Przegląd kremów do rąk: Harmonique, Delawell, Avon, Verona, Nautrogena, Liv Delano

Kremy do rąk zużywam w ilościach hurtowych i gdybym miała o każdym pisać oddzielne recenzje zarzuciłabym Was takimi samymi postami. Nie jest to moim celem, więc raz na jakiś czas uraczę Was zbiorczą opinią i mam nadzieję, że mimo, iż post będzie dłuższy, to jednak przyjazny w odbiorze. Jak z łatwością zauważycie używam produktów różnych marek, z różnych półek cenowych i z różnym składem. W ciągu ostatniego roku nie kupuję już nic z Avon ze względu na to, że firma testuje na zwierzętach i raczej ma słabej jakości kosmetyki pielęgnacyjne. 

Po co używać kremu do rąk?

Skóra dłoni łatwo się wysusza, ponieważ wystawiona jest na działanie czynników zewnętrznych np. słońca, wiatru, mrozu oraz ma częsty kontakt z detergentami. W rezultacie pozbywamy skórę naturalnego płaszcza ochronnego, więc dłonie szybciej stają się suche, szorstkie, łuszczące się. Przyznajcie się, czy smarujecie dłonie filtrem UV? Wiele osób zapomina nawet o ochronie twarzy, a co dopiero innych częściach ciała. To dlatego właśnie łatwo poznać wiek po dłoniach - lata zaniedbań stają się widoczne, bo skóra szybciej się starzeje. Aby spowolnić ten efekt wystarczy co najmniej raz dziennie, najwygodniej na noc, wsmarować w ręce dobry, treściwy i odżywczy krem. W trakcie dnia sprawdzą się lżejsze konsystencje, dlatego osobiście dzielę kremy na te "na dzień" i "na noc", a ideałem jest produkt, który spisuje się przez całą dobę - takich niestety znalazłam niewiele.

Liv Delano, Oriental Touch, Balsam regenerujący do suchej skóry rąk

Według producenta: "Balsam regenerujący do suchej skóry rąk, skórek i paznokci. Naturalne składniki: olej sojowy, olej kokosowy, kwas hialuronowy, ceramidy roślinne, witamina F, ekstrakty perełkowca japońskiego, wiciokrzewu, wodorostów, dzikiej róży, moreli japońskiej, hiacyntu, olejki eteryczne pomarańczy, mandarynki, bergamotki - wzmacniają skórę rąk i płytkę paznokciową, zmiękczają, chronią przed negatywnym oddziaływaniem czynników zewnętrznych. Koją delikatną skórę rąk, stymulują jej naturalne funkcje ochronne.
0% - oleju mineralnego, gliceryny, sztucznych barwników, parabenów. 100% - naturalne oleje.".


Miękka tubka jest bardzo wygodna w używaniu, dzięki niej wyciśniemy krem praktycznie do samego końca. Korek jest odkręcany. Krem sprzedawany jest często w sklepach z kosmetykami naturalnymi i uznawany jest za naturalny, ale nie do końca się z tym zgadzam.
Skład oparty o wodę i emolienty, całkiem wysoko mamy wspomniane oleje sojowy i kokosowy (odżywiają i wzmacniają skórę, chronią przed negatywnym wpływem temperatury czy detergentów), kwas hialuronowy, ceramidy roślinne i witamina F (przywracają nawilżenie naskórka, łagodzą podrażnienia), ekstrakty roślinne i olejki eteryczne (zmiękczają i koją skórę, stymulują naturalne funkcje ochronne). Szczegóły poniżej:


Krem posiada lekką konsystencję, która szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Posiada bardzo silny zapach, który najbardziej kojarzy mi się z oranżadą w proszku. Zapach utrzymuje się na skórze dość długo, więc jeśli się nie spodoba niestety może męczyć. Krem całkiem nieźle nawilża i zmniejsza nieprzyjemne uczucie suchości, jednak nie poradzi sobie z większymi problemami. To dobry krem na wsparcie w ciągu dnia, kiedy zależy nam na delikatnym efekcie bez lepiącej warstwy np. w pracy czy w ciągu dnia po umyciu rąk. Na noc jest zbyt mało treściwy, rano nie pozostaje po nim ślad. Kosztuje od 4 do 12 zł za 75g, można go kupić zwłaszcza w sklepach internetowych.


Verona, Krem do rąk regenerujący, Zielona herbata i limonka

Według producenta: "Dzięki doskonale dobranym składnikom krem intensywnie pielęgnuje, odżywia i regeneruje skórę rąk. Nadaje zdrowy wygląd, wygładza, zmiękcza i uelastycznia. Dłonie zachowują piękny i młodzieńczy wygląd".


Średnio twarda tuba jest mniej wygodna w używaniu. Na początku jest ok, potem zawartość trzeba wyciskać siłą albo rozciąć plastik. Korek na klik czasem ciężej chodził, ale przynajmniej sam się nie otworzy np. w torebce, a przed pierwszym użyciem trzeba go odbezpieczyć, za to plus. Opakowanie jest półprzezroczyste, dzięki czemu widzimy ile produktu zostało.
Skład: wybitnie emolietowy, ale bez parafiny. Zawiera też m.in. masło shea (natłuszcza, odżywia skórę), olej ze słodkich migdałów (odżywia skórę, zmiękcza), ekstrakt z zielonej herbaty (odmładza skórę, działa fotoochronnie), ekstrakt z limonki (rozjaśnia, oczyszcza i lekko wybiela skórę), witaminę E (odmładza, chroni przed wolnymi rodnikami). Pod koniec cała litania konserwantów.


Krem na lekko zieloną barwę i dość lekką konsystencję. Używałam go w wersji "na dzień" ponieważ całkiem szybko się wchłaniał, praktycznie nie pozostawiając tłustej warstwy, ale wiele zależy od użytej ilości. Pachnie sztucznie, lekko herbatą i cytrusami, delikatnie, z pudrową nutą. Na noc był zbyt lekki, szybko znikał i rano nie widziałam efektów. To jeden z tych kremów, przy których trzeba uważać i kontrolować użytą ilość, ponieważ zbyt mało kremu nie wpłynie na skórę praktycznie wcale, zbyt dużo pozostawi za to uczucie "tępej" skóry, lekkiego ściągnięcia i tłustości. Trzeba wypracować sobie tą "idealną" ilość, wtedy całkiem dobrze nawilża i zmiękcza skórę, niweluje także uczucie suchości i szorstkość. Przy większych problemach skórnych jednak sobie nie poradzi. To dobry krem na dzień, na szybkie użycie w pracy. Kosztuje ok. 6-8zł za 75ml. Można go kupić w drogeriach i przez internet.


AVON, Royal Jelly, Krem do rąk z mleczkiem pszczelim

Według producenta: "Krem zawiera mleczko pszczele, wygładza i zmiękcza oraz podwaja nawilżenie skóry i utrzymuje jego poziom przez wiele godzin."


Kiedyś namiętnie kupowałam kremy do rąk z Avon, obecnie wykończyłam ten i na więcej się nie skuszę. Tubki są miękkie i wygodne, korki odkręcane - piszę w liczbie mnogiej, ponieważ wszystkie wersje miały podobne opakowania, przynajmniej kilka miesięcy temu.
Skład: oparty o wodę, glicerynę i emolient, dość krótki. Miodu mamy tu malutko, grubo po konserwantach, a mleczka pszczelego jeszcze mniej.


Krem na fajną konsystencję, bardziej przypomina żel zabarwiony na lekko żółty odcień. To co mnie urzekło to zapach przypominający słodki miód, ale bez przesady, nie mdli od niego. Krem nie pozostawia tłustej warstwy, dzięki czemu świetnie nadaje się na dzień, jednak użyty w zbyt dużej ilości klei się i lepi do wszystkiego. Niestety przy zbyt częstym stosowaniu wysusza dłonie jeszcze bardziej, jego działanie jest wybitnie doraźne i chwilowe. Kosztuje ok. 4 zł w promocji Avon za 100 ml.

DelaWell, Protection & Care Cream, Krem do rąk pielęgnacyjny i ochronny

Według producenta: "Przeznaczony do pielęgnacji domowej lub na koniec zabiegu w gabinecie kosmetycznym. Jego działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne ma zastosowanie u osób narażonych na zakażenia (pracownicy salonu kosmetycznego, fryzjerskiego, służby zdrowia, osoby korzystające z basenu itp.), a także w profilaktyce u osób po leczeniu np. grzybicy. Oprócz działania ochronnego krem posiada właściwości pielęgnacyjne, działając na naskórek odżywczo, regeneracyjne i łagodząco. Zawarte w kremie specjalistyczne składniki pomagają w niwelowaniu przykrego zapachu, na który często skarżą się pacjenci salonów kosmetycznych, a który może mieć wiele przyczyn np. cukrzyca, przewlekła niewydolność nerek, grzybice, nadmierna potliwość. Zastosowanie kremu podczas zabiegu i w dalszej kuracji domowej pozwoli na zniwelowanie przykrego zapachu oraz ochronie przed zakażeniami."


Jak widzicie mam miniaturkę 50 ml, która posiada opakowanie w kształcie buteleczki z twardego plastiku z korkiem na klik. Pod koniec trudno wydobyć zawartość, ale dzięki przezroczystym ściankom widać ile produktu zostało. Pełnowymiarowe opakowanie to wygodna butelka z pompką (TUTAJ możecie zobaczyć jak wygląda takie opakowanie, ponieważ mam wersję owocową). 
Skład: dość długi. Zawiera sporo emolientów i olei roślinnych, między innymi masło mango (nawilża i natłuszcza, działa silnie regenerująco), olej jojoba (odżywia, natłuszcza i nawilża skórę), masło shea (jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym; działa nawilżająco i natłuszczająco, opóźnia starzenie skóry) oraz inne cenne substancje, w tym trehalozę (pochłania zapachy wydzielane przez ludzką skórę, pozyskuje wilgoć z otoczenia i pomaga zachować odpowiedni poziom wody w naskórku; usprawnia odnowę i zwiększa elastyczność skóry), cobiostab (skutecznie chroni skórę przed rozwojem bakterii i grzybów, jednocześnie nie zmienia jej naturalnej fory bakteryjnej; posiada wyjątkową zgodność z powierzchnią skóry i błon śluzowych, dzięki czemu jest polecany do pielęgnacji skóry wrażliwej i delikatnej; niweluje powstawanie przykrego zapachu potu), cytrynian trójetylu (naturalna substancja hamująca rozwój bakterii odpowiedzialnych za przykry zapach potu), lanolina (reguluje gospodarkę hydrolipidową skóry; przywraca naturalną elastyczność, dzięki czemu zmniejsza jej skłonności do pęknięć), allantoina (działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji i odbudowy naskórka, sprzyja gojeniu się ran).


Krem jest biały i dość lekki. Pachnie bardzo specyficznie i nie do końca podobają mi się takie chemiczne nuty zapachowe, kojarzące się ze szpitalem w połączeniu z egzotycznym aromatem przypraw czy siana (kumaryna). Produkt dobrze się wchłania i pozostawia na skórze ochronną warstwę, która ani nie jest tłusta ani lepka, a mimo to czuć, że jest. Krem faktycznie dobrze nawilża i odżywia skórę, niweluje uczucie ściągnięcia czy szorstkości. Używałam go także na stopy po korzystaniu z sauny. Nie mam wielkich problemów z potliwością, więc nie wiem jak na to wpływa, ale profilaktycznie antybakteryjnie dobrze się spisywał na wyjazdach. Gdyby nie ten zapach kupiłabym całe opakowanie, które kosztuje 22zł/120 ml (widziałam tylko w internetach).


Neutrogena, Formuła norweska, Krem do rąk bezzapachowy

Według producenta: "Tylko kropla tej wzbogaconej w glicerynę formuły, przynosi natychmiastową ulgę oraz chroni suche, spierzchnięte dłonie. Nawet w najbardziej surowych warunkach sprawia, że dłonie są widocznie bardziej miękkie i gładkie. Stworzony we współpracy z dermatologami. Silnie skoncentrowany, bardzo wydajny - wystarcza na ponad 200 zastosowań."


Opakowanie koszmarnie się brudzi, więc noszenie go w torebce kończy się takim wyglądem jak na zdjęciach. Niemniej tubka jest miękka i wygodna, z odkręcanym korkiem. Warto zauważyć, że jest też malutka, jej pojemność to zaledwie 50 ml, czyli połowa standardowego opakowania kremu do rąk.
Skład: krótki, gliceryna i emolient, konserwanty.


Krem ma za zadanie chronić skórę przed zimnem i jeśli miałabym tylko na tą jedną funkcję patrzeć to byłabym zadowolona, ponieważ produkt tworzy na skórze nieprzepuszczalną tłustawą warstwę. Oczywiście używałam go zimą i wczesną wiosną. Niestety przy okazji bardzo przesusza dłonie, które są potem szorstkie, nieprzyjemne w dotyku i ściągnięte, wręcz błagają o nawilżenie i natłuszczenie. Na pewno jest bardzo wydajny - już niewielka ilość pokrywa skórę szczelną warstwą. Niestety połowę tubki wyrzuciłam, bo nie mogłam znieść tego nieprzyjemnego przesuszenia. Patrząc na skład, działanie i cenę gratuluję marketingu. Ja go więcej nie kupię i na wszelkie wypadek całą markę omijam szerokim łukiem. Kosztuje ok. 12-20 zł za małą tubkę 50ml.


Harmonque, Krem do rąk z 20% masła shea

Według producenta: "Dzięki wysokiej koncentracji  roślinnych składników dostarcza skórze  wielu cennych substancji odżywczych. Zawiera aż 20 % masła Shea, które  od wieków znane jest ze swoich cennych właściwości.  Masło shea jest niezwykle bogate w składniki odżywcze min. kwasy tłuszczowe, witaminy  E, A, naturalne woski.  Masło Shea Skutecznie wygładza, natłuszcza, nawilża skórę sprawiając, że jest ona gładka i miękka, ochrania warstwę lipidową skóry, regeneruje i chroni skórę przed starzeniem się.

Krem ma  gęstą treściwą konsystencję a mimo to łatwo się rozsmarowuje i doskonale się wchłania. Pozostawia na skórze ochronny film skutecznie zabezpieczając przed działaniem czynników zewnętrznych. Idealny do pielęgnacji suchej  i podrażnionej skóry rąk."


Opakowanie to moja ulubiona butelka z pompką typu air-less, wygodna i praktyczna. Pompka się nie zacina, działa płynnie i bezproblemowo. Przed pierwszym użyciem wymaga odbezpieczenia, za to też ogromny plus, a dodatkowo krem nie zasycha. Kosztuje 29zł/100ml. Kosmetyk uznawany za naturalny.


Skład: masło shea występuje zaraz po wodzie, co bardzo mi się podoba (ochrania warstwę lipidową skóry, wygładza, natłuszcza, nawilża), alantoina (łagodzi podrażnienia, regeneruje, wygładza i zmiękcza skórę pozostawiając ją  jedwabiście gładką), gliceryna roślinna (nawilża, wygładza, poprawia elastyczność), d-panthenol (łagodzi podrażnienia i skutecznie nawilża skórę, nadając jej miękkość i elastyczność), olej migdałowy (zmiękcza i wygładza naskórek).


Ze względu na wysoką zawartość naturalnego masła Shea krem powinien być przechowywany w temperaturze 4-25oC. Na skutek zmian temperatury otoczenia masło Shea może ulec krystalizacji, co nie wpływa na jakość ani na właściwości produktu. Produkt należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.


Krem posiada dość dziwny, nie do końca naturalny zapach. Trochę karmelowo -  perfumowany aromat zaskoczył mnie przy pierwszym użyciu, ponieważ spodziewałam się czegoś bliższego masłu shea i orzechowym nutom. Produkt ma treściwą, bogatą konsystencję, jednak w kontakcie ze skórą jakby się roztapia, dobrze rozsmarowuje i po dłuższej chwili wchłania. Dzięki temu, że gliceryny jest w składzie o wiele mniej niż masła shea i emolientów nie wysusza mojej skóry, a wręcz przyjemnie nawilża, regeneruje i odżywia, pozostawiając delikatną, lekko tłustą warstwę na skórze. W ciągu dnia był trochę zbyt treściwy i odżywczy, nawet użyty w niewielkiej ilości potrafił tłuścić dotknięte przedmioty. Często stosowałam go więc na noc, smarując grubą warstwą skórę, czasem nakładając dodatkowo bawełniane rękawiczki. Jednak nie było tak idealnie, jakby się mogło wydawać. Krem po zastosowaniu zbyt grubej warstwy działał na odwrót niż powinien - po całej nocy skóra wydawała się ściągnięta i odwodniona, jak gdybym nie użyła żadnego smarowidła. Najlepsze zastosowanie zauważyłam w duecie z rękawiczkami na noc, wtedy dłonie faktycznie rano były miękkie, nawilżone i zregenerowane, a suche skórki znikały. Nie lubię jednak takiego rozdwojenia jaźni i muszę przyznać, że ten tak polecany krem, w dodatku naturalny, to moje rozczarowanie kosmetyczne ubiegłego roku. 


Najlepiej wspominam mimo wszystko lekki krem Liv Delano - za lekkość i brak tłustej warstwy, minus za dziwny, silny zapach oraz Harmonique - za fajny skład, dużo masła shea i pompkę, minus za dwojakie działanie. Żadnego z nich nie planuję jednak ponownie kupić i nadal szukam swoich perełek. Więcej o kremach do rąk możecie poczytać klikając TUTAJ. Podlinkowałam wszystkie moje recenzje, wśród nich do mojego jak na razie najlepszego kremu kakaowego KLIK

Znacie któryś z tych produktów? Czego Wy aktualnie używacie?

44 komentarze:

  1. Znam tylko ten krem z Avonu, kiedyś go miałam i pamiętam że był całkiem ok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy czego potrzebuje skóra, dla mojej zbyt wiele gliceryny ;)

      Usuń
  2. Kiedyś miałam kremy z Avonu, ale były słabe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ta marka nie jest zbyt dobra jeśli chodzi o pielęgnację :)

      Usuń
  3. Kilka razy dziennie używam kremy do rąk. Wymienionych przez Ciebie nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, niedługo będzie post o naturalnych kremach do rąk :) Mam już materiał z kilku kolejnych kremów :D

      Usuń
  4. Szkoda, że ten pierwszy krem nawet koło natury nie stał - ma kilka bardzo niefajnych składników.
    Spodobał mi się z opisu krem Harmonique oraz ta miniaturka, ale przeraża mnie trochę jego zapach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzedają go w sklepach z naturalnymi kosmetykami, skład i tak jest lepszy niż tych typowo drogeryjnych ;) Delawell to krem specjalistyczny, warto mieć to na uwadze :)

      Usuń
  5. Widzisz, a tak chwalą ten krem Harmonique, teraz już wiem, że nie kupię. Ja na dzień lubię lekkie szybko wchłaniające się i ładnie pachnące kremy jak L'Occitane czy Make Me Bio, ale na noc, a szczególnie na chłodniejszy czas, stawiam na Hud Salva, który jest właściwie maścią a nie kremem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że jest zły, po prostu spodziewałam się czegoś innego :) L'Occitane mam na uwadze, Make Me Bio w sumie rzadko widuję, dobrze wiedzieć, że fajny :P

      Usuń
  6. Niektóre z tych kremów ciekawe. Ja znam tylko ten z Avonu i akurat tej serii care nie lubię. Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu kremy z serii Planet Spa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam kremów tej serii i raczej nie będę już miała. Avon mi podpadł niestety ;)

      Usuń
  7. Też nie lubię kremu z Neutrogeny. Miał być bezzapachowy, a ja w nim wyczuwam coś bardzo nieprzyjemnego. Do tego okropnie kleił ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszny jest, nie rozumiem jego fenomenu :(

      Usuń
  8. Z tych kremów nie miałam żadnego. Używam czasami Neutrogene, ale inne opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ma inny skład, bo ten jest słabiutki

      Usuń
  9. Akurat w całej gamie kremów do rąk z Avonu, ten miodowy jest najgorszy. Spróbuj kakaowego - zakochasz się w nim od pierwszego użycia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś, póki co Avon mnie nie kusi nic a nic ;)

      Usuń
  10. Avon u mnie odpada po ostatnim rozgłosie o pewnej sprawie ;) Ogólnie nie miałam żadnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, chyba wiem o co chodzi. Była pracownica? :)

      Usuń
  11. miałam krem Liv Delano, bardzo przyjemny dla mojej suchej skóry :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leciutki jest, na dzień ok. A zapach Ci się podoba?

      Usuń
  12. Ja kremu Neutrogeny kiedyś namiętnie używałam, normalnie z 10lat i akurat jestem jego fanką:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jestem leniwa do kremowania rąk :P mam jeden zawsze i idzie mi to opornie. Choć mogę ci się pochwalić że ostatnio częściej sięgam po tego typu pielęgnację ale dalej zbyt rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam krem do rąk z Avonu ale w innej wersji, kakaowej :-). Pozostałych niestety w ogóle nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jakimś cudem żadnego z tych kremów nie używałam :) i w ogóle kremowanie traktuje po macoszemu chyba że trafię na jakiś super kremik :). Teraz mam Delię z olejem konopnym i pachnie tak pięknie że co chwila latam smarować ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam kremy z Avon! ;) Kusi mnie też ten z Verony :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Urzekło mnie opakowanie kremu do rąk Liv Delano i ma w porządku skład :) Ja także lubię Make Me Bio

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja tak nie lubę stosowac kremów do rąk, że szok :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Liv Delano polubiłam - działanie było ok, a zapach przyjemny. Kremy Verona jakoś mnie do siebie nie przekonują - coś mi nie pasuje w wyglądzie opakowania - sama nie wiem co :) Obecnie używam kremu Yope zamiennie ze Stenders, natomiast co do Avonu zmieniłam zdanie po przeczytaniu wpisu byłej pracownicy firmy w związku z akcją różowej wstążki..

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo ciekawy wpis :) borykam sie z suchą skórą dłoni, dlatego szukam czegoś wyjątkowego :). Krem Liv delano bardzo przyciąga ze względu na piękne opakowanie :) ma też ciekawy skład.
    Miło tutaj u Ciebie, daj znać czy byłabyś może zainteresowaną współną obserwacją :)? Pozdrawiam, Aga
    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. miałam ten z avonu, jednak niezbyt się z nim polubiłam :/
    super, że w jednym wpisie zamieściłaś tak wiele recenzji! :D
    pozdrawiam, zapraszam :)
    stylowana100latka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałam ten krem z Avon ale nie cierpiałam go ze względu na tę lepka warstwę i zuzylam na noc do stóp. Neutrogena też mnie nie urzekła. Za te cenę spodziewałam się czegoś dużo lepszego

    OdpowiedzUsuń
  23. Miałam ten krem z Neutrogeny i był bardzo dobry dla mnie.
    Nie znam reszty kremików, ale ładnie się prezentują ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Z chęcia bym wypróbowała ten krem z Liv Delano :) Ja to ciągle szukam kremu idealnego :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Od lat jestem fanką Neutrogeny, ale często tez próbuję inne kremy. Dzięki Tobie lista tych "do wypróbowania" trochę się wydłużyła ;) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  26. miałam balsam do rąk i u mnie się fajnie sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Krem Neutrogeny i Avon miałam, sprawdziły się dobrze:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  28. Lubię mieć zadbane dłonie, używam często kremów do rąk, z powyższych nie miałam jeszcze żadnego :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dzięki! Skorzystam na pewno przy wahaniu się w drogerii 😄

    OdpowiedzUsuń
  30. Miałam kiedyś ten krem Neutrogeny i u mnie akurat problemów z przesuszeniem nie było, ale już pomadka ochronna tej firmy nie ma u mnie najlepszej opinii.
    Sama stosuję najzwyklejszy w świecie krem oliwkowy Ziaja i jestem z niego bardzo zadowolona.
    Z kolei moja mama, po wypróbowaniu mnóstwa przeróżnych kremów do rąk, najbardziej lubi zwykły tani krem glicerynowy z osiedlowego sklepu ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)