Wpis gościnny: Jak kupować ubrania w internecie?

Wpis gościnny: Jak kupować ubrania w internecie?

Wiecie co najbardziej lubię w blogosferze? Ludzi, których tu poznaję! Ludzi z pasją, zajawką, bzikiem, potrafiących godzinami analizować składy czy ciągnąć opowiadanie prosto z głowy. Blogosfera cały czas się rozwija, a kreatywność kwitnie tu na każdym kroku! Obecnie praktycznie codziennie poznaję nowe blogi, nowych blogerów obu płci i niesamowicie się cieszę z każdego kontaktu. To zbieranina zupełnie różnych ludzi, których łączy jedno: własne miejsce w sieci. 

Dzisiaj chciałabym zaprosić Was na post o zakupach, jednak tym razem nie kosmetycznych. Autorką wpisu gościnnego jest Patrycja, twórczyni patrycjastory.pl. (pisownia oryginalna)



Zakup ubrań przez internet

Kupowanie ubrań w internecie, temat tak powszechny, a jednak okazuje się, że wciąż wiele osób obawia się kupować w sklepach on-line.
Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że każdą zakupioną w internecie rzecz (oczywiście mówię tutaj o legalnych sklepach internetowych z nową odzieżą) możemy zwrócić 14 dni od daty kupna, bez podania powodu. Największym problem jak się okazuje nie jest rozmiar, a jakość kupowanej rzeczy, czyli niezgodność opisu i zdjęcia. Niestety tak się czasem zdarza, chociaż już coraz rzadziej. Przed kupnem warto sprawdzić opinie o sklepie dotyczące jakości produktów, wysyłki czy samego kontaktu w razie problemów/pomyłki.

Najczęstsze obawy przed kupowaniem w internecie:
- niezgodność opisu i zdjęcia produktu,
- nieumiejętność dobrania rozmiaru,
- szybkość wysyłki,
- ogólne rozczarowanie.

Niestety nie na wszystko mamy wpływ, z rozmiarami ubrań jest różnie. Kupując w sklepach stacjonarnych też zdarza nam się źle dobrać rozmiar, ale możemy cofnąć się do wieszaka i przymierzyć inny. Jeśli podczas kupowania on-line nie jesteśmy pewni rozmiaru możemy zamówić tą samą rzecz w 2 rozmiarach, często robię tak z butami, kiedy nie jestem pewna. Wtedy na spokojnie w domu mierzę, porównuję i wybieram odpowiednie. Drugą parę staram się sprzedać znajomym ;) lub po prostu odsyłam jako zwrot. 


Pamiętaj! Jeśli chcesz kupić sukienkę na sobotnią imprezę,, a jest czwartek, jest małe prawdopodobieństwo, że przesyłka dotrze. Możesz wybrać najszybszy sposób wysyłki jaki oferuje sklep, ten postara się o szybką wysyłkę, ale zawali może np. kurier…po prostu tak się zdarza. Nawet jeśli przesyłka dotrze, może okazać się, że rzecz nie leży na Tobie dobrze lub po prostu nie pasuje do Twojej wizji, a w najgorszym przypadku (miałam 3 takie sytuacje, ale naprawdę kupuję dużo on-line) sklep może pomylić paczki lub towar i wysłać Ci nie to, co zamówiłaś. Dlatego warto zamawiać rzeczy wcześniej. Pamiętajmy o tym, tym bardziej przed świętami, kiedy ilość zamówień jest większa. Nie zostawiajmy tego na ostatnią chwilę. 

Jak wiecie, również i mi zdarza się kupować ubrania przez internet. Pisałam o tym choćby tu: KLIK lub KLIK. Łatwo zauważyć, że ubraniowe zakupy robię raczej tam, gdzie skusi mnie nie tylko zdjęcie, ale i cena. Zwracam także uwagę na krój, aby w razie złego doboru rozmiaru nadal była szansa, że bluzka dobrze leży. No właśnie, zwykle nie kupuję kurtek i spodni, a od jakiegoś czasu także butów - te części garderoby lubię przymierzyć, ponieważ trudno je przerobić w razie konieczności, a nie lubię bawić się w odsyłanie czy szukanie nowych właścicieli. Nie kupuję też ubrań drogich - te także lubię dokładnie obejrzeć na własnej, prywatnej figurze ;)

A Wy kupujecie ubrania w internecie? Choć mi się zdarza to obawa przed dobraniem złego rozmiaru jest zawsze :) Za to butów nigdy więcej przez internet nie kupię. Sparzyłam się kilka razy i wiem, że to nie dla mnie.
Body Club, Tanie maski w płachcie z pianką i serum

Body Club, Tanie maski w płachcie z pianką i serum

Masksheety na dobre zadomowiły się w mojej pielęgnacji, rozsiadły się wygodnie na półkach i nie zamierzają mnie opuszczać. I fajnie! Dzięki temu co najmniej raz w tygodniu mogę delektować się przyjemną, chłodzącą płachtą nasączoną serum, a potem zwyczajnie ją wyrzucić bez zbędnych ceregieli. Nic nie trzeba zmywać, mieszać czy pilnować, ale też niektóre obietnice producentów lepiej traktować z przymrużeniem oka. Dzisiaj chciałabym napisać więcej o maskach polskiego producenta, ale produkowanych w Korei Południowej (info potwierdzone). Maski te są bardzo tanie w porównaniu do innych. Zapłaciłam za każdą dokładnie 3,99 zł (w Auchan).


Body Club, Facial Mask, Oczyszczająca maska do twarzy Tea Tree

Według producenta: "Kuracja pielęgnacyjna do samodzielnej aplikacji w domu. Nie zawiera oleju mineralnego, silikonów, barwników, parabenów. Maseczka wykonana z biodegradowalnych włókien celulozowych. Unikać kontaktu z oczami. W zestawie znajduje się pianka do mycia twarzy, głęboko oczyszczająca skórę oraz skoncentrowane serum, które wspomaga działanie maski.
Tea Tree, maska oczyszczająca eliminuje zanieczyszczenia i toksyny z powierzchni skóry, ogranicza wydzielanie sebum i normalizuje skórę twarzy oraz wygładza i wzmacnia barierę ochronną naskórka."


Maskę kupimy w saszetce podzielonej na trzy części. W każdej znajduje się inny produkt, po raz pierwszy się spotykam z takim rozwiązaniem. Na opakowaniu mamy mnóstwo informacji o przeznaczeniu, działaniu i składzie. Saszetka jest porządna, ale przez to trudno się ją otwiera, wygodniej zrobić to nożyczkami.


Skład maski: dość wysoko mamy wit. B3 (niacinamide; reguluje wydzielanie sebum, matuje, przymyka pory), ekstrakt z drzewa herbacianego (Melaleuca Alternifolia Tea Tree; działa antybakteryjnie), adenozynę (działa przeciwzmarszczkowo), sporo cennych ekstraktów roślinnych, a pod koniec hialuronian sodu (Sodium Hyaluronate; wiąże wodę i ogranicza TEWL). Szczegółowy skład poniżej:


Skład pianki do mycia: Water, Glycerin, Myristic Acid, Srearic Acid, Potassium Hydroxide, Lauric Acid, TEA-Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycol Stearate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Volcanic Ash Extract, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Extract, Camelia Sinensis Leaf Extract, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Nobilis (Mandarin) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Lavandula Augustifolia (Lavender) Oil, Sodium Chloride, Benzyl Glycol, Butoxydiglycol, Raspberry Ketone, Phenoxyethanol.
Moim zdaniem: kilka substancji myjących, oczyszczającego pyłu wulkanicznego oraz mieszanina kilku olejków eterycznych z cytrusów.

Skład serum: Water, Butylene Glycol, Niacinamide, Glycerin, Alcohol, Snail Secretion Filtrate (filtrowany śluz ślimaka), Centella Asiatica Extract, Adenosine (adenozyna; działa przeciwzmarszczkowo), Sodium Hyaluronate, Lavandula Augustifolia (Lavender) Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Mentha Arvensis Leaf Extract, Borago Officinalis Extract (ogórecznik), Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Jasminum Officinale (Jasmine) Extract, Anthemis Nobilis Flower Extract (olejek z rumianku szlachetnego), Benzyl Glycol, Butoxydiglycol, Raspberry Ketone, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Carbomer, Potassium Hydroxide, Parfum.
Moim zdaniem: wysoko wit. B3, filtrat ze śluzu ślimaka, mnóstwo roślinnych ekstraktów, kwas hialuronowy oraz adenozyna, działająca przeciwzmarszczkowo.


KROK 1. Pianka do mycia twarzy "głęboko oczyszcza powierzchnię skóry z zanieczyszczeń, toksyn i pozostałości makijażu, odblokowuje pory i normalizuje skórę twarzy". 
Pianka jest biało-perłowa, bardzo dobrze rozprowadza się i pieni przy kontakcie z wodą. Delikatnie pachnie cytrusami.  Należy wycisnąć ją z opakowania na zwilżoną dłoń, a następnie nakładać na wilgotną skórę twarzy, masując kolistymi ruchami. Bardzo ważne, aby omijać okolice oczu i ust. Pianka dobrze oczyszcza i łatwo się spłukuje. Jeżeli nie nałożę w miarę szybko kolejnego kosmetyku, po ok. 5 minutach czuję ściągnięcie skóry.


KROK 2. Skoncentrowane serum wspomagające działanie maski "kompleksowo poprawia wygląd skóry, ułatwia przenikanie substancji aktywnych do głębszych warstw skóry, zapewnia optymalne nawilżenie, zmniejsza widoczność porów i poprawia koloryt skóry."
Serum to bezbarwny, bezzapachowy, dość gęsty żel. Najlepiej wycisnąć je bezpośrednio na  skórę twarzy i dokładnie rozprowadzić. Po ok. 5 minutach powinno się całkowicie wchłonąć. Niweluje uczucie ściągnięcia po piance, delikatnie nawilża skórę i nie klei się.


KROK 3. Maska do twarzy wykonana z biodegradowalnych włókien celulozowych. Producent zaleca systematyczne stosowanie, najlepiej regularnie 2-3 razy w tygodniu. 
Maska została wykonana z naprawdę przyjemnego, mięciutkiego materiału. Pierwszy raz spotkałam się z aż tak delikatną tkaniną. Płachta jest bardzo mocno nasączona, więc trzeba uważać przy wyjmowaniu jej z opakowania. Maska jest trochę za duża dla mojej twarzy, ale tak samo jest w przypadku praktycznie każdej innej marki. Najlepiej nakładać ją od czoła, delikatnie wygładzając, by dobrze przylegała do skóry. Serum z opakowania starałam się wklepać w maseczkę, aby niczego nie zmarnować, nadmiar wtarłam w szyję i dekolt. Po 20 minutach zdjęłam ją, przetarłam skórę raz jeszcze i wyrzuciłam. Nie nakładałam na skórę nic więcej przez pół godziny, aby dać czas płynowi na maksymalne wchłonięcie się.


Maska Tea Tree nie pachnie właściwie niczym, a już na pewno nie olejkiem z drzewa herbacianego, więc jeśli nie lubicie tego zapachu - bez obawy. Po nałożeniu na skórę czułam przyjemne chłodzenie. Nie podrażniła mnie, nie spowodowała łzawienia czy szczypania oczu. Cały zabieg był przyjemny, a dzięki temu, że maska dobrze się trzyma mogłam bez obaw zająć się czym tylko chciałam.


Po zdjęciu maski zauważyłam delikatnie rozjaśnienie zaczerwienienia na policzkach i przymknięcie porów. Jest to maska oczyszczająca, ale trudno zauważyć takie działanie przy jednorazowej aplikacji. Na pewno nieźle nawilża, ale pozostałe na skórze serum po jakimś czasie zaczyna lekko się lepić, więc po ok. 30 minutach od zdjęcia maski przetarłam skórę tonikiem. Podsumowując było przyjemnie, ale bez szału.



Body Club, Facial Mask, Rozjaśniająca maska do twarzy Vitamin C+E

Według producenta: "Rozjaśniająca maska w płachcie do twarzy. Rozjaśnia i poprawia koloryt skóry, zmniejsza przebarwienia i przywraca blask. Wzmacnia barierę ochronną i opóźnia procesy starzenia."


Skład pianki i serum jest taki sam jak w wersji Tea Tree (zobacz wyżej). W masce wysoko w składzie znajdziemy Lactobacillus (koi, łagodzi i wzmacnia naczynia krwionośne) oraz bogaty w witaminy wyciąg z rokitnika, dalej przeciwzmarszczkową adenozynę i mnóstwo ekstraktów roślinnych. Szczegóły poniżej:


Przed nałożeniem maski użyłam pianki i serum z zestawu, są identyczne jak w Tea Tree. Maska w wersji rozjaśniającej również wykonana jest z mięciutkiego materiału, z przyjemnością nakłada się ją na skórę. Miałam natomiast wrażenie, że rozmiarowo jest odrobinę większa niż poprzedniczka, ponieważ przez cały czas uparcie spadała mi na noc i utrudniała oddychanie. Musiałam kawałek zawinąć do góry.


Przez cały zabieg nie czułam szczypania czy podrażnienia, jednak po odczekaniu 20 min. i jej zdjęciu okazało się, że skóra jest lekko zaczerwieniona. Efekt ten zniknął samoistnie po ok. 5 minutach, ale miałam wrażenie, że na dłużej podkreślił zaczerwienienie drobnych niedoskonałości i naczynek. Maska lekko przymknęła pory i delikatnie nawilżyła skórę. Dodała cerze blasku, lekkiego rozświetlenia. Efektu rozjaśnienia absolutnie nie zauważyłam. Podobnie jak w przypadku poprzedniej płachty po kilku minutach pozostałe na skórze serum zaczęło się lepić, więc po 30 min. przetarłam skórę tonikiem. Ta wersja zupełnie nie przypadła mi do gustu, ponieważ zadziałała odwrotnie niż powinna.



Body Club, Facial Mask, Regenerująca maska do twarzy Snail Extract

Według producenta: "Regenerująca maska do twarzy w płachcie. Zmniejsza widoczność drobnych blizn i przyspiesza regenerację skóry. Uelastycznia i hamuje procesy starzenia się skóry." 


Skład pianki i serum jest identyczny jak w poprzednich wersjach (patrz powyżej). W masce bardzo wysoko znajduje się filtrowany śluz ślimaka, dopiero potem adenozyna i ekstrakty roślinne. Szczegóły poniżej:


Przed nałożeniem maski oczyściłam skórę pianką z zestawu i nałożyłam serum, po czym po 5 minutach zabrałam się za płachtę. Miękka i przyjemna w dotyku płachta również jest mocno nasączona serum. Po nałożeniu na skórę przyjemnie ją chłodzi i relaksuje. Dobrze się trzyma. Nie podrażniła mnie i nie spowodowała łzawienia oczu. Po 20 minutach zdjęłam ją i resztę serum wklepałam w twarz, szyję i dekolt.


Maska nie spowodowała zaczerwienienia, jak witaminowa. Lekko przymknęła pory, ale zauważyłam, że na krótko. Wersja regenerująca najlepiej nawilża i napina skórę, efekt był szybko widoczny. Nawet po jej zdjęciu skóra wygląda jakby nadal "piła" płyn. Niestety po jakimś czasie także zaczyna się lepić, jednak o wiele mniej niż w przypadku poprzedniczek. Pozostawia skórę jędrną, lekko rozświetloną nawet po wchłonięciu się serum. Cera wygląda po niej naprawdę ładnie i zdrowo, nie musiałam przecierać jej tonikiem. Po odczekaniu 30 minut można spokojnie nałożyć makijaż. Z tych trzech masek najbardziej spodobało mi się jej działanie.


Podsumowując: maski są tanie, ale produkowane w Korei. Zawierają całą masę substancji aktywnych, choć składy nie są w 100% naturalne. Oczyszczająca krzywdy mi nie zrobiła, jest przeciętna. Witaminowa spowodowała zaczerwienienie, więc więcej jej nie kupię. Najbardziej przypadła mi do gustu wersja regenerująca ze śluzem ślimaka, który moja skóra bardzo lubi. Na pewno kupię inne maski z tej serii, bo cena jest zachęcająca. Moim zdaniem to dobry sposób na sprawdzenie, czy polubicie płachty, bo wiem, że nie każdy jest przekonany do takiej pielęgnacji.

Znacie te maski w płachcie? Swojego czasu były dostępne w Biedronce, może za jakiś czas znowu się pojawią :)
Konkurs z Kerabione

Konkurs z Kerabione

Ostatnio moje życie nabrało tempa, dlatego blog jest w trakcie zmian wizualnych, niedługo będzie wyglądał zupełnie inaczej! Mam nadzieję, że będzie bardziej czytelny, przejrzysty i szybciej się będzie wczytywał :)

Chciałabym podziękować każdemu, kto kiedykolwiek do mnie zajrzał. Bez czytelników żaden blog nie ma racji bytu. I choć nie łudzę się, że moje miejsce w sieci jest niesamowicie fascynujące - w końcu blogów kosmetycznych jest cała masa - to tym bardziej cieszy mnie każdy czytelnik. Tak, to, że tu jesteś WŁAŚNIE TERAZ cieszy mnie niezmiernie - gdzieś tam, po drugiej stronie monitora. 

Skoro jest dobry humor, zainteresowanie kosmetykami i Ty w odpowiedniej chwili, w odpowiednim miejscu to zapraszam na konkurs. Do wygrania jest serum do rzęs Kerabione


Aby wziąć udział należy:
1. Być publicznym obserwatorem bloga CosmetiCosmos (niebieski przycisk po prawej stronie OBSERWUJ, wystarczy być zalogowanym na swoim koncie gmail).
2. Odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: Dlaczego potrzebujesz serum do rzęs? (nie musisz się bardzo rozpisywać).
3. Udostępnić baner w dowolnym miejscu (na swoim blogu, Facebooku, Instagramie).
4. Dodać mój blog do blogrolla  (nie jest to warunek konieczny, ale przy wyborze zwycięzcy w razie wątpliwości wezmę pod uwagę aktywność).
5. Konkurs trwa do 8 marca 2017r.
6. Biorąc udział w konkursie akceptujesz Regulamin.
Niespodzianka! Możesz wziąć udział w konkursie łącznie 3 razy! Identyczną nagrodę można także wygrać na Facebooku oraz na Instagramie! Do wygrania są aż trzy kosmetyki :)
POWODZENIA:)

Wzór komentarza:
1. Obserwuję jako:
2. Potrzebuję serum do rzęs ponieważ...
3. Udostępniam (link lub linki):
4. Dodałam/em do blogrolla: TAK/NIE

Regulamin konkursu "Konkurs z Kerabione" jest dostępny tutaj:
http://cosmeticosmos.blogspot.com/p/regulamin-konkursu.html


WYNIKI:
Serdecznie dziękuję wszystkim za udział, jak zwykle stanęłyście na wysokości zadania i nie dałyście mi fory przy wybieraniu zwycięzców :) Zdradzę Wam, że to bardzo trudne zadanie, bo tyle cudownych odpowiedzi, historii i marzeń przeczytałam, jak wybrać tylko 3? W konkursie z Kerabione wygrywają:

Na blogu: Izabela Cetera z odpowiedzią: "Marzeniem każdej kobiety jest piękne, powłóczyste i przyciągające spojrzenie, które jest odzwierciedleniem duszy kobiety. A długie i gęste rzęsy okalające oczy to wspaniała ozdoba. Moje oczy będą czarujące, a ja będę uwodzić spojrzeniem. Odżywka zawiera aktywne substancje, które wydłużają fazę wzrostu oraz hamują proces wypadania rzęs. Dzięki systematycznej pielęgnacji, serum do rzęs pozwoli mi osiągnąć wymarzony efekt."

Na Facebooku: Monika Klińska z odpowiedzią: "Cześć! :) Serum do rzęs powinno trafić do mnie, ponieważ pomoże mi zrealizować mój wielki cel! Mianowicie mam na myśli moją wielką metamorfozę. Chcę zmienić swój wygląd.Poprawić to i owo, wyćwiczyć, trochę schudnąć i wyglądać naturalnie pięknie:) czuć się lepiej we własnej skórze. Zawalczyć o kondycję moich rzęs. Mieć więcej energii do działania, a mniej tracić jej na codzienny makijaż oka:) Stać się pewniejszą siebie, radośniejszą i żywszą osobą. Mobilizować się codziennie do robienia nowych super rzeczy, dzięki którym będę jeszcze szczęśliwsza. Brzmi fajnie? :) Ale zwykle(niezwykle)serum do rzęs Kerabione ma mi w tym pomóc? TAK! właśnie ONO mi w tym bardzo pomoże! Jego kosmiczne właściwości sprawią, że moje rzęsy staną "na nogi" i będą zdrowe i piękne! :) A to Doda mi pewności siebie a tym samym doda mi mocy. Jego właściwości skutecznie będą czynić moje rzęsy mocniejszymi . Nie bez powodu mówi się, że oczy to lustro duszy. Silne piękne rzęsy=silna, piękna JA:) Serum to sprawi, że stanę się, nowsza. Widząc rezultaty będę chciała więcej, co jak domino pchnie mnie do celu ku osiągnięciu naturalnego piękna i co za tym idzie - szczęścia!"

Na Instagramie: klaudiakatolik z odpowiedzią: "Potrzebuję leku na moje ciągle wypadające i krótkie rzęsy. Chciałabym się cieszyć pięknymi, długimi, podkręconymi rzęsami, które widuje codziennie u koleżanek. Chciałabym również zachwycać spojrzeniem na kolacjach z ukochanym :) Mam nadzieję, że serum Kerabione mi pomoże :*"

Dziewczyny, gratuluję i proszę o adresy do wysyłki na maila cosmeticosmos@gmail.com
Pozostałym uczestnikom dziękuję i zapowiadam - jak zawsze - że kolejne konkursy na pewno się pojawią, obserwujcie :)
L'biotica, Regenerująca maska do stóp

L'biotica, Regenerująca maska do stóp

W poprzednim poście KLIK opisałam Wam działanie skarpetek złuszczających. Dzisiaj zapraszam na kolejny krok dotyczący pielęgnacji stóp, również w formie coraz powszechniejszych ostatnio skarpetek, tym razem jednak mających regenerować i nawilżać wymagającą skórę. Zapraszam.

maska-regenerujaca-do-stop-lbiotica

L'biotica, Skarpetki do stóp regenerujące

Według producenta: "Regenerująca maska do stóp, w postaci skarpet, nasączonych aktywnym kremem. Profesjonalny zabieg do samodzielnego wykonania w domu. Maska na bazie naturalnych składników - masła shea, jabłka oraz mięty, wygładza i silnie regeneruje suchą, spękaną i zrogowaciałą skórę stóp, znacząco poprawiając jej wygląd i kondycję. Skuteczne nawilża i odżywia nawet bardzo przesuszoną i zniszczoną skórę stóp. Sprawia, że staje się gładka, miękka i zdrowa.
Dzięki nowoczesnej technologii, substancje aktywne, zawarte w masce, są doskonale wchłaniane i wnikają nawet w głębokie warstwy skóry. Maska w postaci skarpetek spełnia rolę filtra, który w połączeniu z ciepłotą ciała stopniowo uwalnia aktywne składniki i pomaga wnikać im w głębokie warstwy skóry. Efekt widoczny  już po pierwszym użyciu - skóra stóp jest widocznie zregenerowana, nawilżona i gładka. Dla utrzymania efektu zadbanych i gładkich stóp zabieg należy powtarzać  1 - 2 razy w tygodniu."
Kosztuje ok. 13zł/32 ml.

lbiotica-opis-producenta-skarpetki

Maskę kupimy w tekturowym opakowaniu, z którego możemy wyczytać sporo informacji o produkcie. Opakowanie jest całkiem duże i ładne, łatwo się otwiera. Podobne mają maski w płachcie do twarzy tej marki KLIK. Producent poleca stosować skarpetki 1-2 razy w tygodniu.

l'biotica-maska-w-skarpetkach

Skład: Aqua, Glycerin (nawilża), Petrolatum (wazelina, zostawia warstwę okulizyjną na skórze, pochodna ropy naftowej), Distearyldimonium Chloride (zmiękcza, nawilża, wygładza, potencjalnie niebezpieczny), Isopropyl Palmitate (emolient tzw. suchy, tworzy film na skórze), Cetyl Alcohol (emolient tłusty, tworzy film), Cetyl Ethylhexanoate (emolient tłusty, tworzy film), Urea (nawilża, zmiękcza skórę), Dimethicone (tworzy film na skórze), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia; regeneruje, wygładza, zmiękcza, odżywia, leczy uszkodzenia i podrażnienia skóry), Ceteareth-12 (emulgator), Pyrys Malus (Apple) Fruit Extract (ekstrakt z jabłka, wygłądza, zmiękcza, nawilża, rozjaśnia, wzmacnia włókna kolagenowe), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z herbaty; nawilża, działa antyoksydacyjnie), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract (ekstrakt z liści oczaru wirginijskiego; wzmacnia naczynia krwionośne, działa antybakteryjnie), Avena Strigosa Seed Exytact (ekstrakt z nasion owsa; nawilża, łagodzi stany zapalne), Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt z żeń-szenia; regeneruje, ułatwia odnowę skóry, poprawia krążenie), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea; natłuszcza, odżywia i zmiękcza skórę), Scutellaria Baicalensis Root Extract (ekstrakt z korzenia tarczycy bajkalskiej; działa przeciwzapalnie i rozjaśniająco), Ceteareth-20 (emulgator), Cetearyl Alcohol (emolient, tworzy film), Cetyl Palmitate (emolient tłusty, tworzy film), Glyceryl Stearate (emolient tłusty i emulgator), Mentha Piperita (Peppermint) Oil (olejek z mięty pieprzowej; regeneruje, pobudza, odświeża, chłodzi, działa przeciwzapalnie), Allantoin (koi podrażnienia), Methylparaben (konserwant), Tocopheryl Acetate (wit. E, odżywia, antyutleniacz), Salicylic Acid (kwas salicylowy, złuszcza warstwę rogową naskórka, reguluje odmowę komórek), Menthol (odświeża, dezynfekuje, chłodzi), Panthenol (nawilża, wygładza), Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil (olejek z drzewa herbacianego; działa bakteriobójczo i grzybobójczo), Dipotassium Glycyrrhizate (nawilża, łagodzi podrażnienia), Disodium EDTA (konserwant potencjalnie niebezpieczny), Propylparaben (konserwant), Sodium Chloride (sól, zagęszcza produkt i usuwa nieprzyjemny zapach), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).

lbiotica-sklad-skarpetki-maska

Wewnątrz tekturowego opakowania mamy saszetkę, w której znajdują się skarpetki. Zakładamy je na czyste, suche stopy. Dodatkowo można jeszcze założyć bawełniane skarpetki, co zrobiłam, bo tak było mi wygodniej, ponieważ folia nie zsuwała się z nóg. Producent zaleca pozostawienie produktu na stopach ok. 25-40 minut, więc dla pewności wytrzymałam te 40 minut, siedząc praktycznie w bezruchu (dobra książka ratuje sytuację!). Po odmierzonym czasie zdjęłam skarpetki, a nadmiar delikatnie wmasowałam w skórę.

opinia-lbiotica-skarpetki-regenerujace

Cały zabieg był całkiem przyjemny, nie odczuwałam takiego zimna jak w przypadku skarpetek złuszczających. Stopy tuż po zabiegu faktycznie były miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku. Nie zauważyłam jednak głębszego nawilżenia, ponieważ cały efekt zniknął już następnego dnia. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam po prostu stopy wysmarowane kremem. O regeneracji też nie ma mowy, przynajmniej nie przy jednokrotnym użyciu. Producent zaleca używanie ich 1-2 razy w tygodniu, ja użyłam ich raz, jednak nie przekonały mnie do zakupu kolejnych sztuk. Chodzi głównie o cenę takich zabiegów, gdzie jednorazowy koszt wynosi 13zł. Dokładając niewiele więcej mogę kupić całe opakowanie dobrego kremu do stóp, przykładowo tego KLIK, po którym uzyskuję podobny efekt. Działanie kremu także mogę analogicznie wzmocnić nakładając na posmarowane stopy bawełniane skarpetki i idąc tak spać. Poza tym w składzie skarpetek królują liczne emolienty, nadające skórze uczucie gładkości i pozostawiające ochronny film na skórze.  Nie do końca jest to regeneracja jakiej oczekiwałam, aczkolwiek stopom przydaje się bariera ochronna.

jak-dziala-maska-do-stop-l'biotica

Podsumowując zabieg jest całkiem przyjemny, ale działanie krótkotrwałe i niezadowalające. Wolę kupić dobry krem i nie produkować plastikowych odpadów 2 razy w tygodniu. Wyjdzie taniej i bardziej eko :)

Znacie takie skarpetki? Czy warto waszym zdaniem inwestować kasę w podobne produkty?
Marion, Złuszczający zabieg do stóp

Marion, Złuszczający zabieg do stóp

Lubię dbać o swoje stopy, tym bardziej, że obecnie mamy zimę, więc stopy duszą się w ciepłych skarpetach i zimowych butach. Dodatkowo moje kozaki obowiązkowo są na obcasie, więc przednia, spodnia część stopy narażona jest na zgrubienia powstałe wskutek zwiększonego nacisku. Na pewno wiecie o co mi chodzi, jeśli chodzicie na obcasach. Staram się więc nie zaniedbywać w tym czasie stóp, wręcz przeciwnie. A skoro nie pokazuję ich publicznie jest to także dobry czas na złuszczanie.


Marion SPA, Złuszczające skarpetki do stóp

Według producenta: "Złuszczający zabieg do stóp w postaci skarpetek z aktywnym płynem, skutecznie, ale bezpiecznie usuwa martwy, zrogowaciały naskórek. Wystarczy jeden zabieg, żeby zregenerować i wygładzić skórę stóp. Po 7-10 dniach od wykonania kuracji, stopy są idealnie gładkie, delikatne i odżywione.
Maska posiada inteligentną formułę, która skutecznie złuszcza naskórek i regeneruje stopy. Zawiera kompleks  kwasów (mlekowy, glikolowy, salicylowy), które pomagają usunąć martwy, zrogowaciały naskórek oraz stymulują odnowę komórkową. Mocznik (5%) intensywnie nawilża, odżywia i chroni skórę stóp. Ekstrakt z limonki jest źródłem witaminy C, działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie, odświeżająco i wspomaga gojenie. Alantoina i betaina łagodzą podrażnienia i nawilżają skórę stóp. Efekt jak po zabiegu pedicure SPA! Po 1 zabiegu piękne stopy przez kilka tygodni!"
Kosztują ok. 7zł/opakowanie.  


Niewielkie różowe opakowanie zawiera sporo informacji na temat produktu. Muszę przyznać, że są to jedne z tańszych skarpetek złuszczających na rynku, więc miałam małe obawy przed zakupem. Skusił mnie fakt, że wewnątrz kartonika znajdziemy dwie pary skarpet, w mniejszym i większym rozmiarze, więc zaświtała mi myśl o próbie opracowania własnej formuły diy na skarpetki złuszczające z kwasem migdałowym. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie :)


SkładAlkohol (odkaża, wysusza, ułatwia przenikanie innych substancji przez naskórek, działa jako rozpuszczalnik innych substancji), Aqua, Propylene Glycol (glikol propylenowy, nawilża, ułatwia przeniknięcie innych substancji wgłąb naskórka), Urea (w wysokim stężeniu złuszcza zrogowaciały naskórek), Glycolic Acid (kwas glikolowy, złuszcza i wygładza skórę), Glycereth-18 Ethylhexanoate (lekki emolient, konserwant), Glycereth-18 (nawilża, kondycjonuje skórę), Sodium Lactate (nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka, złuszcza zrogowaciały naskórek), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża, zmiękcza i złuszcza naskórek), Salicylic Acid (kwas salicylowy; złuszcza warstwę rogową naskórka, reguluje odmowę komórek), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (odtłuszczacz, emulgator), Menthol (odświeża, dezynfekuje, chłodzi), Glycerin (nawilża), Polyquaternum-10 (tworzy ochronny film na skórze), Citrus Aurantifolia Fruit Extract (ekstrakt z limonki; odświeża, tonizuje), Betaine (betaina; nawilża), Allantoin (alantoina; łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).


W kartoniku znajdziemy dwie saszetki z płynem oraz dwie pary skarpet: w większym i mniejszym rozmiarze. To całkiem fajne rozwiązanie, bo mamy wybór, choć dla moich stóp nawet te mniejsze są zbyt duże. Po dokonaniu wyboru wystarczy założyć je na stopy i do każdego foliowego woreczka nalać płyn. Jedna saszetka wystarcza na jedną skarpetę, więc druga para skarpetek nam zostaje. Warto dobrze rozprowadzić płyn na stopach, a podczas zabiegu trzymać je poziomo. Na foliowe woreczki zakładamy dodatkowo ciepłe skarpety (musiałam pożyczyć skarpetki od męża, bo nie mam takich dużych, żeby wszystko się zmieściło). Teoretycznie można by podczas zabiegu chodzić, bo woreczki są porządne, więc nie powinny się przerwać, ale praktycznie jest to niewygodne. Folia się osuwa, płyn przelewa i chlupocze. Lepiej poświęcić te 60-90 minut na poczytanie książki pod kocykiem lub inne stacjonarne zajęcie :)  Płyn jest przezroczysty i okropnie pachnie alkoholem (w końcu na nim opiera się cały skład). Przez cały czas towarzyszyło mi przejmujące, nieprzyjemne uczucia zimna. Po godzinie było już naprawdę nieznośne, wytrzymałam 80 minut, po czym z przyjemnością pozbyłam się skarpetek. Zostało w nich mnóstwo płynu, trzeba uważać przy zdejmowaniu. Podczas zabiegu nic nie piecze, ale kwasy rozpuściły bezbarwną odżywkę, którą pomalowałam paznokcie u stóp :) 


Cały zabieg jest prosty w wykonaniu, jednak fakt uziemienia na półtorej godziny oraz nieprzyjemne uczucie zimna psuje przyjemność. Na jakikolwiek efekt musiałam czekać aż tydzień. Po równo 7 dniach zauważyłam pierwsze niewielkie odchodzące płatki skóry. Postanowiłam oszczędzić Wam tego widoku, bo to nic miłego. Początkowo skóra odchodziła z podeszwy stopy, tam gdzie była najdelikatniejsza. Po czym... nic się nie działo. Po dwóch tygodniach zaczęła łuszczyć się skóra z palców, między placami i po bokach, ale odchodziła mikroskopijnymi płatkami, co trwało okropnie długo i było irytujące. Na końcu zeszła skóra z najbardziej u mnie zniszczonej części stóp, czyli z pięt i śródstopia. Cały proces trwał łącznie ok. miesiąca, przy czym mam na myśli jedynie czas złuszczania. Skóra po odnowieniu faktycznie była miękka i przyjemna w dotyku, ale... zanim złuszczyła się cała, w niektórych miejscach stopy wróciły już do stanu pierwotnego. To znaczy tam, gdzie najpierw skóra się złuszczyła - po miesiącu była już taka jak zawsze, natomiast na piętach dopiero była miękka. Podsumowując ani przez chwilę całe stopy nie były gładkie, nawilżone i zregenerowane. Cały efekt został podzielony na raty, a nie tego oczekiwałam.


Jestem bardzo zawiedziona zabiegiem złuszczającym, ponieważ był nieprzyjemny, wręcz lodowaty i trwał okropnie długo. W dodatku złuszczanie ciągnęło się w sumie przez bity miesiąc, skóra schodziła maluteńkimi płatkami, co mnie irytowało. Nie planuję kolejnego zabiegu Marion. Może spróbuję zrobić własny płyn diy, może kupię skarpetki innej marki, a może na zawsze porzucę złuszczanie...

Czy Wy próbowałyście skarpetek złuszczających? Jak Wasze doświadczenia, lepiej czy podobnie?
Test najlepszych płynów micelarnych: Biolaven, Bielenda, Garnier

Test najlepszych płynów micelarnych: Biolaven, Bielenda, Garnier

Wiecie co jest najważniejsze w pielęgnacji skóry? Który etap jest najistotniejszy? Oczywiście, że wiecie. Oczyszczanie. Nawet najdroższe kosmetyki napakowane po brzegi cennymi substancjami aktywnymi niczego nie zdziałają, jeśli cera będzie zanieczyszczona, zalegać na niej będą resztki sebum, bakterii, pyłów i makijażu. Mieszkam w Warszawie, powietrze nie jest tu zbyt czyste ani zdrowe, do tego ostatnio dał mi się we znaki smog (więcej pisałam TUTAJ). Dlatego szczególnie dużą uwagę przykładam do dokładnego oczyszczenia cery, a jednocześnie uważam na utrzymanie prawidłowego pH skóry, co jest niezwykle ważne dla jej prawidłowego funkcjonowania. Codziennie korzystam z płynów micelarnych, ponieważ zwykle są skuteczne, dość łagodne i nie zmieniają pH skóry. Zużyłam ich już mnóstwo, często więc piszę na ten temat. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy naprawdę świetne micele i zaprosić na test.


Wszystkie butelki są plastikowe i zaopatrzone w korki "na klik". Garnier i Bielenda są jednocześnie przezroczyste, więc łatwo można kontrolować ilość kosmetyku. Jeśli chodzi o samo opakowanie najwygodniej stosowało mi się Biolaven, ponieważ jest poręczny, a otwór odpowiedniej wielkości. Przy Bielendzie kształt butelki lekko utrudnia codzienne stosowanie, trochę płynu zawsze mi gdzieś uciekało, a Garnier początkowo jest po prostu ciężki (pojemność ma dwa razy większą niż Biolavenu i Bielendy).


Garnier, Płyn micelarny 3w1, Skóra wrażliwa

Według producenta: "Płyn Micelarny 3w1 to prosty sposób, by usunąć makijaż oraz oczyścić i ukoić całą skórę (twarz, oczy, usta) za pomocą jednego gestu. Nie wymaga spłukiwania. To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efekt: idealnie czysta skóra bez pocierania. Odpowiedni do wszystkich typów skóry, także do cery wrażliwej. Bezzapachowy. 
Sposób użycia: Nałóż na twarz, oczy i usta za pomocą wacika, bez pocierania. Nie spłukuj."
Kosztuje ok. 18zł/400ml.


Płyn jest przezroczysty i bezzapachowy, ale delikatnie się pieni (bawi mnie gdy podczas odstawiania go na półkę "puszcza" bańki :D). Nie wysusza skóry i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Dobrze usuwa makijaż i zanieczyszczenia, nie trzeba trzeć oczu, wystarczy dać mu chwilę na rozpuszczenie tuszu czy eyelinera. Radzi sobie praktycznie ze wszystkim, także z matowymi pomadkami, choć nie za pierwszym razem. Nie pozostawia lepiącej warstwy. Skóra jest po nim oczyszczona, może nie ściągnięta, ale też nie nawilżona, raczej neutralna. Zazwyczaj nie podrażnia, choć zdarzyło mi się kilkakrotnie, że podczas demakijażu lekko zaszczypało mnie oko. Jest bardzo wydajny, a pojemność jest dwukrotnie większa niż konkurencji.


Skład: Aqua/Water, Hexylene Glycol (glikol heksylenowy; myje, zmiękcza i nawilża skórę, jednocześnie emulgator, rozpuszczalnik dla innych substancji, ma działanie konserwujące, ale niedozwolony jest jako konserwant; może podrażniać błony śluzowe lub uczulać), Glycerin (nawilża), Disodium Cocoamphodiacetate (łagodna substancja myjąca, dobrze się pieni), Disodium EDTA (konserwant, potencjalnie niebezpieczny), Poloxamer 184 (substancja myjąca), Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4) (konserwant, używany także m.in. w płynach do soczewek).
Moim zdaniem: krótki, ale nie do końca delikatny. Skład oparty jest o substancję chemiczną, która dobrze radzi sobie z makijażem, ale potrafi podrażniać błony śluzowe, powodując np. pieczenie oczu. Poza tym zawiera konserwant, który potencjalne jest niebezpieczny i powszechnie stosowany w kosmetykach, więc nieświadomie możemy nakładać go na skórę zbyt dużo w ciągu dnia.


Bielenda, Esencja Młodości, Nawilżający płyn micelarny

Według producenta: "Wyjątkowo delikatny, nawilżający płyn micelarny Esencja Młodości 3w1 zastępuje mleczko, tonik i wodę. Szybko, starannie i niezwykle skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum. Zwęża i zamyka pory, zapobiega powstawaniu wyprysków, łagodzi podrażnienia. Zawiera Plasma Repair Complex – koktajl najbogatszych składników aktywnych, który ma zdolność przenikania do głębszych warstw skóry. Kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża i wygładza. Komórki macierzyste z drzewa arganowego głęboko regenerują, odżywiają i wzmacniają skórę. Witamina B3 wyrównuje niedoskonałości skóry wywołane trądzikiem, skutecznie matuje błyszczącą cerę. Płyn natychmiast odświeża i koi, nie wysusza skóry mieszanej i wrażliwej.
Sposób użycia: Zwilżyć wacik płynem, oczyścić skórę. Nie spłukiwać. Stosować rano i wieczorem lub w ciągu dnia jako zabieg odświeżający."
Kosztuje ok. 12zł/200ml.


Płyn jest bezbarwny, dość mocno się pieni (zwłaszcza pod koniec). Posiada bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach, który kojarzy mi się z morską bryzą i algami. Jest dość intensywny. Płyn nie wysusza cery i nie ściąga jej. Delikatnie przymyka pory. Dobrze radzi sobie z makijażem oraz zanieczyszczeniami, także wodoodpornymi (wystarczy chwilę dłużej przytrzymać nasączony wacik). Pozostawia skórę oczyszczoną, lekko nawilżoną, ale często z delikatną, lepiącą warstewką, którą przecierałam tonikiem. Nigdy mnie nie podrażnił, nie szczypał w oczy.


Skład: Aqua, Glycerin (nawilża), Niacinamide (wit. B3, zwęża pory, matuje), Sodium Cocoamphoacetate (łagodna dla skóry substancja myjąca), Arginine PCA (arginina, nawilża, regeneruje), Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy, nawilża), Hydrolyzed Glycosaminoglycans (kondycjonuje), Argania Spinosa Callus Culture Extract (komórki macierzyste z drzewa arganowego, regeneruje, wzmacnia, odżywia), Glucose (glukoza, koi i nawilża), Urea (nawilża), Sodium Lactate (mleczan sodu, zmiękcza naskórek), Allantoin (łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża), Isomalt (wypełniacz), Lecithin (lecytyna, zmiękcza i odżywia), Polysorbate 20 (emulgator), Disodium EDTA (konserwant, potencjalnie niebezpieczny), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant potencjalnie niebezpieczny), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropoonal (składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen).
Moim zdaniem: początek składu jest bardzo przyjazny dla cery mieszanej. Sporo nawilżaczy i substancji zatrzymujących wodę w skórze oraz moja ulubiona wit. B3. Do tego łagodna substancja myjąca i komórki macierzyste. Nie podoba mi się końcówka napakowana licznymi konserwantami, w tym pochodną formaldehydu.


Biolaven Organic, Płyn micelarny

Według producenta: "Oczyszczająco-łagodzący płyn micelarny pozwala dokładnie usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich relaksujących właściwości. Po zastosowaniu skóra pozostaje czysta, świeża i dobrze nawilżona.
Sposób użycia: preparat nanieść na płatek kosmetyczny i delikatnie przetrzeć skórę twarzy, szyi i dekoltu. Aby usunąć makijaż oczu, na zamkniętej powiece przytrzymać nasączony płatek i ściągać w kierunku rzęs. W razie potrzeby czynność powtórzyć."
Kosztuje ok. 15zł/200ml.


Płyn również jest przezroczysty, ale w ogóle się nie pieni. Uwiódł mnie swoim zapachem, dzięki czemu używałam go z dziką przyjemnością zarówno rano jak i wieczorem. Słodki aromat dojrzałych winogron przełamany lekko cierpką nutą lawendy to zapach idealny do rannego przebudzenia, a jednocześnie kojący i przyjemnie wyciszający wieczorem. I choć wiele osób na pierwszym planie wyczuwa właśnie lawendę, której - delikatnie mówiąc - fanką nigdy dotąd nie byłam, to w tym połączeniu bardzo mi odpowiada i nadal uparcie będę twierdzić, że winogrona wyczuwam mocniej. Płyn nieźle radzi sobie z makijażem, a mimo naturalnego składu w niczym nie ustępuje dwóm powyższym płynom. Nie zostawia żadnej warstwy na skórze. Nigdy nie spowodował u mnie podrażnienia. Pozostawia skórę dobrze oczyszczoną, odświeżoną, zmatowioną i miękką. Nie wysusza, nie ściąga skóry.


Skład: Aqua, Coco-glucoside (łagodna substancja myjąca), Glycerin (nawilża), Panthenol (prowitamina B5; nawilża, działa przeciwzapalnie), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron; emolient, zmiękcza i wygładza skórę), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża), Sodium Lactate (nawilża, zmiękcza naskórek), Benzyl Alcohol (konserwant; składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach jaśminu), Lavandula Angustifolia Oil (olejek eteryczny z lawendy; działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, stymuluje wzrost nowych komórek, pomaga kontrolować wydzielanie sebum i gojenie blizn, posiada relaksujący zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne), Silica (matuje), Parfum. 
Moim zdaniem: krótki i świetny! Łagodny, przyjazny i naturalny skład, sporo cennych substancji aktywnych pozytywnie wpływających nie tylko na skórę, ale także na samopoczucie.


Test najlepszych płynów micelarnych

Do testu wykorzystałam kolejno:
Matową pomadkę Eveline (uwielbiam je!)
Fluid matujący Bielenda (ładnie stapia się ze skórą i dobrze matuje, jednocześnie wygląda naturalnie i nie zapycha)
Tusz do rzęs Delia (pisałam o nim KLIK)
Żel do brwi Lovely (ma bardzo malutką szczoteczkę, którą operuje się i łatwo i trudno jednocześnie, nie do końca odpowiada mi perłowy połysk)
Eyeliner Catrice (rzadko go używam, jak widać nie daje czerni, raczej szarość)
Produkty miały kilkanaście minut, aby porządnie zaschnąć, zanim przetarłam dłoń wacikiem.


Biolaven przy pierwszym podejściu świetnie poradził sobie z pomadką, podkładem oraz żelem do brwi. Trochę gorzej poszło mu z tuszem i eyelinerem, ale podczas demakijażu daję mu chwilę na rozpuszczenie tych produktów. Tutaj po prostu przetarłam skórę.


Bielenda równie świetnie się spisała jeśli chodzi o pomadkę i podkład. Trochę gorzej poszło jej z żelem do brwi, za to zebrała więcej tuszu i eyelinera już za pierwszym razem.


Garnier świetnie poradził sobie z fluidem, ale trochę gorzej z matową pomadką i żelem do brwi. Za to tusz i eyeliner nie są mu straszne.



Moim faworytem mimo wszystko pozostaje Biolaven za najbardziej naturalny i łagodny skład, piękny zapach i dobre działanie. Na mojej mieszanej, miejscami tłustej skórze sprawuje się idealnie, a dzięki zawartości olejku z lawendy matuje i usuwa bakterie powodujące drobne niedoskonałości. Jeśli damy mu chwilę na rozpuszczenie tuszu czy eyelinera na pewno nie obudzimy się rano z resztkami makijażu. Bielendę polecam cerom mieszanym i tłustym, ze względu na wysoką zawartość wit. B3, która matuje i zwęża pory oraz kilku substancji nawilżających i zmiękczających skórę. Garnier też jest skutecznym produktem i cenowo wypada najkorzystniej, jednak moim zdaniem nie do końca nadaje się dla cer wrażliwych czy delikatnych, ponieważ posiada skład oparty o substancję mogącą wywołać podrażnienia np. oczu.

Na poniższym zdjęciu widać jak płyny usuwają produkty do makijażu. Niestety Biolavenem zdążyłam przejechać rękę dwukrotnie. Wyżej dokładniej można ocenić jak sobie radzą poszczególne kosmetyki. 


O innych świetnych micelach pisałam już wcześniej. Szczególnie polecam Wam Lipowy płyn micelarny Sylveco oraz Żurawinowy płyn micelarny Go Cranberry. Jeśli nadal macie niedosyt skorzystajcie z wyszukiwarki (w prawej kolumnie na górze) lub etykiet (na dole, przed komentarzami).

Znacie te płyny micelarne? Macie wśród nich swojego ulubieńca, do którego chętnie wracacie?