Montagne Jeunesse, Maseczka Iced Crystal z mentolem i miętą

 Lubię maseczki. Staram się w miarę regularnie je nakładać co 3-4 dni, choć zdarzają się tygodnie, w których nie udaje się ani razu. Takie życie.
Najczęściej są to produkty oczyszczające lub nawilżające, bo moja cera najbardziej takiego właśnie działania potrzebuje.
Czasami jednak eksperymentuję, bo np. spodoba mi się skład albo obiecywane działanie. Tak było w przypadku:

Montagne Jeunesse
Iced Crystal
Maseczka odświeżająco - złuszczająca z mentolem i miętą




 Opakowanie spodobało mi się od pierwszego ujrzenia ;) Trochę daje po oczach, wręcz krzyczy, obiecując odświeżenie, orzeźwienie i ukojenie "skołatanych nerwów". W sezonie grzewczym lubię się czasem ochłodzić, więc musiałam oczywiście wypróbować to działanie od razu.
Producent obiecuje także złuszczenie martwego naskórka:


 Skład jest bardzo zachęcający i ciekawie przedstawiony:


Otwarcie saszetki nie nastręcza problemów, ale opakowanie rozrywa się w dół wzdłuż zgrzewu i trochę niewygodnie się wtedy wydobywa maseczkę ze środka. Trzeba naprawdę głęboko wkładać paluchy:


 Czytając opis spodziewałam się silnego orzeźwienia i pobudzającego aromatu mięty z mentolem, wręcz "oczyszczenia zatok", że się tak wyrażę. Niestety spotkał mnie zawód. Maska bardzo delikatnie pachnie miętą, trochę jakby zwietrzałą. Mentolu natomiast nie wyczułam wcale. Szkoda.
Po nałożeniu zapach czuć nadal, choć bardzo subtelnie i pewnie to ma mnie relaksować. W sumie całkiem przyjemny efekt, niestety zupełnie niewspółmierny do oczekiwań... 
Maska fajnie wycisza i uspokaja, miło położyć się z nią i odpłynąć na kilkanaście minut...


 Maska ma postać żelowej, glutowatej papki o lekko zielonkawym zabarwieniu. W tejże konsystencji zanurzona jest pokaźna ilość kryształków.


 Po nałożeniu maska praktycznie nie zastyga na twarzy, dzięki czemu bardzo łatwo można ją zmyć. Przed zmyciem warto jednak pomasować skórę kryształkami, by dodatkowo ją oczyścić. W miejscach gojących się ranek odczuwałam lekkie pieczenie.

W masce wygląda się wyjątkowo głupio (jak dla mnie) - jakbym się cała zasmarkała :D


 Saszetka wystarczyła mi na dwie aplikacje: jedną na bogato, a drugą skromną.

Maska ładnie przymknęła pory, co jest widoczne gołym okiem. Z zaskórnikami nie zrobiła absolutnie nic, ale w sumie nie obiecywała tego. Buzia jest gładka i miła w dotyku jak po dobrym peelingu oraz gotowa na serum i/lub krem. Ja - zrelaksowana, zwłaszcza po zmyciu "gluta" ze skóry :D



Saszetkę kupiłam w Hebe w promocji, więc zamiast ok. 6zł/ 15g, zapłaciłam 2,50zł.
W regularnej cenie raczej bym jej nie kupiła, ale może "kiedyś gdzieś" znów w promo kto wie?


Ciekawią mnie także inne wersje tej maseczki. Znacie je? Które polecacie?

24 komentarze:

  1. Szkoda, że nie radzi sobie z zaskórnikami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie radzi sobie niestety, też żałuję.

      Usuń
  2. Szkoda, że nie jest intensywnie miętowa, bo tego bym od niej oczekiwała :)
    Ale może też się kiedyś na nią skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również myślałam, że powali mnie zapachem, to mnie głównie zachęciło do zakupu. Mimo wszystko jest całkiem przyjemna :)

      Usuń
  3. oj nie miałam żadnej takiej maseczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są całkiem ciekawe, takie akurat na sprawdzenie czy mi odpowiada czy nie. No i jaka zabawa przy tym ;)

      Usuń
  4. Jeszcze nie miałam tej maseczki ale gdy tylko złapię ją w jakiejś promocji to kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie ja też będę polować na inne wersje :) Może nawet się gdzieś spotkamy ;)

      Usuń
  5. mam mentol może sobie zrobie diy:) hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jupi, zrób koniecznie, uwielbiam te Twoje diy :) Jestem ciekawa efektów :)

      Usuń
  6. Lubię miętowe produkty :) w sumie kiedyś na pewno spróbuję, bo uwielbiam maseczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, prędzej czy później każda wpadnie w moje łapki ;)

      Usuń
  7. Jeszcze nie miałam z nią do czynienia, ale rozgrzewająca wersja z czekoladą i pomarańczą rewelacyjnie działa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowo "rozgrzewająca" brzmi dla mnie groźnie, ale czekolada z pomarańczą bardzo zachęcająco! To moje "najulubieńsze" połączenie. Jakim cudem ją przegapiłam? Muszę ją dorwać :)

      Usuń
  8. Jeszcze nie stosowałam,ale zaciekawiła mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem często widzę je w promocji w Hebe :)

      Usuń
  9. Kuszą mnie maski z tej firmy, jednak jeszcze żadnej nie miałam ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja miałam czekoladową i nie polecam. Strasznie ciężko ją zmyć, strasznie zapycha, no i zapach zamiast czekoladowy, to kakaowy, bleee :) I faktycznie trochę niesmacznie wyglądają na twarzy, mój mąż jak mnie zobaczył tej maseczce, to mało się nie posikał ze śmiechu :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Miętowa na szczęście nie zapycha, a przyznam, że czekoladowa mi całkiem smacznie brzmiała. Hmmm hmm chyba jednak nie mam ochoty ryzykować :D

      Usuń
    2. Zawsze możesz spróbować, może u Ciebie się sprawdzi :)

      Usuń
    3. Może, musiałabym zerknąć na skład. Jednakże jak słyszę, że maska zapycha, zapala mi się czerwona lampka w głowie i automatycznie tracę zainteresowanie :) Taki mam wbudowany mechanizm obronny ;)

      Usuń
  11. Od maseczek oczekuję żeby raczej radziły sobie z zaskórnikami. Ale myślę, że mimo iż sobie i tak bym ją wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Twoje zaskórniki nie są takie oporne i wierne jak moje :)

      Usuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)