Hada Labo, Pianka do mycia twarzy oraz Żel głęboko nawilżający

Nie ma chyba na świecie kosmetyków, które cieszą się lepszą opinią niż te japońskie. Zresztą Japonki znane są z idealnych, jasnych cer bez żadnej skazy czy najmniejszej niedoskonałości oraz z tego, że starzeją się wręcz niezauważalnie! Nic w tym dziwnego, w końcu w Japonii istnieje jeszcze większy kult piękna niż w Korei. Dzisiaj przedstawię Wam dwa wspaniałe kosmetyki wyprodukowane według oryginalnej japońskiej receptury, a dostępne bez problemu w Polsce dzięki marce Dax Cosmetics, należącej do Rohto Pharmaceuticals Group, japońskiej firmy kosmetyczno-farmaceutycznej z siedzibą w Osace w Japonii. Edit. Kosmetyki wykonane są według receptur, ale produkowane według europejskich i amerykańskich standardów, wobec tego różnią się od japońskich oryginałów. 


Hada Labo Tokyo, Japoński krem-pianka oczyszczająca do mycia twarzy

Według producenta: "Podstawowy kosmetyk rozpoczynający rytuał pielęgnacji skóry twarzy. Krem o puszystej konsystencji w kontakcie z wodą zmienia się w kremową piankę, która doskonale oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń. Pozostawia skórę idealnie czystą, znakomicie nawilżoną i jedwabiście wygładzoną. Zawiera kwas hialuronowy."


Kosmetyk kupimy w kartoniku, który wizualnie prezentuję się świetnie. Od razu kojarzy się z Krajem Kwitnącej Wiśni. Z tyłu znajduje się naklejka w języku polskim, z której dowiemy się trochę o kosmetyku, jego sposobie użycia oraz składzie. Pianka kosztuje ok. 60zł/100g. Obecnie na stronie marki jest w promocji za 35zł! :)


Skład: Sodium Cocoyl Glycinate (substancja powierzchniowo czynna otrzymywana z oleju kokosowego, bardzo łagodna, daje uczucie jedwabistej skóry i jej nie wysusza, pozwala otrzymać gęstą pianę także w twardej wodzie); Glycerin (pomaga utrzymać wodę w naskórku); Cocamidopropyl Betaine (kolejna substancja powierzchniowo czynna wytwarzana z oleju kokosowego, tworzy gęstą, stabilną pianę, działa także bakteriobójczo i antyseptycznie); Butylene Glycol (zmiękcza i wygładza skórę, ułatwia penetrację innych substancji wgłąb naskórka); Potassium Cocoyl Glycinate; Hydroxypropyl Starch Phosphate, Decyl Glucoside; PEG-400, Aqua, Sodium Lauroyl Aspartate; PEG-32; Polyquaternium-52; Sodium Stearoyl Glutamate; Glyceryl Srearate SE, Hydroxypropyltrimonium Hyaluronate, Sodium Acetylated Hyaluronate; Hydroxypropyl Methylcellulose; Lauric Acid; Polyquaternium-7; Stearic Acid; Disodium EDTA; BHT; Citric Acid; Titanium Dioxide; Phenoxyethanol; Methylisothiazolinone; Mica (odpowiedzialna za perłowy połysk). 
Skład nie do końca mi się podoba jeśli chodzi o użyte konserwanty, na szczęście jest ich bardzo mało. Pianka zawiera także doskonale nawilżający kwas hialuronowy. Nie znajdziemy tu natomiast składników sztucznej kompozycji zapachowej.


W kartoniku znajduje się tubka z miękkiego plastiku z korkiem na klik. Opakowanie jest bez zarzutu, nie zacina się i nawet mając mokre dłonie bez problemu mogę je otworzyć. Poza tym tubka stabilnie stoi na korku, a szata graficzna nadal mnie zachwyca :)



Pianka jest biała i posiada perłowy połysk. Po wyciśnięciu z tubki wygląda jak krem, dopiero po kontakcie z wodą zaczyna się pienić. Kosmetyk bardzo delikatnie pachnie, lekko słodkawo i pudrowo. Zapach na pewno nie przeszkadza mi w codziennym stosowaniu i fajnie się kojarzy z "azjatykami". Możliwe nawet, że dla niektórych z Was pianka będzie bezzapachowa :)



Sposób użycia: Zwilżyć twarz i dłonie letnią wodą. Porcję preparatu wielkości ziarnka grochu rozetrzeć do uzyskania pianki. Delikatnie, kolistymi ruchami wmasować w skórę. Dokładnie spłukać. Stosować dwa razy dziennie lub tak często, jak potrzeba.
Pianki używam tylko wieczorem jako jeden z etapów demakijażu, zazwyczaj po oleju, który rozpuszcza makijaż. Wystarczy centymetr pianki wycisnąć na wilgotną dłoń i potrzeć, by uzyskać dość gęstą, kremową piankę. Następnie masuję skórę twarzy włącznie z oczami i dokładnie spłukuję. Porcja, którą widzicie na zdjęciach wystarczyłaby na jakieś cztery użycia, bo jest niesamowicie wydajna! Pianka bardzo dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu i zanieczyszczeń. Nie powiedziałabym, że nawilża, ale na pewno nie ściąga skóry i nie wysusza jej. Jest łagodna, zwłaszcza w porównaniu z dostępnymi w drogeriach żelami do mycia twarzy i nie podrażnia nawet oczu. Zdecydowanie się lubimy.


Hada Labo Tokyo, Japoński głęboko nawilżający żel z super kwasem hialuronowym

Według producenta: "Lekki żel, który w przeciągu kilku sekund wnika w skórę. Zawiera składniki dogłębnie nawilżające, aby zapobiec przedwczesnym oznakom starzenia. Pozostawia skórę odświeżoną i wygładzoną. Super kwas hialuronowy to opatentowana kombinacja 3 rodzajów kwasów hialuronowego, który głęboko nawilża i doskonale wypełnia skórę, zapewniając jej wielopoziomowe nawodnienie i przywracając młody wygląd."


Kosztuje ok. 75zł/50ml. Obecnie jest w promocji za 45zł! Opakowanie jest bardzo podobne do pianki, jedynie odrobinę mniejsze. 


Skład: zaraz po wodzie znajdziemy Butylene Glycol (zmiękcza i wygładza skórę, ułatwia penetrację innych substancji wgłąb naskórka) oraz Glycerin (pomaga utrzymać wodę w naskórku). Dość wysoko mamy chronioną patentem kombinację 3 rodzajów kwasu hialuronowego, który występuje naturalnie w skórze, a którego ilość wraz z wiekiem maleje. Producent zapewnia wielopoziomową siłę nawilżania skóry oraz jej ujędrnienie i wypełnienie od środka. Dalej mamy konserwanty i składniki tworzące odpowiednią konsystencję. Tutaj także nie znajdziemy sztucznych zapachów.


Opakowanie żelu to wygodna butelka z twardego plastiku, która stabilnie stoi w łazience i całkiem elegancko wygląda. Wyposażona jest w moją ulubioną pompkę, która się nie zacina i płynnie działa. Nie ma potrzeby używania dużo siły, aby wydobyć produkt, łatwo też można wycisnąć dokładnie tyle, ile potrzebujemy. Sam żel jest przezroczysty i teoretycznie bezzapachowy, choć mój nos wyczuwa delikatną nutę kojarzącą mi się z czystością i szpitalem :) Konsystencja jest bardzo lejąca, początkowo trochę mi to przeszkadzało, ale szybko opanowałam aplikację. Wystarczy nakładać go w mniejszych ilościach, po kolei na każdą część twarzy, wtedy problem znika. Na pewno każda z Was znajdzie własny patent.


Sposób użycia: Porcję preparatu wielkości ziarnka grochu rozgrzać w dłoniach, a następnie delikatnie wklepać w oczyszczoną skórę twarzy i szyi aż do całkowitego wchłonięcia. Polecany pod krem lub zamiast kremu. Używać tak często, jak potrzeba, również w ciągu dnia na makijaż.


Żel doskonale się wchłania, potrzebuje na to dosłownie 5 minut. Najbardziej lubię nakładać go na skórę uprzednio zwilżoną hydrolatem (obecnie mam lawendowy). Niewielką ilość rozgrzewam lekko w palcach i staram się delikatnie wklepać w cerę oraz szyję. Czasem jeszcze na mokry żel nakładam serum, najczęściej lżejszy krem. W ten sposób żel dodatkowo pomaga składnikom aktywnym głębiej wniknąć w naskórek. Skóra po nim zazwyczaj się nie lepi, jedynie gdy nałożę go zbyt wiele w jednym miejscu odczuwam słabe klejenie się. Nie nakładam go na sucho ponieważ odczuwam wtedy lekkie, ale dość nieprzyjemne ściągnięcie skóry (podobne odczuwam po kwasie hialuronowym solo, więc w żelu musi być go naprawdę dużo!). Nałożony na skórę zwilżoną tonikiem czy hydrolatem spisuje się idealnie. Świetnie nawilża, nie zostawia tłustej warstwy, jest wielofunkcyjny, ponieważ idealnie spisuje się zarówno na dzień jak i na noc. To jeden z tych kosmetyków wielofunkcyjnych, które działają zarówno same, jak i w duecie, kiedy wzmacniają działanie innych produktów np. kremów. Żel można także nakładać pod maseczki, makijaż (nic się nie waży!) oraz wykorzystać do domowych receptur. Stosowany sukcesywnie, codziennie przez ponad dwa miesiące, czasem raz, a czasem dwa razy dziennie poprawił nawilżenie cery, zmniejszył skłonność skóry do błyszczenia oraz ładnie ujędrnił i jakby wypełnił policzki. Z minusów wspomnę, że niestety nie jestem w stanie stwierdzić ile żelu jeszcze zostało. Nijak nie da się tego podejrzeć, więc któregoś dnia czeka mnie niemiła niespodzianka. Niemiła tym bardziej, że żel na stałe wpisał się w moją pielęgnację i będę musiała kupić kolejny!


Warto wspomnieć, że oba opakowania były zabezpieczone naklejką zarówno od góry, jak i od dołu. Bardzo lubię takie rozwiązanie, ponieważ łatwo mogę stwierdzić czy używam kosmetyków jako pierwsza. Jest to tym bardziej istotne, że na zużycie zarówno pianki jak i żelu mamy 9 m-cy.


Podsumowując jest to bardzo przyjemne spotkanie między dwiema kulturami. Cała filozofia wieloetapowej pielęgnacji doskonale się u mnie sprawdza i widzę niesamowite rezultaty. Zarówno delikatna pianka dobrze oczyszczająca cerę, jak i głęboko nawilżający żel z kwasem hialuronowym będą kosmetykami, do których z pewnością powrócę. Oba są wydajne i niesamowicie wręcz skuteczne.

Znacie jakieś japońskie kosmetyki? Którym jeszcze powinnam przyjrzeć się bliżej?

47 komentarzy:

  1. Hada Labo bardzo lubie:). Mam wersję japońską tego żelu zakupioną niegdyś u Agi. Polecam też tą z retinolem. Skuteczne i mega wydajne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sisi kochana moja, te zele nie maja odpowiednikow w Japonii. To jest ta sama firma matka, ale inna marka. Sklady inne, te kosmetyki sa bardzo ciekzo dostepne w Japonii. W zasadzie tylko na amazonie. Takze to co jest tu i to co wyszlo w Japonii to inne produkty :)

      Usuń
    2. "Ta" Hada Labo produkowana jest, według informacji na stronie marki, w USA, ale według japońskich receptur. Może być tak, że w Japonii dostępne są zupełnie inne kosmetyki. Zresztą w Polsce mamy tylko serię z kwasem hialuronowym :)

      Usuń
    3. Oczywiscie :) to jest zupelnie inna lini kosmetykow niz ta ktora jest dostepna w Japonii. Warto zaznacyc ze japonskie hAda labo nie jest takie idealne pod wzgledem skladu

      Usuń
    4. Dziękuję za info, faktycznie nie chcę nikogo wprowadzać w błąd :) Nie porównuję też do japońskich kosmetyków Hada Labo, bo ich jeszcze nie znam :) Recenzja dotyczy dokładnie tych i tylko tych, które opisuję i z których jestem zadowolona zresztą

      Usuń
  2. Kosmetyki prezentują się bardzo fajnie. Do tej pory nie słyszałam o nich ale jestem bardzo ciekawa jakby sprawdziły się u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz spotykam się z tą marką :)

    OdpowiedzUsuń
  4. sporo czytałam o sposobach pielęgnacji skóry przez Japonki, o tym wielopoziomowym traktowaniu swojej skóry...chyba coś w tym jest, poza tym pewnie liczą się geny, sposób odżywiania, itd

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam okazji poznać tych kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie słyszałam o tej marce ale zapowiada się ciekawie :) www.adriana-style.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam tych produktów, ale mają ładne opakowania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam szczerze, że pierwszy raz widzę te kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skład straszny jak za tą cenę, mnie na szczęście nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. I ja też nie znam marki, ale jestem otwarta na azjatyki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chętnie je kiedyś spróbuję, jak na razie muszę zmniejszyć trochę moje zapasy kosmetyczne :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaciekawił mnie ten duet, nie miałam jeszcze styczności z japońskimi kosmetykami

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam je w Rossmanie , ale na razie ze względu na denkowanie zapasów nie kupowałam. Mam piankę skin 79 która chyba nigdy mi się nie zkończy. Ten żel w szczególności mnie zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zachęciłaś mnie tą recenzją. Muszę kupić te dwa produkty ��

    OdpowiedzUsuń
  15. hmmm kojarzę te kosmetyki, ale nadal mnie nie przekonują ;/

    OdpowiedzUsuń
  16. Z Hada Labo mam tylko lotion z kwasem hialuronowym. Ta seria wygląda bardzo interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pianka bardzo mnie zaciekawiła, ale na rynku jest wiele dobrych produktów myjących za dużo niższą cenę :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znam na razie żadnych japońskich kosmetyków, ale ta pianka mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znałam ich wcześniej :) kremo-pianke chętnie wypróbuję o ile trafię na promocję :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Genialny zestaw, muszę kiedyś wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Fascynują mnie te koreańskie metody pielęgnacji. Ostatnio naprawdę sporo tego i chyba coś w tym jest, skoro stały się tak popularne :) Chyba się skuszę, żeby wypróbować ten polecany przez Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Na męski dziub też mogę używać? :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nigdy nie używałam japońskich kosmetyków. Muszę koniecznie nadrobić! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo ładnie się prezentują i mam nadzieję ze są równie skuteczne ☺

    OdpowiedzUsuń
  25. Pianka wygląda ciekawie, pewnie chętnie bym po nią sięgała, bo lubię tego typu kosmetyki do oczyszczania skóry twarzy :D Co do żelu - wydaje się być ciekawy kosmetykiem, choć dla mojej odwodnionej skóry mógłby być za lekki :D

    PS Rozumiem, że producent zaleca stosowanie żelu kilka razy dziennie, w razie potrzeby, ale nie wyobrażam sobie, jak miałabym wsmarować go w makijaż, tak jak proponuje :P Przeraża mnie ta opcja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam tej opcji, bo mi tez nie wydaje się zbyt sensowna :) Zresztą po co nakładać kwas hialuronowy na podkład? :D

      Usuń
  26. Kompletnie nie znam tej marki, ale uwielbiam azjatyckie kosmetyki i zaczynają one przejmować dominację wśród moich produktów pielęgnacyjnych :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam ten żel nawilżający i bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nie używam niczego do mycia twarzy oprócz wody. Muszę to zmienić może ten będzie fajny

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie znam, ale zapowiada się kusząco. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Niestety nie na zasób mojego portfela. ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)