Meet Beauty edycja III oraz Beauty Days II 2017

Meet Beauty edycja III oraz Beauty Days II 2017

W tym roku miałam okazję po raz trzeci uczestniczyć w niezwykłej konferencji dla blogerek i vlogerek kosmetycznych. No dobra, także jednego blogera - pozdrawiam Michała z Twoje Źródło Urody oraz kilku instagramerek - pozdrawiam Kasię z kasia.love :) Uwielbiam takie spotkania i jedyne, czego żałuję, to szybkiego upływu czasu. Serio, jakby go ktoś dosłownie zawinął, zawiązał supeł i w ten sposób skrócił. Cała konferencja trwała aż dwa dni, a mimo to minęła niepostrzeżenie. Ani się obejrzałam, a już w tłoku i duchocie, wraz z pokaźną grupą innych uczestniczek, wracałam autobusem do Warszawy. Wiadomo - czas w miłym towarzystwie, na pogaduszkach i ciekawych wykładach umyka niepostrzeżenie!


W tym roku wydarzenie odbywało się w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie pod Warszawą. Podobało mi się, że organizator pomyślał o darmowych autobusach z centrum Warszawy dla wszystkich, chcących odwiedzić Targi oraz Meet Beauty (chociaż niektóre kursy były mocno oblegane!). A właśnie, wiele osób myliło oba wydarzenia, choć nie były tożsame. Konferencja dla blogerów - Meet Beauty - odbywała się w wydzielonej części hali. Aby się na nią dostać trzeba było mieć specjalną opaskę i identyfikator. Natomiast Targi Beauty Days były dla wszystkich, a wstęp był darmowy, wystarczyło się tylko zarejestrować przy wejściu.


Meet Beauty wyróżnia się przede wszystkim ciekawymi warsztatami, na które wcześniej należało się zapisać. Zadanie niełatwe, trzeba o nie zawalczyć jak o ostatniego pączka w Tłusty Czwartek, ale warte zachodu.Osobiście byłam na dwóch warsztatach. Ekipa Neo Nail zaprezentowała nam nową serię lakierów hybrydowych Aquarelle. Zdobienia od razu podbiły moje serce, choć wcale nie są łatwe! Po zrobieniu kilku kulfonów, których widoku Wam zaoszczędzę, wpadłam na to, że paznokieć należy ledwo muskać pędzelkiem. Ponadto teoretycznie nie wystarczy posiadanie samego koloru ze specjalnej serii (super, że jeden dostałyśmy!), należy dokupić jeszcze specjalną bazę, ale.... Na zwykłej bazie Neo Nail wzorki wychodzą równie ładnie. Sprawdziłam! Jest wystarczającą lejąca, aby kolor rozpływał się jak lukier na gorącym pierniku (chyba jestem głodna :D).


Kolejne warsztaty, tym razem z marką Golden Rose, prowadziła Karolina Zientek. Uwaga, będzie profanacja: dotąd nie miałam pojęcia kto to, zapewne dlatego, że praktycznie nie oglądam YT (oprócz Czarszki i kilku mniej znanych, acz zacnych osobistości). Szybko zostałam jednak nawrócona na właściwą ścieżkę, a wręcz zauroczona ciepłem Karoliny oraz jej ogromną wiedzą i chęcią dzielenia się nią. Sporo ciekawych rzeczy się dowiedziałam, a wszystko było pokazane na uroczej modelce :)


Na Targi zaproszono więcej znanych i lubianych (lub znanych i nielubianych, w zależności od poziomu zazdrości/dystansu do siebie/poglądów/przekonań/ambicji uczestników Targów) :D Wyhaczyłam Maję Sablewską, duet Wierzbicki i Schmidt, mignęły mi gdzieś KatOsu, Red Lipstick Monster, Adrianna Grotkowska, Kominek/Jason Hunt/Tomek Tomczyk/kolejne pseudo z przyszłości, wiem, ja też się już mylę. Oczywiście to nie wszystkie cudowne persony, które spotkałam. Poniżej na foto z Magdą z takiemojeoderwanie.pl, Kingą z gorzela.pl oraz Anastazją ze stazyjka.pl. Za to zresztą najbardziej lubię konferencje dla blogerów: mogę w realu spotkać osoby, które znam z internetu :)


Podczas całej konferencji Meet Beauty odbywały się również ciekawe panele (zwane wykładami), dostępne dla wszystkich zaproszonych blogerek. W części z nich udało mi się uczestniczyć - między warsztatami a snuciem się po stoiskach kosmetycznych a piciem kolejnej kawy (nie potrafię żyć bez kawy!). Najciekawszy z mojej perspektywy okazał się panel prowadzony przez Jest Rudo, a dotyczący fotografowania kosmetyków oraz kompozycji zdjęcia. I choć z różnych stron dobiegało ziewanie, szepty i ogólne wzdychanie (podobno panel nie był odkrywczy) to jednak ja usystematyzowałam sobie pewną wiedzę, a kilka innych spraw potwierdziłam. Mam nadzieję, że widać progres na moich zdjęciach, chcę, by były tylko lepsze!


Fajne show wykonał również Jason Hust, choć nie mógł sobie darować kilku uszczypliwości względem nas, blogerek kosmetycznych, piszących wciąż o jakichś bzdetach :D Rozbawił mnie twierdząc, że przejrzał wszystkie blogi - 300 - aż sapnęłam ze współczucia. Ależ się musiał zanudzić :D Dodajmy do tego 300 profili na IG oraz 300 fanpage'ów. Gdyby miał wybór pewnie wybrałby chłostę xD Ale wróćmy do tematu, bo wykład był bardzo inspirujący! Tomek pokazał nam swój sposób na ogarnięcie pewnego rodzaju chaosu okołoblogowego (skąd ja to znam?), usystematyzowanie pewnych działań. Podrzucił też kilka konkretnych rozwiązań. Chwała mu!
Ciekawy panel dotyczący kosmetyków mineralnych przeprowadziła Ewa z bloga mademoiselleevebloguje. Sporo wiedziałam, bo lubię minerały, ale zawsze fajnie podejrzeć innych "w akcji". Ewa Red Lipstick Monster jak zwykle pełna energii i uśmiechnięta, ale nie pamiętam nawet o czym mówiła :D Konferencję zakończyła dyskusja na temat blogowych biznesów, co do której mam mieszane uczucia.


W tzw. międzyczasie oraz niedoczasie włóczyłyśmy się między stoiskami na Targach Beauty Days. Podobnie jak na pierwszej edycji odwiedzających nie było w nadmiarze, więc spokojny spacer lekkim slalomem był przyjemny. Kręciłyśmy się to tu,to tam, rozmawiając, kupując (kosmetyków nigdy zbyt wiele!), podpytując, wąchając, wcierając, a przy tym gadając o wszystkim. Jednak blogerki kosmetyczne nie są monotematycznymi stworzeniami. Ba, są nawet całkiem zabawne - jak chcą ;)


Najmocniej ciągnęło mnie do stoisk z kosmetykami naturalnymi, tyle, że znam ich ofertę dość dobrze. Kusiło mnie najmłodsze dziecko Fresh & Natural, czyli Pasta oczyszczająca, ale powstrzymałam się od zakupu, ponieważ oczyszczaczy mam zbyt wiele. Na pewno za jakiś czas i tak wpadnie w moje rączki, ale staram się działać rozsądnie. Wąchałam i macałam jak szalona, że się tak wyrażę, wszystko co mnie zainteresowało. Popełniłam również zakupy, niestety aż tak rozsądna to ja nie jestem. Zakupiłam m.in. słynne pudry Ecocera (bambusowy oraz ryżowy), olej z pestek moreli (moje włosy go kochają!), pomadkę w płynie Golden Rose. Więcej grzechów nie pamiętam :D



Szybko minęły te dwa dni. Takie konferencje powinny trwać minimum tydzień, aby się nagadać ze wszystkimi, posłuchać wykładów i wziąć udział w warsztatach, które nas interesują. Oczywiście wiem, że to nierealne, czasochłonne i ogólnie szalone, ale w ten sposób nie trzeba by ciągle z czegoś rezygnować. A tak - podczas warsztatów nie możesz być na wykładach, podczas wykładów nie pogadasz (no dobra, trochę szeptałyśmy po kątach), a podczas zwiedzania targów musisz całkiem zapomnieć o Meet Beauty. Ciągłe kompromisy, mimo to wspomnienia pozostaną miłe, niedociągnięcia prawdopodobnie zapomniane jako nieistotne, a nowe znajomości kontynuowane. Amen.

Teraz czekam na See Bloggers w Gdyni, a to już... zaraz. Z kim się widzę?
Zdrowe batoniki muesli

Zdrowe batoniki muesli

Dzisiaj mam dla Was przepis na zdrowe, wegańskie batoniki, idealne na drugie śniadanie (ale nie tylko!). Dodają energii, są bogate w zdrowe tłuszcze i witaminy. Zawierają dużo bakalii, więc są także dość kaloryczne, ale nie są to "puste kalorie". Zamiast więc kupować gotowe produkty, pełne cukru, syropu glukozowo-fruktozowego i tłuszczu palmowego możecie łatwo i szybko zrobić własne. Słodkie, o wielowymiarowym smaku i co tu dużo mówić, pyszne!
Poza tym uważam, że o skórę trzeba dbać także "od środka", zapewniając organizmowi odpowiednie dawki witamin, minerałów oraz pijąc wodę, w celu poprawy nawilżenia.


Wegańskie batoniki bakaliowe

- 300 g daktyli (używałam suszonych, które zalałam wrzątkiem i moczyłam przez godzinę, ale można użyć również świeżych - ich nie namaczamy)
- 2-3 łyżki masła orzechowego (można kupić, ale szukajcie samych orzechów w składzie, można je też łatwo zrobić - niesolone orzechy prażymy w piekarniku 10 minut lub na patelni, po czym blendujemy na gładką masę z odrobiną soli)
- 100 g pestek dyni
- 100 g pestek słonecznika
- 50 g rodzynek
- 50 g suszonej żurawiny
- 6 łyżek siemienia lnianego
- 6 łyżek nasion chia
- 200 g błyskawicznych płatków owsianych
- 1 łyżeczka mielonego cynamonu

  1. W większej misce blendujemy namoczone, odsączone z wody  daktyle razem z masłem orzechowym i cynamonem.
  2. Dodajemy pestki, rodzynki i płatki owsiane, bardzo dokładnie mieszamy.
  3. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, przekładamy masę (najwygodniej łyżką), po czym całość dokładnie dociskamy do formy, tak aby masa miała grubość ok. 1 cm.
  4. Piekarnik nagrzewamy do 170 st., wkładamy blachę do piekarnika na 20 min. Po tym czasie wyciągamy, kroimy masę na batoniki wedle własnego gustu i wkładamy ponownie do piekarnika na 15-20 min.
  5. Jemy wystudzone. Możemy je przechowywać przez tydzień w lodówce. Smacznego! 


Przepis na batoniki można modyfikować. Należy jedynie trzymać się podanych proporcji, aby gotowe batoniki się nie rozpadały po wystudzeniu. Część daktyli można zastąpić bananem, a zamiast pestek dodać pokruszone orzechy, morele, mango, wiórki kokosowe czy figi.


Batoniki po ostudzeniu są zwarte, ale dość łatwo się wyginają. Nie są twarde, lekko gumowate. Zdecydowanie bardzo smaczne, ale zależy to od dodanych bakali oraz osobistych preferencji. Za każdym razem można otrzymać zupełnie inny smak :)



Lubicie takie proste przepisy? Kto się skusi na batoniki? A może już takie robiliście?
Czy warto mieć Instagram i co to jest  Shadowban

Czy warto mieć Instagram i co to jest Shadowban

Osobiście Instagram odkryłam całkiem niedawno, dopiero wiosną 2016 r. Wtedy podjęłam męską decyzję czyli założyłam konto blogowe (prywatnego nigdy nie miałam). Bardzo szybko wciągnęło mnie oglądanie zdjęć, inspiracji i pięknych kompozycji, followanie znajomych i nieznajomych oraz niekończące się dyskusje (zwykle "do szufladki" czyli priv). Wciągnęło mnie tak mocno, że wreszcie zaczęłam przykładać większą uwagę do własnych fotek :) Wciągnęło mnie tak bardzo, że obecnie częściej zaglądam na IG niż FB.


Dlaczego warto założyć Instagram?

  • Przede wszystkim w obecnych czasach można praktycznie wszędzie zajrzeć do telefonu. W metrze, tramwaju, w drodze do i z pracy, w łazience, na reklamach w TV - gdzie się da :) 
  • Instagram jest szybki i konkretny, a jeśli faktycznie followujemy jedynie te konta, które mogą nas zainspirować - mamy niekończące się pole do podglądania nowinek i opinii w postaci pięknych lub ciekawych zdjęć, a ostatnio także filmików. 
  • Hasztagi, które na IG świetnie się sprawdzają. Umożliwiają szybkie znalezienie interesujących nas tematów.
  • To tam zobaczymy nowości firm np. kosmetycznych, to tam podejrzymy co testują blogerki lub o czym obecnie rozmawiają kobiety. 
  • To tam szybko rozchodzą się informacje o różnych akcjach, a dzięki Insta Story lub Live możemy prawie na bieżąco śledzić poczynania ulubieńców i podglądać ich życie "od zaplecza".  
  • Wciąż jest tam także mniej reklam i postów sponsorowanych niż na Facebooku (choć niestety ich liczba wciąż rośnie, ostatnio pojawiły się nawet na Insta Story). 
  • IG jest też mniej formalny, luźniejszy i dzięki temu bardziej przystępny np. dla fanów.Wydaje się też bardziej naturalny, choć istnieją również konta "wymuskane" i "marketingowe", gdzie zdjęcia są zrobione lustrzanką i dodatkowo obrobione w programie graficznym. Tak, to widać!
  • Tam łatwiej uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytanie czy pokazać, czym aktualnie się zajmujesz. Sama przeniosłam tam swoje denka kosmetyczne, dzięki czemu nieestetyczne, zużyte opakowania nie straszą już na blogu :)

Nic więc dziwnego, że na całym świecie Instagram ma już podobno ponad 700 mln użytkowników, z czego połowa jest aktywna codziennie! W Polsce, w zależności od źródeł, podaje się, że z Instagrama korzysta ok. 3 mln ludzi i liczby te stale rosną. Nieźle co?


Co mnie denerwuje na Instagramie?

  • Brak możliwości edycji komentarzy. Pomylisz się? Możesz tylko usunąć lub zostawić z błędem, nie ma poprawiania!
  • Nadmiar filtrów, mnóstwo dziwnych infantylnych opcji ("pożyczonych" od Snapchata). OK, niektóre są zabawne i czasem można się powygłupiać, ale co za dużo to niezdrowo ;)
  • Reklamy - coraz liczniejsze, ostatnio nawet pokazują mi się w Relacjach!
  • Kolejność wyświetlania postów - zamiast chronologicznie to według zaangażowania.
  • Lajkersi - tak określam konta, które followują Twoje konto, by zaraz to cofnąć. Nie ma dla nich znaczenia czy też zaobserwujesz czy nie. Ba, potrafią tak robić po kilka razy dziennie! Wiem, że podobnie działa kilka aplikacji "do zdobywania followersów". Podobno IG jest w stanie namierzać takie konta i reagować obcinaniem zasięgów. Warto też ściągnąć darmową apkę do podglądania takich cwaniaków, zdziwiłam się nieraz kto tak robi...
  • Shadowban, który miał być sposobem na spamowanie, a nie zawsze działa racjonalnie. Sama prawdopodobnie padłam jego ofiarą, więc warto o nim napisać coś więcej.


Co to jest shadowban?

IG działa na zasadzie algorytmów, które przyporządkowują zdjęcia do naszych preferencji. To dzięki nim oglądam kosmetyki, ciuchy i koty - widocznie to najczęściej klikam. Mnie to pasuje. Co innego samochody czy deskorolki - to mnie nie interesuje, ale takie zdjęcia na IG również przecież są. Algorytm jednak nie przypasowuje ich do mnie, bo nigdy ich nie szukałam. Niestety te algorytmy często się zmieniają, są ulepszane, aby jak najlepiej (w teorii) dopasować treści do użytkowników oraz aby "nie dać się oszukiwać". Dodatkowo IG chce uniknąć pewnych treści (przykładowo golizny). Jeśli więc "podpadniesz" algorytmowi ten nałoży na Twoje konto bana i przestanie pokazywać je użytkownikom, którzy Cię nie followują, uważając za spamerskie. Nie możesz więc dotrzeć do nowych osób! A podpaść można dość łatwo "oszukując", często całkiem nieświadomie!

Jak sprawdzić czy mam shadowban?

Pojęcie shadow (cień) + ban (zakaz) jeszcze do niedawna był mi zupełnie obce. Pierwszy raz przeczytałam o nim u Karoliny (która na co dzień mieszka w Korei i zajmuje się marketingiem oraz SM). Wtedy potraktowałam temat trochę jak ciekawostkę i szybko zapomniałam. Do czasu.
Zauważyłam, że moje zdjęcia zdobywają coraz mniej polubień (serduszek) i coraz mniej widzę w polubieniach kont nowych (tzn. takich, których dotąd nie znałam i nie widziałam u siebie). Poza tym liczba followersów ani drgnęła przez kilku dni - ani w dół, ani w górę. Zatrzymała się na jednej liczbie jak zaklęta i już. Przypomniałam sobie wtedy o banie, pogrzebałam i dokopałam się do strony, na której podobno można podejrzeć to i owo.
  • Liczba serduszek pod zdjęciami sukcesywnie spada.
  • Liczba followersów zatrzymała się lub wręcz ich ubywa.
  • Twoich zdjęć nie widzą osoby, które Cię nie followują, np. wpisują # spod Twojego zdjęcia w wyszukiwarce IG, ale zdjęcia tam nie widzą [to najpewniejszy sposób na sprawdzenie bana].
  • Sprawdź czy masz bana - http://shadowban.azurewebsites.net - na tej stronie możesz sprawdzić całe konto (ostatnie zdjęcie - wpisz nick w pierwszym okienku) lub dowolne zdjęcie (swoje, koleżanki, kogo chcesz - skopiuj adres zdjęcia i wklej w drugim oknie). Jakież było moje zdziwienie, gdy komunikat jasno wskazywał na... ban! [Niestety sprawdzenie konta na tej stronie jest poglądowe i może się zdarzyć, że wprowadzi nas w błąd.]
  • Sprawdź czy nie używasz zakazanych # (linki do list poniżej) lub poproś kogoś, kto nie followuje Twojego konta o sprawdzenie czy pod użytym przez Ciebie # wpisanym w wyszukiwarkę widzi także Twoje zdjęcia (jeśli nie, prawdopodobnie masz bana). Przy okazji dziękuję Ani za pomoc :*


Co zrobić gdy podejrzewasz shadowban na Instagramie?

* Przez 48h powstrzymaj się od działań i nie dodawaj nowych zdjęć
* Po tym czasie pisz komentarze składające się min. z 3-4 słów
* Nie lajkuj za dużo i masowo, bo zostaniesz uznany za spamera!
* Blokuj dziwne konta (np. mężczyzn zainteresowanych innymi treściami niż Twoje) - dla zasady.
* Nie używaj hasztagów w komentarzach, dodawaj je w opisie
* Lepiej dać mniej trafnych haszów niż 30 prawie identycznych
Na zdjęciu po lewej dowód na to, że teraz moje konto jest OK :) Widzę to zresztą także po polubieniach, komentarzach pod zdjęciami i followersach. Także te rady działają! Teraz się ich trzymam!


Jak uniknąć shadowbana?

  • Uważaj na zabronione #! Przejrzyj czarną listę (niektóre Cię zaskoczą!) i nigdy ich nie używaj (lista tutaj oraz tutaj).
  • Unikaj stosowania w kółko tych samych hasztagów.
  • Sprawdzaj # - wystarczy wpisać interesujący # w wyszukiwarkę i sprawdzić czy poza top 9 są jeszcze inne zdjęcia. Jeżeli nie ma, prawdopodobnie # jest przyblokowany.
  • Nie kupuj polubień i followersów, nigdy nie udostępniaj danych do logowania obcym firmom czy znajomym.
  • Nie publikuj zdjęć zbyt śmiałych, golizny.
  • Komentując zawsze używaj co najmniej 4-5 wyrazów.
  • Nie komentuj samymi emotkami!
  • Nie wrzucaj hasztagów w komentarzu - to nie jest potwierdzone, ale zaobserwowane na moim własnym koncie. Odkąd dodaję # znów w opisie, ban zniknął (bye bye!).
A czy Wy macie doświadczenia z tym zjawiskiem? Lubicie Instagrama?
La Roche-Posay, Redermic C, Krem pod oczy z witaminą C

La Roche-Posay, Redermic C, Krem pod oczy z witaminą C

Pielęgnacja delikatnej skóry pod oczami jest w centrum mojego zainteresowania dopiero od kilku lat. Na okolice oczu zwraca się zwykle uwagę dopiero w wieku ok. 25 lat, kiedy pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne, zwłaszcza gdy ktoś, jak ja, lubi się dużo śmiać. Tzw. "kurze łapki" nie są widokiem pożądanym, więc zaczynamy walkę z niechcianymi oznakami upływu czasu. Przez te kilka lat poznałam wiele kremów i żeli pod oczy. Większość jedynie nawilża skórę, co też jest ważne, jednak potrzebuję już czegoś więcej. Cieszę się więc, że poznaję coraz skuteczniejsze kosmetyki, radzące sobie z moimi lekkimi zasinieniami, drobnymi zmarszczkami oraz poranną opuchlizną. Moją uwagę coraz częściej przykuwają produkty z oznaczeniem "przeciwzmarszczkowe", ponieważ wolę zapobiegać najbardziej jak mogę, aby jak najpóźniej leczyć. Dziś zapraszam na recenzję kremu pod oczy, który robi nawet więcej niż obiecuje.


La Roche-Posay, Redermic C Eyes, Intensywnie ujędrniający krem pod oczy z witaminą C

Według producenta: "Profesjonalna kuracja przeciwstarzeniowa pod oczy. Zaawansowana formuła, by zredukować zmarszczki wokół oczu, intensywnie ujędrnić skórę i zwiększyć jej elastyczność. Spojrzenie nabiera głębi i staje się wyraźnie odmłodzone.  Krem pod oczy wygładzający o zawartości witaminy C, która działa przeciwstarzeniowo. Pobudza produkcję włókien kolagenowych, by zwiększyć elastyczność i sprężystość delikatnej skóry wokół oczu. Skład został uzupełniony o dodatkowe składniki:
• mannozę - by zredukować niedoskonałości,
• kwas hialuronowy - by zapewnić maksymalny poziom nawilżenia,
• neurosensynę - by złagodzić podrażnienia,
• madekasozyd - by pobudzić procesy regeneracji.
Lekka formuła o delikatnej konsystencji nie pozostawia tłustej i klejącej warstwy. Szybko się wchłania, przynosząc natychmiastowy komfort. La Roche-Posay Redermic C to skuteczny krem pod oczy, który dzień po dniu przywraca skórze zdrowy i młody wygląd."


Krem kupimy w kartoniku, którego design jest charakterystyczny dla marki: subtelny, minimalistyczny, przejrzysty. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. Kosztuje ok. 70-75zł/15 ml, ale jest bardzo wydajny. Kosmetyki La Roche-Posay dostępne są w aptekach.


Skład: aqua (woda), gliceryna (nawilża i zmiękcza, ułatwia przenikanie innych substancji w głąb naskórka), dimethicone (emolient suchy, tworzy film zapobiegający odparowaniu wody, wygładza), masło shea (natłuszcza i ochrania skórę, dostarcza jej cennych substancji m.in. allantoinę, wit. A, E i F, wygładza i zmiękcza skórę), olej z nasion Meadowfoam (bogate źródło kwasów tłuszczowych, wit. A i E, lekki, nietłusty olej, bardzo odporny na jełczenie, dobrze nawilża i zmiękcza skórę, chroni przed promieniowaniem UV i oznakami starzenia, zwiększa smarowność, tworzy ochronny film), kwas askorbinowy (5% wit. C, regeneruje, rozjaśnia i chroni skórę), mannoza (przywraca gęstość skórze, redukuje niedoskonałości), butylene glycol (nawilża i wygładza skórę, zwiększa przenikanie innych składników w głąb naskórka), paraffinum liquidum (parafina ciekła, emolient tłusty, tworzy film na skórze), ammonium polyacryldimethyltauramide/ammonium polyacryloyldimethyl taurate (emulgator, stabilizator emulsji, tworzy film), cetyl alcohol (emolient tłusty, tworzy film, kondycjonuje i wygładza skórę), peg-100 stearate (emulgator), glyceryl stearate (emolient tłusty, wygładza i zmiękcza, tworzy film), polymethylsilsesquioxane (mikrosfery silikonowe, rozprasza światło i optycznie zmniejsza widoczność zmarszczek, tworzy cienki film na skórze), potassium hydroxide (regulator pH), paraffin (parafina, emolient tłusty, tworzy film, zmiękcza, wygładza, nadaje połysk), sodium styrene/macopolymer (stabilizator emulsji), cera microcristallina/microcrystalline wax (wosk mikrokrystaliczny, emolient tłusty, zostawia film), madecassoside (naturalny antyoksydant, regeneruje skórę), dimethicone/vinyl dimethicone crosspolymer (regulator lepkości), dimethiconol (emolient suchy, tworzy film, wygładza, nadaje połysk), disodium edta (zwiększa trwałość kosmetyku), hydrolyzed hyaluronic acid (małocząsteczkowy kwas hialuronowy, wnika w naskórek, nawilża, wygładza, poprawia elastyczność skóry, działa gojąco i regenerująco, jest antyoksydantem, zwiększa penetrację składników aktywnych w głąb skóry), caprylyl glycol (emolient tłusty, tworzy film, wygładza, kondycjonuje skórę), acetyl dipeptyde-1 cetyl ester (lipopeptyd, stymuluje syntezę kolagenu, nawilża, działa przeciwzmarszczkowo), xanthan gum (guma ksantanowa, zagęstnik), pentaerythrityl tetra-di-t-butyl hydroxyhydrocinnamate (antyoksydant, stabilizator konsystencji), phenoxyethanol (konserwant).


Witamina C w kosmetykach

Kwas askorbinowy to forma witaminy C w czystej postaci, która jest najsilniejszym przeciwutleniaczem występującym poza komórkami. Wykazuje niesamowite działanie na skórę, między innymi:
  • zwalcza wolne rodniki oraz niekorzystny wpływ promieni UV na skórę,
  • stymuluje syntezę kolagenu i kwasu hialuronowego, 
  • uszczelnia naczynia krwionośne, poprawia krążenie, 
  • rozjaśnia skórę i zmniejsza przebarwienia, 
  • wzmacnia barierę lipidową skóry, 
  • działa łagodząco i przeciwzapalnie, 
  • wspomaga regenerację skóry i gojenie ranek, 
  • wspiera ochronę skóry przed promieniowaniem UV i wzmacnia odporność skóry, 
  • redukuje wytwarzanie sebum, zapobiega utlenianiu się łoju z powierzchni skóry, 
  • pomaga w likwidowaniu wyprysków i przebarwień.


Na co zwrócić uwagę kupując krem z witaminą C

Kwas askorbinowy jest dość niestabilny i nietrwały, dlatego warto maksymalnie zmniejszyć jego właściwości utleniające.
  • Przede wszystkim ważne, aby formuła kosmetyku zawierała promotor przenikania np. alkohol lub glikol, który umożliwi witaminie C przeniknięcie w głębsze warstwy naskórka. 
  • Opakowanie powinno maksymalnie ograniczać kontakt produktu z powietrzem i światłem (aluminiowa tubka, buteleczka z ciemnego szkła, szczelne zamknięcie). 
  • Warto kosmetyk trzymać w lodówce, w niższej temperaturze.
  • Najlepiej, aby formuła kosmetyku zawierała jak najmniej wody - co prawda witamina C rozpuszcza się właśnie w wodzie, ale jednocześnie zwiększa to wrażliwość kwasu askorbinowego na czynniki zewnętrzne (temperatura, światło, tlen, wysokie pH).
  • Przy bardzo wrażliwej skórze zbyt wysokie stężenie witaminy C może działać drażniąco, dlatego bardzo ważne jest dobranie przez producenta odpowiedniej ilości kwasu askorbinowego w formule tak, aby była ona skuteczna, ale i delikatna.


W kartoniku znajdziemy aluminiową tubkę z kremem pod oczy. Wybór opakowania jest tu zapewne nieprzypadkowy, ponieważ ogranicza kontakt kosmetyku z powietrzem, co pomaga zapobiegać utlenianiu witaminy C. Dodatkowo producent na opakowaniu zwraca uwagę, aby tubkę dokładnie i szczelnie zakręcać po każdym użyciu. Zależy nam przecież, aby nie tracić cennej witaminy, więc zawsze tego pilnuję. Tubka stabilnie stoi na korku, który jest zakręcany. Przed pierwszym użyciem korek należy odbezpieczyć, dzięki czemu kosmetyk czekając na nas w aptece jest całkowicie odseparowany od otoczenia.
Krem jest bezzapachowy i posiada białą barwę, co podczas używania jest także swoistą wskazówką. Po jakimś czasie, jeśli nie oczyścimy tubki z nadmiaru kosmetyku, zauważymy pomarańczowe zabarwienie tych resztek, czyli oznakę, że witamina C się utleniła. Mimo wszystko krem po miesiącu używania nadal jest śnieżnobiały, więc w tubce nic się z nim nie dzieje.


Do tej pory produktów pod oczy używałam tylko na noc, ponieważ zostawiały wyraźną tłustą warstwę. Krem pod oczy Redermic C bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając widocznego czy lepkiego filmu, dopiero pod palcem wyczuwam cienką warstewkę. Praktycznie od samego początku mam komfort używania kosmetyku także rano, na dzień. Przetestowałam kilka korektorów i nawet BB Holika Holika, żaden z tych produktów nie rolował się i nie ścierał szybciej niż solo, więc krem świetnie się sprawdza także pod makijaż. Natychmiast po delikatnym wklepaniu produktu pod oczy i w miejsca, gdzie powstają tzw. "kurze łapki" odczuwam delikatne napięcie skóry, ujędrnienie i nawilżenie. Jeśli będziemy trzymać go w lodówce, krem dodatkowo będzie przyjemnie chłodził delikatne okolice oczu. Szczególnie rano lubię ten efekt, szybciej zmniejsza opuchliznę i mnie rozbudza. Przy regularnym używaniu okolice oczu wyglądają znacznie lepiej, nabierają blasku, są bardziej nawilżone, a cienie delikatnie się zmniejszają. Co ciekawe, kiedy witamina C dostanie się głębiej, przenikając pod warstwę rogową naskórka, pozostaje tam do trzech dni, więc dostarczając jej regularnie kumulujemy stężenie. Zapewne dzięki temu już po kilku dniach stosowania oczy nabierają wyrazu, spojrzenie staje się rozświetlone i świeże, nie umiem inaczej tego nazwać. Skóra jest gładsza, drobne zmarszczki wyglądają na płytsze, okolice oczu są rozjaśnione i elastyczne. Wiadomo, że używany okazjonalnie nie "wyprasuje" głębokich zmarszczek, ale na drobne ma duży wpływ, na pewno większy niż każdy dotychczas przeze mnie stosowany. Krem nie podrażnił delikatnej skóry wokół moich oczu ani nie spowodował uczulenia.


Krem LRP pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ patrząc na skład obawiałam się tak dużej ilości emolientów. Nie znając użytych proporcji można by przypuszczać, że produkt obciąży delikatną skórę, a nic takiego nie ma miejsca. Wręcz przeciwnie: lekkość w połączeniu z widocznymi efektami stawia go bardzo wysoko w rankingu moich ulubieńców. On potrafi więcej niż obiecuje producent!

Znacie kosmetyki La Roche-Posay? Mam ochotę bliżej poznać krem do skóry tłustej, ponieważ słyszałam wiele pozytywnych opinii.
KONKURS Z LILEE.PL

KONKURS Z LILEE.PL

Wiecie, że lubię kosmetyki naturalne i po prostu dobre. Wiecie też, że lubię Was rozpieszczać :)
Ale być może nie wiecie, że niedawno blog przekroczył 700 obserwatorów, FB 1200, a IG ma prawie 1500 followersów. Warto to uczcić i przy okazji podziękować Wam za czynny udział w życiu mojej strony ;)

Zapraszam więc na konkurs! Zasady łatwe jak zawsze, a nagroda warta powalczenia. Sami zobaczcie!

Do wygrania zestaw greckich kosmetyków do włosów z oliwą z oliwek, zawierający szampon, maskę i olejek, marki Olivolio!


Aby wziąć udział należy:
1. Być publicznym obserwatorem bloga CosmetiCosmos (niebieski przycisk po prawej stronie OBSERWUJ, wystarczy być zalogowanym na swoim koncie gmail) oraz lubić Lilee.pl na Facebooku
2. Odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: Czy wygląd opakowania kosmetyku jest dla Ciebie bardzo ważny? i krótko uzasadnić.
3. Udostępnić baner w dowolnym miejscu (na swoim blogu, Facebooku, Instagramie).
4. Konkurs trwa do 22 lipca 2017r.
5. Biorąc udział w konkursie akceptujesz Regulamin.
6. Niespodzianka! Możesz wziąć udział w konkursie także na Facebooku i Instagramie, ale nagroda jest jedna (zwiększasz szansę na wygraną).

POWODZENIA:)

Wzór komentarza:
1. Obserwuję jako:
2. Lilee.pl lubię jako:
3. Czy wygląd opakowania kosmetyku jest dla Ciebie bardzo ważny?
4. Udostępniam (link lub linki):

Regulamin konkursu jest dostępny tutaj: KLIK

Baner
 
Skóra - budowa i funkcje

Skóra - budowa i funkcje

Na blogach kosmetycznych jest pełno recenzji produktów, w których słowo "skóra" odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Często czytamy o "wpływie na skórę", "przenikaniu przez warstwę rogową" czy kolagenie. Dzisiaj zapraszam na post o podstawowej budowie skóry, ponieważ warto rozumieć jak funkcjonuje ten największy organ ciała. Dzięki poszerzaniu swojej wiedzy możemy lepiej ocenić, jakie faktycznie działanie mają szansę wykazać kosmetyki, a co jest czystym marketingiem, mającym za zadanie "sprzedanie" nam produktu. Post napisała specjalnie dla Was Ola. Zapraszam.


Mam na imię Ola i jestem kosmetologiem. Uwielbiam dzielić się swoją wiedzą z innymi, dlatego dzisiaj chciałabym się rozgościć na blogu Anety i przekazać Ci garść informacji ze świata kosmetologii. Połączymy anatomię z fizjologią i dorzucimy szczyptę chemii;)

Masz ochotę wyruszyć w krótką podróż w głąb skóry i poznać tajniki jej funkcjonowania? Jeśli tak, to zostaw na chwilkę wszystko i przyłącz się do mnie;)

Wyobraź sobie, że na dworze jest potwornie zimno, pada deszcz i wieje porywisty wiatr, a za chwilę wszystko odwraca się o 180 stopni i zamiast trząść się z zimna, roztapiasz się z gorąca. Do takich warunków możesz się dostosować, zmieniając części garderoby. Wybierasz albo płaszcz przeciwdeszczowy albo zwiewną sukienkę.Zastanawiałaś się kiedyś jak skóra reaguje w takich sytuacjach? Co pozwala jej przetrwać tak ekstremalne warunki? Nie możesz jej zamienić na inne okrycie a jednak świetnie sobie radzi…

Skóra to jeden z najcięższych organów naszego ciała. Może ważyć nawet 5 kg, a jej powierzchnia to ok. 2 m2. Żeby prawidłowo pełniła swoje zadania, została sprytnie podzielona na 3 warstwy. Każda z nich jest taką mini fabryką, w której zachodzą odrębne procesy.


Bezpośrednio z otoczeniem kontaktuje się naskórek. Mimo, że jest najcieńszym fragmentem skóry, tworzy go najwięcej warstw:
- podstawna,
- kolczysta,
- ziarnista,
- rogowa.
Najważniejszą z nich jest warstwa podstawna. To tutaj powstają i mnożą się KERATYNOCYTY, czyli komórki naskórka. Aby w pełni dojrzeć, wędrują one przez kolejne warstwy i na samym szczycie, czyli w warstwie rogowej, tracą jądra komórkowe. Wtedy z keratynocytów zamieniają się w KORNEOCYTY – martwe komórki warstwy rogowej. To właśnie te komórki usuwamy przy pomocy peelingu i to one zaczopowują ujścia gruczołów łojowych, tworząc zaskórniki.

W naskórku powstają też bardzo ważne substancje, które tworzą ochronny płaszcz hydro-lipidowy, zabezpieczający skórę przed wysuszeniem, urazami, szkodliwymi czynnikami chemicznymi i fizycznymi. Ta bariera skutecznie radzi sobie też z niechcianymi mikroorganizmami i powoduje, że skóra nie chłonie wszystkiego jak gąbka.
Co dokładnie tworzy tę ochronną warstwę?
Są to substancje, których nazwy z pewnością nie raz obiły Ci się o uszy, bo wchodzą w skład przeróżnych kosmetyków, od kremów do twarzy po szampony do włosów:
- mocznik,
- kwas mlekowy,
- ceramidy,
- cholesterol,
- skwalen,
- kwasy tłuszczowe.

CIEKAWOSTKA:
Naskórek nie posiada żadnych naczyń krwionośnych. W takim razie skąd czerpie on składniki odżywcze? Ta warstwa skóry odżywiana jest dzięki składnikom pochodzącym z naczyń limfatycznych. Płynie nimi limfa, czyli płyn, który składem jest bardzo zbliżony do krwi, ale nie zawiera tzw. czerwonych ciałek krwi - erytrocytów.

Przejdźmy teraz troszkę głębiej, czyli do skóry właściwej. Nie chcę skupiać się na szczegółach, ale chcę, abyś zapamiętała najważniejsze informacje. Każda kobieta powinna wiedzieć, co znajduje się w tej części skóry, wtedy zdecydowanie łatwiej będzie Ci zrozumieć m.in. procesy starzenia skóry. Skóra właściwa to 2 warstwy: brodawkowa, która graniczy z naskórkiem i siateczkowa. To rdzeń całej skóry, bogaty w przeróżne komórki i substancje chemiczne. Skoro jest to najważniejsza warstwa całej skóry, musi zawierać bardzo wytrzymałe elementy…


Na pewno słyszałaś o kolagenie i elastynie. Prawie każdy krem dla skóry dojrzałej ma choć jedną z tych substancji w swoim składzie. Kolagen i elastyna to podstawowe białka skóry właściwej, które nadają jej wytrzymałość, sprężystość, jędrność i elastyczność. To dzięki nim skóra jest rozciągliwa i nie ulega trwałym odkształceniom. Mają postać gęsto utkanych włókien. Z wiekiem ilość kolagenu i elastyny w skórze maleje, a to sprawia, że zaczyna ona nieładnie obwisać i traci sprężystość.
Jednak białka to nie wszystko. Włókna kolagenu i elastyny „pływają” w tzw. macierzy zewnątrzkomórkowej. To taka galaretka utworzona przez substancje nawadniające skórę, m.in. słynny kwas hialuronowy.

Warto zapamiętać jak nazywają się komórki skóry właściwej. To fibroblasty. Nazwa ta często przewija się w reklamach kosmetyków i troszkę zbija nas z tropu, bo za bardzo nie wiemy o co chodzi, ale teraz już zapamiętasz czym są fibroblasty ;)

Dotarłyśmy już do najniższej warstwy, czyli tkanki podskórnej. Ten element skóry jest prawdziwym indywidualistą. Może być bardzo gruby lub ledwie widoczny. Wszystko zależy od naszej masy ciała i skłonności do gromadzenia tłuszczu. Tkanka podskórna to komórki tłuszczowe połączone w tzw. zraziki, które otacza gęsta sieć naczyń krwionośnych i limfatycznych. Jej głównym zadaniem jest ochrona przed zimnem i urazami mechanicznymi. To nasza rezerwa energetyczna. Pamiętaj, że tak naprawdę wszystko co jesz może zamienić się w tłuszcz podskórny. Nie tylko słodycze, czy tłuste potrawy. Zarówno nadmiar białek, węglowodanów jak i tłuszczu może odłożyć się pod skórą.


Na koniec jeszcze kilka słów o tym, jak skóra przystosowuje się do zmieniających się warunków zewnętrznych. Najważniejsze są dwa elementy. Gruczoły potowe i naczynia krwionośne. Gruczoły potowe rozmieszczone są prawie na całym ciele. Gdy jest gorąco, zaczyna się z nich wydobywać pot, czyli mieszanka wody i składników mineralnych. Jego zadaniem jest ochłodzenie skóry i usunięcie nadmiaru ciepła z organizmu. Warto zapamiętać, że pot sam w sobie nie ma zapachu. Dopiero kontakt z bakteriami na skórze powoduje powstanie nieprzyjemnego „aromatu” ;)

Bardzo istotne jest też unaczynienie skóry. W skórze właściwej mamy dwa sploty naczyniowe. Jeden położony bardziej powierzchownie i drugi głęboki, który kontaktuje się z tkanką podskórną.
Kiedy temperatura otoczenia wzrasta, naczynia krwionośne rozszerzają się. To pozwala pozbyć się nadmiaru ciepła. Odwrotna sytuacja ma miejsce, gdy na zewnątrz jest zimno. Wtedy nasze naczynia krwionośne chcą zatrzymać jak najwięcej energii i kurczą się.
Ten sprawny mechanizm bardzo skutecznie chroni nas przed przegrzaniem i zmarznięciem.

I tak dobrnęłyśmy do końca tego tematu. Mam nadzieję, że ta wiedza w pigułce okaże się przydatna i choć troszkę pomoże zrozumieć Twoją skórę. Jeśli masz ochotę na więcej ciekawostek kosmetologicznych, zapraszam Cię do odwiedzenia mojego bloga: www.kosmet-ola.pl. Dziękuję też Anecie, że mogłam na chwilkę przejąć redakcyjne stery ;)

Czy post był pomocny? Chcecie więcej podobnych artykułów, dzięki którym łatwiej zrozumieć jak działa nasza skóra? Dajcie znać w komentarzu.
Zestaw awaryjny na wesele oraz pomysły na prezenty

Zestaw awaryjny na wesele oraz pomysły na prezenty

Jedni wesela kochają, inni się na nich nudzą, a jeszcze inni traktują jak zło konieczne - w końcu często "nie wypada" odmówić. Osobiście przeszłam od prawie maniakalnego unikania wesel do normalnego radowania się wraz z Młodymi. Dla mnie jako nastolatki taka impreza była mordęgą, udręką i niezmierzoną nudą, przewidywalną do granic wytrzymałości. Zawsze zaczyna się żarciem, a z tym różnie bywało. Jako wegetariance nie było mi łatwo (mówimy tu o latach 90-tych i początku XXI w.), często musiałam zadowolić się sałatką grecką, męczoną z wielkim pietyzmem przez całą noc oraz ziemniakami z surówką. Zwyczajnie nie było dla mnie alternatywy. Obecnie też się to zdarza, ale dzisiaj różne diety nie są już takim "wyzwaniem" dla kucharzy - zawsze mnie zastanawiało co to za kucharz, który nie potrafi wymyślić dania bez mięsa ;) Rozpisałam się, a miało być krótko. Przejdę więc do czasów obecnych - teraz wesela lubię. Tak zwyczajnie i po prostu, nie uwielbiam, nie marzę o nich i nie rozmyślam, ale lubię. Kiedy dostaję zaproszenie grzecznie dziękuję i zawsze pilnuję terminu powiadomienia Młodych czy przybędę. Dlaczego? Bo byłam Panną Młodą, wiem ile wysiłku, czasu i nerwów wymaga zorganizowanie tej imprezy. Wiem, co się czuje gdy gość w ostatniej chwili łaskawie informuje, że go nie będzie (a wszystko już opłacone...). Tak samo doceniam elegancki, aczkolwiek krótki obiad, jak i całonocną hulankę. To, jak będziemy się bawić zależy od nas samych i naszego nastawienia, taka prawda...
Podczas wesela może się wydarzyć wiele nieprzewidzianych rzeczy. Warto uzupełnić swoją torebkę o kilka ratujących sytuację drobiazgów. Jakich?


Co się może przydać na weselu?

  • Agrafka - Panna Młoda dużo tańczy, Pan Młody jest wielokrotnie ściskany. Często zdarza się, że tren sukni po prostu nie wytrzymuje, puszcza guzik lub kwiat w butonierce odpada. Agrafka jest mała, a tak bardzo przydatna! Kilkakrotnie przydała mi się na różnych weselach, w tym na moim własnym. Jedyne ryzyko jest takie, że potem do nas nie wróci, ale i tak warto pomagać.
  • Pomadka i balsam do ust - na weselu bez przerwy się je i pije, chyba nie spotkałam pomadki, która w 100% daje sobie radę w tak ekstremalnych warunkach. Szczególnie na początku wesela warto makijaż poprawić, by dobrze wyglądać na zdjęciach. Po północy natomiast szkoda zawracać już sobie tym głowy, wtedy towarzystwo jest już zwykle rozluźnione, więc stawiam na wygodę i balsam ochronny. Rano usta są w świetnej formie!
  • Lusterko - by poprawić szybko makijaż lub tylko skontrolować fryzurę warto mieć niewielkie lustereczko w torebce. To toaletowe zwykle jest po prostu okupowane przez plotkujące kobiety :)
  • Chusteczki matujące - dużo tańca i śmiechu sprawia, że często mimo klimatyzacji skóra bardzo się poci i świeci, dlatego chusteczki matujące pomagają poprawić nam komfort. W końcu nie chcemy na każdym zdjęciu odbijać światła :)
  • Chusteczki higieniczne - no cóż, łatwo coś rozlać na stole pełnym potraw i butelek, więc chusteczki to oczywista oczywistość, a jednak mało kto o nich pamięta.
  • Plastry - nowe, piękne buty, a takie niewygodne! Bez plastrów i to kilku sztuk nawet się nie wybieram na wesele. Chętnie też się nimi dzielę, kilka razy zdarzyło się podratować Pannę Młodą :)
  • Leki przeciwbólowe - głośna muzyka i to nie zawsze taka, którą osobiście lubimy, różne zapachy zmieszane ze sobą, przekrzykiwanie orkiestry, biegające dzieci - zdarza się, że na weselu dostajemy migreny, ponieważ za dużo się dzieje. Warto pamiętać, że leków nie mieszamy z alkoholem!


Często zastanawiam się co kupić Młodym, by wręczyć im wraz z tradycyjną kopertą podczas życzeń. Od lat nie kupuję na tą okazję kwiatów - po własnym weselu wiem, że to nietrafiony pomysł. Po prostu szkoda ich, nikt nie doceni uroku bukietów ściśniętych byle jak jeden obok drugiego. Wiele osób nie zdaje sobie też sprawy, że niektóre kwiaty nie znoszą towarzystwa i marnieją w oczach, więc rano nadają się tylko do śmieci.  

Pomysły na prezent na ślub

Od kilku lat stawiam na praktyczne drobiazgi, będącymi miłym i niedrogim podarunkiem wręczanym wraz z kopertą. Szczególnie polecam:
  • butelka dobrego wina (jeżeli wiem, że Młodzi je piją),
  • ciekawa książka (jeśli znam gusta Młodych),
  • kosmetyki (tak, serio, ale nie mam na myśli drogeryjnych zestawów, a raczej naturalne ciekawostki, oczywiście jeśli znam Młodych na tyle, by wiedzieć, że im się spodoba),
  • zabawne, niecenzuralne zabawki (rodem z wieczoru panieńskiego, ale do użytku we dwoje - to prezent dobry tylko wtedy, gdy znamy oboje Młodych i to dobrze oraz gdy wiemy, że są wyluzowani i docenią żart, np. gra erotyczna),
  • karta upominkowa np. do Ikei (żeby mogli sobie kupić rzeczy do domu),
  • grawerowane i personalizowane, wyjątkowe drobiazgi (najbardziej uniwersalne, wystarczy znać imiona Młodych lub datę ślubu, a to mamy na zaproszeniach).


Pod koniec maja byłam na weselu, skąd pozdrawiałam Was na moim Instagramie :) Młodym kupiłam personalizowany prezent na ich pierwsze ślubne zdjęcie. Taka grawerowana ramka to właściwie drobiazg na całe życie. Bardzo podoba mi się pomysł "podpisywania" prezentów i tworzenia własnych kompozycji. Postawiłam na klasykę czyli imiona, datę i obrączki.


Ramka jest obracana, można ją ustawić w dowolny sposób. Grawer jest wykonany starannie, w dokładnie taki sposób jak chciałam - wybieramy sobie rozmieszczenie, obrazki i font. Całe zamówienie przyszło błyskawicznie i było dobrze zabezpieczone. Ramka dodatkowo opakowana jest w tekturowe, eleganckie pudełko, które ozdobiłam serduszkami i wstążką.


Niedługo będę obchodzić z mężem szóstą rocznicę ślubu. Nie mam pojęcia kiedy ten czas minął! Z tej okazji kupiłam sobie grawerowane serduszko wykonane ze srebra pr 925. Moja ukochana sentencja Amor Omnia Vincit to był pierwszy i najlepszy wybór, ponieważ to samo mamy wygrawerowane na obrączkach :)


Serduszko jest piękne! Grawer jest bardzo wyraźny i czytelny, wykonany diamentem. Noszę je przy bransoletce, ale można je doczepić do czego tylko chcemy. Dodatkowo dostajemy do niego piękne czerwone pudełeczko, dzięki czemu prezent jest gotowy! I to wszystko za 34 zł :)


A propos lusterka do torebki, ostatnio zgniotło się moje aluminiowe lustereczko, które służyło mi niecałe 3 m-ce. Jednak aluminium jest zbyt plastyczne i miękkie na ekstremalne warunki panujące w kobiecych torebkach :) Musiałam kupić nowe, postawiłam na personalizowane lusterko przy okazji zakupu powyższych prezentów. Opakowanie jest z mocnego plastiku, póki co przez półtora miesiąca nadal jest w idealnym stanie. Podpisałam sobie produkt nazwą bloga, ponieważ CosmetiCosmos wake up & make up brzmi dla mnie zabawne. W ciągu tygodnia makijaż jest właśnie jedną z pierwszych czynności, które wykonuję przed pracą, więc pasuje idealnie :)



A Wy co zabieracie ze sobą na wesela lub inne imprezy? Macie swój sprawdzony zestaw niezbędników? Podzielcie się też pomysłami na prezenty :)