Co warto kupić na chińskiej stronie?

Co warto kupić na chińskiej stronie?

Lubię zakupy, nic na to nie poradzę. Nie zmienia niczego fakt, że w modzie jest minimalizm, białe ściany i puste półki. Nie znaczy to jednak, że kupuję rzeczy tylko dlatego, że są tanie, w promocji, z wyprzedaży. Kupuję to, co mi się faktycznie podoba i co mi się przyda. Idealnie jest, gdy jednocześnie jest porządne, ładne, praktyczne oraz niedrogie. Wiele dostępnych w Polsce produktów pochodzi jednak z Chin, taka jest prawda i większość z nas się z tym pogodziło. Rodzimy rynek zalewany jest tanim plastikiem i tekstyliami, a wiele znanych marek, choćby odzieżowych, szyje w Azji za grosze, by następnie sprzedać produkty z wielokrotnym zyskiem. Na tym polega biznes, takie jest prawo pieniądza. O ile kosmetyki czy żywność uparcie wybieram i będę wybierać najchętniej polskie, o tyle nie mam ochoty przepłacać na wszystkim innym, skoro i tak pochodzi z jednego źródła, a jedyną różnicą jest różnica w cenie. 

Organizer na kosmetyki

Przede wszystkim warto rozejrzeć się za praktycznymi pudełkami pomagającymi utrzymać porządek. Jeśli tak jak ja posiadacie wiele kosmetyków lub innej drobnicy, choćby biżuterii, ładny organizer pomoże Wam poukładać przedmioty w jednym miejscu. U mnie do tej pory stałego lokum nie miała kolorówka, która rezydowała w przeróżnych kosmetyczkach, piórnikach, na półkach i w szafkach. Teraz przynajmniej ta część, której aktualnie używam, ma własne, wydzielone miejsce. Przy okazji wygląda całkiem znośnie i łatwo mogę znaleźć to, czego potrzebuję :)



Organizer wykonany jest z porządnego, dość grubego plastiku. Dzięki temu, że jest przezroczysty łatwiej mogę znaleźć kosmetyk, którego szukam. Szufladki płynnie się otwierają, a od spodu posiadają przymocowane na stałe filcowe stopery, dzięki którym całość stoi w jednym miejscu i się nie przesuwa.


Organizer składa się z dwóch oddzielnych części, które można wykorzystać osobno lub stworzyć spójną całość, stawiając jedna na drugą. Dolną część stanowią dwie szufladki wyłożone czarnym, miękkim materiałem. Górną - przeróżnej wielkości przegródki, w których z łatwością zmieściłam ulubione pomadki oraz pędzle.


Skarpetki stopki

Pokazywałam Wam niedawno na moim Instagramie, że ostatnio oszalałam na punkcie słodkich skarpetek! Tak, to prawda. Uwielbiam je i traktuję jak kolekcję, choć użyteczną. Skarpetki dobrze się piorą i nie farbują. W większości wykonane są z bawełny, więc całkiem dobrze się noszą, a przy okazji są urocze, zabawne, niepoważne.


Skarpetki stopki: Buldożki  Białe kotki  Mopsy


Osłonki na pędzle

Kolejnym elementem, którego poszukuję na chińskich stronach, są wszelkiego rodzaju gadżety kosmetyczne takie jak np. osłonki na pędzle. Te, które kupiłam są trwałe, elastyczne i niesamowicie pomocne. Pasują na pędzle różnej szerokości, ponieważ są w stanie się rozciągnąć, a potem bez problemu wracają do pierwotnego rozmiaru. Każdej osłonki można użyć wielokrotnie bez względu na to, czy wcześniej ochraniała wąskie pędzelki do cieni czy gruby trzonek pędzla kabuki.


Po każdym myciu pędzli zakładam na nie siateczkę, dzięki której włosie się nie odkształca. Nie zauważyłam, aby pędzelki schły dłużej, zapewne dzięki dostępowi powietrza, jaki zapewniają oczka. Dzięki osłonkom moje pędzle są w doskonałej kondycji, żaden włosek nie odstaje, więc posłużą mi dłużej :) Koszt? Grosze!


Oczywiście to tylko część zakupów, niedługo pokażę więcej. Te są wyjątkowo udane, a na paczkę czekałam tylko 10 dni. A Wy co kupujecie na chińskich stronach albo AliExpress?
Co jest najtrudniejsze w blogowaniu? Wywiad z blogerkami

Co jest najtrudniejsze w blogowaniu? Wywiad z blogerkami

Zapraszam Was na kolejną część wywiadów z blogerkami. Wszystkie dziewczyny prowadzą swoje strony minimum dwa lata, więc doświadczenia nie można im odmówić. Poprzednia część Czy warto założyć bloga? cieszyła się dużym zainteresowaniem, dzisiaj poruszamy więc tematy negatywne. Czy hejt w sieci to norma i czy blogowanie ma ciemne strony mocy?


Justyna z bloga Rupieciarnia drobiazgów
1. Dlaczego prowadzisz bloga?
Rupieciarnia z początku miała być blogiem 'powieściowym', z początku chciałam pisać swoje teksty na nim, swoje historie jednak po jakimś czasie zaprzestałam, po kilku miesiącach wróciłam pisałam tak naprawdę o wszystkim aż w końcu zostały luźne tematy i uroda i myślę, że gdyby nie blog to byłoby mi dziwnie. Blog mnie uczy, poznaję masę ludzi, sama dużo się dowiaduję, więc blog jest dla mnie po prostu 'warsztatem'. 

2. Co jest najtrudniejsze w blogowaniu? 
Bycie sobą. Wiele osób próbuje się dostosować, inspirować innymi a tak naprawdę wychodzi, że są 'marną kopią' innych. Większość osób zapomina o byciu sobą, o tym by pisać to co Ty myślisz, tak jak myślisz czy czujesz. Sama wiesz, że prawie co drugi blog jest taki sam, ja wychodzę z założenia, że po prostu teraz bycie sobą, bycie tą inną jest czasem zadaniem niewykonalnym.

3. Czy jest coś czego nie lubisz w blogosferze?
Kopiowania innych, wszędobylskich achów i ochów bo dostało się coś w ramach współpracy, wiecznego mówienia 'dostałaś za darmo pisz dobrze' czy postrzegania nas szaraczków za niewartych uwagi, bo piszemy zgodnie z prawdą.

4. Czy spotkałaś się z hejtem w sieci?
Niestety tak. Pamiętam, że u mnie na blogu pojawił się na początku anonim, napisał dwa komentarze w jednym zwyzywał mnie, w drugim czytelniczkę. Nawet pod moim ostatnim postem dostałam do zrozumienia, że 'tacy krzykacze jak ja są szybko zapominani w blogosferze', grunt by mieć to gdzieś 😉 

5. Jaką radę dała byś sobie gdybyś mogła cofnąć się w czasie do początków blogowania?
Przemyśl wszystko. Nie idź na żywioł, przemyśl nazwę, koncepcję na spokojnie i nie rwij się z motyką na słońce. Żeby coś osiągnąć potrzebujesz być cierpliwą a w blogosferze musisz mieć mocny tyłek i odporny rozum 😉

Kasia z bloga Klub kosmetyczny
1. Dlaczego prowadzisz bloga? 
Bloguję od kiedy pamiętam. Jako nastolatka miałam swój „pamiętniczek” na Filipince (pamiętacie?), potem na ownlogu. To już chyba przyzwyczajenie. Klub Kosmetyczny założyłam w czasie kiedy wyprowadziłam się do innego miasta, prawie nikogo tam nie znałam i chciałam zagospodarować jakoś swój czas. Próbowałam najpierw z recenzjami książek, ale do tego się nie nadaję. Padło na kosmetyki, myślę, że idzie mi to całkiem niezłe. 

2. Co jest najtrudniejsze w blogowaniu?  
Bycie regularnym. Mam takie okresy kiedy tworzę na potęgę (i nie mogę doczekać się publikacji, więc pisanie na zapas nie wychodzi), a są takie momenty, kiedy wyczynem jest w ogóle otworzyć panel bloggera. Przy liczbie blogów jakie teraz są w sieci, bardzo trudno też znaleźć swój oryginalny styl, coś co będzie nas wyróżniać. Ja chyba ciągle szukam. 

3. Czy jest coś czego nie lubisz w blogosferze?  
Nie lubię zawiści, zazdrości oraz szukania dziury w całym. Nie lubię też niechlujstwa na innych blogach, na szczęście wystarczy na takowe nie wchodzić. 

4. Czy spotkałaś się z hejtem w sieci? 
Któż się nie spotkał? Ale szczerze mówiąc nie pamiętam już szczegółów o co komu chodziło. Olewam to. Prawdę mówiąc hejt można odbierać jako rodzaj komplementu wyrażanego przez niezbyt rozgarnięte osoby. 

5. Jaką radę dała byś sobie gdybyś mogła cofnąć się w czasie do poczatków blogowania?  
Mam wrażenie, że mój blog na początku jego istnienia był bardzo monotematyczny. W kółko pisałam o żelach pod prysznic a to chyba jeden z najbardziej nudnych produktów. Warto więc dbać o różnorodność a także o jakość recenzji.


Ola z bloga Kosmetyki pani domu
1. Dlaczego prowadzisz bloga? 
Dlaczego? Początkowo założony był z nudów, dla zabicia czasu. Miałam bardzo ciężki początek macierzyństwa i musiałam znaleźć coś co pozwoli mi się odciąć od ciężkiej codzienności – szpitali, lekarzy, leków.. Blogi urodowe czytałam od dawna, kosmetyki uwielbiam od zawsze i jakoś tak wyszło, że powstały Kosmetyki Pani Domu. Nie chciałam zakładać bloga, w którym będę żalić się tym jak mi jest źle i niedobrze. Miało być całkiem inaczej – radośnie. Blog miał być miejscem odpoczynku i relaksu. I w sumie tak zostało. Początki były mocno nieporadne, wręcz głupawe. Z czasem jednak oswoiłam się z blogiem, z ludźmi i zaczęło mi to sprawiać ogromną przyjemność. Wiem, że część osób zarabia na blogach, są ich źródłem utrzymania i otrzymywania realnych pieniędzy. Fajnie, że komuś udało się przekształcić pasję w pracę. Podziwiam! U mnie blog to hobby a nie miejsce pracy zarobkowej. 

2. Co jest najtrudniejsze w blogowaniu? 
Wydaje mi się, że dla mnie najtrudniejsze jest, czasami, pozbieranie się ze wszystkim do kupy. Jest dom, jest dziecko i codzienne życie. I jest blog. Czasami mam gorszy dzień, brak nastroju – i nie piszę, a później mam wyrzuty sumienia, że brak mi systematyczności. W gruncie rzeczy nie wydaje mi się, żeby coś więcej sprawiało mi jakąś szczególną trudność. 

3. Czy jest coś czego nie lubisz w blogosferze? 
Nie powiem nic na temat współprac (tematu, który boli wiele osób na różnych płaszczyznach), tego co, kto i z kim, bo wychodzę z założenia, że to każdego indywidualna sprawa co robi ze swoim blogowaniem. Mnie najbardziej irytują sytuacje między blogerami. Nie wiem czy w innych środowiskach jest tak samo, ale u beauty blogerek jest to aż nazbyt widoczne. Kółeczka wzajemnej adoracji, promowanie swoich koleżanek i „podstawianie nogi” wszystkim innym, obgadywanie za plecami, „podkładanie świń”. Brak mi jest takiej harmonii, zgrania, wręcz kumpelstwa.. Chociaż mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu było inaczej – dziewczyny promowały się nawzajem, polecały, a teraz – nic za darmo, albo wręcz stawianie kogoś w złym w świetle by tylko wybielić siebie. Katastrofa. 

4. Czy spotkałaś się z hejtem w sieci?  
W stosunku do mojej osoby chyba nie do końca. Czasami zdarzają się super odważni (i co ciekawsze anonimowi), którzy próbują wbić jakąś szpileczkę, ale na to raczej nie zwracam uwagi. Jeśli chodzi zaś o samo zjawisko hejtu – codziennie daje się je za obserwować, niestety. 

5. Jaką radę dała byś sobie gdybyś mogła cofnąć się w czasie do poczatków blogowania?  
Gdybym miała się cofnąć o te kilka lat powiedziałabym sobie: „Bez spiny! Rób swoje, nie zwracaj uwagi na innych, nie wzoruj się na nikim. Może się okazać, że te które uważałaś za wzorce, za godne zainteresowania – to kompletnie niewarte zainteresowania osoby”.


Karolina z bloga Mint on Mars
1. Dlaczego prowadzisz bloga?
Dobre pytanie! Sama się nad tym zastawiałam. Chyba nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Z Jednej strony chciałam troszkę „zaistnieć” w polskiej blogosferze, bo byłam kojarzona tylko z moją angielsko-języczną stroną o Korei Południowej. Z drugiej strony, chciałam poznać innych blogujących, z którymi mogłabym porozmawiać o kosmetykach i najnowszych trendach. Blog to moja odskocznia od spraw codziennych i pracy. Dla mnie blog to też „okienko na świat”, bo mieszkając w Azji, bardzo mi tęskno do Polski. 
 
2. Co jest najtrudniejsze w blogowaniu?
Organizacja czasu! Dla mnie, posiadającej stałą pracę, czasem brakuje czasu na ogarnięcie spraw związanych z blogiem, odpisaniem na komentarze i napisaniu nowej notki. 
 
3. Czy jest coś czego nie lubisz w blogosferze?
Nie lubię blogów, które powstały tylko dla uzyskania jak największej liczby współprac. Współpraca to normalna rzecz u każdego blogerki/ blogera, ale warto robić selekcję. Niestety widuję blogi, które pisząc kolokwialnie „biorą co popadnie”. Moim zdaniem to mija się z celem. 
 
4.  Czy spotkałaś się z hejtem w sieci?
Tak, ale to dobrze, bo każdy hejt umacnia mnie jako autorkę bloga. Wiadomo, konstruktywna krytyka to nie to samo co hejt. Niestety niektórzy anonimowcy zostawiający komentarze pod blogami, mylą te dwa pojęcia. 
 
5.  Jaką radę dałabyś sobie, gdybyś miała cofnąć się w czasie?
Przygotowywać notki i pisać „bez spiny”. Prędzej czy później blog zostanie zauważony i zdobędzie stałych czytelników. 


Magda z bloga Kraina Kobiecości 
1. Dlaczego prowadzisz bloga?
To pytanie słyszę bardzo często. „Czemu”? A no bo tak. Wolno mi przecież. To co, że nie jestem „ekspertem” w jakiejś tam dziedzinie. To co, że moja praca, studia idą w zupełnie inną stronę niż blog. Ale mam pasję, chcę stworzyć miejsce, gdzie każdy poczuje się jak w domu. Tworzę miejsce, gdzie są szczere, rzetelne recenzje, czytelnik może wyrazić swoją opinię na każdy temat. Prowadzę bloga dla Ciebie, siebie - dla nas  

2. Co jest najtrudniejsze w blogowaniu?
Dla mnie, podkreślam dla mnie, najtrudniejsza jest organizacja pracy. Kto od czasu, do czasu czyta Krainę Kobiecości, to wie, jak trudno mi pogodzić pracę na etacie, studia oraz prowadzenie bloga. Od pół roku mieszkam w stolicy, moje życie odmieniło się tak, że ho, ho ;) Dlatego to dla mnie jest najtrudniejsze. Aby funkcjonować i żyć muszę zarabiać pieniążki, blog mi tego nie daje (może to i lepiej - czekam na lepsze czasy), praca na etacie tak. Więc, nauka cierpliwości oraz organizacja pracy jest dla mnie najtrudniejsza. Czasami nie potrafię wybrać, co jest ważne, a co ważniejsze. Uważam, ze trudno jest też znaleźć swoją prawdziwą ścieżkę, którą nasz blog powinien podążać. Zanim znalazłam tą drogę minęło dwa lata Nauczyłam się dużo, nikogo nie naśladowałam. Obserwowałam i uczyłam się, wyciągnęłam wnioski, aż znalazłam cel i drogę, którą poprowadzę moją Krainę Kobiecości. 

3. Czy jest coś czego nie lubisz w blogosferze?
Idealnego życia. Zauważyłam, że blogerzy pokazują tylko co to ładne, pasujące do zdjęcia. Tworzą swój wizerunek na taki idealny. No bo przecież każdy chce być idealny. Ale czy tak rzeczywiście jest? Przecież nasza rzeczywistość jest inna: szara, kolorowa, nudna, żywiołowa, ciekawa, zabawna - inna. Czy wszystko nam wychodzi, jest cacy i każdy powinien robić tak jak my? No chyba nie  

4. Czy spotkałaś się z hejtem w sieci?
Nie, nie spotkałam się. Może jest to spowodowane tym, że sama tego nie robię. Gdy dany wpis, bloger mi nie odpowiada, zwyczajnie nie komentuję, bądź nie wchodzę w jego posty. Nie widzę potrzeby wylewania na kogoś mojej złości. Każdy jest inny i ma prawo myśleć, robić inaczej niż ja. 😉  

5. Jaką radę dałabyś sobie, gdybyś miała cofnąć się w czasie?
„Magdaleno. Tylko ciężką pracą możesz coś osiągnąć - nie idź nigdy na skróty”
„Magdaleno. Rób to co lubisz, nie patrz na innych, bo świat się zmienia, ludzie się zmieniają. Nigdy nie daj sobie za nikogo ręki uciąć, uważaj, bo możesz rękę stracić”
„Magdaleno. Bądź szczera, życzliwa i zaglądaj do serduszka. Nie zapominaj o swoich wartościach”
„Magdaleno. Życie masz tylko jedno. Lata, miesiące, dni minuty, sekundy już nie wrócą. Potraktuj blog jak pamiętnik, nie skarbonkę. Za kilkanaście lat, pewni młodzi ludzie tu usiądą, przeczytają i powiedzą - nasza mama jest świetna, też chcę taki/taka być. Na szacunek trzeba zasłużyć "


Myślę, że zarówno blogerzy jak i sami czytelnicy mogą mieć niemiłe doświadczenia z blogosferą. Nieobiektywne recenzje, nieuzasadniony hejt, podważanie czyichś opinii czy też zwykła zazdrość, wbijanie kolejnych szpileczek, obgadywanie... A Ty czego nie lubisz?
SPA w Folwarku Łękuk na Mazurach

SPA w Folwarku Łękuk na Mazurach

Lubię wszystkie pory roku, ale wiosna ma w sobie coś optymistycznego i magicznego. Kiedy świat otrząsa się z zimowego marazmu, wybucha kolorami i otula zielenią często łapię się na myśli o pięknie otaczającego mnie świata. Wiosną chętniej uciekam poza miasto, z dala od Warszawy, prostych linii, betonu i szkła, by nacieszyć oczy dzikością natury, posłuchać śpiewu ptaków czy szumu traw. Zazwyczaj uciekam w moje ukochane góry, Bieszczady, ale w tym roku postawiłam na krótki relaks na Mazurach, a konkretnie na totalnie dzikie, odosobnione miejsce nad jeziorem, ciche i spokojne - Folwark Łękuk.


Może niezbyt to popularne, ale kocham polski krajobraz, spokojne morze traw, zachód słońca nad równiną, górskie szlaki. Piękny jest ten nasz kraj! Na Mazurach byłam po raz pierwszy, ale zdecydowanie nie ostatni. Droga na Łękuk (Wydminy) jest długa, z Warszawy jedzie się ok. 4h. Krajobraz bliżej celu dominują łąki, na których pełno jest żurawi, wkrótce pewnie i bocianów. Cisza, spokój.


Folwark jest ładny, widać, że to nowy obiekt, zadbany. Wokół samego hotelu mamy mnóstwo miejsca do dyspozycji. Poza wygodnym parkingiem istnieje między innymi specjalnie wydzielony obszar na ognisko, zadaszony budynek z kilkoma grillami i plac zabaw dla dzieci, a to wszystko oplatają różnorodne założenia ogrodowe. Latem można wypożyczyć rower, zimą narty biegowe.


Hotel położony jest bezpośrednio nad Jeziorem Łękuk, urokliwym, niewielkim zbiornikiem wodnym. Latem można tu się wykąpać, popływać na rowerach wodnych czy kajakiem. Z pomostu przyjemnie obserwować otaczającą naturę, zwłaszcza, że po drugiej stronie jeziora rozpościera się dzika Puszcza Borecka zamieszkana m.in. przez łosie, sarny, jelenie czy żubry. Do dyspozycji gości jest również piaszczysta plaża, na której można się poopalać latem lub zwyczajnie poleniuchować z książką.


Pokoje są wygodne i wystarczająco przestrzenne, z łazienkami. Ręczniki, duże szafy, lustra, suszarka i specjalnie dobrane zapachowo mydła w płynie dopełniają wyposażenie. Widok za oknem na pierwszym piętrze ukazuje tylko część hotelowej przestrzeni, tym bardziej, że wczesną wiosną roślinność nie jest jeszcze w pełni rozwinięta.


Dla mnie największą atrakcją, zwłaszcza przedwiośniem, są Łękuckie Łaźnie, czyli prościej mówiąc SPA. Aby skorzystać z oferty należy się wcześniej umówić, wystarczy dzień przed planowanym zabiegiem. Można to zrobić mailowo, telefonicznie lub na miejscu w recepcji.


Pomieszczenia SPA są przyjemnie urządzone, widać, że każdy szczegół jest przemyślany. Uwielbiam świece, przyjemny delikatny zapach, drewno i ciepło. Tego właśnie należy się spodziewać :)


Podoba mi się, że pracownicy SPA nie boją się doradzać. Początkowo chciałam wybrać zabieg dla skóry tłustej z kwasami, jednak moja skóra ostatnio jest mocno odwodniona. Pani Sylwia poleciła mi więc zabieg nawilżający marki Pevonia. Pevonia to kosmetyki, które zawierają wyłącznie organiczne ekstrakty oraz naturalne składniki roślinne i morskie. Marka wyróżnia się tym, że produkty zawierają substancje umożliwiające transport cennych substancji w głąb skóry jak np. tegosfery z retinolem, oksyzomy z witaminą C, mikrosfery z diacetylem boldyny czy biomimetyczne liposomy wypełnione oligopeptydom 68. Marka używa organicznych olejków eterycznych i szczyci się naturalnymi, ekologicznymi preparatami, przyjaznymi dla środowiska, używa także opakowań z surowców wtórnych. Kosmetyki nie zawierają alkoholu, parabenów, olei mineralnych, lanoliny, sztucznych barwników i aromatów, formaldehydu. Nie testuje też na zwierzętach. Dla mnie idealnie!


Zabieg zapewnia głębokie nawilżenie skóry twarzy i dekoltu podczas masażu twarzy. Trwa 60 minut i kosztuje 180zł. Do relaksującego zabiegu wykorzystuje się ampułkę o aromacie mandarynki i oleistej konsystencji zwaną Vitaminic Concentrate. Zawiera m.in. skwalan jako naturalne źródło witaminy A (ochrania błonę komórkową, zapobiegając uszkodzeniom, jednocześnie odżywiając i zmniejszając rogowacenie skóry), wit. E (działa regenerująco i jest doskonałym antyoksydantem) i wit. D (zapobiega przedwczesnemu starzeniu, poprawia strukturę i wygląd skóry) oraz azulen (zapewnia rewitalizację i regenerację skóry) i olejek z mandarynki (rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt skóry, odmładza, pozostawia przyjemny zapach). Nietłusta mikroemulsja zwalcza nadmierną suchość, odwodnienie i przedwczesne starzenie się skóry. Preparat pozostawia skórę aksamitnie gładką, elastyczną, o jednolitym kolorycie.  

Skład ampułki: Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Squalane, Cyclomethicone, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Azulene, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil.  

Koncentrat można kupić i używać także jak serum na noc w domu. Wystarczy 3-5 kropli preparatu nanieść na oczyszczoną skórę twarzy i szyi, delikatnie wmasować w skórę.


Cały zabieg nawilżający składał się z kilku etapów: oczyszczanie, tonizowanie, masaż ampułką, krem pod oczy, a następnie chwila na wchłonięcie substancji aktywnych z preparatów i usunięcie nadmiaru kosmetyków. Najbardziej podobał mi się oczywiście masaż, który Pani Sylwia świetnie wykonała. Początkowe delikatne ruchy gładzące przechodziły w odpowiednie poklepywanie, lekkie szczypanie, masowanie od dołu ku górze twarzy. Dodatkowo szyja, dekolt i ramiona również zostały należycie potraktowane, a wszystko to wykonane zostało z umiarem, odpowiednim naciskiem i w miłej atmosferze. Przez tą godzinę niesamowicie się zrelaksowałam, pośmiałam i zadbałam o skórę.


Polecam Folwark Łękuk na  babskie SPA lub wakacyjny wypad z całą rodziną, także z dziećmi. Piękne miejsce, sporo atrakcji, zieleń, bliska przyroda, woda i cisza.

A Wy lubicie SPA? Poza domową, codzienną pielęgnacją czasem lubię oddać się w cudze ręce i zwyczajnie relaksować :)
Delia, Matowe pomadki Matt Liquid Lipstick

Delia, Matowe pomadki Matt Liquid Lipstick

Matowe pomadki Matt Liquid Lipstick Delii to, jak wspomniałam we wpisie o nowościach, mój hit, choć nie są pozbawione drobnych wad. Pomimo niedoskonałości są to jedyne pomadki, którym ufam na tyle, że nie sprawdzam stanu ust co pięć minut. Kiedyś już pisałam, że jestem wyjątkowo "antypomadkowa", ponieważ sporo mówię, ciągle coś piję i skubię usta w zamyśleniu. Większość pomadek nie dotrzymuje mi po prostu kroku, zbyt łatwo się rozmazują, znikają nierównomiernie, wałkują się czy kolorują zęby, a ja nie lubię być zakładniczką wyglądu, lubię czuć się swobodnie. Od zawsze szukałam więc przeze wszystkim trwałości i... wreszcie znalazłam!


Delia Cosmetics, Pomadki matowe w płynie

Producent gwarantuje intensywnie matowy efekt, trwałość  na ustach do kilku godzin - bez poprawiania. Poza tym pomadka ma nie zostawiać śladów i nie wysuszać ust, cieszyć oko opakowaniem i przyjemnie pachnieć.


Kosztują ok. 15zł za sztukę, więc nie są drogie. Do wyboru mamy sześć odcieni, przy czym dwa ostatnie są do siebie dość podobne, przynajmniej u mnie nie widać znaczącej różnicy między nimi. Odcienie posiadają numery oraz nazwy, których inspiracją są imiona sławnych aktorek. Odpowiednio od prawej według zdjęcia powyżej:
1 Bridget, 2 Audrey, 3 Sophia, 4 Elizabeth, 5 Claudia, 6 Marylin.


Pomadki mają urocze opakowania w kształcie klasycznych szminek, jednak to tylko pozory. Wewnątrz znajduje się wygodny aplikator w postaci niewielkiej gąbeczki. Opakowanie jest śliczne i poręczne jednocześnie, idealne do torebki. Zanim jednak dobierzemy się do środka musimy usunąć naklejkę z nazwą, składem i innymi informacjami, która jest bardzo mocno przyklejona. Potem do identyfikacji koloru zostanie nam już tylko numerek.


Konsystencja matowych pomadek jest kremowa i przyjemnie rozprowadza się na ustach, ale niestety trzy pierwsze odcienie tworzą prześwity. Nie wystarczy przejechać po wargach jeden raz, aby uzyskać idealny kolor, konieczne są delikatne poprawki. Trzeba też koniecznie uważać, aby nie nałożyć pomadki zbyt dużo, ponieważ w tym miejscach po ok. 1h zaczną tworzyć się nieestetyczne grudki. Wszystko to jest kwestią wprawy i wyczucia, niemniej mam nadzieję, że Delia ulepszy nieco formułę, aby uniknąć konieczności takich zabaw. W przypadku odcieni 4, 5 i 6 nie zauważyłam takich problemów, więc na pewno da się ten problem rozwiązać.


Podobno formuła podkreśla suche skórki, za to idealnie się sprawdzi na nawilżonych, zadbanych ustach. Warto więc przed makijażem zrobić peeling albo kurację miodem, aby wygładzić wargi, na których pomadki będą wyglądały estetycznie. Można też śmiało przed nałożeniem matu posmarować usta jedną cienką warstwą bezbarwnego balsamu (najczęściej używam Alterra), co poprawi wygląd warg i komfort noszenia, a tylko minimalnie wpłynie na trwałość. Bo właśnie trwałość jest największym atutem matowych pomadek Delii. Jest niesamowita! Bez najmniejszych poprawek kolor utrzymuje się na ustach przez kilka godzin, nawet jeśli w tym czasie wypiję kawę i bez przerwy mówię.


Skład  nie jest idealny, ale mamy tu olej rycynowy i witaminy C i E, kilka nawilżaczy. Szczegóły poniżej.


Poza tym pomadki nie wysuszają ust, choć przez chwilę po aplikacji są wyczuwalne, potem łatwo można całkiem o nich zapomnieć. Zdecydowanie przyjemniej się noszą niż klasyczne matowe szminki (porównuję je ze znanymi mi Golden Rose i Eveline), są bardziej komfortowe. Nie odbijają się na kubkach, sprawdziłam wielokrotnie i faktycznie nie pozostawiają śladów! Śmiało można w nich pić, choć spotkania z konkretniejszym posiłkiem nie przetrwają w całości. Delikatnie, słodkawo pachną.


W kilka sekund po aplikacji pomadki zastygają na ustach tworząc w pełni matowe wykończenie. Pomalowanie warg jest proste i nie wymaga nawet użycia konturówki, choć jeśli macie ochotę, oczywiście możecie to zrobić. Co ważne wszystkie kolory łatwo się zmywają, najłatwiej olejkiem, ale radzi sobie z nimi nawet płyn micelarny, choć lekko rozmazując kolor. Tak wyglądają na moich ustach:


Moim zdaniem te pomadki są genialne, choć nie wszystkie odcienie przypadły mi do gustu. Przede wszystkim faktycznie są bardzo trwałe i przyjemne podczas noszenia, ponieważ praktycznie nie czuję ich na ustach. Nie wysuszają i nie ściągają delikatnej skóry warg oraz się nie wałkują. Po kilku godzinach zaczynają się równomiernie zmywać, zawsze od środka, ale wystarczy dodać jedną bardzo cienką warstwę, aby ponownie otrzymać idealny makijaż ust. Niestety na zaniedbanych, wysuszonych ustach nie będą wyglądały korzystnie, a najjaśniejsze kolory nie nakładają się równomiernie, więc jedna warstwa nie wystarczy. Pomimo drobnych wad obecnie są moimi ulubionymi pomadkami.



Który odcień najbardziej do Was pasuje? Zgadniecie, który jest moim ulubionym?
Nowości Delia: pomadki, kredki do oczu, lakiery, zmywacz

Nowości Delia: pomadki, kredki do oczu, lakiery, zmywacz

Na polskim rynku kosmetycznym istnieje kilka rodzimych firm, które pomimo działania od wielu lat wciąż się rozwijają, szukając nowych kosmetyków i opracowując coraz to lepsze formuły. Jedną z nich jest Delia, która powstała 19 lat temu i która wciąż jest firmą rodzinną i to w dodatku z polskim kapitałem :) Ostatnio marka wprowadziła sporo nowości do swojego asortymentu kosmetyków kolorowych. Po nowych maskarach KLIK czas na pomadki, lakiery, zmywacz oraz kredki do oczu. Zapraszam na przegląd nowości.

 

Delia, Lakier do paznokci  Coral Trend Collection

Posiadam trzy kolory lakierów z  kolekcji na sezon jesień/zima 2016. Cała paleta zawiera aż 16 odcieni, które w większości skrzą się różnymi efektami a'la syrenka lub brokat. Muszę przyznać, że lakiery posiadają genialny szeroki i nie za miękki pędzelek, dzięki któremu bardzo łatwo maluje się płytkę. Zaskakująco szybko schną! Właściwie bez problemu można nakładać dwie warstwy jedna po drugiej - zazwyczaj maluję lewą dłoń, potem prawą, a potem od razu lewą - nie czekam aż wyschną, bo nie muszę :) Idealne rozwiązanie dla kogoś, kto się wiecznie spieszy, ma małe dzieci pod opieką lub maluje paznokcie np. w samochodzie (na miejscu pasażera oczywiście). Dwie warstwy dają bardzo dobre krycie i nawet bez bazy czy topu bez problemu utrzymują się nienagannie przez 4 dni. U mnie to rekord w przypadku zwykłych lakierów. Chętnie maluję nimi paznokcie pomiędzy hybrydami.

 

Delia Cosmetics, Zmywacz z gąbką

Zmywacz bezacetonowy jest skuteczny, ale sposób użycia nie do końca przyspiesza proces usuwania lakieru. W plastikowym pudełku umieszczona jest mięciutka gąbeczka z otworem, w który wystarczy włożyć paznokieć i pocierając usuwać lakier, ponieważ gąbka nasiąka zmywaczem. Nie do końca przemawia do mnie kombinowanie z wkładaniem palca pod różnymi kątami, aby dokładnie pozbyć się emalii. Niemal niemożliwe jest także zmycie lakieru z paznokci u stóp bez rozlewania zawartości - tak, sprawdziłam :) Fajny gadżet, skuteczny, ale niczego nie przyspiesza jak oczekiwałam. Poza tym po kilkukrotnym użyciu na gąbeczce zostaje różnokolorowa warstwa zmytego lakieru, która może utrudniać kolejne użycia lub barwić skórki.


Delia, Kredka do oczu Soft Eye Pencil

Kredki do oczu uwielbiam i mam ich całe mnóstwo w różnych odcieniach. Delia wprowadziła do oferty miękkie kredki w pięciu kolorach: czerń, ciemny brąz, grafit, granat i fiolet. Kredki zabezpieczone są folią, co jest bardzo wygodne - mam bardzo złe doświadczenia z wymacaną kolorówką, więc zwracam uwagę na wszystko co daje mi pewność świeżości produktu. Złota skuwka kryje dobrze zatemperowany wkład, który miękko sunie po skórze i ułatwia namalowanie łagodnej, ale wyraźnej kreski oraz podkreślenie konturu oczu. Kolory ładnie współgrają z tęczówką, idealnie nadają się na co dzień, bo nie są zbyt krzykliwe. Nie boję się kolorowych kresek, więc od razu otworzyłam granat i fiolet. Całkiem nieźle trzymają się skóry, z czasem lekko rozcierają i zmiękczają kontur.


Delia, Kremowe pomadki do ust Creamy Glam  

Posiadają urocze, złote opakowania, lekko retro. Niestety osobiście zupełnie nie jestem fanką ani krwistej czerwieni, ani bordo. Zainteresował mnie za to granat z limitowanej edycji. Próbowałam zrobić swatche, ale moje usta wglądają wyjątkowo źle w tych kolorach i z takim wykończeniem, poza tym za nic nie mogłam oddać rzeczywistych odcieni. Niestety pomadki są dla mnie zbyt klasyczne, źle się nakładają, rozmazują, szybko zjadają. Zadowolone z nich mogą być fanki kremowych konsystencji, które nie wysuszają ust oraz kobiety, które mają możliwość poprawienia makijażu co jakiś czas, a także mają dużą wprawę w dokładnym nałożeniu szminki. Do wyboru mamy aż 8 raczej klasycznych odcieni - oprócz limitowanego granatu ;)


Delia Cosmetics, Matowe pomadki Matt Liquid Lipstick 

To mój hit, choć nie są pozbawione pewnych wad. W następnym wpisie przedstawię je szczegółowo wraz ze swatchami, inaczej ten post wyszedłby zastraszająco długi.


Znacie kosmetyki Delii? Polecacie jakieś inne produkty tej marki, może coś z pielęgnacji?
Dresslink: gadżety na paznokcie, czarna maska Pilaten

Dresslink: gadżety na paznokcie, czarna maska Pilaten

Zakupy wciągają mnie dość łatwo, więc muszę się mieć mocno na baczności, aby nie przesadzać. Zwłaszcza dotyczy to chińskich stron z różnościami, bo nie ukrywam, że nie ubrań tam głównie poszukuję, a gadżetów na paznokcie czy dekoracji. Dziś zapraszam Was na lekki post dotyczący zakupów ze strony Dresslink.


Przede wszystkim zachwyciły mnie śmiesznie tanie naklejki na paznokcie sprzedawane od razu w pakiecie. Lubię takie naklejki, ponieważ całkiem łatwo się je nakłada (nadają się też pod hybrydy), dobrze się trzymają i dzięki nim mogę szybko wyczarować skomplikowany motyw bez zabawy pędzelkami czy sondą. Wystarczy trochę wody i odrobina cierpliwości. 

naklejki na paznokcie KLIK, kokardki KLIK, pierścionek KLIK, pyłek KLIK, kopytko KLIK

Kokardki urzekły mnie swoim urokiem, choć na razie nie zdecydowałam się na ich przyklejenie, bo nie mam kleju i niestety zupełnie nie wzięłam pod uwagę, że będzie potrzebny. Kokardki są maleńkie, ich długość to niecały centymetr i bardzo lekkie. Myślę, że pięknie podkreślą lekką, dziewczęcą stylizację paznokci :)

Pierścionek był tani, a jest całkiem efektowny. Mam zamiar wykorzystywać go jako gadżet do zdjęć, na co dzień raczej się u mnie nie sprawdzi. Posiada regulowaną obwód, więc jest uniwersalny.

Metalowe kopytko jest naprawdę konkretne. Używałam go już do delikatnego odsuwania skórek oraz usuwania hybryd po uprzednim rozpuszczeniu w acetonie. Świetne narzędzie dla pazuromaniaczek, ale trzeba uważać, aby nie zrobić sobie nim krzywdy. Ja mam już wyczucie, początkującym nie polecam, bezpieczniejsze są drewniane patyczki.

Srebrny pyłek wraz z pacynką do nakładania daje bardzo ładny efekt, choć nie jest to typowe lustro. Drobinki są dość widoczne, nie przeszkadza mi to jednak, bo ostatnio szaleję za błyskiem na paznokciach (co widać chyba na Instagramie). Pyłek łatwo się nakłada, dobrze rozprowadza i świetnie trzyma. Mogłoby być go jednak więcej, niestety pojemniczek nie jest wypełniony nawet w połowie.

Poniżej efekt pyłku (mały palec) i jednej z naklejek (serdeczny) na moim aktualnym mani:


Folie do zdobień czekają na swoją kolej w testach. Kosztują niewiele, a do zestawu dołączony jest też specjalny klej. Kolorystyka jest ciekawa, niektóre ładnie się mienią w zależności od kąta padania światła. Folijki są niesamowicie delikatne i cienkie. Sama jestem ich ciekawa!

folie w zestawie z klejem KLIK

Czarna maska Pilaten zrobiła taką furorę, że mimo mojej niechęci do chińskich kosmetyków postanowiłam zaryzykować i wzięłam od razu dwie sztuki (jedna będzie do wygrania!). Mam za sobą pierwszą próbę, jeszcze za wcześnie na opinię, więc podejrzewam, że suma summarum doczeka się własnego wpisu. Martwi mnie, że nie ma składu, więc nie mam zielonego pojęcia co właściwie nakładam na twarz. Bałam się, że jej zdejmowanie skończy się płaczem i katastrofą, ale nic takiego nie miało miejsca. Z drugiej strony nakładałam ją jak dotąd jedynie na nos, brodę i czoło, na policzkach może być gorzej. Łatwo się rozprowadza, dość szybko zastyga. Więcej napiszę wkrótce :)

czarna maska KLIK

Tak się przedstawiają moje nowości. Jak zwykle paznokciowe gadżety zwyciężyły, bo wydają mi się najbezpieczniejszym zakupem. Miałyście tą czarną maskę?