Masaż domowy: korzyści i przeciwwskazania

Masaż domowy: korzyści i przeciwwskazania

Masaż kojarzy mi się z relaksem i przyjemnym lenistwem, kiedy opuszcza mnie napięcie mięśni, za to ogarnia rozluźnienie i błogość. Lubię w takich chwilach myśleć o niebieskich migdałach i po prostu się wyciszyć, uciec od codziennych spraw. Czy na takie chwile można pozwolić sobie w domowym  zaciszu? Tak! Specjalnie dla Was poprosiłam zawodową masażystkę o przedstawienie kilku zasad, których warto przestrzegać, aby domowy masaż był samą przyjemnością.

Autorką jest Magdalena, znana jako Krzykliwa Maruda, z wykształcenia kulturoznawca – menedżer kultury i masażystka. Zawodowo specjalista ds. marketingu i social media, a w niedługiej przyszłości także pedagog. Uważa, że człowiek uczy się przez całe życie, dlatego stale podejmuje nowe wyzwania i łączy ze sobą na pozór dziwne pasje. Lubi książki, koncerty i eventy plenerowe. Wielka miłośniczka podróży, niepoprawna optymistka i nowoczesna żona.
Magdę znajdziecie na jej stronie: http://krzykliwamaruda.pl


Czy domowy masaż jest bezpieczny?

Jesteś zmęczony i wszystko Cię boli. Kto z nas tego nie zna? Zbyt duża ilość codziennych obowiązków, ciężkie zakupy czy niewygodne łóżko. To wszystko sprawia, że mimo długiego snu możemy obudzić się zmęczeni, a nasze kości dadzą o sobie boleśnie znać. Czy jest jakieś cudowne lekarstwo na wszystkie te bolączki? Masaż – rozwiązanie idealne.
Pojawia się jednak kolejny problem – czas na wyjście do specjalisty. Trudno jest umówić się na masaż, zwłaszcza kiedy pracujemy na zmiany, mamy małe dzieci lub dodatkowe obowiązki. Oczywiście współcześnie kwestia ta i tak jest znacznie łatwiejsza – istnieją mobilni masażyści, którzy przyjeżdżają do swoich klientów. Wpuszczenie masażysty do domu wiąże się z kolei z wcześniejszym posprzątaniem swojego terenu, a to napędza spiralę zmęczenia, od której chcemy uciec.
Czy nic nie da się w tej kwestii zdziałać? Masaż może być wykonany przez partnera/partnerkę lub możemy wykonać go sami - pod warunkiem zachowania pewnych środków ostrożności. Nie może to być czynność wykonana całkowicie bez przygotowania. Należy zorientować się w kwestii technik masażu, a także przeciwwskazań. 

 

Kiedy unikać masażu?

Masaż uznawany jest za zabieg leczniczy. Nawet jeśli wykonywany jest przez nas samych w domu, to powinniśmy traktować go właśnie z takim podejściem. Istnieją pewne przeciwwskazania, które uniemożliwiają jego wykonanie. Należą do nich przede wszystkim uszkodzenia skóry, wysypka, ostre zapalenia skórne, a nawet lekkie podrażnienia. Masaży nie wolno wykonywać w przypadku przeziębienia, czy innych chorób, podczas których występuje gorączka. Bardzo dużym przeciwwskazaniem do wykonywania zabiegu masażu są żylaki oraz inne choroby układu krwionośnego. Ponadto masaży powinny unikać osoby ze schorzeniami neurologicznymi, czy osoby cierpiące na łamliwość kości. Niektóre choroby serca, czy cukrzyca także są przeciwwskazaniem do wykonywania masaży.
Oprócz tak ogólnych wytycznych warto też pamiętać, że istnieją schorzenia, które wykluczają masaż w wybranych partiach ciała. Osoby z wrzodami powinny unikać masażu w okolicach brzucha. Podobnie ci, którzy cierpią na kamicę nerkową, mają problemy ze schorzeniami ginekologicznymi, czy urologicznymi. 


Masaż w warunkach domowych

Decydując się na wykonywanie masażu w warunkach domowych, należy pamiętać, aby ruchy były płynne, ale jednocześnie wolne i delikatne. W przypadku kończyn: ręce i nogi masaż zawsze należy wykonywać w kierunku serca. W specjalistycznych masażach wykorzystuje się kilka podstawowych technik. Należą do nich: głaskanie, rozcieranie, wyciskanie, ugniatanie, oklepywanie, wibracja, wstrząsanie, wałkowanie. Osoby nieprzeszkolone powinny ograniczyć się do 3: głaskanie, delikatne rozcieranie, wibracja. Źle wykonywany masaż może zaszkodzić, dlatego pozostałe techniki są niewskazane.
W warunkach domowych można przeprowadzić także bardzo przyjemny hydromasaż, który może być wykonany przez nas samodzielnie. Odpowiednio wyregulowany strumień wody jest w stanie przynieść ulgę, a dodatkowo poprawia krążenie. Woda podczas trwania takiego hydromasażu powinna być ciepła, co kilka minut natomiast warto zmieniać ją na chłodną – taki przerywnik nie powinien jednak trwać dłużej niż kilkanaście, do 30 sekund maksymalnie. 



Kosmetyki wykorzystywane w masażu

Podstawowym kosmetykiem wykorzystywanym w masażach jest talk. Znajdzie się on w domach, gdzie są małe dzieci. Zwłaszcza dla osób, które nie mają zbytniego doświadczenia z masażem, będzie on najlepszy – zapewni tarcie, nie podrażni skóry. Jest to kosmetyk, który dostaniemy w aptece za dosłownie kilka złotych.
Drugim bardzo popularnym kosmetykiem stosowanym podczas masaży jest oliwka. Może to być także oliwka stosowana do pielęgnacji małych dzieci. Oczywiście w miarę naszych indywidualnych wymagań możemy wspomagać się specjalistycznymi olejkami do masażu z funkcją aromaterapii. W tym przypadku jednak warto sprawdzić skład takich olejków, aby mieć pewność, że nie podrażnią skóry. W przypadku osób wykonujących masaże w okolicy bioder lub wszędzie tam, gdzie występują rozstępy, polecane są także kosmetyki likwidujące blizny. Dzięki nim można osiągnąć bardzo dobre efekty i kamuflaż rozstępów, co jest ważne zwłaszcza dla kobiet. Czego unikać? Wszelkich produktów rozgrzewających lub chłodzących typu żele, lub maści przeciwbólowe. Jest to absolutnie zabronione.


Masaż w warunkach domowych jest możliwy do wykonania. Co więcej – może być bardzo przyjemny. Ważne jest natomiast zachowanie całkowitego bezpieczeństwa i świadomość, że niezastosowanie się do jakiejkolwiek zasady może skutkować poważnymi problemami zdrowotnymi. 

Pozostało namówić partnera na wykonanie nam relaksującego masażu, z pachnącym olejkiem (polecam do oliwki dodać kroplę olejku eterycznego) i cieszyć się SPA we własnym domu. 
II Targi Beauty Days 2017 oraz III edycja Meet Beauty

II Targi Beauty Days 2017 oraz III edycja Meet Beauty

We wrześniu ubiegłego roku w Nadarzynie odbyła się pierwsza edycja Beauty Days, a ja miałam przyjemność uczestniczyć w tym wydarzeniu i podzielić się z Wami wrażeniami. W tym roku, już za kilka dni, odbędzie się druga edycja tych Międzynarodowych Targów Fryzjerskich i Kosmetycznych. Czego możemy się spodziewać po tym evencie? Organizatorzy uchylili rąbka tajemnicy podczas konferencji prasowej, na której byłam w ubiegły czwartek. Ciekawi?


Kiedy i gdzie odbędą się Targi Beauty Days 2017 

Organizatorzy zapraszają od piątku 19 maja do niedzieli 21 maja 2017r. w godzinach 10-17.

Targi odbędą się w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie pod Warszawą, czyli dokładnie w tym samym miejscu co pierwsza edycja. Do dyspozycji zwiedzających będzie duża przestrzeń oraz wygodnie ulokowane stoiska wystawców. Dla zmotoryzowanych dostępny będzie ogromny, darmowy parking. Z centrum Warszawy będzie można dojechać specjalnym autobusem, również za darmo.

Bezpłatny bilet na Beauty Days możecie odebrać klikając TU.


Czy warto przyjechać na Beauty Days? 

Absolutnie tak! Dlaczego? Przede wszystkim całe wydarzenie jest nie tylko zbiorem ponad 250 wystawców branżowych z kraju i zagranicy, u których będzie można kupić wymarzone kosmetyki nawet do -60% taniej. To zdecydowanie coś więcej. Przy wielu stoiskach będzie można skorzystać z darmowych porad i zabiegów kosmetycznych lub fryzjerskich (polecam szczególnie niesamowity Hydra Facial, z którego sama korzystałam i przez dwa tygodnie cieszyłam się idealnie gładką cerą oraz możliwość skorzystania z komputerowego badania skóry, na co sama mam ochotę!). Beauty Days to także idealna okazja, aby osobiście poznać ulubionych celebrytów, zobaczyć profesjonalnych wizażystów i stylistów w akcji oraz osobiście wziąć udział w inspirujących pokazach czy warsztatach np. makijażowych z Golden Rose, a nawet nauczyć się wytwarzania własnych kosmetyków. Podczas imprezy odbędą się też atrakcje jedyne w swoim rodzaju, na przykład ekscytująca Bitwa na Pędzle z Inglot czy liczne konkursy i rozdania nagród Crystal Beauty. 


Kogo można spotkać na II edycji Targów Beauty Days?

Blogerki i youtuberki, m.in. KatOsu, Red Lipstick Monster, Adriannę Grotkowską. Mistrzów wizażu, makijażu, fryzjerstwa. Osoby znane z telewizji np. charyzmatycznych stylistów fryzur: duet Wierzbicki i Schmidt (prowadzący program "Ostre cięcie"), Maję Sablewską, autorkę pozytywnego cyklu "Sablewskiej sposób na modę" czy Patrizię Gucci, córkę słynnego projektanta mody. Gwiazdą piątkowego wieczoru będzie koncert Edyty Górniak.


Dla kogo organizowane są Targi Beauty Days?

Dla wszystkich zainteresowanych branżą, nie tylko profesjonalistów czy właścicieli salonów. Każda miłośniczka makijażu, stylizacji paznokci czy fryzjerstwa znajdzie coś dla siebie.


Strefa męska

Organizatorzy pomyśleli także o panach, więc w specjalnie zaprojektowanej strefie będą mogli się zrelaksować oraz odpocząć od kosmetyków. Na I edycji Beauty Days panowie mieli do dyspozycji wygodne pufy, gry, możliwość okiełznania wirtualnej rzeczywistości czy dyskusji o stojących nieopodal samochodach. W tym roku może być tylko lepiej!


III edycja Meet Beauty 2017

Meet Beauty to największe w Polsce wydarzenie zrzeszające 300 blogerów i vlogerów urodowych, które odbędzie się w tym samym miejscu, choć w specjalnie wydzielonej strefie. W sobotę i niedzielę 20-21 maja będziemy się szkolić, poznawać i inspirować wzajemnie oraz spotykać z czytelnikami na Targach Beauty Days. Uważam, że połączenie tych dwóch imprez to idealny pomysł.

Dokładniejszy program możecie podejrzeć na stronie Beauty Days.

Oczywiście ja się wybieram, mało tego, nie mogę się wręcz doczekać. Najbliższy weekend zapowiada się niesamowicie. Ciebie też nie może tam zabraknąć :)
Manicure hybrydowy w PasteLove Nail Bar w Wołominie

Manicure hybrydowy w PasteLove Nail Bar w Wołominie

Od ok. 1,5 roku praktycznie stale noszę manicure hybrydowy, jedynie czasem robię krótkie przerwy na regenerację płytki. Jednak prawidłowo wykonany manicure bezpiecznymi produktami nie powinien niszczyć paznokci, pamiętajcie o tym. Ważne jest także prawidłowe, delikatne usunięcie starego lakieru, choć tego etapu szczerze nie znoszę :) Najczęściej manicure wykonuję sama w domu, ale czasem lubię zrobić sobie przyjemność, odpocząć oraz zrelaksować się w kobiecym otoczeniu. W tym celu wybieram się do salonu kosmetycznego lub nail baru. Dziś chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami z jednej z takich wizyt.

Dlaczego wybrałam PasteLove Nail Bar?


PasteLove Nail Bar mieści się w Wołominie pod Warszawą. Można tam szybko dojechać od strony Warszawy pociągiem. Jadąc autem lepiej się zorientować, w których godzinach nie ma na trasie korków. Do wizyty przekonał mnie fakt, że salon zainwestował we własny autoklaw czyli sprzęt do sterylizacji narzędzi. To daje gwarancję higieny i bezpieczeństwo, ponieważ zmniejsza ryzyko zakażenia, a ja mam małego hopla na tym punkcie :) Przy okazji zadałam Pani Magdalenie kilka pytań, które od jakiegoś czasu mnie nurtowały i domagały się odpowiedzi.

Czy klientka powinna pytać o sposób odkażania narzędzi w salonie?

Odpowiedź: Oczywiście! W salonie kosmetycznym trzeba zwracać uwagę nie tylko na czystość biurek, podłogi czy ładny wystrój, ale też na to czy salon posiada sterylizator lub sterylizuje narzędzia w przeznaczonym do tego miejscu (np. w szpitalu, gabinecie stomatologicznym bądź w innym salonie, w którym znajduje się autoklaw). Mycie i dezynfekcja w sposób znaczący zmniejsza liczbę drobnoustrojów, jednak nie likwiduje ich form przetrwalnikowych, czyli takich, które są w „uśpieniu” do momentu, kiedy znajdą się w sprzyjających do rozwoju warunkach – np. w organizmie ludzkim. Profesjonalna sterylizacja w autoklawie niszczy formy przetrwalnikowe, dzięki czemu sprawia, że narzędzia są w pełni bezpieczne. Niestety jest to dość drogie urządzenie, co odstrasza wiele osób przed jego zakupem. Nasz salon nie tylko posiada własny autoklaw, ale też stosuje wszelkie normy higieny na najwyższym poziomie, począwszy od jednorazowych rękawiczek, pilniczków i polerek po płyny do dezynfekcji.  
Na zdjęciu poniżej widać autoklaw - w witrynie po prawej stronie, wyglądem przypomina trochę mikrofalówkę ;)


Nail Bar łatwo znaleźć, jest dobrze oznakowany. Bardzo podoba mi się, że przez witrynę można zajrzeć do środka, dzięki temu wewnątrz jest także dużo światła, a całe pomieszczenie wydaje się przestronne.


Całe wnętrze jest zresztą bardzo kobiece, subtelne i oczywiście pastelowe. Mnóstwo pięknych gadżetów wita nas już po przekroczeniu progu, kilka takich samych mam nawet w domu. Wygodna sofka umożliwia komfortowy odpoczynek w przypadku, gdybyśmy musiały chwilę zaczekać lub przyszły z osobą towarzyszącą albo dzieckiem.



W salonie docelowo będą trzy osobne stanowiska, na których pracują stylistki. Wszędzie jest czysto (wiem, mam bzika), schludnie i estetycznie. Na blatach nie ma zbędnych narzędzi, a krzesełko jest bardzo wygodne, przez wizytę trwającą ok. 2h nie zdążyłam poczuć dyskomfortu. Zresztą ten czas bardzo szybko mi minął, ponieważ wykorzystałam go na jedną długą, niekończącą się rozmowę i to nie tylko o paznokciach, stąd dłuższy czas usługi (+ oczywiście zdjęcie starej hybrydy).


Jaką szkolę lub kursy trzeba ukończyć, aby zawodowo zajmować się paznokciami?

Odpowiedź: W tej chwili na rynku dostępnych jest mnóstwo kursów, zarówno kilkutygodniowych jak i weekendowych, no i nie zapominajmy o szkołach kosmetycznych. Ważne by ukończyć szkołę, która zapewnia certyfikat MEN uprawniający do wykonywania zawodu. W tej chwili można od razu poprosić o taki certyfikat w kilku językach. Ja wychodzę z założenia, że oprócz ogólnego kursu stylizacji potrzebne są doszkolenia. Stylizacja paznokci to zawód, który zmienia się w bardzo szybkim tempie. Co chwila modne są inne kształty, dostępne nowe metody, kolory, wcierki, pyłki czy brokaty. Trzeba być ciągle na bieżąco i dużo się uczyć. Kurs to dopiero wstęp, trzeba bardzo, bardzo dużo ćwiczyć.


Pani Magda potrafi wyczarować prawdziwe cuda ze wzorków, przy czym rzuca się w oczy, że używa różnych technik, co osobiście bardzo lubię. Każda z nas znajdzie tu coś interesującego łącznie z drobnymi diamencikami, efektem sweterka, kociego oka czy misternych koronek. Fanka brokatu i błysku? Nie ma sprawy. Marzenie o słodkiej buźce misia, Minnie czy świątecznych efektach? No problem! Nic tylko wybierać i łączyć, co kto lubi :)


Na co zwrócić uwagę by poznać dobrą stylistkę paznokci?

Odpowiedź: Dobrze wiedzieć jakie usługi świadczy dana kosmetyczka. Może lubimy akryl, a ona stosuje tylko żel? Lub chcemy modne zdobienie, a kosmetyczka proponuje nam jedynie różne kolory lakierów?
Warto zapoznać się ze stroną internetową, przejrzeć zdjęcia i pytać. Nie bać się pytać. Można dzwonić czy pisać na facebooku, aby uniknąć rozczarowań. Dobra kosmetyczka to taka, która mi pasuje. Nie koleżance, nie siostrze, ale mi. Widzi kiedy chcę się wygadać, a kiedy zrelaksować w ciszy. Potrafi podpytać jakie mam oczekiwania i doradzić co dla moich paznokci będzie najlepsze w danym momencie. Np. jeśli pracuję na co dzień w miejscu gdzie paznokcie muszą być niewidocznie, stylistka nie powinna proponować mi modnych neonów, bo to nie jest stylizacja dla mnie. Dobra kosmetyczka powinna sprawić, że z salonu wrócimy zrelaksowane i zadowolone. 


Mój manicure rozpoczął się oczywiście od zdjęcia starej hybrydy, czego nie znoszę robić sama. Tym większą miałam przyjemność z faktu, że nie muszę. Pani Magda używa acetonu kosmetycznego i gumowych kapturków, co jest szybkie i wygodne. Ewentualne resztki delikatnie usuwa patyczkiem lub pilnikiem, ale robi to subtelnie.

Po usunięciu większości lakieru i skróceniu płytki przyszedł czas na odsunięcie skórek. Moje nie są ani twarde ani grube, więc zwykle nie lubię oddawać tego etapu w cudze ręce, bo mam złe doświadczenia z innymi kosmetyczkami. Pani Magda poinformowana o moich obawach potrafiła delikatnie wytłumaczyć jak i czym proponuje odsunąć skórki, pokazała też na mojej ręce, że frezarka jest naprawdę delikatna i nie zrobi mi krzywdy. Spodobało mi się, że niczego nie robi na siłę, potrafi merytorycznie rozwiać wątpliwości, a w razie czego zaproponować alternatywę.


W Nail Barze używane są głównie produkty Indigo. Z ich kosmetykami miałam do czynienia już wcześniej, ale raczej z serii pielęgnacyjnej - choćby olejek po kąpieli. Po raz pierwszy miałam nałożoną słynną bazę proteinową, która pięknie nabłyszcza, utwardza i wygładza płytkę, a przy tym ją pielęgnuje. Do stylizacji wybrałam odcienie niebieskiego i fioletu z pastelowej kolekcji Natalii Siwiec, które błyskawicznie przyciągnęły moją uwagę. Na serdecznym palcu postanowiłam wypróbować efekt holograficzny, także Indigo. Nakłada się go na bazę z czarnego koloru, wtedy najładniej się mieni. Dwie warstwy lakierów są naprawdę cienkie, nawet z topem nie pogrubiają paznokcia, bo Pani Magda naprawdę starannie dociąga lakier do skórek, ale nie zalewa ich (co wiele razy zdarzało mi się u kosmetyczek...).


Efekt przerósł moje oczekiwania, bo manicure wyszedł idealny, subtelny, a jednak zwracający uwagę. Hybrydy pięknie błyszczą, paznokcie są twarde, estetyczne i nie odpryskują przez kilka tygodni.


Z perspektywy dwóch tygodni - bo tyle minęło od mojej wizyty w PasteLove - mogę uczciwie napisać, że choć paznokcie rosną mi pod hybrydą tak samo szybko jak zawsze, to odrosty wydają się o wiele mniejsze niż gdy maluję je sama. Nie mam jeszcze aż takiej wprawy, aby rozprowadzić lakier maksymalnie pod skórki, ale ich nie zalać (wtedy hybryda słabiej się trzyma, może się nawet odrywać, więc wolę delikatnie nie "dojechać"). Oprócz tego na palcach serdecznych przy brzegach lekko prześwituje czarna baza, a sam efekt lekko zmatowiał, ale wciąż wygląda dobrze. Szkoda, że paznokcie tak szybko mi rosną (dziwne to brzmi!), bo muszę ten piękny manicure usunąć i nałożyć nowy, tym razem już sama, w domu. A właśnie - na koniec zostawiłam odpowiedź na pytanie, które najbardziej mnie nurtowało.


Co Pani myśli o zestawach do wykonywania hybryd w domu?

Odpowiedź: Uh. Ciężki temat. Osobiście uważam, że osoby, które nie mają skończonego chociażby podstawowego kursu stylizacji paznokci nie powinny mieć możliwości wykonywania hybryd w domu. Zazwyczaj po napisaniu takiej opinii dopada mnie fala hejtu, bo ”przecież jak jest się uzdolnionym to czemu nie?”, bo „robię ładniej niż niejedna stylistka w salonie”, bo „boicie się, że odbierzemy wam pracę?”, bo, bo, bo. Otóż nie widzę, żeby ktoś zamykał kawiarnie, chociaż kawę można zrobić samemu w domu     😉
Żeby robić manicure, nie robiąc nikomu krzywdy trzeba wiedzieć jakie są zasady higieny, jaka jest budowa paznokcia, jak posługiwać się cążkami czy frezarką, jakie są choroby paznokci, po prostu co można, a czego nie. I to tylko w przypadku manicure, a dochodzą jeszcze podstawy manicure hybrydowego. Na opakowaniu każdego lakieru jest napis: ”for professional use only” i to nie jest ozdoba. Na szkoleniu dowiesz się jak używać lakieru, żeby nie zrobić nikomu krzywdy, jak przygotować płytkę paznokcia, jakiej używać lampy, jak zdjąć stylizację.
Dziewczyny kupują zestaw, myślą „przecież to tylko lakier, co może pójść źle?”, a potem nie wiadomo skąd hybrydy mają złą opinię „bo niszczą paznokcie”. Otóż prawidłowo założona i zdjęta hybryda nie niszczy płytki. Warto o tym pamiętać. Zdejmowanie, a często zrywanie hybrydy to już kolejny temat. Wspomnę przy okazji jeszcze o higienie. Ktoś, kto robi paznokcie "po kosztach" zazwyczaj używa wielokrotnie tego samego pilniczka, polerki i często nie ma pojęcia co to jest sterylizacja czy choroby paznokci. Wizyty u dermatologa i maści z antybiotykami są dużo droższe. Myślę, że warto to przekalkulować.

Odpowiadała i stylizowała Pani Magdalena Mieczkowska

Jeżeli jesteście z Wołomina albo możecie się tam wygodnie dostać z czystym sumieniem polecam Nail Bar PasteLove. Spędziłam tam miło czas, sporo ciekawych rzeczy się dowiedziałam i czułam się bardzo swobodnie. Pani Magda zna się na tym co robi, jej ruchy są pewne i delikatne, a przy tym widać, że praca jest jej prawdziwą pasją. Bardzo cenię takich ludzi, sama mogę godzinami rozmawiać o kosmetykach. Ceny nie są wygórowane, możecie je sprawdzić na stronie internetowej  lub Facebooku salonu, a co ciekawe można się umówić na wizytę także w niedzielę.

A Wy macie swoje sprawdzone miejsca, w które wybieracie się po nowe paznokcie?
KONKURS BEAUTY MANIA

KONKURS BEAUTY MANIA

Wielokrotnie pisałam dla Was relacje z różnych wydarzeń kosmetycznych, konferencji i targów, a z komentarzy wiem, że interesują Was podobne wydarzenia. Mam więc niespodziankę!
Możecie wygrać dwuosobowy karnet na Beauty Manię w Warszawie wraz z boxem kosmetyków. Zapraszam do udziału, zasady są proste.


ZASADY:
1. Zostań publicznym obserwatorem bloga (kliknij "obserwuj" na samym dole strony, musisz być zalogowana/y na swoim koncie gmail).
2. Udostępnij baner na swoim blogu, w Google+, na Facebooku lub Instagramie, a w komentarzu podeślij link.
3. Odpowiedz na pytanie: "Dlaczego lubisz kosmetyki?".
4. NAGRODY: łącznie do zdobycia pięć podwójnych karnetów na Beauty Mania w Warszawie wraz z beauty boxami pełnymi kosmetyków, okularami przeciwsłonecznymi w etui oraz szczotką do włosów! (1 zestaw do wygrania na blogu, 2 na instagramie, 2 na facebooku).
5. Konkurs trwa do 20 maja.
6. Wygrywają najbardziej oryginalne lub najciekawsze odpowiedzi na zadane pytanie.
 
Regulamin Konkursu jest dostępny TUTAJ. Biorąc udział oświadczasz, że się z nim zapoznałaś/eś.

POWODZENIA!

Baner:

WYNIKI! 
Gratulacje dla Dreaminggirl_11 _, której odpowiedź niesamowicie mi się spodobała! Dziękuję wszystkim za udział, a zwyciężczynię proszę o przesłanie swojego adresu mailowego na cosmeticosmos@gmail.com lub w wiadomości prywatnej na FanPage'u.
Indigo, Alluring Body Oil, Olejek arganowy po kąpieli

Indigo, Alluring Body Oil, Olejek arganowy po kąpieli

Lubię masła i balsamy do ciała, lubię ten moment po prysznicu, gdy rozgrzaną skórę mogę wymasować pachnącym, odżywczym kosmetykiem i uspokoić swoje sumienie pielęgnacyjne. Choć zdarza się też, że zwyczajnie nie mam czasu na długie rytuały, wklepywanie w siebie tłustszej konsystencji i czekanie aż się wchłonie, bo przykładowo muszę niedługo wyjść z domu. Wtedy staję przed wyborem: ryzykować swędzącą skórę, co przytrafia mi się ostatnio coraz częściej zwłaszcza na łydkach, ze względu na przeciągające się przedwiośnie, albo użyć preparatu o lżejszej konsystencji, który mogę nałożyć i nie zważając na nic ubrać się, by szybko biec dalej. W takim przypadku już od ponad dwóch lat stawiam na olejki. Po moim ukochanym hicie - odżywczym olejku Vianka, o którym pisałam TUTAJ i całkiem przyjemnym produkcie Evree TUTAJ, zapragnęłam spróbować czegoś innego. Tak poznałam olejek Indigo, który uwiódł mnie swoim zapachem. Ale czy tylko nim?



Indigo, Arome 99, Olejek arganowy do ciała po kąpieli

Według producenta: "Olejek po kąpieli Indigo łączy w sobie wszystkie wyjątkowe cechy olejku arganowego z rewelacyjnym olejkiem ze słodkich migdałów, jednym z najlepszych we współczesnej kosmetyce. Wygładza skórę i ma bardzo wysokie zdolności nawilżające. Zawiera dużą ilość kwasu linolowego, który  jest podstawą funkcjonowania cementu międzykomórkowej, rogowej warstwy naskórka. Wzmacnia barierę hydrolipidową skóry. Olejek migdałowy nie pozwala na tworzenie się zmarszczek. 
Olejek posiada zapach przepięknych perfum, który pozostaje na skórze przez długie godziny. Olejek po kąpieli Indigo stosowany tuż po kąpieli na sucho lub na mokro poprawia kondycję skóry już od pierwszej aplikacji. Odzyskuje ona swój naturalny blask i staje się jedwabiście gładka.  
Olejek Indigo działa idealnie także jako serum do włosów tuż przed ich myciem. Należy nanieść go na całą długość włosów i delikatnie wetrzeć ze szczególną dbałością o końcówki. Pozostawić na około 10 minut. Następnie spłukać i umyć włosy w tradycyjny sposób. Po zabiegu włosy stają się miękkie i błyszczące, a delikatny zapach przepięknych perfum pozostaje na nich przez długie godziny.
Olejek dostępny jest także w wersji ze złotymi drobinkami, które odbijają światło i przepięknie mienią się na skórze, podkreślając subtelnie letnią opaleniznę. Dostępny w 6 nutach zapachowych perfum Indigo: Indiolicious, Pop Sugar, Raspberry Love, Seventh Heaven, Sunset Beach."


Olejek Indigo kupimy w przezroczystej plastikowej butelce za 29zł/100ml. Chyba nie widziałam go nigdzie stacjonarnie, ale nie wykluczam, że jest dostępny. Na pewno bez problemu można go kupić w sklepie internetowym. Z samego opakowania niestety nie za wiele się dowiemy, producent zamieścił tylko bardzo podstawowe informacje.


Skład: Isopropyl Palmitate (emolient tzw. suchy, tworzy film na powierzchni skóry, dzięki czemu zapobiega odparowaniu wody z naskórka, zmiękcza i wygładza skórę oraz włosy), Isohexadecane (emolient tzw. suchy, tworzy film, jak poprzednik), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów; zmiękcza naskórek i wzmacnia barierę lipidową), Argania Spinosa Karnel Oil (olej arganowy; odżywia i natłuszcza skórę, ujędrnia), składniki kompozycji zapachowej: Limonene (imituje zapach skórki cytrynowej), Benzyl Alcohol (imituje zapach jaśminu, konserwant), Benzyl Salicylate (imituje zapach goździka), Hexyl Cinnamal (imituje zapach jaśminu), Citronelol (imituje zapach róży i geranium), Linalool (imituje zapach konwalii), Geraniol (imituje zapach pelargonii), Alpha Isomethyl ionone (składnik kompozycji zapachowej), May contain: Mica (może zawierać mikę, minerał posiadający właściwości rozświetlające, perłowe). Wiele z użytych substancji zapachowych może, choć nie musi, podrażniać i alergizować.


Butelka zaopatrzona jest w korek i atomizer, co uważam za bardzo wygodne rozwiązanie. Atomizer ma bardzo wyważone pole rozpylania, więc łatwo można aplikować olejek dokładnie tam, gdzie potrzebujemy. Jednocześnie rozpylacz tworzy bardzo fajną, delikatną mgiełkę, więc produkt nie ścieka ze skóry i nie brudzi wszystkiego dookoła. Zazwyczaj olejek stosuję tuż po prysznicu spryskując jeszcze wilgotną skórę z dość bliskiej odległości. Chwilę masuję, ale dosłownie moment lub tylko daję mu chwilę na wchłonięcie, po czym resztę wycieram ręcznikiem.


Olejek jest przezroczysty, dość rzadki i tłustawy. Produkt cudownie otula skórę czy włosy zapachem perfum, których nuta zależy od tego, jaką wersję zapachową wybierzemy. Mój olejek - Seventh Heaven - kojarzy mi się z Rajskim Ogrodem, ponieważ wyczuwam w nim wiele nut owocowych, przy czym na pierwszy plan wysuwa się czerwona porzeczka. Zapach jest niesamowity, energetyczny, a jednocześnie przytulny i subtelny, nie duszący i bardzo trwały. Uwielbiam go!


Olejek stosowany na mokrą skórę szybciej się wchłania, niż na suchej. Zazwyczaj daję mu chwilę, a następnie wycieram nadmiar ręcznikiem, który potem wchłania część zapachu. Produkt pozostawia delikatną ochronną warstwę, a skóra jest w dotyku miękka, gładsza, milsza. Wydaje się być lepiej nawilżona, jednak zapewne jest to efekt zastosowania w produkcie lotnych emolientów, więc po kolejnym prysznicu skóra znów jest sucha i wymaga balsamu. Dla mnie bardzo istotne jest, że dzięki niemu skóra nie swędzi, nie widać suchych skórek i podrażnienia, a wszystko szybko się wchłania, pozostawiając wspaniały zapach nawet na kilka godzin.


Polubiłam olejek Indigo, choć wolałabym, aby miał lepszy skład, szczególnie większą zawartość olei, a mniejszą emolientów. Jednak jest to wdzięczny produkt, taki kompromis między w pełni naturalnym produktem, a pięknie, choć sztucznie pachnącym kosmetykiem drogeryjnym

Znacie produkty pielęgnacyjne Indigo? Obecnie zachwycam się hybrydami tej marki, a w zapasach mam jeszcze krem do rąk.
Mizon, Vita Lemon, Cytrynowy peeling enzymatyczny

Mizon, Vita Lemon, Cytrynowy peeling enzymatyczny

Peeling jest bardzo ważnym etapem w mojej pielęgnacji skóry i nie wyobrażam sobie pomijać tego kroku. Odkąd zwracam uwagę na delikatność kosmetyków do twarzy moja cera znacząco się poprawiła, pojawia się mniej niemiłych niespodzianek czy zaskórników. Skóra jest lepiej dotleniona, ma zdrowszy koloryt, a dobroczynne składniki z kremów łatwiej mogą dotrzeć wgłąb naskórka. Peeling twarzy wykonuję regularnie dwa razy w tygodniu, ponieważ moja mieszana skóra (w kierunku tłustej) łatwo się zapycha przez wzmożone wydzielanie sebum, a do tego jest grubsza, i posiada rozszerzone pory. Obecnie na przemian używam peelingu mechanicznego, scrubu Montibello oraz enzymatycznego, cytrynowego od Mizon. Markę Mizon poznałam już wcześniej przy okazji używania kremu ze śluzem ślimaka KLIK.


Mizon, Vita Lemon Sparkling Peeling Gel

Według producenta: "Delikatnie złuszcza i usuwa martwy naskórek, odtyka pory i reguluje wydzielanie sebum. Przenika w głębsze warstwy naskórka, dotlenia komórki i usuwa z nich zanieczyszczenia oraz toksyny. Dzięki niemu skóra wygląda promiennie i odzyskuje zdrowy koloryt. Zawiera cenne składniki roślinne tj. ekstrakt z szałwii oraz wąkrotki azjatyckiej, ekstrakt m.in. z papai, jabłka, zielonej herbaty oraz aloesu, dzięki czemu peeling posiada właściwości przeciwutleniające, detoksykujące, odświeżające i nawilżające, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, rozjaśnia przebarwienia oraz łagodzi podrażnienia. Produkt może być stosowany w pielęgnacji każdego typu skóry."


Mizon to marka koreańska, ale obecnie można bez problemu kupić te kosmetyki w polskich sklepach internetowych. Cytrynowy peeling kosztuje ok. 65-70zł/150g. Jest niesamowicie wydajny, zwłaszcza w porównaniu z peelingami mechanicznymi. Produkt kupimy w kartoniku, na którym powinna być naklejka w języku polskim (jeżeli kupimy go w polskim sklepie). Kosmetyk należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.


W środku znajdziemy zgrabną butelkę z mocnego plastiku zaopatrzoną w zwykłą pompkę. Opakowanie powinno zawierać także plastikowy stoper, zapobiegający rozlaniu się produktu w transporcie. Etykieta jest trwała i nie ściera się, a na niej są już tylko napisy po angielsku i koreańsku.


Skład: Water, Glycerin, PEG_7 Glyceryl Cocoate, Steartrimonium Methosulfate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Cellulose, Water , Isopropyl Alcohol, Butylene Glycol, Salvia Hispanica Seed Extract, Centella asiatica Extract, Houttuynia Cordata Extract, Fragrance, Citrus Medica Limonum (lemon) Fruit Extract, Propanediol, 1,2-Hexanediol, Coptis Chinensis Root Extract, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Propylene Glycol, Pyrus Malus (apple) Fruit Extract, Carica Papaya (papaya) Fruit Water, Camellia sinensis Leaf Extract, Gypsophila Paniculata Root Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract Lilium Candidum Flower Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract, Convallaria Majalis Root Extract, Magnolia Liliflora Flower Extract, Paeonia Lactiflora Root Extract, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil.


Sam peeling posiada lekko żółtą barwę i żelową, niezbyt gęstą konsystencję. Dobrze się rozprowadza i nie spływa z dłoni. Zapach jest lekko cytrynowy, ale wydaje się sztuczny i jakby "gorzki", ze specyficznym, chemicznym aromatem w tle, nie umiem lepiej go określić. Myślę, że nie każdemu się spodoba, choć ja się do niego przyzwyczaiłam i już mi nie przeszkadza, tym bardziej, że nie utrzymuje się długo na skórze.


Aplikacja peelingu jest bardzo wygodna i praktyczna. Wystarczy wycisnąć jedną, maksymalnie dwie pompki produktu, a następnie masować suchą twarz przez kilka minut. Już po chwili w palcach wyczujemy grudki martwego naskórka, co może zaskoczyć, ale jest jak najbardziej prawidłowym działaniem. Po max. 5 minutach peeling wystarczy zmyć letnią wodą. Ważne, aby unikać kontaktu produktu z oczami. 
Działanie? GENIALNE! Ten peeling pozostawia skórę idealnie miękką, nawilżoną, delikatną, a wszelki ślad do suchych skórkach znika jak za dotknięciem magicznej różdżki. Po zabiegu mam ochotę non stop dotykać twarzy, ponieważ cera jest tak miła w dotyku, jakby była o wiele młodsza (czytaj nie 32-letnia). Dodatkowo produkt rozjaśnia przebarwienia i naczynka, wyrównuje koloryt, dodaje blasku i delikatnie ujędrnia. Do tego nie wysusza ani nie podrażnia i jest niesamowicie wydajny.


O innych moich ulubionych peelingach enzymatycznych przeczytasz tutaj: peeling ze strony e-naturalne KLIK, Ziaja PRO KLIK oraz mechanicznych: oczyszczający Sylveco KLIK, przeciwtrądzikowy Nacomi KLIK.

Jestem niesamowicie zauroczona tym peelingiem, na moją skórę działa idealnie, bez najmniejszych negatywnych atrakcji. Na pewno kupię kolejne opakowanie! Znacie inne koreańskie kosmetyki warte uwagi?
Iles Du Vent, Naturalna maska do twarzy

Iles Du Vent, Naturalna maska do twarzy

Zastanawiałam się czy pisać ten post, ponieważ od dawna nic nowego o tej polskiej marce nie słyszałam. Swojego czasu była wszędzie, obecnie strona producenta i sklep internetowy nie działają, Instagram i Facebook zatrzymały się w czasie kilka tygodni temu... A szkoda! Dzisiejsza bohaterka, czyli maska do twarzy wiele razy uratowała moją skórę w sezonie jesień-zima oraz obecnej, niekończącej się wiosny... Postanowiłam jednak skończyć co zaczęłam, może produkty będą jeszcze dostępne. Oby!


Iles Du Vent, Face Mask, Maska do twarzy

Od producenta: "Maska ma działanie kremu o podwyższonym stężeniu składników aktywnych, dzięki czemu daje natychmiastowy efekt idealnie gładkiej i promiennej cery. Skutecznie nawilża i odżywia. Ekstrakt z winogron chroni skórę przed przetłuszczaniem, a hibiskus ułatwia proces usuwania toksyn, poprawia krążenie, wzmacnia naczynia krwionośne i przeciwdziała powstawaniu tzw. „pajączków” charakterystycznych dla cery naczynkowej. Polecana do każdego rodzaju skóry."


Z tego co widziałam wszystkie kosmetyki tej marki miały identyczne opakowania, więc aby niczego nie pomylić za każdym razem należy czytać opisy. Podoba mi się opcja opakowania pudełeczka z zwykłą, falowaną tekturę i przewiązanie całości rafią. To bardzo oryginalny pomysł, wygląda uroczo i "eko", mimo że samo opakowanie jest już plastikowe i posiada aluminiową nakrętkę.


Cały ten opakowaniowy minimalizm mocno do mnie przemawia! Podobają mi się zarówno kobiece zdobienia czarną kokardką, delikatne tło etykiety i proste, eleganckie fonty. Całość wygląda klimatycznie i widać, że design jest przemyślany i subtelny, jak lubię. Maska kosztowała ok. 89zł/75ml, a więc niemało, ale jest niesamowicie wydajna.


Przed pierwszym użyciem należy zerwać aluminiową folijkę, dzięki czemu mamy całkowitą pewność, że produkt jest świeży i bezpieczny, bo przed nami nikt się do niego nie dobierał. To taki szczegół, który również budzi moją sympatię.


Na etykiecie niewiele możemy przeczytać o produkcie i niestety musimy znać angielski, ponieważ po polsku niczego się dowiemy. Co ciekawe sama marka pochodzi właśnie z Polski, więc trochę to mylące, zwłaszcza że nazwa firmy czerpie z kolei od nazwy grupy wysp Polinezji Francuskiej...


Skład: Aqua, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Caprylate, Isoamyl Cocoate, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil (olej sezamowy; odżywia i nawilża, ochrania skórę przez negatywnym wpływem środowiska), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract (ekstrakt z winogron; reguluje nadmiar sebum, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie), Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy; nawilża, regeneruje, działa antybakteryjnie, tworzy ochronny film na skórze), Gardenia Tahitensis (certyfikowany olej monoi; głęboko i na długo nawilża, zmiękcza i wygładza skórę, przywraca równowagę hydrolipidową, łagodzi podrażnienia i stany zapalne, goi drobne uszkodzenia naskórka), Glycerin, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (hibiskus; wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych i poprawia krążenie, więc skóra szybciej pozbywa się toksyn), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea; nawilża i uelastycznia, przeciwdziała podrażnieniom), Theobroma Cacao(Cocoa) Seed Butter (masło kakaowe; wzmacnia proces odnowy i regeneracji komórek skóry, nadaje jej równomierny odcień), Glyceryl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej migdałowy; odżywia i uelastycznia), Hydrogenated Vegetable Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Tocopherol (mixed) (witamina E; opóźnia proces starzenia się skóry), Beta-Sitosterol, Squalene, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Parfum, Geraniol, Limonene, Linalool.


Maska ma postać gęstego kremu o konsystencji budyniu w lekko beżowym odcieniu. W zapachu wyczuwam zresztą bardzo naturalne aromaty, które trudno nazwać, ale trochę kojarzą się z karmelowym, słodkim deserem. Maska bardzo dobrze się aplikuje, nienagannie trzyma skóry i nie spływa. Stosuję ją w razie potrzeby, ale ze względu na skórę mieszaną w kierunku tłustej i bogaty skład produktu nie używam jej częściej niż raz w tygodniu. Myślę, że posiadaczki cer suchych mogłyby stosować ją częściej, tym bardziej, że warto! Maska posiada ładny, naturalny skład, głównie emolientowy, uzupełniony bogactwem ekstraktów i olei. Używam jej zawsze na noc nakładając na całą twarz (zamiast kremu!) lub tylko punktowo, w zależności od aktualnych potrzeb cery. Nie zmywam jej, zostawiam na całą noc, aby jak najwięcej cennych substancji zdążyło się wchłonąć.


W najbardziej odwodnionych miejscach moja cera spija ją natychmiastowo, maska wręcz wnika praktycznie do matu. Chwilę dłużej potrzebuje na wchłonięcie tam, gdzie skóra jest uregulowana lub występuje nadprodukcja sebum. Właściwie ten produkt stał się dla mnie pewnego rodzaju wskazówką, dzięki której łatwiej mogę ocenić aktualny stan cery, bo wszystko widzę już w chwilę po aplikacji. Poza tym maska ma tak przyjemnie dobrany skład, że pomimo zawartości masła shea i oleju kokosowego nigdy mnie nie zapchała ani nie podrażniła (solo kokos zawsze mnie zapycha!). Kosmetyk świetnie regeneruje, odżywia i koi skórę, przywraca jej blask i witalność, nie potrafię inaczej tego ująć. Rano skóra jest świetlista, ale nietłusta, miękka i delikatna w dotyku, nawilżona, a suche skórki znikają. Wielokrotnie, praktycznie w dobę, uregulowała moją odwodnioną cerę, bardzo źle reagującą na ciągłe zmiany temperatur i suche powietrze z kaloryferów. Po prostu cudo!


Maskę już praktycznie wykończyłam, ponieważ zawsze piszę recenzje po dokładnym przetestowaniu produktu.  Niesamowicie żałuję, że obecnie tego produktu nie można nigdzie kupić, mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni! Niewiele jest na rynku tak wydajnych i skutecznych produktów z naturalnym składem, które w moment koją moją cerę w trudnym okresie zimy/wiosny, przywracając jej odpowiedni poziom nawilżenia i gładkość.

Jeśli wiecie co się stało z tą firmą koniecznie dajcie mi znać! Może kosmetyki dostępne są pod inną nazwą, ale nie znalazłam nigdzie takiej informacji. Znacie ich produkty?