L'biotica, Biovax, Regenerująca maska do włosów z bambusem

L'biotica, Biovax, Regenerująca maska do włosów z bambusem

Włosy są jednym z synonimów kobiecości. Zwracają uwagę, ponieważ będąc blisko twarzy są jednocześnie jej ramą. To tak jak z pięknym obrazem - dużo lepiej wygląda w szlachetnej ramie, podkreślającej jego wartość niż bez - choć obraz przecież jest ten sam. Wybierając odpowiednią fryzurę możemy też wiele wyrazić, np. włosy ciasno związane w koka sugerują skupienie, pedanterię i elegancję, natomiast puszczone luźno wydają się być wolne, delikatne i nieformalne. Nic więc dziwnego, że każda kobieta stara się dbać o włosy jak może najlepiej, unikając puszenia czy przyklapnięcia, układając wymyślne fryzury i pielęgnując je, aby były zdrowe, lśniące i grube. To ostatnie chyba najtrudniej mi osiągnąć, jeżeli w genach mam włosy delikatne, podatne na układanie i średnio porowate, w dodatku łatwo się przetłuszczające i lubiące sobie "klapnąć". Jak więc pogrubić cienkie włosy? I czy regenerująca maska do włosów Biovax poradzi sobie z puszeniem?


Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka pogrubiająca i zagęszczająca włosy Bambus & olej avocado

Według producenta: "Receptura maseczki zawiera kompleks 3D Bamboo Protect, odbudowujący i pogrubiający strukturę włosa, pobudzający je do wzrostu oraz cementujący uszkodzenia na całej ich długości. Podczas aplikacji dociera on do najbardziej uszkodzonych, newralgicznych miejsc włosa, reperując zniszczenia łodygi. Dzięki temu pasma włosów równomiernie odzyskują zdrowy blask, witalność i sprężystość, nawet na obszarze końcówek. Z odżywionych i dotlenionych cebulek wyrastają zdrowe, mocne, gęste włosy."


Kwadratowy kartonik zawiera całą masę informacji i obietnic producenta. Możemy tam także przeczytać więcej o użytych składnikach i ich potencjalnym działaniu na nasze włosy. Osobiście lekturę zaczynam od składu (INCI), opisy albo całkiem pomijam, albo zapoznaję się z nimi... dopiero po użyciu produktu. Kosztuje ok. 16zł/250ml.


Skład: szczegółowy powyżej. Mamy tu dużo emolientów, które świetnie sprawdzają się na moich włosach oraz dwa nawilżacze tj. kwas mlekowy i glikol propylenowy, ale dużo dalej w INCI. Dodatkowo maska zawiera bambus aż w trzech odsłonach: ekstrakt z korzenia bambusa (naturalne źródło organicznego krzemu sprzyjającego wzmocnieniu, zagęszczeniu oraz pogrubieniu włókien), wyciąg z liści bambusa (dotlenia uśpione cebulki, pobudzając je do życia oraz dopingując włosy do szybszego wzrostu) oraz olejek z młodych pędów bambusa (dzięki wysokiej koncentracji witamin i minerałów wzmacnia rdzeń włosa i uodparnia go na uszkodzenia wewnętrznej struktury). Warto zwrócić też uwagę na dużą zawartość oleju avocado (bogate źródło kwasu oleinowego, emolient trwale nawilżający skórę i włosy, pokrywa włókna ochronnym filmem, zapobiegając rozdwajaniu się końcówek).


W kartoniku znajdziemy plastikowy słoik z maską, który jest zabezpieczony, więc przed pierwszym użyciem należy go otworzyć. Lubię takie rozwiązanie, ponieważ mam pewność, że nikt przede mną nie zaglądał do środka, więc zawartość jest świeża. Gratis dostaniemy też saszetkę z olejkiem i foliowy czepek, które mają jeszcze bardziej wspomóc odbudowę włosów. Olejek jest całkiem przyjemny, wystarcza na jedno użycie, natomiast czepka z powodzeniem używałam wiele razy.


Maska jest lekko zielona i posiada budyniową, aksamitną konsystencję. Zapach niesamowicie mi się spodobał, choć jest absolutnie sztuczny. Przypomina trochę zielone jabłuszko i nie jest zbyt mocny czy przytłaczający, choć czuję go na włosach jeszcze przez kilka godzin po aplikacji. Maska świetnie rozprowadza się na włosach, nie przecieka przez palce i nie spływa. 


Sposób użycia: "Na umyte, osuszone ręcznikiem włosy rozprowadź odpowiednią ilość maseczki. Starannie wmasuj we włosy i skórę głowy. Aby uzyskać efekt intensywnej regeneracji i silnego odżywienia nałóż czepek i pozostaw maseczkę na 15 minut lub dłużej. Zalecamy owinąć włosy ręcznikiem w celu utrzymania stałej temperatury podczas zabiegu. Następnie dokładnie spłucz włosy strumieniem chłodnej wody. Kurację należy powtarzać co 3-5 dni."


Maskę stosowałam na dwa sposoby. Raz na 1-2 tygodnie, zazwyczaj w weekend, wcierałam produkt w skórę głowy i we włosy tuż po myciu, następnie zakładałam foliowy czepek dołączony do maski, a na to ciepły ręcznik. W miarę możliwości wytrzymywałam tak 1-2h, aby składniki mogły w cieple głębiej wniknąć w skórę i kosmyki. Następnie całość dokładnie spłukiwałam letnią wodą. Natomiast w ciągu tygodnia nakładałam maskę od 1/3 długości włosów, także tuż po ich umyciu i trzymałam 10-15 min, po czym spłukiwałam.Wspomnę, ze maska spłukuje się dość łatwo i przyjemnie.


Kosmetyk świetnie spisał się na moich cienkich włosach, przede wszystkim dlatego, że ich nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania, a jednocześnie sprawia, że są one miękkie, lejące, sypkie i ujarzmione. W dodatku wizualnie jest ich więcej, bo są puszyste i uniesione od nasady. Mam też wrażenie, że maska lekko pogrubia kosmyki, po jej użyciu w dotyku wydają się być grubsze i sztywniejsze. Efekt ten utrzymuje się co prawda tylko do umycia, mimo to jest pierwszym produktem, po którym zauważyłam podobne działanie. Dodatkowo pomaga uniknąć puszenia czy odstawania pojedynczych włosków oraz elektryzowania, a także przyjemnie nawilża i dodaje fryzurze blasku, dzięki czemu włosy wyglądają zdrowo. Nie podrażniła mnie i jest bardzo wydajna.


Dla mnie jest to zdecydowanie najlepsza maska tej marki, a używałam już praktycznie wszystkich innych Biovaxów. Gwarantuje wszystko to, czego oczekuję od tego typu kosmetyku, ale zaznaczam, że moje włosy nie są bardzo zniszczone, mimo że ostatnio często je farbuję.

Znacie maski L'biotica? Czy macie wśród nich swoich ulubieńców?
Vianek, Krem pod oczy odżywczy

Vianek, Krem pod oczy odżywczy

Niewiele znam osób w pełni zadowolonych ze swojej twarzy. A to nos za duży, a to za mały, oczy za szeroko rozstawione, piegi, zmarszczki, pieprzyki... Taka nasza ludzka uroda, nie jesteśmy plastikowi i tacy sami, tworzeni na linii produkcyjnej od jednego wzorca. I dobrze! Mnie samej do ideału daleko, ale, przynajmniej póki co, nie planuję wstrzykiwania pod skórę nici czy botoksu. Nie znaczy to jednak, że nie robię nic. Staram się działać, ale naturalnie i systematycznie. Regularnie oczyszczam, nawilżam i odżywiam skórę, także wokół oczu. Niestety pierwsze zmarszczki już są u mnie widoczne, szczególnie tzw. kurze łapki. Każdy kto lubi się dużo śmiać pozna je prawdopodobnie wcześniej niż inni, dlatego o okolice oczu dbam szczególnie starannie i staram się ich nie pomijać, nawet kiedy jestem bardzo zmęczona. Dzisiaj zapraszam Was na recenzję odżywczego kremu Vianek z mojej ulubionej serii pomarańczowej. Ciekawe?


Vianek, Odżywczy krem pod oczy 

Według producenta: "Krem intensywnie pielęgnujący okolice oczu, zawiera składniki o działaniu odżywczym. Olej sojowy, z pestek moreli i rokitnikowy, bogate w witaminy, wykazują właściwości antyoksydacyjne oraz wzmacniające. Ekstrakt z szyszek chmielu zapobiega przedwczesnemu starzeniu skóry. Krem może być stosowany pod makijaż.
Sposób użycia: Dozę kremu nanieś na skórę w okolicach oczu i delikatnie wklepuj do całkowitego wchłonięcia."


Wszystkie obietnice producenta oraz inne podstawowe informacje możemy przeczytać na kartoniku, w którym kupimy krem. Wspomnę, że wizualnie bardzo podobają mi się opakowania tej marki, urocze kwiaty rodem z polskiej wsi kojarzą mi się z czymś naturalnym, słowiańskim i tradycyjnym, z kosmetykami o dawnych recepturach, sprawdzonymi przez pokolenia. Jednocześnie są raczej minimalistyczne, nieprzeładowane kolorami czy wzorami i miłe dla oka.


Warto zwrócić uwagę przed zakupem, czy opakowanie jest zabezpieczone naklejką, dzięki czemu możemy mieć pewność, że nikt przed nami nie otwierał kremu. Za pojemność 15 ml zapłacimy ok. 20zł.


Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Coco-Caprylate, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Humulus Lupulus Cone Extract, Glycerin, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Lecithin, Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal.


Wewnątrz kartonika znajduje się urocze, niewielkich rozmiarów opakowanie kremu. Podczas pierwszego kontaktu byłam niesamowicie zdziwiona, że można stworzyć tak słodką buteleczkę, małą i kobiecą. Jednocześnie jest ona lekka i poręczna oraz wyposażona w pompkę typu airless, co jest moim ulubionym rozwiązaniem, najbardziej higienicznym i ograniczającym ryzyko zepsucia się produktu. Lubię to! Jedyne co mi przeszkadza to fakt, że opakowanie lubi się przewracać i nie widać ile kosmetyku zostało wewnątrz, ale przebolałam to.


Krem pod oczy Vianek ma barwę lekko kremową i delikatnie pachnie, podobnie jak cała seria, ale zdecydowanie subtelniej. Wyczuwam w nim zapach morelowo-migdałowy. W sumie nie wiem po co producent dodał kompozycję zapachową, ponieważ moim zdaniem kosmetyki pod oczy całkowicie mogłyby się bez tego obejść, co ograniczyłoby także możliwość ewentualnych podrażnień i alergii. Konsystencja kremu jest bardzo przyjemna, delikatna i doskonale się wchłania.
Buteleczka jest faktycznie bardzo wygodna, wystarczy wycisnąć niewielką - bardzo niewielką - ilość produktu, co dzięki pompce jest po prostu łatwe. Krem jest niesamowicie wydajny, a niewielka pojemność 15 ml wystarcza na 3-4 miesiące codziennego stosowania (zależy czy używamy go tylko raz, czy też dwa razy dziennie). Warto wspomnieć, że po otwarciu mamy 6 miesięcy na zużycie kosmetyku. 


Codziennie wieczorem po dokładnym demakijażu i spryskaniu twarzy mieszanką hydrolatu z lawendy i róży damasceńskiej delikatnie wklepuję krem pod oczy oraz po zewnętrznej stronie, tam gdzie tworzą się kurze łapki (nie na powiekę!). Bardzo ważne jest, aby nie rozciągać niepotrzebnie skóry i jej nie ugniatać (to nie ciasto), bo możecie w ten sposób przyspieszać powstawanie oraz pogłębiać już posiadane zmarszczki
Krem świetnie się wchłania, nie pozostawiając widocznej tłustej warstwy na skórze, choć po dotknięciu palcem czuję, że jest. Nadaje się również pod makijaż (jednak ja rano używam chłodzącego roll-onu z kwasem hialuronowym). Po odczekaniu chwili od aplikacji odczuwam przyjemne napięcie, wygładzenie i naprężenie skóry, którego nie należy mylić ze ściągnięciem. Skóra jest fajnie nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku, ale to co cieszy najbardziej to wizualna, widoczna poprawa skóry pod oczami, dzięki czemu nabiera ona blasku i rozjaśnia spojrzenie. Kosmetyk nie podrażnił mnie i nie uczulił, nie "wędrował" także po skórze, więc nie zdarzyło mi się rano obudzić z ropiejącymi oczami czy spuchniętymi powiekami (miałam tak po kremie pod oczy Cosnature). 
Mimo delikatnej konsystencji, która początkowo wydawała mi się być zwyczajnie za słaba, widzę dużą różnicę po ok. 3 miesiącach stosowania kremu. Przy regularnym używaniu skóra wiele zyskuje, ale pod warunkiem, że potrzebuje czegoś więcej niż samego nawilżenia. Dla koleżanki dwudziestolatki był zbyt treściwy. Nie jestem też pewna czy w przypadku głębszych zmarszczek równie dobrze się sprawdzi. Uważam, że jest idealnym kremem dla kobiet w wieku mniej więcej 28-38 lat i cieszę się, że można łatwo zdobyć próbki, by samemu sprawdzić.


Swojego czasu w blogosferze głośno było o wersji nawilżającej z lnem. Miałyście któryś z tych kremów Vianka?  Jaki jest Waszym ulubionym smarowidłem pod oczy?
Paznokciowy minihaul z chińskiej strony

Paznokciowy minihaul z chińskiej strony

Jak wiecie nie mam nic przeciwko zamówieniom z chińskich stron, ale nigdy nie kupiłabym tam kosmetyków do pielęgnacji twarzy czy ciała ze względu na brak składów i żadnej pewności co do sposobu produkcji. To samo tyczy się kolorówki, a już zwłaszcza wszystkiego, co mogłabym zjeść (pomadki, balsamy do ust) oraz co ma bezpośredni kontakt z oczami (kredki, tusze, cienie itp.). Problem ten odpada w przypadku paznokci, głównie lakierów, bo nie oszukujmy się, większość z nich i tak zawiera mnóstwo świństw. Ważne, aby nie wdychać oparów podczas malowania. Ostatnio nawet jedna z dziewczyn odkryła, że bardzo znana w Polsce marka lakierów hybrydowych sprzedaje swój towar Chińczykom (za grosze!). Dzisiaj chciałabym Wam pokazać minihaul ze strony Banggood.com.


Lakier hybrydowy Gelish z efektem syrenki (duże opakowanie)

Mój odcień to 22, przepięknie mieniący się drobinkami niebieskiego i różu, w zależności od kąta padania światła. Na jasnym podkładzie daje subtelny efekt, na ciemnym wygląda jak niebo rozgwieżdżone nocą. Mam zamiar użyć go do zdobienia kosmicznego, które znowu za mną ostatnio chodzi. Lakierem bardzo dobrze się maluje, nie zostawia smug, nie zalewa skórek. Ma odpowiednią gęstość i nie śmierdzi bardziej niż inne. Świetnie się utwardza nawet w mostku LED 9W. Dodatkowo buteleczka zawiera aż 15ml lakieru, w porównaniu z innymi jest to 2x więcej!


Lakier hybrydowy Dancing Nail z efektem brokatu

Mój kolor to 234 czyli przezroczysty, zawierający sporo różnokolorowych, skrzących drobinek. Kolory brokatu są różne: od różu, przez zieleń, żółty, pomarańcz po niebieski i fiolet. Jedna warstwa wygląda dość subtelnie, ale efekt można pogłębiać nakładając więcej cienkich warstw. Buteleczka jest maleńka, 6ml. Pędzelek jest niewielki, więc łatwo nim manewrować. Sam lakier jest ok, nie rozlewa się na boki i ładnie utwardza. Uważam jednak, że drobinek mogłoby być więcej.


Peel Off do skórek, czyli guma zabezpieczająca skórki paznokcia

Odkąd zobaczyłam na Instagramie to cudo chciałam sama je wypróbować. Do tej pory nakładając wzorki z płytki czy cieniując (ombre) malowałam palce i skórki, a potem musiałam usuwać lakier acetonem lub zmywaczem. Guma zdecydowanie przyspiesza malowanie. Dobrze się ją nakłada, choć pędzelek jest dość długi, więc trzeba poćwiczyć precyzję. Zastyga w jakieś 5 min, nie wiem czy to długo, bo nie mam porównania do innych. Po zastygnięciu robi się przezroczysty (zdjęcie niżej zrobiłam od razu po pomalowaniu). Bardzo łatwo się zdejmuje, wystarczy w jednym miejscu podważyć i schodzi w całości. Świetny gadżet dla miłośniczek manicure!



Zestaw sond do paznokci

Właściwie to niespodzianka, bo wcale ich nie zamawiałam. Miały być naklejki wodne na paznokcie z obrazkiem dmuchawców, a doszły sondy. Trudno mi ocenić czy nastąpiła pomyłka podczas zamówienia, bo naklejki nadal są na stronie dostępne. Sondy też się przydadzą, bo do tej pory miałam tylko jedną. Teraz będę mogła "kropkować" na potęgę ;) Jedyna rada przy robieniu kropek jest taka, że trzeba wyczuć ilość nakładanego lakieru. Za dużo - robi zacieki, a za mało tworzy dziwne kształty, które w niczym nie przypominają zgrabnych kropek.


Manicure hybrydowy, wykonany dzięki powyższym lakierom. Jako podkładu użyłam różowych chińskich hybryd Blink,  baza i top z Semilaca.


EDIT: Naklejki doszły po ok. 5 tygodniach! Poniżej wstawiam też zdjęcie, na którym widać manicure z Gelish efekt syrenki, ale na czarnym tle. Moim zdaniem wyszło świetnie :)


Jeszcze trochę o samym zamówieniu. Paczki przyszły bardzo szybko, bo już po ok. 10 dniach. Co ciekawe, każdy produkt przyszedł oddzielnie, więc paczek było łącznie 4 (jedna przyszła wcześniej, 3 następnego dnia). Odebrałam je normalnie na poczcie po otrzymaniu awizo. Wszystkie produkty były dodatkowo zabezpieczone i wysłane w kopercie bąbelkowej. 

Czy Wy też boicie się chińskich kosmetyków? A może ulegacie małym odstępstwom w postaci lakierów czy innych gadżetów?
KONKURS EkoZimowy

KONKURS EkoZimowy

Zapraszam Was na Konkurs EkoZimowy, w którym do wygrania jest zestaw wspaniałych kosmetyków naturalnych od sklepu Ekopolka.pl, widocznych na zdjęciu.
W skład zestawu wchodzi:
1. Krem do rąk YOPE (zapach do wyboru).
2. Cukrowy peeling do ciała Freah & Nature.
3. Pomadka do ust Make Me Bio.
Oczywiście wszystkie kosmetyki są nowe i nieużywane :)



Aby wziąć udział należy:
1. Być publicznym obserwatorem bloga CosmetiCosmos (przycisk po prawej stronie DODAJ DO OBSERWOWANYCH, wystarczy być zalogowanym na swoim koncie gmail) oraz blogów Feminine i LadiesSecrets.
2. Odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie zimowej pielęgnacji?
3. Udostępnić baner w dowolnym miejscu.
4. Dodać mój blog do blogrolla  (nie jest to warunek konieczny, ale przy wyborze zwycięzcy w razie wątpliwości wezmę pod uwagę aktywność).
5. Konkurs trwa do 3 lutego 2017r.
6. Biorąc udział w konkursie akceptujesz Regulamin.

Niespodzianka! Możesz wziąć udział w konkursie łącznie 9 razy! DO tego samego konkursu możesz się zgłosić także na Facebooku oraz na Instagramie!
To nie wszystko! Po inne nagrody możesz się zgłosić u Feminine oraz Ladies Secrets, które współorganizują konkurs wraz ze mną. ŁĄCZNIE NAGRÓD JEST AŻ TRZY

POWODZENIA:)

WZÓR KOMENTARZA:
1. Obserwuję jako:
2. Nie wyobrażam sobie zimowej pielęgnacji bez...
3. Udostępniam (link lub linki):
4. Dodałam/em do blogrolla: TAK/NIE

Regulamin konkursu “Konkurs Ekozimowy”
§1 POSTANOWIENIA OGÓLNE
1. Organizatorkami konkursu pod nazwą „Konkurs Ekozimowy”, są autorki blogów: feminine.pl/blog, cosmeticosmos.blogspot.com/ oraz ladiessecretssite.wordpress.com/, zwane dalej Organizatorem.
2. Sponsorem nagród w Konkursie jest właściciel sklepu internetowego z kosmetykami naturalnymi ekopolka.pl/
3.  Konkurs odbędzie się na terenie Rzeczpospolitej Polskiej w dniach od 20 stycznia 2017 roku do 3 lutego 2017 roku do godziny 23:59.
4. Udział w Konkursie jest całkowicie dobrowolny i bezpłatny.

§2 UCZESTNICY KONKURSU
1. W Konkursie może wziąć udział każda osoba fizyczna, przebywająca/zamieszkała na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, która ukończyła 18 lat i posiada pełną zdolność do czynności prawnych oraz osoby niepełnoletnie za zgodą rodziców, zwana dalej Uczestnikami".
2. Uczestnicy, którzy nie przestrzegają którejkolwiek z zasad Regulaminu zostaną zdyskwalifikowani. Podanie nieprawdziwych lub niepełnych danych osobowych, upoważnia Organizatora do wykluczenia danej osoby z Konkursu. W takim wypadku Organizator zwolniony jest z obowiązku uzasadnienia decyzji o wykluczeniu Uczestnika.
3. Każdy uczestnik Konkursu przystępując do Konkursu akceptuje warunki niniejszego regulaminu.
§3 PRZEBIEG KONKURSU I ZASADY NAGRADZANIA
1. Aby wziąć udział w Konkursie Uczestnik musi spełnić poniższe warunki:
a) być publicznym obserwatorem bloga cosmeticosmos.blogspot.com
b) zadaniem Uczestnika jest umieszczenie w komentarzu odpowiedzi na pytanie konkursowe:
“Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie zimowej pielęgnacji?”.
2. Konkurs wygrają trzy osoby, które zdaniem Organizatorek zamieszczą najbardziej oryginalne lub najciekawsze odpowiedzi na zadane pytanie w komentarzu do konkursu (u każdej z Organizatorek wygra jedna osoba).
3. Ten sam konkurs odbywa się jednocześnie na:
Instagramie na stronach Organizatorek:
oraz na bfanpega'ch Organizatorek:
4. Każdy uczestnik może się łącznie zgłosić u każdej z Organizatorek w każdym miejscu, czyli łącznie 9 razy, zwiększając tym samym swoje szanse.
5. Uczestnik, który zgłasza się do Konkursu w więcej niż jednym miejscu może, ale nie musi ułożyć inną odpowiedź na zadane pytanie konkursowe.
6. Kryterium oceny prac konkursowych będzie oryginalność i humor.
7. Każda z Organizatorek wybierze jedną wygraną osobę, która zgłosiła się na jej profilach, a Zwycięzca otrzyma zestaw do niej przypisany (zestawy różnią się zawartymi w nich kosmetykami).
8. Konkurs nie jest grą losową, zwycięzcy będą wybierani na podstawie odpowiedzi na pytanie konkursowe.
§5 NAGRODY
1. Do 3 dni po 4 lutego 2017 roku Organizatorki wyłonią Zwycięzców Konkursu.
2. Nagrodami w konkursie są zestawy kosmetyków naturalnych o wartości ok. 80 zł, których Sponsorem jest sklep z kosmetykami naturalnymi ekopolka.pl. Każda z Organizatorek ma inny zestaw nagród, przedstawiony na zdjęciu konkursowym.
3. Zwycięzcy w ciągu 3 dni od daty ogłoszenia wyników, proszeni są o wysłanie maila na adres: biuro@ekopolka.pl z informacją, które rodzaje produktów wybierają (scrubu, soli, glinki i mydełka - w zależności od zestawu) oraz podanie adresu do wysyłki nagród. Dostępność wybranego wariantu danego kosmetyku musi zostać potwierdzona przez Sponsora.
4. Zwycięzcy nie przysługuje prawo do zamiany nagrody na inną, ani wypłaty ekwiwalentu pieniężnego.
5. Organizator oświadcza, że suma wartości nagród przewidzianych w ramach niniejszego konkursu nie przekracza kwoty 760 złotych, o której mowa w art. 21 ust. 1 pkt 68 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. z 1993r. Nr 90, poz. 416 z późn. zm.), a więc nagrody przewidziane w §5 ust. 2 wolne są od podatku dochodowego.
6. Konkurs nie podlega ustawie z dnia 19. 11. 2009 o grach hazardowych (Dz.U.09.201.1540 z póz. Zm.).
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr. 4, poz. 27 z późn. zm).
§6 POLITYKA PRYWATNOŚCI
1. Uczestnik przyjmuje do wiadomości, że w razie wygranej przekazuje Organizatorkom i Sponsorowi swoje dane osobowe, które są niezbędne do wysłania nagrody.
2. Dane osobowe zwycięzców nie będą przechowywane, przekazywane ani wykorzystane w żadnym innym celu oprócz wysyłki nagród.



EDIT 05.02.2017r.

WYNIKI

Jak wiecie, konkurs się skończył i z okazji wolnej niedzieli mogłam w spokoju przeczytać Wasze komentarze oraz wybrać zwycięzcę. Dla mnie jest to zawsze trudne zadanie, ponieważ wiem, że każdy się starał i liczył na zwycięstwo, ale zasady były jasno opisane - wygrać może tylko jedna osoba wybrana na podstawie komentarza i ewentualnie aktywności. Jedna osoba spośród zgłaszających się na blogu, Facebooku lub Instagramie. 

Bardzo podobały mi się Wasze odpowiedzi, widać, że większość z Was stawia na to samo co ja czyli dobry krem do twarzy, balsam do ust oraz krem do rąk. Podobało mi się, że zwracacie też uwagę na filtry oraz dbacie o włosy. Miałam kilka faworytów i bardzo blisko wygranej było aż 10 osób! Szkoda, że nie mogę nagrodzić wszystkich. A teraz to najważniejsze: wygrywa @aniarosiak_, która zgłosiła się zarówno na Instagramie, jak i Facebooku. Spodobało mi się, że autorka komentarza wie na co zwrócić uwagę przy wyborze kosmetyków, jakich składników szukać i dlaczego. Gratuluję i zgodnie z regulaminem czekamy 3 dni na zgłoszenie się zwyciężczyni poprzez wysłanie maila do sponsora na adres biuro@ekopolka.pl z informacją, które rodzaje peelingu, kremu i pomadki wybiera oraz podanie adresu do wysyłki nagród.

Zwyciężczyni gratuluję, dziękuję też wszystkim za udział i zachęcam do dalszego obserwowania. Niedługo ruszam z kolejnym konkursem :)
Sponsorowi dziękuję za cudowne zestawy i piękne banery konkursowe. 
Magdzie z Feminine oraz Magdzie z KIKI Lifestyle dziękuję za nasze cudowne, wesołe konwersacje i sprawną organizację konkursu. Mam nadzieję, że czasem się jeszcze odezwiecie do mnie :)
TwinkleDeals: masksheets i inne gadżety

TwinkleDeals: masksheets i inne gadżety

Przez ostatnie pół roku polowałam na opakowanie masksheetów, podobno dostępne w jednej z drogerii. Jednak jedyne co udało mi się zobaczyć to cena i puste miejsce na półce, ponieważ tak szybko się rozchodziły. Masksheety to najczęściej bawełniane, gotowe do użycia maseczki, które przywędrowały do Polski z Azji, głównie Korei słynącej z wieloetapowej pielęgnacji skóry. Recenzje gotowych masek kilkakrotnie pojawiały się na moim blogu:
a kolejne będą już niedługo. Tak, bardzo lubię maski w płachcie, bo są wygodne, szybkie, nie trzeba ich mieszać ani zmywać, można w nich wykonywać różne inne czynności, a do tego wszystkiego zazwyczaj fajnie działają. 


Kiedy zobaczyłam więc pakę masek w tabletkach musiałam je po prostu mieć! Jedyny problem jest taki, że zamówiłam je ze strony jednego z chińskich sklepów i musiałam cierpliwie czekać, aż dotrą.

Masksheety

100 szt. kosztowało naprawdę niewiele. Same maski są dobrej jakości, bawełniane, nie rwą się i dobrze przylegają do skóry. Co ciekawe są trochę mniejsze niż te gotowe, więc lepiej dopasowują się do wielkości mojej twarzy (nie są za duże jak te np. ze Skin79). Wreszcie mogę sama nasączać je czym tylko zechcę i dobierać maski dokładnie pod aktualne potrzeby mojej skóry. Przy okazji oszczędzam sporo kasy, ponieważ gotowy masksheet średnio kosztuje ok. 10zł, a te o wiele mniej! Nasączam je czym tylko zechcę: od toników, przez gotowe sera, oleje, kwas hialuronowy, bo wymyślone przeze mnie mieszanki półproduktów. Uwielbiam! Jeśli jesteście ze mną na Instagramie na pewno zauważyłyście (relacje).


Szal

Bardzo, bardzo mięciutki i miły w dotyku materiał, pastelowe kolory i ogromne rozmiary szala sprawiają, że jestem z niego niesamowicie zadowolona. Jest ciepły i świetnie wygląda noszony na płaszczu. Idealny na zimę.



Kubek w gwiazdozbiory

Jestem nim zachwycona, a dokładniej tym, że za drugim razem dotarł cały i zdrowy (pierwszy niestety przyszedł do mnie uszkodzony). Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć gwiazdozbiory, które pokazują się po zalaniu kubka wrzątkiem. Gdy jest zimny widać same gwiazdy. Dla mnie jest świetny! Mój własny kosmiczny kubek :) Przed pierwszym użyciem dokładnie go umyłam i wyparzyłam wrzątkiem, bo zawsze tak robię, a tu dodatkowo nie mam pojęcia w jaki sposób był przechowywany. Uwielbiam! EDIT sierpień 2017 - kubek niestety ściera się i z biegiem czasu wygląda coraz gorzej. Za jakiś czas będę musiała go wyrzucić :(


Zielona bluzka

Spodobała mi się na zdjęciu i postanowiłam zaryzykować. Przy wybieraniu rozmiaru ściśle trzymałam się miar w centymetrach. Najpierw zmierzyłam jedną z posiadanych bluzek, a następnie dopasowałam wymiary do podanych na stronie. Teraz trochę żałuję, że wybrałam zieloną (kiedy składałam zamówienie dostępny był tylko ten kolor, obecnie do wyboru jest ich aż pięć). Materiał bluzki jest raczej sztuczny, trochę się gniecie, dobrze się pierze i prasuje (nie farbuje). Całkiem przyjemnie się nosi.


Przy okazji dodam, że powyższe rzeczy dotarły w jednej paczce po ok. 2 tygodniach od zamówienia. Odebrałam je na poczcie, po otrzymaniu awizo. Warto mieć na uwadze, że paczki z chińskich stron czasem są niedostatecznie zabezpieczone folią bąbelkową, więc podczas zamówień przedmiotów, które mogą się stłuc sporo ryzykujecie. Druga część zamówienia idzie dalej i jestem ciekawa czy w ogóle do mnie dotrze...
Podsumowując jestem zadowolona z kolejnego zamówienia z tej strony. Wiem, że zdania co do takich zakupów są podzielone, ale mimo wszystko czasem warto zaryzykować.  
W następnym poście pokażę Wam co zamówiłam... dla Was!
Cien Nature, Tanie i dobre kremy do twarzy

Cien Nature, Tanie i dobre kremy do twarzy

Czy dobry krem do twarzy musi dużo kosztować? Zwracając uwagę na składy i czytając je niemal maniakalnie często miałam wrażenie, że tak, a i owszem. Muszą. Nie udało mi się dotąd znaleźć kremów tańszych niż 30zł niewypchanych parafiną i innymi zapychaczami, których głównym zadaniem było jedynie tworzenie przyjemnej konsystencji i zapachu, ale na pewno nie pielęgnacja. Kilka miesięcy temu Lidl jednak udowodnił, że tanie nie znaczy do niczego. Szkoda tylko, że kremy, o których dziś napiszę, dotąd nie były dostępne w regularnej sprzedaży, więc pozostaje mieć nadzieję, że powrócą do sklepów.


Cien Nature, Day Cream, Wild Rose, Krem na dzień z dziką różą do cery suchej





Krem znajduje się w kartoniku, który całkiem przyjemnie się prezentuje. Kosztował bodajże lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam go na wyprzedaży za... 4zł/50ml (tak! słownie cztery złote).


Skład: Wysoko znajdziemy tu oleje (słonecznikowy, jojoba, oliwę z oliwek), nawilżającą glicerynę,  kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, olej z nasion dzikiej róży, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Szczegóły powyżej.


W kartoniku znajdziemy zgrabną, plastikową tubkę z korkiem na klik. Utrzymana została ta sama delikatna szata graficzna, może nie porywająca, ale miła dla oka. Opakowanie jest wygodne, praktyczne i niewielkie, więc idealnie wpasowało się w moją łazienkę.


Sam krem jest barwy białej i pachnie oczywiście różą. Niestety moim zdaniem zapach jest lekko podbity sztucznym aromatem, nie do końca wydaje się naturalny. Może być też mączący, bo jest intensywny i utrzymuje się dłuższą chwilę na skórze, więc jeśli ktoś nie lubi zapachu róży raczej nie będzie zadowolony. Krem przeznaczony jest do cery suchej, czyli teoretycznie nie dla mojej, która jest tłusta choć odwodniona. Lubię jednak dobre nawilżenie, a skład wyglądał na tyle przyjaźnie, że postanowiłam zaryzykować.


Jest to krem na dzień, ale ponieważ jest dość tłusty i pozostawia też grubszą, ochronną warstwę na skórze okazał się dla mnie zbyt treściwy. Zwyczajnie moja skóra się po nim nieładnie błyszczała, szybko przetłuszczała, a makijaż słabiej się trzymał. Być może faktycznie lepiej by się spisał do cery suchej, czyli takiej, do której jest przeznaczony, dlatego nie oceniam go jako zły. Zużywam go na noc, gdzie tłustawa warstwa mi nie przeszkadza oraz do rąk (też na noc). Rano buzia jest gładka i dobrze nawilżona. Nie zauważyłam, żeby zapychał, więc to całkiem przyjemny krem z dobrym składem. Mimo to więcej tej wersji nie kupię, nawet jeśli będzie tak tania i dostępna w Lidlu.


Cien Nature, Day Cream,  Pomegranate, Krem na dzień z granatem do cery dojrzałej



Wersję z granatem także kupimy w kartoniku. Standardowa cena jest podobna, czyli lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam również na wyprzedaży za... 4zł/50ml.


Skład: na początku mamy od razu olej słonecznikowy, gdzieś dalej olej migdałowy, z pestek granatu, jojoba oraz babassu, nawilżającą glicerynę,  kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Cały skład nie jest bardzo długi. Szczegóły poniżej.


Tubka jest identyczna, niewielka i posiada korek na klik. Nie zacina się i ułatwia wydobycie kremu do samego końca, choć nie jest przezroczysta, więc nie wiadomo ile jeszcze pozostało zawartości. Krem jest biały, przyjemnie pachnie, delikatniej niż wersja z różą i bardziej owocowo, naturalnie.


Krem świetnie się wchłania, jest idealny na dzień w okresie jesienno-zimowym, przynajmniej dla mojej odwodnionej cery tłustej. Może troszkę przyspiesza przetłuszczanie, choć na pewno nie bardziej niż inne treściwsze kremy, to lepiej chroni przed wiatrem i zimnem niż lekkie kremy nawilżające. Dobrze nawilża, regeneruje i osłania skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Przy okazji nieźle odżywia skórę, lekko ujędrnia i jednocześnie nie zapycha. Czasem używałam go także na noc i w tej roli również doskonale się sprawdzał.


Podsumowując: do cery podobnej do mojej, czyli tłustej, ale jednocześnie odwodnionej świetnie się sprawdził krem na dzień z granatem. Lżejsza konsystencja kremu niż wersji różanej, subtelniejszy zapach i brak dodatkowego błyszczenia zachęcają mnie do zakupu kolejnej tubki. Jak tylko będą dostępne na pewno się skuszę i na wersję na noc.

EDIT: Dziewczyny w komentarzach słusznie zauważyły, że składy są identyczne jak kremy marki Cosnature. Sprawdziłam i okazało się, że producent rzeczywiście jest ten sam, więc za naprawdę niską cenę możemy kupić dobre jakościowo kosmetyki niemieckiej marki naturalnej! :) Na podobnej zasadzie w Kontigo możemy kupić kosmetyki Nacomi (pod marką Biolove), a w Biedronce niektóre kosmetyki Tołpy.

Znacie kosmetyki Cien Nature? Mam w zapasach jeszcze olejek tej marki, a widziałam, że są także kremy pod oczy i do rąk oraz wersje do twarzy na noc, ale nie załapałam się na nie. Dużo straciłam? :)
Smog kontra cera i zdrowie

Smog kontra cera i zdrowie

Kilkanaście lat temu Kuba Sienkiewicz wesoło śpiewał: "Jestem z miasta, to widać, słychać i czuć". Tymczasem od kilku dni we wszystkich wiadomościach alarmują mieszkańców Polski o wielokrotnie zwiększonych normach smogu, zagrożeniu i pyłach. Gdzie? W miastach oczywiście. Też mi powód do radości ;) Jednak czy naprawdę wiemy czym właściwie jest smog i jak wpływa na nasz organizm, cerę, zdrowie czy choćby koncentrację? Jako mieszkanka Warszawy uważam, że temat jest ważny i wart przybliżenia. Zapraszam!


Co to jest smog?

Smog to nic innego jak mieszanina pyłów pochodzących np. z domowych kominów, rur wydechowych czy też, uwaga, startych opon samochodowych. Przy odpowiednich warunkach pogodowych, tj. dużym zamgleniu i braku wiatru, pył ten unosi się w powietrzu. Oddychamy nim. Specjalnie nie wymieniam tu zanieczyszczeń przemysłowych czy samolotowych, które oczywiście mają ogromny wpływ, skupiam się jednak na takich "zwykłych, codziennych", przemawiających do wyobraźni. Te większe drobiny pyłu osiadają na chodniku, natomiast mniejsze i lżejsze unosząc się w powietrzu przyczepiają się do budynków, ubrań i naszej cery. 


Jak smog wpływa na zdrowie?

Objawy na jakie jesteśmy narażeni to: duszący kaszel, choroby oskrzeli, astma, niewydolność płuc, zawał, wylew, nowotwory złośliwe, zaburzenia koncentracji, problemy z pamięcią, depresja.
Szczególnie wrażliwe są osoby cierpiące na schorzenia układu oddechowego, alergicy, astmatycy, dzieci, kobiety w ciąży oraz osoby starsze... czyli nie Ty, zapewne :) Podejrzewam, a nawet WIEM ze statystyk, że Ty jesteś młodą, śliczną kobietą zainteresowaną kosmetykami i urodą, więc skupmy się na tym temacie głębiej. 


Jak smog wpływa na cerę?

Przede wszystkim skóra narażona na tak silne zanieczyszczenie powietrza szybciej się starzeje. Najmniejsze drobiny pyłu mogą nawet wnikać wgłąb naskórka, zwiększając ryzyko działania wolnych rodników, uszkadzając włókna kolagenowe oraz lokować się w porach, gdzie wraz z sebum tworzą zaskórniki zamknięte czy pryszcze. Dodatkowo toksyny utrudniają wchłanianie się pożądanych przez nas składników kremów, pośrednio i w ten sposób przyczyniając się do utraty jędrności skóry oraz jej szorstkości, podrażnień czy zaczerwienienia. Smog może też mieć wpływ na uporczywy trądzik.


Jak walczyć ze smogiem?

Przeprowadź się :) Oczywiście żartuję, chyba że masz taką możliwość to... przeprowadź się. Natomiast walczyć możesz przykładowo używając w zrównoważony sposób auta, dbając o jego dobry stan techniczny, częściej korzystając z roweru czy komunikacji miejskiej, a jeśli do ogrzewania domu używasz pieca spalaj z nim to, co można spalać - na pewno nie są to ubrania, plastiki (!), lakierowane meble itp. Jeśli chodzi o cerę to konieczne jest dokładne, sumienne i, co najważniejsze, codzienne oczyszczanie skóry z zanieczyszczeń.


Jak dokładnie oczyścić skórę i pozbyć się z niej zanieczyszczeń?

Idealnie by było, aby do oczyszczania skóry używać szczoteczki sonicznej, która dzięki ultradźwiękom jest w stanie lepiej usunąć złuszczony naskórek i dokładniej pozbyć się zalegającego pyłu. Niestety szczoteczki takie są drogie (średni koszt 400-800zł), dlatego jeśli nie chcesz lub nie możesz inwestować w takie urządzenia spróbuj wieloetapowego oczyszczania skóry na wzór Azjatek. I nie, nie wystarczy sam płyn micelarny :)



Warto także podczas zwiększonego zagrożenia zrobić sobie maseczkę "antysmogową". W tej roli idealnie sprawdzi się urocza, dotleniająca skórę niebieska glinka francuska, o której pisałam TUTAJ.

 

 

 

 

Wieloetapowe oczyszczanie skóry:

1. Olejek lub olej, który rozpuści tłuste kosmetyki i ułatwi ich usunięcie. Możesz kupić gotowy albo zrobić go sama (polecam jojoba). Masuj twarz mieszanką olejku i minimalnej ilości wody, rób to delikatnie, kolistymi ruchami, a następnie spłucz letnią wodą. Jeżeli używasz mocnego makijażu możesz powtórzyć. Tak, oczy też możesz tak zmyć :) Jeżeli nie jesteś przekonana do oleju możesz zastąpić go mleczkiem, ale bez parafiny w składzie.
2. Pianka lub żel + woda, które pomogą usunąć brud wraz z tłustą warstwą olejku. Zwróć uwagę na skład, unikaj tych, które mocno wysuszają skórę (zawierają SLS lub SLES).
3. Peeling, najlepiej delikatniejszy i enzymatyczny, który dodatkowo rozpuści pozostałe jeszcze zanieczyszczenia i usunie martwy naskórek. W składzie unikaj parafiny i silikonów.
4. Płyn micelarny i/lub tonik, który ma za zadanie przywrócić skórze właściwe pH i przygotować ją na kolejne kroki, tym razem pielęgnacyjne (esencja, ampułki lub serum, maseczka, krem pod oczy, krem nawilżający). Zerknij na skład toniku, unikaj alkoholu, który wysusza i podrażnia skórę.


Kogo dotyczy problem smogu?

Przede wszystkim mieszkańców dużych, uprzemysłowionych miast: Krakowa i okolic, Warszawy i okolic, choć za najbardziej zanieczyszczone uznaje się miasta: Żywiec, Pszczyna, Rybnik, Wodzisław Śląski, Opoczno, Sucha Beskidzka, Godów, tu dopiero Kraków, Skawina i Nowy Sącz. 
Kilka dni temu odnotowano przekroczenie normy pyłów aż o 3000%, przy czym najgorzej było w Radomsku, Rybniku, Żywcu, Zabrzu, Częstochowie i Wodzisławiu Śląskim. Przedwczoraj, 9 stycznia, najgorzej było w Katowicach, Gliwicach i Rybniku. Obecnie sytuacja powoli się poprawia, ale przed nami jeszcze niejednokrotne zagrożenia smogiem i innymi zanieczyszczeniami. Dbajmy o siebie, bo wróg jest mały i (prawie) niewidoczny, ale bardzo groźny. Szacuje się, że średnio co roku w samym tylko Krakowie umiera 400-800 osób, które żyłyby dłużej, gdyby nie smog.

A Wy mieszkacie w miastach najbardziej zagrożonych? Czy w podczas takich alarmów skupiacie się bardziej na zagrożeniu?