Wykończeni w październiku/listopadzie

Wykończeni w październiku/listopadzie

Mamy koniec listopada, a ja wyskakuję z październikowym denkiem... rychło w czas, jak to się mówi :) W dodatku to chyba moje najmniejsze denko, ale to dlatego, że w ostatnim miesiącu znacznie ograniczyłam swoją pielęgnację. Zapomniałam praktycznie o balsamie, nie pamiętam o codziennym smarowaniu rąk czy stóp, staram się myć włosy raz na dwa dni, a nie codziennie. Dlaczego? Odpowiedź jest trywialna: nie mam czasu. Wstaję po 6, zasuwam do pracy, wracam ok. 18-19. Zanin coś ugotuję, zjem, posprzątam, wystarcza mi resztek sił jedynie na szybki prysznic zanim rąbnę głową o kant wanny, a nie w miękką poduszkę. Jednym słowem: zasypiam na stojąco. Zachciało mi się pracować to mam. Dlatego mnie tutaj mało, choć staram się nadrabiać w weekendy... 

Zapraszam na październikowe denko.


Therme Skincare, Flower Beauty, Scrub pod prysznic: posiada genialny, długo utrzymujący się na skórze, relaksujący zapach oraz niezłe peelingujące właściwości, ale to jedyne jego zalety. W składzie ma sles, więc używałam go już zamiast żelu. Jak na taką cenę stanowczo ma zbyt słaby skład, ale przyjemny z niego umilacz wieczorów. Gdybym miała dostęp do holenderskich kosmetyków w promocji chętnie bym kupiła inny zapach, raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Więcej KLIK

Radox, Żel pod prysznic Soothe: zapach ma bardzo przyjemny, niby jest to połączenie wanilii i imbiru, ale ja wyraźnie wyczuwam tutaj budyń waniliowy. Zapach jest delikatny i otulający, idealny na wieczór, wyciszający zmysły i pędzące myśli, odprężający. Skład ma bardzo przeciętny, a konsystencję średnio gęstą, na pewno nie przeciekającą przez palce. Kremowy i dobrze się pieni. Chętnie kiedyś go jeszcze kupię.

BingoSpa, Żel do higieny intymnej Silk: mam nadzieję, że to już ostatni produkt tej firmy, który miałam w zapasach. Nie byłam w pełni zadowolona z ani jednego! Ten też się nie nadaje do mycia delikatnych miejsc intymnych, a jak macie skłonność do podrażnień - wzmaga pieczenie, nie koi, nie łagodzi. Koszmar! Użyłam kilka razy zgodnie z przeznaczeniem, a resztą myłam już tylko nogi. Zapach ma dziwny, nie wiem z czym miałby mi się kojarzyć. Różowy kolor dla mnie to kolejna wada, nie potrzebuję barwników, które mogą dodatkowo alergizować miejsca intymne. Podsumowując: dobrze, że się skończył, nigdy więcej! Pompka jest wygodna, a opakowanie przezroczyste, ale to jedyne plusy tego żelu. Nigdy więcej!

Avon, Foot works, Pedikiur doskonały: nazwa mocno przesadzona, gdyż co najwyżej jest to peeling. Posiada dość dużo sensownych drobinek, natomiast lejąca konsystencja denerwuje bardziej niż nawilża. W cenie standardowej zupełnie nie do przyjęcia. Raczej nie kupię. Więcej KLIK


Avon, Planet Spa, Maska do włosów z kawiorem: całkiem fajnie wpływa na włosy i ma gęstą konsystencję, dzięki czemu jest niesamowicie wydajna. Niestety zapach ma niesamowicie, niewiarygodnie wręcz intensywny i długo utrzymujący się na włosach, co było meczące i irytujące jednocześnie. Raczej nie kupię, mimo że włosy po niej były miękkie, gładkie i sypkie. Pisałam o niej TUTAJ

Garnier, Fructis, Gęste i zachwycające, Odżywka do włosów: genialny zapach, identycznie owocowy jak w przypadku innych produktów serii. Działanie... słabe. Nie zauważyłam dosłownie niczego ciekawego, chyba ze za takie uznać przetłuszczenie i przesuszeniem na zmianę. Do cienkich włosów nie polecam i na pewno nie kupie więcej. KLIK

SVR, Xerial P, Szampon: nie pisałam pełnej recenzji, ponieważ jest to szampon przeznaczony przede wszystkim dla osób dla stanami łuskowymi skóry głowy, przewlekłym łupieżem, łuszczycą. Nie borykam się na co dzień z żadnym z tych problemów i uważam, że taka recenzja nie byłaby sensowna. Używałam go tylko wtedy, gdy pojawił się u mnie łupież (mam tak przy zmianie szamponów albo w okresie noszenia czapek), co któreś mycie w celu lepszego oczyszczenia skóry głowy. Muszę przyznać, że zapach jest dziwny i raczej nieprzyjemny, a konsystencja bardzo lejąca. Ponadto opakowanie utrudnia sensowne wydobycie szamponu. Poza tym dobrze sie pieni i oczyszcza włosy. Faktycznie pomaga szybciej pozbyć się krótkotrwałego łupieżu, ale nie mam pojęcia jak się sprawdza w przypadku np. łuszczycy. Nie kupię.


Cleanic, Płatki kosmetyczne: bardzo dobre płatki, nie rozwarstwiają się, a są delikatne i miękkie. Ostatnio ciągle trafiam na ich promocje w Auchan i mam spory zapas. Lubię je, ale czasem kupuję też inne.

Biały Jelen, Hipoalergiczny płyn micelarny: bardzo skuteczny płyn, idealny do zabrania w podróż. Świetnie radzi sobie z makijażem, a jedyne zastrzeżenia można mieć do zbyt intensywnego zapachu, który po jakimś czasie zwyczajnie meczy. Nie wspomnę nawet, ze zapach może uczulać, więc co z tą hipoalergicznoscią? Tak czy owak mnie nie uczulił, na pewno jeszcze kupię. Więcej KLIK

Floslek, Anti-aging, Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy: absolutnie genialny! Obecnie mój ulubieniec, który zmniejsza zmarszczki uelastycznia skórę, rozjaśnia spojrzenie. Przy tym tubka jest niesamowicie wydajna, wystarcza na kilka miesięcy codziennego używania, ponieważ zawiera aż 30 ml kremu. Kosztuje grosze, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż i nie podrażnia. Na bank kupię. Więcej KLIK

Malwa, Krem do rąk i paznokci z algami: pachnie perfumowo, ma lekką konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Polubił go zwłaszcza moj mąż i używał czasem na noc. To już kolejna zużyta tubka i pewnie będą następne. Pisałam o nim TUTAJ

Maybelline, Maskara: jedna z moich ulubionych. Klasyczna, spora szczotka idealnie rozdziela rzęsy, pogrubia i podkręca je. Nie zasycha po miesiącu jak niektóre, miałam ją przez pół roku i cały ten czas utrzymała dobrą konsystencję. Na pewno kupię. Więcej KLIK

PRÓBKA, The Secret Soap Store, Krem do rąk z masłem shea: coś cudownego! Świetny skład, zapach, działanie. To zdecydowanie taki produkt jakich stale szukam i mam ochotę na pełną wersję po zużyciu moich mega zapasów.

To by było na tyle. W porównaniu z moimi poprzednimi denkami raczej skromnie. Znacie coś? :)
Therme Skincare, Scrub pod prysznic, Bali Flower

Therme Skincare, Scrub pod prysznic, Bali Flower

Jakiś czas temu pisałam Wam o żelu pod prysznic Nivea, który przywiozła mi koleżanka z Holandii. Nie był to jedyny produkt, który otrzymałam, tak więc co jakiś czas uraczę Was ciekawostką z tego kraju. Dziś napiszę o peelingu marki Therme Skincare. Jest to holenderska marka kosmetyków, która szczyci się łączeniem bogactwa natury z najnowszymi odkryciami naukowymi z dziedziny pielęgnacji skóry. Marka oferuje produkty do domowego spa i urzeka orientalnymi zapachami.

Therme Skincare
Shower Scrub
Peeling pod prysznic
Bali Flower


Peeling znajduje się w miękkiej tubie z korkiem na zatrzask. Jest to bardzo wygodne opakowanie, które łatwo otworzyć pod prysznicem. Po jakimś czasie niestety coś się zablokowało i korek nie dał się domknąć do samego końca, na szczęście niewiele mi go już wtedy zostało.


200 ml kosztuje 9 euro (ok. 36 zł), a więc niemało. Na szczęście w Holandii także są promocje, tak więc mój scrub kosztował 2 euro (8 zł), co zresztą widać :)


Skład: nie powala. Zaraz po wodzie silny detergent, który może wysuszyć i podrażnić skórę. Następnie plastikowe drobinki, które mają peelingować oraz pozostałe łagodniejsze detergenty i środki konstencjotwórcze. Gdzieś tam pod koniec, grubo za zapachem, są śladowe ilości oleju sojowego, ekstraktu z wanilii czy protein mlecznych. Szczegóły powyżej.


Scrub ma barwę stonowanego różu z wyraźnie zanurzonymi drobinkami. To, co wyróżnia ten produkt to zapach, o którym napiszę później. Pod prysznicem delikatnie się pieni, zawiera bowiem SLES, dlatego często używałam go zamiast żelu, a nie tuż po nim. Oczyszcza skórę i przyjemnie ją masuje. W moim odczuciu jest w sam raz, ponieważ czułam jego działanie, ale też nie było to mocne drapanie aż do krwi. Obyło się bez płaczu ;)


Peeling doskonale wygładza, oczyszcza i zmiękcza skórę. Mojej skóry nie wysusza mimo SLES w składzie. To, co szczególnie mnie urzekło to zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze i uprzyjemnia mi zasypianie czy wieczorny relaks. Zapach ten jest rodem ze spa czy gabinetów odnowy, przyjemny, ale nie nachalny. Kojarzy mi się z wanilią i jaśminem, ale przełamanymi piżmem i lekką goryczką, która tonuje zbyt słodkie nuty. Coś wspaniałego!


Jeżeli macie możliwość zakupów w Holandii polecam wypróbować kosmetyki tej marki, mogą być np. fajną pamiątką z wycieczki do tego kraju. Znacie te kosmetyki?
Kosmetyki na nadmierną potliwość stóp

Kosmetyki na nadmierną potliwość stóp

Może się przydarzyć każdemu, nie tylko nałogowemu biegaczowi czy alpiniście. Zwłaszcza latem, gdy temperatury przekraczają 30 stopni, a my jesteśmy zmuszeni do porządnego obuwia (np. podczas górskich wędrówek) oraz zimą, gdy zazwyczaj dusimy stopy w ultra ciepłych buciorach rodem z bieguna północnego. Problem z nadmierną potliwością stóp. Dla niektórych to zjawisko incydentalne, dla innych zmora dnia codziennego. W tej drugiej grupie, nie oszukujmy się, więcej jest mężczyzn. Przyznaję, że problemu praktycznie nie znałam, dopóki nie zaczęłam uczęszczać na siłownię.

Pocenie to całkowicie naturalny proces, zaś na stopach i dłoniach znajduje się najwięcej gruczołów potowych. Przyczyn nadpotliwości może być wiele: stres, wysiłek, choroby metaboliczne (cukrzyca, tarczyca), ale także nieodpowiednia odzież, np. skarpety ze sztucznych włókien, nieprzepuszczalne obuwie czy też niewłaściwa higiena. Podstawą jest codzienne mycie stóp i częste ścieranie naskórka, w którym gromadzą się bakterie oraz częsta zmiana skarpet czy rajstop, dezynfekcja obuwia.

Z pomocą przychodzą także kosmetyki.
Na rynku istnieje mnóstwo preparatów obiecujących suchość stóp, niwelowanie niechcianych zapachów, zabicie bakterii i dezynfekcję.
Podzieliłam je na kategorie: dezodoranty, kremy i żele, talki oraz wkładki do butów. 


1. Dezodoranty
Są to aerozole, które głównie maskują niepożądany zapach i lekko dezynfekują, ale nie mają najmniejszego wpływu na pocenie. Zazwyczaj podstawą ich działania jest skład oparty na alkoholu i kompozycji zapachowej. Jest to rozwiązanie szybkie i proste, ale niestety doraźne. Na dłuższą metę nie sprawdza się.
Znam trzy takie produkty. Avon, Kiwi i Farmona. 


Farmona, Nivelazione, Dezodorant do stóp 4w1
150 ml dezodorantu jest całkiem wydajne, a pachnie bardzo przyjemnie, choć niczym konkretnym. Kojarzy mi się trochę ze starymi dezodorantami typu Bac czy Fa (pamięta ktoś??). Butelka jest raczej spora, więc nie do zabrania ze sobą np. na siłownię. Podobno chroni przed grzybicą. Nie zgodzę się z zapewnieniem producenta, że zapewnia suchość i świeżość do 12 h, raczej rozmawiamy tu o 3-4h, a tyle na siłownię wystarcza. Kosztuje ok. 10zł.


Avon, Foot Works, Odświeżający dezodorant do stóp
Mała buteleczka o pojemności 100 ml zachęca, by zabrać ją ze sobą w razie potrzeby np. do torebki. Zapach jest wyraźnie miętowy i słodki, idealny na letnie upały. Zdecydowanie chłodzi i odświeża, ale na bardzo krótko. Fajnie dezodoruje za to buty. Właściwie używałam go nie tylko do stóp, ale także do odświeżenia ubrań np. po wizycie w domu, w którym się pali. Cena katalogowa 20zł, czasem bywa w promocji.


Kiwi, Deo Fresh, Odświeżacz do obuwia
Najskuteczniejszy z tej trójki jeśli chodzi o moc działania. Posiada fajny sposób aplikacji, gdyż ma dyszę rozpylającą u dołu butelki - wystarczy włożyć go do buta i nacisnąć od góry, aby dokładnie spryskać dezodorantem wnętrze obuwia. Bez brudzenia rąk i z zachowaniem pełnej higieny. Niestety ma małą pojemność, bo jedynie 100 ml i bardzo szybko się kończy. Nadrabia to skutecznością, bo faktycznie neutralizuje nieprzyjemne zapachy, a obuwie pachnie nim co najmniej dobę. Wierzcie mi, mam ochotę go sprezentować niektórym znajomym... Kosztuje 15-20zł.


2. Kremy i żele
Kremy - zazwyczaj do standardowego kremu do stóp dodawane są substancje mające zmniejszyć potliwość oraz silnie dezodoryzujące i dezynfekujące. Warto szukać w składzie szałwi, kory wierzby, drzewa herbacianego, orzecha włoskiego, kory dębu, rozmarynu, tymianku, jaskółczego ziela, lawendy. Najlepiej działają używane systematycznie i przez dłuższy okres czasu. Inne substancje zawarte w kremie (np. mocznik) powinny jednocześnie nawilżać i zmiękczać naskórek, by stopy były jak najbardziej odporne np. na grzybicę.


Żele - znam tylko jeden tego typu produkt z Biedronki. Jest to specjalny żel na bazie alkoholu i aluminium. Działa podobnie jak drogeryjne antyperspiranty pod pachy - zatyka pory, przez co hamuje wydzielanie potu. Zawiera także szałwię, odświeżający i chłodzący menthol, łagodzący panthenol i kamforę, która działa przeciwzapalnie, dezynfekująco, antygrzybicznie. Kosztuje 4zł, a jest niesamowicie skuteczny! Należy jednak używać go systematycznie, aby uzyskać lepszy rezultat. Aluminium niestety jest dość kontrowersyjne ze względu na badania, w których dowiedziono odkładanie się tego pierwiastka w tkankach.



 Skład:


 Oba produkty znacząco różnią się konsystencją i wyglądem. 

Green Pharmacy, Krem do stóp odświeżający, ochronny
W kremie zdecydowanie wyczuwam zapach olejku z drzewa herbacianego. Kremu używam na noc, zwłaszcza dzień przed treningiem, gdyż zwykle kończę go w saunie. Krem obiecuje wspomagać odporność skóry na infekcje grzybiczne i bakteryjne. Faktycznie go polubiłam, mimo zawartości parafiny, bo zmiękcza skórę i nadaje jej przyjemny zapach (przynajmniej dla mnie), ale wymaga dokładnego wklepania i to niewielkiej ilości. Nie zawiera alkoholu ani aluminium. Kosztuje ok. 4 zł/100 ml.


Be Beauty, Żel przeciw poceniu stóp
Pachnie ziołową szałwią z delikatnym tłem alkoholu. Obecnie ma nowe opakowanie (to już chyba trzecia szata graficzna) - zdjęcie poniżej. Jest bardzo wydajny i skuteczny, działa na identycznej zasadzie jak antyperspirant. Kosztuje 4zł/75ml. Więcej o nim napisałam wyżej.


3. Talki
Znane od dawana pochłaniacze wilgoci. Dzięki nim stopa dłużej pozostaje sucha, świeża i przez dłuższy czas nie poczujemy nieprzyjemnych zapachów. Niestety używanie ich jest dosyć niekomfortowe, codziennie rano należy rozsmarować proszek na stopie i uważać przy tym, by nie rozsypać go dookoła. Warto wsypywać je także do samego buta, zwłaszcza latem, zapobiegnie to dodatkowo ślizganiu się stopy w obuwiu. Czasem talk uważany jest za szkodliwy, choć jest to minerał. Dostępne są także talki perfumowane albo wzbogacone np. o olejek z drzewa herbacianego.


Felce Azzurra, Talk klasyczny
Zapachowy talk prosto z Włoch. Jest bardzo drobny i posiada przyjemny aromat. Duże opakowanie wystarczy mi chyba do końca życia, tak jest wydajny. Wydobywa się go przez niewielkie otwory, lubi się niestety trochę rozsypywać, trzeba więc z nim uważać.


Tea Tree, Zasypka do stóp
Kupiona w aptece z przeznaczeniem specjalnie dla potliwych stóp. Zawiera w składzie olejek z drzewa herbacianego i faktycznie lekko nim pachnie. Dzięki takiemu składowi ma działanie antybakteryjne i lepiej chroni skórę przed niechcianymi bakteriami. Jest bardzo skuteczna. Warto wsypać trochę proszku także do samego buta np. na noc, a rano go usunąć.



4. Wkładki do butów
Wygodne, choć nie są tanie. Wystarczy włożyć je do buta i już. Niestety ich działanie jest bardzo krótkotrwałe, szybko bowiem tracą zapach, a co za tym idzie i właściwości. Jeżeli nawet posiadają jakieś substancje antybakteryjne to niestety nie przeszkodzi to rozmnażać się bakteriom, znajdującym się w innych częściach buta, więc problem szybko powraca.


Bardzo skuteczne, a przy tym odprężające są kąpiele stóp w letniej wodzie z dodatkiem np. olejku z drzewa herbacianego lub sosny. Działają one ściągająco, odświeżająco, antybakteryjnie i antygrzybiczo.

Warto zadbać także o buty. Domowym i skutecznym sposobem jest... soda. Wystarczy wsypać 1-2 łyżeczki sody do buta, rozprowadzić ją i pozostawić np. na noc. Rano usunąć i cieszyć się odświeżonym i zdezynfekowanym butem bez bakterii.

Najlepsze rezultaty daje kombinacja wyżej wymienionych środków. 
Bardzo wiele osób ma tego typu problem, wystarczy wsiąść w lecie do autobusu lub choćby do windy, by się o tym przekonać. Dlatego uważam, że warto o tym pisać, być może rozmawiać się wstydzimy, ale liczę, że ktoś znajdzie tu coś ciekawego dla siebie. Warto zacząć dbać o swoje stopy i nie traktować ich po macoszemu, bo zaniedbania odczuwa nie tylko osoba zainteresowana, ale i jej otoczenie, problem zaś sam nie zniknie.
Meet Beauty: nowości do testowania z konferencji

Meet Beauty: nowości do testowania z konferencji


Dziś szybki post, głównie do oglądania. Jak już pisałam, miałam zaszczyt wziąć udział w konferencji dla blogerów Meet Beauty. Było świetnie i mam nadzieję, że na następną edycję także się załapię, aby pośmiać się z innymi blogerkami i poznać je osobiście :) Atmosfera mnie uwiodła, było pozytywnie i energetycznie. Tak jak każda z uczestniczek musiałam potem przytargać do domu wielką torbę kosmetyków od sponsorów. Wszyscy się postarali i szalenie się cieszę, że nic mi się nie powtórzyło, a niektóre nowości już testuję :)


Jabłuszko od Radia Kolor było przepyszne :)


Wszystkie torebki razem, trochę ich było. Przyniosłam je do domu w ogromnej granatowej torbie z logo Zblogowani :)


Przy stoisku Golden Rose wybrałam sobie do testów lakiery do paznokci. Ten szybkoschnący już kilka razy użyłam, na pewno o nim napiszę. Testuję także BB Cream (najjaśniejszy odcień, pozostałe są zbyt ciemne do mojej karnacji).


Diamond Cosmetics sprezentował uczestniczkom bazę, top oraz lakier do hybryd Semilac. Trafił mi się kolor szary, 105. Nawet ładny, ale nie mam lampy :)


Żel pod prysznic Fa na pewno się przyda, ale tak naprawdę zachwycił mnie suchy szampon Syoss :) Lakier do włosów od Got2be na pewno się nie zmarnuje, podobnie jak maska Gliss Kur. Zastanawiam się jeszcze nad odświeżaczem koloru blond od Syoss, ale mam jaśniejsze końcówki włosów, więc może spróbuję.


Stoisko Pilomax cieszyło się niesamowitym powodzeniem z powodu doboru kosmetyków po uprzednim badaniu stanu skóry głowy oraz włosów. Z przyjemnością niedługo przetestuję szampon i maskę :)


Neo Nail zrobiło furorę, ponieważ uczestniczki warsztatów z tą marką dostały cały zestaw do robienia hybryd, wraz z lampą. Żałuję, że nie zapisałam się na ten panel, bo miałam okazję, ale wydawało mi się, że makijażowe będą ciekawsze, a akurat zostały ostatnie terminy w tym samym czasie. Dla każdej uczestniczki konferencji marka przeznaczyła jednak zestaw do hybryd: bazę, kolor i top oraz oliwkę, a także komplet gadżetów. Kolor trafił mi się dość klasyczny, Rosy Brown. Nie mam lampy, wiec chyba muszę rozważyć jej zakup :)


To by było na tyle. Jak widzicie mam co robić, szkoda tylko, że nie mam kiedy :) Od trzech tygodni mam nową pracę, która pochłania mnóstwo mojego czasu wraz z dojazdami (w jedna stronę jadę 1,5h...). Póki co wciąż jestem na okresie próbnym, więc jest szansa, że się nie sprawdzę i będę mogła grzecznie wrócić do blogoświata :D Bardzo mi tego brakuje! Staram się zaglądać do Was jak najczęściej się da, ale spać też kiedyś muszę. Pozdrawiam z kieratu :*
Avon, Foot works, Pedikiur doskonały

Avon, Foot works, Pedikiur doskonały

Moje stopy nie są ostatnio w najlepszej kondycji i jeszcze nie do końca do siebie doszły. Chyba muszę im w najbliższym czasie zafundować jakąś sytuację stresową w postaci skarpetek z kwasem, aby się wreszcie ogarnęły ;) Póki co, próbuję działać nieco łagodniej i subtelniej, ale jestem już na skraju wytrzymałości i testuję swoją cierpliwość. Właśnie wykończyłam Pedikiur doskonały z Avon. Jesteście ciekawe co się kryje za taką szumną nazwą? Zapraszam dalej.

Avon
Foot works
Beautiful/All in one pedicure
Pedikiur doskonały


Od producenta: 
"Nawilża, zmiękcza i chroni przed przykrym zapachem".

Produkt znajduje się w plastikowej, miękkiej tubce z zakręcanym korkiem. Umówmy się, zakręcany korek pod prysznicem jest bardzo niewygodny, milion razy musiałam go szukać po całej łazience, kiedy to postanowił wyskoczyć z moich śliskich rąk... Za to miękka tubka pozwala do końca wycisnąć zawartość, więc jak dla mnie opakowanie jest do zniesienia.

Tubka jest całkiem spora jak na tego typu kosmetyk, zawiera bowiem aż 150 ml, ale jest to wersja XXL. Koszt, jak to w Avon, nie jest stały. Kupiłam go w promocji (a jakże by inaczej?) za ok.5-6 zł, ale standardowo kosztuje 18 zł. 


Skład: szczegóły na zdjęciu. Mamy tu sporo pumeksu, gliceryny, parafiny oraz zdecydowanie mniej nasion żurawiny i zmielonych łupin orzecha włoskiego.


Pedikiur doskonały Avon wygląda jak dość rzadki krem z drobinkami różnej wielkości. Konsystencja nie do końca przypadła mi do gustu, potrafi spływać z dłoni i w rezultacie jest mniej wydajny niż by się wydawało. Najwięcej jest w nim drobinek pumeksu, co jest doskonale widoczne na zdjęciu, na które się nawet nie załapały większe nasiona żurawiny, które występują sporadycznie. Zapach jest świeży i przyjemny, niezbyt nachalny, najbliżej mu do cytryny czy cytrusów w połączeniu z herbatą.


Producent obiecuje nawilżenie, zmiękczenie i ochronę. Nie zgodzę się, że Pedikiur doskonały nawilża czy zmiękcza stopy, natomiast doskonale je wygładza i usuwa martwy naskórek, czyli robi dokładnie to, co powinien robić scrub. Nazywanie go Pedikiurem jest mocno na wyrost, konieczne jest bowiem użycie kremu nawilżającego, najlepiej z mocznikiem. Dopiero w takim duecie się spisuje. 
Po roztarciu produktu w dłoniach wyczuwamy mnóstwo drobinek pumeksu, które masują skórę dość konkretnie, na pewno nie jest do delikatny peeling. Zmielonych łupin orzecha oraz nasion żurawiny jest w nim niewiele, więc i niewiele są w stanie zdziałać. Tak czy owak peeling się sprawdza, wygładza skórę stóp, pozostawiając je przyjemniejsze w dotyku i usuwając nagromadzony, stwardniały naskórek. Niestety trzeba go dość często używać, aby utrzymać ten efekt. 
Radził sobie świetnie na początku lata, natomiast gdy moje stopy odmówiły współpracy jego działanie określam jako średnie, dla wymagających stóp to jednak zbyt mało.

W zasadzie dość dobrze zapisał się w mojej pamięci. 
Znacie produkty Avon do stóp? Lubicie?