Mój balsam do ust z cyklu "Zrób to sama" - recenzja :)

Niedawno zrobiłam sama balsamik do ust. Jeśli macie ochotę na własny - przepis znajdziecie tutaj. Zachęcam, bo zabawa jest przyjemna, szybka (góra 5 minut!) i macie pewność, z jakich składników został wykonany kosmetyk. Ale jak działa? Moim zdaniem tak:

 Naturalny balsam do ust na bazie masła shea :)




Przeznaczenie: Codzienna pielęgnacja ust. Nawilżenie, odżywienie, ochrona ust przed zimnem, wysuszeniem i wiatrem. Nabłyszczenie.

Wygląd i zapach: Balsam na stałą konsystencję, po nabraniu na palec natychmiast się rozpuszcza. Kolor biały. Zapach: u mnie rumowy, delikatny, przyjemny.


Skład: Masło shea, 5 ml olejów (jojoba, winogronowego, migdałowego), rumowy aromat do ciast, kilka kropel oleju rycynowego. Skład naturalny, jadalny!

Opakowanie i cena: Opakowanie może być dowolne, ja akurat miałam pod ręką niebieski słoiczek o pojemności 15 ml (idealnie się zmieścił balsam z proporcji z mojego przepisu). Cenę bardzo, ale to bardzo trudno mi oszacować, ponieważ zależy od cen w sklepie, w którym zostały kupione półprodukty i szczerze mówiąc (pisząc) nie chce mi się :P Na pewno jest śmiesznie niska w porównaniu do podobnej jakości gotowych produktów (mniej więcej oceniam na... 1-2zł/15ml. Serio!).

Usta przed nałożeniem balsamu:

W trakcie:

I po:

Moim zdaniem: Balsam na stałą konsystencję, typową dla masła shea, ale kiedy tylko nabierzemy trochę na palec lekko się rozpuszcza, więc bardzo łatwo posmarować nim wargi (pod wpływem ciepła ust rozpuszcza się całkiem). Dobrze trzyma się na ustach, nic nie spływa. Usta są miękkie, nawilżone, odżywione, a także błyszczące (dzięki dodatkowi oleju rycynowego). Balsam trzyma się na ustach m/w 2h, potem trzeba znów go zaaplikować (to nic nadzwyczajnego, większość balsamów bez oblepiającej wargi parafiny czy wosku tyle się utrzymuje). Chroni usta przed wiatrem, zimnem, zaczerwienieniami oraz wysuszeniem. Moim zdaniem to genialny produkt! Do tego za każdym razem mogę zrobić go w wybranym przez siebie wariancie zapachowym, z trochę innych składników, zmieniać, eksperymentować! Z powodzeniem sprawdzi się także jako: odżywka do rzęs czy brwi, poskramiacz brwi (zamiast żelu), nawilżacz na suche miejsca np. łokcie, dłonie, odżywka do końcówek włosów. 

Myślę, że będę jeszcze eksperymentować nie raz i nie dwa, a zacznę od dodania do receptury  odrobiny wazeliny, aby balsam trzymał się na wargach dłużej (zimą to wskazane) oraz przeleję go do opakowania po pomadce, aby ułatwić aplikację w trakcie np. mroźnej zimy :)
Na pewno jeszcze o tym napiszę :)


Podsumowanie: Fajna alternatywa dla osób lubiących kosmetyki naturalne oraz takich, które poświęcą dosłownie 5 minut na wymieszanie składników. Balsam spełnia swoją rolę, nawilża i odżywia, a jednocześnie chroni przed szkodliwym wpływem środowiska zewnętrznego. W dodatku można go zrobić ze swoich ulubionych składników lub po prostu takich, które akurat mamy pod ręką. Koszt małego słoiczka jest bardzo niski w porównaniu z gotowym produktem. Warto! Wielofunkcyjny.

8 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam, że zrobienie własnego balsamu jest tak łatwe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo łatwe, przyjemne i satysfakcjonujące :) Warto się pobawić :D

      Usuń
  2. Ja się zbieram do zrobienia peelingu i zebrać nie moge, mimo iz składniki posiadam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem motywacja to podstawa :) Chętnie przeczytam jak Ci poszło :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Warto sobie zrobić :) Proste, naturalne, a potem bardzo przyjemne stosowanie :)

      Usuń
  4. Mam peeling zrobiony do ust z oleju kokosowego i wiórków -jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny pomysł. Też może kiedyś zrobię :)

      Usuń

Uwielbiam czytać Wasze komentarze, ponieważ każdy z nas jest inny i posiada własne zdanie, więc śmiało piszcie! Skomentować może każdy, apeluję jednak o kulturę.

Do blogerów w wolnej chwili na pewno zajrzę :)
Jeśli zaobserwujesz, a też prowadzisz blog - daj znać, chętnie zobaczę o czym piszesz :)