Pierwsze urodziny :)

Pierwsze urodziny :)

Dziś mamy koniec wakacji, 31 sierpień. Czasem nie mogę uwierzyć jak szybko czas potrafi biec, na co dzień zupełnie nie zdaję sobie z tego sprawy...

Rok temu, dokładnie 1 września 2014 r. opublikowałam swój pierwszy post. Napisałam o swoich ulubionych kremach do rąk KLIK. Przeczytałam go ponownie i teraz napisałabym go trochę inaczej, ale zdania nie zmieniłam. Od tamtej pory poznałam wiele nowych kremów, które polubiłam i nawet jeden dodałabym do ulubieńców, ale o tym innym razem.

Ostatnio często czytałam u innych dziewczyn o ich rocznicach i za każdym razem cieszyły mnie one tak samo, bo uświadomiły mi, że wszystkie mamy podobną pasję i zainteresowania.

W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować wszystkim moim oficjalnym obserwatorom oraz tym, którzy po cichu czytają i nie komentują publicznie.
To dzięki Wam pisanie ma sens.
Jednocześnie łudzę się, że moje doświadczenia związane z kosmetykami w jakiś sposób pomagają Wam dokonywać dobrych decyzji zakupowych i odszukać w gąszczu licznych drogeryjnych półek same perełki, odpowiadające idealnie Waszym potrzebom.

Przez ten rok blog zyskał 336 publicznych obserwatorów, co jest dla mnie ilością zatrważającą i niespodziewaną, 5 678 opublikowanych komentarzy i nazbierało się aż 52 389 wyświetleń bloga, co niesamowicie mnie cieszy i zadziwia jednocześnie.
Najbardziej popularny post dotyczy zrobienia własnej pasty do zębów z oleju kokosowego, a zaraz po nim odżywek do paznokci bez formaldehydu. Cieszy mnie takie zainteresowanie zdrowszymi, naturalnymi kosmetykami :)

Jednocześnie wiem, że ogromną rzeszą moich czytelniczek są blogerki, a dzisiaj mamy... Międzynarodowy Dzień Blogera.
Z tej okazji:
- mnóstwa inspiracji na ciekawe posty i natchnienia
- miliona stałych obserwatorów
- zawsze dobrego światła do zdjęć ;)
- samych trafionych kosmetyków
- komentarzy zawsze na temat
- zero aferek i anonimowych hejtów
z całego serca
życzy
Nie Bieska
Evree, Power Fruit, Dwufazowy olejek do ciała

Evree, Power Fruit, Dwufazowy olejek do ciała

Wiem, że ostatnio wszędzie jest pełno informacji o olejkach i olejach, ale ja też muszę wtrącić swoje trzy grosze :) Lubię i oleje i olejki, fajnie się sprawdzają na mojej skórze, ale... No właśnie, jest ale i to duże, bo wszystko zależy od składu. Wbrew pozorom i dość powszechnej opinii jednak 

olej i olejek to nie to samo.

Czym się różni olej i olejek?

Olej to ciekły tłuszcz, najlepiej tłoczony na zimno z różnych części roślin, bez żadnych domieszek. Może pochodzić z tłoczenia pestek, nasion, owoców itp. Przykładem może być olej arganowy, olej z pestek malin, olej abisyński.

Olejek to mieszanina różnych olejów z dowolnymi substancjami kosmetycznymi także np. z parafiną. Ostatnio wszędzie czytam o "olejku kokosowym"  czy "olejku arganowym" i przyznam, że nie do końca ufam takim opiniom. Dzisiejszy bohater to właśnie przykład olejku czyli mieszaniny.

Często olejkami nazywamy także olejki zapachowe lub eteryczne (ciekłe i pachnące substancje otrzymywane z roślin np. cytrusów).

No dobra, skoro już się powymądrzałam biorę się za recenzję :)

Evree, Power Fruit, Dwufazowy olejek do ciałaNawilżająca specjalistyczna kuracja do wszystkich rodzajów skóry



Olejek kupimy w kartoniku, który oczywiście jest ze dwa razy za duży w stosunku do butelki. Nie znoszę, kiedy producenci tak robią. Jest za wysoki i zdecydowanie zbyt szeroki, co ma za zadanie stwarzać przy zakupie wrażenie, że jest go więcej. Dla mnie takie działania są niedopuszczalne. Samego olejku mamy zaledwie 100 ml, czyli niewiele. Kosztuje ok. 28 zł.


Producent obiecuje głębokie i długotrwałe nawilżenie, odżywienie, odprężenie, sprężystą i gładką niczym jedwab skórę. Wydajną i innowacyjną formułę - akurat tu go poniosło, bo dwufazowa formuła żadną innowacją nie jest :)


Skład: bazą jest olej migdałowy, następnie mamy wodę i trójglicerydy (emolient tłusty, na skórze tworzy film, zmiękcza, natłuszcza, konserwuje, może być komedogenny), zaraz po nim olej winogronowy, olej awokado, olej sezamowy, gliceryna, olej z pestek malin (mój ulubiony!), olej jojoba, kwas hialuronowy, witamina E, konserwanty, sól, konserwant, syntetyczny przeciwutleniacz, kompozycja zapachowa oraz poszczególne jej składniki.


Formuła jest dwufazowa. Na stronie internetowej producent zapewnia, że górna warstwa to dobroczynne oleje (na opakowaniu nazwane olejkami, do czego nie wiem jak mam się odnieść... czy producent nie wie, że to są oleje czy też faktycznie użył olejków?), natomiast dolna to kwas hialuronowy. Taka forma dwufazowa brzmi dla mnie znajomo, ponieważ od dawna robię serum do twarzy na noc w podobnej formie :)


Olejek jest dwufazowy co oznacza tylko tyle, że trzeba przed użyciem porządnie nim wstrząsnąć. I tu zaczynają się schody, ponieważ korek nie jest szczelny (nie wiem czy to standard czy tylko takie moje szczęście). Za pierwszym razem pochlapałam siebie i pół łazienki tłustą zawartością butelki. Lepiej na to uważać.
Sam natomiast nie wyleci, trzeba lekko ścisnąć buteleczkę, która jest pomarańczowa i przezroczysta, dzięki czemu widać ile go zostało (w pewnym miejscu jest przerwa w etykiecie).


Zapachu spodziewałam się owocowego i jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że jest on perfumeryjny, bliżej nieokreślony, ale na pewno daleko mu do owoców! Owszem, jest przyjemny dla mojego nosa i nienachalny, ale jednak spodziewałam się czegoś innego.

  Olejek jest bardzo wodnisty, tłusty i nieklejący. Można go aplikować zarówno na wilgotną jak i suchą skórę. Dość szybko się wchłania, ale pozostawia na skórze delikatną tłustawą warstwę. Na szczęście nie przykleja się do ubrań jak to było w przypadku olejków Joanny. Nawilża i natłuszcza skórę, koi ją, łagodzi podrażnienia spowodowane suchością, zmiękcza, wygładza.


Bardzo lubię go stosować zwłaszcza po kąpieli, wtedy moja skóra jest aksamitna w dotyku. Świetnie nadaje się także do masażu, co oczywiście relaksuje i odpręża, zwłaszcza jeśli masaż wykonuje facet ;) Niestety zanotowałam słabą wydajność, ale używam go na całe ciało. Może gdyby stosować go jedynie na wybrane partie albo w określonych sytuacjach np. po kąpielach słonecznych wystarczyłby na dłużej? Dla mnie buteleczka jest stanowczo zbyt mała, a cena za wysoka w stosunku do wydajności. Wolę sama sobie zmieszać podobny olejek :)

Znacie go? Wiem, że sporo z Was też o nim pisało. Kupiłyście kolejne butelki? Czy u Was też wydajność była taka słaba?
Skarby Afryki: Glinka biała

Skarby Afryki: Glinka biała

Biała glinka to królowa wszystkich glinek, ponieważ jest najbardziej uniwersalna i nadaje się dosłownie dla każdej cery, także wrażliwej i delikatnej. Jakiś czas temu robiłam z niej nawet pastę do zębów, która wyszła mi świetnie. Dziś napiszę co zyskamy robiąc z niej maseczkę :)




Skarby Afryki, Glinka biała

Glinka znajduje się w plastikowym, szczelnym opakowaniu, które przed pierwszym użyciem trzeba odbezpieczyć (zerwać pasek, podobnie jak w przypadku niektórych leków).


Opakowanie jest stabilne i wygodne. Znajdziemy na nim mnóstwo cennych informacji np. sposób użycia, właściwości, datę przydatności.


Skład: 100% biała glinka bez dodatków (kaolin)


Jest to w 100% naturalna glinka francuska. Pochodzi z sedymentacji skał bogatych w aluminium, dlatego też sama zawiera duże ilości tego pierwiastka, a także sporo krzemu, magnezu, żelaza, wapnia, sodu i potasu.


Wygląd:
Biały, drobniutko zmielony proszek. Po zmieszaniu z wodą konsystencja jest satynowa w dotyku, bardzo delikatna.


Właściwości:
Wzmacnia, wygładza, odświeża skórę. Zamyka rozszerzone pory oraz oczyszcza. Na długo nawilża, rozświetla, wspomaga gojenie ranek, odżywia, regeneruje i remineralizuje. Łagodzi wszelkie podrażnienia i stany zapalne. Pobudza mikrokrążenie w skórze, a jednocześnie uspokaja ją.


Dla kogo:
Dosłownie do każdego rodzaju cery, a szczególnie do suchej, wrażliwej, dojrzałej, podrażnionej, zmęczonej, ze zmarszczkami. Nadaje się także dla dzieci.



Sposób użycia:
Maseczka na twarz: glinkę mieszamy z wodą lub hydrolatem i taką papkę nakładamy na skórę twarzy. Zostawiamy na 10-15 minut, po czym zmywamy. Możemy pozwolić jej lekko przyschnąć, choć ja wolę spryskiwać ją hydrolatem. Warto dodać do maseczki kilka kropel ulubionego oleju, aby wzmocnij jej działanie nawilżające i odżywcze. Dla cer bardzo wrażliwych i delikatnym polecane jest mieszanie glinki z jogurtem naturalnym zamiast wody.
Pasta do zębów: mieszamy 3 łyżki glinki z łyżka oleju kokosowego.
Maska na ciało: robimy papkę podobną jak w przypadku maski na twarz. Trzymamy max. 15 min.
Mycie włosów: robimy pastę z glinki i wody, wmasowujemy ją we włosy i skórę głowy, trzymamy chwilę i spłukujemy.
Jako dodatek matujący do pudru: w proporcji maksymalnie 1:10.
Kąpiel: wsypać ok. 100 g glinki do wanny i zalać ją ciepłą wodą, moczyć się max. 20 min.


Zakupy:
Glinkę kupiłam w pojemności 125 ml (50 g), co wystarczy na mnóstwo użyć. Takie opakowanie kosztuje jedyne 5,59 zł, ale oczywiście wielu producentów oferuje białą glinkę. Pamiętajcie, że do glinek nigdy nie używamy metalu, niektórzy sprzedawcy dodają więc drewniany patyczek.


Rezultaty:
Skóra po zmyciu glinki jest przepięknie rozświetlona i wręcz pełna blasku. Pory zdecydowanie są zmniejszone, a jednocześnie nie ma nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia skóry. Najbardziej jednak rzuca się w oczy rozjaśnienie skóry i zmniejszenie zaczerwienień, do których mam niestety skłonność. Glinka nawilża i matuje jednocześnie, a efekt ten utrzymuje się co najmniej kilka godzin. Wszelkie ranki, krostki czy wypryski wyglądają na zmniejszone, lekko przysuszone, dzięki czemu zdecydowanie szybciej się goją i znikają. Cera wygląda zdrowiej i młodziej.


Bardzo ją lubię za jej wszechstronność. Praktycznie nie kończą się możliwości jej zastosowania!


Znacie tą glinkę? Nadaje się dosłownie dla każdego, więc warto wypróbować jej działanie na sobie. Zwłaszcza na "pierwszy ogień", jeśli nie miałyście jeszcze do czynienia z glinkami, bo nie można zrobić sobie nią krzywdy :)
Cattier, Żel-krem do cery tłustej i problematycznej

Cattier, Żel-krem do cery tłustej i problematycznej

Czasem mam tak, że naczytam się bardzo pozytywnych recenzji i koniecznie muszę sama wypróbować kosmetyk wychwalany pod niebiosa. Zapominam, że to co u jednej z Was działa genialnie, niekoniecznie będzie się sprawdzało i u mnie. Dawno temu przeczytałam kilka niesamowicie pochlebnych recenzji Żelu-kremu Cattier do tłustej cery na kilku różnych blogach. Od tamtej pory szukałam tego cudownego specyfiku namiętnie, aż trafiłam na promocję. Tak oto nabyłam go i ochoczo wzięłam się za testy. Co mi z tego przyszło?

Cattier
Żel-krem
do cery tłustej i problematycznej


Żel znajduje się w szklanej butelce z pompką, która działa bez zarzutu - dozujemy sobie odpowiednią ilość kosmetyku bez najmniejszego problemu. Standardowa cena to ok. 35zł/50 ml, ja kupiłam za niecałe 20zł :D Żel posiada certyfikat ECOCERT.


Z tyłu mamy etykietę z podstawowymi informacjami, możemy m.in. przeczytać, jakie działanie obiecuje nam producent.


Skład: krótki i prosty. Po wodzie mamy ekstrakt z mięty pieprzowej (działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, ściągająco, przeciwbakteryjnie i antywirusowo), hydrolat z kwiatów pomarańczy gorzkiej Neroli (łagodzi, nawilża, zmniejsza zaczerwienienia, działa antybakteryjnie i ściągająco, reguluje sebum, łagodzi, odświeża), glicerynę (nawilża), krzemionkę (matuje), gumę ksantanową (zagęstnik), ekstrakt z aloesu (głęboko nawilża, koi podrażnienia, łagodzi), Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol (konserwanty), Polyglyceryl-10 Laurate (chemiczny emulgator, zatwierdzony przez ECOCERT, dość łagodny), kwas mlekowy (nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka), składnik kompozycji zapachowej.
Zauważyłam jednak, że na wizaz.pl jest trochę inny skład. Przede wszystkim w moim egzemplarzu zabrakło Usnea barbata, czyli wyciągu z brodaczki właściwej, która ma właściwości przeciwbakteryjne i antywirusowe, wspomaga leczenie trudnogojących się ran, a nawet oparzeń, wskazana do skóry m.in. z łojotokiem, trądzikiem, łupieżem, łuszczycą. Rozumiem więc, że producent zmienił skład, co zazwyczaj źle się kończy...


Konsystencja jest żelowa i lekka. Posiada mleczno-biały kolor i wspaniały miętowy, orzeźwiający zapach. Szybko się wchłania praktycznie do matu. Nie klei się, nie świeci, nie powoduje pieczenia czy zaczerwienienia. Fajnie nawilża skórę, lekko (bardzo lekko!) przymyka pory. 
Niestety na tym kończą się plusy...


Po pierwsze: powoduje okropne uczucie ściągnięcia skóry, trwa to bardzo długo i dla mnie jest niesamowicie niekomfortowe. 

Po drugie: zupełnie nie nadaje się pod makijaż! Każdy podkład, krem BB czy krem z filtrem roluje się na nim i nie jest to kwestia ilości, bo próbowałam dosłownie każdej - od kropelki po kilka pompek. Puder nałożony na niego rozkłada się nierównomiernie i łatwo narobić sobie na twarzy pudrowych plam, chyba potraficie sobie wyobrazić jak to ciekawie wygląda :D

Po trzecie: nie zauważyłam, aby skóra była z tytułu używania tego żelu czystsza czy mniej podatna na zaskórniki. Na szczęście nie zauważyłam także, aby zapychał. Po prostu nie robi w tej kwestii zupełnie nic.

Używam go więc jedynie wtedy, gdy siedzę w domu i nie muszę nigdzie wychodzić. Sto razy bardziej jestem zadowolona z moich samoróbek, choćby kremu z ogórkiem. Szkoda, bo skład ma bardzo zachęcający i wydawało mi się, że mógłby być dla mnie idealny! Na plus jest niesamowita wydajność, tyle, że akurat ja nie mogę się doczekać aż się skończy (jak na złość!), bo już sobie wyobrażam do czego przyda mi się buteleczka.

Miałyście coś marki Cattier? Mam jeszcze od nich żółtą glinkę, na szczęście moje odczucia co do niej są zupełnie inne :)

Kosmetyki na zastępstwo: Czego próbowałam?

Nie, nie, jeszcze nie wracam na stałe. Tęsknię za tym światem i za Wami niesamowicie, ale korzystam też z tej "wolności" ile wlezie :D Dziś mam jedyny (w miarę) spokojny dzień na napisanie szybkiego posta. Dotyczyć będzie poprzedniego.

Czego próbowałam na zastępstwo?

1. Zasypka dla dzieci jako suchy szampon - kilka razy próbowałam. Faktycznie, zasypka ładnie się wyczesuje i nie zostawia żadnego śladu. Nie napiszę jednak, że ten sposób przedłuża znacząco świeżość moich włosów. Na kilka godzin awaryjnie tak, ale zdecydowanie lepiej coś wykombinować i szybko umyć włosy....

3. Chusteczki nawilżane dla dzieci jako sposób na demakijaż - próbowałam wielokrotnie, zwłaszcza w ostatnim tygodniu. Niestety, mam wrażenie, że chusteczki niewystarczająco zbierają makijaż i zanieczyszczenia, przez co mam teraz trochę zatkane pory, a rano zawsze musiałam doczyszczać oczy z "pandy". Polecam awaryjnie, np. na biwaku, natomiast na co dzień, przynajmniej u mnie, raczej się nie sprawdzają... 

4. Balsam do ust jako odżywka do rzęs - próbowałam przez 2 m-ce z Alterrą rumiankową. Balsam faktycznie wzmocnił rzęsy i to tyle. Być może gdybym naprawdę długo go stosowała uzyskałabym lepszy efekt. Teraz testuję inne produkty. Więcej możecie poczytać sobie tutaj.

5. Olej kokosowy jako pasta do zębów - świetny sposób, który w 100% polecam osobom unikającym chemii i fluoru! Wielokrotnie robiłam pastę do zębów i jestem bardzo zadowolona z jej działania. Więcej o tym sposobie tutaj.

6. Odżywka do włosów jako preparat do golenia - może być, odżywka zmiękcza włoski i zwiększa poślizg, ale jeśli mam wybór wybieram pianki :)

7. Balsam do ust, bezbarwny błyszczyk lub żel do włosów jako żel do brwi - świetny patent, ale pod warunkiem, że podoba nam się nasz naturalny kolor brwi albo mamy nałożoną hennę. Kredkę/cienie lubi rozmazywać.

10. Żel pod prysznic jako szampon do włosów - ostatnio zrobiłam tak z żelem pod prysznic BioIQ i byłam bardzo zadowolona. Wszystko zależy od składu i potrzeb włosów.

11. Żel do higieny intymnej jako żel do twarzy/szampon - słynny już chyba żel do higieny intymnej Facelle ma delikatny skład i czasem go w ten sposób wykorzystywałam. Tylko ten zapach... bleee ;)

13. Szampon/żel pod prysznic jako proszek do prania - sprawdzone na wszelkich wyjazdach, gdy nie miałam pod ręką proszku, a chciałam coś na szybko wyprać.
14. Hydrolat jako tonik - świetnie się sprawdza! Można wybrać hydrolat idealny do swojej cery :)

17. Szampon jako płyn do mycia pędzli - najlepszy jak dla mnie sposób na czyste pędzle!

18. Bezbarwny lakier do paznokci do zatrzymania oczka w rajstopach - znany chyba od bardzo dawna, nauczyła mnie tego sposobu mama. Wypróbowane z milion razy. Niestety sprawdza się tylko jeśli oczko "pójdzie" w miejscu, którego nie widać...

21. Cień do powiek jako "ulepszacz" lakieru do paznokci - super patent! Mam lakiery jakich nikt inny nie ma :)

22. Krem do rąk jako krem do stóp i odwrotnie - chyba nawet ostatnio o tym pisałam przy okazji mangowego kremu do stóp, który okazał się idealnym kremem do rąk :)

23. Pianka do golenia jako preparat do czyszczenia lustra w łazience - serio, to się sprawdza! Idealne lustro w łazience :)

Dziękuję wszystkim dziewczynom, które wzięły udział w mojej arcytrudnej zabawie! Niestety żadnej nie udało się odgadnąć w 100%, ale wiem, że zadanie było bardzo trudne i wymagało sporej dozy szczęścia. O niektórych zamiennikach pisałam u siebie na blogu, o innych nie wspomniałam ani słówkiem. Postanowiłam nagrodzić...
tamtaradam...
...Alicję P., której udało się trafić aż 12 wypróbowanych przeze mnie zamienników :)
Czekam na maila od zwyciężczyni i gratuluję :)
Kosmetyki na zastępstwo

Kosmetyki na zastępstwo

Dziś nie będzie recenzji konkretnego produktu, za to będzie kilka ciekawostek. Być może niektóre znacie, ale niektóre może Was zaskoczą? Jest to post pół żartem pół serio, raczej nie do stosowania na stałe, a w awaryjnych przypadkach.

Czym można zastąpić kosmetyk, którego akurat nam zabrakło?


1. Zasypka dla dzieci jako suchy szampon (posypujemy skórę głowy i po chwili wyczesujemy zasypkę z włosów) - nie zostanie żaden biały ślad, za to włosy będą świeższe i ładniej pachnące.

2. Oliwka dla dzieci lub dowolny olej jako olejek do demakijażu (rozprowadzamy oliwkę/olej na skórze palcami, a następnie zbieramy makijaż płatkiem kosmetycznym uprzednio zwilżonym ciepłą wodą) - szybko zmyty makijaż, nawet wodoodporny, bez podrażnień i szczypania w oczy, skóra nawilżona i natłuszczona.

3. Chusteczki nawilżane dla dzieci jako sposób na demakijaż (przecieramy pomalowaną twarz chusteczkami) - dobre chusteczki dla dzieci zawierają oleje i inne składniki rozpuszczające kosmetyki, a także substancje nawilżające skórę; skóra będzie pozbawiona zanieczyszczeń i make up'u, zmiękczona i ukojona.


4. Balsam do ust jako odżywka do rzęs (wcieramy balsam w rzęsy i ich nasadę) - zwracamy uwagę na skład balsamu, najlepszy będzie taki, który zawiera dużo oleju rycynowego; balsam wzmocni włoski, zmniejszy ich wypadanie, lekko przyciemni; można używać go także do brwi.

5. Olej kokosowy jako pasta do zębów (nabieramy na szczoteczkę trochę oleju w postaci stałej i myjemy zęby) - olej posiada właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne, nie pieni się, ale zęby są doskonale wyczyszczone, białe i lśniące, w dodatku nie nałykamy się chemii i fluoru.

6. Odżywka do włosów jako preparat do golenia (rozprowadzamy odżywkę na skórze i golimy włosy maszynką) - odżywka zmiękczy włoski, dzięki czemu szybciej i bezpieczniej je zgolimy bez podrażnień.

7. Balsam do ust, bezbarwny błyszczyk lub żel do włosów jako żel do brwi (odrobinę wcieramy palcem lub szczoteczką w brwi) - włoski będą ułożone cały dzień tak jak chcemy.


8. Pasta do zębów jako preparat punktowy na wypryski (nakładamy niewielką ilość na krostkę, trzymamy max. 15 minut, po czym zmywamy) - niedoskonałości zostają wysuszone i szybciej się goją.

9. Odrobina pudru wymieszana z kremem do twarzy jako podkład/krem BB (mieszamy i nakładamy na skórę) - wyrówna się koloryt skóry, niedoskonałości zostaną ukryte.

10. Żel pod prysznic jako szampon do włosów (zwyczajnie myjemy włosy żelem) - większość tych kosmetyków ma podobną bazę, poradzi sobie więc zarówno z włosami jak i skórą, najlepiej użyć potem odżywki; włosy będą oczyszczone.

11. Żel do higieny intymnej jako żel do twarzy/szampon - zakładamy, że jest delikatny i nie wysusza skóry, natomiast odświeża ją i oczyszcza, może nawet nawilża.


12. Balsam do ciała lub krem do rąk jako odżywka do włosów (rozcieramy balsam w dłoniach i pokrywamy włosy niewielką ilością) - zawiera emolienty, które wygładzą włosy i nadadzą im połysk, zmniejszy puszenie się włosów.

13. Szampon/żel pod prysznic jako proszek do prania - usuwa niewielkie zabrudzenia, odświeża, nadaje ładny zapach ubraniom.

14. Hydrolat jako tonik (nasączamy wacik i przecieramy skórę) - hydrolat tonizuje skórę, przywraca jej właściwie pH, dodatkowo odświeża, relaksuje.

15. Odżywka do włosów jako szampon (myjemy włosy odżywką) - bardzo suche włosy zostaną zmiękczone, odżywione i wygładzone.

16. Balsam do ust jako żel do skórek (wcieramy) - balsam zmiękczy i nawilży suche skórki, dzięki czemu nie będą się zadzierały i zmniejszy się ich narastanie na paznokieć.
17. Szampon jako płyn do mycia pędzli - pędzle zostaną ładnie wyczyszczone, odświeżone i gotowe do pracy.

18. Bezbarwny lakier do paznokci do zatrzymania oczka w rajstopach (smarujemy lakierem oczko i jego najbliższą okolicę, czekamy aż zaschnie) - oczko nie "pójdzie" dalej, rajstopy zostaną uratowane, przynajmniej na jakiś czas.

19. Pomadka jako róż do policzków (wklepujemy odrobinę w kości policzkowe) - nadają się zwłaszcza szminki matowe w odpowiednim do naszej urody odcieniu; dodadzą rumieńców, będą trwałe.
20. Róż do policzków/bronzer jako cienie do powiek - nikt nie zauważy różnicy!

21. Cień do powiek jako "ulepszacz" lakieru do paznokci (pokruszony cień wsypujemy np. przy pomocy lejka z papieru do buteleczki z lakierem bezbarwnym lub kolorowym, mieszamy) - uzyskujemy zupełnie inny lakier o nowym odcieniu lub efekcie (np. po dodaniu cieni z brokatem).


22. Krem do rąk jako krem do stóp i odwrotnie - w zasadzie składy są bardzo podobne, więc można używać ich zamiennie.

23. Pianka do golenia jako preparat do czyszczenia lustra w łazience (myjemy lustro pianką, dokładnie wycieramy do sucha ręcznikiem papierowym) - lustro będzie lśniło i przez dłuższy czas nie będzie zachodziło parą, więc od razu po prysznicu będzie można się w nim przejrzeć.

Na koniec mam dla Was niespodziankę!

Jak może pamiętacie pisałam niedawno w TAGU, że wybieram się na zwariowane wakacje busem po Polsce. Liczę się z tym, że mogę mieć słaby dostęp do internetu i może mnie tu być mało. Postanowiłam więc wynagrodzić Wam to zabawą :)

Niektórych z powyższych sposobów osobiście próbowałam. Zadanie polega na odgadnięciu których konkretnie (wystarczy wpisać numerki w komentarzu).
Wśród osób, którym uda się odgadnąć wybiorę jedną lub dwie, które dostaną nagrody, oczywiście kosmetyczne! Zadanie nie jest łatwe, więc należy się mała podpowiedź: próbowałam większości, a dokładnie aż 15! Zabawa dla obserwatorów bloga. Powodzenia :)

A może macie jakieś swoje sprawdzone nietypowe sposoby na wykorzystanie kosmetyków?
Próbowałyście któregoś z powyższych?

Zdjęcia wykorzystane w poście pochodzą z serwisu Pixabay.com i mają licencję Public Domain
Garnier Fructis Gęste i zachwycające: Szampon, odżywka i maska

Garnier Fructis Gęste i zachwycające: Szampon, odżywka i maska

Mam cienkie włosy, więc ciągle walczę z ich pogrubieniem i uniesieniem od nasady. Próbuję wszystkiego, aby wydawały się grubsze, bardziej puszyste i liczniejsze. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok serii Fructis, obiecującej włosy gęste i zachwycające. Powszechnie jednak wiadomo, że nadzieja matką głupich....

Garnier Fructis
Gęste i zachwycające


Seria obiecuje dodanie włosom "spektakularnej gęstości, którą można zobaczyć, poczuć i dotknąć". Ten cud nad cuda polegać miałby na wnikaniu we włókna włosa "innowacyjnej molekuły pogrubiającej jego strukturę i tworzącej długotrwały efekt gęstości włosów, który kumuluje się po każdej aplikacji". Brzmi zachęcająco prawda?
Uwierzyłyście w taką bajerę? :D

Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Szampon wzmacniający


 Szampon o pojemności 250 ml kupimy za ok. 8 zł. Wściekle różowe opakowanie jest standardowe. Mam zastrzeżenia do otwierania, które jest ekstremalnie trudne mokrymi rękoma. Trochę zapasów pod prysznicem i dopiero mogę umyć włosy :)


Powyżej bajki producenta oraz sposób użycia, jakby ktoś nie znał ;)
Poniżej skład: przeciętny. Mamy tu zarówno SLES jak i SLS, Alkohol denat., mnóstwo konserwantów i składników kompozycji zapachowej. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znalazły się: Niacinamide (witamina B3, stymuluje produkcję ceramidów, nawilża i uelastycznia skórę, stymuluje produkcję kolagenu i kwasu hialuronowego, regeneruje, zmniejsza nadprodukcję sebum, poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia cebulki), Saccharum Officinarum Extract (ekstrakt z trzciny cukrowej; regeneruje, złuszcza, działa antybakteryjnie), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z herbaty; przeciwutleniacz, regeneruje, łagodzi stany zapalne), Punica Granatum Extract (ekstrakt z granatu; przeciwutleniacz, działa antybakteryjnie i antywirusowo), Pyrus Malus Extract (ekstrakt z jabłka; nawilża, złuszcza i wygładza skórę, łagodzi podraznienia, przeciwutleniacz), Citrus Medica Limonum Peel Extract (ekstrakt ze skórki cytryny; poprawia krążenie, zmiękcza, dezynfekuje, działa przeciwzapalnie).


Konsystencja jest w sam raz, łatwo wydobywa się z butelki, ale jednocześnie nie jest zbyt lejąca. To, co wyróżnia ten szampon wśród innych (zresztą tak samo jak całą serię) jest zapach. Dla mnie jest to zapach absolutnie cudowny - owocowy, radosny i energetyczny, choć w zupełności sztuczny! Szampon dobrze myje włosy, obficie się pieni, na szczęście nie wysusza ich nadmiernie, ale tutaj muszę nadmienić, że nie używam go codziennie, a jedynie 2 razy w tygodniu. Włosy dość długo oszałamiająco pachną, zwłaszcza jeśli wzmocnimy aromat innym produktem. Mam wrażenie, że lekko są odbite u nasady dzięki temu szamponowi.


Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Odżywka wzmacniająca


Odżywkę o pojemności 200 ml kupimy za ok. 8 zł. Opakowanie jest podobne do szamponu, z tym, że stoi "do góry nogami". Niestety ma tak samo beznadziejny korek, z którym trzeba się mocować.


 Na etykiecie znów możemy sobie poczytać bajki, a przepraszam, obietnice producenta, oraz sposób użycia.
Skład: znów przeciętny. Kilka pierwszych pozycji to standard "odżywkowy", czyli Cetearyl Alcohol (emolient tłusty), Behentrimonium Chloride (wygładza włosy, ułatwia rozczesywanie, zmiękcza, dodaje blasku, konserwuje, ale jego max. stężenie w kosmetykach to... 0,1%) i Parfum (zapach). W ilościach śladowych mamy więc Niacinamide (wit. B), ekstrakt z trzciny cukrowej, herbaty, granatu, jabłka oraz skórki cytryny.


Konsystencja jest zwarta i gęsta, bardzo wygodnie się ją nakłada na włosy. Zapach identyczny jak szamponu - obłędny! Nakładam ją od połowy włosów (max. 2x w tygodniu), ponieważ jej działanie dla odmiany jest beznadziejne. U mnie powoduje albo przetłuszczenie i smętnie wiszące strąki (jeśli nałożę jej zbyt dużo lub niedokładnie zmyję, co zresztą nie jest trudne) albo wręcz puszenie i odstające krótsze włoski. Włosy co prawda się nie elektryzują, ale to, oprócz zapachu, jedyna jej zaleta.


 Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Głęboko odżywcza maska


Maska dla odmiany ma największą pojemność, bo aż 300 ml i bardzo dobrze, bo to zdecydowanie najlepszy kosmetyk z serii. Opakowanie to słoiczek typowy dla masek, a kosztuje ok. 16 zł. Ze wszystkich tych opakowań najłatwiej mi się go odkręca, nawet mokrymi rękoma, choć nie jest to najłatwiejsze zadanie.


Z tyłu znów mamy obietnice producenta.
Stosowanie: Raz w tygodniu nałożyć na umyte szamponem włosy. Pozostawić, a następnie dokładnie spłukać.


Skład: początek bardzo podobny do odżywki. Mamy tu także glicerynę oraz ekstrakty trochę wyżej w składzie. Szczegóły poniżej.


Maska jest dosyć gęsta, ale na pewno nie aż tak jak odżywka. Bardzo ładnie rozprowadza się na włosach i oczywiście cudownie pachnie, identycznie jak pozostałe preparaty z serii. Łatwo się spłukuje, ale zapach pozostaje na włosach - i dobrze! Raz w tygodniu nakładam ją na umyte włosy i trzymam min. 10 minut, rzadko mam czas na więcej. Co mi po tym?
Włosy są miękkie, puszyste i lśniące. Nie powiedziałabym, że są pogrubione czy głęboko odżywione, jak obiecuje mi Garnier, ale na pewno są gładkie, nie elektryzują się i ślicznie pachną.


Odkąd ich używam, czyli jakieś 4-5 m-cy, nie zauważyłam najmniejszego nawet pogrubienia włosów. Nie liczyłam na to zbytnio, choć gdzieś tam mała iskierka nadziei się tliła. Cóż, dawno zgasła ;) Z całej serii zdecydowanie najlepiej na mojej cieniźnie spisała się maska, która dała zauważalny efekt. Szampon niczym szczególnym się nie wyróżniał, chyba że zapachem, poza tym jest całkowicie przeciętny. Najgorzej oceniam odżywkę, która najczęściej obciążała włosy i trudno się spłukiwała, ewentualnie powodowała puszenie. Seria zawiera jeszcze serum, ale póki co nie planuję jego zakupu.

Znacie tą serię? Czy częste ostatnio reklamy kuszą Was do wypróbowania?