z nich nie mialam ale juz wiem ze z Twoim poradnikiem wybiore sie na zakupy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz klasyczne szczoteczki to może Ci się przydać :)

      Usuń
  42. Chyba tylko collosalem dysponowalam patrzac na Twoja kolekcje tuszy xd Ogolnie nie lubie grubych szczot, z tego wzgledu, ze ja preferuje efekt długich i rozdzielonych rzęs. Posiadam w swojej kosmetyczce trzy tusze - pierwszy to Loreal Telescopic ktory serdecznie polecam jest bardzo efektowny, przy drugiej warstwie juz mozna spokojnie mowic o efekcie "wow", chuda szczoteczka pozwala na precyzyjną aplikację, ułatwiając rozdzielenie i wydluzenie, a także "czystą" aplikację produktu na dolne rzęski. Cena jest dosc wysoka, ale opłaca się bo nie wyschnęła i dumnie wywijała moje rzęsy ponad rok (!) czasu. Druga maskara Mac Sculpt Lash... (nazwa dosc dluga) jest dziwna... na poczatku grzebyk tylko z jednej strony mnie zaintrygował, z tego względu zakupiłam tą nietanią (70zl) maskare, ale moge smialo powiedziec, ze szalu nie ma, delikatne podkreslenie kazdej rzeski bez efektu sklejania, nie wiem czy to jest warte ceny 70zl, zas trzecią maskare zakupilam w angielskim Debenhamsie Better than sex mascara z Too faced jako,że opinie na jej temat to same pozytywy, bardzo dobrze wypromowana to ją kupilam (kosztowala mnie rowno 19 funtów) i szczerze moge powiedziec, ze producent nie klamie a maskara sprawdza sie rewelacyjnie, fajnie wydłuża, pogrubia i podkręca rzęsy dajac efekt troche takich sztucznych, niestety ma jedną wade lubi sklejac ! Za to ja juz sobie wypracowałam plan rozdzielając rzesy szczoteczka z loteala i efekt super :) Naprawde polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, zaintrygowałaś mnie tym Lorealem :) Mac mnie nie kusi, a do Too faced nie mam dostępu raczej :)

      Usuń
  43. miałam już sporo tuszy, ale nic z tej serii :D ja swojego ulubieńca nie mam, bo lubię testować nowe ;) ostatnio bardzo polubiłam się z ogórkiem z Rimmela ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten ogórek też mnie niesamowicie ciekawi :)

      Usuń
  44. Mój faworyt to zdecydowanie 1:) ale lubię jak troszkę się "zestarzeje" bo na początku jest troszkę za rzadki ale po ok 2 tygodniach jest w sam raz:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak być, czasem obserwuję w różnych tuszach taką zmianę konsystencji na plus :)

      Usuń
  45. 100% black bardzo lubię :) Sexy pulmp u mnie powodował dyskomfort.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu jaki dyskomfort masz na myśli? Podrażnienie oczu?

      Usuń
  46. Odpowiedzi
    1. Tyle jest maskar na rynku, że nawet się nie dziwię :D

      Usuń
  47. Ja preferuję wyłącznie szczoteczki silikonowe i bardzo lubię L`Oreal, Volume Million Lashes. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli ten tusz ma silikonową szczoteczkę? W takim razie raczej go nie kupię :)

      Usuń
  48. Maybelline jest jednym z tych, które lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Odpowiedzi
    1. Normalnie fanklub trzeba założyć :D

      Usuń
  50. Odpowiedzi
    1. Są bardzo dobre i stosunkowo tanie :)

      Usuń
  51. Ile ja bym dała żeby mieć idealny tusz i nie musieć już szukać ;D A że maluję się rzadko jak już kupię tusz to mam go dość długo i jak jest kiepski to szkoda wyrzucać a zużyć to męka ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja znam to "szkoda wyrzucać" ;)

      Usuń
  52. Żółty z Maybelline mam w swoich zapasach :) Obecnie używam z Clinique :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Yves Rocher Sexy Pulp to mój ulubieniec życia! Jak tylko ogarnę źródło dochodu to go kupię znów:D A rzęski też zawsze miałam liche, ale gdzieś od roku zmywam tusz wyłącznie olejkiem rycynowym i to je znacznie wzmocniło. Są dłuższe, ciemniejsze i nie wypadają prawie. Czasem też robiłam sobie kurację pomadką Alterra (ta do ust ale stosowana na rzęsy) i efekt był niezły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. YR jest świetny :) Też tak używałam pomadki Alterra, nawet o tym pisałam :)

      Usuń
  54. A ja zachęcę Cię do skorzystania z tuszu MEDIC Mascara - w ogóle polecam każdej dziewczynie noszącej soczewki, cierpiącej na łzawienie i wszystko inne. A wtrącam się z tym, bo widzę że testowałaś głównie takie 'popularne' tusze z drogerii, tymczasem takie cuda są też w aptekach i nie muszą być drogie (patrz wapteka.pl - niecałe 20 zł :) http://www.wapteka.pl/medic-mascara-tusz-do-rzes-z-witaminami-12ml-13104,p )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W aptece faktycznie maskar nie szukałam :) Dobrze wiedzieć :)

      Usuń
    2. Ano właśnie! :)

      Usuń
  55. Maybelline to moj ideal zawsze do niego wracam, chociaz bardzo tez pokochalam sexy pulp od YR, ale po nim jakims cudem rzesy mi wypadaly mocno ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, u siebie niczego takiego nie zaobserwowałam, wtedy - choćby był najcudowniejszy - bym z niego zrezygnowała... bo w końcu nie byłoby co malować! Szkoda, że na Ciebie tak działa :(

      Usuń
  56. Dla mnie żółty tusz z Maybelline dość kiepski niestety.. :( uwielbiam za to Loreal Volume Million Lashes oraz Eveline Volumix Fiberlast. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę w końcu kupić jakiś tusz Eveline, tyle dziewczyn je chwali :)

      Usuń
  57. Spora kolekcja :) Uwielbiam tusze, które posiadają silikonowe szczoteczki.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  58. Ja jestem zakochana w BOURJOIS Twist Up The Volume. Wydłuża, pogrubia i nie skleja! Czego chcieć więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusz idealny :) Może żeby się jeszcze nie rozmazywał i łatwo zmywał? ;)

      Usuń
  59. znam ten pierwszy z Maybelline, ale dla mnie był taki sobie.. ostatnio jestem ogromną fanką tuszu Lambre - nigdy nie miałam czegoś tak fajnego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lambre znam od strony pielęgnacji... póki co :)

      Usuń
  60. Mam ten tusz z Miss Sporty Pump up brooster jak na swoją cenę jest bardzo świetny:)

    OdpowiedzUsuń
  61. Mam bardzo dużo tuszy, ale ani jednego z tych, które pokazałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj na kolejny wpis tego typu ;)

      Usuń
  62. Wypróbuj Wibo Growing Lashes, nie powinnaś się zawieść :) Kiedyś używałam żółtego Maybelline i pamiętam, że dobrze się u mnie sprawdzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha akurat mam ten tusz teraz, oczywiście między innymi :)

      Usuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)