Marion, Złuszczający zabieg do stóp

Lubię dbać o swoje stopy, tym bardziej, że obecnie mamy zimę, więc stopy duszą się w ciepłych skarpetach i zimowych butach. Dodatkowo moje kozaki obowiązkowo są na obcasie, więc przednia, spodnia część stopy narażona jest na zgrubienia powstałe wskutek zwiększonego nacisku. Na pewno wiecie o co mi chodzi, jeśli chodzicie na obcasach. Staram się więc nie zaniedbywać w tym czasie stóp, wręcz przeciwnie. A skoro nie pokazuję ich publicznie jest to także dobry czas na złuszczanie.


Marion SPA, Złuszczające skarpetki do stóp

Według producenta: "Złuszczający zabieg do stóp w postaci skarpetek z aktywnym płynem, skutecznie, ale bezpiecznie usuwa martwy, zrogowaciały naskórek. Wystarczy jeden zabieg, żeby zregenerować i wygładzić skórę stóp. Po 7-10 dniach od wykonania kuracji, stopy są idealnie gładkie, delikatne i odżywione.
Maska posiada inteligentną formułę, która skutecznie złuszcza naskórek i regeneruje stopy. Zawiera kompleks  kwasów (mlekowy, glikolowy, salicylowy), które pomagają usunąć martwy, zrogowaciały naskórek oraz stymulują odnowę komórkową. Mocznik (5%) intensywnie nawilża, odżywia i chroni skórę stóp. Ekstrakt z limonki jest źródłem witaminy C, działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie, odświeżająco i wspomaga gojenie. Alantoina i betaina łagodzą podrażnienia i nawilżają skórę stóp. Efekt jak po zabiegu pedicure SPA! Po 1 zabiegu piękne stopy przez kilka tygodni!"
Kosztują ok. 7zł/opakowanie.  


Niewielkie różowe opakowanie zawiera sporo informacji na temat produktu. Muszę przyznać, że są to jedne z tańszych skarpetek złuszczających na rynku, więc miałam małe obawy przed zakupem. Skusił mnie fakt, że wewnątrz kartonika znajdziemy dwie pary skarpet, w mniejszym i większym rozmiarze, więc zaświtała mi myśl o próbie opracowania własnej formuły diy na skarpetki złuszczające z kwasem migdałowym. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie :)


SkładAlkohol (odkaża, wysusza, ułatwia przenikanie innych substancji przez naskórek, działa jako rozpuszczalnik innych substancji), Aqua, Propylene Glycol (glikol propylenowy, nawilża, ułatwia przeniknięcie innych substancji wgłąb naskórka), Urea (w wysokim stężeniu złuszcza zrogowaciały naskórek), Glycolic Acid (kwas glikolowy, złuszcza i wygładza skórę), Glycereth-18 Ethylhexanoate (lekki emolient, konserwant), Glycereth-18 (nawilża, kondycjonuje skórę), Sodium Lactate (nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka, złuszcza zrogowaciały naskórek), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża, zmiękcza i złuszcza naskórek), Salicylic Acid (kwas salicylowy; złuszcza warstwę rogową naskórka, reguluje odmowę komórek), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (odtłuszczacz, emulgator), Menthol (odświeża, dezynfekuje, chłodzi), Glycerin (nawilża), Polyquaternum-10 (tworzy ochronny film na skórze), Citrus Aurantifolia Fruit Extract (ekstrakt z limonki; odświeża, tonizuje), Betaine (betaina; nawilża), Allantoin (alantoina; łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).


W kartoniku znajdziemy dwie saszetki z płynem oraz dwie pary skarpet: w większym i mniejszym rozmiarze. To całkiem fajne rozwiązanie, bo mamy wybór, choć dla moich stóp nawet te mniejsze są zbyt duże. Po dokonaniu wyboru wystarczy założyć je na stopy i do każdego foliowego woreczka nalać płyn. Jedna saszetka wystarcza na jedną skarpetę, więc druga para skarpetek nam zostaje. Warto dobrze rozprowadzić płyn na stopach, a podczas zabiegu trzymać je poziomo. Na foliowe woreczki zakładamy dodatkowo ciepłe skarpety (musiałam pożyczyć skarpetki od męża, bo nie mam takich dużych, żeby wszystko się zmieściło). Teoretycznie można by podczas zabiegu chodzić, bo woreczki są porządne, więc nie powinny się przerwać, ale praktycznie jest to niewygodne. Folia się osuwa, płyn przelewa i chlupocze. Lepiej poświęcić te 60-90 minut na poczytanie książki pod kocykiem lub inne stacjonarne zajęcie :)  Płyn jest przezroczysty i okropnie pachnie alkoholem (w końcu na nim opiera się cały skład). Przez cały czas towarzyszyło mi przejmujące, nieprzyjemne uczucia zimna. Po godzinie było już naprawdę nieznośne, wytrzymałam 80 minut, po czym z przyjemnością pozbyłam się skarpetek. Zostało w nich mnóstwo płynu, trzeba uważać przy zdejmowaniu. Podczas zabiegu nic nie piecze, ale kwasy rozpuściły bezbarwną odżywkę, którą pomalowałam paznokcie u stóp :) 


Cały zabieg jest prosty w wykonaniu, jednak fakt uziemienia na półtorej godziny oraz nieprzyjemne uczucie zimna psuje przyjemność. Na jakikolwiek efekt musiałam czekać aż tydzień. Po równo 7 dniach zauważyłam pierwsze niewielkie odchodzące płatki skóry. Postanowiłam oszczędzić Wam tego widoku, bo to nic miłego. Początkowo skóra odchodziła z podeszwy stopy, tam gdzie była najdelikatniejsza. Po czym... nic się nie działo. Po dwóch tygodniach zaczęła łuszczyć się skóra z palców, między placami i po bokach, ale odchodziła mikroskopijnymi płatkami, co trwało okropnie długo i było irytujące. Na końcu zeszła skóra z najbardziej u mnie zniszczonej części stóp, czyli z pięt i śródstopia. Cały proces trwał łącznie ok. miesiąca, przy czym mam na myśli jedynie czas złuszczania. Skóra po odnowieniu faktycznie była miękka i przyjemna w dotyku, ale... zanim złuszczyła się cała, w niektórych miejscach stopy wróciły już do stanu pierwotnego. To znaczy tam, gdzie najpierw skóra się złuszczyła - po miesiącu była już taka jak zawsze, natomiast na piętach dopiero była miękka. Podsumowując ani przez chwilę całe stopy nie były gładkie, nawilżone i zregenerowane. Cały efekt został podzielony na raty, a nie tego oczekiwałam.


Jestem bardzo zawiedziona zabiegiem złuszczającym, ponieważ był nieprzyjemny, wręcz lodowaty i trwał okropnie długo. W dodatku złuszczanie ciągnęło się w sumie przez bity miesiąc, skóra schodziła maluteńkimi płatkami, co mnie irytowało. Nie planuję kolejnego zabiegu Marion. Może spróbuję zrobić własny płyn diy, może kupię skarpetki innej marki, a może na zawsze porzucę złuszczanie...

Czy Wy próbowałyście skarpetek złuszczających? Jak Wasze doświadczenia, lepiej czy podobnie?

63 komentarze:

  1. No właśnie ostatnio koleżanka z pracy chwaliła skarpetki purederm, ale juz sama nie wiem....
    Nigdy wczesniej takiego cuda nie używałam, a po Twojej recenzji mam wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo osób chwali Purederm, ale nie miałam ich, więc nie wiem. Znając mój upór za jakiś czas znów spróbuję, tylko z inną marką. Tak to się skończy :D

      Usuń
  2. Nie wiedziałem nawet, że mają takie wynalazki, miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mają, mają. Marion ma sporą ofertę! :D

      Usuń
  3. Ciekawy produkt. Przydałby mi się taki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tym produkcie wcześniej i osobiście uwielbiam firmę Marion ale do włosów bo w sumie to tylko co miałam okazję stosować i nadal stosuję. Początkowo myślałam, że to idealny produkt, ale takie ceregiele , aby po miesiącu uzyskać pożądny efekt? :( I wiem o co chodzi , że skóra która się zuszczyła na początku po tym czasie na nowu ztwardniała. Chyba odpuszczę sobie ten zabieg :( Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi - tyle czekania i właściwie ani jednego dnia pełnego efektu :(

      Usuń
  5. Maski złuszczające do stóp to świetna rzecz!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie używałam jeszcze czegoś takiego. Fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł i obietnice owszem, działanie niekoniecznie :)

      Usuń
  7. Nie miałam okazji stosować tego zabiegu, szkoda że średnio wypadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie straciłaś na szczęście :)

      Usuń
  8. Nie miałam jeszcze, ale z pewnością nie sięgnę a na pewno nie po tej marki ;p jakoś też nie ucieszyła bym się z takiego efektu podzielonego na etapy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porażka totalna, ale inne marki może są konkretniejsze, a przynajmniej szybsze :D

      Usuń
  9. Mam w zapasach i sięgnę po nie jakoś za miesiąc:) bliżej wiosny :) szzkoda, że Ciebie nie zadowoliły :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słabo, miesięczne złuszczanie partiami by mnie wkurzyło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest irytujące na maksa, nie można doczekać się końca wylinki :D

      Usuń
  11. Ja je miałam i byłam zadowolona ale używałam ich w lecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, w lecie nie wyobrażam sobie chodzić z tym złuszczaniem :D

      Usuń
  12. Długo zastanawiałam się nad takimi zabiegami, raz już się chciałam skusić, ale wciąż coś mnie do nich zniechęca. Chyba zostanę przy pumeksie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby efekt był hmmm szybszy to przez chwilę stopy byłyby idealne :D Mało brakowało

      Usuń
  13. Szkoda, że nie spełniły Twoich oczekiwań:-/ Nigdy nie miałam takich skarpetek, zapewne spróbuję z innej firmy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie używam takich produktów za bardzo. Ja mariona trochę omijam :D zawiodłam się na kilku produktach niestety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają kilka słabszych produktów, ale te do włosów wiele dziewczyn chwali :) Ja kiedyś przetestuję malinowy ocet!

      Usuń
  15. Ostatnio rozmawialiśmy na zajęciach, że w ogólnie nie powinno się używać takich skarpetek. Jak ktoś jest nieuważny, to mogą nawet wypalić skórę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, w końcu w składzie są kwasy, a z nimi lepiej uważać. Kiedyś pisałam post na ten temat :)

      Usuń
  16. Kocham takie maski złuszczające do stóp, i nawet sobie taką zrobiłam kilka dni temu ale z użyciem koreańskiej marki :D Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać miesiąca na efekty, tak jak Ty xD

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, może w koreańskich skarpetkach stężenia kwasów są większe? :)

      Usuń
  17. Dlatego ja jeszcze nie zdecydowałam się na taki zabieg. Kusi mnie od chyba juz ponad roku ale przeraża mnie to,że długi czas skóra schodzi jak z węża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widzę to bardzo indywidualna sprawa, więc musisz sprawdzić jak będzie u Ciebie, żeby się dowiedzieć :)

      Usuń
  18. U mnie po tym zabiegu nie było żadnego złuszczania

    OdpowiedzUsuń
  19. I mnie akurat te skarpetki się nie sprawdziły. Efekt był minimalny. Dużo bardziej lubię te z L'biotica. Trzymam kciuki za Twoją formułę aczkolwiek nie wiem czy migdał nie jest za słaby do zluszczania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie obawy, a póki co nie mam innego kwasu w domu :D

      Usuń
  20. Ja nie używałam tych skarpetek, używałam z holika holika i te były genialne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, brzmi świetnie! Może przy okazji azjatyckich zakupów dorzucę je do koszyka :)

      Usuń
  21. Akurat z tej marki nie próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Używałam i mam dokładnie takie same odczucia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że też nie jesteś zadowolona:(

      Usuń
  23. Ja nie używałam ale firma Marion nigdy mnie nie zachwyciła więc podejrzewam, że to też mnie nie zachwyci:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam kilka firm, co do których mam podobne wrażenia :D

      Usuń
  24. Mam pytanie: czy dany produkt będzie odpowiedni dla cukrzyków? moja teściowa ma cukrzycę i przez to problemy ze stopami. Może jej by się coś takiego przydało, ale nie wiem, czy może stosować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję teściowej, to nic przyjemnego. Ze względu na zawartość kwasów ja bym nie ryzykowała, ale na opakowaniu nie zauważyłam oznaczeń dotyczących cukrzycy.

      Usuń
  25. Mi by się przydał taki produkt, ale skoro jest słaby to zapamiętam by go nigdy nie kupuwać. Szczerze, jedyny dobry produkt z Marionu, który przetestowałam to płyn prostujący do ochrony. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam go na liście do wypróbowania :)

      Usuń
  26. aktualnie zaczęłam przygotowywać swoje stopy na sezon letni :) ale z tego produktu raczej nie skorzystam. Powolne złuszczanie doprowadzałoby mnie do szewskiej pasji :D

    OdpowiedzUsuń
  27. ja mialam mieszane uczucia jesli chodzi o ten zabieg, innych skarpetek nie uzywalam, nie testowalam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. robiłam taki zabieg w zeszłym roku, ale tez byłam średnio zadowolona. Masz rację zabieg nie jest przyjemny , bo płyn w srodku jest strasznie zimny, a i skóra potem łuszczy się długo

    OdpowiedzUsuń
  29. Słabo wypadły. Dobrze ze nie miałam z nimi styczności :)

    OdpowiedzUsuń
  30. U mnie zaczęły działać po ponad 2 tygodniach i to w sumie w miejscach gdzie zbytnio nie było to potrzebne. Najbardziej zależało mi na piętach ale tam nie zadziałały w ogóle.
    Co do uczucia zimna...wytrzymałam te 90 minut ale kurcze później przez pół dnia czułam takie okropne mrowienie. Brrr...nigdy więcej ich nie użyję i trochę boję się sięgnąć po inne.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie ufam takim cudakom :P Wolę manualne złuszczanie bądź poprzez frezarkę :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Tych nie miałam, ale miałam takie skarpetki z Lirene (trzymałam je na nogach wbrew instrukcji całą noc) i przyznam, że efektami byłam zachwycona! :) Tym bardziej, że schodziło błyskawicznie i wielkimi płatami... ;) A producent sam informuje, że powinno stosować się je max. raz w miesiącu :)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)