Delia, Matowe pomadki Matt Liquid Lipstick

Matowe pomadki Matt Liquid Lipstick Delii to, jak wspomniałam we wpisie o nowościach, mój hit, choć nie są pozbawione drobnych wad. Pomimo niedoskonałości są to jedyne pomadki, którym ufam na tyle, że nie sprawdzam stanu ust co pięć minut. Kiedyś już pisałam, że jestem wyjątkowo "antypomadkowa", ponieważ sporo mówię, ciągle coś piję i skubię usta w zamyśleniu. Większość pomadek nie dotrzymuje mi po prostu kroku, zbyt łatwo się rozmazują, znikają nierównomiernie, wałkują się czy kolorują zęby, a ja nie lubię być zakładniczką wyglądu, lubię czuć się swobodnie. Od zawsze szukałam więc przeze wszystkim trwałości i... wreszcie znalazłam!


Delia Cosmetics, Pomadki matowe w płynie

Producent gwarantuje intensywnie matowy efekt, trwałość  na ustach do kilku godzin - bez poprawiania. Poza tym pomadka ma nie zostawiać śladów i nie wysuszać ust, cieszyć oko opakowaniem i przyjemnie pachnieć.


Kosztują ok. 15zł za sztukę, więc nie są drogie. Do wyboru mamy sześć odcieni, przy czym dwa ostatnie są do siebie dość podobne, przynajmniej u mnie nie widać znaczącej różnicy między nimi. Odcienie posiadają numery oraz nazwy, których inspiracją są imiona sławnych aktorek. Odpowiednio od prawej według zdjęcia powyżej:
1 Bridget, 2 Audrey, 3 Sophia, 4 Elizabeth, 5 Claudia, 6 Marylin.


Pomadki mają urocze opakowania w kształcie klasycznych szminek, jednak to tylko pozory. Wewnątrz znajduje się wygodny aplikator w postaci niewielkiej gąbeczki. Opakowanie jest śliczne i poręczne jednocześnie, idealne do torebki. Zanim jednak dobierzemy się do środka musimy usunąć naklejkę z nazwą, składem i innymi informacjami, która jest bardzo mocno przyklejona. Potem do identyfikacji koloru zostanie nam już tylko numerek.


Konsystencja matowych pomadek jest kremowa i przyjemnie rozprowadza się na ustach, ale niestety trzy pierwsze odcienie tworzą prześwity. Nie wystarczy przejechać po wargach jeden raz, aby uzyskać idealny kolor, konieczne są delikatne poprawki. Trzeba też koniecznie uważać, aby nie nałożyć pomadki zbyt dużo, ponieważ w tym miejscach po ok. 1h zaczną tworzyć się nieestetyczne grudki. Wszystko to jest kwestią wprawy i wyczucia, niemniej mam nadzieję, że Delia ulepszy nieco formułę, aby uniknąć konieczności takich zabaw. W przypadku odcieni 4, 5 i 6 nie zauważyłam takich problemów, więc na pewno da się ten problem rozwiązać.


Podobno formuła podkreśla suche skórki, za to idealnie się sprawdzi na nawilżonych, zadbanych ustach. Warto więc przed makijażem zrobić peeling albo kurację miodem, aby wygładzić wargi, na których pomadki będą wyglądały estetycznie. Można też śmiało przed nałożeniem matu posmarować usta jedną cienką warstwą bezbarwnego balsamu (najczęściej używam Alterra), co poprawi wygląd warg i komfort noszenia, a tylko minimalnie wpłynie na trwałość. Bo właśnie trwałość jest największym atutem matowych pomadek Delii. Jest niesamowita! Bez najmniejszych poprawek kolor utrzymuje się na ustach przez kilka godzin, nawet jeśli w tym czasie wypiję kawę i bez przerwy mówię.


Skład  nie jest idealny, ale mamy tu olej rycynowy i witaminy C i E, kilka nawilżaczy. Szczegóły poniżej.


Poza tym pomadki nie wysuszają ust, choć przez chwilę po aplikacji są wyczuwalne, potem łatwo można całkiem o nich zapomnieć. Zdecydowanie przyjemniej się noszą niż klasyczne matowe szminki (porównuję je ze znanymi mi Golden Rose i Eveline), są bardziej komfortowe. Nie odbijają się na kubkach, sprawdziłam wielokrotnie i faktycznie nie pozostawiają śladów! Śmiało można w nich pić, choć spotkania z konkretniejszym posiłkiem nie przetrwają w całości. Delikatnie, słodkawo pachną.


W kilka sekund po aplikacji pomadki zastygają na ustach tworząc w pełni matowe wykończenie. Pomalowanie warg jest proste i nie wymaga nawet użycia konturówki, choć jeśli macie ochotę, oczywiście możecie to zrobić. Co ważne wszystkie kolory łatwo się zmywają, najłatwiej olejkiem, ale radzi sobie z nimi nawet płyn micelarny, choć lekko rozmazując kolor. Tak wyglądają na moich ustach:


Moim zdaniem te pomadki są genialne, choć nie wszystkie odcienie przypadły mi do gustu. Przede wszystkim faktycznie są bardzo trwałe i przyjemne podczas noszenia, ponieważ praktycznie nie czuję ich na ustach. Nie wysuszają i nie ściągają delikatnej skóry warg oraz się nie wałkują. Po kilku godzinach zaczynają się równomiernie zmywać, zawsze od środka, ale wystarczy dodać jedną bardzo cienką warstwę, aby ponownie otrzymać idealny makijaż ust. Niestety na zaniedbanych, wysuszonych ustach nie będą wyglądały korzystnie, a najjaśniejsze kolory nie nakładają się równomiernie, więc jedna warstwa nie wystarczy. Pomimo drobnych wad obecnie są moimi ulubionymi pomadkami.



Który odcień najbardziej do Was pasuje? Zgadniecie, który jest moim ulubionym?

35 komentarzy:

  1. Podoba mi się, że kolory tych pomadek są takie twarzowe, nieudziwnione :D Po takie sięga się przecież najczęściej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się bardzo podobają,matowe są najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  3. lubię maty, a widzę, że kolory całkiem twarzowe, no i trwałość to też atut :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiększając zdjęcie najbardziej podoba mi się 1 i 5 :) może sama kupię chociażby jedną aby wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. piątka i czwórka bardzo mi sie podobają, ostatnio takie matowe szminki kradną moje serce ;D Te już widziałam nie raz na blogach, ale na razie mam za dużo produktó do ust haha

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę je wypróbować! Kolory mają świetne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się najjaśniejszy kolor:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przecudowne odcienie... Chcielibyśmy wszystkie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajne , na pewno się skuszę 😊

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne , na pewno się skuszę 😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobają mi się odcienie pomadek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam pomadki matowe! Z tych wybrałabym kolory 1 i 2.

    OdpowiedzUsuń
  13. 3 i 4 <3 Ale najchętniej przygarnęłabym wszystkie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Tego produktu jeszcze nie znam, a bardzo lubię trwałe pomadki. Muszę się za nimi koniecznie rozejrzeć! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam maty i choć tych nie znałam wcześniej dopisuję do listy wiosennych must have!

    OdpowiedzUsuń
  16. Już je widziałam w kilku miejscach i na pewno skuszę się na jakiś kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystkie mają w sobie "to coś", ale najbardziej pasowała by mi dwójka i trójka :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Podobają mi się kolory i pigmentacja :) Ja ostatnio dość często kładę akcent na usta właśnie a tam prym wiedzie u mnie Golden Rose :)
    Z marki Delia nie miałam nic od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Aaaa, już znalazłabym coś dla siebie! przepiękne kolory, świetnie się prezentują :) po prostu super ☺

    OdpowiedzUsuń
  20. Właśnie przymierzam się do ich recenzji :) Również je polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ostatnio gromadzę pomadki matowe w celach porównawczych, jednak o tych z Delia nie słyszałam. W opakowaniach kolor 3 oraz 4 bardzo mi się podoba, jednak na ustach wydają się być zdecydowanie jaśniejsze i wszystkie do siebie bardzo zbliżone...

    OdpowiedzUsuń
  22. widziałam już kilka recenzji tych pomadek i szczerze mówiąc bardzo mi się spodobały :) lubię takie matowe cuda. Chociaż ja stosuję je na nawilżone wcześniej usta (tak jak napisałaś- posmarowane bezbarwnym balsamem. Bez tego, po pomalowaniu matem wydają mi się ściągnięte, a tego efekt akurat nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  23. piękne kolory.. a im częściej je widzę na blogach tym bardziej mi się podobają :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)